Piątkowy koncert Myslovitz na festiwalu w Jarocinie zakończył się potężną awanturą. Kiedy zespół grał swój kultowy hit "Peggy Brown", jeden z muzyków nagle przerwał występ. Powód? Zobaczył w tłumie transparent z wizerunkiem Grzegorza Brauna. Publiczność usłyszała ultimatum. To, co wydarzyło się później, tylko podgrzało atmosferę.
Mieli grać hit. Nagle Myszor krzyknął: "Stop"
Wszystko działo się w piątek, podczas drugiego dnia legendarnego festiwalu w Jarocinie. Zespół Myslovitz grał jeden ze swoich największych przebojów, "Peggy Brown". Fani śpiewali razem z muzykami, gdy nagle Przemysław Myszor krzyknął do reszty zespołu: "halo, halo, stop!". Muzyka natychmiast ucichła, a światła sceniczne zgasły, skupiając całą uwagę na muzyku i tłumie.
Powód? Wśród publiczności, tuż pod sceną, ktoś rozwinął transparent wyborczy z wizerunkiem Grzegorza Brauna. Dla zespołu Myslovitz była to granica, której nie zamierzali przekroczyć. Zamiast dokończyć piosenkę, muzycy postanowili skonfrontować się z publicznością, dając jasno do zrozumienia, że na ich koncercie nie ma miejsca na promowanie polityka Konfederacji.
instagram.com/myslovitz_official
Ze sceny poleciały zdecydowane słowa
Przemysław Myszor nie szukał dyplomatycznych słów. Podszedł do mikrofonu i zwrócił się bezpośrednio do tłumu. Jego głos był stanowczy i nie pozostawiał wątpliwości co do stanowiska zespołu.
Pojawiła się twarz, której absolutnie nie wspieramy. Tego pana nie wspieramy i chciałbym, żebyście wszyscy wiedzieli, że go, k****, nie wspieramy. Mam nadzieję, że to jest żart, że go tu przynieśliście.
Muzyk postawił sprawę jasno. Zespół nie będzie kontynuował występu w takim kontekście. Postawił publiczności ultimatum, uzależniając dokończenie koncertu od ich reakcji.
Możemy zagrać jeszcze razem z wami, jeśli powiecie, że też tego pana k**** nie wspieracie.
Odpowiedź fanów była natychmiastowa. Zgromadzony tłum odpowiedział głośnymi brawami i okrzykami poparcia dla zespołu, jednocześnie głośno wyrażając swoją dezaprobatę dla transparentu z wizerunkiem Grzegorza Brauna.
Dlaczego Braun pojawił się przy "Peggy Brown"? Chodzi o skandal w Sejmie
Wybór momentu i utworu na tę prowokację nie był przypadkowy. Piosenka "Peggy Brown" zyskała w ostatnich miesiącach niechciany, polityczny kontekst. Wszystko za sprawą internetowej parodii autorstwa zespołu "Letni", zatytułowanej "O Grzegorz Braun", która stała się wiralem po skandalicznym incydencje w Sejmie. W grudniu 2023 roku Grzegorz Braun użył gaśnicy proszkowej, by zgasić zapalone w Sejmie świece chanukowe.
Dla zespołu Myslovitz, którego utwór wbrew ich woli stał się symbolem drwin z polityka, pojawienie się transparentu było przekroczeniem granicy. Ich ostra reakcja była więc nie tylko obroną dobrego imienia, ale też manifestem przeciwko próbie zawłaszczenia ich twórczości przez skrajną politykę.
instagram.com/myslovitz_official
Grzegorz od gaśnicy, czyli polityk z długą listą zarzutów
Grzegorz Braun to jeden z liderów Konfederacji i europoseł znany z radykalnych poglądów i licznych skandali. Jego kariera polityczna obfituje w kontrowersje, a ostatnio coraz częściej interesuje się nią prokuratura. Prokurator Generalny Adam Bodnar już kilkukrotnie kierował wnioski o uchylenie immunitetu politykowi. Łącznie Grzegorzowi Braunowi grozi odpowiedzialność karna za 17 przestępstw, w tym za zniszczenie wystawy LGBT+ czy kr*dz*eż flagi Ukrainy. Incydent z g*śnicą w Sejmie był tylko jednym z wielu, które ugruntowały jego wizerunek polityka-skandalisty.
Fani stanęli za zespołem murem
Reakcja publiczności w Jarocinie pokazała, że fani rocka stoją murem za Myslovitz. Po tym, jak tłum jednogłośnie opowiedział się po stronie muzyków, zespół wznowił granie i wspólnie z fanami dokończył utwór "Peggy Brown", który tego wieczoru wybrzmiał ze zdwojoną siłą. Incydent z plakatem wyborczym tylko wzmocnił jego buntowniczy przekaz.
Nagrania z przerwanego koncertu błyskawicznie obiegły internet, wywołując falę komentarzy. Zdecydowana większość internautów chwaliła zespół za bezkompromisową i odważną postawę. Festiwal w Jarocinie, od lat 80. będący symbolem wolności i muzycznego buntu, po raz kolejny udowodnił, że rock'n'roll nie boi się zabierać głosu i wciąż ma siłę, by powiedzieć głośne "nie" tam, gdzie jest to konieczne.