Quantcast
  • DobraC odsłony: 4116

    Trzeci cenowy swiat

    Tylko kurna odwrotnie...

    zastanawiaja mnie ceny w naszym pieknym kraju.
    zrodlem zastanowienia jest pobyt mojej mamy w Nepalu (a wczesniej lot przez wolnoclowki we Franfurkcie i Doha)...
    dobrze ze poinstruowana leciala prawie z pustymi walizkami ;)

    przyklady?
    dostane zamowione szale kaszmirowe. dobrej jakosci, miekkie, dlugie, w nasyconych czarodziejskich barwach (sliwkowo szary, morski i karminowy). jeden zakupiony za cale 400 rupii (100 rupi = 3,20PLN). W Polsce okolo 100zl (a zdazaja sie - ale to firmowe - za 600zl takze)
    kosmetyki kolorowe bede miala na najblizsze dwa lata - guerlain fly eye za 75 zl np i wiecej takich perelek, teracotta za 80zl, podklad chanell vitalumiere, ktory w sephorze kosztuje 200zl - za 100.....
    kamera dobrej jakosci i porzadnej firmy - 500zl.

    znajomi ze stanow przywiezli laptopa. w polsce 3300, tam zakupiony full wypas za 1400...

    roombe kupilam we francji. za 1450zl. w polsce - 2800...

    przyklady moznaby mnozyc...

    co jest ze my - biedniejsi ;) - musimy placic wiecej

    ps. swoja droga zastanawiam sie nad namowieniem mamy na hurtowy zakup szali kaszmirowych i moja zwiazana z tym aktywnoscia na dziale sprzedam ;) ^^D mozecie mi smialo zarzucic ze sonduje temat :&

    Odpowiedzi (34)
    Ostatnia odpowiedź: 2010-04-22, 21:27:20
    Kategoria: Pozostałe
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
Licho 2010-04-22 o godz. 21:27
0

Sun napisał(a):A kto nie szyje?
ale wiesz... we mnie jest jakiś taki wewnętrzny sprzeciw, że mam zapłacić 200 zł, za rzecz, której koszty wytworzenia zamykają się w 5 zł - bo produkcja obciąża dzieci lub ludzi zamkniętych w obozach... a różnicę zarabiają firmy, które łaskawie pozwalają na użycie swojej metki...

Nie będę krytykowała matki, której z trudem starcza do pierwszego, że kupuje dziecku chińskie tenisówki za 10 zł i chińską koszulkę za 5 zł...
Ale jakoś wkurza mnie płacenie za zabawkę, ciuch, czy cokolwiek innego kwot idących w setki złotych ze świadomoscią gdzie - i jak - zostały one wytworzone...

Odpowiedz
Gość 2010-04-22 o godz. 21:09
0

A kto nie szyje?

Tez byłam w chińskiej fabryce...

Odpowiedz
Gość 2010-04-22 o godz. 19:17
0

Licho napisał(a):Ajka napisał(a):Nasz rodzimy producent reserved ma fabryki w Chinach.
a - z ciekawości - co pisze na metkach?
Sprawdzone na dwóch bluzkach: "wyprodukowano w Chinach".
Skandynawski Jackpot też.

Odpowiedz
Licho 2010-04-22 o godz. 08:17
0

Ajka napisał(a):Nasz rodzimy producent reserved ma fabryki w Chinach.
a - z ciekawości - co pisze na metkach?


no, znalazłam w końcu ten artykuł, jeśli kogoś interesuje to proszę bardzo linka:
http://wiadomosci.onet.pl/1438194,2678,kioskart.html

przy okazji, warto wiedzieć, że w chinach to nie tylko dzieci zajmują się produkcją tanich dóbr... część, duża część produkcji pochodzi z obozów pracy, takich bardzo podobnych do tych, ktore znamy z historii 2 wojny światowej...
trafiają tam buddyści, katolicy - wszyscy, którzy się nie chcą podporządkować jedynej słusznej wierze: partii... (W chinach każdy kościół może funkcjonować, pod warunkiem, że będzie się słuchał partii. W przypadku kościła katolickiego podstawowym wymogiem jest odrzucenie władzy papieża, u buddystów - Dalaj Lamy. To partia wyznacza hierarchów kościelnych i to partia dyktuje kto jest kolejnym wcieleniem kogo lol )

Odpowiedz
Gość 2010-04-22 o godz. 03:42
0

Nasz rodzimy producent reserved ma fabryki w Chinach.

