Hanna Żudziewicz i Jacek Jeschke jakiś czas temu ulegli niebezpiecznemu zdarzeniu na drodze, o którym dziś mogą mówić w kategoriach niesamowitego szczęścia. Auto, którym jechali na "Sopot Hit Festiwal" doszczętnie spłonęło, a szczęściem w nieszczęściu był niewątpliwie fakt, iż nie było z nimi ich malutkiej córeczki o imieniu Róża. Ten dzień zostanie w ich pamięci na długie lata.
Żudziewicz i Jeschke wspominają groźnie wyglądający wypadek
To był jeden z tych dni, w których pozornie niewinny deszcz mógł doprowadzić do ogromnej tragedii. Hanna Żudziewicz i Jacek Jeschke jadąc swoim sportowym autem do Sopotu, wpadli w poślizg i uderzyli w energochłonne bariery, czego wynikiem był pożar doszczętnie trawiący jeszcze do niedawna pięknie wyglądający pojazd. Zdarzenie miało miejsce tydzień przed ich wymarzonym ślubem.
Para wspominając ten pechowy dzień, może mówić o wielkim szczęściu, lecz jak wyznali w wywiadzie udzielonym serwisowi Świat Gwiazd, trauma pozostanie w ich głowach już do końca życia.
Trauma jest z nami, bo tam się samochód palił, więc nie życzymy tego nikomu. Najważniejsze było dla nas to, że Róży z nami nie było i nie trzeba było jej wyciągać z tego samochodu.
Jeschke podkreśli, iż pożar auta rozprzestrzeniał się stopniowo, co dało im odpowiedni czas na ucieczkę, lecz mimo wszystko całe zajście okraszone było ogromnym stresem.
Nie było tam czegoś takiego, że nam brakowało czasu na ucieczkę, ale sama sytuacja była na pewno stresująca.

Hanna Żudziewicz: "Nasze życie było zagrożone"
Rozwijając temat nieszczęśliwego wypadku, Hanna Żudziewicz podzieliła się także tym, co było dla niej o wiele trudniejsze od samego zajścia na drodze. Okazuje się, iż sam powrót do domu i zobaczenie śpiącej bezpiecznie córeczki wywołał w niej jeszcze większe emocje, niż zdarzenie, w którym oboje mogli stracić życie.
Najtrudniejszy był dla mnie powrót do domu, jak wróciliśmy i leży nasza Różyczka, która nie ma świadomości, co się w ogóle wydarzyło i bardzo dobrze, że jej tam nie było, ale nasze życie było zagrożone, a mamy takie małe dziecko i to jest zawsze trudny moment.
Patrząc na wrak samochodu, rzeczywiście mogą mówić o wielkim szczęściu, które nad nimi czuwało.