Quantcast
  • Gość odsłony: 3091

    Jak wspominacie swoją maturę?

    Ja z rozrzewnieniem.
    Piknikowo było - piękna pogoda, słońce. W noc przed maturą spotkanie pod szkołą i całowanie czapli w zadek (taki szkolny zwyczaj niewiadomo skąd wzięty).
    Same egzaminy jakoś tak bezstresowo. Na matmie podałam koledze z przodu rozwiązane zadanie, a on mi odesłał kartkę z pytaniem: "A gdzie opisy"? :D
    Mogłabym jeszcze raz.

    Odpowiedzi (56)
    Ostatnia odpowiedź: 2010-12-25, 19:06:13
    Kategoria: Pozostałe
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
kasiacleo 2010-12-25 o godz. 19:06
0

ja byłam bardzo zestresowana

na polskim miałam 1 dzień @, a stres powodował że leciało ze mnie jak z krany, mogłam dostać krwotoku, ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło, na ustnej matmie ryczałam jak bóbr z nerwów bo rozwiązałam 1 zadanie z 3 , ale na szczęście moja matematyczka wiedziała jaki mam poziom wiedzy we łbie i mną pokierowała tak, że rozwiązałam je raz dwa

ogólnie fajnie było

Odpowiedz
Gość 2010-12-25 o godz. 08:27
0

behemot666 dzieki wielkie za przypomnienie jaki temat wybralam na polskim ;)
z wypracowan nigdy nie bylam mocna - jedynie dobra - wiec wiedzialam tak czy siak, ze bede miala ustna (a ze jakos mi moglo sie na mozg rzucic z ortografami - to na czysto pisalam np "Ż" a na brudno "rz" - tak na wszelki, gdzie bardziej prawdopodobna wersje jednak pisalam w czystopisie)
matma pisemna byla czysta przyjemnoscia (aczkolwiek lubie popelniac czeskie bledy i dlatego tez min klocilam sie ze swoja babka od matmy.. ona twierdzila ze jesli bede miala 3 na koniec polrocza to sie zobaczymy na ustnej.. poszlam od dykrecji sie upewnic i jak wrocilam zasmialam sie jej w twarz i powiedzialam ze jednak sie nie widzimy - glupie to bylo, bo wtystarczylo ze ucielaby mi dwa pkt za komentarze i napewno bysy sie zobaczyly).
Wyloswalam 3 lawke od komisji dokladnie na przeciwko jej.. Ale wiedzialam ze w mojej szkole tylko ten kto nie chce nie zda.. Ogolnie szkola nie utrudniala startu w dalsze zycie..
Oczywiscie polelnilam czeski blad ale na szczescie ktoras z nauczycielek zadala mi pytanie "czy napewno dobrze obliczylas pradopodbienstwo..." i juz wiedzialam o co chodzi ;)
moja wychowczyni podeszla do mnie zebym zrobila kilka kopii zadan (przyniosla mi tez kartki:P ) i rozdala niektorym z naszej klasy. Zadanie na 6 zrobilam z pomoca koleznaki z ostatniej lawki.. ale stwierdzialam ze ja sama tego nie zrobilam to nie dalam komentarzy...

ustna z polaka ok.. babka byla troche nie ten tegos i przygotowala nam dokladne zestawy... potem tez ulozyla jej od najltwieszjego do najtrudniejszego ( i powiedziala to w czasie przerwy..) Oczywiscie stres zrobil swoje i coniektorzy ciagneli nie z tej strony.. mi tam bylo bez wiekszej roznicy..

Ang ustny wogle byl sama przyjemnoscia... z nauczycielka poza szkola bylam na Ty (jak wiekszosc w klasie), z drugim nauczycielem tez.. a przewodniczaca nie znala ni w zab ang..

jakby matura mialaby tak jeszcze raz wygladac to ja chce ;P

Odpowiedz
fonia 2010-12-25 o godz. 05:04
0

wylosowałam 13 numer ławki...szłam jak na stracenie
gdy zobaczyłam tematy, dostałam olśnienia, pisałam jak najlepszy wieszcz...potem zaczęła mnie atakować.......pszczoła!!!!
Pisemna matura była bardzo fajna, ustna już wyzwala większy stres.
Ale pamiętam dumę i radość po usłyszeniu wyników :)

Odpowiedz
lucienka 2010-12-25 o godz. 04:57
0

Oj bardzo miło na polskim w auli siedziałam na samym koncu, na historii na sali gimnastycznej przy barierkach do cwiczen,niezłe miejsce na sciągi. Miło było, a rodzice w kanapkach przynosili sciągi

Odpowiedz
clarie 2010-12-24 o godz. 20:28
0

Ja zdawałam nową maturę z polskiego, historii, wosu i języka angielskiego. Matura poszła mi raczej dobrze, ponieważ dostałam się na wymarzone studia. W nocy przed maturą z polskiego nie mogłam zasnąć. Potem było lepiej. Przed kolejnymi egzaminami byłam troszkę zdenerwowana, ale jakoś poszło. Mocno zbulwersowałam się po ogłoszeniu wyników. Z rozszerzonego polskiego dostałam bardzo mało punktów, bo nie trafiłam w klucz :| Patrząc na wyniki z całej polski stwierdziłam, że żyję w kraju, który wypuścił masę debili z maturą. Na proste pytania z wosu (np. wymienienie premierów po 1989 r.), czy historii odpowiedziało mniej niż 1% maturzystów.
Idea nowej matury zupełnie mi się nie podoba i wolałabym zdawać starą. Przynajmniej ktoś doceniłby moją interpretacje na języku polskim.

Odpowiedz
Reklama
igamalczyk 2010-12-14 o godz. 10:33
0

Moja matura 13 lat temu...ehhhh.Całą pisemna zdałam na 5 i ustne mnie ominęły. Nie bałąm się i tak zostało mi do dziś. nigdy nie odczuwałam stresu z powodu egzaminów, z innych powodów i owszem lol

Odpowiedz
behemot666 2010-12-14 o godz. 07:19
0

Ja maturę wspominam ogólnie dosyć miło. :)
Pisemnego polskiego się nie bałam, bo pisanie zawsze szło mi łatwo. A wybrałam taki temat:
Człowiek przez całe życie musi dokonywać wyborów - omów zagadnienie na kontrastowo wybranych sytuacjach z biografii bohaterów literatury.
Banalnie proste. lol
Dostałam 5, więc odpadł egzamin ustny.