Odpowiedz
Reklama
Gość 2010-04-22 o godz. 01:51
0

Sun, nie da sie. nie oszukujmy sie. nie da rady. Producentow ciuchow nie jestesmy w stanie przesledzic. ja opieram sie na medialnych/blogowych doniesieniach. I takie marki jak gap trafiaja u mnie na czarna liste.

Ale to co da sie sprawdzic to sprawdzam. i tak, w gapie moja noga nie postanie, bo to nie pierwszy raz tak robia (!), slabo mi sie robi na mysl, ze ich ubranka dla dzieci, szyly wlasnie dzieci.

Wole kupic cos, co wiem jakiego jest pochodzenia. Wole za to zaplacic wiecej. Wole dluzej oszczedzac. Najbardziej lubie kupowac rodzime (europejskie) marki. Bo wiem, ze moja kase dostanie polski/europejski robotnik i wyda ta kase u nas. Wole kupic cos z rumunskiej fabryki niz z chinskiej.

lubie wspierac europejski rynek.

Odpowiedz
Gość 2010-04-22 o godz. 01:25
0

Czekaj Kirka, czyli jak to robisz? Wiedząc, że cos jest made i china kupjesz to czy nie? da się życ nie kupując takich rzeczy? Bardzo bym chciała, ale nie wierze, że się da...

Odpowiedz
Licho 2010-04-21 o godz. 23:55
0

Kirka napisał(a):Czasow na saksy osobiscie nie pamietam. Poniewaz sa to czasy moich rodzicow, conieco mi sie o uszy i oczy obilo. Na pewno nikt z nich nie jadl psiego zarcia, wiec jezeli to wystapilo w twoim otoczeniu, to bardzo wspolczuje.
no ja w tych czasach byłam jeszcze za młoda, żeby jeździć, ale co się nasłuchałam, to moje ;)
puszki z psim żarciem pojawiły się dlatego, że duża część ludzi wyjeżdżających na saksy nie znała żadnego języka (poza polskim i może rosyjskim) i kupowali najtańsze jedzenie, które tam było dostępne... i ktoś kiedyś przywiózł taką puszkę, żeby się pochwalić jakie dobre konserwy tam są ;) i ktoś niebacznie przetłumaczył... lol

Kirka napisał(a):Nie wiem czy zauwazys, ze Indie i Polska to troszke rozne swiaty. U nas na szczescie nie ma podzialu kastowego, jak u nich i przez to kazdy ma wieksza szanse wyjsc poza swoje ramy finansowe. U nich, to zeby sie zaharowali, co niektorzy w zyciu nie przejda pewnego progu.
Zauważyłam. Akurat tak się złożyło, że byłam zarówno w Chinach jak i w Indiach. Na dodatek w Indiach byłam w najbiedniejszych regionach. I niezależnie od mojego sprzeciwu dla pracy dzieci, miałam świadomość tego, że czasem od mojego wyboru, na którym straganie coś kupię - zależy które dziecko dzisiaj będzie jadło...
Uwierz mi, że trudny jest to wybór...

Indie nauczyły mnie bardzo dużo.
A Chiny załamały. Bo zobaczyłam co nas (w sensie Polskę) mogło spotkać...

