Sposób na malucha

Poniedziałek, 21 listopada 2011 | Lifestyle, Konkursy
Oceń:
3.8 / 12 głosów

Dziękujemy za Wasze zgłoszenia w konkursie. Przyszło ich naprawdę bardzo dużo. Ale wreszcie udało nam się wybrać te najciekawsze. Jedne nas wzruszyły inne rozbawiły ale na pewno każdy z tych sposobów kiedyś Wam się przyda.

Jakie sposoby na maluchy mają nasze użytkowniczki?

Nasz maluch - rezolutna pięciolatka - uwielbiała obiecywać. Była w stanie obiecać wszystko, byleby się załapać na atrakcyjne wyjście (ZOO, las itp.). Obiady miały być jedzone bez marudzenia, lalki sprzątane bez szemrania, piżamka wkładana bez dyskutowania. Oczywiście obietnica składana była solennie "tuż przed" i równie solennie zapominana - tuż po. I zaczęłam sobie nagle uświadamiać, że rośnie mi mała kłamczucha, która perfidnie wykorzystuje układ zbudowany na zasadzie słowo przeciwko słowu... Pomyślałam, pomyślałam (trochę to trwało) i stwierdziłam, że wykorzystam do naprawy sytuacji moje szkolne metody - uczę w liceum. I od czasu do czasu, by nie robić afery na poziomie dyrekcji i rodziców, odwołuję się do dorosłości ucznia i zawieram z nim kontrakt. Wpisany na ostatniej stronie dziennika ( a co tam - ma być oficjalnie) i podpisany przez obie strony. Oficjalna afera wybucha po złamaniu umowy. Ale dzieje się to szalenie rzadko. Cóż. Dziennika w domu brak, poziom oficjalności i odwołania się do honoru maleństwa trzeba było wymyślić inaczej. Nabyłam małą tablicę, kredę. Mąż wbił gwóźdź na odpowiedniej wysokości - żeby mała nie miała możliwości zmazać... I spisujemy. A właściwie rysujemy założenia umowy. 7 zjedzonych grzecznie obiadów. Proszę bardzo. Sprzątnięcie lalek - lalka, kosz, strzałka załatwiają swoje. Jedyny problem to fakt, że rysunek musi być powtórzony tyle razy, ilu dni dotyczy kontrakt. Każdego dnia wieczorem skreślamy, co nam się udało. Działa. Mała nie wykręca się już z obietnic. Poważnie podchodzi do umowy. Faktem jest, że czas umowy musi być krótki. 7 dni to maks. Dłużej się nie da, bo dziecko po prostu inaczej postrzega czas. Ja najbardziej w tej całej zabawie lubię rysowanie umowy, podpisywanie jej (bo podpis, choćby był to największy gryzmoł świata) być MUSI!!! I wieszanie tablicy. To ostatnie zwłaszcza odbywa się w doniosłej atmosferze. Ale działa, więc polecam. Ewa L.
loading...

Podobne tematy