Wojciech Modest Amaro w swoim świadectwie wiary wygłoszonym w kościele w Górze Kalwarii wyjawił, że przez 9 miesięcy, co tydzień uzdrawiał ciężko chorych ludzi. Według niego to był dar, otrzymany w trakcie pielgrzymki. Zaczęło się od chorego chłopca i maksymy katolickiej, którą wylosował, a stała się dla niego przewodnikiem, nową drogą życia i posługi wśród ludzi.
Wojciech Modest Amaro twierdzi, że uzdrowił chłopca
Wojciech Modest Amaro wraz z żoną Agnieszką chętnie opowiadają o swoim nawróceniu i goszczą w miejscach kultu. Ostatnio można było ich posłuchać w Górze Kalwarii, gdzie w Sanktuarium św. o. Stanisława Papczyńskiego opowiadali o tym, jak to się stało, że oboje diametralnie zmienili swoje życie.
W trakcie około godzinnego wykładu mężczyzna przywołał sytuację ze swojego życia, kiedy to pojechał na pielgrzymkę i otrzymał dar:
Podczas pierwszej pielgrzymki do Medjugorie zatrzymaliśmy się w połowie drogi w Graz, tam jest Sanktuarium Matki Bożej, taka Częstochowa austriacka. I wylosowałem, wychodząc z kościoła, Słowo: "Tym, którzy we mnie uwierzą, takie znaki towarzyszyć będą. Na chorych będą nakładać ręce, choćby co złego wypili, nic nie będzie im szkodzić".
Później, gdy wrócił do domu, dostał telefon, że ciężko chory chłopiec potrzebuje pomocy. Wtedy, za namową koleżanki, zdecydował się pojechać do szpitala, oddalonego o 100 km od jego domu i modlił się przy łóżku dziecka:
Zadzwonił telefon, że chłopiec umiera w Płońsku. Nie połączyłem kropek, nie zorientowałem się, że to do mnie. I znajoma do mnie mówi: "No przecież byłeś, wylosowałeś Słowo, że możesz nałożyć ręce, pomodlić się za kogoś". Nie zastanawialiśmy się dłużej sekundy, pojechaliśmy z żoną 100 km do szpitala.
Dalej mężczyzna opowiedział o cudzie uzdrowienia.

Wojciech Modest Amaro opowiada o uzdrowionym chłopcu
Restaurator został wpuszczony na salę chłopca i się modlił się o jego zdrowie. Gdy wychodził z pokoju, powiedział personelowi, by czekali na cud:
Mogłem na OIOM do niego wejść, modliłem się przy jego łóżku i pan Jezus otworzył Słowo w Piśmie Świętym: "Synu człowieczy, wstań, będę do Ciebie mówił". Nie wiem, czemu, powiedziałem do pilnujących pielęgniarek, że "przygotujcie się na cud", i pojechaliśmy do domu.
Ten cud nastąpił, gdyż dziecko wróciło do zdrowia, o czym Wojciech Modest Amaro został poinformowany przez pracowników szpitala:
O ósmej był telefon, że ten chłopiec jest uzdrowiony, że mogę wrócić go zobaczyć. I tu zaczęła się moja - nie wiem, czy to dobre słowo - przygoda, droga.
Zaczęło się od chorego chłopca, a jednak przez wiele miesięcy, co tydzień był proszony o tego typu pomoc i uzdrowienie:
Co piątek pan Jezus stawiał przede mną chore osoby, to trwało dziewięć miesięcy. Co piątek wiedziałem - w czwartek wieczorem telefon znikąd, że coś się dzieje, że Klinika Budzik, że szpital, że onkologia.
Nagranie z tej wypowiedzi jest dostępne poniżej. Opisywany wątek rozpoczyna się od 21:34 minuty.
W galerii znajdują się zdjęcia rodziny restauratora.