Zbigniew Wodecki zmarł 22 maja 2017 r. Po latach jego bliska przyjaciółka Zdzisława Sośnicka wróciła pamięcią do wydarzeń na tydzień przed planowanym zabiegiem muzyka.
Zdzisława Sośnicka o stanie Zbigniewa Wodeckiego w ostatnich dniach życia
Zbigniew Wodecki był niezapomnianym artystą, którego śmierć zabrała przed czasem. Do końca był bardzo aktywny na scenie. Legendarny muzyk zmarł 22 maja 2017 r.
"Jego śmierć była bez sensu" - opowiedziała po latach jego bliska przyjaciółka. W rozmowie z 29 grudnia Zdzisława Sośnicka odwołała się do niepokojącego stanu muzyka w ostatnich dniach życia. Zdaniem piosenkarki, Zbigniew Wodecki narzucił sobie zbyt duże tempo. Był przemęczony, do tego stopnia, że nie potrafił odnaleźć się w przestrzeni. Zdarzało mu się zabłądzić, siedząc za kierownicą w drodze na kolejny koncert. Dzwonił wtedy do niej i prosił o pomoc:
Mówię: "no dobrze, podjedź do pierwszego znaku". Czyta ten znak. Szukaliśmy w internecie i doprowadziliśmy do pierwszego skrętu. Były takie sytuacje, zagubienie totalne i wielkie.
- wspomina po latach Sośnicka, zwracając uwagę, że muzyk był niezwykle przemęczony. Jako bliska przyjaciółka piosenkarka radziła mu odpuścić i odpocząć. Jednak Wodecki nie chciał jej słuchać.

Zbigniew Wodecki dawał z siebie wszystko
Zbigniew Wodecki był całkowicie oddany swoim fanom i traktował obowiązki zawodowe bardzo poważnie. Zdawał sobie sprawę, że jest legendą, i nie chciał zawieźć fanów. Zdzisława Sośnicka streściła ich prywatną rozmowę na tydzień przed zabiegiem, po którym artysta zmarł:
Tydzień przed zabiegiem opowiada, że jedzie do jakiegoś miasteczka malutkiego i będzie śpiewał z półplaybackiem, bo on śpiewał na żywo. Mówię: "Zbyszek, jesteś w takim stanie, że nie powinieneś jechać". A on: "Ty wiesz, ja jestem dla nich jak Lennon, ja muszę".
- wyznała Zdzisława Sośnicka, opowiadając o swoim przyjacielu. Śmierć bliskiej osoby pozostawiła pustkę:
To był taki okres, że wszystko mi się wydawało bez sensu, jego śmierć była bez sensu. Nie wyobrażałam sobie, że mogę skończyć tak jak on. Ja bym na pewno tego nie zrobiła. Dzwonił do mnie o drugiej w nocy i mówił: 'dobrze, że nie śpiewasz, bo byś tego nie zniosła'. Mam jeszcze kilku przyjaciół, ale Zbyszek był taką dobrą duszą, która potrafiła zadzwonić o każdej porze dnia i nocy, i opowiedzieć dowcip. To było bardzo fajne i czasami wyprowadzało mnie na prostą.
- w czułych słowach wspomina Zbyszka Wodeckiego. Artysta dawał z siebie wszystko.