Jego skecze bawiły Polskę do łez, a twarz znał każdy z kultowych reklam. Dziś Jacek Borusiński, gwiazda kabaretu Mumio, zamiast na scenie, pojawia się w szkolnych ławkach, by opowiadać młodzieży o Bogu. Co stało się z jednym z najpopularniejszych komików w kraju?
Od króla absurdu do... ewangelizatora. Pamiętacie jego skecze?
Pamiętacie te kultowe reklamy Plusa i skecze, w których nic nie miało sensu? Za dużą częścią tego absurdu stał on – Jacek Borusiński, twarz i współzałożyciel legendarnego kabaretu Mumio. Przez lata rozbawiał publiczność do łez, a jego charakterystyczny głos i komediowy talent w kultowych reklamach sieci komórkowej Plus sprawiły, że był u szczytu sławy. Bilety na występy wyprzedawały się na pniu, a jego nazwisko gwarantowało sukces.
Jego droga na szczyt zaczęła się niewinnie – od kółka teatralnego i studiów teatrologicznych w Katowicach. Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Aktor Jacek Borusiński to nie tylko scena kabaretowa, ale także kilkadziesiąt ról w popularnych filmach i serialach, takich jak "Listy do M. 5" czy "Rojst Millenium". Wydawało się, że ma wszystko, o czym marzy artysta: uznanie, pieniądze i niekończące się propozycje zawodowe.
Czytaj także: Kaczyński publicznie zwyzywał Giertycha. Reakcja? "Zazdroszczę ci, Jarku"
"Miałem wszystko i byłem nieszczęśliwy". Jedno pytanie zburzyło jego świat
Jednak w pewnym momencie coś pękło. Mimo blichtru i sławy, w życiu popularnego komika pojawiła się pustka, której nie potrafił zapełnić ani kolejny aplauz publiczności, ani rola w kinowym hicie. Przełom nastąpił w najmniej oczekiwanym momencie – podczas spotkania przy ognisku. To właśnie wtedy szwagier zadał mu pozornie proste pytanie, które na zawsze zmieniło życie Jacka Borusińskiego.
Mój szwagier zapytał mnie przy ognisku, czy jestem szczęśliwy. Zdziwiło mnie to pytanie: "Mam przecież rewelacyjny zawód, w którym odniosłem sukces, mam żonę i dwójkę dzieci, jak mógłbym nie być szczęśliwy?" Ale to pytanie nurtowało mnie i po jakimś czasie stwierdziłem, że nie ma we mnie tej radości i głębokiego szczęścia. Nie ma we mnie tej "rzeki życia".
To proste pytanie było iskrą zapalną. Uświadomiło mu, że za fasadą sukcesu kryje się głęboka pustka. Tak zaczęła się jego długa droga do głębokiego nawrócenia. Historia nawrócenia aktora nie była nagłym kaprysem, a świadomym procesem przewartościowania życia. Postanowił skupić się na tym, co naprawdę ważne – rodzinie i wierze. Zrezygnował nawet z obiecujących propozycji filmowych, gdy jego żona ciężko przechodziła trzecią ciążę. Jak sam mówi, "rodzina jest miejscem do tego, żeby się nawracać".

Rzucił scenę dla szkolnej ławki. Dziś ma zupełnie nową misję
Dziś 53-letni Jacek Borusiński, mąż i ojciec czwórki dzieci, ma zupełnie nową misję. Reflektory sceniczne zamienił na światło szkolnych sal, a oklaski wielotysięcznej publiczności na rozmowy z młodzieżą. Aktor jeździ po całej Polsce, by podczas lekcji religii dzielić się swoim świadectwem wiary. To tam, bez scenariusza i reżysera, opowiada o swojej osobistej i często wyboistej drodze do Boga.
Podczas tych spotkań nie wciela się w żadną rolę. Mówi wprost o swoich wątpliwościach, kryzysach i o tym, jak wiara stała się fundamentem jego życia. Opowiada o przynależności do wspólnoty neokatechumenalnej i o tym, jak uczy się budować autentyczną relację z Bogiem – taką, w której jest miejsce na rozmowę, a nawet na kłótnię.
Był taki czas, kiedy wydawało mi się, że Pana Boga należy się trochę obawiać. Teraz coraz częściej zdarza mi się z Nim rozmawiać, czasami pokłócić, trochę tak jak z ojcem.

Czytaj także: "Kabaret na żywo" pojechał po bandzie, kpiąc z byłego i obecnego prezydenta. Widzowie w szoku
"Nie mam zamiaru nikogo nawracać". Wyjaśnia, co chce przekazać młodym
Aktor z kabaretu Mumio podkreśla, że jego celem nie jest ewangelizacja na siłę. Chce po prostu dać świadectwo i pokazać, że o duchowości można mówić w sposób autentyczny i ludzki, bez zbędnej "panierki", jak to ujął krytyk filmowy Tomasz Raczek, którego słowa artysta chętnie przytacza.
Mogę opowiedzieć o tym, czego doświadczam, jak wygląda moje życie, natomiast co zrobi z tym osoba, która tego słucha, to już jej sprawa. Nie mam intencji w to ingerować, to sprawa wolności danej człowiekowi, w pewnym sensie nawrócić się można samemu. Bóg daje wolność.
Jego podejście do wiary jest niezwykle bezpośrednie. Z rozbrajającą szczerością opowiada o tym, że chciałby móc pytać Boga o zdanie nawet w tak trywialnych sprawach, jak zakup samochodu, co zszokowało jednego z jego kolegów.
Mówię do niego: "Najchętniej zapytałabym Pana Boga, jaki ten samochód ma być". On na to: "Czyś ty oszalał? Chcesz pytać Boga o to, czy lepiej kupić Mazdę, czy Toyotę?!". "A czemu nie?", pomyślałem. Chciałbym mieć takiego Tatę, którego mogę zapytać o zdanie w każdej sprawie.
Choć Jacek Borusiński dziś skupia się na nowej misji, nie porzucił aktorstwa. W tym roku jego talent został doceniony na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, gdzie otrzymał nagrodę za najlepszą rolę męską w filmie "Wróbel". Nagroda za rolę opartą na własnym życiu to symboliczne zwieńczenie jego drogi. Jacek Borusiński, niegdyś ikona absurdalnego humoru, udowodnił, że największa życiowa rola czekała na niego daleko od błysku fleszy – w ciszy, w rodzinie i w szczerej rozmowie z Bogiem.