Edward Linde-Lubaszenko kończy 86 lat. Cztery małżeństwa i furtka na piąte

Edward Linde-Lubaszenko kończy 86 lat. Cztery małżeństwa i furtka na piąte

Edward Linde-Lubaszenko kończy 86 lat. Cztery małżeństwa i furtka na piąte

AKPA

Edward Linde‑Lubaszenko 23 sierpnia 2025 roku świętuje 86. urodziny i ogłasza symboliczne pożegnanie ze sceną po niemal 60 latach kariery aktorskiej. 21 września w Teatrze Narodowym w Warszawie zagra Stańczyka w "Weselu" Wyspiańskiego — to jego pożegnalny występ. A przy tym powtarza słynne: "Przeżyłem cztery małżeństwa i 1500 romansów" i zostawia uchyloną furtkę w sprawie piątego ślubu.

Reklama

86 lat i zero taryfy ulgowej. "Przeżyłem cztery małżeństwa i 1500 romansów"

W 2025 roku Edward Linde‑Lubaszenko świętuje 86. urodziny bez taryfy ulgowej — w formie, z humorem i autoironią. Zamiast laurki, mówi wprost o życiu uczuciowym i wyborach na własnych zasadach, a jego zdania celnie trafiają w punkt i brzmią aktualnie także dla młodszych pokoleń.

Przeżyłem cztery małżeństwa i 1500 romansów, więc wiem coś o życiu.

Jak sam podkreśla data jego urodzin jest kwintesencją jego życia:

Reklama

Urodziłem się w dniu podpisania Paktu Ribbentrop-Mołotow. Tydzień później wybuchła wojna. To czarna karta w historii świata i Europy. Ja dosłownie urodziłem się w cieniu katastrofy. Moje dzieciństwo i młodość to historia II wojny światowej wpisana w życiorys jednego człowieka.

Tamten początek tłumaczy jego odporność i czułość do teatru. Z tej mieszanki wzięła się energia, którą przynosi na scenę od dekad.

Ten aktor od dekad jest symbolem klasy i przekory, a jednocześnie jednej z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskie filmy kojarzą z przejmującą obecnością. W 86. urodziny wraca nie tylko do wspomnień, ale i do konkretów — dat, miejsc i decyzji, które domykają rozdział o nazwie koniec kariery.

Reklama

Edward Linde-Lubaszenko w garniturze AKPA

Reklama

Piąty ślub? Odpowiada jak na twardziela przystało

Czy po czterech małżeństwach i 1500 romansach jest jeszcze miejsce na "tak"? Edward Linde‑Lubaszenko gra w otwarte karty i nie kokietuje jakby był streotypowym "starszym pane". Piąty ślub? To temat, z którym bawi się równie sprawnie jak widownią. O miłości mówi bez zadęcia — z ironią i trzeźwym oglądem.

Reklama

Jak się ktoś we mnie zakocha za bardzo, to ja mogę się zrewanżować. Ale, żebym tak sam z siebie? To już chyba jestem za cwany. Piąty ślub? Nigdy nie mów hop, póki nie przeskoczysz. Ostateczną decyzję ogłoszę dopiero na łożu śmierci.

Autoironia zamiast pozy, dojrzałość zamiast deklaracji — to jego przepis na relacje. Życie uczuciowe bywało dla niego intensywne, ale dziś woli żart i dystans. Romanse i decyzje sercowe zostawia w sferze, gdzie liczy się uczciwość wobec siebie.

Reklama

"Nic po sobie nie zostawię". Deklaracja o testamencie i finansach

Żadnych długów. Nigdzie i u nikogo. [...] Chcę wyjść stąd z czystą kartą. Wiem, że pójdę do nieba, więc muszę mieć czystą kartę, żeby mnie tam wpuścili. [...] Nic po sobie nie zostawię.

Edward Linde‑Lubaszenko chce domknąć rachunki, zanim opadnie kurtyna, i wyjść z "czystą kartą". W tej filozofii nie ma goryczy — jest porządek i humor człowieka, który wie, co to odpowiedzialność. Plotki mogą się ścigać, ale to on wyznacza tempo i zasady.

Gdy już będę czuł, że nadchodzi ten czas, to pozamykam różne bankiety w restauracjach. Po co to zostawiać? Żeby później inni bankietowali? Skoro ja mogę jeszcze sam dobrze zahulać i to za swoje, to nie będę sobie żałować.

scena z: Edward Linde-Lubaszenko, SK:, , fot. Gałązka/AKPA

Od "Psów" po "Poranek kojota". Role, za które kocha go publiczność

Filmowy dorobek Edwarda Linde‑Lubaszenki to kultowe "Psy", "Dług", "Sztos", "Chłopaki nie płaczą", "Poranek kojota" i "E+mc2", a także epizod w "Liście Schindlera". To tytuły, które wciąż cytujemy, i bohaterowie, którzy wracają na ekranach telewizorów i platform. Jego twarz i głos łączą się z pamięcią całych pokoleń widzów polskie filmy oglądających od lat. Gdy wchodził w kadr, scena zyskiwała ciężar i nerw.

Dlaczego to działa? Bo łączył charyzmę, ironię i precyzję — rysował ludzi z przeszłością, ale jednocześnie dawał im ciepło i humor. Nie uciekał od różnorodności — był wiarygodny i w dramacie, i w komedii. Taka konsekwencja wyborów zbudowała karierę aktorską, którą trudno zaszufladkować.

Rodzina w świetle reflektorów: Olaf i Beata, a po drodze cztery małżeństwa

W życiu prywatnym Edward Linde‑Lubaszenko ma dwoje dzieci, które doskonale znacie z ekranów. Olaf Lubaszenko, aktor i reżyser, to syn z pierwszego małżeństwa z Asją Łamtiuginą. Beata Linde‑Lubaszenko jest aktorką i podobnie jak brat poszła za głosem sceny. Dla ojca to powód do dumy — z pokolenia na pokolenie płynie teatralny gen.

Czwartą żoną była Beata Paluch, jego studentka, młodsza o 22 lata, z którą ma właśnie córkę Beatę. Cztery małżeństwa to materiał, który chętnie się opisuje, ale sam aktor dziś mówi o tym z humorem i bez sensacji. Ceni bliskość i niezależność, nie licytuje się na deklaracje. Woli zdanie proste, szczere i z przymrużeniem oka.

uśmiechnięty Olaf Lubaszenko w czarnych okularach instagram.com/lubaszenkoo

86 świeczek i jedno życzenie

Świętując 86 urodziny, Edward Linde‑Lubaszenko nie traci lekkości. Lubi rozbroić patos jednym zdaniem i tak samo podchodzi do jubileuszy. Zresztą sam przyznaje, że liczenie kolejnych roczników ma u niego niską rangę.

Tyle już tych urodzin miałem, że już zapomniałem, że coś takiego istnieje.

Ale daty są konkretne: 23 sierpnia 2025 — urodziny, a 21 września w Teatrze Narodowym w Warszawie — pożegnanie ze sceną i występ po raz ostatni w roli Stańczyka. On zostawia widzom pamięć ról i charakter, a sobie prawo do decyzji do ostatniej chwili. Czegóż mu życzyć? Może tego, by to pożegnanie było głośne, a jednak z otwartą furtką na jeszcze jeden ukłon.

Źródło: AKPA
Reklama
Reklama