Kirka napisał(a):Ale staram sie kupowac swiadomie. Staram sie dowiedziec skad pochodzi wiekszosc zakupinych przeze mnie produktow.
li i jedynie.
A to masz tak samo jak ja ;) Ostatnio pasjami studiuję skład jedzenia i formy produkcji. Na przykład taniej żywności marki podpisywanej nazwą supermarketu. Palce lizać, rewlacyjny sposób na odchudzanie (wszystko się cofa na samą myśl o tym artykule...)

Kirka napisał(a):Przeraza mnie bezmyslnosc niektorych ludzi i chec oszczedzenia, nawet kilku groszy.
tak jak przeraza mnie chec zysku, tez niektorych.
Każdy żyje tak jak może i lubi. Staram się nie osądzać. Chociaż wkurza mnie, kiedy dżinsy w koszu w markecie kosztują 20 zł a identyczne, w tym samym centrum w "markowym" sklepie - 200zł. I kiedy mam świadomość, że to nie jest kwestia różnicy jakości... Tylko że w Chinach, po wyprodukowaniu partii dżinsów "firmowych" na tej samej taśmie, z tych samych materiałów produkowana jest seria "marketowa" Tylko z innymi metkami...
Lubię dobrą jakość. Ale nie lubię, jak ktoś mnie robi w mambuko...

Odpowiedz
Asiowa 2010-04-21 o godz. 23:52
0

Justa napisał(a):To samo jest z usługami turystycznymi
gdzieś miałam porównanie wczasów zagranicznych wykupionych w polskim biurze turystycznym
a wczasów o dużo lepszym standardzie w tej samej zagranicznej miejscowości wykupionych w niemieckim biurze turystycznym - znajdę to porównanie to wkleję

i przykład z ostatnich dni

znajomy kupił dla czteroosobowej rodziny 10 - cio dniowy pobyt w Chorwacji w słowackim biurze turystycznym i w porównaniu z polskim biurem turystycznym zaoszczędził 2000 zł
bo podobno Polacy dużo więcej jedzą i piją w porównaniu z naszymi zachodnimi sąsiadami-ponoć opychamy sie na zapas :)

Odpowiedz
Jo76 2010-04-21 o godz. 23:21
0

DobraC napisał(a):
ps. swoja droga zastanawiam sie nad namowieniem mamy na hurtowy zakup szali kaszmirowych i moja zwiazana z tym aktywnoscia na dziale sprzedam ;) ^^D mozecie mi smialo zarzucic ze sonduje temat :&
Jesli o sondowaniu mowa to ja chetnie kaszmirowy czekoladowy i malinowy bym nabyla ... jesli sa monochromatyczne

A co do cen - to prawda, ze elektryka jest droga, ciuchy tez... choc np robocizna i przerozne uslugi sa juz tansze w Polsce. Najbardziej zazdroszcze jednak mieszkancom USA - tam wszystko znacznie tansze niz w Europie... nawet samochody

Odpowiedz
Reklama
Gość 2010-04-21 o godz. 22:39
0

Licho napisał(a):Kirka, Pochodzisz do sprawy bardzo emocjonalnie i... w sposób lekko nieprzemyślany...
Licho, przykro mi cie rozczarowac, ale jestem zimna jak arktyczn lod. I wiekszosc moich wypowiedzi na forum jest bardzo przemyslanych.

Czasow na saksy osobiscie nie pamietam. Poniewaz sa to czasy moich rodzicow, conieco mi sie o uszy i oczy obilo. Na pewno nikt z nich nie jadl psiego zarcia, wiec jezeli to wystapilo w twoim otoczeniu, to bardzo wspolczuje.

Nie wiem czy zauwazys, ze Indie i Polska to troszke rozne swiaty. U nas na szczescie nie ma podzialu kastowego, jak u nich i przez to kazdy ma wieksza szanse wyjsc poza swoje ramy finansowe. U nich, to zeby sie zaharowali, co niektorzy w zyciu nie przejda pewnego progu.

