Malaga kojarzy się z rajem na ziemi – słońce, palmy i beztroski wypoczynek. Jednak dla Kingi Rusin ten słoneczny krajobraz ma drugie, znacznie mroczniejsze oblicze. Dziennikarka w poruszającym wpisie ujawniła, że za uśmiechem i pięknymi widokami kryje się codzienna walka z ogromnym cierpieniem.
Rajskie widoki i nieustanny ból. Rusin walczy z kontuzją w Hiszpanii
Kinga Rusin od kilku dni dzieli się z fanami rajskimi kadrami z hiszpańskiej Malagi. Mogłoby się wydawać, że to kolejny przystanek w jej podróżniczym życiu, pełen relaksu i nowych przygód. Prawda jest jednak zupełnie inna. Dla kobiety, która kilka lat temu porzuciła pracę w Kinga Rusin TVN, by podróżować po świecie, i dla której ruch jest esencją życia, taka sytuacja to prawdziwy dramat. Była gwiazda telewizji zmaga się ze skutkami złamania kości ramiennej.
W szczerym wpisie na Instagramie gwiazda przyznała, że jej pobyt daleki jest od ideału. Choć otoczenie zachwyca, fizyczne dolegliwości nie dają o sobie zapomnieć nawet na chwilę. Wyznanie o codziennym cierpieniu jest niezwykle poruszające.
Codziennie dostaję lekcję pokory - ból towarzyszy mi przy każdym ruchu.
Mimo wszystko, dziennikarka Kinga Rusin stara się dostrzegać pozytywy. Jak sama przyznaje, to dla niej lekcja doceniania małych rzeczy – słońca, pysznej kuchni i życzliwości, której doświadcza od mieszkańców Malagi. To słodko-gorzkie wyznanie pokazuje, że nawet w raju można przeżywać swój mały dramat, a dziennikarka nie boi się pokazać obu stron medalu.
instagram.com/kingarusin/
Musiała zrezygnować z marzeń. Zamiast Brazylii – bolesne "sanatorium"
Okazuje się, że Kinga Rusin w Maladze wylądowała z konieczności. Poważna kontuzja pokrzyżowała jej znacznie ambitniejsze plany podróżnicze. Gwiazda, która kilka lat temu porzuciła pracę w telewizji, by oddać się pasji odkrywania świata, miała wyruszyć w wymarzoną podróż do Brazylii. Niestety, złamana ręka zmusiła ją do radykalnej zmiany planów.
Początkowo dziennikarka bagatelizowała uraz. Była przekonana, że to nic poważnego i szybko wróci do pełnej sprawności. Jak sama przyznała, przez tygodnie skutecznie ukrywała problem.
Byłam pewna, że moja kontuzja szybko się wyleczy. Nawet tu o niej ani razu nie wspomniałam. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że to coś poważnego. Przez ostatnie tygodnie, nawet podczas oficjalnych wyjść, dobrze kamuflowałam złamaną rękę (kości ramiennej nie wsadza się w gips, więc nie było to specjalnie trudne).
Robiła to na tyle skutecznie, że nikt niczego nie podejrzewał, nawet gdy niedawno na chwilę wróciła na ekrany. Z okazji 20-lecia programu Kinga Rusin Dzień Dobry TVN poprowadziła specjalne wydanie, a fani byli zachwyceni jej powrotem, nie mając pojęcia, z jakim bólem się zmaga.
Niestety, rzeczywistość okazała się brutalna. Kolejny rezonans magnetyczny rozwiał wszelkie nadzieje na szybkie wyleczenie. Okazało się, że ręka wymaga długotrwałego leczenia i intensywnej rehabilitacji. Właśnie dlatego zamiast egzotycznej Brazylii, Rusin wybrała spokojniejszą Hiszpanię, która stała się dla niej formą regeneracyjnego "sanatorium".
"Wierzę w moc dobrych słów". Fani ruszyli ze wsparciem
Szczere wyznanie Kingi Rusin spotkało się z natychmiastową i ogromną reakcją fanów. Sekcja komentarzy pod jej postem wypełniła się setkami słów otuchy, wsparcia i życzeń szybkiego powrotu do zdrowia. Widać, że jej walka poruszyła serca internautów, którzy doskonale rozumieją, jak frustrujące potrafią być problemy zdrowotne.
Fani dzielili się własnymi historiami, dawali rady i przesyłali "dobrą energię". W komentarzach czytamy: "Pani Kingo, dużo siły i wytrwałości!", "Zdrowie jest najważniejsze, proszę na siebie uważać", czy "Współczuję, kontuzje są okropne, ale najważniejsze to się nie poddawać!". To wsparcie z pewnością jest dla dziennikarki bezcenne w tym trudnym czasie.