Świąteczna atmosfera, rozmowy o przygotowaniach do Wigilii i nagle jedno pytanie, które zawisło w powietrzu. Gdy Olek Sikora w "Halo tu Polsat" zapytał Danutę Martyniuk o jej syna, Daniela, jej reakcja i wymijająca odpowiedź wywołały falę spekulacji. Jej z pozoru niewinne "tak myślę" rozgrzało internet do czerwoności i mówi o relacjach w rodzinie Martyniuków więcej niż tysiąc słów.
Pytanie, które zmroziło Danutę Martyniuk. Padło na wizji
Wydawało się, że to będzie miła, przedświąteczna rozmowa. Danuta Martyniuk, odmieniona po spektakularnej metamorfozie, gościła w programie "Halo tu Polsat", by opowiedzieć o swoich planach. Z uśmiechem mówiła o kwestiach zawodowych dotyczących Zenka Martyniuka i zdradziła, że na tegoroczną Wigilię w ich domu pod Białowieżą szykuje się zjazd na około 20 osób. Ten sielankowy obrazek rozpadł się jednak w sekundę, gdy Olek Sikora z niewinnym uśmiechem rzucił na stół prawdziwą bombę – pytanie o Daniela.
Atmosfera w studiu wyraźnie zgęstniała, gdy padło pytanie o jedynego syna, Daniela Martyniuka. Prowadzący, nawiązując do ostatnich medialnych doniesień, zapytał wprost:
Czy mam rozumieć, że przy wigilijnym stole także znajdzie się Daniel, o którym dość głośno było ostatnio w internecie?
Odpowiedź, jakiej udzieliła Danuta Martyniuk, była co najmniej zaskakująca. Zamiast pewnego "tak", widzowie usłyszeli pełne wahania słowa, które zdradzały więcej, niż żona króla disco polo chciała powiedzieć.
Znajdzie się, myślę, że się znajdzie. On bardzo lubi święta Bożego Narodzenia, na pewno się znajdzie. Tak myślę.
facebook.com/danuta.martyniuk.75
Święta u Martyniuków pod znakiem zapytania? Fani nie mają wątpliwości
Wymijająca odpowiedź Danuty Martyniuk natychmiast wywołała lawinę spekulacji. W sieci natychmiast pojawiły się setki komentarzy. Fani są podzieleni:
Współczuję pani Danusi. Widać, że kobieta cierpi, a musi trzymać fason przed kamerami. Siły dla niej!
Ktoś inny dodał:
"Tak myślę"? Serio? Jak można nie wiedzieć, czy własny syn przyjdzie na Wigilię. Może czas w końcu postawić mu twarde warunki.