Z ustnego angielskiego poszło jak z płatka - nawet mi przerwali i nie dali dokończyć wypowiedzi. ;)

Tylko ta historia nieszczęsna... Próbna pisemna nie poszła mi najgorzej, dostałam z niej 4, ale na tej prawdziwej...
Wybrałam temat: Klasztor, katedra, uniwersytet. Przedstaw znaczenie wymienionych ośrodków dla rozwoju kultury średniowiecznej.
Niby proste, ale okazało się, że jednak moja wiedza była zbyt mała, bo dostałam tylko 3. :(
Chociaż ściąg miałam tonę i nie obawiałam się ich wyjąć - w salce pilnował nas właściwie tylko ksiądz, a on udawał, że niczego nie widzi i niczego nie słyszy. :D

Co do ustnej...
Kajko napisał(a):moja historyca przedyktowala mi stojąc nade mna jedno pytanie w czasie przygotowania. odpowiedź na drugie znalazłam na końcu atlasu historycznego który był do dyspozycji ;)
Hehe, u mnie było identycznie :D
Chociaż zapowiadało się tragicznie (dlatego nie wspominam tego zbyt mile) - na 3 wylosowane pytania znałam odpowiedź tylko na jedno - umiałam opowiedzieć o stosunkach polsko-krzyżackich w XIV w.
Pytanie o okoliczności powstania Solidarności rozłożyło mnie na łopatki - nigdy nie znosiłam historii współczesnej, więc i nauka zagadnień z tego okresu w ogóle mi nie szła.
Moja wychowawczyni-historyczka widząc moją minę i totalne załamanie wykorzystała sytuację (komisja zajęła się innym delikwentem) i podeszła do stolika, gdzie się przygotowywałam, po czym podyktowała mi odpowiedź na to pytanie. :)
A pytanie ostatnie dotyczyło ekspansji kolonialnej w XIX w. i tu postąpiłam identycznie jak Kajko - wykorzystałam fakt, że do dyspozycji mieliśmy atlasy historyczne i przepisałam informacje dotyczące mapki przedstawiającej ową kolonizację lol
Więc właściwie tylko 1/3 otrzymanej 5 mi się należy ;)

Ech, matura a egzaminy w sesji - nie ma porównania :(

Odpowiedz
Gość 2010-12-14 o godz. 02:32
0

10 lat minelo :o

Wspominam mile. Denerwowalam sie ale tak normalnie, spokojnie. W koncu byl to najwazniejszy do tej pory egazmin. Kazde nastepne kolokwium na studiach bylo duzo gorsze lol

Na ustnych ukradli mi plecak sprzed drzwi za ktorymi zdawalam. Poszlo w dal wszystko. Klucze z domu, auta, prawko, dowod osobisty i rejestracyjny. Ba, nawet paszport wtedy mialam ze soba. No i kase na buty Kosztowala mnie ta matura sporo.

Odpowiedz
Gość 2010-12-14 o godz. 01:00
0

Piekne to czasy byly.... bardzo milo wspominam mature (2000 r) tym bardziej, ze zaliczona na 5 lol aczkolwiek poczatek byl masakrycznie ciezki.. 2 godz. meczylam sie z jednym zadaniem z matmy ale po przejsciu tego jednego polecialo... i pieknie sie skonczylo, ach... ten czas leci.. za szybko zdecydowanie

Odpowiedz
madziula 22 2010-12-13 o godz. 23:32
0

Samba, ja też nie pamiętam 8)

Odpowiedz
Reklama
Samba 2010-12-13 o godz. 23:18
0

O rany, właśnie sprawdziłam jakie tematy były na j.polskim w 2002 i nie pamiętam który pisałam :o

Odpowiedz
Kasia_S 2010-12-13 o godz. 22:37
0

Wspomniam bardzo miło, choć bałam się oczywiście.
Zdawałam polski a jako drugi przedmiot pisemnie rosyjski.
A potem jeszcze ustnie polski i historię.

No i to było 15 lat temu :o

Odpowiedz
wiśnia_wisienka 2010-12-13 o godz. 22:05
0

Teraz z sentymentem, ale nie chciałabym jeszcze raz tego przechodzić ;) Na pewno nie zdecydowałbym się ponownie na historię, na pisemnej wybrałam temat dot. Napoleona i jakoś poszło (okropne lanie wody ;) ) ale ustna była okropnie stresująca.

W tym roku trzymam kciuki za młodszą siostrę.Właśnie wróciła z WOSu z morderczą miną.

Odpowiedz
Kajko 2010-12-13 o godz. 21:15
0

u mnie matura to melodramat połaczony z thrillerem...
na szcęście jeszcze stara
drugiego dnia po wejściu do sali i rozdaniu pytan - dostałam wymodlonych, wybłaganych Krzyzaków, z których na próbnej dostałam 5 - wszedł dyrektor z tekstem, że przerywamy maturę, bo w jakiejś wsi w regionie w nocy skradli pytania.
wyobrażacie sobie?
te podwójne nerwy, stres? wszystko opóźnione o tydzień. wstrzymane wszystkie najpopuraniejsze przedmioty: matmę, historię, biologie. pisały tylko "niszowe" przedmioty, których tematy były w jakiejś innej, nieskradzionej kopercie.

w tym czasie przypomniała sobie tez o mnie moja alergia, przyprawiając panie dermatolog o wytrzeszcz oczu i westchnienie "o boże - co sie Pani stało.." na widok mojej obsypanej twarzy...
z pisemnego polskiego tylko 4, ale ponoć po to by dac mi szanse na zabłyśnięcie na ustnej - wtedy 6 :)
ustna z historii - bo oczywiście wymodleni Krzyżacy sie już nie powtórzyli, więc i zwolnienia z ustnego nie było - moja historyca przedyktowala mi stojąc nade mna jedno pytanie w czasie przygotowania. odpowiedź na drugie znalazłam na końcu atlasu historycznego który był do dyspozycji ;)

podsumowując - nigdy nie chciałabym przechodzic przez to jeszcze raz.

Odpowiedz
Gość 2010-12-13 o godz. 05:42
0

Alix napisał(a):zieleniack napisał(a):Może to dziwne, ale nie miałam ani jednej sciagi na maturze. Wszystko przez ta zmiane zasad i straszenie, ze uniewaznia....
Ja tez sie balam... na polskim nie mialam, na historii mialam i nawet odwazylam sie je wyjac, ale zaraz je schowalam...
To i tak jesteś lepsza ode mnie. Ja się nawet wyjąć bałam ;)

Odpowiedz
Alix 2010-12-13 o godz. 05:39
0

zieleniack napisał(a):Może to dziwne, ale nie miałam ani jednej sciagi na maturze. Wszystko przez ta zmiane zasad i straszenie, ze uniewaznia....
Ja tez sie balam... na polskim nie mialam, na historii mialam i nawet odwazylam sie je wyjac, ale zaraz je schowalam...

