Quantcast

Paulina Smaszcz urodziła martwe bliźnięta! "Chłopców o blond włosach, których widziałam martwych w misce, nie zapomnę do końca życia"

Paulina Smaszcz urodziła martwe bliźnięta! "Chłopców o blond włosach, których widziałam martwych w misce, nie zapomnę do końca życia"

Paulina Smaszcz urodziła martwe bliźnięta! "Chłopców o blond włosach, których widziałam martwych w misce, nie zapomnę do końca życia"

MW Media/ Instagram.com/paulina.smaszcz/

Paulina Smaszcz opowiedziała o tym, że urodziła martwe dzieci - dwóch chłopców. Opublikowała na Instagramie poruszający wpis. To jej reakcja na czwartkowy wyrok Trybunały Konstytucyjnego w praktyce zakazującego aborcji ze względu na ciężkie wady płodu. Zgadzacie się z nią?

Reklama

Paulina Smaszcz urodziła martwe bliźnięta. Wstrząsająca historia

Paulina Smaszcz zabrała głos w sprawie czwartkowego wyroku Trybunału Konstytucyjnego zakazującego aborcji ze względu na trwale i nieodwracalne wady płodu. Dziennikarka przyznała w osobistym wpisie na Instagramie, że poznała na własnej skórze, co oznacza bycie matką z zagrożoną ciążą. Już jej pierwsza ciąża była zagrożona, jednak syn urodził się zdrowy.

Zamknęłam ten rozdział mojego życia na łamach książki Magdy Łyczko, ale czuję się przywołana do wypowiedzi. Jestem najszczęśliwszą Mamą 23 letniego Franka i 14 letniego Julka. Pierwsza ciąża była zagrożona i przeleżałam prawie całą na oddziale patologii ciąży przy ul. Madalińskiego. PATOLOGIA CIĄŻY to nie jest miejsce dla żadnej przyszłej mamy. Byłam studentką ostatniego roku i obroniłam na dwa tygodnie przed porodem pracę magisterską. Niestety pracowałam w TVP bez etatu i umowy o pracę, więc wyrzucili mnie bez mrugnięcia okiem, bo przecież musisz mieć zdrową ciążę i dobrze się czuć. Kopnęli mnie w tyłek gdy tylko powiedziałam, że razem z mężem Maciejem Kurzajewskim chcę walczyć o moje dziecko. Było totalnie ciężko bo wybieraliśmy między lekami, a jedzeniem. Codzienna walka o Franka: szpital, opcje lekarzy, leki, leżenie z nogami w górze i patrzenie w sufit, nadzieja, że serce bije i damy razem radę. Na prywatnych lekarzy nie było nas stać. Strach i panika. Franek urodził się zdrowy. Pokochaliśmy szalenie i bez opamiętania. Przyszła przemyślana decyzja, żeby Franek nie był sam. Zaplanujmy kolejne dziecko - pisała.

Jednak prawdziwy koszmar rozpoczął się przy jej drugiej ciąży. Smaszcz miała urodzić bliźnięta. Dowiedziała się, że jedno z jej dzieci nie żyje od 2 tygodni, a drugie umarło. Walczyła teraz o swoje życie. Kobieta była przesuwana z kąta w kąt, nie chciał jej przyjąć żaden szpital, bo bał się, że będzie mieć zły wpływ na kobiety rodzące zdrowe dzieci.

Zaszłam w ciążę bliźniaczą. Początek 6 miesiąca niestety diagnoza. Jedno dziecko już nie żyje od dwóch tygodni, drugie właśnie umarło. Moje życie jest zagrożone. Muszę szybko urodzić dwójkę martwych dzieci. Nie chciał nas przyjąć żaden szpital, bo nie mają dla mnie pokoju, a inne matki urodzą bobasy. Będę traumą dla innych. Inna odpowiedz: nie ma jak urodzić martwe, bo co oni potem z nimi zrobią. Odsyłano mnie, a ja w stanie zagrożenia życia słyszałam tylko, że jestem problemem innych zdrowych kobiet, które urodzą zdrowe dzieci i będę miała zły wpływ na ich stan psychiczny. Ja nie istniałam. Moje martwe dzieci w brzuchu też nie. Może już w Polsce RODZI SIĘ PO LUDZKU, ale tylko zdrowe dzieci. Na martwe dzieci, które trzeba urodzić, a są już duże, nie ma w Polsce miejsca NIGDZIE!!! W końcu zlitowała się nad nami pani dr i przyjęła. Powiedzieli, że będę leżeć ze zdrową mamą w zdrowej ciąży, więc mam nie rozpaczać, nie wyć, nie histeryzować bo będę traumatyzować inne kobiety i sprawiać problem personelowi szpitala.

Widok martwych chłopców, których urodziła, pozostanie z nią już do końca życia.

Dwóch chłopców o blond włosach, których widziałam martwych w misce przy porodzie, nie zapomnę do końca życia i nie życzę żadnej mamie takiego widoku. Śnię o tym już od 17 lat i nie da się tego nie widzieć. Wychodziliśmy z Maćkiem ze szpitala w ciszy. Nikt do nas nie mówił. Niczego nikt nie powiedział poza: "NIECH JUŻ PAŃSTWO IDĄ. WYSTARCZY JUŻ WSZYSTKIM TEJ SENSACJI".

Po porodzie martwych chłopców kobieta nie otrzymała żadnego wsparcia od państwa. Jednak zwykłych ludzi jej dramat również przerósł.