Czy kupuje chinskie produkty? no pewnie! w naszych czasach prawie niemozliwoscia jest nie kupowanie chinskich produktow. Bo nawet jak na metce masz made in poland (jak sama slusznie zauwazylas), to czesto produkt jest zrobiony w chinach, a metka w pl jest doszyta.

Na szczescie jeszcze nie kupuje produktow dzieciecych, wiec ominela mnie przyjemnosc przesledzenia drogi producenckiej pewnych marek.

Ale staram sie kupowac swiadomie. Staram sie dowiedziec skad pochodzi wiekszosc zakupinych przeze mnie produktow.
li i jedynie.

Przeraza mnie bezmyslnosc niektorych ludzi i chec oszczedzenia, nawet kilku groszy.
tak jak przeraza mnie chec zysku, tez niektorych.

Odpowiedz
Licho 2010-04-21 o godz. 21:27
0

Raaaaaaaany... ale wielowątkowy wątek ;)
Dobra najpierw do autorki:
DobraC napisał(a):dostane zamowione szale kaszmirowe. dobrej jakosci, miekkie, dlugie, w nasyconych czarodziejskich barwach (sliwkowo szary, morski i karminowy). jeden zakupiony za cale 400 rupii (100 rupi = 3,20PLN). W Polsce okolo 100zl (a zdazaja sie - ale to firmowe - za 600zl takze)
Dobra, wydaje mi się, ze przegięłaś z tymi przelicznikami.
O ile dobrze pamiętam, to rupie NEPALSKIE to jest 7000 rupii za 100 dolarów (google twierdzi że 6588 za 100 dolarów)
I wtedy 100 rupii wychodzi 5,71 PLN
Twoje obliczenie jest dobre dla rupii INDYJSKICH (ok 4000 rupii za 1000 dolarów)

Tyle że w indiach kupowałam te same szale (ja na nie mówię kocyki) po 280 rupii... - tyle że ja kupowałam ich kilkanaście i pod koniec "sezonu" (jak się ludzie dowiedzieli, że jadę do indii, to zastanawiałam sie nad dodatkową walizką na "souveniry")

Ale jeżeli to robisz "zawodowo" do musisz doliczyć koszty przelotu, uwzględnić ograniczenia wagowe itd. Doliczyć cła, podatki...
W polsce te same szale (dokładnie te same, poznałam metkę) można kupić po ok 70 zł. Innymi słowy opłacać się - opłaca, ale kokosów się na tym nie zbije (liczyłam). Tym bardziej uwzględniając że każdą sztukę przed zakupem musisz obejrzeć, bo w polsce rzeczy z usterkami nikt Ci nie kupi. I terminowość hindusów

Ale rzeczywiście, ceny tam są znacznie niższe. Myśmy się obkupili w rzeczy tzw turystyczne. Typu gruby (bardzo gruby) dwustronny polar w rozmiarze XXXL dla mojego ;) (w polsce niedostępne). Natomiast nie wiem, czy te rzeczy o których piszesz są rzeczywiście tych firm których znaczki widnieją na produktach...

Inną rzeczą, która nas powaliła na kolana były t-shirty, które za 280 rupii nepalskich kupowaliśmy razem z ogromnym haftem na piersi - wykonywanym na miejscu przez nepalczyka (dorosłego ;) )

Przy okazji - trzeba pamiętać, że rzeczy indyjskie i nepalskie najczęściej mają bardzo nietrwałe barwniki (farbują i tracą kolory), trzeba prać ręcznie w zimnej wodzie.

Odnośnie elektroniki ze stanów, to ja słyszałam same negatywne rzeczy: awaryjność sprzętu, problemy z wgraniem oprogramowania itd...