Odpowiedz
Gość 2010-12-13 o godz. 05:20
0

Matura - potworny stres, ale poszła mi super, nieskromnie mówiąc. Z polskiego wyszłam poza skalę punktową ;) Najbardziej przejmowałam się tym, czy uda mi się dorównac wynikom z próbnej. No i żeby na ustny nie iśc, bo kompletnie się nie uczyłam do ustnych lol

żaba napisał(a):Ustnie mialam francuski, zabawne to bylo o tyle, ze w komisji byla moja babka od francuskiego, jej maz- historyk , ktory w czasie egzaminu stal kolo okna i palil i inna nauczycielka, wychowanka rzeczonej francurzycy.De facto byla w komisji tylko owa francurzyca ;).
A to u mnie podobnie :) Przy czym chwilami miałam wrażenie, że i nauczycielka mnie nie rozumie ;)

Odpowiedz
Gość 2010-12-13 o godz. 03:54
0

U mnie matura 1999.
Nawet temetów nie pamiętam, zdawałam tylko pisemny, z ustnych na szczęście byłam zwolniona, języka obowiązkowo nie musiałam zdawac,bo ja jestem po 5 letnim liceum z zawodem 8) .

Jedno wiem, nie chciałabym więcej przechodzic taki egzamin.

Odpowiedz
zieleniack 2010-12-13 o godz. 03:52
0

Może to dziwne, ale nie miałam ani jednej sciagi na maturze. Wszystko przez ta zmiane zasad i straszenie, ze uniewaznia....

Odpowiedz
Gość 2010-12-13 o godz. 03:47
0

Wspominam egzaminy maturalne jako zakończenie najcieższego okresu w moim życiu, a wiec zakuwania w liceum. Wspomnienia mnie jakoś ani grzeją ani ziębią
Na polskim pisałam temat Odnosząc się do wybranych utworów, rozważ myśl Władysława Tatarkiewicza: "Samotność jest przyjemnością dla tych, którzy jej pragną i męką dla tych, co są do niej zmuszeni", dostałam chyba 3 i to byla standardowa ocena w mojej szkole
Z matmy po czterech latach męczarni nastąpił czas chwały - szóstkę dostałam i cieszyłam sie jak dziecko lol
Na ustnym z angielskiego mówiłam co bym zrobiła jakbym została milionerką lol liczę że to przepowiednia ;)

Nigdy nie wróciłabym sie do liceum i ciesze sie ze to juz za mną.

Odpowiedz
maskot 2010-12-13 o godz. 03:45
0

moja matura była zaledwie 2lata temu ;)
wspominam miło-na polskim podłubałam w tekście i odpowiedziałam na pytania a później pisałam coś o Makbecie.na rozszerzonym chyba był fragment "pamiętnika z powstania warszawskiego" i wiersz do prównania.
później angielski-pamiętam tylko,że na koniec było trochę stresu,bo przygotowano chyba 3 różne arkusze i niektórzy martwili się co będzie,bo sciągali jedni od drugich ;)
matematyka-nie bolała specjalnie.kilka krótkich zadań,karta wzorów...jakoś poszło :D fizyka kompletnie olewczo-co umiem to umiem a czego nie umiem to się nie nauczę,mam wzory,będę działac :P
ustne też były przyjemne-angielskim nie przejelam sie zupelnie-anglistka musiala mi przerwac,bo za bardzo sie rozkręcałam ;)
chyba tylko na powtorkę z ustnego polskiego nikt mnie nie namówi-wchodziłam pierwsza i wybitnie się stresowałam,chociaż jeszcze wieczorem przed nie było sladu strachu ;) przygotowałam temat o cechach języka sprawozdawców sportowych.bardzo miło się nad tym pracowało,ale bałam się pytań,jakie mogła zadać komisja.na lekcjach poświęconych przygotowaniu prezentacji mówiło się tylko o tematach związanych z literaturą bądź literaturą i sztuką,a o języku ani słowa.musiałam robić wszystko sama,ale wyszło dobrze-18pkt na 20 ;) do dziś nie umiem skasować fragmentów konkursu skoków narciarskich,który nagrałam specjlnie na maturę ;)

atomosfera całości była bardzo sympatyczna-pamiętam,jak chodziliśmy rano na mszę do katedry św. Floriana i negocjowaliśmy ze św Tadeuszem Judą od spraw beznadziejnych ;) do tego nasz ksiądz biegał po szkole w koszulce z napisem C.I.A (Christ Is Alive),robił zdjęcia i dodawał nam odwagi :D
tylko raz dopadł mnie ogromny stres-jestem alergikiem,a akurat wtedy wszystko kwitło i pyliło na potęgę.niby miałam ze sobą leki,miałam pozwolenie na skorzystanie z nich w razie potrzeby i niby miały być przy stoliku komisji.praktycznie każdy kogo pytałam gdzie położyć leki nie wiedział co robić i kazali mi zostawić je w torebce.no i na angielskim,na poziomie rozszerzonym,na listeningu-atak kaszlu.stres nieziemski-ja nie mogę skupić się na słuchaniu,przeszkadzam innym,tłumię kaszel i prawie mnie dusi.już miałam prosić o podanie ventolinu z torebk,ale mi przeszło.chociaż usłyszałam potem uwagę,że przeze mnie ktoś nie usłyszał odpowiedzi,której po pierwszym odsłuchaniu mu zabrakło

Odpowiedz
Gość 2010-12-13 o godz. 03:34
0

A ja wspominam bardzo kiepsko maturę.
O ile pisemne jeszcze w porządku (historię pisałam na podstawie tekstu źródłowego - o sarmatach, polskiego nie pamiętam), to ustne to jakaś porażka. Polonistka nas bardzo nie lubiła, czepiała się każdego słowa, trzeba było powiedzieć dokładnie, słowo w słowo tak, jak ona mówiła na lekcjach, w efekcie czego 3/4 klasy dostało 2= A klasa była humanistyczna... Ci z mat-fizu mieli na świadectwach maturalnych lepsze oceny z polskiego od humanistów - koniec świata!
Angielski pamiętam jak przez mgłę...
Nie, zdecydowanie nie chciałabym wrócić do tamtego okresu.

