Krystyna Janda — ikona polskiego teatru i kina, kobieta-instytucja, która od dekad żyje na świeczniku, znów poruszyła publiczność. Tym razem jednak nie nową rolą, a niezwykle osobistym wyznaniem. Aktorka spisała testament, ale to, w jakich okolicznościach i co zrobiła chwilę później, rzuca zupełnie nowe światło na jej podejście do życia i przemijania.
Testament spisany w samolocie. Janda natychmiast wysłała go do syna
Wydawałoby się, że sprawy ostateczne załatwia się w ciszy kancelarii notarialnej. Ale nie w przypadku Krystyny Jandy. Artystka, znana ze swojej energii, postanowiła uporządkować swój majątek w najbardziej zaskakującym momencie – na pokładzie samolotu, lecąc "gdzieś bardzo daleko". W podcaście "Rachunek sumienia" wyznała, że poczuła nagłą potrzebę spisania swojej woli.
Chwilę później zrobiła coś, co jest symbolem naszych czasów – wyjęła telefon, sfotografowała dokument i natychmiast wysłała go do jednego ze swoich synów. To ruch typowy dla Jandy – nowoczesny, pragmatyczny i bez zbędnego patosu. Sprawę tak poważną jak testament załatwiła w swoim stylu: szybko i konkretnie.
Janda bez ogródek przyznaje, że w jej rodzinie nie ma tematów tabu. Regularnie rozmawia ze swoimi dziećmi – córką Marią oraz synami Adamem i Jędrzejem – o tym, co ma się stać po jej śmierci. Te rozmowy dotyczą konkretów: losu Fundacji Krystyny Jandy, przyszłości Teatru Polonia i Och-Teatru, a nawet podziału pamiątek:
Gdybym umarła, to pamiętajcie, ten obraz jest kupiony na 50. urodziny ojca i on idzie do jego córki, pamiętajcie, że dom trzeba sprzedać, pamiętajcie, co z fundacją.
scena z: Adam K³osiñski, Andrzej K³osiñski, Krystyna Janda SK: , , , fot. Wojtalewicz Jaros³aw/AKPA
"Jak zobaczyłam na własne oczy, jak to się łatwo umiera". Bolesne doświadczenia ukształtowały aktorkę
Decyzja o testamencie to nie był kaprys. To wynik bolesnych lekcji, jakie dało jej życie. Śmierć ukochanego męża, operatora Edwarda Kłosińskiego, a potem odejście matki, całkowicie zmieniły jej perspektywę. Krystyna Janda nie ukrywa, że bycie świadkiem śmierci bliskich osób pozwoliło jej oswoić temat przemijania.
Artystka zrozumiała, że odchodzenie jest naturalną częścią życia, czymś nieuniknionym, co nie musi budzić przerażenia. Jej słowa na ten temat są niezwykle poruszające i dają do myślenia:
Jak zobaczyłam na własne oczy, jak to się łatwo umiera, (...) to pomyślałam sobie, że to jest takie przejście. To jest jeden krok przez jakiś strumyk i już nie ma.
Chce po prostu zostawić po sobie porządek i oszczędzić dzieciom dodatkowego stresu. To pragmatyzm zrodzony z miłości.
Janda zaskakuje wyznaniami o rodzinie i wierze. "Mam swoje ulubione dziecko"
W szczerej rozmowie Krystyna Janda podzieliła się również zaskakującymi refleksjami na temat rodziny, wykraczającymi daleko poza sprawy spadkowe. Aktorka w poruszający sposób opowiedziała o swojej synowej, Chung, która pochodzi z Wietnamu. Okazuje się, że to właśnie ona zajmuje specjalne miejsce w sercu gwiazdy, a jej postawa podczas choroby matki Jandy zrobiła na niej ogromne wrażenie.
Mam swoje ulubione dziecko wśród nich. (...) Chung ma najczulsze serce, jakie kiedykolwiek spotkałam. To było tak miłe, że jak moja matka umierała, to Chung cały czas się nią opiekowała. Miała takie poczucie odpowiedzialności.
AKPA
Po tak osobistym wyznaniu rodzinnym, artystka równie bezkompromisowo opowiedziała o swojej duchowości. Okazuje się, że jej podejście do wiary jest tak samo nieszablonowe, jak do reszty życia. Janda przyznaje, że choć nie potrafi się modlić, odnajduje spokój w miejscu, które ceni za otwartość i brak sztywnych reguł.
Czy ja się umiem modlić? Nie umiem, ale chodzę do kościoła. Chodzę do Ewangelickiego, okrągłego — uwielbiam tam msze. (…) Jestem otwartą osobą. Nienawidzę ortodoksji w żadnej sprawie.
Janda o swoim życiu bez ogródek. "Nie mam do siebie pretensji"
Choć Krystyna Janda w grudniu skończy 73 lata, nie zwalnia tempa. Wciąż z pasją prowadzi swoje teatry i pozostaje jedną z najważniejszych postaci polskiej kultury. Mimo myśli o sprawach ostatecznych, jest osobą w pełni pogodzoną z własnym życiem i wyborami. W rozmowie przyznała, że nie ma poczucia porażki ani wielkich pretensji do samej siebie.
To poczucie spełnienia daje jej siłę i wewnętrzny spokój. Jak sama mówi, przeżyła życie w zgodzie ze sobą, co jest największą wartością.
Nie mam do siebie pretensji. Przeżyłam w zgodzie ze sobą swoje życie. Nie mam wielkich porażek życiowych (…). Nie czuję się winna.
Pragmatyczna, ale wrażliwa. Bezkompromisowa, ale pełna miłości. Krystyna Janda nawet w obliczu spraw ostatecznych pozostaje sobą – ikoną, która żyje i odchodzi na własnych zasadach.