Monika Miller, znana z charyzmy i wyrazistego wizerunku, przez lata skrywała mroczny sekret. Za tą fasadą krył się jednak dramat, o którym wiedzieli tylko najbliżsi, bo przez lata toczyła samotną walkę z niewidzialnym wrogiem.
"Człowiek czuje się, jakby go walec przejechał". Dramatyczne wyznanie Moniki Miller
Jej wyznanie w programie "Pytanie na śniadanie" mrozi krew w żyłach. Choroba Moniki Miller to nie jest zwykłe zmęczenie czy chwilowy ból – to codzienna agonia.
To jest taki ból, że człowiek wstaje rano i czuje się, jakby go walec przejechał. Tej chorobie też towarzyszy bezsenność i brak regeneracji w trakcie snu. (...) Człowiek się budzi zmęczony.
Przez lata żyła w koszmarze, myśląc, że to normalne. "Po prostu myślałam, że każdy żyje z takim bólem" – wyznała.
Dopiero po sześciu latach dowiedziała się, że jej cierpienie ma konkretną nazwę: fibromialgia.
AKPA
Lekarze ją ignorowali. Mówili, że chce zwrócić na siebie uwagę
Jednak zanim usłyszała diagnozę, musiała przejść przez piekło upokorzeń w gabinetach lekarskich. Problem w tym, że wielu specjalistów zwyczajnie jej nie wierzyło. To, że lekarze bagatelizują fibromialgię, jest niestety częstym doświadczeniem pacjentów.
Różne były teorie. Większość lekarzy mi mówiła, że tej choroby nie ma. Jestem kobietą, więc jakieś tam hormony. Też mam tatuaże, więc może coś ze mną jest nie tak i chcę zwrócić na siebie uwagę.
Zamiast pomocy i zrozumienia, otrzymywała sugestie, że jej cierpienie jest wymyślone. To poczucie osamotnienia i frustracji towarzyszyło jej przez lata, aż w końcu trafiła na specjalistę, który potraktował ją poważnie.
Czym jest fibromialgia? Niewidzialny wróg, który niszczy od środka
Czym jest ten niewidzialny wróg, który latami niszczył ją od środka? Fibromialgia to podstępna choroba przewlekła, która atakuje znienacka. Nie widać jej w badaniach krwi ani na prześwietleniach, co sprawia, że pacjenci latami są odsyłani z kwitkiem.
Jej głównym objawem jest przewlekły ból mięśni i stawów, który sama Miller opisuje jako "kłucie, jakby ktoś jechał rozgrzanymi igłami".
Do tego dochodzi paraliżujące zmęczenie, głębokie problemy ze snem i tzw. "mgła mózgowa", czyli kłopoty z koncentracją, które potrafią wyłączyć z normalnego życia. Dodatkowo stan pacjentów pogarszają stres i depresja.
"Leżałam i płakałam z bólu". Choroba zniszczyła jej marzenia
Ta nieuleczalna choroba odcisnęła bolesne piętno na życiu zawodowym Moniki Miller, niszcząc jej karierę w modelingu. Nawet najmniejszy wysiłek fizyczny kończył się agonią.
Nie chodziłam na sesje zdjęciowe. Po dwóch godzinach zdjęć następnego dnia nie mogłam wstać z kanapy. Leżałam i płakałam z bólu.
Przełom nastąpił dopiero po latach. Monika w końcu trafiła do kliniki leczenia bólu, gdzie specjalistka potraktowała ją poważnie i przepisała odpowiednie leki.
Walka jednak wciąż trwa, a leczenie to nie bajka z happy endem. Celebrytka musi być stale przygotowana na atak bólu.
Muszę mieć apteczkę w torbie - na wakacje, do restauracji na eventy. Wtedy mnie trafia szlag!
Mimo wszystko, dzięki leczeniu, jej stan znacznie się poprawił. Dziś Monika Miller odzyskała część życia, które zabrała jej choroba.
A teraz? Normalnie chodzę, rozmawiam, śmieję się. Bardzo dużo się zmieniło.