Krzesimir Dębski znalazł się w ogniu krytyki po tym, jak w jednym z wywiadów wypowiedział się w kontrowersyjny sposób o twórczości swojego syna, Radzimira. Wypowiedź, uznana przez wielu za lekceważącą, wywołała lawinę komentarzy. Teraz znany kompozytor próbuje wyjaśnić, co naprawdę miał na myśli.
Krzesimir Dębski lekceważąco o twórczości syna
Nazwisko Krzesimira Dębskiego znów trafiło na medialne nagłówki – tym razem nie z powodu jego muzyki, czy też ciągnącego się rozwodu z Anną Jurksztowicz, lecz wypowiedzi o własnym synu. Znany kompozytor udzielił ostatnio wywiadu, w którym odniósł się do kariery Radzimira Dębskiego, czyli popularnego JIMEK-a. I choć rozmowa dotyczyła wielu tematów, to właśnie jego słowa o twórczości syna wywołały prawdziwą burzę w sieci.
No można się cieszyć z tego, że znalazł swoje poletko. Jest to właściwie inny świat zupełnie. Nożyczki i się wycina fragmenty innych utworów, innych autorów. Na pewno bym wolał, żeby pisał swoje utwory. A to jest troszeczkę łatwizna i świat dodawania bitów. Ja to robiłem, jak się wygłupiałem w filharmoniach, gdy robiłem na bisy na "Dumkę na dwa serca". Robiłem to jako żart, a potem się okazało, że to jest teraz popularne i to jest prawdziwa jakaś sztuka wielka. Bardzo się dziwię.
- mówił Krzesimir w programie "PRZEmiana".
Wypowiedź ta została odebrana przez wielu jako protekcjonalna i niezrozumiała wobec nowoczesnych form muzycznych. Wśród komentujących znaleźli się zarówno internauci, jak i osoby z branży artystycznej. W mediach zawrzało, a niektórzy nie przebierali w słowach, zarzucając Krzesimirowi Dębskiemu brak szacunku wobec dokonań syna, który od lat cieszy się uznaniem nie tylko w Polsce, ale i za granicą.

Krzesimir Dębski ostro się tłumaczy
W obliczu narastającej krytyki kompozytor postanowił zabrać głos ponownie. W rozmowie z "Faktem" przyznał, że jego słowa zostały wyrwane z kontekstu i znacznie przeinaczone.
Po ostatnich przeinaczeniach mam dość mediów. Dopisano tytuły, że "zmiażdżyłem" syna i że wypowiedziałem się o nim "gorzko" — to wszystko zostało przekręcone. Tym bardziej jest to dziwne, że dwa miesiące temu, podczas gali Polskiego Rapu w Warszawie, nazwano mnie "ojcem polskiego rapu", co przyjąłem z zachwytem. Daleko mi więc do dyskredytowania tego gatunku — choć czasem uszy mi więdły straszliwie. Dodam, że wielu ojców, jak choćby Mozart senior, martwiło się, że syn oddaje się lekkiej muzie, czyli operze ludowej.
Dębski zwrócił też uwagę na to, że media mają tendencję do koloryzowania i wyolbrzymiania wypowiedzi, często nadając im sens, którego pierwotnie nie miały.