Śmierć Jacka Zielińskiego zasmuciła fanów zespołu Skaldowie i pogrążyła w rozpaczy najbliższych muzyka. Artysta zmarł po latach walki z chorobą nowotworową. Jego brat, Andrzej, zdradził, jak wyglądały ostatnie chwile Jacka Zielińskiego.
Brat ujawnił ostatnie chwile Jacka Zielińskiego
8 maja media obiegła smutna informacja. Piwnica pod Baranami poinformowała, że nie żyje Jacek Zieliński, współtwórca zespołu Skaldowie i wielki artysta. Muzyk miał 77 lat.
Wkrótce głos zabrali również bliscy zmarłego. Brat ujawnił przyczynę śmierci Jacka Zielińskiego. Muzyk odszedł po wieloletniej walce z chorobą nowotworową. Cierpiał na raka prostaty z przerzutami na kości.
Muzyczny świat pogrążył się w żałobie. Znajomi artysty wprost nie mogli uwierzyć w jego odejście. Nic nie wskazywało na to, że zmagał się ze śmiertelną chorobą. Zieliński koncertował niemal do samego końca. W najnowszym wywiadzie dla Plejady Andrzej Zieliński opowiedział o ostatnich chwilach brata. Był już bardzo słaby:
Widzieliśmy się dzień przed tym, jak odszedł. Gdy przyszedłem, otworzył oczy. Opowiadałem mu o różnych rzeczach, ale on prawie już nie mówił.

Szczegóły choroby Jacka Zielińskiego
Andrzej Zieliński w rozmowie z dziennikarzem Plejady opowiedział o chorobie brata. Zdradził również, że Jacek Zieliński był bardzo wysportowany i dbał o zdrowie, dlatego jego choroba była dla wszystkich wielkim zaskoczeniem:
Tym bardziej dziwne jest to, że dopadł go nowotwór. I to z przerzutem na kości. Mój brat nie chciał głośno o tym mówić. Niewiele osób o tym wiedziało. Ale dzielnie walczył do końca. Początkowo chemioterapia mu pomagała – na jakiś czas zatrzymała rozwój choroby. Później jednak doszło do nawrotu i konieczna była kolejna chemia. Wypadały mu włosy, miał coraz mniej siły, ale nie poddawał się.
We wszystkich wywiadach współtwórca Skaldów podkreśla, że dla jego zmarłego brata muzyka była najważniejsza. Mimo choroby i wyraźnej słabości koncertował i dawał z siebie wszystko:
Wracał z leczenia i jeździł na koncerty. Najbardziej cieszyło go to, że mógł śpiewać. Granie na trąbce było dla niego już zbyt wymagające, ale ze skrzypcami świetnie dawał sobie radę. Muzyka trzymała go przy życiu, dawała mu mnóstwo energii
- wyznał dziennikarzowi Plejady Andrzej Zieliński.
Niestety mimo walki i długoletniego leczenia medycyna w pewnym momencie stała się bezsilna:
W pewnym momencie lekarze zaczęli już rozkładać ręce. Powiedziano nam, że medycyna nie może już pomóc Jackowi
- mówił dalej Andrzej.
Ostatnie tygodnie odebrały całą nadzieję. Muzyk gasł w oczach. Jak wspomina Andrzej Zieliński w wywiadzie, Jacek do ostatnich chwil nie stracił nadziei na kolejne koncerty:
Cały czas leżał, głównie spał. Co jakiś czas miał tylko jakieś przebłyski i wspominał o tym, że musimy zagrać jakiś koncert.
Dzień po ostatnim spotkaniu braci Zielińskich, Jacek zmarł. Smutne wieści najbliższym, w tym Andrzejowi Zielińskiemu, przekazał syn zmarłego:
Następnego dnia zadzwonił do mnie jego syn i powiedział, że Jacek nie żyje. Pojechałem do niego, pocałowałem go i się z nim pożegnałem. Potem po raz ostatni "przeszedł" przez drzwi swojego mieszkania. Cały czas trudno uwierzyć mi w to, że nie ma go wśród nas. Przecież jeszcze niedawno rozmawialiśmy…
- smutne szczegóły Plejadzie zdradził brat zmarłego.