Odpowiedz
Gość 2010-12-13 o godz. 03:22
0

matura 2001.
polski - o moralnosci, na necie znalazlam temat: David Lawrence twierdził, że cała wielka literatura opowiada o moralności. Odwołując się do wybranych utworów, potwierdź ten pogląd lub podejmij z nim polemikę.
pisemnie tez zdawalam angielski.
oba pisemne na 5.
klasowa kujonka strzelila mega focha kiedy jej powiedzialam, ze dostalam to, co ona 8)
francuski ustny tez 5. oprocz pytan gramatycznych mialam pytanie o slang ;)
wspominam super. duuuuzo stresu, ale atmosfera cudna. ja chce jeszcze raz ;)

Odpowiedz
madzia 2010-12-13 o godz. 02:33
0

Matura- baardzo sympatycznie. jak zdawalam byla mozliwosc wyboru, wzielam stara ;). Na probnej pislalam nowa i dostalam 3 z polskiego bo nie bylam w stanie zmiescic sie w tak krotkim wypracowaniu;).
Z polskiego chyba pislalam to co Ania. Dziwne, ze juz nie pamietam... Utkwilo mi sie tylko to, ze wyjatkowo postanowilam podejsc do tematu powaznie ( w koncu matura zobowiazuje ;)) i rozpisac sobie oba tematy ( wiersza nie bralam pod uwage). Potem wpadlam w panike bo wyszlo mi,ze na kazdy temat napisze to samo ;). Po godzinie udalo mi sie wziac w garsc i podejsc do tego filozoficznie, skoro na kazdy temat napisze to samo to obojetnie ktory wybiore ;).
Pisemnie zdawalam tez biologie, ale bezstresowo. Jak zobaczylam arkusz, to juz zupelny luz bo byla ekologia, z ktorej mialam 3 miejsce w kraju.
Stracha mialam tylko przed ogloszeniem wynikow z polskiego bo poszla plotka, ze ktos zupelnie nie zrozumial tematu i napisal "obok" ( zaraz stanely mi przed oczami moje tematowe dylematy ).
Ustnie mialam francuski, zabawne to bylo o tyle, ze w komisji byla moja babka od francuskiego, jej maz- historyk , ktory w czasie egzaminu stal kolo okna i palil i inna nauczycielka, wychowanka rzeczonej francurzycy.De facto byla w komisji tylko owa francurzyca ;). Pamietam tylko, ze cos o jakis indianach musialam opowiadac ;).
Do matury sie specjalnie nie uczylam, uznalam, ze nie po to 4 lata do liceum chodze zeby jeszcze dodatkowo cos robic. Mature zdalam na 6,0 i uczyc zaczelam sie dopiero po bo moja szlachetna wychowawczyni stwierdzila, ze niewazne jak sie zdalo mature wazne jak pojdzie egzamin na studia ( w sumie racja, ale ze nigdy sie z nia nie lubilysmy odczytalam to jako zlosliwosc i na dobre mi wyszlo;) ).

Odpowiedz
Gość 2010-12-13 o godz. 02:28
0

Hmm.. moja matura przyszla w momencie, kiedy wlasnie skonczyl sie okres mojego mlodzienczego buntu.. w zwiazku z tym, niekoniecznie bylam na nia przygotowana, ale juz na tyle swiadoma konsekwencji, ze dzien w dzien 'przed' chodzilam w nerwach..
W sumie, choc nie poszlo mi najlepiej, to wspominam dobrze. Glownie anglik ustny, ktory, jako jedyny, zdalam spiewajaca..
Zla na siebie bylam pozniej, bo polski i historia to od zawsze byly moje ulubione przedmioty, a ja tak sobie to zepsulam przez hormony..

Fajnym momentem bylo otrzymanie od mojej mamy sciagi (byla w ekipie montujacej i roznoszacej kanapki) na polskim, 2 godziny po rozpoczeciu egazminu, i oczywiscie nie na moj temat.. za sciage dziekowala mi pozniej kolezanka z tylu, a mam rzecz jasna byla na mnie zla, ze tego tematu nie wybralam.. ;)

Odpowiedz
Gość 2010-12-13 o godz. 02:12
0

Ja wiem jedno, nie chciałabym znów jej przechodzić.
Ogólnie panikara jestem. Tego dnia pamietam łyknełam ziołowe tabl uspokajające i poszlam na j.polski. Obok mnie usiadł mój mąż. Podpowiadaliśmy sobie i jakoś było mi lżej.
Na matmie siedzieliśmy już daleko od siebie. Pamiętam,że rozwiązywałam sama zadania, po jakimś czasie doszły ściągi i co nie wiedziałam spisałam ze ściąg.
Ustna była mniej stresująca.

Odpowiedz
Gość 2010-12-13 o godz. 01:53
0

Ja maturę, jak i całe liceum, wspominam bardzo dobrze.

Miałam "na szczęście" cały zestaw maskotek z Kubusia P. i siedziałam w pierwszej ławce, więc załapałam się na zdjęcie do gazety ;)

Zdawałam polski, matmę dla matfizów i angielski podstawowy (na początku liceum trafiłam do grupy "angielski dla początkujących" w której zostałam do końca, bo nikt weryfikował naszego poziomu wiedzy, a ze było u mnie z tym językiem nie najgorzej nic a nic sie nie uczyłam).

Pamiętam też, że test na Polskim (jako jeden z tematów do wyboru była "nowa matura") dotyczył Sienkiewiczowskiej Trylogii i był ilustrowany fotosami z filmów. Na jednym z nich Michał Żebrowski jako Skrzetuski, a że miałyśmy wtedy w klasie mini fanklub Michasia, pokazywałyśmy sobie to zdjęcie ze śmiechem. Aż nas uspokajali ;) Ja pisałam wypracowanie (o tym jakie teksty kultury najlepiej charakteryzują XX wiek), z którego była średnio zadowolona (po 1h wywaliłam wszystko, co napisałam i zaczęłam od początku). Dobił mnie jeszcze nasz polonista, kiedy stwierdził, ze pewnie wszyscy pisali o wojnie i jemu już jest niedobrze na myśl o tych wszystkich dołujących pracach, które będzie musiał przeczytać. Oczywiście pisałam o wojnie (czytałam wtedy mnóstwo literatury wojennej i byłam pod jej ogromnym wrażeniem) a zakończyłam cytatem z Kazika 8). Dostałam 5, ale uważam, ze bardziej za całokształt, niż za to konkretne wypracowanie...
Na matmę poszłam z nastawieniem na 5. Po przeczytaniu zadań ogarnęła mnie panika, bo na żadne nie miałam pomysłu. Podeszłam do nauczycieli po tablice matematyczne. Moja matematyca zapytała jak mi idzie. Kiedy powiedziałam, ze mam pustkę w głowie tylko sie uśmiechnęła, a wiem, ze podpowiadała innym (jednej koleżance, kiedy wyszła z nią do kibelka, narysowała na ścianie swoim wielkim czerwonym pazurem rozwiązanie zadania z trygonometrii). W końcu sie odblokowałam i rozwiązałam 3 zadania, ale w jednym coś wymodziłam i dostałam 4. Potem przez 2 tygodnie uczyłam się tylko rachunku prawdopodobieństwa, bo poszła plotka, ze jest w każdym zestawie, a to była jedyna rzecz, która olałam.... Oczywiście w moim zestawie rachunku nie było.
Ustną matmę zdawałam z koleżanka, która była zagrożona i pani U. okropnie sie nad nią znęcała. CO nie powiedziała to wszystko źle, bez sensu i nie tak. Jak przyszłą moja kolej matematyczki zaczęły sobie gadać. Na tyle cicho, ze nie zwiedzałam o czym, ale dość głośno, żeby było słychać, ze gadają. Nie wiadomo, co robić, czekać, rozwiązywać te zadania na tablicy... Byłam strasznie zdenerwowana, zrobiłam prosiaczkowi dziurę w głowie i to mnie uratowało, bo uznały, ze gadam głupoty ze zdenerwowania, a nie z niewiedzy (miałam dowód do wyprowadzenia, nie pamiętałam jak rozpisać jakiś element. Były 2 opcje i po zastosowaniu obu ostateczny wynik wychodził dobry. Miałam 50% szans, wybrałam złą opcję, ale jak sie zorientowałam, ze jednak źle, szybko sie poprawiłam i dokończyłam już dobrze). Ponieważ mieliśmy dużą obsuwę czasową podziękowały mi w momencie, w którym nie miałam pojęcia co dalej z kolejnym zadaniem ;). Ostatecznie dostałam 4.
Na koniec był angielski. Ale to już luz. Zdawaliśmy przed naszym wychowawcą, który stworzył bardzo fajną atmosferę. Trochę pożartowaliśmy. Pamiętam, ze miałam tekst o smokach i kompletnie nie mogłam sobie przypomnieć, czy w Polsce są jakieś legendy o smokach lol.