Po urodzeniu martwych bliźniaków miałam laktację jak każda mama. Depresję i załamanie. Żadnego wsparcia. Po powrocie do pracy w ORANGE wszyscy milczeli. Nikt nie umiał ze mną rozmawiać. W końcu po kolejnych zabranych mi projektach i milczących nieludzko dniach w pracy zdecydowałam się sama odejść. Lekarz powiedział, że nigdy nie ukoję bólu matczynego serca, jeśli nie spróbujemy kolejny raz. Maciek i Franek byli moimi rycerzami i wiem, że przeżyli całe cierpienie i rozpacz w swój męski sposób.

Paulina Smaszcz została później mamą młodszego syna, ale okazuje się, że z jego przyjściem na świat również łączył się dramat.

Julek urodził się również z bliźniaczej ciąży. Był silny i zdrowy, więc przeżył. Wynagrodził mi cały ból i rozpacz. Mój skarb. Brat Julka niestety nie przeżył. Nawet nikt go nie wspomina, bo przecież ludzie wolą udawać, że nie ma tematu. Najpierw miejmy szansę rodzić po ludzku nie tylko zdrowe dzieci. Najpierw zadbajmy o matki i ich godne życie z dzieckiem, które urodzi się chore. Zadbajmy najpierw o naszą mentalność i komunikację, żebyśmy mogli i umieli rozmawiać, i być totalnie tolerancyjni oraz wyrozumiali dla rodzin z chorymi dziećmi.

Paulina Smaszcz radzi na koniec, jak traktować rodziny opiekujące się niepełnosprawnymi dziećmi.

Jako społeczeństwo wciąż patrzymy na rodziny z chorymi dziećmi z góry i z litością, a ONI nie chcą litości tylko GODNOŚCI i wsparcia, by takimi dziećmi odpowiednio i prawidłowo się zajmować. Nasz kraj jest chory od zarodka problemu patologicznych ciąż, obumarłych ciąż, rodzenia martwych dzieci, rodzenia chorych dzieci i zajmowania się nimi. Politykom łatwiej zakazać, niż zrozumieć, czego w tym kraju potrzeba kobietom, mamom i całym rodzinom. Cała rodzina potrzebuje wsparcia, gdy chodzi o chore dziecko. Kobieta, taka jak ja i milion innych, chce mieć pewność, że jeśli coś złego wydarza się w trakcie ciąży, przy porodzie, po porodzie, to ma z każdej strony WSPARCIE, a nie że zostaje ze wszystkim sama jak niechciana, zużyta, niepasująca do otoczenia szmata - zakończyła.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Zamknęłam ten rozdział mojego życia na łamach książki Magdy Łyczko, ale czuję się przywołana do wypowiedzi. Jestem najszczęśliwszą Mamą 23 letniego Franka i 14 letniego Julka. Pierwsza ciąża była zagrożona i przeleżałam prawie całą na oddziale patologii ciąży przy ul. Madalińskiego. PATOLOGIA CIĄŻY to nie jest miejsce dla żadnej przyszłej mamy. Byłam studentką ostatniego roku i obroniłam na dwa tygodnie przed porodem pracę magisterską. Niestety pracowałam w TVP bez etatu i umowy o pracę, więc wyrzucili mnie bez mrugnięcia okiem, bo przecież musisz mieć zdrową ciążę i dobrze się czuć. Kopnęli mnie w tyłek gdy tylko powiedziałam, że razem z mężem Maciejem Kurzajewskim chcę walczyć o moje dziecko. Było totalnie ciężko bo wybieraliśmy między lekami, a jedzeniem. Codzienna walka o Franka: szpital, opcje lekarzy, leki, leżenie z nogami w górze i patrzenie w sufit, nadzieja, że serce bije i damy razem radę. Na prywatnych lekarzy nie było nas stać. Strach i panika. Franek urodził się zdrowy. Pokochaliśmy szalenie i bez opamiętania. Przyszła przemyślana decyzja, żeby Franek nie był sam. Zaplanujmy kolejne dziecko. Zaszłam w ciążę bliźniaczą. Początek 6 miesiąca niestety diagnoza. Jedno dziecko już nie żyje od dwóch tygodni, drugie właśnie umarło. Moje życie jest zagrożone. Muszę szybko urodzić dwójkę martwych dzieci. Nie chciał nas przyjąć żaden szpital, bo nie mają dla mnie pokoju, a inne matki urodzą bobasy. Będę traumą dla innych. Inna odpowiedz: nie ma jak urodzić martwe, bo co oni potem z nimi zrobią. Odsyłano mnie, a ja w stanie zagrożenia życia słyszałam tylko, że jestem problemem innych zdrowych kobiet, które urodzą zdrowe dzieci i będę miała zły wpływ na ich stan psychiczny. Ja nie istniałam. Moje martwe dzieci w brzuchu też nie. Może już w Polsce RODZI SIĘ PO LUDZKU, ale tylko zdrowe dzieci. Na martwe dzieci, które trzeba urodzić, a są już duże, nie ma w Polsce miejsca NIGDZIE!!! W końcu zlitowała się nad nami pani dr i przyjęła. Powiedzieli, że będę leżeć ze zdrową mamą w zdrowej ciąży więc mam nie rozpaczać, nie wyć, nie histeryzować bo będę traumatyzować inne kobiety i sprawiać problem personelowi szpitala............ Dalej na następnych zdjęciach.

Post udostępniony przez Paulina Smaszcz (@paulina.smaszcz)


Łzy same cisną się do oczu, przez co musiała przejść ta kobieta. Jak myślicie, co musi nastąpić, by politycy PiS w końcu wysłuchali kobiet? Czy myślicie, że jeśli przeczytają ich dramatyczne historie, cokolwiek to zmieni? Udostępniajcie tę historię, by trafiła do jak największej liczby polityków PiS i do Jarosława Kaczyńskiego....

Łzy same cisną się do oczu...
Źródło: MW Media
Reklama
Reklama