Cleo i Donatan o Eurowizji: TVP prosi artystów o dokładanie do wyjazdów, a niektórzy biorą kredyt na udział

Cleo i Donatan o Eurowizji: TVP prosi artystów o dokładanie do wyjazdów, a niektórzy biorą kredyt na udział

Cleo i Donatan o Eurowizji: TVP prosi artystów o dokładanie do wyjazdów, a niektórzy biorą kredyt na udział

Instagram.com/cleo_don

Eurowizja to dla wielu artystów scena marzeń, brama do międzynarodowej kariery i miliony widzów przed telewizorami. Jednak za kolorową fasadą kryje się prawda, o której mało kto ma odwagę mówić. Cleo i Donatan, którzy w 2014 roku podbili Europę hitem "My Słowianie", właśnie przerwali milczenie. Ich słowa o artystach biorących kredyty, by wystąpić na konkursie, rzucają zupełnie nowe światło na ten lśniący spektakl.

Reklama

Cleo i Donatan bezlitośnie o kulisach. "Dzisiaj TVP nawet prosi artystów, żeby dokładali"

W niedawnym wywiadzie dla WP Kultura duet, który zapewnił Polsce jedno z najwyższych miejsc w historii konkursu, wrócił wspomnieniami do swojego występu na Eurovision 2014. Choć Cleo wspomina ten czas z sentymentem, mówiąc: "Jezu, co tam się działo? Ale podchodzę do tego z ogromnym sentymentem i uśmiechem na twarzy. Fajnie było", to Donatan zdjął różowe okulary i bez ogródek opowiedział o finansowych realiach, które dziś szokują.

Producent ujawnił, że ich warunki były partyzanckie w porównaniu z dzisiejszymi standardami, ale finansowo wyszli na swoje, co jest dziś rzadkością. Jego słowa to cios w błyszczący wizerunek konkursu.

Reklama

"Teraz na Eurowizję jedzie cały sztab ludzi: stroje, make-up, wszystko. My pojechaliśmy w sześć osób. Ja byłem menadżerem i producentem w jednej osobie, więc moim zadaniem było wywalczyć jak najwięcej pieniędzy z TVP. Udało się, bo dzisiaj TVP nawet prosi artystów, żeby dokładali do wyjazdów, a są tacy, którzy biorą kredyt na udział – my tego nie musieliśmy robić. Dodatkowo wywalczyłem dobre warunki na miejscu, żeby nie spać w byle jakim hotelu. Wiedzę o organizacji Eurowizji i sztabie ludzi zdobywaliśmy sami – nie mieliśmy skąd czerpać doświadczenia. Pojechaliśmy z Cleo, która pełniła w jednej osobie rolę stylistki, make-upistki, coacha wokalnego i samej siebie."

Cleo pozująca na ściance w błyszczącej sukience i związanych włosach Pawel Wodzynski/East News

Sukces "My Słowianie" był ich polisą. Inni nie mają tyle szczęścia

Kluczem do ich sukcesu negocjacyjnego była gigantyczna popularność, jaką cieszyli się jeszcze przed konkursem. Hit "My Słowianie" był w 2014 roku fenomenem, który znał każdy. To dało im potężną kartę przetargową w rozmowach z TVP. Dzięki temu nie tylko nie musieli dokładać do wyjazdu, ale też wywalczyli dla siebie korzystne warunki finansowe.

Reklama

Niestety, nie wszyscy polscy artyści mają tyle szczęścia. Debiutanci lub wykonawcy, którzy dopiero budują swoją pozycję, często stają przed brutalnym wyborem. Z jednej strony jest życiowa szansa i marzenie o międzynarodowej karierze, a z drugiej – ogromne koszty i presja, by stworzyć show na światowym poziomie. To właśnie oni, nie mając siły przebicia Donatana, stają przed dylematem: wziąć kredyt na Eurowizję czy pożegnać się z marzeniami.

Reklama

Mówią o kredytach, a sami opływają w luksusy? Działka, mieszkanie i... las w prezencie

Występ na Eurowizji otworzył im drzwi do wielkiej kariery, a co za tym idzie – do gigantycznych pieniędzy. Podczas gdy opowiadają o finansowych dramatach innych artystów, sami nie mogą narzekać na biedę. Wręcz przeciwnie, ich przyjaźń obfituje w prezenty celebrytów, o jakich zwykły śmiertelnik może tylko pomarzyć. Donatan obdarował Cleo między innymi działką, luksusowym apartamentem i nowym samochodem.

Reklama

Wokalistka nie pozostała mu dłużna i w ramach rewanżu... sprezentowała mu las. Choć brzmi to jak scenariusz komedii, to dowód na to, że ich finanse artystów mają się znakomicie. Cleo ma jednak świadomość, że takie gesty mogą budzić kontrowersje, dlatego szybko dodaje, że starają się mądrze zarządzać swoim majątkiem i unikać pustej ekstrawagancji.

Reklama

"Od lat ciężko pracujemy i zarabiamy pieniądze, ale też je mądrze inwestujemy. Nie chodzę z torebkami za 40 tysięcy ani nie lansuję się w drogich lokalach. Nie wydajemy pieniędzy na prawo i lewo - szczerze o tym mówię."

Blichtr, cekiny i... gigantyczny dług? Tyle naprawdę kosztuje marzenie o Eurowizji

Słowa Donatana każą zastanowić się, na co właściwie idą te ogromne pieniądze. Eurowizja to finansowa machina, która wymaga potężnych inwestycji. Koszty nie kończą się na biletach lotniczych i hotelu. To przede wszystkim droga produkcja występu – reżyseria, choreografia, spektakularne wizualizacje, szyte na miarę kostiumy i efekty specjalne, które mają przykuć uwagę Europy.

Do tego dochodzi międzynarodowa promocja, nagranie teledysku i wynagrodzenie dla całego sztabu ludzi, który dziś, w przeciwieństwie do czasów Cleo i Donatana, liczy często kilkadziesiąt osób. Publiczny nadawca, jak sugeruje producent, często pokrywa tylko podstawowe koszty. Cała reszta, czyli to, co sprawia, że występ zapada w pamięć, spada na barki artysty i jego sponsorów.

Gorzka prawda o konkursie talentów. Kto nie ma pieniędzy, ten nie zaśpiewa?

Szczere wyznanie duetu rzuca cień na ideę konkursu, który pod hasłem "United by Music" powinien łączyć talentem, a nie stanem konta. Kariera muzyczna wielu wykonawców mogłaby nabrać tempa, ale barierą stają się finanse. Czy Eurowizja nie staje się powoli festiwalem dla bogatych, gdzie bez potężnego zaplecza finansowego nawet największy talent nie ma szans się przebić?

Ich wyznanie to kubeł zimnej wody dla fanów, którzy do tej pory widzieli tylko blichtr i powiewające flagi. Okazuje się, że za kurtyną największego muzycznego show w Europie kryje się brutalna gra, w której talent to czasem za mało, by pokryć rachunki za marzenia.

Cleo dziś świętuje urodziny. Sprawdzamy, czy wygląda na swój wiek.
Źródło: AKPA
Reklama
Reklama