Podczas gdy cała Europa debatuje nad bojkotem Izraela na Eurowizji, Michał Piróg zabiera głos i płynie pod prąd. Tancerz bez ogródek wskazuje na hipokryzję i podwójne standardy, a jego słowa na temat finansowania mediów mogą wywołać prawdziwą burzę.
Piróg nie zostawia suchej nitki na pomyśle bojkotu. "To trochę przykre"
Sprawa ewentualnego wykluczenia Izraela z Konkursu Piosenki Eurowizji rozgrzewa do czerwoności opinię publiczną w całej Europie. W ogniu tej dyskusji znalazł się Michał Piróg, który w rozmowie ze Światem Gwiazd nieoczekiwanie stanął w kontrze do zwolenników bojkotu. Tancerz i juror Top Model przyznał, że chociaż rozumie powody, to cała sytuacja jest dla niego trudna do zaakceptowania.
Rozumiem, że różne kraje mogą różnie decydować, ale czy podejmują ten krok, bo ustalili to ze społeczeństwem? Jeśli to jest stanowisko mówiące "nie" ze względu na to, co dzieje się w strefie Gazy, to jest to trochę przykre.
Co więcej, Michał Piróg z wyraźną dezaprobatą odnosi się do traktowania Eurowizji jako pola bitwy politycznej. Zaskoczony jest wagą, jaką przywiązuje się do udziału jednego kraju w wydarzeniu, które sam określa jako "błahe przedsięwzięcie służące tylko rozrywce". Jego zdaniem, robienie politycznego dramatu z festiwalu piosenki jest absurdalne i odwraca uwagę od prawdziwych tragedii.

Wskazuje na podwójne standardy. "Gdzie było wasze 'nie'?"
Głównym ostrzem krytyki Piróga jest jednak zarzut o rażącą hipokryzję i wybiórcze oburzenie, które jego zdaniem zalewa międzynarodową debatę. Tancerz, który ma żydowskie korzenie, pyta wprost, dlaczego świat milczał w obliczu innych tragedii i aktów agresji. W serii ostrych pytań bezlitośnie punktuje bierność świata wobec innych globalnych kryzysów.
Gdzie było "nie" świata w momencie, kiedy Hamas zaatakował Izrael 7 października? Gdzie jest stanowcze „nie” w ekonomii, gospodarce, rozrywce dla państw kupujących Jemen, Syrię? Gdzie jest "nie" dla Turcji, która pięć temu zbombardowała kurdyjskie 1030 miejscowości?
Zdaniem Piróga, jeśli świat chce być sprawiedliwy, musi reagować na wszystkie przypadki łamania praw człowieka, a nie tylko te medialnie nośne. Zwraca uwagę na cierpienie, które jest pomijane w światowej debacie.
Jeżeli chcemy być bardzo fair w stosunku do takich zachowań, to musimy zwrócić uwagę na wszystkie. Możemy wybrać jedno, dwa, a resztę udawać, że nie widzimy, ale to nie fair. [...] Giną tysiące ludzi w Sudanie, Egipcie — nikt o tym nie mówi. Hmmm...
Yuval Raphael, reprezentantka Izraela na Eurowizji 2025 / Fot. Wiki Commons
Padły mocne oskarżenia. Piróg sugeruje, że za wszystkim stoją pieniądze
To jednak nie koniec kontrowersji. Opinia Michała Piróga o Izraelu wchodzi na jeszcze wyższy poziom, gdy sugeruje on, że za falą krytyki mogą stać potężne interesy finansowe. Tancerz i choreograf bez ogródek zasugerował, że media mogą być finansowane przez państwa arabskie, by kształtować określoną narrację.
W przypadku Izraela — powiem to. Widocznie pieniądze płynące z krajów arabskich, z Kataru, nie śmierdzą. [...] Państwa arabskie nie płacą za publikacje na temat mordów, które dokonują w swoich krajach na mniejszościach religijnych, ale na Żydów fajnie sobie popisać. To jest moje zdanie, można się z nim nie zgadzać.
To odważna teza, która stawia całą dyskusję o bojkocie Izraela na Eurowizji w zupełnie nowym, niepokojącym świetle. Piróg sugeruje, że nie chodzi tu o czystą empatię, a o cyniczną grę interesów.
Eurowizja znów w ogniu krytyki. Europa jest podzielona
Słowa Michała Piróga padają w niezwykle gorącym momencie. Coraz więcej krajów otwarcie grozi rezygnacją z udziału w Konkursie Piosenki Eurowizji 2026, jeśli Izrael zostanie do niego dopuszczony. Hiszpania, Irlandia, Holandia i Słowenia to tylko niektóre z państw, które zapowiedziały bojkot Izraela na Eurowizji. Holenderski nadawca AVROTROS wskazuje na "trwające i poważne cierpienie ludności w Strefie Gazy" oraz "poważne naruszenie wolności mediów" przez Izrael.
Jednak nie cała Europa zgadza się z taką postawą. Austria, gospodarz przyszłorocznej edycji konkursu, skrytykowała wezwania do bojkotu jako "głupie i bezcelowe". Wtórują jej Niemcy, które oskarżyły kraje nawołujące do wykluczenia Izraela o upolitycznianie wydarzenia kulturalnego. Niemiecki minister kultury Wolfram Weimer stwierdził dosadnie, że taki ruch "zamieniłoby święto porozumienia między narodami w trybunał".
W tak spolaryzowanej atmosferze odważne i bezkompromisowe stanowisko Michała Piróga, oskarżającego obie strony o hipokryzję, staje się jeszcze bardziej wyraziste i z pewnością doleje oliwy do ognia w tej i tak już płomiennej debacie.