Zgłoś naruszenie


Proszę uzupełnić wszystkie pola.

Pytania » Ciężarówki i Mamuśki » Nasze maluchy

! Agulka ! 2010-08-22 o godz. 23:36, liczba odsłon 4111 0

Co myślicie o mieszkaniu razem z rodzicami?

Mieszkac razem z rodzicami /tesciami ..... na poczatku wydawaloby sie ze ...nie problem ( przynajmniej w moim przypadku tak bylo) a teraz....kiedy pojawilo sie dziecko . Coz.Baaardzo mi rodzice pomogli zwlaszcza mama bo nie pracuje wiec ciagle byla ze mna i z Mala i nawet w nocy wstawala zeby pomoc, podobalo mi sie to bardzo i szanowalam to poki, no wlasnie poki nie zaczely sie komantarze . A to zle zrobilam zupke, a to za cienko(grubo) ubralam Malenka, a to za pozno klade spac(kapie, wychodze na spacer) . Albo komentaze ... Wiki musialaby isc na dwor bo taka piekna pogoda i patrza na mnie i czekaja co zorbie (a ja w tym czasie akurat zajeta jestem czyms i spacer planowalam w innych godzinach). Jak wyjezdzamy gdzies to o tak banalne rzeczy mnie pytaja albo kaza zrobic ze szlag mnie trafia bo przeciez wiem ze dziecku wieczorem moze byc za zimno i trzeba zabrac ze soba sweterek! No tu mozna by przykladow jeszcze z tysiace namnozyc , zreszta kazda z Was pewnie choc ociupinke tego doswiadczyla ze storny rodziny lub znojomych.Teraz planujemy wyjazd na weekend w gory ze znajomymi i powiem szczerze ze az sie boje powiedziec rodzicom bo beda mieli 10000 sprzeciwow i nawymyslaja 1000 klopotow jak to sie jezdzi gdzies z malym dzieckiem itp itd!Kilka razy zwracalam uwage rodzicom na to ale ....za kazdym razem wyskakuja mi z pretensjami ze jak ja smie im uwage zwracac , ze pyskuje i ze przeciez mama wychowala 3 dzieci wiec sie zna!Wczoraj nie wytrzymalam i poklocilam sie z mama o to (zreszta juz nie pierwszy raz) .Ja rozumiem pomagac ale jak ktos mi najpierw pomaga a potem robi po swojemu cos co mi sie nie podoba i kilka razy zwracam na to uwage az mamy strony0 reakcji to mozna dostac bialej goraczki!Nie zawsze tak jest ale zdarza sie .I teraz powiedzcie czy ja zle robie zwracajac uwage i klocac sie o swoje racje . Czy moze powinnam siedziec cichutko jak myszka bo przeciez "mama sie zna"! Jestem osoba ktora nie pozwoli sobie zycia przewrocic do gory nogami i zawsze walcze o swoje zdanie,ale turece opadaja!Aha dodam ze normalna rozmowa nie wchodzi w gre bo mama zaraz sie rzuca ...i zawsze klotnia z tego wychodzi!

Odpowiedzi (42) | Kategoria: Ciężarówki i Mamuśki :: Nasze maluchy | Ostatnia odpowiedź: 2011-08-01, 00:25:27

Tagi: , , ,

Odpowiedz
x Dodaj odpowiedź
Najnowsze / Najstarsze

Martolas 2010-08-23 o godz. 00:36 0

Powiedz, a co Twoj maz na te sytuacje? Moze gdybyscie we dwoje usiedli z rodzicami i wylozyli sprawe... wiesz, nie ze ty corka "podskakujesz" tylko wy jako rodzice malego mowicie, ze jestescie niezmiernie wdzieczni za pomoc, ale....

Bo po za wyprowadzka, lub ciaglymi awanturami, torore nic nie zmienia, to nie widze innego wyjscia niz rozmowa.

Aha i u nas sprawdza sie strategia INFORMOWANIA o naszych planach, tzn, nie pytamy itd. Wiec gdyby sie kroil jakis wyjazd to poprostu na kilka dni przed mowimy ze w weekend nas nie bedzie bo.... informujemy poprostu o faktach i tyle. I oboje, to jest wazne.

Przyjelismy taka zasade, jezeli ktos cos mowi do jednego z nas, to tak jak by mowil do obojga. Stanowimy wspolny front.

TYGRYS 2010-08-23 o godz. 00:37 0

Na początku było Wam na rękę ze mama pomaga przy dziecku . Pewnie było cieżko więc wcale się nie dziwię ale dałaś w ten sposób mamie znać ze razem wychowujecie dziecko . Czuje ze ma prawo udzielać rad . Od początku Ci pomagała , rad udzielała więc dlaczego teraz nagle ma przestać .

Wg mnie rozmowa to jedyne wyjście . Ja bym usiadła i pogadała . Podziękuj jej bardzo za pomoc , powiedz ze doceniasz wszystko co dla Was robi i bardzo chętnie dalej będziesz słuchać jej rad i prosić o pomoc ale musi być jakaś granica .
Co innego wyjście z wnuczką na spacer a co innego mówienie dorosłej osobie jak ma dziecko ubrać , kiedy polożyc spac czy umyć .
I nie może decydować czy możecie wyjechać na wakacje czy nie .
Niestety co do rad będziesz musiała się nauczyć ich słuchać . Ja ciągle muszę rad wysłuchiwac od mamy , babci , teściowej . Nie ukrywam ze mnie to czasem złości ale jak tego wszystkiego za dużo mówię ze przesadzają .

