Krzysztof Skiba pożegnał Stanisława Soykę w typowym dla siebie stylu – z humorem i nutą wzruszenia. "Okrąglutki. Z kim mnie teraz będą mylić, skoro Ciebie brakuje?"– napisał wokalista Big Cyc.
Znani żegnają Stanisława Soykę
Stanisław Soyka zmarł w czwartek 21 sierpnia 2025 roku w wieku 66 lat i pogrążył całą Polskę w żałobie: Stanisław Soyka nie żyje. Zmarł tuż przed wejściem na scenę w Sopocie. TVN wydał pilne oświadczenie.
Gdyby tego było mało, wokalista jazzowy miał wystąpić podczas czwartego dnia Top of the Top Sopot Festival. Jego występ był zaplanowany na o godz. 20:55. Tak się jednak nie stało.

Od czwartkowej nocy sieć zalewają wspomnienia znanych osób, które żegnają Stanisława Soykę: Znani żegnają Stanisława Soykę. Młynarska, Hołownia, Barciś i inni w przejmujących słowach o wielkim artyście. Teraz dołączył do nich także Krzysztof Skiba.
Krzysztof Skiba żegna Stanisława Soykę."Okrąglutki. Czasem nas mylono"
Krzysztof Skiba w piątek 22 sierpnia 2025 roku pożegnał Stanisława Soykę na Facebooku. Wokalista Big Cyc zrobił to jednak w specyficzny charakterystyczny dla siebie zabawny sposób.

Na początek przywołał anegdotę z lat 90., gdy podczas konkursu teledysków wszem i wobec nazwał go "okrąglutkim". Właśnie tak zatytułował swój wpis.
OKRĄGLUTKI. Ze Staszkiem Sojką miałem kilka nieoczywistych przelotów scenicznych.
W latach 90. zapowiadam go w Teatrze Wybrzeże podczas Gali Yach Film Festiwalu. To był kiedyś ważny konkurs teledysków. Transmituje to TVP 2. Staszek ma wejść na scenę, by odebrać jakąś nagrodę, a ja mówię...
- Oto jeden z niewielu artystów w polskiej branży muzycznej, którego można narysować przy pomocy cyrkla...
Staszek zawsze był bowiem okrąglutki i łysy. Sala w śmiech, ale Staszek zniósł tę próbę dzielnie i uśmiecha się, jakby to był najsłodszy komplement
- wspominał.
Krzysztof Skiba bez kozery przyznał, że jest podobny do Stanisława Soyki i wielokrotnie mylono go z wokalistą jazzowym.
Sam jestem taki okrąglutki i łysy, chociaż Staszek był bardziej, ale jednak czasem nas mylono
- napisał.

Skiba nie pozostał jednak gołosłownym i przywołał kolejną anegdotę, gdy taksówkarz był pewien, że wiezie Soykę, a nie Skibę.
Wsiadam do taksówki w centrum Warszawy. Pan za kierownicą na mój widok kręci się niespokojnie. Ruszamy. Kierowca zerka niepewnie w lusterko wsteczne kilka razy. Po chwili nie wytrzymuje i mówi.
- Ja to znam wszystkie pańskie piosenki. - Dziękuję mówię. Miło mi. Jedziemy przez miasto. Taksówkarz ma potrzebę rozmowy. - Moja żona też pana uwielbia - oświadcza. - O super. Proszę pozdrowić ode mnie żonę - odzywam się bez większego entuzjazmu w głosie.
Mijamy autobusy i tramwaje, a pan za kierownicą czuje, że coś jeszcze musi dodać do tej rozmowy. - Jak tylko pan jest w telewizji, to żona mnie woła i razem pana oglądamy.
Kiwam głową i mruczę coś w stylu "to fantastycznie". Do tej pory wszystko się zgadza. Mam piosenki w radiu. A w telewizji też często się pojawiam.
Dojeżdżamy na miejsce. Pan nie chce nic za kurs, tylko wyciąga kartkę z długopisem i prosi o autograf, mówiąc:
- Czy mógłbym dla żony pana autograf panie Sojka
- opisywał.
Krzysztof Skiba do samego końca grał w tę grę, bo nie chciał rozczarować taksówkarza.
Nie chciałem mu łamać serca i gasić jego autentycznego entuzjazmu. No i kurs był za darmo, co też nie było bez znaczenia, więc podpisałem się zamaszyście z twarzą pokerzysty jako " Stanisław Sojka".
Jednak to wydarzenie skłoniła Skibę do tego, by się odchudzić i to mu się udało — schudł 30 kg.
Ale po tym wydarzeniu zacząłem się intensywnie odchudzać. Skoro biorą mnie za Sojkę, to znaczy, że już bardziej się toczę, niż chodzę. Schudłem aż trzydzieści kilo i już nie byłem podobny do Staszka.
A teraz Staszka już nie ma. I tylko ja w branży muzycznej zostałem taki okrąglutki i łysy. Żegnaj Bracie! My grubawi musimy trzymać się razem. Z kim mnie teraz będą mylić skoro Ciebie brakuje?
- zakończył.
facebook.com/KrzysztofSkibaFanPage
Faktycznie Krzysztof Skiba w ostatnim czasie cudnie schudł.