A wiecie, co wspominam najlepiej: przygotowania do matury z matematyki. Ja leń jestem i wiedziałam, ze samodzielnie do niczego sie nie zmobilizuję, wiec namówiłam korepetytorkę mojej koleżanki, żebym mogła do nie przychodzić i rozwiązywać zadania. I tak przez cały semestr raz w tygodniu siedziałam u niej nad matmą. Dostawałam też dużo zadań domowych, które były sprawdzane, wiec mobilizacja była. 8) Super było! I czasami mi tego brakuje. Teraz pewnie żadnej całki bym nie obliczyła :(
Ech. Rozmarzyłam się...

Odpowiedz
zieleniack 2010-12-13 o godz. 01:29
0

Przypomniało mi się, ze jak wracałam z ustnego polskiego, to padał śnieg. To tak a propos kwitnących kasztanów lol

Odpowiedz
agna33 2010-12-13 o godz. 01:22
0

Szukalam w necie swoich tematow i nie widze...
Zdawalam polski, matme i angielski (stara matura). Generalnie straszny stres to byl dla mnie, ale milo wspominam same egzaminy.
Na polskim moja polonistka malo nie dostala zawalu serca jak po godzinie zmienilam temat i to na taki, ktorego nikt nie pisal :o Istnieje podejrzenie, ze bylo to pod wplywem tabletki uspokajajacej, ktora przepisala mi lekarta. Przez pierwsza godzne walczylam, zeby nie usnac. Pamietam, ze strasznie sie przestraszylam jak dzien po maturze omawiali wzorcowa odpowiedzi w radiu i ja w zadna z lektur nie trafilam :| Myslalam, ze nie zdam, a ja zawsze mialam bdb albo cel, a tu taka skucha! Wszystko bylo na szczescie ok., nawet podobno pozniejszym maturzystom moja praca byla czytana jako odbiegajaca od schematow;)
Matmy strasznie sie balam, chcialam zdawac angielski, ale dyrektorka mi powiedziala, ze dla mnie jednej komisji zwolywac nie bedzie i mam sie nie wyglupiac tylko pisac matme. Ogolnie spoko bylo, ale matematyczka moja mi obnizyla stopien, bo podalam sciagi innym. Byl taki moment, ze dyrektor podszedl do mnie i mowi: "Aga, chociazbys jakas kartke polozyla, bo siedzisz przy pustym stoliku" lol
Ustny angielski byl spoks;)

Odpowiedz
Małgoś 2010-12-13 o godz. 01:02
0

Polski - luuuuuz, zawsze lubiłam, byłam dobra, dużo czytałam, udzielałam się na polskim bardzo dużo, więc pewnie nawet gdybym bzdury napisała, to cztery lata ciężkiej pracy przynioslyby efekt ;). Na szczęście bzdur nie napisałam, więc 5 była uczciwa :).

Przed pisemną historią stresowalam się nieziemsko. Na maturze przeżyłam szok widząc pytania, żedne mi sie podeszło, w końcu wybrałam więc pracę z tekstem, nie obyło się też bez dyskretnego skorzystania z pomocy naukowych ;). Tak jak na polskim 5, więc z ustnego zwolniona :).

Angielski ustny wspominam bardzo fajnie, byłam dobrze przygotowana, a dzień przed zastosowałam pełen relaks, oglądałyśmy filmy z kuzynką, gadałyśmy o bzdurach i w ogóle zapomniałam, że następnego dnia matura. Na samym egzaminie stres niewielki, wiedziałam, że nieźle mi poszło, ale jak na ogłoszeniu wyników usłyszałam, że dostałam 6, nogi się z wrażenia pode mną ugięły (cóż, z angola byłam niezła, ale ogólnie w klasie było sporo osób na podobnym, a może i wyższym poziomie, wiec zaskoczenie było spore). Jakiś taki dobry dzień miałam, gadałam na egzaminie jak nakręcona, słowa się same znajdowały - i efekt był :).

Co mi się jeszcze z maturą kojarzy, to fakt, że przez całą 3 i 4 klasę kobitka, która uczyła nas rosyjskiego (byłam w klasie z rozszerzonym rosyjskim) dąsała się na mnie, że zdaję maturę z angielskiego, a nie z rosyjskiego :).

Odpowiedz
kkarutek 2010-12-13 o godz. 00:31
0

dla mnie matura to był ogromny stres i absolutnie nie byłam zadowolona ze swoich osiągnięć wypracowanie z polskiego wydawało mi się że napisałam ok (nie pamiętam tematu lol ), a polonistka postawiła mi 3+. Na pisemnym z niemieckiego coś skopałam (do dziś nie wiem co) i dostałam tylko 4. Na ustnej matmie dostałam takiego zaćmienia, że aż dyrektor starał się podpowiedzieć - byłam przekonana że nie zdałam i wyszłam z płaczem (a dyro, szkolny postrach, mnie dogonił i pocieszył). Na szczęście na polskim miałam ustawione pytanie więc paplałam jak najęta, a na ustnym niemieckim nie mieli szans mnie zagiąć więc sobie pogadałam z komisją po szwabsku :D
I chociaż egzaminy na studiach były niejednokrotnie duuużo trudniejsze, to matury nie chciałabym zdawać za diabła jeszcze raz
8)

Odpowiedz
Gość 2010-12-13 o godz. 00:15
0

ja mature wspominam bardzo milo.
zdawalam polski, matme i angielski.
z polskiego pamietam, ze pisalam tzw. wolny temat o motywie bohaterstwa w literaturze, filmie i sztukach teatralnych - przez godzine dumalam od czego zaczac a potem polecialo.
na matmie siedzialam chyba z 1,5 h z mysla, ze nie napisze bo nie kumam o co chodzi, potem sama zaczelam kombinowac i jak rozwiazalam 4 zadanie to dotarla do mnie sciaga, z ktorej wynikalo, ze kombinuje dobrze 8)
no ustne, to juz byl pikus a angielski mnjut.
sciag zero, poszlam na "pałe" z wiedza w glowie no i poszlo jak z platka

Odpowiedz
Samba 2010-12-13 o godz. 00:07
0

Ja też maturę wspominam miło.
Bardziej stresowałam się czy dostanę napad alergii w trakcie (jestem uczulona na wszelkie pyłki od małego) niż samymi egzaminami :D
Zdawałam polski, matme i angielski (stara matura).
Polskiego za bardzo nie pamiętam, ale pamiętam jak na matematyce pisemnej sprawdzałyśmy z koleżanką siedzącą przede mną (a przez całe LO ze mną w ławce) wyniki i bardzo się ucieszyłyśmy jak się okazało że wyszło nam tak samo - a potem okazało się że zrobiłyśmy ten sam błąd! Ale nie ściągałyśmy od siebie - po prostu przypadek :D
Jeszcze strasznie się śmiałam z kolegi z którym wchodziłam na ustny polski - miał ściągi w skarpetkach i strasznie dziwne ruchy robił żeby z nich skorzystać lol

Odpowiedz
Gość 2010-12-13 o godz. 00:06
0

Matura... to były czasy. Polski - OK, przez godzinę się zastanawiałam o czym pisac, bo każdy temat wydał mi się banalny. W końcu wzięłam się za bardzo szeroki: Motyw rozstania w literaturze. Bułka z masłem.

Pisemna z historii to był koszmar, bo mnie moje panie historia interesuje do 1795 roku. I jedyny temat z tego okresu dotyczył Bałtyku. Dostałam 4, więc czekała mnie ustna. I tu był luz - jedno pytanie z Kościuszki, a drugie z historii sztuki. :D

Fajnie było. I ten piękny maj i kasztany, które zaczęły kwitnąć dopiero po pisemnych. ;)

Odpowiedz
Julies 2010-12-12 o godz. 22:21
0

ja z polskiego pisałam na taki temat:

"Łatwiej przeniknąć świat niż samego siebie" (Carl G. Jung).Przedstaw portrety bohaterów, którzy w trudnych sytuacjach odkrywali mikrokosmos swojej psychiki.

i 5 dostalam 8)
matma 6 i z tej racji ustnie zdawalam tylko jezyk rosyjski. I nauczycielka ktora mnie dreczyla 4 lata powiedziala mi na maturze, ze z wielka przyjemnoscia stawia mi 5 bo przez te 4 lata na to zasluzylam. Oj opadla mi szczeka, opadla... ;) A dyrektorka zasnela jak odpowiadalam lol

Odpowiedz
zieleniack 2010-12-12 o godz. 22:20
0

Maturę wspominam bardzo źle.
Trochę pisałam już o tym w temacie o maturach: http://forum.styl.fm/s2/viewtopic.php?t=65930&start=45 , o nowej maturze z polskiego

Jestem tym rocznikiem reformowym i testują na nas różne głupoty od podstawówki po uniwersytet. Pierwsza nowa matura to był straszny bajzel. Wspominałam chyba, że dostaliśmy lektury, z których jedna do programu weszła przed maturą i nie zdązyliśmy omówić.. poza tym przygotowywanie prezentacji z polskiego zajęło mi chyba więcej czasu, niż nauka do innych przedmiotów, podczas, gdy ta prezentacja w ogóle nie liczyła się na studia...

W ogóle okres maturalny to był dla mnie okres bardzo zły z powodów osobistych - przede wszystkim. Nie mogę powiedziec, abym uczyła się dużo więcej ponad naukę na poszczególne lekcje. Byłam przemęczona nauką codzienną oraz własnymi problemami:( Między ustnymi (które były pierwsze), a pisemnymi rzucił mnie chłopak :x z którym długo wcześniej już się nie układało. Wydaje mi sie, ze to mówi samo za siebie :// Zarówno nauka, jak i już pisanie matury mi nie szło, bo nie miałam psychicznie siły. Pamiętam jak dziś, ze siedziałam nad pracą na sali i co jakiś czas myśli odbiegały mi zupełnie od tej kartki i zadan. ble... Kiedy dziś o tym myślę, przeklinam swoją głupotę z tamtych czasów i zal mi tamtej dziewczyny, którą wtedy byłam...

Zdawałam wszystko na poziomie podst i rozszerzonym: angielski, matematykę, biologię, polski. Ustne poszły mi super (95%), za to pisemne..:// o polskim wspominałam. Na biologii uratowąło mnie to, że po 3 latach w biolchemie umiałam myśleć "po biologicznemu" i częśc zadań rozwiązałam, "po biologicznemu" kombinując. Troszke więcej wiedzy i bym zdała bardzo dobrze, a tak to niecałe 80% z obu.. Matma-tragedia. Podstawowa w miare ok, jak biologia, za to rozszerzona... czarna magia. Nigdy nie lubiłam matmy. I chodziłam do klasy o profilu podstawowym. Zdawałam to tylko po to, aby mieć na studia. I zawaliłam kompletnie, ale pamiętam, że wtedy średnia wyników tego testu była bardzo niziutka... Jedynie pisemny angielski poszedł mi "na 5" i efektem tego jest, iż jestem na studiach o profilu angielskim:) Najśnieszniejsze jest to, ze do angola sie nie przygotowywałam dodatkowo, uczyłam sie od gimnazjum na kursie i od 5 kl podst w szkole i to mi wystarczyło.

