Adam Sztaba, znany kompozytor i dyrygent, w jednej z ostatnich rozmów publicznych zaskoczył słuchaczy wyjątkowo pozytywnymi słowami pod adresem swojej byłej partnerki, Doroty Szelągowskiej. Mimo że ich związek formalnie zakończył się kilka lat temu, muzyk nie szczędził pochwał dla swojej eksżony, podkreślając jej liczne talenty i wyjątkową osobowość.
Adam Sztaba w ciepłych słowach o swojej byłej żonie
Wspominając wspólne lata z Dorotą Szelągowską, Adam Sztaba zwrócił uwagę na to, jak naturalna była ich relacja, zwłaszcza na płaszczyźnie porozumienia intelektualnego. W jego oczach Dorota to osoba o wielu zdolnościach – nie tylko świetnie radziła sobie w codziennych sprawach, ale wykazywała również wyczucie artystyczne, które niejednokrotnie zaskakiwało nawet jego samego.
Dorota zawsze była inteligentna, szybka, błyskotliwa, więc myślę, że to porozumienie po prostu. Ona nawet miała też talent muzyczny, co ciekawe umiała parodiować Edytę Górniak. I to dobrze. No i talent pisarski oczywiście po mamie najpewniej, aczkolwiek tam cała rodzina była bardzo taka pisarsko-polonistyczna. [...] Ona ma talentu na trzy, cztery osoby przynajmniej. I musiała trochę poczekać na to, żeby tak dojrzeć.
- mówił z uznaniem muzyk w wywiadzie dla Swiatgwiazd.pl.
Jego słowa jasno pokazały, że mimo zakończenia ich związku, wciąż darzy ją szacunkiem i wdzięcznością za wspólnie spędzony czas.
AKPA
Adam Sztaba, czyli spokojna relacja po rozstaniu
Chociaż ich formalne małżeństwo nie przetrwało próby czasu, Sztaba i Szelągowska nie pielęgnują urazy ani żalu. Ich relacje, jak sam określił muzyk, są dziś raczej rzadkie, ale bezkonfliktowe. Wspólne wychowywanie syna Antoniego przez lata wymuszało utrzymywanie kontaktu, który – choć obecnie już nie tak częsty – wciąż istnieje.
Z wypowiedzi Sztaby wyłania się obraz byłych partnerów, którzy potrafili zachować do siebie szacunek i zdrowy dystans.
Jak Antek był jeszcze niepełnoletnim chłopcem, no to wiadomo, że częściej ten kontakt się pojawiał, natomiast rozmawiamy, co jakiś czas się widujemy. Nie ma żadnych zadr jakiś takich, żeby na siebie nie patrzeć, czy nie pisać SMS-ów od czasu do czasu.
Historia tej pary pokazuje, że nawet po rozstaniu można mówić o sobie z sympatią, a wspomnienia nie muszą być obarczone goryczą. Ich osobliwa, choć nienachalna relacja może być dowodem na to, że rozwód nie musi oznaczać wrogości.