Styl.fm - Magazyn o modzie i urodzie

Zgłoś naruszenie


Proszę uzupełnić wszystkie pola.

Pytania » Poważne tematy
  • agna33 2010-08-27 o godz. 06:54, odsłony: 18649 0

    Jak mam ratować moje małżeństwo przed rozwodem?

    Nie wiem, co mam napisac ani jak to wyjasnic.Wyglada to tak, ze w zeszly czwartek moj maz mi powiedzial, ze mysli o tym, zeby mnie zostawic, bo potrzebuje byc sam.Wczoraj, a wlasciwie dzis nad ranem mi powiedzial, ze nie widzi swojej przyszlosci ze mna. A do mnie to nie dociera…Jestesmy rok I dwa miesiace po slubie. Nie wiem jak to sie moglo stac, bo tydzien temu myslalam, ze jestem w idealnym zwiazku, no moze nie w idealnym, ale na pewno szczesliwym. Nigdy sie nie poklocilismy. On zawsze mi sie przysiegal, ze jak bedzie cos nie tak, to mi powie. Ja glupio wierzylam, ze jestesmy szczesliwi, ze mamy swoje problemy, ale te takie zewnetrzne, typu praca, mieszkanie, pieniadze, ale nie my.Okazalo sie, ze od dluzszego czasu draznie go, przestal lubiec wracac do domu, nie ma ochoty rozmawiac ze mna przez telefon. Te rzeczy, ktore go draznia, najsmieszniejsze, ze ja je robilam, jako cos uroczego, co mialo mu dac poczucie milosci, np. troche jak mala dziewczynka biegalam do niego z kazdym drobnym urazem, ktory mialam. Kolejny problem jaki ma ze mna, to to, ze ciagle zle sie czuje, ze nigdy nie jestem w formie, ze nie mozna ze mna nic zrobic, bo ciagle mnie boli glowa. Na koniec on twierdzi, ze nie mamy ze soba nic wspolnego….ze on juz wszystko co mial mi dac, juz to zrobil i nic wiecej nie ma…. Nie moze tez nic otrzymywac ode mnie, bo moje starania o ratowanie zwiazku odczuwa jako cos, co sprawia mu tylko bol, jakby przedluzajac jego agonie, bo skoro juz tak sie staram, a on dalej nic nie czuje, to wszystko sie tylko pogarsza i sie pograzamy.Nie wiem co mam robic.Nie mam do kogo pojsc prosic o rade, zreszta pewnie bym tylko ryczala i ryczala. Mieszkamy w Londynie, z dala od naszych rodzin. Ja dla tego zwiazku zostawilam wszystko w Polsce i wcale tego nie zaluje. Tylko przez to nawet nie mam komu sie pozalic. Jak bowiem porozmawiac z przyjaciolkami przez telefon, gdy one tak bardzo zazdroszcza mi mojego szczescia i udanego malzenstwa, po prostu nie uwierza, tak jak nie wierze ja.Pisze wiec do Was, moje wirtualne przyjaciolki z prosba o dodanie otuchy, rade i wszelkie wsparcie jakie mozecie mi dac.Co dalej mam robic? Jak uratowac moje malzenstwo? Ja jestem wierzaca katoliczka i z mojej wiary wynosze przekonanie, ze milosc malzenska jest jedna na cale zycie i wiem, ze ja go bede kochac na zawsze, tak jak to przysiegalam.Niech mna ktos potrzasnie, niech mi ktos powie zrob to, czy tamto.On mi nic nie pomoze, bo nie wie co chce zrobic, nie wie, co powinnam robic ja, nie wie czego ode mnie oczekuje, nie wie, jak mamy sobie z tym poradzic, nie wie, czy chce walczyc. Najchetniej by chyba uslyszal ode mnie, prosze, drzwi otwarte, odejdz jesli chcesz, ja sobie bez ciebie poradze. Fakt jest jednak taki, ze ja nie uznaje rozwodow, drzwi zamykam, bez niego sobie nie poradze i kocham go nad zycie.

    Odpowiedzi (84) Kategoria: Poważne tematy Ostatnia odpowiedź: 2011-01-03, 18:29:52 Tagi: , ,

Odpowiedz
Dodaj odpowiedź
Najnowsze / Najstarsze

Wybrana odpowiedź

Najwyżej ocenione odpowiedzi

Odpowiedzi

Gość 2010-08-27 o godz. 07:54 0

:O
wiesz co?........

Przedewszystkim dziwi mnie że powiedział Ci o tym tak nagle, bez jakiś wsześniejszych sygnałów. W moim otoczeniu było kilka podobnych sytuacji. Tzn nagle facet stwierdza że juz nie jest ok, że tak napradwe jest nieszczęśliwy i że wogole to nigdy nie byl tylko nie zdawał sobie z tego sprawy. Moge Ci powiedzić co w takich sytuacjach radziłam ( mogłam sobie na to pozwolic bo znałam te osoby opsobiście).
Przedewszystkim zastanów sie czego Ty chcesz, jeśli ,kochasz, zależy Ci na związku to walcz!
I tu masz kilka opcji do wyboru w zależności od sytuacji:
albo walczysz dosłownie rozmowa analiza zmiany itp,
albo rozmowa i danie Mu czasu na przemyślenie,
lub inne indiwidualne opcje.
Cięzko jest przyjąć do wiadomości że tak nagle mu sie odwidziało zycie z Tobą, może jest jakis inny powód. Skoro byliście szczęśliwi to znaczy że jemu też było dobrze z Tobą, musiało się coś zmienić ( i to niekoniecznie Ty musisz byc tego powodem). Może cos zmieniło jego punkt patrzenia na Ciebie i na wasz związek, cos albo ktoś nie wiem....
Ale myślę że szczera rozmowa to podstawa, powiem Ci jak zakończyła się jedna z takich sytuacji z mojego otoczenia.
Poczatek podobnie( może tylko okoliczności zamieszkania i stanu cywilnego inne), nagle on stwierdza że już nie może z nią być bo to i tamto ( jakies drobne rzeczy które go wkurzaja), Ona oczywiście rozpacz, próby ratowania, rozmowy i płacz. Nic to nie dawało a wręcz odwroty skutek, więc uzmysłowiłyśmy jej to i dala sobie spokój. uspokoiła się zaczęła wychodzic do ludzi i po kilku tygodniach ON wrócił. Nie wracamy do tego co tak naprawde było powodem jego zachowania natomiast od 2 lat jest wszystko ok wzieli ślub maja dziecko.
Może poprostu jak ja stracił zrozumiał co miał ( albo że jej małe wady nie były wcale takie wielkie), nie wiem, ważne że sa szcześliwi.

To takie OT może Ci w jakiś sposób pomoże.

w każdym razie przytulam wirtualnie i mam nadzieje że wszystko Ci sie ułoży.

Gość 2010-08-27 o godz. 09:47 0

Jestem w szoku, qrcze...... niedawno ogladałam wasze zdjecia . Moze to chwilowy kryzys z jego strony. Moze inaczej sobie wyobrazał wasz zwiazek i to go teraz przeraza ze tak juz bedzie do konca.
A moze ktos inny tu zawinił i akurat emocje zauroczenie wzieły gore nad "zwyczajnym " moze nudnym (wg. niego) rodzinnym życiem, nad rutyna w którą wpadł. Ja sama miałam chwilowy kryzys w naszym małżeństwem ( staz bardzo podobny) i przez chwile myslałam ze nie dam rady, ze to nie tak miało byc, ze sie pomysliłam i ze juz nie chce w tym tkwic, gdzies tam w głowie kołatała sie stara miłość wyidealizowana a obecna juz taka nie była, bo było nudno, monotonnie itd. Mąż widział ze jest kiepsko ze sa łzy itd. Rozwazalismy ewentualne rozstanie itd. tylko szczera rozmowa pozwoliła wszystko przetrwac. dzisiaj ciesze sie ze mam juz to za soba i ze jestesmy nadal razem.

