Pytania

  • Gość 2010-10-20 o godz. 02:44, odsłony: 4835

    Jak wygląda matka idealna?

    W ostatnim rozdziale książki Lisie Eliot „Co tam się dzieje? Jak rozwija się mózg i umysł w pierwszych latach życia”, autorka - pół żartem pół serio -kreśli wizerunek matki idealnej, czyli takiej której dziecko ma szansę stać się - cytuję: „najwspanialszym człowiekiem, jaki kiedykolwiek stąpał po ziemi”. Oto jaka powinna być matka idealna:Zaczęłaby dbać o dziecko jeszcze przed jego poczęciem, uzupełniając swoje rezerwy kwasu foliowego i oczyszczając swój organizm ze wszelkich, nawet lekko podejrzanych związków chemicznychBędąc już w ciąży nie tknęłaby ani kropli alkoholu,nigdy też nie nalałby własnoręcznie benzyny do samochoduNie spałaby krócej niż 8 godzin na dobę i unikałaby najdrobniejszego nawet stresuMiałaby idealny, nieskomplikowany poród, bez użycia jakichkolwiek środków znieczulającychKarmiłaby dziecko piersią od chwili urodzenia do czasu, gdy nauczyłoby się siadać na nocnikWiedziałaby dokładnie jak stymulować dziecko i jednocześnie jak unikać nadmiernej stymulacjiKażdego dnia bawiłaby się z dzieckiem przez wiele godzin:śpiewając mu, mówiąc do niego, pieszcząc je,masując, ćwicząc jego mięśnie, czytając mu, pokazując różne rodzaje zabawek oraz jak działają różne fascynujące przedmiotyNigdy – nawet na pół godziny -nie zostawiłaby go samego w łóżeczku czy leżaczkuJej dom byłby oczyszczony ze wszystkich potencjalnie zagrażających przedmiotów, aby dziecko mogło swobodnie badać wszystkie jego zakamarki rzadko słysząc „nie wolno”Brałaby je na różne wyprawy poza domem, poświęcając mu całą uwagę i nie irytowałby się gdyby dziecko w aptece zrzuciło wszystkie witaminy z półek lub głośno domagało się ciastek w sklepie spożywczymZapoznałaby je z innymi dziećmi , które miałyby tak samo idealne matki i z ochotą porządkowała bałagan po każdej z nimi zabawieZapisałaby je w wieku 3 lat na lekcje pianina (tenisa, francuskiego, pływania, malowania, gry na skrzypach, obsługi komputera, hiszpańskiego, gimnastyki), ćwicząc sama, aby dać mu dobry przykładGdyby dziecko nie wykazało zainteresowania kursem bez żalu pogodziłaby się ze stratą wniesionej za 10 miesięcy z góry opłatyZapisałaby je do doskonałego przedszkola, a w czasie gdy by tam przebywało przeglądałaby najnowsze książki na temat wychowania dzieci, przygotowując dla niego nowe i interesujące zajęcia edukacyjneI oczywiście nie robiłaby tego wszystkiego sama: miałaby stale u boku idealnego małżonka, tak samo kochającego, stymulującego i uczącego dziecko na każdym krokuNo i jak?lollolCzy któraś z was zbliża się do ideału??Czy warto w ogóle do ideału dążyć? Czy lepiej poprzestać na byciu matką „wystarczająco dobrą” ?Gdzie leży granica miedzy matką idealną a matką „wystarczająco dobrą’? A gdzie jest granica między matką dobrą i matką złą?Czy miewacie wyrzuty sumienia w odniesieniu do swojego stylu opieki nad dzieckiem? Czy uważacie, że coś powinniście zamienić, czy wręcz przeciwnie?Zapraszam do dyskusji8)

    Odpowiedzi (117)
    Ciężarówki i Mamuśki :: Nasze maluchy Ostatnia odpowiedź: 2010-11-04, 20:49:52
    Tagi: ,
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
Najnowsze / Najstarsze
Gość 2010-10-20 o godz. 03:44 0

lady_of_avalon napisał(a):
Zapisałaby je w wieku 3 lat na lekcje pianina (tenisa, francuskiego, pływania, malowania, gry na skrzypach, obsługi komputera, hiszpańskiego, gimnastyki)

to dla mnie nic z idealem nie ma wspolnego

raczej z wygorowanymi ambicjami

Odpowiedz
m. 2010-10-20 o godz. 03:49 0

Po pierwszym punkcie i początku drugiego zaczęłam się obawiać, ale na szczęście daleko mi ;)

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 04:05 0

Na szczęście każdy ma swoje jakies tam ideały.
Dla mnie powyższy opis jest z deka przesadzony.
Uff, daleko mi do wielu z tych opisów i nie czuję się wyrodną matką z tego powodu.

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 04:07 0

Cyborg nie matka idealna 8)

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 04:16 0

Carrie napisał(a):Cyborg nie matka idealna 8)
uśmiechnięty cyborg-goryl 8)

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 04:18 0

upta1 napisał(a):Carrie napisał(a):Cyborg nie matka idealna 8)
uśmiechnięty cyborg-goryl 8)

lol

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 04:18 0

lady_of_avalon napisał(a):Nigdy – nawet na pół godziny -nie zostawiłaby go samego w łóżeczku czy leżaczku
ten punkt wydaje mi sie wrecz szkodliwy. umiejetnosc zajecia sie soba samym (przez rozsadny w stosunku do wieku czas) to tez wazna umiejetnosc.

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 04:26 0

Shiadhal napisał(a):lady_of_avalon napisał(a):Nigdy – nawet na pół godziny -nie zostawiłaby go samego w łóżeczku czy leżaczku
ten punkt wydaje mi sie wrecz szkodliwy. umiejetnosc zajecia sie soba samym (przez rozsadny w stosunku do wieku czas) to tez wazna umiejetnosc.

A w jakim wieku należy zacząc ją trenowac? Jeśli dziecko jest na etapie leżaczka lub pacyfikowania w łóżeczku - cóż, pół godziny dla niego to wiecznośc.

Niestety, poród miałam z komplikacjami - kurczę, taki pech, a byłabym idealna ;)
Uważam, że do tego ideału warto dążyc. Ja się staram w każdym razie - i tak, mam potwornego doła, kiedy czasem jestem zbyt zmęczona i mało kreatywna, żeby coś nowego i twórczego wymyślic do zabawy.

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 04:57 0

Madeleine, Mloda z lozeczka do doroslego lozka wyprowadzilam w wieku 17 miesiecy i jak wynika ze stosownego watku, baaardzo wczesnie to zrobilam.

no i tez zalezy jak rozumiec 'zostawianie samemu'. odebralam to jako 'niedostarczanie super aktywnie rozrywek' a nie jako 'zamkniecie w odosobnieniu'.

no i ogolnie o ile z poszczegolnymi punktami w bardzo roznym zakresie sie zgadzam - o tyle z cala filozofia nijak.

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 05:27 0

Shiadhal napisał(a):no i tez zalezy jak rozumiec 'zostawianie samemu'. odebralam to jako 'niedostarczanie super aktywnie rozrywek' a nie jako 'zamkniecie w odosobnieniu'.
OK, ja odczytałam ten postulat jako "niedostarczanie szczególnych rozrywek", bez tego "super aktywnie", co więcej pod tytułem: "siedz tu i mi nie przeszkadzaj teraz".
W jakim wieku przeciętne dziecko jest w stanie zając się pół godziny sobą (zwłaszcza, kiedy wie, że mama teraz jest zajęta)?

Shiadhal napisał(a):no i ogolnie o ile z poszczegolnymi punktami w bardzo roznym zakresie sie zgadzam - o tyle z cala filozofia nijak.A czemu nie?

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 05:29 0

Shiad - o przenoszeniu do łózeczka nic akurat w tej książce nie ma, więc troszkę nie na temat ta uwaga (aczkolwiek wiem oczywiście do czego pijesz) ;) No i ciekawa jestem jaka jest twoja filizofia skoro z tą się nie zgadzasz?

IMO w sumie temu ideałowi nie da się nic zarzucić, ale dla pracującej mamy musi chyba pozostać jedynie powodującym kompleksy i nieogsiąglanym celem c.... Ja akurat mojego dziecka samemu w sobie nawet na 2 minuty nie pozstawiam, ale nie dlatego, że to dla niego szkodliwe, ale dlatego, ze on się nie da po prostu zostawić Jakby był typem dziecka które potrafi lezec pół godziny w łóczeku i samo się soba zając to na pewno bym go zostawiała

W kompleksy i poczucie winy wpędza mnie jeszcze mama - po pedagogice i z wieloletnim doświadczeniem w pracy z małymi dziecmi - która zawsze wymyśli cikawsze i bardziej rozwijace zabawy dla wnuczka niz ja :|

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 05:44 0

Najbardziej podoba mi się ten fragment 8)

lady_of_avalon napisał(a): Brałaby je na różne wyprawy poza domem, poświęcając mu całą uwagę i nie irytowałby się gdyby dziecko w aptece zrzuciło wszystkie witaminy z półek lub głośno domagało się ciastek w sklepie spożywczym
Zapoznałaby je z innymi dziećmi , które miałyby tak samo idealne matki i z ochotą porządkowała bałagan po każdej z nimi zabawie

Zwłaszcza te inne idealne matki - narzuca mi się wizja hordy stepfordzkich żon, nie wiem czemu 8)

Zastanawiam się też, jak osiągnąć punkt ostatni 8)

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 05:46 0

Madeleine, nie mam pojecia, w jakim przecietnie. moje przy dostarczaniu rozrywek w miare machinalnie potrafi spokojnie (nie zawsze chce). fakt, ze nie w lozeczku ;)

no ale OK, zgadzam sie, ze w stosunku do malego niemowlaka - ktory to obraz mogl nasunac fragment o lezaczku - pol godziny to przesada (szczegolnie jesli inspirowana przez rodzica).

lady_of_avalon, no ja o przenoszeniu napisalam tylko odnosnie tego, ze wcale nie takie malenkie dziecko mozna wsadzic do lozeczka z zabawkami.

filozofie tego, co wkleilas, odczytuje jako 'wszystko powinno sie krecic wokol dziecka'. na 15 punktow nie ma ani jednego odnosnie zadbania o siebie (inaczej niz jako o srodowisko zycia dziecka przed jego urodzeniem), o malzenstwo czy o kogokolwiek innego (rodzenstwo czyzby?).

i z taka filozofia sie nie zgadzam.

dziecko nie jest dla mnie najwazniejsze. ani ja sama (przynajmniej w teorii - z egoizmem w praktyce natomiast staram sie walczyc). ani maz. jak juz, to blizej szczytowych pozycji w hierarchii wartosci mam nasza rodzine jako calosc. oczywiscie z uwzglednieniem tego, ze dziecko, szczegolnie male, z natury swojej ma wiecej / wieksze / bardziej 'natychmiastowe' potrzeby - ale bez ignorowania, ze inne osoby tez moga miec potrzeby normalne i ludzkie.

moze znowu na przykladzie - dlaczego idealnej matce nie wolno sie zirytowac, kiedy dziecko robi cos denerwujacego / szkodliwego (nawet, jesli nie rozumie, ze tak jest)? nie mowie - zirytowac i dac po pupie czy nawrzeszczec - ale dlaczego negatywny ma byc schemat irytacja -> 3 glebokie wdechy -> uspokojenie, albo irytacja -> stanowcze wytlumaczenie maluchowi, ze jednak rozrzucanie tych witamin z przykladu nie jest dobrym pomyslem i dlaczego? bo tak jest bardziej cukierkowo? a gdzie dziecko ma sie nauczyc radzenia sobie z wlasnymi i cudzymi negatywnymi emocjami, jak nie w domu - juz nawet abstrahujac od tego, ze dlaczego niby matka powinna polowe swojej psychiki skrzetnie udeptac w jakims niewidocznym kaciku?

i to nie znaczy, ze - wpadajac w odchyl w druga strone - jestem wielka fanka usamodzielniania na sile i opedzania sie od dziecka az nie zrobi awantury. nie jestem. gdzies pomiedzy tymi skrajnosciami widze rozsadne - w moim prywatnym odczuciu - podejscie.

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 05:48 0

Willow napisał(a):
Zastanawiam się też, jak osiągnąć punkt ostatni 8)

phi ja osiągnęłam ;) poprzednie punkty absolutnie nie tyczą się matki bliźniąt :P ;)

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 05:50 0

Willow napisał(a):Zastanawiam się też, jak osiągnąć punkt ostatni
jak to jak? odziedziczyc wieeeelki majatek :D

no ale celowo odbiegam od mozliwosci praktyczno-ekonomicznych, bo i samej idei mam co-nieco do zarzucenia.

Odpowiedz
Alma_ 2010-10-20 o godz. 05:59 0

Ja nie matka co prawda, ale... nie macie wrażenia, że te pierwsze punkty jakieś łatwiejsze są?
Większość doba o siebie z ciąży, nie pali, planuje karmić piersią nawet gdyby musiała przy tym sama nie jeść prawie nic, a potem... zaczynają się schody ;)

Z czego to wynika, jak myślicie?
Ciąża jest prostsza niż obsługa niemowlaka, a im dalej, tym stopień komplikacji rośnie?
Czy może po prostu zapał się wyczerpuje i dopada nas skrzecząca rzeczywistość?

Pytanie nie powinno chyba brzmieć "czy", tylko "jak długo" ;)

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 06:00 0

Aga napisał(a):Willow napisał(a):
Zastanawiam się też, jak osiągnąć punkt ostatni 8)

phi ja osiągnęłam ;) poprzednie punkty absolutnie nie tyczą się matki bliźniąt :P ;)

No wiesz - nie chwaliłaś się, że wygrałaś w totka :P

Tyczą się podwójnie, moja droga 8) lol

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 06:01 0

Shiad, ja pytam, bo moje dziecko takie nie jest. Potrafi się samo sobą zając - na placu zabaw. W domu - nie. Albo inaczej: może i ono uważa, że się sobą zajmuje, ale ja jakoś wolę miec je na oku ze względu na charakter zabaw. Owszem, czasem bawi się sam, a ja w tym czasie staram się zrobic makijaż/ odkurzyc/ powiesic pranie - ale te 5-10 minut czasu, które potrzebuję, i tak jest okraszone kilkoma przytulankami, poczytaniem książeczki, ściągnięciem z kanapy, utuleniem łez z powodu ściągnięcia z kanapy itp.
Pewnie, mogłabym go spacyfikowac w łóżeczku i nie reagowac na jego pewny płacz. Tylko po co?

Shiadhal napisał(a):na 15 punktow nie ma ani jednego odnosnie zadbania o siebie
Hola, ale my tu nie rozmawiamy o człowieku idealnym, tylko najlepszej matce dla dzieka - czyli jaka powinna byc matka idealna nie z punktu widzenia jej życia (czy życia rodziny/ społeczeństwa) całościowo, tylko z perspektywy dziecka, i to małego.

Perspektywa interesów rodziny nie wyklucza przecież, że w pewnym momencie najważniejsze jest dziecko - ale że pózniej to się może przecież zmienic.

idealna matka napisał(a):nie irytowałaby się gdyby dziecko w aptece zrzuciło wszystkie witaminy z półek lub głośno domagało się ciastek w sklepie spożywczymSerio, czym tu się irytowac?

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 06:05 0

Alma_ napisał(a):Ciąża jest prostsza niż obsługa niemowlaka, a im dalej, tym stopień komplikacji rośnie?
Czy może po prostu zapał się wyczerpuje i dopada nas skrzecząca rzeczywistość?

Alma, ale serio pytasz, czy ciąża jest prostsza niż obsługa niemowlaka? Bo chyba odpowiedź może być tylko jedna ;)
Rzeczywistość wcale nie musi być skrzecząca - wystarczy, że będzie inna niż ciążowe wyobrażenia, choćby najbardziej realistyczne. Poza tym, jestem zdania, że nidgy nie jest się do końca gotowym na zmiany, jakie dziecko wprowadza w nasze życie. Bo dopóki się nie pojawi, nie jesteś w stanie wyobrazić sobie tych zmian całościowo, na każdej płaszczyźnie, zawsze coś tam cię zaskoczy.

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 06:06 0

Willow napisał(a):Aga napisał(a):Willow napisał(a):
Zastanawiam się też, jak osiągnąć punkt ostatni 8)

phi ja osiągnęłam ;) poprzednie punkty absolutnie nie tyczą się matki bliźniąt :P ;)

No wiesz - nie chwaliłaś się, że wygrałaś w totka :P

Tyczą się podwójnie, moja droga 8) lol

I oczywiście nie robiłaby tego wszystkiego sama: miałaby stale u boku idealnego małżonka, tak samo kochającego, stymulującego i uczącego dziecko na każdym kroku
do tego idealnego małżonka nie jest mi potrzebny totek :P

jeśli ma się tyczyć podwójnie to oznacza, że jestem podwójnie idealna :D chyba zacznę się lansować jak Doda ;) samoocena rośnie ;)

Mad ja naprawdę chciałabym Cię zobaczyc w tej aptece ;)

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 06:07 0

Alma_ napisał(a):Z czego to wynika, jak myślicie?
Ciąża jest prostsza niż obsługa niemowlaka, a im dalej, tym stopień komplikacji rośnie?
Czy może po prostu zapał się wyczerpuje i dopada nas skrzecząca rzeczywistość?

Pytanie nie powinno chyba brzmieć "czy", tylko "jak długo" ;)

Myślę, że jednak "czy" - przynajmniej taką mam nadzieję.

A co do wynikania - pewnie i jedno, i drugie.

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 06:08 0

Aga napisał(a):Mad ja naprawdę chciałabym Cię zobaczyc w tej aptece ;)
A może byc sklep spożywczy? Sytuacja z dzisiaj, Pitu i regał z gazetami oraz jedzeniem dla zwierząt. Pełen luz 8)

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 06:09 0

Madeleine napisał(a):Aga napisał(a):Mad ja naprawdę chciałabym Cię zobaczyc w tej aptece ;)
A może byc sklep spożywczy? Sytuacja z dzisiaj, Pitu i regał z gazetami oraz jedzeniem dla zwierząt. Pełen luz 8)

rozumiem było ciekawie ;) wiesz ja zawsze patrzę razy 2 i to w dwóch różnych końcach sklepu i wtedy zastanawiam się czy moja cierpliwość to wytrzyma :P

Odpowiedz
Alma_ 2010-10-20 o godz. 06:12 0

Willow napisał(a):Alma_ napisał(a):Ciąża jest prostsza niż obsługa niemowlaka, a im dalej, tym stopień komplikacji rośnie?
Czy może po prostu zapał się wyczerpuje i dopada nas skrzecząca rzeczywistość?

Alma, ale serio pytasz, czy ciąża jest prostsza niż obsługa niemowlaka? Bo chyba odpowiedź może być tylko jedna ;)
Rzeczywistość wcale nie musi być skrzecząca - wystarczy, że będzie inna niż ciążowe wyobrażenia, choćby najbardziej realistyczne. Poza tym, jestem zdania, że nidgy nie jest się do końca gotowym na zmiany, jakie dziecko wprowadza w nasze życie. Bo dopóki się nie pojawi, nie jesteś w stanie wyobrazić sobie tych zmian całościowo, na każdej płaszczyźnie, zawsze coś tam cię zaskoczy.

Nie, nie pytam, czy ciąża jest bardziej skomplikowana od obsługi niemowlaka i dalej, to jestem w stanie sobie wyobrazić ;)
Zastanawiam się, czy to jest powodem, że dalej coraz więcej mam przestaje być "idealnymi" - z punktu widzenia tekstu z pierwszego postu.
Bo zakładam, że przecież wiedziały, że będzie trudniej...

To jest jeden z głównych powodów, dla których ja się boję w końcu zdecydować. Że mi zabraknie cierpliwości i zapału, to wiem na pewno. Nie wiem tylko, kiedy

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 06:12 0

Ja wiem, tego nie można porównywac - obstawiam, że masz jakieś 200% gorzej niż matka pojedynczego dziecka, bo występuje u Was efekty synergii lol

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 06:15 0

Alma_ napisał(a):Ja nie matka co prawda, ale... nie macie wrażenia, że te pierwsze punkty jakieś łatwiejsze są?
Większość doba o siebie z ciąży, nie pali, planuje karmić piersią nawet gdyby musiała przy tym sama nie jeść prawie nic, a potem... zaczynają się schody ;)

Z czego to wynika, jak myślicie?
Ciąża jest prostsza niż obsługa niemowlaka, a im dalej, tym stopień komplikacji rośnie?
Czy może po prostu zapał się wyczerpuje i dopada nas skrzecząca rzeczywistość?

Pytanie nie powinno chyba brzmieć "czy", tylko "jak długo" ;)

Dbając o dziecko w ciąży dbamy o siebie, a potem na jakiś czas większośc matek (szczególnie przy pierwszym dziecku, bliźniakach, dziecku kolkowym, itp.) całkowicie musi o sobie zapomniec.

Na przykładzie: w ciąży się rozpieszczałam jak tylko mogłam, same frykasy sobie zapodawałam-dla dobra dziecka of kors
. Porodziłam alergika, którego mogłam karmic piersią pod warunkiem, że będę jeśc tylko gotowaną marchewkę i gotowany drób. Zbałamucona przez "ciocie dobre rady" karmiłam małego co 2 godziny, nocą też - wybudzałam go, bo tak mi powiedziano...W ciągu dnia jak był aktywny- zbawa, jak spał- zapewnianie mu sterylnego środowiska. Efekt tych poczynań z kręgu aspirujących na matkę idealną- początki osteoporozy, wycieńczenie organizmu i makabryczne zmęczenie, omdlenia. Idealnie się zajechałam w przeciągu roku.

Teraz nie chcę byc idealna. We własnym poczucia chcę byc poprostu dobrą mamą. Moim dzieciom to odpowiada :D
No, przynajmniej na razie się nie skarżą lol

A co wyczerpywania się zapału- przy dwójce mam więcej zapału do zabawy, opieki, nauki niż miałam przy pierworodnym 8)

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 06:20 0

Alma_ napisał(a):Willow napisał(a):Alma_ napisał(a):Ciąża jest prostsza niż obsługa niemowlaka, a im dalej, tym stopień komplikacji rośnie?
Czy może po prostu zapał się wyczerpuje i dopada nas skrzecząca rzeczywistość?

Alma, ale serio pytasz, czy ciąża jest prostsza niż obsługa niemowlaka? Bo chyba odpowiedź może być tylko jedna ;)
Rzeczywistość wcale nie musi być skrzecząca - wystarczy, że będzie inna niż ciążowe wyobrażenia, choćby najbardziej realistyczne. Poza tym, jestem zdania, że nidgy nie jest się do końca gotowym na zmiany, jakie dziecko wprowadza w nasze życie. Bo dopóki się nie pojawi, nie jesteś w stanie wyobrazić sobie tych zmian całościowo, na każdej płaszczyźnie, zawsze coś tam cię zaskoczy.

Nie, nie pytam, czy ciąża jest bardziej skomplikowana od obsługi niemowlaka i dalej, to jestem w stanie sobie wyobrazić ;)
Zastanawiam się, czy to jest powodem, że dalej coraz więcej mam przestaje być "idealnymi" - z punktu widzenia tekstu z pierwszego postu.
Bo zakładam, że przecież wiedziały, że będzie trudniej...

To jest jeden z głównych powodów, dla których ja się boję w końcu zdecydować. Że mi zabraknie cierpliwości i zapału, to wiem na pewno. Nie wiem tylko, kiedy

Ja myślę, że bycie ideałem można sobie zakładać i planować - a potem życie weryfikuje, ot chociażby w taki sposób, jaki opisała upta. I wizja ideału się zmienia - ja się nasłuchałam i naczytałam o tym, że dziecku najlepiej w łóżku rodziców, i tak przez jakiś tydzień męczyłam siebie i dziecko, póki się nie okazało, że mój syn najchętniej i najszybciej zasypia sam we własnym łóżeczku 8) Ot, taki wybryk natury ;)

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 06:24 0

Aga napisał(a):Willow napisał(a):Aga napisał(a):Willow napisał(a):
Zastanawiam się też, jak osiągnąć punkt ostatni 8)

phi ja osiągnęłam ;) poprzednie punkty absolutnie nie tyczą się matki bliźniąt :P ;)

No wiesz - nie chwaliłaś się, że wygrałaś w totka :P

I oczywiście nie robiłaby tego wszystkiego sama: miałaby stale u boku idealnego małżonka, tak samo kochającego, stymulującego i uczącego dziecko na każdym kroku
do tego idealnego małżonka nie jest mi potrzebny totek :P

Miałam na myśli te możliwości praktyczno-ekonomiczne, o których pisała Shiad ;)

Bo poza tym to nie wątpię 8)

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 06:36 0

Madeleine napisał(a):Pewnie, mogłabym go spacyfikowac w łóżeczku i nie reagowac na jego pewny płacz. Tylko po co?
no gdybys chciala go nauczyc spedzania czasu samodzielnie - to pewnie po to, po co np podobnie uczy sie dziecko usypiac we wlasnym lozku. tylko pewnie da sie wymyslic mniej drastyczne wersje przyuczania - no ale tutaj nie wiem, co konkretnie Ci przeszkadza w samodzielnych zabawach Piotrusia.

nie zeby takie rozwiazanie mnie krecilo - no ale mowie, Mloda sie soba w krotkich odcinkach czasu w miare zajmuje bez ryku (chyba ze akurat nie, a zreszta tez staram sie nie testowac zbyt czesto).

Madeleine napisał(a):Hola, ale my tu nie rozmawiamy o człowieku idealnym, tylko najlepszej matce dla dzieka
i naprawde idealna bedzie matka 'zajechana'? tak, wiem, powinna sie usmiechac i nie uwazac za zajechana, i zamiast dac sobie 5 min oddechu doksztalcac sie za pomoca najnowszych ksiazek o rozwoju dziecka ;)

a co do irytacji - najogolniej strata czasu, koniecznoscia wykonania dodatkowej pracy i tak dalej. tym samym, co np wkurzajacego jest w korkach, kolejkach, zepsutej windzie itp.

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 06:37 0

Podoba mi się i zgadzam sie z tym o czym pisze Shiadhal. Też odbieram te filozofię jako 'wszystko kręci sie wokół dziecka' i tak sobie myślę, ze dla dziecka wychowanego w tym duchu pojawienie sie rodzeństwa musi być bardzo trudnym przeżyciem... Nie dość, że nagle trzeba sie podzielic mama z kims innym to jeszcze czasami zając się sobą ;)

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 06:44 0

adriana, no ale też w tej filozofii w ogóle nie widzę miejsca dla rodzeństwa. no, mooooże jak już starsze dziecko jest głęboko w szkole - ale też chyba nie bardzo, bo matka idealna przecież musi mieć czas nadążać za jego rozwojem i obmyślać coraz to nowe dociekania, poszukiwania, wyprawy.

o, wiem, co mi jeszcze nie gra - mam wrażenie, że - nie tylko w cytowanej liście - mnóstwo rad dotyczących wychowania dzieci bardzo skupia się na szczegółach i krótkiej perspektywie. jakby ABSOLUTNIE najważniejsze było dostarczenie niemowlakowi tu-i-teraz optymalnej ilości przeciwciał, optymalnej stymulacji, całego dostępnego czasu i tak dalej.

a przecież cała historia nie dzieje się w próżni. zdarza się, że nawet wartości dotyczące pojedynczego dziecka ze sobą konfliktują. nie mówiąc o wartościach dotyczących większego układu - też na dziecko niebagatelnie wpływającego.

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 06:47 0

Shiadhal napisał(a):adriana, no ale też w tej filozofii w ogóle nie widzę miejsca dla rodzeństwa.
No właśnie tez mam takie wrażenie i wydaje mi sie to jakieś smutne.

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 06:50 0

wymyslilam rozwiazanie, zeby Ci smutno nie bylo - jedno dziecko w wieku lat, powiedzmy, 20, drugie w wieku 39 - jak sie pierwsze wyprowadzi na studia. moze byc? ;)

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 06:52 0

Shiadhal napisał(a):wymyslilam rozwiazanie, zeby Ci smutno nie bylo - jedno dziecko w wieku lat, powiedzmy, 20, drugie w wieku 39 - jak sie pierwsze wyprowadzi na studia. moze byc? ;)
Niczego nie ujmując bardzo młodym mamom - chciałabym zobaczyć dwudziestolatkę, wypełniającą punkty z tej listy ;)

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 06:53 0

He, he :) No może ;) ale dla mnie już i tak za późno No a jakby ktoś o trójce marzył? ;)

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 06:54 0

adriana napisał(a):He, he :) No może ;) ale dla mnie już i tak za późno No a jakby ktoś o trójce marzył? ;)
Trojaczki? ;)

Odpowiedz
Kerala 2010-10-20 o godz. 10:45 0

Bo to jest lista dla późnej trzydziestolatki, która złapawszy idealnego męża, dorobiwszy się pozycji w wyższej kadrze menedżerskiej (choc nie, może zaniżam? Dobra- jest prezesem) oraz zbudowawszy idealny dom w stylu wiktoriańskim z późnym gotykiem i wczesnym Gaudim zdecydowała się oto porodzić dziecię. I traktuje idealne wychowanie równie zadaniowo, co odhaczenie na liście priorytetów pozycji "prezes firmy".

ale serio mówiąc lista nie jest tak do konca głupia. W pierwszej części, bo dalej lecą już wątpliwe pedagogicznie kity, które zostały wytknięte wczesniej.