Pamiętam jedną śmieszną, ale i stresującą rzecz z matury z angola;D wcześniej uczono nas, ze dostaniemy kartke, na ktorej bedzie miejsce, aby zrobic notatki do speecha. Dostałam kartke z zadaniami, zaczelam na niej pisac... dopiero, gdy napisałam, zorientowałam się, ze obok leżą jakies brudnopisowe kartki.... poszłam z tą moją kartką do komisji, a komisja "O Boże!!!!" - okaząało się, ze popisałam nie tą kartkę co trzeba i co za tym idzie, zniszczyłam im zestaw zadań lol lol Byłam wtedy święcie przekonana, ze jestem z góry oblana za zniszczenie kuratoryjnego mienia. 8) ;D

Odpowiedz
Gość 2010-12-12 o godz. 22:16
0

ja wspominam tak sobie :D
dostałam z matmy 3 a zrobiłam wszystkie zadania, matematyca mnie nie lubiła. Z polskiego na ustnym miałam blokadę, nic nie umiałam z siebie wydusić, ale zdałam i dostałam się na polonistykę z trzecią lokatą a było 4 osoby na jedno miejsce.
Ogólnie teraz bym się lepiej przygotowała, trochę za mało z siebie dałam tak się oceniam z perspektywy czasu więc ogólna ocena tak sobie:)

Odpowiedz
madziula 22 2010-12-12 o godz. 21:58
0

Ja zdawałam polski, rosyjski i geografię.

Odpowiedz
madziula 22 2010-12-12 o godz. 21:57
0

Wspominam dobrze, z sentymentem, ale tak samo dobrze pamiętam swój stres, i myśli typu "co będzie jak nie zdam" 8)
A kasztany kwitły...
Poza tym, moja matura kojarzy mi się z moją pierwszą ,"dorosłą" miłością...

Odpowiedz
Gość 2010-12-12 o godz. 21:55
0

Nie lubiłam swojego liceum i uczących w nim nauczycieli.
Sama maturę wspominam mało przyjemnie i był to dla mniespory stres.
Zresztą bardzo źle psychicznie znoszę wieksze i poważniejsze egzaminy.

Zdawałam polski, biologię i niemiecki.

Z polskiego praca napisana "cycuś glancuś" nawiązywałam do lektur niebowiazkowych itp. Liczyłam na 5. Niestety dostałam 4. Polonistka skomentowała to w taki sposób: "Cóz praca była na 5, ale żebys w piórka nie obrosła postawiłam 4..."

Pisałam na temat "Zwycięzcy i pokonani. Do losów których bohaterów literackich odniósłbyś te określenia?"

Odpowiedz
Gość 2010-12-12 o godz. 21:50
0

Mój P. pisał z kolei o maskach w życiu bohaterów literackich. No i puszył się jak paw, bo użył jednego cytatu: "Jam nie Babinicz, jam Kmicic" :D

Odpowiedz
poohatka 2010-12-12 o godz. 21:44
0

hihi, znalazłam nasze tematy z polskiego - ja pisałam to, co większość maturzystów: Wstrząsające wydarzenia życiowe odkrywają w ludziach prawdziwe osobowości, rodzą nowe postwy(J.J. Szczepański). Motyw przemiany bohatera literackiego w ujęciu różnych epok. Z tego co pamiętam to bodajże na wstępnym do LO (albo na próbnej maturze... :| ) pisałam coś około Tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono lol A na maturze pamietam jaka byłam dumna jak mogłam wpleść w pracę film Orlando - przed maturą wypożyczałam rózne filmy, głównie ekranizacje Szekspira, to się też trafiło jakoś przy okazji 8)

Odpowiedz
karola78 2010-12-12 o godz. 21:42
0

Matura i cała szkoła średnia, to kiepski okres. Doszłam do klasy jakoś w połowie szkoły średniej i tam nie przypasowałam. Klasa humaniczna, a mi zdecydowanie lepiej było w przedmiotach ścisłych.
Na pisemnym polskim tematy mi nie podeszły, myślałam, że nie zdam. A na ustnym wybrałam takie tematy, że najlepsze osoby z polskiego złapały się za głowę. Cieszę się, że to już za mną i nigdy nie będę musiała powatarzać tego etapu w życiu. MATURA BLEEEE

Odpowiedz
ola78 2010-12-12 o godz. 21:38
0

dla mnie to był okropny stres
w zyciu nie chciałabym jeszcze raz przez to przejść

najgorzej było na pisemnej biologii... w żaden temat nie trafiłam, ani minimalną wiedzą, ani ściągami. pisałam obok tematu i dostałam mierną

Odpowiedz
poohatka 2010-12-12 o godz. 21:33
0

Ja zdawałam wtedy kiedy można było wybrać, czy zdaje sie starą czy nową. I do końca życia będę dziękować Bogu że mogłam pisać starą. lol Jak słucham o tych nowych to mam gęsią skórkę. Przeogromnie cieszyłam się z tego, że jak się pisemne zdało na 5 to można było ustnych nie zdawać. Polski pisałam na maksymalnym luzie, pamiętam że pożarłam prawie cały dostarczony prowiant i wgapiałam się w sufit i okna myśląc nad pracą. Za to na matematyce miałam niezłego stresa, pół godziny przed końcem nie mogłam znaleźć "haczyka" w do trzeciego zadania, cała latałam z nerwów. ale na szczęście kumpel z klasy (11 lat w jednej klasie lol ) siedział obok i szepnął: "policz najpierw dla pierwszego okresu" ;) (było to równianie trygonometryczne, zapamiętam na zawsze)... Potem dzień przed oficjalnymi wynikami napastowaliśmy nauczycieli o wyniki - jest piątka czy nie, są sutne czy nie? Na szczęście się udało. Potem został tylko ustny angielski, ale to właściwie była formalność... Jako że byłam ostatnią osobą zdającą angielski z naszej klasy, znudziłam się czekaniem i poszłam w międzyczasie do fryzjera lol A na egzaminie nawet nie dali mi skończyć - dopiero się rozkręcałam, a oni mi podziękowali ;)

Jak teraz na to patrzę to mam ochotę zagryźć każdego kto wmawiał mi, jakie to wielkie i poważne wydarzenie - naprawdę, na studiach właściwie każda sesja jest gorsza od matury ;)

Odpowiedz
Gość 2010-12-12 o godz. 21:32
0

Polski luz, bo w 8 czy 9 lawce, więc od razu odeszlo trochę nerwów.
Drugiego dnia jako jedyna w calej szkole zdawalam pisemną geografię (to byl pierwszy rok kiedy można bylo) i siedzialam na 1 lawce. Mnie tam bylo obojętnie, bo ściągać i tak nie mialabym od kogo lol poza tym z tylu siedziala "matematyka" i slychać bylo jeden wielki szum, więc cieszylam się, bo mialam spokój.