W sumie to cieszę się, że żyjemy w takiej dobie, że mamy możliwość sciagnięcia czegoś z drugiej strony kuli ziemskiej i jedynym wyznacznikiem jest to, czy się to opłaca :)

Kirka, Pochodzisz do sprawy bardzo emocjonalnie i... w sposób lekko nieprzemyślany...
Nie bierzesz pod uwagę tego, że w indiach za kilka dolarów miesięcznie utrzymuje się cała rodzina. Że dla nich sprzedać - nie sprzedać szal to jest kwestia tego, czy będzie co do garnka włożyć czy też nie... Możesz to porównać do czasów (nie wiem czy pamiętasz), kiedy się jechało "na saksy" - i po dwóch latach pracy na zmywaku i żywienia się psimi puszkami (lub innym, najtańszym miejscowym żarciem) wracałaś i mogłaś sobie w polsce kupić mieszkanie. W Polsce zarabiało się mało ale i wydawało proporcjonalnie do zarobków. Na zachodzie analogicznie. Teraz na zachód jedzie tylko ten, dla którego jest to po prostu zmiana miejsca zamieszkania...

Co do Chin, pracy dzieci, obozów resocjalizacji przez pracę można pisać długo. Ale mam pytanie: czy Ty rzeczywiście nie kupujesz nic co Chińskie? Co opatrzone napisem "made in china" lub bardziej niepozornym "made in CRL"? (chyba tak jest ten skrót, nie do końca pamiętam. Czy myślisz o tym, kupując wypasioną zabawkę firmy Mattel (nazwa przypadkowa, to dotyczy wszystkich dużych firm), myślisz o tym, że płacąc ogromną kwotę pieniędzy za zabawkę też kupujesz wyrób chiński, na którym Mattel zarabia? I tylko czasem jest wpadka, bo nie taką farbą zabawka została pokryta...
Akurat siedzę w branży zabawkarskiej, więc jestem na bieżąco z tym, co jest wycofywane z rynku...

Czy zdajesz sobie sprawę, że większość części składowych maszyn i urządzeń (na przykład domowych), na których widnieją inne napisy - jest i tak produkowana po tamtej stronie świata?

Dżej, Aga1,
Odnośnie rzeczy sciąganych z zagranicy, to ostatnio był cały spory artykuł - na temat tego, że przeliczniki walutowe są z czasów, kiedy dolar stał powyżej 4 zł. A teraz poleciał na łeb na szyję, ale nie poszły za tym obniżki cen... A to polska właśnie :O


Autokorekta, bo się zatrzymałam w połowie liczenia...
Licho napisał(a):O ile dobrze pamiętam, to rupie NEPALSKIE to jest 7000 rupii za 100 dolarów (google twierdzi że 6588 za 100 dolarów)
I wtedy 100 rupii wychodzi 5,71 PLN
100 rupii nepalskich to jest 5,71 dolara
czyli jeszcze trzeba pomnożyć powiedzmy razy dwa...
innymi słowy taki kocyk (400 rupii) w zakupie kosztuje 11-12 zł... (bez innych kosztów)

Odpowiedz
madzia 2010-04-21 o godz. 20:07
0

Nie siedze teraz w cenach ciuchow w Pl, ale wydaje mi sie, ze sieciowki kosztuja tak samo jak w Pl , moze ciut drozej / ciut taniej ( nie odnosze tego do zarobkow tylko "na surowo" podaje). Ogolnie tu wszystko jest drozsze, ale sa niezle wyprzedaze, promocje itp .
My ostatnio Niemcy odkrylismy, jezlei chodzi o spozywke i chemie, ale to bardziej z powodu wyboru a nie ceny, chociaz musze przyznac, ze roznica jest spooora.
Ja tez bym chetnie cos dzieciakom z Nexta czy innego Gapa ;) zamowila, ale nie mam nikogo kto by mi przyslal ( kupilam garniturek cuda przez kolezanke,a le ona juz w Pl, niestety).