Nie wiem ile czasu spedzaliscie razem, czy wszystko robiliscie wspolnie , moze poczuł sie osaczony bo z kazda drobnostka do niego biegłas i jest tym zmeczony.
Chyba tylko szczera rozmowa tu pomoze, bez pretensji, wyrzutów. Wiem ze to taka łatwo napisac ciezko a zrobic kiedy zycie sie wali. Moze porozmawiaj z nim o jego wizji dobrego zwiazku, przeciez małżeństwo nie polaga na tym ze jak sie juz nie podoba to wychodze.

lideq 2010-08-27 o godz. 10:54 0

agna33, odbierz priva

madziula 22 2010-08-27 o godz. 12:06 0

Agna, przytulam.
Nie śmiem dawać Ci żadnych rad, jestem w szoku.....
:usciski: :goodman:

ZalEwka 2010-08-27 o godz. 12:16 0

agna33 przytulam mocno i współczuję. Przeszłam to samo ale po dłuższym okresie małżeństwa i .... się nie udało. Więc rad Ci udzielać nie bedę. Trzymam mocno kciuki żeby ułożyło się jak najlepiej.

Gość 2010-08-27 o godz. 12:57 0

agna33 napisał(a):Pisze wiec do Was, moje wirtualne przyjaciolki z prosba o dodanie otuchy, rade i wszelkie wsparcie jakie mozecie mi dac.
Co dalej mam robic? Jak uratowac moje malzenstwo? Niech mna ktos potrzasnie, niech mi ktos powie zrob to, czy tamto.

Agna, kochana, masz możliwość spotkania się z jakąś Forumówką z UK? Może nawet wyjazdu do niej/w je pobliże na weekend? Pozostawienia Waszego domu z problemami na chwilę za sobą? I też ... pozostawienia męża samego z jego myślami, bez nacisków, bez prób rozmowy, bez łez, wyrzutów, pytań "dlaczego?"

Czyli NIC NIE ZROBIENIA PRZEZ CHWILĘ?

Nie wiem, co Ci radzić, każda rada może okazać się nieprzystająca do indywidualnej osoby. Ale poza szokiem z powodu tego, co piszesz i bólem, że taki cios w głowę z nienacka Cię spotkał, pomyślałam sobie, że jak tak nagle wszystko się wali bez zapowiedzi, to może to na chwilę porzucić i odetchnąć innym powietrzem? A przy okazji ... dobra forumówka na miejscu, do pogadania i wypłakania, nie jest zła...

agna33 napisał(a):On mi nic nie pomoze, bo nie wie co chce zrobic, nie wie, co powinnam robic ja, nie wie czego ode mnie oczekuje, nie wie, jak mamy sobie z tym poradzic, nie wie, czy chce walczyc. Najchetniej by chyba uslyszal ode mnie, prosze, drzwi otwarte, odejdz jesli chcesz, ja sobie bez ciebie poradze. Fakt jest jednak taki, ze ja nie uznaje rozwodow, drzwi zamykam, bez niego sobie nie poradze i kocham go nad zycie.
Nie musisz na razie nic mówić i decydować. Ani w te, ani we wte-nikt decyzji na Tobie nie może wymóc. Daj sobie troszkę czasu...Trzymam kciuki...

wan 2010-08-27 o godz. 13:16 0

hm naprawde nie wiem co powiedziec ani doradzic, moze sprobujcie wybrac sie do poradni malzenskiej? sprawa o wiele bardziej skomplikowana ze nie jestescie w Polsce. Sama mieszkam za granica i jestem rok po slubie i nawet nie potrafie wyobrazic sobie co czujesz, sciskam mocno.

agna33 2010-08-27 o godz. 13:58 0

Dzieki dziewczyny…
Dzieki za oferte spotkania troskliwej dobrej forumowej duszy, skorzystam, jak sie troche ogarne.
Poki co jestem w pracy i mysle co w weekend robic. Chyba sie wyniose z domu na dwa dni, da nam to troche oddechu, jak wroce, porozmawiamy spokojniej moze. On twierdzi ze nie wie co chce zrobic, nie wie czego chce I jak chce, wiec moze tak bedzie najlepiej, nie bedzie mnie widzial ciagle, tego wyrzutu sumienia, wtedy moze dotra do niego jakies bardziej racjonalne mysli.
A dzis idziemy na kolacje, ktora zorganizowalam wczoraj, jak mi jeszcze bylo wolno sie starac… Myslalam, ze po wczorajszej rozmowie kolacja odwolana, bo meczy go, ze sie staram, a on nie czuje nic oprocz irytacji. Zadzwonil jednak z pytaniem o mape jak ma tam dotrzec I ze sie widzimy, o ile jeszcze chce.
No pewnie, ze chce, tylko juz jakos inaczej niz wczoraj….
Postanowilam starac sie nie lamac przy nim, niech widzi, ze jestem silna kobieta I daje rade, ze rzeczywiscie jesli juz postanowi naprawiac nasz zwiazek to ja bede przy nim w pelni sil I gotowosci. No bo co innego moge zrobic? Czekac I plakac… tak zeby nie widzial

labi 2010-08-27 o godz. 16:40 0

agna trzymaj sie :usciski:

agnieszka82 2010-08-27 o godz. 18:03 0

Agna, przytulam mocno. Rad dawac nie potrafie... Ale jak bedziesz miala ochote na weekendowy wypad bardziej na polnoc, to zapraszam. :)

Gość 2010-08-29 o godz. 10:07 0

agna33 napisał(a):
Poki co jestem w pracy i mysle co w weekend robic. Chyba sie wyniose z domu na dwa dni, da nam to troche oddechu, jak wroce, porozmawiamy spokojniej moze

To dobry pomysł.
Z facetami jest tak: więź pomiedzy nim a kobietą można porównać do sprężynki, im bardziej on się oddali (napręży sprężynkę), tym szybciej wróci. Więc nie goń go za każdym razem, kiedy on potrzebuje oddechu, pozwól odpocząć (nierozciągana sprężynka rdzewieje, a potem przy pierwszej próbie oddalenia pęka).

Trzymam za Was kciuki.

agna33 2010-08-29 o godz. 13:36 0

No tak, tylko on chce, zebym zostala na ten weekend w domu.
Sytuacja jest jeszcze troche bardziej skomplikowana przez to, ze jest u nas (do niedzieli jeszcze) jego bratanek. Jutro mamy isc zwiedzac Londyn. Nie wiem, czy robi to zeby maly nie zadawal pytan, czy rzeczywiscie chce ze mna pobyc...
Dziwnie jest, bo poza tymi dwoma rundami rozmow, jest prawie normalnie, tzn. zachowujemy sie jakby nic sie nie stalo. Dalej rozmawiamy o pracy, zakupach itp, dalej sie przytualmy, ale moze to ja bardziej niz on, ale on nie odrzuca moich zabiegow... Nie wiem, co mam o tym myslec, wiem, ze on nie jest gotowy na kolejna runde rozmow, wiec czekam.
Umowilam sie na przyszly tydzien do psychologa, wlasciwie dwoch. Ide sama, najpierw musze sobie to poukladac. On na razie nie wie czego chce, nie wie, czy chce walczyc, nie wie czy isc do psychologa, nic nie wie...
Z nikim "na zywo" o tym nie rozmawialam, ale pisze do moich psiapsiolek maile, lepiej mi jak wiem, ze sa i ze moge im sie wyzalic. Chyba nie moglabym jednak z nikim pogadac na zywo, jeszcze nie...
Napisal tez do nas obojga maila nasz szwagier, z ktorym malzonek rozmawial w zeszlym tygodniu. Lepiej mi na sercu, ze wszyscy nas wspieraja i nikt sie nie zgadza ;) na to zebysmy sie rozstali.
Wszyscy sa w szoku... najbardziej kochajaca sie, wzorowa para, a tu takie cos...
Ale moze jest cos racji w tym, co powiedzial moj malz, zylismy w dwoch innych swiatach, ja i wszyscy w okol przekonani, ze jestesmy idealnie dobranym malzenstwem, a on - uwaza, ze nie mamy ze soba nic wspolnego i on nie widzi mnie w swojej przyszlosci...
#/
coz, na razie go biore na przetrzymanie, coz innego moge zrobic. Naciskac nie bede, nie chce by sie czul jak w klatce...