A wg mnie wyjazd wakacyjny w tej sytuacji będzie bardzo dobrym rozwiązaniem .
Wszyscy od siebie odpoczniecie .
A jedyny wg mnie kłopot jeśli chodzi o podróżowanie z dzieckiem po Polsce to zbyt długa podróż samochodem ale i z tym jakoś można sobie poradzić .
A reszta to nie problem . Musicie być tylko przygotowani na różne okoliczności , mieć apteczke , zapas jedzenia czy pieluch .

kamajla 2010-08-23 o godz. 00:50 0

Agulka po prostu nie odpowiadaj i nie komentuj zasłyszanych rad i uwag. Rób swoje, policz do 10 w krytycznych momentach i ciesz się wyjazdem. Skoro mama/teściowa nie nadaje się do rozmowy, bo od razu się unosi, pokaż jej, że można inaczej. My wprawdzie mieszkamy sami, ale nie brakuje momentów , w których rodzice/ciocie itd dają super rady. Czasami nawet przytaknę, częściej zmieniam temat. To my jesteśmy rodzicami i jesteśmy świadomi praw i obowiązków z tego wynikających ;) Ty jak widzę też, więc uśmiechnij się i zabieraj za pakowanie. I tak jak moja poprzedniczka napisała, nie pytaj - informuj. Ty podejmujesz decyzję, Ty ponosisz wszelkie tej decyzji konsekwencje.
Pozdrawiam i życzę miłego wypoczynku :)

Gość 2010-08-23 o godz. 00:52 0

Zgadzam się z dziewczynami. Na początku dałaś mamie ciche przyzwolenie na 'wtrącanie się' i jej sie teraz nie podoba, że nagle traci pozycję.

No i też uważam, że nie ma sie co pytać, tylko informować. Wyjeżdżamy, koniec, kropka. Bez dyskusji. Jesteście dorośli, to wasze dziecko i Wy sobie z nim musicie poradzić.

Powiedz mamie, że jak będziesz potrzebowała rady to ją sama o nią poprosisz.

My też mieszkamy z rodzicami, co prawda w osobnych mieszkaniach, ale w jednym domu. Od początku jasno daliśmy do zrozumienia, że mamy swoją wizję wychowania Wojtka i opieki nad nim, i jeśli zechcą nam pomóc to będziemy się cieszyć, pod warunkiem, że to będą pomagać 'po naszemu' ;)

ediee 2010-08-23 o godz. 01:01 0

Agulka powiem tak : NIE WYOBRAŻAM sobie takiej sytuacji!!

My także mieszkamy w jednym domu z rodzicami...moimi rodzicami!
Przed ślubem tak zedecydowaliśmy tym bardziej, że to był koniec studiów, początki pracy...Później moja zagrożona ciąża, leżenie , no i wkońcu ten piękny rok z Antkiem.

Moim rodzicom NIGDY nie zdarzyło się wtrącić w nasze życie. A jeśli już kiedyś mamie zdarzyło się zbliżyć do TEJ granicy bardzo szybo reagowałam i nie było problemu, choć powiem szczerze, że nieobyło się od dosadniejszej wymiany zdań-bo ja choleryczką jestem- na tym się skończyło.

I właśnie z tego powodu muszę przyznać, że taka sytuacja bardzo się sprawdziła: mama pomogła mi przy MAŁYM kiedy się dokształcałam, albo kiedy chciałam gdzieś wyskoczyć, dzieliłyśmy gotowaniem, a poza tym sczególnie w czaie tych zimowych miesięcy miałam do kogo otworzyć buzię. Mama swoimi radami pmagała mi jak umiała przy synku i za to jestem jej wdzięczna, jednak nigy nie pozwoliliśmy żeby zaczęli decydować za nas

TO przecież wy jesteście rodziną, to wasze dziecko, wasze plany, wasze zycie...nie rozumiem

Przez ten czas zapraszaliśmy gości, wyjeżdżaliśmy i naprawdę robilśmy co mamy ochotę i nigdy nie usłyszeliśmy słowa komentarza, a stało się dlatego że zarówno my szanujemy odrębność i plany moich rodziców, a oni się tym odwzajemniają. Podstawą tego stanu rzeczy jest ROZMOWA!

O ewentulanych planach informujemy nieraz kilka dni przed, nieraz 5 minut przed, a nieraz poprostu wybywamy i tyle.

Za jakiś miesiąc będziemy już u siebie i choć pewnie czasem zatęknię, powtarzam czasem to jednak jest to dla mnie piękna wizja.

Agulko moi teściowie maja podobne podejście do wtrącania się( nigdy nie zamieszkałabym u nich ccoć mają 2 razy większą chawirę od naszej). Przez te dwa lata szczególnei teściowa napsuła mi sporo krwi, o czym kiedyś już pisałam, alepo konretnej i ostatecznej rozmowie wyluzowała i teraz trzma język za zębami.

Życzę aby sytuacja się wyjaśniła ;)

Gość 2010-08-23 o godz. 01:09 0

Ech, jakbym czytała o sobie, ale od razu przyznaję, że to było jakiś czas temu. Teraz jest inaczej.

Przez pierwszych 9 miesięcy życia Koralika mieszkaliśmy z moimi rodzicami. Niby było fajnie, miło, ale w pewnym momencie mnie również zaczęło przeszkadzać to, że mama ustawiała mi cały dzień, robiłam dokładnie to, co mi kazała zrobić. No i oczywiście też wysłuchiwaliśmy, że źle postępujemy z dzieckiem (mój tato właściwie nie zabierał głosu, najwyżej spokojnie ze mną rozmawiał, jak byliśmy sami).

Raz pamiętam taką sytuację, na spacerze Koralik zaczęła mi histeryzować w wózku. Chciałam ją uspokoić, a w tym momencie moja mama wkroczyła do akcji i niechcący zadrapała małą paznokciem. Jak lwica wrzasnęłam na mamę, żeby tak ostro nie postępowała z moim dzieckiem! Oczywiście obraziła się na mnie, nie odzywała się przez następne pół godziny, ale przyznam szczerze, że to ostudziło jej zapał do wychowywania mojego dziecka tzn. ograniczyła przede wszystkim wyciąganie rąk do Koralika.