Odpowiedz
saskiia 2010-04-21 o godz. 19:53
0

dlatego napisałam "chyba" i liczyłam na to, że się odezwiesz i zweryfikujesz :). bo parę lat temu jak byłam to nawiozłam ciuchów :) (ale żarcie drogie było niestety :( )

Odpowiedz
madzia 2010-04-21 o godz. 19:18
0

Saskiia, co w danii jest tansze? Bo moze cos przegapiam ? ;)

Odpowiedz
saskiia 2010-04-21 o godz. 18:44
0

ja nawet nie wspominam o tym, że już za ścianą możemy złapać cenowy oddech. w polsze wii - 1000 zł, w niemczech - 230 euro.
o ciuchach wszystkie wiemy. wróciłam z uk z dwiema walizami nowych ciuchów. np. zamszowymi kozaczkami za 12 funtów.
podobnie z danii. nie wiem, jak to działa, ale z tego co wiem - w danii nie obowiązują najniższe podatki w ue. wręcz przeciwnie. a mimo wszystko jest chyba taniej.
ostatnio kupiłam ciuch w orsay. spojrzałam na metkę i zrobiło mi się słabo. pln - 69,90, euro - 15,90. tjjjaaa. po przeliczeniu wychodzi taniej. i jeszcze coś - zwróćcie uwagę na to, że powiedzmy przeciętny kowalski w D zarabia 1500 euro, w polsze - 1500 zł (tak super uogólniając oczywiście). czyli można liczyć jak 1:1. znaczy się, że za tę samą spódnicę niemiec zapłaci 16 jednostek, a my 70. to dopiero robi wrażenie i uświadamia, jak u nas jest drogo.

Odpowiedz
ewa78 2010-04-21 o godz. 18:35
0

Rzeczywiście, przepaścią można nazwać różnicę w produktach kupionych za granicą a tu u nas.
Z własnych doświadczeń:
Płaszcz z kaszmiru kupiony w Bankoku kosztował mnie 150$ a u nas w kraju ceny takich płaszczyków przekraczają 2000 zł itd...
Chyba to prawda co piszecie, że ceny uwarunkowane są tu podatkami i wysokimi kosztami typu ZUS itp.

Odpowiedz
Ardabil 2010-04-21 o godz. 10:37
0

w kwestii turystycznej przykład następujący. Mój tata wykupił na 2 tyg. apartament w Hiszpanii na Cosa Brava przez internet za pośrednictwem międzynarodowej firmy. Kupując dokładnie miejsca w tym samym domu na stronie duńskiej płacone w funtach bryt. (mimo przeliczania przez euro na złotówki) zaoszczędził na 2 osobach 800 zł w porównaniu z ofertą tej samej firmy na stronie polskiej w złotówkach. Chore to, choć tata wszystkim opowiada o swojej przebiegłości i jest z siebie dumny 8)

Odpowiedz
till 2010-04-21 o godz. 08:00
0

Czytałam, że sprzedawcy lubią oszukiwać na kursie euro. Tzn. jeszcze niedawno euro kosztowało 3,2 zł natomiast dużo firm stosowało przelicznik euro = 4 zł i więcej. Rekordziści - Zara i niektóre salony samochodowe - mieli przelicznik euro = 5 zł. Wprowadzenie euro do Polski pewnie poprawiłoby tę sytuację, ale w ciągu najbliższych lat to się raczej nie stanie.

Odpowiedz
Alma_ 2010-04-21 o godz. 06:16
0

Dżej napisał(a):dlaczego te same produkty w Polsce kosztują wielokrotnie więcej
Dokładnie o to.
Ja sobie zdaję sprawę, skąd takie ceny kaszmiru na przykład (sama miałam okazję obkupić się za dosłownie jednego dolara) i nie kupuję - nie chcę brać w tym udziału.
Ale dlaczego ten sam aparat fotograficzny, że o staniku czy kremie nie wspomnę, w Polsce jest droższy, tego pojąć nie mogę i nie zamierzam przepłacać. Choć mnie też wkurza, że nie mogę kupić normalnie w sklepie, tylko muszę sprowadzać (czasem w ciemno) i do tego zdana jestem często na naszą kochaną PP