Gość 2010-08-29 o godz. 14:20 0

Agna,
trzymam kciuki za wyjście z sytuacji i wirtualnie :usciski: Nic na siłę, bez namysłu - uratuje was tylko spokój.
Masz mądre podejście do sprawy i dobrze, że umówiłaś się na wizytę u psychologa.
Domyślam się, jak możesz się czuć i w jakiej sytuacji znalazłaś się, dlatego odezwę się na priv jak tylko znajdę dłuższą, spokojną chwilę.
Myśl pozytywnie, głowa do góry.

agna33 2010-08-31 o godz. 08:47 0

Dzieki za slowa otuchy.

ff - jesli chodzi o zycie emigranckie, to wlasnie ostatnio zaczelo mu lepiej wychodzic. Przez wiekszosc czasu jak jestesmy tutaj to pomimo jego wielu staran, wiekszosc pieniedzy do domu przynosilam ja. On caly czas inwestowal w lepsze jutro i wlasnie ostatnio zaczelo mu cos z tego wychodzic, zaczely plynac z tego jakies pieniazki. Wiem, ze nasza sytuacja ekonomiczna nie jest najlepsza, ale nie jest tez zle i jakos nigdy nie uwazalam, zeby to bylo problemem miedzy nami. Raczej sie wspieralismy w tych chwilach, niz spieralismy. Ale moge sie mylisc, moze i cos w tym jest....
Wiem, ze to powodowalo, ze nie byl zadowolony, ale jakos nigdy nie przekladalo sie to w wiekszym stopniu na nasz zwiazek. Wiem, ze on chce wrocic do swojego rodzinnego kraju (nie jest z Polski) i sie na to przygotowywalismy (obydwoje-za moja zgoda).

Wlasnie wychodzimy odprowadzic jego bratanka na lotnisko. Boje sie, ze jak zostaniemy sami, przestanie sie starac, ze to, ze przez ostatnie dni zachowywal sie tak jakby mu zalezalo, to bylo tylko na pokaz przed malym, zeby sie nie domyslil, ze teraz bede miala zderzenie z rzeczywistoscia, ze dzis nie bedziemy spac w jednym lozku, ze bedzie to poczatek konca, tak naprawde, bo nie bedzie juz nikogo, przed kim musimy udawac...

A w przyszly piatek jedziemy do moich rodzicow, nie wiem jak to bedzie... Moi rodzice sa bardzo podejrzliwi, nie chce, zeby zauwazyli, ze cos jest nie tak...Nie znioslabym konfrontacji...

Gość 2010-08-31 o godz. 20:33 0

agna, strasznie mi przykro że przechodzicie takie trudne chwile. Coś mi po głowie kołata, że Wy ślub wzięliście stosunkowo szybko, prawda? Może Twój mąż dopiero teraz przechodzi moment "znormalnienia" w związku? Jeśli szybko się oświadczył, szybko się pobraliście, to może dopiero teraz do niego dociera powaga tych decyzji i świadomość, że musicie się po prostu dotrzeć? Być może po tym kryzysie będzie już spokojnie i stabilnie?

Nie czuję się na siłach aby dawać rady - tak tylko szukam nadziei w tej sytuacji, bo przecież ona jest dokładnie taka jakiej boi się każda z nas... ściskam Cię bardzo mocno i wiesz, pomodlę się za Was dzisiaj.

Kerala 2010-08-31 o godz. 21:24 0

Napisałaś dużo o swoich odczuciach i postrzeganiu Waszego związku, ale nie wyłania się z tego żadna konkretna przyczyna zachowania Twojego męża. Potencjalnych nitek do tego kłebka może być przysłowiowy pierdylion: odmienna kultura, inne doświadczenia rodzinne, problemy i obsesje własne, inna kobieta, Twoje błędy, których on nie potrafi zwerbalizować, a ktore go kłują. Poza tym może być to również przypadek niedojrzałego dupka.
Ja przepraszam, że Cię tak sprowadzam na ziemię, ale czasem przyczyny znajdują sie gdzie indziej niż chcemy je widzieć, a chcąc rozplątać supeł nalezy popatrzeć uwazniej.
Również tam, gdzie nie spodziewamy się zobaczyć rozwiązania problemu.

Nie mam pojęcia, o co chodzi Twojemu męzowi (bo o co chodzi Tobie mniej więcej wiemy), ale z księgi ludzkich osobliwości mogę wymienic niemęza mojej przyjaciółki, który boi się ślubu jak diabeł święconej wody, zabrania jej mowić, ze sa "parą", a mają dwoje dzieci, budują dom i zyją całkiem szczęśliwie w stadle. Po prostu facet ma taki uraz do zwerbalizowania określenia "związek", że na każdą próbę zaciśnięcia więzi reagował ucieczką- choć przyjaciółkę kocha i zycia bez niej sobie nie wyobraża. Ale trzeba mu dawać przestrzeń (rownież w zakresie semantyki), inaczej źle się dzieje. Dzieci proszę bardzo, dom proszę bardzo, ale on jest wolny i niezależny, choć w praktyce wcale tak nie jest. Tym niemniej wiara w taki stan rzeczy jest mu niezbędna do funkcjonowania.
A wszystko to z powodu traumatycznego dzieciństwa w cieniu wspanialego_inaczej małżeństwa jego rodziców. Facet niby od lat próbuje to przepracować i wychodzi mu to tak, jak opisałam.
I tak ciągną od kilkunastu lat, ale są szczęsliwym związkiem.

Nie mówię, że trzeba się na to godzić, ale skoro Ci zalezy na zrozumieniu męza i uratowaniu małżeństwa to sądzę, że warto spojrzeć nieco dalej i głębiej.
Są typy ludzkie, które w tzw. powaznych rozmowach będą się upierać, że jedynym punktem konfliktowym jest inne podejście do wyciskania pasty do zębów, podczas gdy jest to tylko przykrywką do problemu własciwego.
Wówczas kupienie takiego wyjaśnienia nie przybliża do zadnego konstruktywnego rozwiązania, bo nadal stoi się w miejscu, więc samemu trzeba wykonac pracę analitycznego śledczego.
W przypadku który opisałam problemem oficjalnym było to, ze przyjaciólka jest bałaganiarą. Pierwszy kontakt z rodzicami delikwenta (i rozmowa z jego rodzeństwem o równie pokopanych relacjach partnerskich) pokazały, że pies jest pogrzebany kompletnie gdzie indziej i to tam nalezy szukać metod i rozwiązan.

tak czy inaczej powodzenia
kerala

agna33 2010-09-01 o godz. 08:28 0

No to sie wyjasnilo pare spraw….
Wczoraj znowu rozmawialismy I bylo zderzenie z rzeczywistoscia, tak jak sie balam….

Kerala mowisz, ze nie wylania sie zaden obraz powodow mojego meza, to jako ze laskawie mnie wczoraj oswiecil, to opowiem..
Tzn dalej nic nie rozumiem, ale moze ktos inny zrozumie…
Jakbym ja nie sprowokowala tej rozmowy 10 dni temu, to nadal bym nic nie wiedziala, zyla w przeswiadczeniu, ze mam szczesliwe malzenstwo, kochajacego meza I w ogole jestem najwieksza szczesciara na ziemi. On nie mial ochoty mi nic mowic, nie chcial rozmawiac ze mna ani w zeszlym tygodniu, ani wczoraj. Wiec jakby nie ja, to albo bym sie nigdy nie dowiedziala, ze mamy jakies problemy (scenariusz optymistyczny, gdy on decyduje, ze nadal chce byc ze mna), lub pewnego dnia wracam do domu z pracy I zastaje mojego meza bez obraczki na palcu witajacego mnie slowami: “to koniec”.
No kto tak robi???

Nie wiem, mam wiele teori… ale zadna ladu I skladu nie ma…
On pochodzi z kochajacej wielodzietnej rodziny. Jego rodzice sa malzenstwem 52 lata, najbardziej ukochani ludzie na ziemi. I on tez taki jest, radosny, czuly, cudowny, troskliwy. Kazdy kto go pozna jest nim zachwycony, od razu z kazdym znajduje nic porozumienia, ma duzo przyjaciol, taka dobra dusza, ktora kazdemu pomoze, kazdego rozweseli. Wlasnie dlatego mysle, ze on bardziej niz czegokolwiek boi sie mnie skrzywdzic I wymyslil sobie, ze latwiej mi bedzie sobie to poukladac jak nie dobije mnie lista pretensji pod tytulem jaka to ja jestem beznadziejna….

To prawda, ze szybko mi sie oswiadczyl. Pobralismy sie po roku od oswiadczyn, mieszkalismy ze soba 9 miesiecy przed slubem….
Ja od poczatku czulam, ze to cos za gladko idzie I przyznaje, na poczatku szukalam sobie problemow. Mialam tez takie zderzenie z rzeczywistoscia na poczatku naszego wspolnego mieszkania razem, ale wtedy rozmawialismy, on mi pomogl I wszystko bylo w porzadku. Ja ciagle pytalam, czy wszystko ok, jak byl smutny, jak cos bylo nie tak. I to on nauczyl mnie, ze nie wszystko sie kreci wokol mnie, ze cos moze byc nie w porzadku z praca, albo moze go po prostu bolec glowa I to ze nie jest usmiechniety I zadowolony 24/7 to nie moja wina, ani odpowiedzialnosc. Zawsze mowil, znasz mnie, wiesz, ze jak cos bedzie nie tak, to ci powiem….

No I on teraz twierdzi, ze mi mowil…. Ze jak bolala mnie glowa, to mowil idz do lekarza… No wiec bylam, lekarka powiedziala, ze ja tez czasem boli glowa I mnie wysmiala. Mielismy zmienic lekarza, poprosilam jego, zeby to zrobil, bo dla mnie to bardzo emocjonalny temat, nie chcialam sie denerwowac, do tej pory nie zmienil…. Poszlam do tej samej lekarki w piatek, w noc po naszej pierwszej rozmowie…

Nie potrafie zrozumiec, dlaczego on nie chce walczyc ze mna, dlaczego nie chce po prostu szczerze porozmawiac, dlaczego chce byc z tym sam….
Powiedzial mi, ze jego walka jest to, ze jeszcze mnie nie zostawil, ze jeszcze probuje poukladac sobie to wszystko w glowie….

Sory ze tak dlugo pisze, ale juz nawet moje psiapsiolki tak zdolowalam, ze juz nie chca wiecej sluchac…

Wiec czekam teraz na wyrok. Mam sie powstrzymyac od jego zdaniem sztucznych zachowan, jak chwalenie jego fryzury, ktora wczesniej mi sie nie podobala (teraz nie wiem dlaczego, naprawde bardzo przystojnie w niej wyglada)…. Mam czekac… A my dalej spimy przytuleni, dalej razem wszystko robimy, tyle ze z nami w pokoju jest ta wielka czarna dziura, z ktorej ja sie staram nas wyciagnac….

Gość 2010-09-01 o godz. 08:51 0

agna ściskam Cie mocno.

I jedyne co Ci mogę spróbować poradzić, to, to, żebyś dała mu czas. Żebyś za bardzo nie naciskała i już an pewno nie chwaliła jego fryzury jeżeli wcześniej Ci się nie podobała. Nie rób niczego na siłę, bo wiem z doświadczenia, że takie zachowanie bardzo zraża. Bądź sobą na tyle ile dasz rade. Nie naciskaj, nie zmuszaj do rozmów. Faceci są inni niż my, wiele dziewcząt Ci to powie. Daj mu ten czas jeżeli go potrzebuje.

Ja wiem, że to będzie dla Ciebie bardzo trudne i trzymam za Was kciuki.

Gość 2010-09-01 o godz. 09:22 0

patt ma rację - "Kobiety są z Wenus, mężczyźni z Marsa". Dwa różne światy - również w podejściu do problemów. My biegniemy od razu do przyjaciólek/koleżanek/innych forumek - potrzebujemy się wygadać, potrzebujemy rady, wsparcia, przytulenia. Chcemy rozmawiać, rozmawiać, analizować... A mężczyzna? idzie sam do swojej jaskini. I lepiej tam nie wchodzic, dopóki sam nie wyjdzie.

Tak po prostu jest.

Ścikam wirtualnie :usciski:

magdaF. 2010-09-01 o godz. 09:28 0

agna – na pewno jest bardzo trudno nie naciskać i nie dążyć do rozwiązania problemu "natychmiast", ale tak jak pisze patt czasem lepiej jest poczekać z ostateczna konfrontacja. Może on ma faktycznie jakiś zły okres i jak dasz mu trochę oddechu to spojrzy na Wasz związek z innej perspektywy.

trzymam za Was kciuki.

agna33 2010-09-01 o godz. 09:40 0

dzieki dziewczyny, tak zrobie. Zadnych wiecej rozmow, bedzie jak on chce.
Co ma byc to bedzie, naciskajac tylko moge pogorszyc sytuacje.
Skoro nie mam innego pomyslu, zajme sie soba, pojde do psychologa, zajme sie swoja kariera, juz umowilam sie z szefem na powazna rozmowe w sprawie awansu.
Musze nam dac szanse i czas.
Zwykle wychodzi tak, ze to co najtrudniej zrobic jest najlepsze.

Do tego czasu badzcie dla mnie laskawe i mam nadzieje, ze foruma zniesie moje przydlugie posty ( w koncu nowy serwer mamy, nie? ;)

Kto by chcial byc z pochlipujaca, smutna, przygnebiona kobieta? On wie, ze go kocham i cierpie, demonstrowanie tego chyba tylko pogorszy sprawe.

Do przodu wiec, usmiech na buzke, smutek na forum, a czarne mysli do kosza.

Ale jak bede miec dola, to moge tu przylezc, co?

dzieki bardzo, naprawde nie wiecie ile to dla mnie znaczy, tych pare slow otuchy, ktore napiszecie... :usciski:

Gość 2010-09-01 o godz. 10:03 0

Mądra dziewczynka z Ciebie :) Trzymam kciuki by starczyło wytrwałości. A tu z tego co się orientuję możesz pisać i płakać do woli ;)

Gość 2010-09-01 o godz. 10:12 0

agna33 napisał(a):Ale jak bede miec dola, to moge tu przylezc, co?

Możesz ;) :usciski:

agnieszka82 2010-09-01 o godz. 11:23 0

patt napisał(a):agna33 napisał(a):Ale jak bede miec dola, to moge tu przylezc, co?

Możesz ;) :usciski:

No pewnie. Trzymam kciuki za Was, mocno!
I pisz jak Ci zle.

Gość 2010-09-01 o godz. 11:49 0

agna, imponujesz mi bardzo!

I technika normalności jest chyba jedyną słuszną - więc trzymam kciuki.

melasia1980 2010-09-01 o godz. 19:07 0

Agna - bardzo mocno trzymam za Was kciuki, żeby te problemy okazały się jedynie chwilowymi i jak najszybciej wszystko wróciło do normy :)

Ściskam mocno :usciski:

Gość 2010-09-01 o godz. 19:23 0

Ja wiem ze Tobie jest ciezko, ze serce ci sie łamie i w zadnym wypadku nie oceniam ale tak czytam i generalnie wychodzi na to ze jak szanowny Pan Mąż bedzie mial /ma zły okres, bedzie jakis problem to Agna jest/bedzie bee i trzeba jej pokazac jaka jest beznadziejna. A tak naprawde to ona ma problem i to on zachowuje sie jak dzieciak i jesli on nie bedzie chciał (a z tego co piszesz to checi z jego strony nie ma)"wspolpracowac" w małżenstwie to zebys staneła na rzesach nikt nie pomoze zeby sie zwiazek nie rozpadl.
Najgorsze jest to ze takie jego zachowanie odbije sie na tobie i na twojej psychice, zaczynasz rozmyslac nad kazdym gestem , slowem ... a to nie tak ma wygladac. Wina jest po srodku a nie tylko po twojej stronie wiec on tez ma chciec a nie uciekac do skorupy. I to wcale nie jest tłumaczenie ze faceci tacy juz sa. Jesli sie nie rozmawia o problemach to sie ich nie rozwiazuje tylko przeczekuje a predzej czy pozniej one wychodza i jest za pozno zeby to ruszyc.
Psycholog Ci sie przyda owszem, pomoze Tobie ale nikt ci nie da zadnego zlotego srodka "Pani zrob tak a bedzie dobrze" bedziesz sie skupiała na sobie na swoich emocjach odczuciach, a z mezem psycholog poradzi porozmawiac o twoich uczuciach, ewentualnie j bedziesz musiała zaciagnac Meza na terapie najlepiej małżenska ale wtedy to bedzie musial chciec ratowac to małżeństwo a jak piszesz on sam nie wie czego chce.

Życze Ci powodzenia i mam nadzieje ze sie uda.

Vilemo 2010-09-01 o godz. 19:46 0

agna 33,
dzielna z ciebie babka i z calego serca zycze Ci, zeby Ci sie ulozylo.
:usciski:

bonsai 2010-09-02 o godz. 08:00 0

agna życzę Ci dużo sił i jak najwięcej spokoju, mam nadzieję, że się uda :goodman:

agna33 2010-09-02 o godz. 12:38 0

No dobra, silna pierdu pierdu to ja nie jestem…
Bo jak tu byc silna, gdy widze te jego wielkie kochane oczy tak pelne smutku, bolu I strachu, jak moc usmiechac sie do niego, gdy on sie nie usmiecha, jak mowic “kocham cie” I nie slyszec nic w zamian, jak siedziec przy jednym stole bez slowa, z czlowiekiem, ktorego zawsze musialam prosic, zeby na chwile przestal I tez dal mi powiedziec cokolwiek, a przy tym byc usmiechnieta I radosna I pelna nadzieji????????????
Kurde, czemu przebywanie z nim nagle staje sie trudne?
A ja tak bardzo chce go przytulic, poglaskac, powiedziec, ze jest gluptas I bedzie wszystko dobrze, poki jestesmy razem, bo nas nic nie zniszczy, zeby bylo tak jak kiedys….
:(

Vilemo 2010-09-02 o godz. 16:38 0

Agna33, strasznie to skomplikowane - nie umiem zrozumiec jego zachowania... piszesz, ze nic nie przepowiadalo kryzysu, ze nadal spicie wciaz przytuleni..
nie rozumiem :(
trzymaj sie
:usciski:

Gość 2010-09-03 o godz. 16:42 0

:* ściskam mocno i siły życzę na jakiekolwiek rozwiązanie...

till 2010-09-11 o godz. 17:28 0

agna, mam nadzieję, że wszystko jeszcze się dobrze ułoży :usciski:

agna33 2010-09-14 o godz. 19:25 0

wszystko sie pewnie bedzie musialo jakos ulozyc, ale nie tak jak ja chce
maz chce rozwodu
przepraszam, ale nie jestem w stanie nic wiecej napisac

agnieszka82 2010-09-14 o godz. 19:54 0

Trzymaj sie cieplo... :goodman:
Jeszcze bedzie dobrze, zobaczysz...

saskiia 2010-09-15 o godz. 06:02 0

trzymaj się, agna :goodman:

jakby co - pisz. to pomaga....

lideq 2010-09-15 o godz. 06:37 0

Agna, trzymaj sie dzielnie :goodman:

gdybys miala ochote sie wyrwac na chwile, to wiesz co..

Gość 2010-09-15 o godz. 06:39 0

Agna, strasznie mi przykro :goodman:

wirtualna24 2010-09-15 o godz. 08:05 0

Agna podziwiam twoją cierpliwośc...
Radzić nie będę, bo nie pojmuje przyczyn tej sytuacji,
ale życzę ci wytrwałości!
Będzie dobrze zobaczysz!
Poradzisz sobie! :goodman:

Gość 2010-09-28 o godz. 18:35 0

Ja także ściskam :usciski:
I także nie rozumiem tego wszystkiego, mam nadzieję, że jakoś się ułoży :usciski:

Gość 2010-09-29 o godz. 06:37 0

Bardzo ci współczuje. Mam nadzieje, że jakoś to wytrzymujesz, że może zmienił zdanie, chodź pewnie jak się postanawia powiedzieć drugiej osobie o tak druzgoczącej decyzji to jest ona przemyślana. Wiem jak cieżki jest ból wynikający z rozstania z kochaną osobą. Daj szybko znać czy u ciebie wszystko w pożądku, bo już sporo czasu od ostatniego smutnego posta minęło.

agna33 2010-09-30 o godz. 19:28 0

dziewczyny, dziękuję za wsparcie. Niestety niewiele się zmieniło. Mąż wyjechał prawie dwa tygodnie temu, wraca dopiero w niedzielę. Ja ciągle jeszcze mówię mąż, a on już oznajmił całemu światu, że jesteśmy w separacji (choć formalnie nie jesteśmy). Pierwsze emocje opadły, ale nie jest dobrze. Ja w to wszystko nie wierzę, nie dociera do mnie, nie potrafię myśleć tylko o sobie. Na razie po prostu staram się nie zwariować i jakoś z dnia na dzień przeturliwać sie przez życie...

melasia1980 2010-09-30 o godz. 20:17 0

Agna33 jestem z Tobą myślami i trzymam kciuki, żeby wszystko się poukładało :goodman:

Gość 2010-10-01 o godz. 06:04 0

Agna, ale przecież... jesteście małżeństwem, ze ślubem kościelnym, na dobre i na złe.. jakoś się we mnie logika buntuje, że to nie może tak się skończyć, że taka przysięga nie jest zabawą, od której się tak po prostu odchodzi.
Trzymam kciuki za Was, żeby jednak wszystko było dobrze.

Gość 2010-10-01 o godz. 06:56 0

Agna, nie wiem co napisać. Strasznie mi przykro.
Ale może jeszcze warto o Was powalczyć? Może porozmawiasz z mężem o terapii małżeńskiej? Przecież szkoda związku, żeby tak łatwo odpuścić, a wielu parom to pomaga.... Jak pisałaś, do tej pory byliście wzorowym małżeństwem i nie spodziewałaś się czegoś takiego. Może warto porozmawiać z kimś mądrym o Waszych/jego problemach? Może pomoże?
Naprawdę strassznie mi przykro, przytulam :usciski:

ZalEwka 2010-10-01 o godz. 07:18 0

aniasz napisał(a):Agna, ale przecież... jesteście małżeństwem, ze ślubem kościelnym, na dobre i na złe.. jakoś się we mnie logika buntuje, że to nie może tak się skończyć, że taka przysięga nie jest zabawą, od której się tak po prostu odchodzi.
Nie chcę dołować Agny teraz ale moja logika też sie buntowała jak cholera i .... nic to nie dało. Jak druga osoba się wypali , nie chce no to pozamiatane. Też sobie tego kompletnie nie wyobrażałam a jednak można z tym żyć. Ja poprostu trzymam kciuki żeby wszystko ułożyło się jak najlepiej dla Agny, jakkolwiek to będzie.

lideq 2010-10-01 o godz. 09:37 0

Agna, bardzo mi przykro :usciski: Mam nadzieje, ze jeszcze jakos uda wam sie to posklejac. A masz kontakt z tesciami? Wspominalas, ze twoj maz dostal przyklad w posaci dlugoletniego zwiazku swoich rodzicow. Co oni na to? Moze oni wlasnie moga jakos do niego przemowic, ze warto zeby chociaz sprobowal...

Mysle o tobie i mam nadzieje na happy end jakikolwiek by on nie byl :usciski:

:usciski:

agna33 2010-10-01 o godz. 11:41 0

tesciowa do mnie dzwonila.. nie wie co sie dzieje, nie rozumie tego, jest zla na syna. Ale ona tez niewiele moze zrobic, on uparl sie i juz.
Niestety on nie chce walczyc, chce jak najszybciej i jak najbardziej definitywnie odciac sie ode mnie. Mysle, ze jemu sie wydaje, ze tak bedzie najlepiej, dla nas obojga. Ja chce walczyc o nasze malzenstwo, ale w tym malzenstwie jestem tylko ja , bo on sie juz wypisal. I zachowuje sie tak, jakby nawet nie bylo mu szkoda, bylo minelo, teraz oby do przodu, jak najdalej ode mnie. Jakby cos sie zmienilo, to napisze, ale nie spodziewam sie jakiejs dramatycznej zmiany stanu obecnego. Za niedlugo bede musiala spakowac walizke i wyniesc sie z naszego mieszkania, bo maz juz zawiadomil wlascicielke, ze sie wyprowadzamy (ja sama nie jestem w stanie tego mieszkania utrzymac, a on tam nie chce juz mieszkac). Dziekuje za wsparcie.

Alix 2010-10-01 o godz. 11:47 0

agna33, :usciski:

Gość 2010-10-01 o godz. 11:54 0

:usciski: agna33 a powiedział chociażby dlaczego chce zamknąć ten rozdział ksiązki?

agna33 2010-10-01 o godz. 12:08 0

AGA_M napisał(a): agna33 a powiedział chociażby dlaczego chce zamknąć ten rozdział ksiązki?
bo mnie juz nie kocha i nie chce byc ze mna.
a dlaczego (mnie nie kocha i nie chce byc ze mna) - chyba sam nie wie, bo jego odpowiedzi ladu i skladu nie maja, sam sobie zaprzecza...

Jo76 2010-10-01 o godz. 12:31 0

agna33 napisał(a):AGA_M napisał(a): agna33 a powiedział chociażby dlaczego chce zamknąć ten rozdział ksiązki?
bo mnie juz nie kocha i nie chce byc ze mna.
a dlaczego (mnie nie kocha i nie chce byc ze mna) - chyba sam nie wie, bo jego odpowiedzi ladu i skladu nie maja, sam sobie zaprzecza...

Agna33 - ciezko powiedziec dlaczego czujemy tak a nie inaczej. Nie da sie...

Bardzo wspolczuje i po prostu sie trzymaj

Gość 2010-10-01 o godz. 12:32 0

Agna, sciskam Cie bardzo mocno. Zycze duzo sil i wtrwalosci, i mam ogromna nadzieje, ze uporasz sie z tym wszystkim szybciej niz Ci sie wydaje. Jakby cos to jestem :usciski:

Gość 2010-10-02 o godz. 05:00 0

Agna, ja nawet nie wiem co Ci napisać. Ściskam Cię mocno.

Gość 2010-10-02 o godz. 06:24 0

agna33 napisał(a):AGA_M napisał(a): agna33 a powiedział chociażby dlaczego chce zamknąć ten rozdział ksiązki?
bo mnie juz nie kocha i nie chce byc ze mna.
a dlaczego (mnie nie kocha i nie chce byc ze mna) - chyba sam nie wie, bo jego odpowiedzi ladu i skladu nie maja, sam sobie zaprzecza...

agna33 :usciski: trzymaj sie i duuuzo siły Ci życzę i by wszystko to co w rozsypce poukładało jakoś sie Tobie.. Wam

P.S. wydaje mi się że nie mozna tak od razu sie odkochac, ale może sie mylę :(

melasia1980 2010-10-03 o godz. 07:51 0

AGA_M napisał(a):P.S. wydaje mi się że nie mozna tak od razu sie odkochac, ale może sie mylę
Kiedyś wdawało mi się, że można i na bazie właśnie takich uczuć podjęłam decyzję, kórej do dzisiaj żałuję. Czasami wydaje nam się, że przestalismy kochać, a to tylko chwila słabosci, potem okazuje się, że to jednak ciągle jest miłość, ale jest już za późno...

Aga - mam nadzieję, że Twój mąż opamięta się, że jednak będzie chciał zawalczyć :usciski:

Kerala 2010-10-03 o godz. 11:36 0

ależ jak najbardziej można sie odkochać. Czesto przy tym serwuje się teksty (to w przypadku męzczyzn uważających samych siebie za szlachetnych) "jesteś wspaniałą kobietą i nie zasługujesz na marnowanie swojego życia przy moim boku" lub (w przypadku pozostałej częsci mężczyzn) "wypaliłem się", "zakończmy to jak najszybciej i nie rańmy sie wzajemnie" oraz "nie walcz o mnie, nie ma to sensu".
To, co łączy tę sytuację to fakt, że parę tygodni/miesięcy później w 99 przypadkach na 100 okazuje się, że odkochanie miało tak naprawdę 23 lata, nogi do szyi i na imię Melisa. Czy też Andżelika, Barbara lub Józefina.

Zdaję sobie sprawę, ze nie takich słow oczekujesz, ale to, co opisujesz wpisuje się w klasyczną kliszę "znalazłem sobie dupeńkę, a ponieważ jestem śmierdzacym tchórzem, to wymiksuję się ze starego związku podając jako powód wygasnięcie miłości, bo z tym argumentem nie da się dyskutować".
Życzę Ci, żebyś to przetrwała z godnością, bo to w zasadzie jedyne sensowne zyczenie. Nawet jeśli facet Ci otrzeźwieje (nie wiem wprawdzie, jaka wartośc byłaby tej trzeźwości w całym kontekscie sytuacji, ale cóż) to nieprędko zapomnisz o lekcji "nic nie jest pewne w naszym związku". Utrata ufności boli chyba najbardziej, szczególnie jeśli odbiera nam ją osoba najbliższa.

kerala, której kolezanka sześć lat temu przechodziła toczka w toczkę to samo i rwała włosy z głowy, że idealny Misio Pysio nie chce walczyć o udany związek. Teściowa kolezanki też rwała włosy z głowy, namawiała syna na terapie srapie, wszyscy byli zrozpaczeni, a nowa kochanka syna była w owym czasie w czwartym miesiącu ciązy, o czym wszyscy dowiedzieli się już po rozwodzie.

rubin04 2010-10-03 o godz. 12:13 0

Agna po pierwsze ściskam mocno :usciski:

Po drugie - obawaiam sie że zachowanie Twoje go męza, niechęc do walki, zdecydowanie w decyzjach, moza wytłumaczy tylko tym, ze jest ktos trzeci...

Oczywiscie Ci tego nie życzę z całego serca ale..

byłam w podobnej sytuacji, tyle ze nie byl moim męzem. Zarzekał się że nie ma nikogo tylko "wie ze mnie nigdy nie pokocha tak jak powinien" i takie srata-tata..

Oczywiscie była ta trzecia tylko odwagi mu nie starczyło by to powiedziec. Gdyby powiedział - miała bym do niego dziś szacunek a tak jest dla mnei zdrajcą i kłamcą (bo zdrada tez była).

trzymaj się dzielnie i pomysl ze sama dla siebie jestes wartością i jak to sie mówi "jeszcze będzie szukać miejsca w którym siedziałas"

misienka 2010-10-04 o godz. 19:53 0

nie jestem ekspertem, nie byłam w takiej sytuacji, więc nie powinnam radzić, ale wiem jedno: Twój mąż nie może sam o tym wszystkim zdecydować. jesteście małżeństwem i to nie powinna być decyzja jednej osoby.
trzymam za Ciebie kciuki i wierzę, że to wszystko się jakoś ułoży.

agna33 2010-10-04 o godz. 20:29 0

ff napisał(a):Uważam jednak, że nawet jak przestaniecie razem mieszkać nie powinnaś się poddawać. Dajcie sobie czas na przemyślenie wszystkiego, bo rozwód to radyklana decyzja. Niestety dopóki Twój mąż nie przestanie zarządzać "jak ma być" nie uda się Wam spokojnie porozmawiać. A tego Wam potrzeba: zdefiniowania problemu i znalezienia rozwiązania (nawet jeśli tym rozwiązaniem miałby być rozwód...)
dokładnie to samo myślę i właśnie taki mam plan;)
a póki co pracuję nad sobą sama, głównie dla siebie, ale jakby on się opamiętał to i też skorzysta;)
nie wiem skąd, ale mam jeszcze nadzieję... nie że teraz, że od razu, ale może jeszcze kiedyś. A do tego czasu zajmuję się sobą i nie dam mu się zniszczyć. Dalej będę się uśmiechać, znajdować radości w innych aspektach życia. Może i mniejsze, o jest ich tylko jakby pół, bo ich nie dzielę z nim, ale lepsze takie niż żadne. Trzymajcie kciuki...

Anna! 2010-10-04 o godz. 22:03 0

agna33 napisał(a):nie dam mu się zniszczyć. Dalej będę się uśmiechać, znajdować radości w innych aspektach życia. Może i mniejsze, o jest ich tylko jakby pół, bo ich nie dzielę z nim, ale lepsze takie niż żadne. Trzymajcie kciuki...
agna33 - trzymam baaaardzo i to nie tylko w tym dziale :usciski:

kem 2010-10-06 o godz. 11:56 0

agna33 napisał(a):Dalej będę się uśmiechać, znajdować radości w innych aspektach życia. Może i mniejsze, o jest ich tylko jakby pół, bo ich nie dzielę z nim, ale lepsze takie niż żadne.
Mądra decyzja. Podziwiam Twoje podejście do całej sprawy. Zastanawiam się jak Twój mąż może nie widzieć z jak wartościowej kobiety rezygnuje. Życzę Ci dużo sił.

Gość 2010-10-06 o godz. 12:16 0

Agna, sledze watek od poczatku i po cichu trzymalam kciuki za to, zeby sie wszystko dobrze ulozylo. Jestes fantastyczna babka i bardzo dobrze sobie z tym radzisz. :goodman:

Nie bede tez oryginalna, jesli powiem, ze Twoj maz niekoniecznie wie, co to znaczy: okazywac szacunek osobie, ktora sie kocha(lo). Konczenie zwiazku w sposob, w jaki on to robi, wg mnie rowniez wskazuje na zaangazowanie w zwiazek z kims trzecim.. a ze jest mlody, glupi i niedoswiadczony, to robi to bez opamietania. Watpie zeby rzeczywiscie sie staral to naprawic. Mozliwe, ze za pare tygodni, miesiecy.. zacznie logicznie myslec. Ale robi Tobie, sobie, i Wam bardzo duza krzywde. Cos takiego trudno jest naprawic.

Zycze Ci, zebys miala przy sobie ludzi, ktorzy Cie kochaja i beda Cie wspierac. I wierze, ze wszystko bedzie dobrze.

agna33 2010-10-06 o godz. 13:48 0

wrócił po prawie trzech tygodniach. Pierwsza rozmowa obiła się o to, że chce rozwodu, już. Jak się zgodzę, to za tydzień możemy już być po rozwodzie.
Nie zgodziłam się, będzie separacja.
Nie będę tu już nic więcej pisać, to miał być wątek, w którym będę szukać pomocy, wsparcia w walce o mój związek. Ale tego już nie ma, nie ma nas, nie ma naszego małżeństwa.
Mój mąż mi powiedział, że on się ze mną już rozwiódł, ale chce to definitywnie zakończyć i po to chce papierek.
Dziękuję za Wasze wsparcie, cóż, znowu w życiu mi nie wyszło. Teraz muszę zacząć dawać sobie radę sama.Ale to już temat na inną książkę...
Teraz to jest już koniec.

malinka00 2010-10-06 o godz. 16:43 0

Jak można odejść tak bez żadnego wytłumaczenia!!??

Nie rozumiem tego! ;/ co za nieszanowanie drugiej osoby... :( ech.. aż chce się zacytować ''facet to świnia..."

Trzymaj się... jestem pewna, że to ''nowe życie'' będzie dużo bardziej udane :*

Życzę Ci, żebyś już nigdy nie musiała cierpieć a tym bardziej przez jakiegoś faceta...

:usciski:

Vilemo 2010-10-06 o godz. 19:26 0

podpisuje sie pod Malinka..
trzymaj sie, los na pewno sie odmieni i odnajdziesz spokoj i szczescie :usciski:

monalizka 2010-10-06 o godz. 19:38 0

Ja też nie wiem na czym to polega :/ najpierw sie kocha kocha kocha a później już nie kocha :|
Wydaje mi sie że sporo osób nie myśli o innych i jest dla nich najważniejsze " ja" jak tak sie zastanawiam człowiek może mieć jakieś zwątpienie co do uczuć i kiepskie chwile ale po to jest mąż/ żona ( dla mnie mąż = przyjaciel ) aby te problemy rozwiązać i wybrać najlepsze rozwiązanie dla dwóch stron... nie chce sie doszukiwać jakiś innych powodów ale wiem że jak komuś bardzo mocno zależy na rozwodzie to w tym związku są 3 osoby

Gość 2010-10-06 o godz. 21:23 0

agna przykro mi, że jednak tak to się kończy...
Życzę Ci wiary w siebie, w lepsze jutro w to, że nowy rozdział w Twoim życiu zaoowocuje prawdziwą miłością na dobre i złe i że będziesz naprawdę szczęśliwa !!!

Trzymaj się, dużo siły i optymizmu :usciski:

Gość 2010-10-07 o godz. 04:55 0

agna, przykro mi :usciski: Dużo siły życzę.

Gość 2010-10-08 o godz. 07:02 0

Agna, trzymaj sie! Sciskam Cie mocno.

Gość 2010-10-17 o godz. 19:42 0

Kochana! Dopiero dzisiaj przeczytalam o Twoim problemie i jestem w szoku, ze cos takiego Ci sie przytrafilo. Sciskam Cie mocno i jestem calym sercem z Toba. Wiem, ze boli, ale pamietaj, ze czas leczy rany i nic nie dzieje sie przez przypadek. Na pewno pisana jest Ci fajniejsza przyszlosc. Jestes fantastyczna dziewczyna i moge sie zalozyc, ze bedziesz jeszcze bardzo szczesliwa. :goodman: :goodman: :goodman:

Gość 2010-10-18 o godz. 20:35 0

agna napisz co u Ciebie :usciski:

agna33 2010-10-19 o godz. 10:30 0

co u mnie?
Właśnie się pakuję, w środę się wyprowadzam.
Nie wiem jeszcze, czy to definitywnie koniec małżeństwa.
Rozmawialiśmy z małżem kilka dni temu i wiele się wyjaśniło. To nieodpowiedzialny, niedojrzały pan, który, jak to ktoś zgrabnie określił, traktuje małżeństwo jako umowę o dzieło. Moim zadaniem było uszczęśliwianie jego i dbanie, by nie miał żadnych zmartwień ani problemów.
Jest niedojrzały, zagubiony, nie wie czego chce, nie potrafi ponosić konsekwencji własnych decyzji.
Problemom jesteśmy winni obydwoje, ale nikt nie ma prawa wymagać od małżonka umiejętności jasnowidzenia, on jest odpowiedzialny za rozpad małżeństwa, nie ja.
Wyprowadzam się, bo muszę się ratować, odnaleźć siebie, czuć się dobrze ze sobą, nie obwiniać się, żyć dalej, być kiedyś jeszcze szczęśliwą.
Nie jest łatwo, ale muszę i chcę dać radę.
I staram się nie myśleć za bardzo o przyszłości, co przyniesie, to zniosę... Mam nadzieję, że przyniesie dobre rzeczy, ale nie chcę myśleć, co to ma być.
Taka będzie teraz moja codzienność, nie mam już męża, zaginął, może się kiedyś odnajdzie. Jestem ja i muszę się lubić, bo głupio tak mieszkać z kimś kogo się nie lubi ;D
Dziękuję za Wasze wsparcie - jest nieocenione. :usciski:

Gość 2010-10-19 o godz. 10:47 0

agna, popłakałam się. Jesteś niesamowitą dziewczyną i jako kobieta jestem dumna z tego, że istnieją wśród nas takie jak Ty. Twój mąż, jeśli jest tak ślepy, to nie zasługuje na ani jedną chwilę więcej z Tobą.

Mieszkasz w Londynie, prawda? Nie chciałabyś nabyć nowej polskiej koleżanki w październiku? Bo chętnie bym się z Tobą wybrała na kawę. Ściskam bardzo mocno.

Gość 2010-10-19 o godz. 13:42 0

Agna ja tez Cie podzwiam,ze jestes taka silna i jakos sobie z tym wszystkim radzisz. Na pewno nie jest Ci latwo...nikomu by nie bylo, ale nie poddawaj sie. Ciesze sie, ze myslisz przede wszystkim o sobie. Nie mozesz nigdy zapomniec o tym, ze jestes najwazniejsza. A Twoj maz.......moze to dobrze, ze tak szybko pokazal swoja prawdziwa twarz....pamietaj przeznaczenie dziala i gdzies na pewno czeka na Ciebie ten jedyny.....
Mam tez nadzieje, ze dobrze bedzie Ci sie mieszkalo w nowym miejscu.
Sciskam.

agna33 2010-10-19 o godz. 15:54 0

aniasz napisał(a):Mieszkasz w Londynie, prawda? Nie chciałabyś nabyć nowej polskiej koleżanki w październiku? Bo chętnie bym się z Tobą wybrała na kawę. Ściskam bardzo mocno.
baaaardzo bym chciała. na privie napisze Ci jak się ze mną skontaktować. Jedyny warunek - mamy się nie dołować;)
Natalciu, dziękuję. Nic nie dzieje się bez celu, ja w to wierzę.
Dlaczego mnie to spotyka? Może właśnie lepiej, że teraz, nie później, jeśli w ogóle musiało się to stać. Albo potrzebujemy ja i mąż wakacji od siebie, żeby zrozumieć, czego tak naprawdę chcemy i kim jesteśmy.
Nie wiem, przyszłość pokaże. Ja wyczerpałam już pokłady pomysłów, jak mogę osiągnąć to, czego naprawdę chcę - mieć mojego męża z powrotem. Muszę więc zacząć chcieć nowych rzeczy. Tymczasem nikt mi nie zabroni kochać, tak po cichu, dopóki starczy mi sił.

liela 2010-10-19 o godz. 22:41 0

agna33, jestes wspaniała.

pamiętaj o tym codziennie. po kilka razy.

że dasz radę, to nie wątpię.

Słonko_23 2010-10-20 o godz. 06:09 0

agna, jesteś niesamowitą kobietą! Trzymam kciuki, żeby wszystko ułożyło się jak najlepiej dla Ciebie :usciski:

Gość 2010-10-20 o godz. 21:18 0

agna jesteś wspaniała :usciski:
Najważniejsze, ze myślisz o sobie o swojej przyszości.
Będziesz bogatsza o nowe doświadczenie i napewno będziesz jeszcze szczęśliwa!!!
Musisz w to wierzyć !!!
Ściskam mocno :usciski:

Gość 2010-10-21 o godz. 04:43 0

agna powodzenia i wytrwałości :usciski:

Gość 2010-10-21 o godz. 06:32 0

Przy ostatnim poście twoim poście już miałam kluche w gardle. Niesamowite jest jak mimo wszystko go jeszcze kochasz... po cichu :( Życze ci jak najlepiej. Mam nadzieje, że szybko znajdziesz lekarstwo przynajmniej na chwile. :*

Raspberry Swirl 2010-11-05 o godz. 10:51 0

agna33 napisał(a):Nie wiem, co mam napisac ani jak to wyjasnic.
Wyglada to tak, ze w zeszly {....}nie poradze i kocham go nad zycie.

Mozna sobie pomóc w takiej sytuacji ale przypomocy fachowca ( psychologa do spraw rodziny) ale na moje oko to cos mi się wydaje ze wyrwał chyba kozę na boku :/

mishi 2010-12-27 o godz. 07:38 0

Czytałam wcześniej i.. za przeproszeniem miałam ochotę Ci przyłożyć byś się opamiętała!

Nie wszystkie rady czytałam, ale... Nie znamy się, nie miej do mnie żalu.
Mój mąż, po kilku miesiącach małżeństwa powiedział "chcę rozwodu". Miał dośc mnie, mojego zachowania, to jak go osaczam, że wszystko musi robić by mnie zadowolić. Też byłam ślepa, uważałam że jest idealnie. I wiesz co? Wysłuchałam wszystkiego co miał do powiedzenia, zamiast płakać starałam się rozumieć i... zmienić. Zmienić to wszystko, bo faktycznie... To, że kocha, nie znaczy że będzie na siłę walczył.

Cholera mała, nie płacz - największym błędem kobiety jest to, że oszukują siebie zawsze. Oszukują siebie, że idealne małżeństwo jest wtedy, kiedy go nie ma. Jeżeli on nic nie czuje, to ty nie ratuj tego małżeństwa na siłę. On Cię znienawidzi. Po prostu. Odejdź z podniesioną głową. Nie płaszcz się przed nim, nie krzycz, nie olewaj. Weź to na spokojnie. I pamiętaj, że kiedyś było dobrze. Trudno, może za bardzo się pospieszyliście, może się nie znaliście.
Teraz należy wziąć życie za rogi i zacząć od nowa.

A może kiedy... [może niedługo].. rzucicie się w swoje ramiona z płaczem i słowami "Byłem/am głupi/a"

akrima 2011-01-03 o godz. 18:29 0

Znam już takie przypadki i niestety też jestem skłonna przyznać że macza w tym palce osoba trzecia. Może się o tym nigdy nie dowiesz albo dopiero po rozwodzie.

Odpowiedz
Podobne tematy
Kategorie pytań