Miały być zadośćuczynieniem za 18 lat piekła, a stały się zarzewiem brutalnej, rodzinnej wojny. Blisko 13 milionów złotych, które otrzymał Tomasz Komenda, po jego śmierci podzieliło najbliższych. Na jaw wychodzą szokujące fakty, a w tle pojawia się testament, który może pozbawić majątku jego jedynego syna.
13 milionów za piekło. Pieniądze, które przyniosły wojnę w rodzinie Tomasza Komendy
Historia Tomasza Komendy to jeden z najczarniejszych rozdziałów polskiego wymiaru sprawiedliwości. W 2004 roku został skazany na 25 lat za brutalne morderstwo, którego nie popełnił. Przez 18 lat przechodził przez piekło w więzieniu, zanim w 2018 roku Sąd Najwyższy go uniewinnił. Był to dramat, który wstrząsnął całą Polską.
W 2021 roku państwo próbowało wynagrodzić mu stracone lata, przyznając rekordowe odszkodowanie w wysokości prawie 13 milionów złotych. Te pieniądze miały być dla niego nowym startem, symbolem sprawiedliwości i szansą na spokojne życie. Niestety, nadzieja okazała się iluzją. Po śmierci Tomasza Komendy w lutym 2024 roku, pieniądze, które miały być symbolem sprawiedliwości, stały się jego ostatnim przekleństwem i otworzyły puszkę Pandory pełną rodzinnych żalów.

Testament pod ostrzałem. Kto przejmie fortunę?
Gdyby nie testament, sprawa byłaby prosta – zgodnie z prawem cały majątek Tomasza Komendy trafiłby do jego jedynego syna, Filipa. Jednak ostatnia wola zmarłego miała kompletnie odwrócić ten porządek, rzekomo wydziedziczając dziecko na rzecz kogoś innego. To właśnie ten dokument stał się bronią w sądowej batalii o fortunę.
Po dwóch stronach barykady stanęli najbliżsi. Z jednej strony Anna Walter, matka małego Filipa, walcząca o jego przyszłość. Z drugiej – najstarszy brat, Gerard Komenda, który w ostatnich latach życia Tomasza miał być jego jedynym powiernikiem.
To on złożył wniosek o stwierdzenie nabycia spadku. Sprawa jest tak zawiła, że po ostatniej rozprawie sąd odroczył ją bezterminowo. Jak podaje Fakt, mec. Jakub Placek sugeruje:
Prawdopodobnie oznacza to, że sąd mógł powołać także biegłych w sprawie, którzy muszą zapoznać się z aktami.

Zaskakujący ruch przed śmiercią. Trzy mieszkania zniknęły ze spadku
Jakby tego było mało, na jaw wyszedł fakt, który jeszcze bardziej komplikuje sprawę dziedziczenia. Okazuje się, że trzy mieszkania, które Komenda kupił za pieniądze z odszkodowania, w ogóle nie wchodzą w skład masy spadkowej. Stało się tak za sprawą tajemniczej umowy, którą Tomasz Komenda zawarł ze swoim bratem Gerardem. Chodzi o tak zwaną umowę o dożywocie, w ramach której nieruchomości przeszły na własność Gerarda jeszcze za życia Tomasza.
Ten ruch budzi ogromne kontrowersje, zwłaszcza w świetle oskarżeń, jakie pod adresem Gerarda kieruje inny z braci, Krzysztof Klemański. W głośnym wywiadzie dla "Gazety Wyborczej Wrocław" stwierdził on, że Tomasz w ostatnich latach był "pod złymi skrzydłami" brata i został przez niego całkowicie odizolowany od reszty rodziny.
Ja nigdy nie usłyszałem od Tomka, że nie chce mieć ze mną kontaktu. To zawsze były tylko i wyłącznie słowa Maćka, że Tomek powiedział, że Tomek przekazał, że Tomek coś tam. Normalnie go ubezwłasnowolnił, a Tomek nawet chyba nie wiedział, co on z nim robi.
Nawet jeśli kontrowersyjny testament Tomasz Komenda zostanie uznany za ważny, a Filip pominięty, prawo stoi po stronie dziecka. Małoletniemu synowi przysługuje tzw. zachowek, czyli część spadku, która należy mu się niezależnie od ostatniej woli ojca. Nie oznacza to jednak końca problemów. Sprawa o zachowek to osobne, często długotrwałe postępowanie sądowe, a po odliczeniu mieszkań przekazanych Gerardowi, wartość masy spadkowej do podziału jest znacznie mniejsza.

"Zachowywał się, jakby mnie nie rozpoznawał". Tragiczny finał dramatu
Ostatnie lata życia Tomasza Komendy, które miały być czasem spokoju, jawią się jako kolejny dramat. Opowieści jego brata Krzysztofa malują obraz człowieka zagubionego i osamotnionego, który zerwał kontakt z matką i rodzeństwem, które przez lata walczyło o jego wolność. Wstrząsający jest opis ich ostatniego spotkania, przytoczony przez Gazetę Wyborczą Wrocław:
Przez te trzy lata przed jego śmiercią, widziałem go raz. Zobaczyłem go na ulicy, zatrzymałem samochód i do niego podszedłem. Zachowywał się, jakby nawet mnie nie rozpoznawał. Zapytałem, co takiego zrobiłem, że tak mnie traktuje, co zrobiła mama, tato. A on tylko, że nie będzie rozmawiał i poszedł.
Pieniądze, które miały dać mu wolność i spokój, okazały się gwoździem do trumny jego rodzinnych relacji. Historia Tomasza Komendy, nawet po jego śmierci, pozostaje dramatem bez szczęśliwego zakończenia. Zamiast spokoju jest brutalna wojna o spadek, a człowiek, który przetrwał piekło więzienia, nawet w grobie nie może zaznać ukojenia.