Od ponad roku mieszkamy z moimi teściami. Niby jest lepiej, ale wiadomo - każdy medal ma dwie strony. Największym problemem jest nie zjedzenie zupy przez Koralika, jakby bez niej miała umrzeć. Najbardziej histeryzuje mój teść twierdząc wręcz, że jak mała pójdzie do przedszkola to też nie będzie jadła. Któregoś dnia, jak nic nie chciała jeść i teść znów zaczął swoje kazania odparowałam, że jak zgłodnieje to sama przyjdzie i koniec. Na siłę nie będę dziecku wmuszać jedzenia, bo efekt może być odwrotny.
Czasami zdarza się, że wieczorem Koral jest tak padnięta, że marudzi podczas kąpieli. Wówczas moja teściowa lamentuje, jaka to mała jest zmęczona, że trzeba ją już kłaść itp. A mnie uszy więdną, bo przecież widzę, co się dzieje i właśnie ogarniamy Korala z kąpielą i spaniem.

Ostatnio w ogóle przestałam się przejmować komentarzami zarówno moich rodziców, jak i teściów. To ja jestem matką i ja decyduję o moim dziecku, a jak komuś się nie podoba to jego problem.

Agulko - może trzeba mamie jasno dać do zrozumienia, że ona swoje dzieci już odchowała, a Ty jak będziesz potrzebowała pomocy to się po nią zwrócisz.

Gość 2010-08-23 o godz. 01:12 0

Boje sie tego co przeczytałam.

Nie mamy jeszcze dziecka, nie mieszkamy jeszcze razem(przynajmniej jeszcze przez miesiąć), ale czasem gdy M zostaje na noc, czy sie o cs pokłucimy moja mam od razu staje w drzwiach i pyta:
o co i dlaczego sie klucicie i krzyczycie?

ja to bym zrobiła to i amto, powiedz mu,że to i tamto, tak nie rob bo to i tamto!!!
a to,że za mało daje jeśc M, a jak mu wedle wskaówek mamy nałoże gigantyczna porcje, to pozniej sysze od M, że oszałałam i kto to tyle zje..moja mama wtedy udaje,że nie slyszy...

a jak narazie wszytskie znaki na niebie i ziemi wskazują,że bedziemy razem z którymis teściami mieszkac, pewnie z moimi rodzicami..

skror teraz tak jest, to co będzie później?
jak tego uniknąc, chyba tylko wyprowadzką, która jest nierelana obecnie.

macie jakieś rady dla takich osób?
sposób na rodziców i teściów?
rozmowy nic nie dają.
Agulka mówiecie,że dała pozwolenie na takie zachowanie mamy..
ona nawet pewnie nie myślała,że daje jej pozwolenie. poprostu cieszyła się,że mama jej pomaga, że może na nia liczyc i nawet nie zauważyła chwili, gdy mama przejeła kontrolę.
bo oan sie zna, wychowąła dzieci i wie..
tylko ciekawe jak by sie czuła jak by jej teściwa czy jej mama robiła dokładnie to smao, co ona teraz jej corce, wtrącała sie we wszytsko,
nawet nie wieicie(i bardzo dobrze) jak mamy potrafia byc zaborcze i jak to jest, gdy nie trafia do nich rzaden agrgument, bo przeciez one wiedza lepiej.
czy one sie boja, że stracą corke plus wnuka?
czy one w ten sposb chca byc potzrebne?

eh..

nie wiem

buniuta 2010-08-23 o godz. 01:42 0

Ja nie mieszkam z rodzicami, ale mój papa zajmuje pełnoetatowo się młodym. Dorywczo mama - kiedy akurat nie pracuje.
Piszecie dziewczyny o historiach bardzo mi znanych. Moi rodzice wiedzieli lepiej jak ubrać, jak karmić, jak usypiać, karmić.....
Na początku byłam dzielna słuchałam z pochyloną głową, starałam sie rozmawiać i przemawiać rodzicom do rozsądku. Na nic to!
Potem był etap awantur... nie chcę tego wspominać.
Teraz słucham i robię swoje.
Jak słyszę, ze robię źle - odpowiadam, że ostatecznie to moje dziecko i jak będzie chore, to ja biedę z nim siedzieć!
Czasem cała ta sytuacja mnie lekko mówiąc wkur...ia, ale potem po chwili zastanowienia myślę, ze oni robią to z miłości do mnie, Mata... Dla nich cały czas jestem małą Basią, a nie 31 letnia kobieta z 2 letnim prawie dzieciem!
Myślę, że to sie nie zmieni nigdy. Rodzice lepiej wiedzą i ciężko im pogodzić się z faktem,że córcia może też ma coś w głowie...
Więc ja się pogodziłam, że oni wiedzą.... oni widzą, że olewam pewne komentarze i sytuacja jest prawie już normalna.....

Generalnie konkluzja jest taka, ze akceptacja dojrzewania dzieci wymaga dużej dojrzałości od rodziców.
W równym stopniu od moich, jak i ode mnie samej.... A ja patrzę się, uczę i staram pamiętać... na przyszłość!

ediee 2010-08-23 o godz. 01:44 0

Justyna82 tylko jedna rada!

Od samego początku, w przypadku prób wtrącania, chęci ingerowana w Wasze życie i decyzje stawiać sprawę jasno i rozmawiać.

Obawa przez rozmową, kłótnią to najgorsze zło!

Ja zawsze wychodziłam i nadal wychodzę z założeni, że lepiej powiedziec co leży na sercu, zrobić 5 minutową burze, pok tórej zaświeci słońce niż żeby cały czas się chmurzyło i było nijak, a raczej źle.

Mój maż wyniół całkiem inne podejście " słuchaj co rodzice mają Ci do powiedzenia i rób swoje" jednak o ile jego nie denerwowały tak teksty teściów, bo się do nich przyzwyczaił i nie reagował to ja się dosłownie gotowałam.
Wkońcu za moją namowa przeprowadziliśmy serię rozmów i teraz jest już dobrze.

ediee 2010-08-23 o godz. 01:50 0

buniuta napisał(a):Więc ja się pogodziłam, że oni wiedzą.... oni widzą, że olewam pewne komentarze i sytuacja jest prawie już normalna.....
i jeszcze do Justyny!

