Muniek Staszczyk, legenda polskiego rocka, odpalił prawdziwą bombę. W szokująco szczerych słowach przyznał, że nie ufa samemu sobie na tyle, że musi być kontrolowany przez żonę i menedżera, by... dochować wierności. To wyznanie rzuca zupełnie nowe światło na wizerunek niepokornego artysty.
Staszczyk bez ogródek o zdradach. "Wierność jest trudna"
Okazją do spowiedzi stała się promocja nowej biografii "Chłopaki (nie) płaczą", ale to wywiad dla "Wprost" wywołał prawdziwą burzę. Muniek Staszczyk, facet, którego piosenki śpiewa cała Polska, postanowił przestać udawać. Bez znieczulenia wyłożył kawę na ławę, opowiadając o zdradach, alkoholu i demonach, z którymi walczył przez lata.
Temat naszej poharatanej miłości jest bazą, w tle jest wszystko, co jej towarzyszyło: rock'n'roll, używki, alkohol, zranienia, seks, zdrady z mojej strony, no i band.
Artysta jasno podkreśla, że cała ta opowieść nie miałaby sensu, gdyby nie głos jego żony, Marty. To ona jest cichą bohaterką tej historii, a ich "poharatana miłość" stała się fundamentem książki.
Ale gdyby to wszystko było opisane bez udziału mojej żony, byłoby niepełne (...) najważniejsze jest to, że jest tam ona - moja żona. (…) Prawda jest taka, że związek jest trudny, wierność jest trudna, miłość jest trudna.

"Ja sobie nie ufam". Szokujący mechanizm kontroli rockmana
Jednak to, co Muniek wyjawił na temat swojej teraźniejszości, wbija w fotel. Okazuje się, że za wizerunkiem rockandrollowca kryje się człowiek, który sam prosi o nałożenie kagańca. Jego słowa to brutalna autoanaliza, jakiej próżno szukać u innych gwiazd.
Nie, nie, nie, ni ch***a! Ja sobie nie ufam. Nie ufam sobie jak burej s**e. I dlatego muszę mieć menedżera i żonę, którzy mnie będą prowadzić i kontrolować. A jak wyjeżdżam w trasę, zawsze są pokusy, wszystko się przypomina.
Jak to wygląda w praktyce? To gotowy scenariusz na film. Po koncercie menedżer nie spuszcza go z oczu i odwozi prosto do hotelu. Tam z kolei Muniek Staszczyk ma kategoryczny zakaz zamawiania alkoholu. To system zabezpieczeń stworzony na jego własną prośbę, by nie powtórzyć błędów, które niemal zniszczyły mu życie.
Żona Staszczyka już wcześniej wybaczała. "Padał na kolana, płakał i prosił"
Jak to możliwe, że ich małżeństwo przetrwało taką nawałnicę? Odpowiedź kryje się w niezwykłej sile i wyrozumiałości jego żony. To, co Marta Staszczyk wyznała na kartach biografii, pokazuje, że miłość faktycznie potrafi przenosić góry.
Nigdy nie był zimnym draniem, który celowo robiłby mnie czy nam krzywdę. [...] przychodził, wręcz padał na kolana, płakał i prosił, żebym mu wybaczyła. Czułam, że to jest szczere, że mam przed sobą naprawdę skruszonego faceta, który ma dobre serce, tylko się strasznie pogubił. Gdybym tak nie czuła, może i bym go zostawiła.
Marta Staszczyk przyznaje, że choć nieraz miała ochotę rzucić talerzem, a łzy lały się strumieniami, widziała w nim coś więcej niż zdrajcę – "pogubionego faceta z dobrym sercem". I choć niektórzy mogliby nazwać to naiwnością, ona z perspektywy czasu nie żałuje ani jednej z tych szans. To właśnie ta wiara uratowała ich małżeństwo.
Rockman w złotej klatce. Sam poprosił o klucz
Historia Muńka Staszczyka to gorzki dowód na to, że wizerunek sceniczny może być tylko maską. Lider T.Love, symbol buntu dla wielu pokoleń, publicznie przyznał się do bezsilności. To opowieść o facecie, który zrozumiał, że największą odwagą nie jest rockandrollowe życie, ale przyznanie się, że nie potrafi sobie z nim poradzić.