Pogrzeb Stanisława Soyki był ceremonią pełną godności i smutku, ale tego, co stało się na sam koniec, nie mógł przewidzieć absolutnie nikt. Kiedy żałobnicy w milczeniu żegnali artystę, z głośników popłynął jego własny głos. Ta jedna chwila sprawiła, że nawet najtwardsi nie mogli powstrzymać łez.
Tak zakończył się pogrzeb Stanisława Soyki
Wiadomość o śmierci Stanisława Soyki była ciosem, na który nikt nie był gotowy. Legendarny jazzowy muzyk odszedł nagle 21 sierpnia 2025 roku w sopockim hotelu. Miał 66 lat, za sobą udaną próbę i całą energię skierowaną na wieczorny występ w Operze Leśnej. Nikt nie podejrzewał, że to ostatnie dźwięki, jakie zagra.
8 września 2025 roku warszawski kościół i Cmentarz na Powązkach wypełniły się tłumem, jakiego nie widziano od dawna: Morze łez na pogrzebie Stanisława Soyki. Tłum gwiazd pożegnał legendę, a te słowa łamią serce.
Obok rodziny i fanów stanęły największe gwiazdy – Monika Olejnik, Muniek Staszczyk, Małgorzata Potocka. Tego dnia nie było jednak podziałów na celebrytów i zwykłych ludzi. Wszyscy byli jedną, pogrążoną w żałobie rodziną. Uroczystość miała charakter państwowy, a artysta spoczął wśród zasłużonych dla kraju.

Nagle rozbrzmiał jego głos. Tej chwili żałobnicy nie zapomną nigdy
Gdy nad grobem zaległa grobowa cisza, a żałobnicy w milczeniu patrzyli na składaną do grobu urnę, stało się coś, co przełamało żałobny rytuał. Nagle z głośników popłynął doskonale znany, ciepły głos. To był głos Stanisława Soyki, utrwalony na nagraniu z jego ostatniej próby w Operze Leśnej, zaledwie kilka godzin przed śmiercią.
W eter popłynęły dźwięki utworów "Absolutnie nic" oraz "Cud niepamięci". Pierwsze sekundy były szokiem. W jednej chwili twarze stwardniałe od bólu zalały się łzami. Nikt nie próbował ich powstrzymywać. Głośny szloch niósł się po całym cmentarzu.
To było przeżycie tak bolesne i jednocześnie tak piękne, że nikt nie był w stanie zachować spokoju. Artysta, którego właśnie żegnano, przemówił do nich po raz ostatni swoją muzyką. Jego głos, pełen pasji i prawdy, po raz ostatni uniósł się nad tłumem, dając dowód na to, że prawdziwa sztuka jest nieśmiertelna.