Ustny z polskiego byl dla mnie bardzo stresujący, bo wchodzilam jako 3 czyli jakoś o 8:15 i sama sorka po mnie przyszla do klasy obok.

Geografii ustnej nie zdawalam, bo dostalam 5, ale musialam być i podsluchiwalam dokonań koleżanek. Najbardziej się uśmialam jak koleżanka usilnie naprowadzana przez nauczycielkę w temacie "ryby slodkowodne w Polsce" na pytanie "co jesz na Wigilię" powiedziala "rybę po grecku" lol

Ostatni byl niemiecki, ale tu się czulam pewnie, więc zero stresu.

Odpowiedz
Gość 2010-12-12 o godz. 21:30
0

Moje pytanie z polskiego:
Życie ludzkie jest mieszanką szaleństwa i rozsądku. Wskaż, w jakim stopniu wpływały one na postępowanie wybranych bohaterów literackich.

Odpowiedz
Gość 2010-12-12 o godz. 21:21
0

To były czasy... 8) Jutro minie chyba 11 lat od pierwszego egzaminu - z polskiego. Następnego dnia był pisemny angielski, a parę dni później ustny francuski - poszło szybko i niespodziewanie bezboleśnie lol Wspominam to bardzo fajnie, dużo lepiej niż 4 długie lata nauki w LO...

Odpowiedz
Alix 2010-12-12 o godz. 21:19
0

Ja mam wielka czrną plamę. Potwornie się stresowałam. Same egzaminy były przyjemnie, szczegónie ustne - angielski, polski i historia. Pisemne mniej przyjemne, ale w sumie źle nie było. Pamiętam taką ścianę kasztanowych liści na stole komisji ;) Ale jakoś najbardziej wbiły mi się w pamięć momenty dramatyczne... Cała nasza klasa siedziała w jednej sali, my, zdający historię, dostaliśmy karty jako przeostatni. Rozdają karty - geografia. Ludzie w płacz. Biologia, ludzie w jeszcze większy płacz. Jak ja sie wtedy koszmarnie denerwowałam!!!!

Odpowiedz
Leteecia 2010-12-12 o godz. 21:16
0

Wspominam... z szerokim uśmiechem :D Zwłaszcza kolegę, który najadł się tyle tabletek na uspokojenie, że na j. polskim... na godzinę zasnął lol Zorientowaliśmy się dopiero jak spadł z krzesła ;)

Zdawałam z polskiego, matmy i angielskiego. Za każdym razem losowałam pierwszą ławkę (ale atmosfera była fajna więc jakoś nie robiło to na mnie wrażenia), ale moja psiapsióła losowała miejsce obok. Wszyscy myśleli, że to jakiś szwindel, a po prostu tak wyszło.

Zawsze się dziwiłam mamie jak może nie pamiętać pytań z matury. A tu proszę... minęło 7 lat i sama nic nie pamiętam. Poza jednym pytaniem z ustnego polskiego - poleceniem ułożenia i interpretacji ogłoszenia o sprzedaży .. kolorowych papug lol Nie mam pojęcia kto takie pytanie wymyślił, ale wszyscy składali się ze śmiechu jak tańcowałam po sali udając skrzeczącego ptaka 8)

Odpowiedz
Doosia 2010-12-12 o godz. 21:15
0

pisemne w miarę znośnie - na angielskim babka nam podyktowała odpowiedzi do kilku zadań testowych, żeby podnieść poziom 8), ale i tak główna punktacja była za wypracowanie... wrrr.

na ustnym z histori (zdawałam w sali biologicznej) było śmiesznie - z klatki uciekły myszoskoczki i biegały sobie po podłodze :) babka od historii wskoczyła na krzesło i zaczęła się drzeć... :D :D a ja pozbierałam te zwierzaczki (i chyba tylko dlatego zdałam historię ;) )

Odpowiedz
Gość 2010-12-12 o godz. 21:15
0

też pozytywnie i z rożewnieniem.
stara matura, polski na 4+, więc musiałam zdawać ustny, ale jakos tak się nie bałam specjalnie. Niemiecki wystarczył pisemny, a anglika ustnego zdałam z palcem w nosie lol
było jakoś tak miło i sympatycznie, nauczyciele tworzyli przyjazną atmosferę :)
pamiętam jak wzruszyłam się na pisemnym niemieckim, kiedy to moja pani profesor, która przez 4 lata - 6 godzin w tgodniu mówiła do mnie 'Aleksandra", podeszła do mnie i spytała: "Oleńko, czy nie jesteś głodna, może chcesz banana"? Normalnie pozytywny szok i wzruszenie :)

ech, słońce, kasztany... młodość... bardzo miłe wspomnienia :D

Odpowiedz
Gość 2010-12-12 o godz. 21:12
0

Zdawałam w 1998 roku. Pisemnie i ustnie polski i angielski to był pikuś, tylko stres mnie "rozwalał". Za to ustną historię mało nie oblałam bo choć dostałam pytania, które umiałam, doznałam jakiegos szoku i nic wydusic z siebie nie mogłam. To były cudne czasy jeśli chodzi o znajomych i życie towarzyskie i przyjaźń z tego okresu trwa do dziś ale stres był przeogromny.
I pamiętam kolejki i walki do kartki z ogłoszonymi wynikami :)

Odpowiedz
Gość 2010-12-12 o godz. 21:08
0

To do mnie dyrektor podszedł i kazał dyskretniej ściągi rozdawać ;) A na koniec dostałam od niego pomarańczę :)

Odpowiedz
Julies 2010-12-12 o godz. 21:06
0

ach piekne to byly czasy. na matmie tez siedzialam jakos w pierwszej czy w drugiej ławce, a ze dobra z matmy byłam to pisałam sciagi i puszczalam do tyłu. wrociły z haslem "dziekuje" - mam je do dzis lol

a potem dyrektorka mnie chciala wyrzucic z sali bo podniosłam reke do gory zeby wlosy poprawic...a ta mysla ze sciage rzucam. No ale pani z ministrerstwa czy innego ustrojstwa z nia wtedy szła wiec pewnie sie chciała popisac lol

moglabym jeszcze raz 8)

Odpowiedz
Gość 2010-12-12 o godz. 21:00
0

Ja też miło. :) To była jeszcze ta stara matura. ;)

Zdawałam matematykę i siedziałam na egzaminie przy biurku z komisją, w której zasiadał pan dyrektor, który podzielił się ze mną kanapką. lol

Miło było, ja się chyba jakoś bardzo nie stresowałam nawet. Bałam się bardzo ustnych, ale wtedy było tak, że jak się zdało na piątki, to do ustnych się nie przystępowało i mi się udało. :P

Bardziej mnie stresowały egzaminy na studia.

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie