Mika Urbaniak, córka Urszuli Dudziak i Michała Urbaniaka, przez wielu uznawana jest za jedną z najbardziej utalentowanych artystek swojego pokolenia. Świat muzyki miała we krwi – wychowana w otoczeniu sztuki, szybko sięgnęła po mikrofon i rozpoczęła własną artystyczną drogę. Niewielu jednak wie, że ma za sobą niezwykle dramatyczny czas.
Mika Urbaniak igrała z ogniem
Mika Urbaniak już jako nastolatka, żyjąc z rodziną w Nowym Jorku, zaczęła szukać ucieczki od męczącego samopoczucia w używkach. Alkohol i narkotyki pojawiły się w jej życiu bardzo wcześnie. Nie zdając sobie sprawy, że zmaga się z poważnym zaburzeniem psychicznym, coraz bardziej pogrążała się w autodestrukcji. Towarzystwo przypadkowych ludzi, niekontrolowane imprezy, zanikająca pamięć, silne stany depresyjne stały się jej codziennością.
Ja już pisałam listy pożegnalne.
- czytamy wypowiedź Miki na Se.pl.
Szczególnie dramatyczny epizod miał miejsce, gdy Mika została znaleziona w stanie skrajnego wyczerpania – pobita, naga, z zatrważającym stężeniem 5,4 promila alkoholu we krwi.
Był jeden taki bardzo krytyczny moment, który jest opisany w mojej książce. Obudziłam się w szpitalu ze śmiertelną dawką alkoholu we krwi, ponad 5 promili. Znaleziono mnie pobitą, nagą, bez rzeczy. Nic nie pamiętałam. To było w 2003 r., miałam 23 lata. Nawet nie chcę myśleć o tym, co mogło się ze mną stać. Najgorsze rzeczy świata.
To wtedy Urszula Dudziak postawiła córce twarde warunki: leczenie albo całkowite odcięcie. Tak to wspomina Mika:
Jak się obudziłam, zobaczyłam moją mamę. Była przerażona. Wszyscy się bardzo martwili od jakiegoś czasu, ale ten moment był tak przerażający, szczególnie dla mamy, że ona mi powiedziała: "Słuchaj, czas teraz na ultimatum: albo odwyk, albo nie będę ci pomagać. Nie będziesz mogła tutaj być, nie będziesz mogła przychodzić do mnie do domu. Koniec". I ja się zdecydowałam na odwyk. Zaczęłam się leczyć od wszystkiego po kolei. Musiałam odstawić wszelkie używki i alkohol, który dla mnie był sposobem na łagodzenie symptomów choroby.

Urszula Dudziak o chorobie córki
Jak łatwo się domyślić, dla Urszuli Dudziak widok córki w takim stanie był ogromnie bolesny. Choć już wcześniej próbowała wpłynąć jakoś na córkę, to po tak dramatycznym wydarzeniu postanowiła podjąć zdecydowany krok. Bezlitosne ultimatum wystosowane przez matkę zadziałało na Mikę. Tak Urszula Dudziak opisuje, co wtedy czuła:
Czułam ból, rozpacz i totalną bezsilność. Szukałam pomocy, byłam smutna, przerażona, ale w momencie, gdy córka odstawiła alkohol i okazało się, że ma chorobę afektywną dwubiegunową, paradoksalnie poczułam ulgę. Bo już wiedziałam, z jakim wrogiem muszę się mierzyć i w jaki sposób z nim walczyć.
- można przeczytać słowa Urszuli na Se.pl.
Artystka usłyszała diagnozę: choroba afektywna dwubiegunowa. Choć wcześniej jej bliscy – zwłaszcza mama – podejrzewali, że coś jest nie tak, nikt nie potrafił nazwać problemu. Diagnoza była początkiem nowego etapu – trudnego, ale koniecznego.
Mika trafiła na terapię i zaczęła leczenie farmakologiczne. Początkowo miała obawy – jak każdy twórca bała się, że leki odbiorą jej wrażliwość i inspirację. Z czasem jednak zrozumiała, że zdrowie psychiczne nie wyklucza kreatywności – wręcz przeciwnie, może ją wzmocnić.
Dziś Mika Urbaniak otwarcie mówi o swojej przeszłości. Wierzy, że szczerość to droga do uzdrowienia, nie tylko dla niej, ale i dla innych, którzy zmagają się z podobnymi demonami. Jej historia to nie tylko opowieść o upadku, ale przede wszystkim o sile, którą można w sobie odnaleźć, by powstać na nowo.