Dominika Clarke, mama słynnych pięcioraczków z Horyńca, przeżyła chwile grozy. W wyniku nieszczęśliwego wypadku, do którego doszło w jej domu w Tajlandii, pilnie trafiła do szpitala. Jej dramatyczna relacja z tego, co się wydarzyło, mrozi krew w żyłach.
Mama pięcioraczków z Horyńca trafiła do szpitala. "Gdy spojrzeliśmy, były dwa kawałki"
Kolejny cios spadł na rodzinę Clarke, która od przeprowadzki do Tajlandii nie ma chwili wytchnienia. W niedzielę, 7 września 2025 roku, ich codzienność przerwał dramatyczny wypadek, w którym ucierpiała sama Dominika Clarke. Mama pięcioraczków z Horyńca przeżyła prawdziwy horror, a wszystko wydarzyło się w ułamku sekundy.
Jak zrelacjonowała na swoim Instagramie, do wypadku doszło w prozaicznej sytuacji, gdy wychodziła z domu. Wszystko przez niefortunny, niewinny gest jednego z dzieci.
Przygotowałam koszyki do pralni i wychodziłam z domu. Drzwi były lekko otwarte i chciałam je ze sobą zamknąć. Dałam rękę, przyłożyłam do drzwi i w tym momencie któreś z dzieci popchnęło drzwi, które niefortunnie zatrzasnęły mój palec pomiędzy drzwiami a framugą, co skutkowało dużym zranieniem palca.
Dominika Clarke przyznała, że początkowo była w szoku i bała się spojrzeć na ranę. Widok był przerażający. Jak sama opisała, uraz palca był niezwykle poważny.
Gdy spojrzeliśmy na palec, można powiedzieć, że były dwa kawałki, dosłownie poszło o jedną trzecią palca.
Rodzina natychmiast podjęła decyzję o wyjeździe do szpitala. Emocje wzięły górę, a ból i strach były ogromne.
Całą drogę płakałam.
— wyznała mama pięcioraczków z Horyńca na Facebooku.

Błyskawiczna akcja w tajskim szpitalu. Palec Dominiki Clarke uratowany
Po dramatycznej, pełnej łez drodze do szpitala, na miejscu czekała ich jednak ogromna ulga. Rodzina Clarke na wyspie Koh Lanta spotkała się z błyskawiczną i profesjonalną pomocą. Profesjonalizm i sprawność tajskich lekarzy zrobiły na Dominice ogromne wrażenie. Cała interwencja, od rejestracji do opatrzenia rany, trwała zaledwie 30 minut.
Mimo ogromnego bólu i strachu wszystko skończyło się dobrze. Szybka reakcja samej Dominiki, która ucisnęła ranę i owinęła palec w ręcznik, prawdopodobnie ocaliła jego kształt. Lekarz sprawnie zszył ranę, podając wcześniej znieczulenie.
Jak odwijali opatrunek, bardzo bałam się spojrzeć, a do tego opatrunek przykleił się i każde pociągnięcie strasznie bolało. Kiedy odwinęli, zobaczyliśmy wszyscy, że mój ucisk i staranne zawinięcie w ręcznik ocaliło chyba jego kształt, bo jeszcze trzymał się razem. Pan doktor zwinnie zszył go, szwy trzymają, opatrzył, a ponieważ dał mi też anestezję na palec, to już nie bolało i z uśmiechem wracałam do domu.
W swoim wpisie Dominika pochwaliła szpital Koh Lanta, podając nawet koszt leczenia w Tajlandii. Za zszycie palca zapłaciła 1060 batów.