Odpowiedz
Gość 2010-04-21 o godz. 06:15
0

To samo jest z usługami turystycznymi
gdzieś miałam porównanie wczasów zagranicznych wykupionych w polskim biurze turystycznym
a wczasów o dużo lepszym standardzie w tej samej zagranicznej miejscowości wykupionych w niemieckim biurze turystycznym - znajdę to porównanie to wkleję

i przykład z ostatnich dni

znajomy kupił dla czteroosobowej rodziny 10 - cio dniowy pobyt w Chorwacji w słowackim biurze turystycznym i w porównaniu z polskim biurem turystycznym zaoszczędził 2000 zł

Odpowiedz
Gość 2010-04-21 o godz. 06:10
0

Dlatego, że na przykład duża część idzie na podatek, do tego dochodzi transport oraz marża sprzedawcy. Tylko że w USA też muszą wziąć to wszystko pod uwagę... Ech, nie wiem.

sill
z laptopem kupionym w USA

Odpowiedz
Gość 2010-04-21 o godz. 05:23
0

Kirka - chyba nie zawsze jest tak jak piszesz... Wózek, który kupiłam w stanach jest produkowany w jednym miejscu na cały świat. Tylko, ze w stanach kosztuje 900$ (około 1900zł) a w Polsce około 3200zł.... Dlaczego?

Odpowiedz
Gość 2010-04-21 o godz. 05:23
0

my mamy podatki. 8) no i to sie rozchodzi ;)
wyglada na to ze jestesmy baaardzo bogatym krajem...
bo tak naprawde niewielki procent kupuje zagranica (tak mi sie wydaje - a w foruma ofc nie moze byc tutaj proba statystyczna czy jak to sie tam wabi )

Odpowiedz
Gość 2010-04-21 o godz. 05:22
0

Kirka, ok, to o czym piszesz jest prawdą - niskie ceny rzeczy produkowanych w Chinach (i nie tylko zresztą) są okupione kosmicznie niskimi kosztami pracy. ALE w tym wątku mowa jest o czymś innym: dlaczego te same produkty w Polsce kosztują wielokrotnie więcej niż na Zachodzie/w Stanach. Laptopa zakupionego w USA składają te same chińskie ręce co tego zakupionego w Polsce - a różnica w cenie jest dwukrotna, jeśli nie większa :/

Odpowiedz
Gość 2010-04-21 o godz. 05:20
0

my mamy podatki. 8)

Odpowiedz
Gość 2010-04-21 o godz. 05:18
0

kirka ale u nas tez jest mase produktow wyprodukowanych w chinach... i wcale nie sa tej samej ceny co np w usa czy w jakims krauje UE... to jak to wytlumaczyc?

Odpowiedz
Gość 2010-04-21 o godz. 05:05
0

Czasem trzeba sie zatanowic czemu cos jest tanie.

usa wlasciwie sami nic nie produkuja. Lwia czesc ich produkcji pochodzi z chin, gdzie np dzieci skladaja za grosze roznego rodzaju sprzety, gdzie nie ma ochrony praw pracowniczych, ograniczonych godzin pracy, braku opieki zdrowotnej, braku jakiegokolwiek ubezpieczenia zdrowotnego. gdzie liczy sie tylko i wylacznie zysk.

Pamietacie zeszloroczna afere z firma GAP? gdzie cala, podkresle cala! kolekcja jesienno zimowa zostala uszyta wlasnie przez dzieci.

DobraC, Ty sie cieszysz, ze kupilas tanio szale z kaszmiru, a pomyslalas czemu one sa takie tanie? i ile mogl zarobic na tym pracownik, ktory go wyprodukowal? Jak dlugo musial pracowac by kupic sobie cos do jedzenia? czy stac go na zakupienie lekarstw dla dziecka? czy stac go na edukacje, albo czy panstwo zapewnia ja? czy stac go na wakacje? czy w ogole kiedykolwiek w zyciu byl na wakacjach?
Jaka jest srednia zycia w danym kraju? czy ludzie umieraja tak srednio w wieku 50 lat, czy moze jak u nas, po siedemdziesiatce?

tak, tam jest taniej, ale jakim kosztem.

Odpowiedz
Ulib 2010-04-21 o godz. 05:02
0

Dobra masz we mnie klientkę - fiolet, szary karminowy i granat biorę w ciemno :>

Odpowiedz
Gość 2010-04-21 o godz. 04:22
0

My 90% sprzętu jaki posiadamy zakupiliśmy w USA nie mówię tu oczywiście o lodówce, mikrofalówce bo to nabyliśmy w naszym pięknych kraju ale np. pralkę juz kupiliśmy w Niemczech ;) Aparaty, kamerę, skaner, obiektywy itd wszystko kupione 30-50%taniej oczywiście mówię tu o cenie końcowej. Wszystkie kosmetyki kupuję za granicą i to łącznie z płynami do demakijażu :).
U nas jest drogo bo Państwo większość zagarnia dla siebie poprzez:
-wysoki VAT
-wysokie podatki
-droga benzyna oraz kolej (każdy producent czy importer musi swój towar czymś transportować)
-drogie świadczenia społeczne(ZUS)
-drogie ubezpieczenia (samochody, towary, kontenery itd)
Sprzedający narzucają poza tym ogromne marże podczas gdy zagranicą liczy sie to aby sprzedać więcej za mniejsza cenę.

Generalnie wkurza mnie to kombinowanie i szukanie produktów zagranicą marzy mi sie sytuacja że ide do sklepu i wiem że za dany produktów płacę "normalną" cenę.

Odpowiedz
Gość 2010-04-21 o godz. 03:44
0

Ja właśnie zaczynam odkrywać zakupy za granicą. Nowy wózek kupiłam w stanach. Pewnie, ze długo czekam ale zaoszczędziłam na tym bagatela... 1500zł ... :O Wliczając koszty przesyłki...
Teraz szukam znajomych w Anglii, którzy prześlą mi przesyłkę, bo chcę zamówić Zośce w Next wyprawkę na jesień i zimę. I sobie przy okazji też ;)
Dziś podczas spaceru w parku rozmawialiśmy właśnie z Miśkiem o zakupach w stanach.. Myślimy właśnie o laptopie, może nowy aparat, jakiś obiektyw... Ciuchy dla Zośki i dla nas to już by pewnie były przy okazji ;)
Naprawdę zastanawiają mnie ceny w tym kraju. Przecież euro i inne waluty w ostatnich czasach bardzo potaniały. A ceny w sklepach z rzeczami importowanymi ani drgnęły ....

Odpowiedz
DobraC 2010-04-21 o godz. 03:41
0

niektorzy pomysleli i ceny "przemysleli"
vide przeceny w mothercare i zupelnie nowe pozycjonowanie marks & spencer

co nie zmienia faktu ze na osiedlu pojawil sie juz czwarty samochod infinity sciagany ze stanow za 1/3 kasy ponoc (co nie zmienia faktu ze pozostalosc nadal ma kosmiczna wysokosc.... ;) )

Odpowiedz
Gość 2010-04-21 o godz. 03:39
0

Mnie ostatnio w ogóle szlag trafia z tego powodu, bo rzeczy do domu będę kupować i widzę, jak u nas marnie ze wszystkim - nie dość, że wybór średni, to jeszcze porządniejsze/ładniejsze rzeczy kosztują kosmiczne kwoty. A w USA chociażby - czasem nawet ponad połowę taniej. Zabawki dla dzieci podobnie.

Aż boli. :/

Odpowiedz
Gość 2010-04-21 o godz. 03:39
0

No ja bym chetnie skorzystala z Twojej aktywnosci na Sprzedam ^^D

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie