To, co miało być miłym powrotem z wakacji, zamieniło się w istne piekło. Natasza Urbańska straciła przytomność na pokładzie samolotu LOT z powodu piekielnego upału i braku powietrza. W dramatycznej relacji oskarżyła załogę o kompletną znieczulicę, a jej mąż, Janusz Józefowicz, musiał siłą walczyć o wodę, by ratować mdlejącą żonę.
Natasza Urbańska przeżyła dramat na pokładzie. "Zaraz zemdleję"
W swojej relacji na Instagramie Natasza Urbańska maluje obraz prawdziwego piekła. Upał sięgający 50 stopni, duchota i wyłączona klimatyzacja sprawiły, że lot z Podgoricy zamienił się w walkę o oddech.
Samolot był nagrzany do 50 stopni (...) Dobrze, nie działają nawiewy, my się wszyscy wachlowaliśmy, ale kubek wody!
Urbańska podkreśliła, że sytuacja była dla niej absolutnym szokiem, zwłaszcza że nigdy wcześniej nie doświadczyła podobnych problemów zdrowotnych. "Mnie się nigdy, przez całe moje życie, nie zdarzyło zemdleć. Tym razem było inaczej" – wyznała poruszona.
Gwiazda relacjonowała, że czując nadchodzące omdlenie, desperacko wzywała pomocy. Niestety, jej krzyki miały spotkać się z całkowitą obojętnością załogi.
Już naciskałam przycisk, żeby ktoś przyszedł i mi pomógł, już krzyczałam: "zaraz zemdleję, zaraz zemdleję". Zresztą, parę osób też zemdlało na pokładzie oprócz mnie.

Bohaterska interwencja męża
W obliczu bezradności i braku reakcji ze strony personelu pokładowego, sprawy w swoje ręce wziął mąż artystki, Janusz Józefowicz. Widząc pogarszający się stan żony i znieczulicę załogi, postanowił działać. Jego desperacka interwencja była jedyną szansą na zdobycie wody dla mdlejącej żony.
Mój mąż w końcu nie wytrzymał tego i mówi: "ludzie, dajcie wody". (...) wyrwał temu facetowi kubek wody. A on: "ale jaki jest problem? Zaraz startujemy, będziemy podawać wodę".
Postawa załogi doprowadziła artystkę do f*rii, ale w całej tej dramatycznej sytuacji znalazła jednego bohatera – swojego męża. To on, widząc jej stan, rzucił się na ratunek, nie zważając na procedury.
Dzisiaj to było przekroczenie wszelkich granic i norm obowiązujących w dzisiejszych czasach. W ogóle norm ludzkich. To było nieludzkie. LOT, wielki minus dla Ciebie i wielki plus dla mojego męża. Ratował mnie tam jak lew.

LOT odpowiada na zarzuty. Przewoźnik tłumaczy się "usterką"
Biuro prasowe LOT w końcu zabrało głos, ale ich odpowiedź dla wielu brzmi jak policzek. Przewoźnik potwierdził, że na pokładzie doszło do problemów, jednak skupił się wyłącznie na chłodnych, technicznych wyjaśnieniach.
W odniesieniu do zaistniałej sytuacji informujemy, że w samolocie wykonującym ten rejs doszło do usterki pomocniczej jednostki zasilającej, tzw. APU (Auxiliary Power Unit). To urządzenie umożliwia, między innymi, zasilanie klimatyzacji i systemów pokładowych w czasie postoju samolotu. Opóźnienie wynikało natomiast z restrykcji w europejskiej przestrzeni powietrznej.
Chłodne, techniczne wyjaśnienia i zdawkowe przeprosiny za "niedogodności" stoją w rażącej sprzeczności z dramatyczną relacją pasażerki, która walczyła o oddech. Co najważniejsze, przewoźnik w swoim oświadczeniu całkowicie pominął milczeniem najcięższe zarzuty: odmowę podania wody i zignorowanie mdlejących ludzi.