Bojkot Eurowizji. Trzy kraje rzucają rękawicę Izraelowi

Bojkot Eurowizji. Trzy kraje rzucają rękawicę Izraelowi

Bojkot Eurowizji. Trzy kraje rzucają rękawicę Izraelowi

FABRICE COFFRINI/AFP/East News

Święto muzyki, które miało łączyć, znowu dzieli. Eurowizja 2026 stoi na krawędzi największego kryzysu w swojej historii. Decyzja o dopuszczeniu Izraela do konkursu rozpętała prawdziwą burzę, a kolejne kraje zapowiadają bojkot. W Genewie doszło do ostrej awantury, która może na zawsze zmienić oblicze konkursu.

Reklama

Decyzja zapadła. Eurowizja mówi "tak" dla Izraela, a Europa krzyczy "nie"!

To miał być cichy zakulisowy układ, a wyszedł skandal. Podczas burzliwego spotkania w siedzibie Europejskiej Unii Nadawców (EBU) w Genewie ostatecznie zapadła decyzja w sprawie kontrowersyjnego udziału Izraela w Eurowizji. EBU sprytnym kruczkiem prawnym uniknęła głosowania nad usunięciem Izraela, w praktyce dając mu zielone światło. Myśleli, że zamkną usta krytykom, a jedynie podpalili lont.

Atmosfera w Genewie była tak gęsta, że można było ją kroić nożem. Najlepiej podsumował to wściekły prezes hiszpańskiej telewizji, który stwierdził, że organizatorzy "zamierzają narazić organizację na największe wewnętrzne napięcia w jej historii". I miał rację.

Reklama

Hiszpania, Holandia i Irlandia rzucają ręcznikiem. "Nie będziemy częścią tej farsy"

Reakcja była jak uderzenie pioruna. Błyskawiczna i bezlitosna. Jako pierwsza rękawicę rzuciła Holandia. Chwilę później dołączyły do niej Hiszpania i Irlandia, a Słowenia tylko potwierdziła, że to początek lawiny. To potężny cios dla organizatorów, który podważa jedność i sens całego konkursu. Bojkot Eurowizji staje się faktem.

Najgłośniej swoje stanowisko wyraził szef hiszpańskiego nadawcy RTVE, José Pablo López, który nie gryzł się w język. Jego słowa przejdą do historii konkursu.

Reklama

Od początku utrzymujemy tę samą pozycję i jak powiedzieliśmy kilka miesięcy temu, obecność Izraela w konkursie jest nie do obrony z dwóch powodów. Po pierwsze, z powodu ludobójstwa w Strefie Gazy. [...] Jako prezes nadawcy uważam, że Konkurs Piosenki Eurowizji to konkurs, ale prawa człowieka to nie konkurs i wydaje mi się, że trzeba to brać pod uwagę.

Yuval Raphael, reprezentantka Izraela na Eurowizji 2025 Yuval Raphael, reprezentantka Izraela na Eurowizji 2025 / Fot. Wiki Commons

Reklama

Za kulisami wrze. O co tak naprawdę chodzi w sporze o Izrael?

EBU od lat powtarza bajeczkę o apolityczności, ale prawda jest taka, że Eurowizja od dawna jest polem bitwy. Tym razem poszło o Izrael i jego działania w Strefie Gazy. Kraje bojkotujące nie chcą legitymizować działań izraelskiego rządu swoją obecnością na jednej scenie.

Reklama

Jest też drugi, równie ważny wątek. Wiele delegacji ma dość tego, że Izrael Eurowizja traktuje jako narzędzie polityczne, bezkarnie łamiąc zasady. Słoweńcy od miesięcy bezskutecznie domagali się wyjaśnień w sprawie podejrzeń o manipulowanie głosowaniem, a ich frustrację podzielił popularny zespół Joker Out, finaliści Eurowizji 2023, którzy publicznie poparli bojkot. José Pablo López poszedł o krok dalej, zarzucając EBU stosowanie podwójnych standardów.

Reklama

Zastanawiam się, czy pan Green zaproponuje powrót telewizji z Białorusi i Rosji na konkurs. Wierzę, że nie, ponieważ wszyscy wiemy, że gdyby ci nadawcy wrócili, używaliby go podobnie do Izraela, bo dla nich to wydarzenie to coś więcej niż konkurs i jest bardzo ważnym instrumentem politycznym.

Benjamin Netanyahu, Premier Izraela Benjamin Netanyahu, Premier Izraela / Fot. Wiki Commons

Czytaj także: Polska zniknie z Eurowizji? Ministra kultury postawiła warunek nie do przeskoczenia. "Nie powinniśmy brać udziału"

EBU myje ręce, Izrael triumfuje. "Wzmocniliśmy ducha pokrewieństwa"

A co na to wszystko EBU? Chowa głowę w piasek, udając, że pada deszcz, gdy wszyscy dookoła plują jej w twarz. Dyrektor konkursu, Martin Green, wciąż powtarza mantrę o apolityczności i neutralności. "Niezwykle ważne jest, aby uczciwość konkursu była zawsze pod ochroną" – mówił, co w świetle otwartej wojny między nadawcami brzmi jak ponury żart.

Tymczasem w Izraelu strzelają korki od szampana. Prezydent Isaac Herzog nie krył radości, dziękując "przyjaciołom, którzy stanęli w obronie prawa Izraela do dalszego uczestnictwa". W jego słowach nie było cienia refleksji, a jedynie polityczny triumf.

Ta decyzja jest wyrazem solidarności, braterstwa i współpracy oraz wzmacnia ducha pokrewieństwa między narodami poprzez kulturę i muzykę.

Trudno o bardziej dosadny dowód na to, że dla Izraela nie jest to konkurs piosenki, a polityczne zwycięstwo na międzynarodowej arenie.

To może być koniec Eurowizji, jaką znamy

Jubileuszowy, 70. Konkurs Piosenki Eurowizji, który ma odbyć się w maju 2026 roku w Wiedniu, zapowiada się na najsmutniejszą imprezę w historii. Zamiast brokatu i tęczowych flag, możemy zobaczyć puste krzesła, polityczne manifestacje i konkurs tak okrojony, że będzie przypominał lokalne dożynki.

Pytanie nie brzmi CZY, ale KIEDY ta kolorowa fasada ostatecznie runie. Bojkot ogłosiły już cztery kraje, a kolejne, jak Belgia czy Islandia, ostrzą sobie zęby. Czy EBU obudzi się, zanim będzie za późno, czy też 70. edycja Eurowizji będzie jej ostatnią? Jedno jest pewne – w Wiedniu zamiast muzyki usłyszymy zgrzytanie zębów.

Eurowizja 2025: Wiadomo, kto wygrał. Polacy tradycyjnie podzieleni [wideo i zdjęcia].
Źródło: FABRICE COFFRINI/AFP/East News
Reklama
Reklama