Powie szczerze, że gdybym widziała takie problemy jescze przed ślubem i miałabym zamiar mieszkać z rodzicami
to:

-albo porozmawiałąbym otwarcie i ustaiła pewne granice
-albo zrezygnowałabym z tego rozwiązania.

Niestety wiem jak jest, szczególnie tuż po studiach, ceny mieszakń itepe.
Ale wolałabym przycisnąć pasa niż codziennie psóć sobie nerwy.
Poza tym małżeństow egystujące w takich warunkach zamiast żyć sobą i dla siebie walczy z przeciwnościami od samego początku.

Jania 2010-08-23 o godz. 02:23 0

na Waszym miejscu szukałabym osobnego lokum, może z mniejszymi wygodami ale własnego

jestem zdania, ze mieszkanie z rodzicami niszczy związek

Solares 2010-08-23 o godz. 02:34 0

! Agulka ! - rozmowa, rozmowa, rozmowa. Musisz być stanowcza. Ja nieraz też słyszę różne komentarze, rady itp., ale olewam to. I tak robię po swojemu - taka moja natura - nie dam sobie w kasze dmuchać.

TYGRYS 2010-08-23 o godz. 02:37 0

Niestety jak się mieszka u kogoś to czasem trzeba wysłuchiwać rad , podporządkowac się zasadom panującym w domu .
Bo to mieszkanie mamy , teściowej i ona ``rządzi`` . Niektóre osoby czując taką władzę nadużywają jej i robi się bardzo nieprzyjemnie .

Jedyne wyjście to przeprowadzka - niestety czasem niewykonalne albo rozmowa i wspólne ustalenie jakiś zasad . Takich które będą pasować i jedej stronie i drugiej .

! Agulka ! 2010-08-23 o godz. 03:36 0

Od samego poczatku tzn kiedy WIki sie urodzila mowilismy ze my decydujemy o dziecku i jesli bedziemy pomocy potrzebowac to damy znac .... ile razy staralam nsie nirmalnie spokojnie porozmawiac...... niestety zawsze to samo -ja spokojnie mama nerwowo. Nie ma sensu u nas juz taka rozmowa , poprostu mowie ze ma dac spokuj bo i tak zrobie po swojemu i na to pada odp - ze jak zwykle jestem uparta i nie slucham MADZEJSZYCH !!!!!!!

moja mama nie umie zaakceptowac tego ze dorosla jestem.

Gość 2010-08-23 o godz. 03:53 0

! Agulka ! może jej trudno to zaakceptować, skoro ciągle jesteś tak-jakby pod jej skrzydłami...

Myślę, że dopóki będziecie mieszkać razem, to niestety tak to będzie wyglądać... I jedynym wyjściem jest rozmowa, aż do bólu... aż mama zrozumie...

Mam nadzieję, że się nie obrazisz, ale czy jesteście od rodziców jakoś zależni? Finansowo np?

Martolas 2010-08-23 o godz. 06:33 0

Ja uwazam, ze pomagac trzeba umiec, tzn. miec wyczucie co jest pomoca a co jest wtracaniem sie i zatruwaniem zycia.

Jezeli rodzice zaoferowali pomoc, mieszkaniowa, czy przy opiece, to naprawde super, nalezy im sie za to wiele wdziecznosci. Ale to wcale nie daje im prawa do wtracania sie w pozostale sprawy, bo jednak zwsze maja do czynienia z doroslymi osobami, rodzicami itd.

Uwazam ze ostatecznym argumentem zamykajacym usta "pomagajacym" rodzicom i tesciom jest to, ze za ewentualne bledy w decyzjach, jezeli dziecko zachoruje itd, beda ponosic odpowiedzialnosc i beda sie z ich skutkami musieli uporac rodzice dziecka....
Kazdy ma prawo do wlasnych decyzji i wlasnych bledow, bo ostatecznie sam bedzie ponosil tego konsekwencje i zdobywal swoje doswiadczenie.

A rada czy pomoc nie moze byc na sile i na gwalt.
A niestety rodzice / tesciowie, chcac pomoc, nieumiejetnie, wlasnie tak naciskaja i przyczyniaja sie do strasznej presji.

I nie zgadzam sie z argumentem, ze wyprowadzka to jedyna sluszna decyzja, bo przeciez nie raz jest tak, ze przynajmniej na jakis czas samodzielne lokum jest po za zasiegiem. I koniecznosc przyjecia pomocy rodzicow nie znacza, ze dajemy im wstep i wolna reke do dyrygowania w kazdej dziedzinie naszego zycia....

Gość 2010-08-23 o godz. 06:53 0

A najgorsze jest to,że przez usilną "pomoc" i "dobrą radę" rodziców w młodych związkach zachodzą problemy pt "kłutnie".

Mam nadzieję, że wyprowadzka coś pomoże każdej parze, która jest "skazana" na mieszkanie w rodzicami czy teściami, którzy za wszelka cene wiedza lepiej.

Żeby tylko później nie okazalo sie, że tak drastyczne odcięcie pępowiny nie zaoowocuje częstymi, niekontrolowanymi wizytami mamuś...

No tego to już bym nie zniosła! Jakby mi moja mama( bo mama M jest tak mi sie wydaje bardziej wyrozumiała i mniej czepailska jak moja) miała wpadać, zaglądac w garnki, w półki i dalej dyktować jak mam zajmować sie przyszłym potomkiem!

ostatnio nawet czytałam w jakims kobiecym zcasopismie o takich nalotach. Włos staje dęba! :o

Gość 2010-08-23 o godz. 07:59 0

Martolas napisał(a):Jezeli rodzice zaoferowali pomoc, mieszkaniowa, czy przy opiece, to naprawde super, nalezy im sie za to wiele wdziecznosci. Ale to wcale nie daje im prawa do wtracania sie w pozostale sprawy, bo jednak zwsze maja do czynienia z doroslymi osobami, rodzicami itd.
ale z drugiej strony żyjąc pod ICH dachem musisz respektować ICH reguły

Gość 2010-08-23 o godz. 08:03 0

Mika_ napisał(a):Martolas napisał(a):Jezeli rodzice zaoferowali pomoc, mieszkaniowa, czy przy opiece, to naprawde super, nalezy im sie za to wiele wdziecznosci. Ale to wcale nie daje im prawa do wtracania sie w pozostale sprawy, bo jednak zwsze maja do czynienia z doroslymi osobami, rodzicami itd.
ale z drugiej strony żyjąc pod ICH dachem musisz respektować ICH reguły

jakie reguły?

regułą ma byc to,że przykładowo, mam karmić dziecko na siłe, bo mama tak mówi?
czy to,że mam ubrać dziecko w 3 kaftaniki i pajacyka, bo mam twierdzi,że tak jest dobrze, kiedy ja uważam inaczej?

?

ediee 2010-08-23 o godz. 08:03 0

Mika_ napisał(a):Martolas napisał(a):Jezeli rodzice zaoferowali pomoc, mieszkaniowa, czy przy opiece, to naprawde super, nalezy im sie za to wiele wdziecznosci. Ale to wcale nie daje im prawa do wtracania sie w pozostale sprawy, bo jednak zwsze maja do czynienia z doroslymi osobami, rodzicami itd.
ale z drugiej strony żyjąc pod ICH dachem musisz respektować ICH reguły

tzn. co?
wracać o której chcą?
Cisza nocna o 22?
bo nie rozumiem

Respektować ich reguły mogłam/ lub nie jak miałąm 17 lat...teraz po prostu się dogadujemy .

Gość 2010-08-23 o godz. 08:30 0

Takie reguły jakie wyznają rodzice. Serio to inaczej sobie nie wyobrażam.
Dla mnie to jasne - mieszkasz u kogoś to musisz sie z tym kimś liczyć.
Przecież mieszkam w ICH domu. Oni mi tego lokum użyczają. Nawet jeśli ponoszę koszty finansowe to nie jest to moja własność.
Dogadywać to się mogę z mężem który jest moim partnerem, jesteśmy na równych zasadach. Jeśli mieszkam u siebie sama ustanawiam reguł. Jeśli mieszkam u kogoś to reguły wyznacza ten ktoś.
A jakie reguły to nie wiem - nie mieszkam z rodzicami od 18 roku życia.
Pełnoletność nie znosi w żaden sposób rangi starszeństwa, które w połączeniu z własnością dają prawo do pewnego decydowania.

Serio nie wyobrażam sobie, że mieszkam u kogoś i reguluję nasze stosunki w ten sposób że kiedy pomoc mi pasuje ( pilnowanie dziecka itp ) to pomoc biorę a kiedy jest wtrącanie i miarka się przebrała to minimalizuję stosunki.

Gość 2010-08-23 o godz. 08:43 0

Mika, a nie widzisz róznicy między, nazwijmy to 'regulaminem domowym' dotyczącym spraw wypływających z dzielenia mieszkania (kto za co płaci, kto co sprząta, kupuje, na jakich zasada korzysta się z pomieszczeń i urządzeń wspólnych itp) a kwestiami dotyczącymi już wyłącznie stosunków wewnątrzrodzinnych (w tej młodszej rodzinie)?

oczywiście sytuacja uzależnienia od kogoś czy to ze względów lokalowych, czy finansowych, czy 'pomocowych' - niełatwa do rozstrzygnięcia, ale chyba nawet przy dużym uzależnieniu odrobina autonomii w kwestiach nierzutujących na wygodę korzystania przez rodziców z ICH domu jest naturalna?

piszę teoretycznie, bo akurat i do rodziców, i do teściów mam dość daleko i nie wyobrażam sobie mieszkania z nimi - właśnie, między innymi, ze względu na takie skomplikowanie.

Gość 2010-08-23 o godz. 08:55 0

Ano ja właśnie też z rodzicami nie mieszkam. Także dlatego - patrz post powyżej.Shiad uważam, że reulamin i kwestie wewnątrz rodzinne są współzależne i nakładają się na siebie. A do tego jest to tak skomplikowane, że prowadzi do konfliktów. Trudno odzielić gdzie zaczyna się możliwość samoistnego decydowania a gdzie takiej możliwości nie ma. Na pewno odrobina autonomii jest o.k ale kto ma zatwierdzać autonomię - rodzice czy dorosłe dzieci ?

ediee 2010-08-23 o godz. 09:06 0

No to ja powiem w taki sposób- nie mieszkamy u rodziców tylko z nimi.

Gość 2010-08-23 o godz. 09:06 0

najlepiej jakby obustronnie, nie? ;)

i wiem, że skomplikowane... w ogóle stosunki dorosłych dzieci z rodzicami są chyba z natury swojej skomplikowane, nie? (i teraz liczę, że ktoś mi powie, że z czasem się robią prostsze)

Gość 2010-08-23 o godz. 09:10 0

Shiadhal napisał(a):stosunki dorosłych dzieci z rodzicami są chyba z natury swojej skomplikowane, nie? (i teraz liczę, że ktoś mi powie, że z czasem się robią prostsze)
Bo się robią ;)
Aczkolwiek faktycznie najlepiej im robi odrębnośc finansowo-bytowa. Łatwiej wtedy rodzicom zaakceptować fakt, ze "dzieci" już dziećmi nie są a "dzieciom" z kolei nauczyć się rozmawiania z rodzicami na równych prawach. To ostatnie wbrew pozorom jest najtrudniejsze - z braku tej umiejętności IMHO bierze sie najwięcej konfliktów, nie z samego faktu mieszkania u rodziców czy bycia od nich w jakiś sposób zależnym.

ediee 2010-08-23 o godz. 09:38 0

Ja wcale nei myślę, że takie rozwiązanie jest najlepsze, bo może faktycznie jakbym nie miałą jakiejś wizji w zanadrzu to bym nie wytrzymała. Po 5 latach studiów i mieszkania na mini "swoim" wróciłam do domu i z początku faktycznie było mi ciężko

Ale...szczerze moge powiedzieć, że mam wspaniałych rodziców, którzy sa moimi przyjaciółmi na tem "swoisty" sposób. Dogadujemy się a w moje sprawy wychowawcze nigdy się nie wtrącali. Szanują nasza intmnosć, a my ich. I tyle.

! Agulka ! 2010-08-23 o godz. 10:00 0

Adriana w zaden sposob uzaleznieni nie jestemy (tylko to ze tymczasowo mieszkamy z nimi bo remoncik naszego gniazdka trwa), kaske mamy swoja, rachunki placic tez chcialismy i w ogole dokladac sie do rodzinnego budzetu ale rodzice stwierdzili ze mamy oszczedzac na remont i nie dalo sie ich przekonac.

Za kilka miesiecy bedziemy juz w swoim mieszkaniu (ale na tym samym podworku, no ale to jzu calkiem inna sprawa).

natalia25 wlasnie my kazdy gorsz wkladamy w remont i juz doczekac sie nie mozemy kiedy sie skonczy i wcale nie bylo naszym zalozeniem od samego poczatku ze.... bedziemy mieszkac z rodzicami .... zycie tak sie potoczylo i tak jest, nie mielismy innego wyboru.

Mika
"ale z drugiej strony żyjąc pod ICH dachem musisz respektować ICH reguły"

tu sie nie zgodze z tym bo nie robie imprezek , nie sprowadzam niechcianego towarzysta itp zawsze kiedys cche zaprosic znajomych uprzedzam ale nie moge przyjac ich zasad w zwiazku z wychowaniem mojego dziecka!!!!!!

Zadko zdarzaja sie takei spiecia bo na ogol jest wesolo i fajnie ale jak juz cos nie pasi to pozniej jest nieprzyjemnie!
Potrafie uszanowac czyjas intymnosc i to ze maja jakies tam reguly i do niektorych sie stosuje ale nie ma mowy zeby ktokolwiek wtracal sie do tego jak postepuje z dzieckiem i jeszcze nie odpowiednio to komentowal. Tak sie nie postepuje z doroslym czlowiekiem.Chcac nie chcac rodzice musza zaakceptowac to ze ich dzieci dorastaja i staja sie samodzielne a taka ingerencja w ich zycie to nic innego jak...samobojstwo do wzajemnych byc moze do tej pory swietnych relacji!

TYGRYS 2010-08-23 o godz. 10:19 0

Agulka a może poprostu zaakceptować to wtrącanie .
Bo jakie to jest wtrącanie ?
Ciągłe , nachalne , niegrzeczne ? Czy mama Ci wytyka ze jestś złą matką , nie potrafisz nic zrobić przy dziecku ?

Czy poprostu mówi weź czapke , cieplej ją ubierz bo ma rączki zimne i zaraz będzie chora , daj jej do jedzenia to i to ...
Bo takie wtrącanie to jest najbardziej normalna rzecz na świecie .
Są mamy/teściowe które prawie tego nie robią , takie które robią to od czasu do czasu i takie które to robią bez przerwy i nie potrafią się opanować .
Mają misję . Uważają ze wiedzą wszytko lepiej . To jest najgorszy przypadek i ciężko im jest się opanować .
Mama chce dobrze tylko jest w tym trochę uciążliwa .
Część rad poprostu ignoruj .
Ale jeśli chce Wam zmieniać za bardzo życie (zmieniać porę mycia czy mówi czym masz karmić dziecko mów grzecznie ale stanowczo ze to Twoje dziecko i Ty będziesz robić to co uważasz za stosowne ).

Przeprowadzka pewnie trochę poprawi układy .

Mała 2010-08-23 o godz. 10:27 0

Agulka, tak czytam o twojej sytuacji, zlosc we mnie wzbiera i szczerze ci wspolczuje.
Nie potrafie ci powiedziec "zrob tak i tak", bo nie znam twoich rodzicow i twoich relacji z nimi (ktore przeciez ksztaltowaly sie przez wiele lat zanim wyszlas za maz i urodzilas dziecko). Powiem tak, ja i siostra sobie swoich rodzicow wychowalysmy. Nie, nie oznaczalo to ciaglych klotni i pyskowek. Ale jak przesadzali, to tez nie chowalysmy glowy w piasek potulnie ich sluchajac.
Pocieszaj sie mysla, ze juz niebawem sie wyprowadzicie i kontakt ulegnie delikatnemu poluzowaniu.
Podziwiam ce za cierpliwosc - mowisz przeciez, ze rozmawiasz z mama spokojnie, podczas gdy ona krzyczy. Ja bym zakrzyczala. A jesli mialoby to w konsekwencji doprowadzic do ochlodzenia stosunkow - trudno.

W ogole, to nie rozumiem tej presji wywieranej przez niektorych rodzicow na dzieci. Mysla, ze krzykiem czy obrazaniem sie cos ugraja (niestety, czasem tak jest, ze im sie udaje). U mnie osiaga to efekt odwrotny. Tescie lubia sie obrazac. Niech sie obrazaja - mam to gdzies. Skoro nie potrafia sobie radzic z wlasnymi emocjami - ich problem. Traca na tym tylko oni, bo rzadziej sie widuja z wnuczka. Czekam az zmadrzeja.

Nie wyobrazam sobie mieszkania z tesciami. Zaglaskaliby mnie na smierc.

Mała 2010-08-23 o godz. 10:31 0

TYGRYS napisał(a):Agulka a może poprostu zaakceptować to wtrącanie .
Bo jakie to jest wtrącanie ?
Ciągłe , nachalne , niegrzeczne ? Czy mama Ci wytyka ze jestś złą matką , nie potrafisz nic zrobić przy dziecku ?

Czy poprostu mówi weź czapke , cieplej ją ubierz bo ma rączki zimne i zaraz będzie chora , daj jej do jedzenia to i to ...
Bo takie wtrącanie to jest najbardziej normalna rzecz na świecie .
Są mamy/teściowe które prawie tego nie robią , takie które robią to od czasu do czasu i takie które to robią bez przerwy i nie potrafią się opanować .

Nie zgodze sie. Jest zasadnicza roznica miedzy: "zrob to czy tamto" a "z moze by zrobic to czy tamto?". Pierwsze nie zaklada sprzeciwu i ma w podtekscie "wiem najlepiej". Drugie z kolei daje matce dziecka odczuc, ze jej zdanie tez sie liczy, ze moze miec inny poglad na rozne sprawy i inny pomysl na wychowanie czy pielegnacje dziecka.

Gdybym zaakaceptowala watpliwej jakosci rady tesciowej, to posypywalabym Ani pupe pudrem i dawala smoczek maczany w cukrze...

mycha526 2010-08-23 o godz. 10:55 0

Agulka, jakbym czytałą o swojej sytuacji... nie chce sie rozpisywac co ijak ale chwilami jest bardzo podobnie. ale u nas jest wyjscie z sytuacji- niedługo przeprowadzamy sie na swoje...
trzymam kciuki zeby było lepiej:)

Gość 2010-08-23 o godz. 11:22 0

fagih napisał(a):i wiem, że skomplikowane... w ogóle stosunki dorosłych dzieci z rodzicami są chyba z natury swojej skomplikowane, nie? (i teraz liczę, że ktoś mi powie, że z czasem się robią prostsze)
Ja mogę powiedzieć, że się robią :)

Mój mąż bardzo obawiał się mieszkania w domu teściów. Na szczęście okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Jesteśmy niezależni, mamy zupełnie osobne mieszkanie, płacimy wszystkie rachunki itd... Rodzice pukają jak do nas idą ;) i nic, a nic sie nie wtrącają, choć wiem, że czasem ich korci ;) A jak już wytrzymać nie mogą (głownie moja mama) to zwykle powie mi coś jak jesteśmy same, tak, żeby Mikołaj nie słyszał i nie poczuł, że mu sie teściowa wtrąca :)

Ale jestem prawie PEWNA, że gdybyśmy mieszkali razem, to już by tak różowo nie było. Zresztą moja mama od początku kategorycznie nie zgadzała sie na takie rozwiązanie. I miała święta rację! A tak, fajnie nam się mieszka i dobrze jest mieć rodziców na wyciągniecie ręki :)

! Agulka ! życzę Ci zatem jak najszybszej przeprowadzki na swoje! I nie daj się!

becja 2010-08-23 o godz. 12:11 0

natalia25 napisał(a):Jeżeli jest to sytuacja przejściowa, to odpuściałabym sobie jakiekolwiek komentarze i przeczekała ten trudny dla was wszsytkich okres.

tak jak Mika uważam, że mieszkanie u rodziców ( bo w tym wieku nie ma dla mnie czegoś takiego jak mieszkanie z rodzicami ;) ) narzuca pewne zasady. I tak jak pisałam, nie tylko wy jesteście ta sytuacją zmęczeni. Sądze, że rodzice tak samo ;)

Zgadzam się, że czasem warto zacisnąć zęby, wysłuchać, odpuścić...
Mieszkaliśmy przez 1,5 roku po ślubie w "domu moich rodziców" (i tu przyznam, że w cudzysłowiu, bo dla mnie on zawsze był mój i będzie póki mieszka w nim ktoś z mojej rodziny, mój, mimo, że nie był kupiony za moje własne pieniądze) i jakoś dzięki elastyczności nas wszystkich był to całkiem fajny czas ;)

Ale z tym drugim się nie zgadzam
reguły, zasady? ok, przyjmę ale względem mnie
Ale nie narzucanie reguł dla mnie - jak zajmować się własnym dzieckiem (bo o to chyba głównie chodzi Agulce)
Może i będzie mi przykro, gdy kiedyś moje dziecko podważy moje metody, czy zdanie nt. wychowania dzieci... ale to będzie jedynie lekkie zachwianie mojego autorytetu, żadne tam łamanie zasad... no chyba, że zasady pt. "mam zawsze rację"

TYGRYS 2010-08-23 o godz. 12:24 0

Ale z tego co pisze Agulka mama komentuje to że za cienko/ za grubo ubrała dziecko (moja mam tez ciągle to robi) ze źle ugotowała zupę (moje zupy tez są komentowane) , ze za pozno wychodzi na spacer i pyta czy zabrali coś cieplejszego .
Z moją mamą też ciągle mamy takie rozmowy . Moja babcia kazała mi dosładzać mleko . Ja tego wszystkiego słucham. Czasem ze spokojem , czasem się złoszczę . Tylko ja jak odlożę słuchawkę albo zamknę drzwi za mamą o tym wszystkim zapominam . Za dwa dni znowu to samo .

A Ty musisz takich rad wysłuchiwać non stop i dlatego jesteś już tym zmęczona i ja Ciebie rozumiem .
Takie wtrącanie najłagodnieszą osobę wcześniej czy pozniej może doprowadzić do nerwicy .
Drobniejsze sprawy olewaj . Jak coś Cię bardzo złości mów o tym mamie i przyspiesz remont . Przeprowadzka wiele spraw ułatwi .

zuzanna22 2010-08-24 o godz. 04:32 0

Dlaczego tyle jest podobnych spraw?
Mojej siostrze też teściowa psuje życie, ciągle ją obgaduje i robi fronty z resztą rodziny, nigdy nie znalazła w niej nic dobrego, a ja ją znam dobrze i to naprawde dusza człowiek.
Po co te teściwoe ciągle powielają takie sprawy tyle się o tym słyszy, głupota, ja nie chce mieć teściowej! Nie wierze że są gdzieś normalne.

! Agulka ! 2010-08-27 o godz. 01:05 0

Oj jak mi ktos pisze ze nie toleruje w tymwieku mieszkania zordzicami to cisnienei mi podskakuje , juz piwlama ze nie zorbilismy tego celowo , tak sie ulozylo zycie i juz i my i moi rodzice jakos to akceptujemy ale kazda sytuacja kiedys sie przesyci a cierpliowsc kazdego ma swoje granice.

Jeszcze kilka miesiecy i bedziemy na swoim i tez bede mogla popartu zamknac drzwi i .... szybko zapomniec i naladowac akumulatorki na kolejne spotkania. lol

Co do tesciow -to jakbym miala z nimi mieszkac to chyba by mnie szlag trafil po 1 dniu! ;)

Gość 2010-08-27 o godz. 12:50 0

Ja dorzuce tutaj swoje trzy grosze.
U mnie miało być pięknie - osobne mieszkanie w domu teściów,wspólna tylko klatka schodowa. PO prawie roku mieszkania z nimi wiem jedno - dorośli ludzie powinni mieszkać osobno.
Obecnie robimy z mężem wszystko, żeby jak najszybcie się wyprowadzić na swoje. Aktualnie intensywnie szukamy działki i jestesmy zdecydowani zaciągnąć kredyt na budowe domu. Owszem przed ślubem były plany o budowie domu, ale tak za ok. 5-6 lat, jednak pwne sytuacje sowodowały, że przyspieszamy ich realizację. Ogólnie niby nie jest źle z teściami, jednak utwierdziłam sie w przekonaniu, że jestem z mężem zbyt niezależna i potrzebuję wiecej swobody której tutaj nie mamy.

Naprawdę wolę żyć skromniej, ale u siebie.

! Agulka ! 2010-08-29 o godz. 01:06 0

Marcia82 masz calkowita racje , my tez robimy wszytko zeby zyc calkiem osobno i calkwicie odciac juz ta jakby nie bylo jeszcze zaleznosc wobez rodzicow!

Trzeba zacisnac zeby i juz a dzien kiedy sami mieszkac bedziemyjest blizej niz... dalje ( jak to mowi moja babcia)!!!!

A tu musialam zalozyc taki temat bo nazbieralo sie tego we mnie mnostwo i MUSIALAM to z siebie wyrzucic i podyskutowac ! I powiem szczerze lzej mis ie zrobilo na duszy kiedy zobaczylam ze nie tylko ja borykam sie z takim probleme.

tygryska 2010-08-29 o godz. 01:35 0

Agulka,doskonale Cię rozumiem.My też mieszkaliśmy z moimi rodzicami przez jakieś 4 miesiące.I to zamieszkaliśmy jak starszy synek miał 15 miesięcy (nie mieszkaliśmy od urodzenia małego).Byl to dla nas tym większy stres,że nagla ktoś próbuje nam się wtrącać do wychowywania dziecka.łopoty skończyły się po wyprowadzce.Nie pozostaje chyba nic innego jak zaciskanie na razie zębów i odliczanie dni do przeprowadzki do własnego kąta.

Gość 2010-09-20 o godz. 01:45 0

to i ja sie wtrace. dla mnie zasadnicza roznica jest "kto" mi daje rady.Czy mama czy tesciowa. Mieszkamy w blizniaku z tesciami i teraz wiem ze to byl blad jak sie na to decydowalismy 4 lata temu. No ale konczylismy studia, poczatki pracy i male szanse na kredyt na mieszkanie chocby 50m w Warszawie. no ale moja tesciowa wie wszystko najlepiej na wszelakie tematy i tak samo jest z Ksawem. Choc nie powiem, jak chcemy jechac do kina na 3godziny to jest jak znalazl ;) Ja na szczesie mam niewypazona gebe i na glowe sobie nie pozwole wejsc choc wiem ze mieszkanie zupelnie osobno to jest to. Kolo swoich rodzicow tez bym nie chciala mieszkac. Wiem jedno, ze jak sie slyszy za duzo rad to czloiwiek sie czuje jakby byl glupkiem i nie umial zajac sie swoim wlasnym ukochanym dzieckiem.

Mahareth88 2011-08-01 o godz. 00:25 0

Mialam podobnie...tyle tylko ze my wytrzymalismy 2 tygodnie z moimi rodzicami...i sie wyprowadzilismy...tyle tylko ze moja mama mi niepomagala...mąż mial tydzien urlopu a potem sama wszystko robilam, a mama tylko by go na rece brala...nawet jak spal to wracala z pracy i wpadala do nas do pokoju i malego na rece i do siebie do pokoju ,byle tylko go troche ponosic,no to on sie budzil i w ryk...teraz ma juz 6 tygodni i z babcia nie mieszka i dalej chce byc tylko na rekach - tak go rozpuscila:( A jak jej zwracalam uwage ze to przeciez niwe zabawka - jak spi to po co go brac na rece to zaczynala sie awantura...albo zagladala do pokoju i komentowala co robie i jak przy malym...czepiala sie do wszystkiego...i oczywiscie temat pieniedzy tez byl...bo mielismy wszystko oddzielne i iddzielna polke w lodowce...i tak wyjadali z naszej polki a jak zwrocilam uwage,to oczywiscie "ja ci ostatnio obiad ugotowalam" - a przeciez nieprosilam o ten obiad ,sama zaproponowala bo im zostalo, a potem wypomina:( tak samo bylo jak leżałam w szpitalu po porodzie...przyniosła mi reklamówke z jedzeniem,piciem i czymś tam jeszcze a jak wrocila do domu to kazała mojemu mężowi oddać za te zakupy pieniądze- co to za matka? ona uważa że Wiki jest jej najukochanszym wnuczkiem,. ale tak naprawde to jest nim tylko poki ona moze sie kolezanka pochwalic jaka jest dobra babcia , wszystko robi na pokaz...a szkoda...nigdy jej od tej strony nie znalam;(