Irena Santor, legenda polskiej sceny, która od dekad wzrusza kolejne pokolenia, niedługo skończy 91 lat. Kiedy większość osób w jej wieku myśli o odpoczynku, ona publicznie wyznaje, że jest "nienasycona" i "żarłoczna". Artystka właśnie ujawniła, co napędza ją do działania i dlaczego ani myśli o zwalnianiu tempa.
90 lat na karku i apetyt na więcej. Santor ujawnia swój sekret
Gdy większość osób po dziewięćdziesiątce zwalnia tempo, Irena Santor wrzuca wyższy bieg. Po hucznych obchodach urodzin i pożegnalnej trasie artystka ani myśli o odpoczynku. W najnowszym wywiadzie dla Super Expressu rzuciła słowa, które są jak manifest witalności i wyzwanie rzucone metryce. Zapytana o plany na przyszłość, odpowiedziała z energią, której mogłaby jej pozazdrościć niejedna dwudziestolatka.
Sekretem jej formy nie są diety-cud, a nienasycony apetyt na życie. To głód świata, ciekawość i chęć doświadczania napędzają ją do działania i sprawiają, że nie zamyka się w czterech ścianach, ale aktywnie smakuje każdy dzień. Sama artystka ujęła to w słowach, które powinny stać się mottem dla każdego.
Te 90. urodziny się kiedyś skończą, ale oby następne trwały! Mam apetyt na życie. Jestem ciekawa, jestem żarłoczna, jestem nienasycona i chcę przeżyć życie jak najdłużej. Mam apetyt na życie i dam sobie z tym radę, o ile ono w ogóle będzie — to życie — a jeśli ono będzie jeszcze jako tako sprawne, to będę miała za co dziękować losowi, bo do tej pory mam. Niech trwa. Do końca świata i jeden dzień dłużej. Oczywiście bez przesady, ale chętnie. Lubię być, lubię żyć, lubię egzystować, smakować, istnieć, dostrzegać.
AKPA
Koniec kariery? Nic z tego. Tak Santor korzysta z życia na emeryturze
Choć Irena Santor oficjalnie zakończyła karierę sceniczną i nie planuje już regularnych koncertów, jej kalendarz wciąż jest pełen. Artystka doskonale wie, że emerytura nie oznacza rezygnacji z pasji i życia towarzyskiego. Zamiast tego, z wrodzoną sobie ciekawością, rzuciła się w wir wydarzeń kulturalnych, udowadniając, że jej słowa o "nienasyceniu" mają pełne pokrycie w rzeczywistości.
Dowody? Proszę bardzo. Niedawno można było ją spotkać na koncercie Sanah. Nie poszła tam dla fleszy, ale z autentycznej ciekawości, by zrozumieć fenomen artystki, która porywa stadiony. To idealny przykład jej "nienasycenia" w praktyce. Wiek Ireny Santor nie jest dla niej żadną barierą. Jest stałą bywalczynią teatrów, premier i spotkań z przyjaciółmi, czerpiąc z życia pełnymi garściami.
Tym samym Irena Santor staje się ikoną nie tylko polskiej piosenki, ale też... udanej emerytury. W czasach, gdy starość jest tematem tabu, ona pokazuje, jak się z nią zaprzyjaźnić i czerpać z niej to, co najlepsze.
Legenda polskiej sceny wciąż inspiruje. "Lubię być, lubię żyć"
Ten niezwykły hart ducha i apetyt na życie nie wzięły się znikąd. Życie nie oszczędzało Ireny Santor. Jeszcze w zespole "Mazowsze" musiała zmierzyć się z największą tragedią, jaką może wyobrazić sobie matka – śmiercią nowo narodzonej córeczki. Ten cios ostatecznie doprowadził do rozpadu jej małżeństwa ze Stanisławem Santorem.
Przez dekady na scenie solowej zdobyła wszystko, co było do zdobycia, stając się absolutną i niekwestionowaną ikoną polskiej muzyki. Jej ponadczasowe hity łączą pokolenia, a ona sama, mimo osobistych dramatów i problemów zdrowotnych, które pokonała w przeszłości, wciąż emanuje niezwykłym optymizmem.
W czasach, gdy wszyscy szukają skomplikowanych recept na szczęście, Irena Santor podaje najprostszą z możliwych: "Lubię być, lubię żyć, lubię egzystować". To nie tylko słowa. To dowód na to, że prawdziwy eliksir młodości nosi się w sercu, a nie szuka w aptece.