O benzynie to, przyznam się, nie słyszałam. Widac mam zaległości ;) Z pozycji laika wydaje mi się jednak, że bardziej niebezpieczne byłoby mycie kibla detergentami i odpchlanie psa środkami chemicznymi. Domniemuję jednak, że to nie są czynności, które zagrazałyby rzutkiej trzydziestce siódemce, więc pewnie dlatego ich nie wciągnięto na listę.
Mimo to w naszych warunkach wcale nie jest oczywiste to niemycie kibla detergentem przez ciężarną.
No i alkohol oczywiście.
I w sumie dość -hm, dziwne? niepokojące? nie na miejscu? zabawne? nie wiem jak to ując- wydało mi się umieszczenie tego alkoholu obok osmiu godzin snu czy napełniania baku.
Bo dziecku generalnie nic się nie stanie, jesli ciężarna zarwie noc czy zatankuje wana. Natomiast alkohol może wyrządzić realną krzywdę, w tym ten jeden kieliszek wypity w niewłasciwym momencie.
O stopniowanie zagrożeń mi chodzi, nie wiem, czy piszę jasno.

to tak jakby w dekalogu idealnej matki czterolatka napisano "zawsze kupuj mu kakao nesquik" i jako następną pozycję "nie bij swojego dziecka". Jakby ciężar gatunkowy nie ten sam.
To mi zdecydowanie zazgrzytało

kerala

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 15:11 0

No i wszystko fajnie, tylko jak dla mnie ta filozofia to się kompletnie nie da przełożyć na większość polskich realiów.

Bo po pierwsze nie każdego stać na to wszystko, po drugie nie każdy (tu zdecydowanie ja) ma nieograniczone pokłady cierpliwości i samozaparcia, po trzecie.. może i mnie nie irytuje zrzucanie wszystkiego przez Maksa w aptece (z gaśnicą włącznie 8)) - ale aptekarkę tak. Czemu dała wyraz

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 17:50 0

Kerala napisał(a):
ale serio mówiąc lista nie jest tak do konca głupia. W pierwszej części, bo dalej lecą już wątpliwe pedagogicznie kity, które zostały wytknięte wczesniej.


Kerala - lista nie jest głupia, bo jak się przeczyta całą ksiązke to rzeczywiście na popracie tych wszytskich rad są w stosownych rozdziałach przytaczane wyniki badań naukowych, które mówią, że w takich własnie warunkach, a nie innych mózg dziecka rozwija się najlepiej...
Co do wymieszania rzeczy o róznym ciężarze gatunkwoym - lista miała byc raczej rodzajem żartobliwego podsumowania, bo autorka - matka trójki dzieci - tez doskoanle zdaje sobie sprawe z tego że nie da się tych wszytskich postulatów zrealizować. Na pociechę dodaje, ze rozwój mózgu dziecka tylko w 50 % zalezy od nas, a w pozostałych 50% od czynnika na który nie mamy wpływu, czyli od genów...

Co do "sporu" Shiad i Mad : nasuwa mi się takie pytanie czy da się równoczesnie być idealną matka z punktu widzenia potrzeb małego dziecko i szczęśliwą, spełnioną kobietą???? Czy te rzeczy może się jednak w jakiś sposób wzajemnie wykluczaja w XXI wieku????

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 18:09 0

lady_of_avalon napisał(a):Co do "sporu" Shiad i Mad : nasuwa mi się takie pytanie czy da się równoczesnie być idealną matka z punktu widzenia potrzeb małego dziecko i szczęśliwą, spełnioną kobietą???? Czy te rzeczy może się jednak w jakiś sposób wzajemnie wykluczaja w XXI wieku????
To chyba zależy od osobistej definicji "szczęśliwej, spełnionej kobiety", która dla każdej z nas może być (i pewnie jest) inna ;) Jeśli dla kogoś szczęście i spełnienie = całkowite poświęcenie się dziecku i jego rozwojowi, to proszę - oto recepta ;)

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 19:46 0

Shiadhal napisał(a):Madeleine napisał(a):Pewnie, mogłabym go spacyfikowac w łóżeczku i nie reagowac na jego pewny płacz. Tylko po co?
no gdybys chciala go nauczyc spedzania czasu samodzielnie - to pewnie po to, po co np podobnie uczy sie dziecko usypiac we wlasnym lozku. tylko pewnie da sie wymyslic mniej drastyczne wersje przyuczania - no ale tutaj nie wiem, co konkretnie Ci przeszkadza w samodzielnych zabawach Piotrusia.

No tak, tylko umówmy się, że dla takiego malucha pół godziny to wiecznosc. Nauka samodzielnej zabawy - ok, ale może nie w takich dawkach, jak jest wpisane na tej liście (czyli dziecko pewnie w okolicach max roku i pół godziny zabawy). Piotruś potrafi się bawic bez mojego udziału - byliśmy właśnie na dworze, przez 2h nie było dziecka. Kilka miesięcy temu nie było to możliwe. Dorósł sam, we własnym tempie, bez próby siłowego rozwiązania sytuacji. W domu wolę miec go na oku, bo jest dosyc żywym dzieckiem Do wszystkiego trzeba dorosnąc - i do samodzielnej zabawy, i samodzielnego zasypiania, i samodzielnego chodzenia na randki ;) .

Shiadhal napisał(a):i naprawde idealna bedzie matka 'zajechana'? tak, wiem, powinna sie usmiechac i nie uwazac za zajechana, i zamiast dac sobie 5 min oddechu doksztalcac sie za pomoca najnowszych ksiazek o rozwoju dziecka ;)
Wszystko jest kwestią priorytetów - i sytuacji życiowej. Ty patrzysz na całą sytuację jako mama pracująca, ja - na wychowawczym. Zdaję sobie sprawę, że masz mniej czasu dla córki (siłą rzeczy), z drugiej strony czasem ona jest w żłobku, więc dla Ciebie jest to pewnego rodzaju odskocznia, której ja nie mam. Ja czytac lubię i książki o rozwoju dziecka czytuję, nie traktując tego w kategoriach poświęcenia.

Shiadhal napisał(a):a co do irytacji - najogolniej strata czasu, koniecznoscia wykonania dodatkowej pracy i tak dalej. tym samym, co np wkurzajacego jest w korkach, kolejkach, zepsutej windzie itp.
Ale jakaż to dodatkowa praca? Naprawdę niewielka; a taki mały ludek musi wszystko wypróbowac chociaż raz, chociażby po to, aby wiedział, że tak nie wolno.

Willow napisał(a):lady_of_avalon napisał(a):Co do "sporu" Shiad i Mad : nasuwa mi się takie pytanie czy da się równoczesnie być idealną matka z punktu widzenia potrzeb małego dziecko i szczęśliwą, spełnioną kobietą???? Czy te rzeczy może się jednak w jakiś sposób wzajemnie wykluczaja w XXI wieku????
To chyba zależy od osobistej definicji "szczęśliwej, spełnionej kobiety", która dla każdej z nas może być (i pewnie jest) inna ;) Jeśli dla kogoś szczęście i spełnienie = całkowite poświęcenie się dziecku i jego rozwojowi, to proszę - oto recepta ;)

Z ust mi to wyjęłaś :)

Aha, a autorka jest absolutnie ZA rodzeństwem dla dziecka.

Lady, a tak w ogóle, podobała Ci się ta książka?

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 19:52 0

Madeleine napisał(a):a taki mały ludek musi wszystko wypróbowac chociaż raz
Mad, jesteś pewna, że raz lol 8)

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 20:06 0

Mad, a kto powiedzial, ze OD RAZU pol godziny? no i co do wieku dziecka to ja strzelam, ksiazki nie czytalam, a na liscie bylo i o embrionikach i o trzylatkach.

a mam wrazenie (i badania tez czytalam, a jakze), ze obecnie dzieci (przedszkolne i wczesnoszkolne) znacznie slabiej umieja zorganizowac sobie czas i nie nudzic sie niz jeszcze 10 lat temu, w efekcie sa mniej kreatywne - gdybano, ze to ze wzgledu na to, ze zmienily sie standardy wychowania i obecnie rodzice czuja sie w obowiazku non-stop cos podsuwac i organizowac.

no i wlasnie NIE pisze tylko z perspektywy swojej sytuacji zyciowej (na tyle, na ile umiem z niej wyabstrahowac) - opisany model wychowania pt 'wszystko i w kazdym momencie dla dziecka' nie lezy mi ani jako mamie pracujacej, ani wtedy, kiedy z uslug zlobka nie korzystalam, ani tez jako teoria.

czytanie ksiazek czy tam innych materialow - fajnie, pewnie, ze warto, ale znowu bez histerii - punkt na liscie odebralam na zasadzie 'zeby tylko matka sie ze smyczy nie urwala i z odskoczni za bardzo nie skorzystala, tylko non-stop myslala o swoim dziecku'.

i znowu - apteka itp - Ty zalozylas, ze tylko raz i pierwszy raz - ja juz na palcach sie nie dolicze, ile razy ustawialam z powrotem ;). poza tym chyba nie wydamy zarzadzenia, ze choleryczki przed praniem mozgu na matki sie nie nadaja? serio, da sie zagotowac od wewnatrz i nie odegrac tego na dziecku.

co do rodzenstwa - to przepraszam, ale nijak nie widze, jak mozna te wszystkie zalecenia spelnic majac na raz wiecej niz jedno dziecko mniejsze niz nastolatek.

no i wreszcie - w pelni sie zgadzam z tym co piszesz - ze wszystko jest kwestia priorytetow.

tylko tez wyrazam lekkie zdziwienie tym, ze do tego stopnia powszechna kulturowo jest wersja 'dziecko a potem dluuugo dluuugo nic'.

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 20:09 0

Madeleine napisał(a):Aha, a autorka jest absolutnie ZA rodzeństwem dla dziecka.

To ja chyba bardzo nieudolna jestem, bo nie potrafię sobie wyobrazić jak te wszystkie punkty realizować, gdy na świecie pojawia sie nowy człowiek? Chyba tylko sie rozdwoić

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 20:10 0

adriana napisał(a):Madeleine napisał(a):Aha, a autorka jest absolutnie ZA rodzeństwem dla dziecka.

To ja chyba bardzo nieudolna jestem, bo nie potrafię sobie wyobrazić jak te wszystkie punkty realizować, gdy na świecie pojawia sie nowy człowiek? Chyba tylko sie rozdwoić

Mieć idealnego męża 8)

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 20:12 0

i jeszcze dodam: to juz z filozofii rodzicielskich bardziej do mnie przemawia 'attachement parenting', choc tez nie jestem szczegolna fanka (jako ze IMHO nieco sie jednak roznimy od tych idealizowanych spolecznosci pierwotnych w sposob niweczacy celowosc niektorych rozwiazan).

Odpowiedz
Alix 2010-10-20 o godz. 20:14 0

lady_of_avalon napisał(a):
Miałaby idealny, nieskomplikowany poród

No tak. W 100% zależne to przecież od matki

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 20:15 0

Shiadhal napisał(a):i znowu - apteka itp - Ty zalozylas, ze tylko raz i pierwszy raz - ja juz na palcach sie nie dolicze, ile razy ustawialam z powrotem ;). U nas to też nie był pierwszy raz i śmiem przypuszczac, że nie ostatni.

Shiadhal napisał(a):poza tym chyba nie wydamy zarzadzenia, ze choleryczki przed praniem mozgu na matki sie nie nadaja? serio, da sie zagotowac od wewnatrz i nie odegrac tego na dziecku.
Wiesz, jestem potworną choleryczką, ale akurat takie zachowanie mnie nie rusza. Inna sprawa, że dziecko i tak wyczuje Twój nastrój - i z tego, co czytałam, nie ma co ukrywac swoich emocji, bo będzie dysonans: mama mówi, że wszystko jest w porządku, ale nie zachowuje się, jakby było. I ten fałsz dziecko wyczuje.
Tylko rzecz w tym, żeby się takimi drobiazgami po prostu nie przejmowac i nie irytowac.

Shiadhal napisał(a):co do rodzenstwa - to przepraszam, ale nijak nie widze, jak mozna te wszystkie zalecenia spelnic majac na raz wiecej niz jedno dziecko mniejsze niz nastolatek.
Ale które punkty są dla Ciebie trudne? Te o poświęcaniu czasu? Wszystko jest kwestią określenia, ile to jest "wiele godzin".

Shiadhal napisał(a):tylko tez wyrazam lekkie zdziwienie tym, ze do tego stopnia powszechna kulturowo jest wersja 'dziecko a potem dluuugo dluuugo nic'.Czy ja wiem? Tzn. nie kwestionuję tej wersji, ale powiem szczerze, że nie odczuwam jej szczególnie.

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 20:17 0

Nieee nooo - w życiu nie będę matką idealną. Za Chiny.

Przyznaję się bez bicia i bez ściemniania, że jestem egoistką. Że moje potrzeby też się dla mnie liczą. Nie, nie każę dziecku czekać na jedzenie, ale jestem z tych kobiet, które by stały się wymęczonymi wariatkami, gdyby wszystko poświęciły dziecku.

Większość punktów dotyczących czasu PO urodzeniu (z porodem włącznie ;)) jest dla mnie niewykonalna po prostu.

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 20:20 0

Blutka napisał(a):Większość punktów dotyczących czasu PO urodzeniu (z porodem włącznie ;)) jest dla mnie niewykonalna po prostu.
Ale które? poza idealnym mężem, idealnymi koleżankami, idealnym przedszkolem i spaniem po osiem godzin? lol

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 20:23 0

Madeleine napisał(a):sprawa, że dziecko i tak wyczuje Twój nastrój - i z tego, co czytałam, nie ma co ukrywac swoich emocji, bo będzie dysonans: mama mówi, że wszystko jest w porządku, ale nie zachowuje się, jakby było.
A nie ma wersji pomiędzy 'zachowuje się jakby było' a 'daje po tyłku ew. się wydziera'? Bo ja takie regularnie stosuję - moge być zniecierpliwiona czy zła na sytuację nie będąc jednocześnie zła na dziecko.

Zresztą emocje aptekarki też chyba dziecko wyczuje, szczególnie te wyrażone werbalnie? Czy idealna matka izoluje też dziecko od wszelkich negatywów tego świata?

Madeleine napisał(a):Ale które punkty są dla Ciebie trudne? Te o poświęcaniu czasu? Wszystko jest kwestią określenia, ile to jest "wiele godzin".
te o spaniu, karmieniu, wielu godzinach (rozumiem ze wiele to nie 2 czy 3 - no to powiedzmy na dwoje dzieci razem 10h dziennie + obsluga - karmienie, kapanie, przewijannie, przebieranie, wybieranie sie na spacer, wracanie ze spaceru - zalozmy nawet, ze gotuje, sprzata i zakupy robi gosposia - wychodza ze dwa etaty nie liczac edukowania sie i planowania dalszych zajec), niezostawianiu, oczyszczeniu domu (znaczy, zabawki starszemu pozabierac bo dla mlodszego sie nie nadaja), wyprawach i spotkaniach (optymalnie dostosowanych do etapu rozwoju kazdego z dzieci).

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 20:25 0

lady_of_avalon napisał(a):
Wiedziałaby dokładnie jak stymulować dziecko i jednocześnie jak unikać nadmiernej stymulacji
Każdego dnia bawiłaby się z dzieckiem przez wiele godzin: śpiewając mu, mówiąc do niego, pieszcząc je, masując, ćwicząc jego mięśnie, czytając mu, pokazując różne rodzaje zabawek oraz jak działają różne fascynujące przedmioty
Nigdy – nawet na pół godziny -nie zostawiłaby go samego w łóżeczku czy leżaczku
Jej dom byłby oczyszczony ze wszystkich potencjalnie zagrażających przedmiotów, aby dziecko mogło swobodnie badać wszystkie jego zakamarki rzadko słysząc „nie wolno”
Brałaby je na różne wyprawy poza domem, poświęcając mu całą uwagę i nie irytowałby się gdyby dziecko w aptece zrzuciło wszystkie witaminy z półek lub głośno domagało się ciastek w sklepie spożywczym
Zapoznałaby je z innymi dziećmi , które miałyby tak samo idealne matki i z ochotą porządkowała bałagan po każdej z nimi zabawie
Zapisałaby je w wieku 3 lat na lekcje pianina (tenisa, francuskiego, pływania, malowania, gry na skrzypach, obsługi komputera, hiszpańskiego, gimnastyki), ćwicząc sama, aby dać mu dobry przykład
Gdyby dziecko nie wykazało zainteresowania kursem bez żalu pogodziłaby się ze stratą wniesionej za 10 miesięcy z góry opłaty
Zapisałaby je do doskonałego przedszkola, a w czasie gdy by tam przebywało przeglądałaby najnowsze książki na temat wychowania dzieci, przygotowując dla niego nowe i interesujące zajęcia edukacyjne
I oczywiście nie robiłaby tego wszystkiego sama: miałaby stale u boku idealnego małżonka, tak samo kochającego, stymulującego i uczącego dziecko na każdym kroku

Wszystkie? Poza mężem, bo mam idealnego. :D

Jak Młody pójdzie do żłobka, to nie będę czytać książek o dzieciach. Czasem zostawiam go samego, nie bawię się z nim non stop, szlag mnie często trafia - nie wyładowuję się na nim co prawda, ale nie jestem ostoją cierpliwości i mam ochotę czasem wyjść i trzasnąć drzwiami. ;)

Nie znam zbyt wielu matek - a już na pewno nie znam matek idealnych. lol

Ja się generalnie na dzieciach nie znam. 8)

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 20:27 0

lady_of_avalon napisał(a):
Miałaby idealny, nieskomplikowany poród, bez użycia jakichkolwiek środków znieczulających
Karmiłaby dziecko piersią od chwili urodzenia do czasu, gdy nauczyłoby się siadać na nocnik
Każdego dnia bawiłaby się z dzieckiem przez wiele godzin: śpiewając mu, mówiąc do niego, pieszcząc je, masując, ćwicząc jego mięśnie, czytając mu, pokazując różne rodzaje zabawek oraz jak działają różne fascynujące przedmioty
Jej dom byłby oczyszczony ze wszystkich potencjalnie zagrażających przedmiotów, aby dziecko mogło swobodnie badać wszystkie jego zakamarki rzadko słysząc „nie wolno”
Zapoznałaby je z innymi dziećmi , które miałyby tak samo idealne matki i z ochotą porządkowała bałagan po każdej z nimi zabawie
Zapisałaby je w wieku 3 lat na lekcje pianina (tenisa, francuskiego, pływania, malowania, gry na skrzypach, obsługi komputera, hiszpańskiego, gimnastyki), ćwicząc sama, aby dać mu dobry przykład
I oczywiście nie robiłaby tego wszystkiego sama: miałaby stale u boku idealnego małżonka, tak samo kochającego, stymulującego i uczącego dziecko na każdym kroku

Powyższe punkty są dla mnie mniej lub bardziej niewykonalne. Serio.

O idealnym porodzie się nie wypowiadam nawet, bo to bzdura..

Co do reszty - widać moje dziecko matki idealnej nie chce, bo karmienie naturalne odrzuciło samo w wieku 8. miesięcy 8)

itp. itd.

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 20:29 0

Blutka napisał(a):Nie, nie każę dziecku czekać na jedzenie
A mi sie zdarzyło odkąd jest Iga, bo czasami oboje naraz w jednej chwili 'umierają' z głodu ;)

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 20:31 0

adriana napisał(a):Blutka napisał(a):Nie, nie każę dziecku czekać na jedzenie
A mi sie zdarzyło odkąd jest Iga, bo czasami oboje naraz w jednej chwili 'umierają' z głodu ;)

Ale masz dwójkę. lol Mój jest jeszcze za mały, żeby mógł poczekać dłużej, niż 10 minut. Ale jak podrośnie, to pewnie i to się zmieni. :P

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 20:35 0

aha, no i piszecie (lady konkretnie):

popracie tych wszytskich rad są w stosownych rozdziałach przytaczane wyniki badań naukowych, które mówią, że w takich własnie warunkach, a nie innych mózg dziecka rozwija się najlepiej...
to celem wychowania jest zoptymalizowanie rozwoju mózgu dziecka?

ja się zgadzam, że ważne - ale serio naj najważniejsze?

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 20:35 0

No ale podobno 'da się' i przy dwójce ;)

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 20:38 0

Shiadhal napisał(a):A nie ma wersji pomiędzy 'zachowuje się jakby było' a 'daje po tyłku ew. się wydziera'? Bo ja takie regularnie stosuję - moge być zniecierpliwiona czy zła na sytuację nie będąc jednocześnie zła na dziecko.
No jak dla mnie jest - zresztą, skąd dziecko ma wiedziec, że dane zachowanie jest nieakceptowalne, jeśli się mu tego nie powie. Ale tak, jak napisałaś - co innego złośc na sytuację, a co innego na dziecko. Mogę się irytowac, bo sama nie zadbałam o dziecko i pozwoliłam, żeby coś zepsuło/ wysypało/ cokolwiek, ale przecież nie na nie.
Ja ten kawałek rozumiem tak, że idealna matka nie powinna się irytowac rzeczami w gruncie rzeczy błahymi.

Shiadhal napisał(a):Czy idealna matka izoluje też dziecko od wszelkich negatywów tego świata?oczywiście, że nie.

te o spaniu, karmieniu, wielu godzinach (rozumiem ze wiele to nie 2 czy 3 - no to powiedzmy na dwoje dzieci razem 10h dziennie + obsluga - karmienie, kapanie, przewijannie, przebieranie, wybieranie sie na spacer, wracanie ze spaceru - zalozmy nawet, ze gotuje, sprzata i zakupy robi gosposia - wychodza ze dwa etaty nie liczac edukowania sie i planowania dalszych zajec), niezostawianiu, oczyszczeniu domu (znaczy, zabawki starszemu pozabierac bo dla mlodszego sie nie nadaja), wyprawach i spotkaniach (optymalnie dostosowanych do etapu rozwoju kazdego z dzieci).Ale przecież to jest kwestia podejścia, nie wiem, sposobu życia. Możesz przecież angażowac dziecko w to, co musi byc zrobione (typu gotowanie, sprzątanie - w miarę możliwości i zdolności dziecka), mówic do niego, tłumaczyc etc. - albo posadzic w łóżeczku/ leżaczku/ przed telewizorem i liczyc, że się samo sobą zajmie, ewentualnie włączyc na pewien czas "ignore".
Zastanawiam się zresztą, ile masz tego gotowania, sprzątania i zakupów, że tak gorliwie ten punkt wymieniasz - przecież to zajmuje naprawdę niewiele czasu.
Poza tym idealna matka potrafi tak zmotywowac starsze dziecko, że samo ono pilnuje swoich zabawek, żeby się młodszemu nic nie stało ;)

Chociaż ponoc drugie dziecko trzeba szybko zrobic, żeby się szybko razem bawiły ;) (wg autorki tej książki idealna różnica wieku to bodajże 21-32 miesiące).

Odpowiedz
becja 2010-10-20 o godz. 20:45 0

wow wstrzeliliśmy się w idealną różnicę lol ...podobno

nie za poważnie podchodzicie do tej stworzonej pół-żartem listy? ;)

Skoro skupiacie się na dzieciach a nie matkach (jak w tytule) ;) to powiedzcie...
myślicie, że same dzieci chciałyby "idealnych" rodziców? lol (no gdyby istnieli)

Odpowiedz
Gość 2010-10-20 o godz. 20:53 0

Madeleine napisał(a):Ja ten kawałek rozumiem tak, że idealna matka nie powinna się irytowac rzeczami w gruncie rzeczy błahymi.
no a jak ma takie usposobienie, że się irytuje? to może lepiej zamiast samobiczowania pokazywać dziecku, jak sobie z irytacją radzić? tym bardziej, że usposobienie po części dziedziczne, więc są szanse, że się przyda.

jeśli chodzi o angażowanie - w niektóre rzeczy się da, w niektóre się da 'na siłę' (powiedzmy, zakupy w markecie), w jeszcze inne - trudno (domestos i te sprawy. no ale poza tymi naprawdę rewelacyjnie nadającymi się do angażowania - nie wliczałabym tego czasu w wymienione z naciskiem 'wiele godzin'. ja rozumiem te 'wiele godzin' jako uwagę skupioną niemalże wyłącznie na dziecku i zajęciach dla niego jak najlepiej dostosowanych, a nie jako kombinowanie, jak tu zrobić 3 rzeczy na raz. parafrazując to co było o irytacji - dziecko przecież wyczuwa, w co się bardziej angażujesz w momencie...

i tak bym mogła o milionie szczegółów, ale chyba nie ma to już w momencie większego sensu.

Odpowiedz
Gość 2010-10-21 o godz. 01:21 0

Shiadhal napisał(a):aha, no i piszecie (lady konkretnie):

popracie tych wszytskich rad są w stosownych rozdziałach przytaczane wyniki badań naukowych, które mówią, że w takich własnie warunkach, a nie innych mózg dziecka rozwija się najlepiej...
to celem wychowania jest zoptymalizowanie rozwoju mózgu dziecka?

ja się zgadzam, że ważne - ale serio naj najważniejsze?

Celna uwaga :D Ksiązka generalnie skupia się akurat na tych kwestaich. I rzeczywiście - może byc tak ,że dziecko któremu na wszytsko się pozwala wyrosnie na małego naukowca i odkrywcę, ale czy będzie dobrym człowiekiem, szanującym innych ???

Co do mam podnoszących kwestie, że nie da się tego zrealizowoac przy rodzęństwie - autorka akurat zauwaza, że posiadanie rodzeństwa jest czynnikiem podnoszącym zdolności umysłowe dziecka (gdyz mogą one uczyć się nawazjem) Czyli brak czasu ze strony rodziców rekompensowany jest czasem spędzanym z rodzeństwem...
Podaje za ksiązką s. 597:
Średnie wyniki testu na inteligencje 17-latków według kolejności od najlepszych do najsłabszych:
1) starsze dziecko z dwuosobowego rodzeństwa
2) najstarsze dziecko z trzyosobowego rodzeństwa
3) najstarsze dziecko z czterosobowego rodzeństwa
4) najstarsze dziecko z pięciosobowego rodzeństwa i młodsze dziecko z dwusosobwego rodzeństwa
5) jedynak i środkowe dziecko z trzyosobowego rodzeństwa

Mad - generlanie ksiązka podbała mi się bardzo. Dziei za polecenie Swietnie się czyta :D Poza załamką, jaką miałam czytając o ciąży - Marcel chyba jakimś niedorozwojem powinien się urodzić, po tym co ja w ciazy wyprawiałam lol lol No i podsumowaniem , które jest troche dołujące, bo można zobaczyć, ile jeszcze nam do ideału brakuje...

Odpowiedz
Gość 2010-10-21 o godz. 01:25 0

lady_of_avalon napisał(a):Arrow Zaczęłaby dbać o dziecko jeszcze przed jego poczęciem, uzupełniając swoje rezerwy kwasu foliowego i oczyszczając swój organizm ze wszelkich, nawet lekko podejrzanych związków chemicznych

Arrow Karmiłaby dziecko piersią od chwili urodzenia do czasu, gdy nauczyłoby się siadać na nocnik
Arrow Jej dom byłby oczyszczony ze wszystkich potencjalnie zagrażających przedmiotów, aby dziecko mogło swobodnie badać wszystkie jego zakamarki rzadko słysząc „nie wolno”
Arrow Brałaby je na różne wyprawy poza domem, poświęcając mu całą uwagę i nie irytowałby się gdyby dziecko w aptece zrzuciło wszystkie witaminy z półek lub głośno domagało się ciastek w sklepie spożywczym
Arrow Zapoznałaby je z innymi dziećmi , które miałyby tak samo idealne matki i z ochotą porządkowała bałagan po każdej z nimi zabawie

Chyba spelniam tylko te punkty, ide sie pociac lol

Odpowiedz
Gość 2010-10-21 o godz. 01:26 0

Kometa -a skąd te inne idealne matki wzięłaś??? lol lol

Odpowiedz
Gość 2010-10-21 o godz. 01:30 0

Nie, te inne matki, to matki, ktore spelniaja te same punkty co ja lol Ale z ochota porzadkuje burdelik po wspolnych spotkaniach ;)

Odpowiedz
Gość 2010-10-21 o godz. 03:42 0

lady_of_avalon napisał(a):Ksiązka generalnie skupia się akurat na tych kwestaich. I rzeczywiście - może byc tak ,że dziecko któremu na wszytsko się pozwala wyrosnie na małego naukowca i odkrywcę, ale czy będzie dobrym człowiekiem, szanującym innych ???
o to to.

no i - czy bedzie szczesliwe?

z badan to chyba wynika, ze IQ nie koreluje z zadowoleniem z zycia / szczesciem. jak juz, to zespol cech kojarzonych z inteligencja emocjonalna predzej.

co oczywiscie nie znaczy, ze nie uwazam za waznego stymulowania, rozwijania zainteresowan. tylko tak sie zastanawiam nad ogolnym sformulowaniem celu... i dlaczego matka idealna to ma byc ta, ktora dba glownie o rozwoj intelektualny.

Odpowiedz
Gość 2010-10-21 o godz. 03:46 0

Shiadhal napisał(a):Madeleine napisał(a):Ja ten kawałek rozumiem tak, że idealna matka nie powinna się irytowac rzeczami w gruncie rzeczy błahymi.
no a jak ma takie usposobienie, że się irytuje? to może lepiej zamiast samobiczowania pokazywać dziecku, jak sobie z irytacją radzić? tym bardziej, że usposobienie po części dziedziczne, więc są szanse, że się przyda.

No pewnie, że tak. Ale to nie o to chodzi, żeby irytację dusic w sobie, tylko żeby tak podchodzic do życia, żeby jej nie było (nie jest to rada teoretyka - szczerze, nie znam większego choleryka od siebie i mój syn idzie w moje ślady).

Shiadhal napisał(a):jeśli chodzi o angażowanie - w niektóre rzeczy się da, w niektóre się da 'na siłę' (powiedzmy, zakupy w markecie), w jeszcze inne - trudno (domestos i te sprawy. no ale poza tymi naprawdę rewelacyjnie nadającymi się do angażowania - nie wliczałabym tego czasu w wymienione z naciskiem 'wiele godzin'. ja rozumiem te 'wiele godzin' jako uwagę skupioną niemalże wyłącznie na dziecku i zajęciach dla niego jak najlepiej dostosowanych, a nie jako kombinowanie, jak tu zrobić 3 rzeczy na raz. parafrazując to co było o irytacji - dziecko przecież wyczuwa, w co się bardziej angażujesz w momencie...
Dlatego pisałam o naszych różnych sytuacjach życiowych. Piotrusiem zajmuję się prawie wyłącznie sama - nie mam do pomocy mamy, teściowej, opiekunki; ba, nawet mąż w domu jest rzadko i pózno. Mały śpi w dzień krótko (w nocy zresztą też). W domu mam czysto, obiad na stole, ciuchy wyprasowane itd. Wszystko robię w czasie, kiedy Piotruś śpi - wliczając w to forum (długie godziny ;) ), czytanie i inne rozrywki. Nigdy nie korzystam przy nim z komputera, nie oglądam telewizji etc.
Przy nim jedynie odkurzam oraz czasem wieszam/ ściągam pranie, razem też jemy śniadanie, robione na bieżąco. No i makijaż robię przy nim lol W czasie spaceru zaglądamy do sklepu (nie jest to market ;) ). Finito. Resztę czasu poświęcam mu - i nie staram się godzic 3 spraw jednocześnie, bo nie mam takiej potrzeby. Tyle, że nie pracuję zawodowo i mam małe mieszkanie do ogarnięcia lol
A poza tym - kurczę, po prostu staram się maksymalnie wykorzystac ten czas, kiedy mogę byc z moim synkiem i cieszę się nim, jak tylko mogę.

Odpowiedz
meggien 2010-10-21 o godz. 05:19 0

Oj, mnie też daleko do ideału. Książkę o której mowa mam ale dopiero co zaczęłam czytać.

Ja umiejętność samodzielnej zabawy też postrzegam jako ważną umiejętność i nigdy nie przeszkadzam Kubie jak akurat fajnie się sam bawi. Tylko, że to kiedy i jak długo sam się bawi zależy już tylko i wyłącznie od niego. To ja się tutaj dostosowuje i jeśli się da mieć go podczas tej zabawy na oku i np robić coś jednocześnie w kuchni to to robię i wyrodna się z tego powodu nie czuje. Dzięki temu wszystko co mam do zrobienia udaje mi się zrobić w ciągu dnia przy Kubie, nie wsadzając go bynajmniej na pół godziny do kojca i nie spuszczając go z oka ;)

Nie wyobrażam sobie roczniaka, który grzecznie by się posłuchał i bawił sam przez pół godziny w tym momencie, w którym mama sobie by tego życzyła. Kosmos jak dla mnie.

Odpowiedz
Gość 2010-10-21 o godz. 19:38 0

meggien napisał(a):nigdy nie przeszkadzam Kubie jak akurat fajnie się sam bawi. Tylko, że to kiedy i jak długo sam się bawi zależy już tylko i wyłącznie od niego. (...)
Nie wyobrażam sobie roczniaka, który grzecznie by się posłuchał i bawił sam przez pół godziny w tym momencie, w którym mama sobie by tego życzyła. Kosmos jak dla mnie.

O to to, Meggien, dobrze to ujęłaś :)

Odpowiedz
Gość 2010-10-21 o godz. 19:43 0

Madeleine napisał(a):meggien napisał(a):nigdy nie przeszkadzam Kubie jak akurat fajnie się sam bawi. Tylko, że to kiedy i jak długo sam się bawi zależy już tylko i wyłącznie od niego. (...)
Nie wyobrażam sobie roczniaka, który grzecznie by się posłuchał i bawił sam przez pół godziny w tym momencie, w którym mama sobie by tego życzyła. Kosmos jak dla mnie.

O to to, Meggien, dobrze to ujęłaś :)

Ale z drugiej strojny są dzieci które potrafia jako niemowlaki leżec pół godziny grzecznie w łózeczku czy leżaczku i patrzeć w sufit... I co z takim dzieckiem byście robiły? też się cieszyły że sie samo sobą zajmuje czy jednak proponowały jakąs atrakcję...
No i im dziecko strasze tym chyba większy problem jest nie tyle z zajęciem go czymkolwiek, bo czymkolwiek to ono się same już potrafi zając (np. oglądaniem telewizji ;) ) ale jakością tych zabaw....

Odpowiedz
Gość 2010-10-21 o godz. 19:46 0

lady_of_avalon napisał(a):są dzieci które potrafia jako niemowlaki leżec pół godziny grzecznie w łózeczku czy leżaczku i patrzeć w sufit... I co z takim dzieckiem byście robiły? też się cieszyły że sie samo sobą zajmuje czy jednak proponowały jakąs atrakcję...

Ja korzystałam, jeśli miał taką fazę. 8)
Nie proponowałam atrakcji.
Dziecko żyje, ma się dobrze. ;) Gdyby tak leżał całymi dniami, to bym się niepokoiła, ale pół h? W życiu! lol

Odpowiedz
Gość 2010-10-21 o godz. 19:51 0

lady_of_avalon napisał(a):Madeleine napisał(a):meggien napisał(a):nigdy nie przeszkadzam Kubie jak akurat fajnie się sam bawi. Tylko, że to kiedy i jak długo sam się bawi zależy już tylko i wyłącznie od niego. (...)
Nie wyobrażam sobie roczniaka, który grzecznie by się posłuchał i bawił sam przez pół godziny w tym momencie, w którym mama sobie by tego życzyła. Kosmos jak dla mnie.

O to to, Meggien, dobrze to ujęłaś :)

Ale z drugiej strojny są dzieci które potrafia jako niemowlaki leżec pół godziny grzecznie w łózeczku czy leżaczku i patrzeć w sufit... I co z takim dzieckiem byście robiły? też się cieszyły że sie samo sobą zajmuje czy jednak proponowały jakąs atrakcję...

Moje takie było 8)

Jak się zajmował sam sobą, tudzież ręką czy inną szmatką, to dawałam spokój ;)

Odpowiedz
Gość 2010-10-21 o godz. 19:56 0

O wy szczęśliwe, zazdroszczę 8)

Odpowiedz
Gość 2010-10-21 o godz. 20:00 0

lady_of_avalon napisał(a):Ale z drugiej strojny są dzieci które potrafia jako niemowlaki leżec pół godziny grzecznie w łózeczku czy leżaczku i patrzeć w sufit... I co z takim dzieckiem byście robiły? też się cieszyły że sie samo sobą zajmuje czy jednak proponowały jakąs atrakcję...
Jezu, Boże broń przeszkadzac w leżeniu i patrzeniu w sufit ;) Nie proponowałabym - rzecz jasna w graniach normy (ze słyszenia wiem, że są dzieci, które właściwie od urodzenia same się sobą zajmują i nie wymagają innych rozrywek). Tak sobie teoretyzuję, mam model raczej z drugiego końca.

lady_of_avalon napisał(a):No i im dziecko strasze tym chyba większy problem jest nie tyle z zajęciem go czymkolwiek, bo czymkolwiek to ono się same już potrafi zając (np. oglądaniem telewizji ;) ) ale jakością tych zabaw....
No dokładnie. Większym problemem nie jest to, że moje dziecko nie potrafi się sobą zając przez pół godziny (bo potrafi), tylko to, co ono w tym czasie robi ;)

Odpowiedz
meggien 2010-10-22 o godz. 02:18 0

O ile dobrze pamiętam w sufit się na dłużej Kuba nigdy nie zagapił, ale już np karuzela go potrafiła zająć na jakiś czas i wtedy nie przeszkadzałam pod żadnym pozorem. Tak samo jest teraz jak się ładnie bawi, na czymś skupia i cośtam sobie kombinuje - aż miło go wtedy obserwować ;)

Co do jakości zabaw, to święta prawda. Kuba by się pewnie znakomicie sam bawił w swoim pokoju albo salonie, może nawet i pół godziny ale co by tam wyprawiał i w jakim by był potem stanie ( i on i pokój ) wolę nie wiedzieć ;)

Odpowiedz
Gość 2010-10-22 o godz. 02:40 0

Pod cytatem szukałam linka do słownika odnoszącego się do słówka IRONIA ;) bo ja to czytam to tylko to słowo mi się nasuwa.

Poza tym w ostatnim podpunkcie chciałoby się dodać
- często po osiągnięciu dorosłości powtarzaj dziecku ile dla niego poświęciłaś i zrobiłaś

Odpowiedz
Gość 2010-10-22 o godz. 03:01 0

Mika_, ale Lady pisała, że te punkty są trochę wyjęte z kontekstu ;) Autorka sama odnosi się do nich z dystansem.

Odpowiedz
Gość 2010-10-22 o godz. 03:10 0

Rozumiem :) Ja tyko napisałam o swoich odczuciach po przeczytaniu tychże słów

Odpowiedz
Gość 2010-10-22 o godz. 04:01 0

No i NAD cytatem było, że to pół żartem pół serio ;)

Odpowiedz
Gość 2010-10-23 o godz. 21:40 0

Za mój caly komentarz niech posluży to, że z calego serca polecam książkę: "Jak nie być matką doskonalą" Libby Purves.

Odpowiedz
Gość 2010-10-23 o godz. 22:19 0

Początek to ja. Potem sa już tylko wyrzuty sumienia. Czuję się fatalną matką. Wiedziałam, że tak będzie, bo jestem perfekcjonistką.
Poród mi nie wyszedl, karmienie piersią też nie :(

Odpowiedz
Gość 2010-10-23 o godz. 22:29 0

Sun - ale poród czy karmienie piersią to tylko dwa z wielu czynników, które moga zapewnic dziecku lepszy rozwój mózgu (przynajmniej tak się pocieszam w aspekcie moich ciążowych początków i równie nieudanego porodu lol ). Nie wierzę, że nie spełniasz też żadnego z pozostałych punktów, a twoje dziecko całe dnie spędza w leżaczku wpatrzone w telewizor : ;)

Odpowiedz
Gość 2010-10-23 o godz. 23:41 0

Wiecie, do pewnego momentu mi się wydawalo, że sobie jaja jakieś robicie, że ten wątek to jeden wielki żart i się nawet podśmiewalam z tych punktów...ale potem do mnie dotarlo, że niektóre osoby to tak na serio :o Mi się trochę kojarzy z tymi wyśmiewanymi wątkami na gazeta.pl - ojej, zmienilam piasek w kuwecie kotu, czy moje dziecko będzie upośledzone umyslowo?! Nie przyszlo mi do glowy robić sobie testów na matkę idealną :| nie jest to cel sam w sobie :|

Odpowiedz
Gość 2010-10-24 o godz. 05:08 0

No pewnie, że nie. Chyba, że ktoś w ogóle nastawia się, że to rola życia ;) Ale tak sobie dyskutujemy, na ile REALNE jest spełnienie tych punktów, abstrahując od celowości tego.

Odpowiedz
Alma_ 2010-10-24 o godz. 05:35 0

Sun napisał(a):Poród mi nie wyszedl, karmienie piersią też nie :(
A cukrzykom nie wychodzi produkcja insuliny. Mniej więcej tak samo jesteś winna Ty ;)

Odpowiedz
Gość 2010-10-24 o godz. 20:14 0

Doła mam i tyle...

Odpowiedz
Gość 2010-10-24 o godz. 21:15 0

Madeleine napisał(a):No pewnie, że nie. Chyba, że ktoś w ogóle nastawia się, że to rola życia ;) Ale tak sobie dyskutujemy, na ile REALNE jest spełnienie tych punktów, abstrahując od celowości tego.
Tak, ja rozumiem, tylko te punkty to jakieś takie... jakby dla osób z nerwicą natręctw ;)

Sun, no nie zalamuj mnie ;) napisz, co Ci konkretnie w Twoim matkowaniu nie leży, zaraz Cię pocieszę. Ja się urodzilam w wyniku ciężkiego porodu, w zamartwicy sinej, czy jakoś tak, z pępowiną wokol szyi i dostalam kilka pkt Apgar chyba; karmiona piersią nie bylam w ogole. I bez falszywej skromnosci powiem Ci, że nie przelożylo się to u mnie na jakiekolwiek braki ;)

Odpowiedz
Gość 2010-10-25 o godz. 03:46 0

naturella napisał(a):Tak, ja rozumiem, tylko te punkty to jakieś takie... jakby dla osób z nerwicą natręctw ;)
Bardziej mnie intryguje to sprzężenie zwrotne, że idealna matka ma idealnego męża i idealne koleżanki. Nie daj Boże jedna będzie nieidealna - i wszystkie starania na nic lol

Odpowiedz
Gość 2010-10-26 o godz. 20:04 0

naturella napisał(a):Sun, no nie zalamuj mnie ;) napisz, co Ci konkretnie w Twoim matkowaniu nie leży, zaraz Cię pocieszę. Ja się urodzilam w wyniku ciężkiego porodu, w zamartwicy sinej, czy jakoś tak, z pępowiną wokol szyi i dostalam kilka pkt Apgar chyba; karmiona piersią nie bylam w ogole. I bez falszywej skromnosci powiem Ci, że nie przelożylo się to u mnie na jakiekolwiek braki ;)
lol 8)

Budzę się razem z nią o 5/6 rano i modlę (chociaż jestem ateistką ), żeby mi dała pospać chociaż godzinę jeszcze. Mój mąż się budzi, bierze ją do łóżka i bawi z nią do 9 aż zaśnie. Ja nie mam na to siły ani ochoty
Nie umiem wymyślać jej zabaw...
Jestem głodna i zła, że nie mogę nic jeść.

Odpowiedz
Gość 2010-10-26 o godz. 20:33 0

Sun, kochana, no i co w tym zlego? Oprócz tego, że jesteś mamą, jesteś też także czlowiekiem. A czlowiek, jak glodny to zly, jak niewyspany, to malo produktywny, no nie? I nie każda mama musi umieć bawić się z dzieckiem. Ja nie umiem i nigdy nie umialam. Dlatego moje dzieci doskonale potrafią zajmować się sobą, a Maks gada jak stary, bo z matką się fajnie gada, nie bawi:)

Odpowiedz
Gość 2010-10-26 o godz. 20:52 0

naturella napisał(a): I nie każda mama musi umieć bawić się z dzieckiem. Ja nie umiem i nigdy nie umialam.
Hmm. A ja akurat uważam, że umiejętność zabawy z dzieckiem szczególnie w wieku 0-3 jest szalenie ważna. Zwłaszcza jesli spędza ono całe dnie z mamą i nie chodzi do żlobka. To są decydujące lata jeśli chodzi o rozwój mózgu i potencjał intelektualny, jaki dziecko będzie miało w przyszłości. I nie jest to wcale łatwa sprawa - ja na przykład do 6 miesiąca miałam koszmarny problem z zabawami, od kiedy zaczął siedzieć i chodzic jest już trochę lepiej, ale cały czas się uczę. Mam od kogo - bo moja mama jest specjalistką od dzieci w wieku 0-3 lata (skończyła pedagogike i uczyła wiele lat w liceum medycznym dla opiekunek dziecięcych) i takie pomysły jakie ona ma na zabawy to mi by nigdy do głowy nie przyszły lol
I nie chodzi tu o to żeby cały czas skakac dookoła dziecka, ale żeby na przykład wybierac mu mądre zabawki a nie tylko mało-rozwijajace pastic-fantastic...
Jestem właśnie po wykładzie mojej mamy (6 stron notatek) na temat tego jak urządzic pokoik dla dziecka rocznego i jakie kąciki tematyczne powinny w nim byc, jakie zabawki trzeba kupić - jak znajdę chwilę to założę watek - może kogoś zainspiruje, a nasze forumowe panie przedszkolanki dopisza coś od siebie ;)

Odpowiedz
Gość 2010-10-26 o godz. 21:07 0

Sun napisał(a):Budzę się razem z nią o 5/6 rano i modlę (chociaż jestem ateistką ), żeby mi dała pospać chociaż godzinę jeszcze. Mój mąż się budzi, bierze ją do łóżka i bawi z nią do 9 aż zaśnie. Ja nie mam na to siły ani ochoty
Nie umiem wymyślać jej zabaw...
Jestem głodna i zła, że nie mogę nic jeść.

Sun, Ty po prostu jesteś normalna lol No i masz kryzys piątego miesiąca ;) Już niedługo, zobaczysz - Emma usiądzie i zdobędzie nowy punkt widzenia świata, a także zupełnie nowe umiejętności. Poza tym zrobi się ciepło, będziesz mogła spędzac na dworze całe dnie (polecam matę edukacyjną na trawie) i świat stanie się znowu sensowny.

Ja mam ochotę skoczyc z okna za każdym razem, kiedy mały urządza mi pobudkę o 5 ;) Mój mąż ma dla niego wtedy więcej siły - i nic dziwnego, w końcu nie opiekuje się Piotrusiem całymi dniami. Pozwalam więc mu się wykazac 8)
Kup sobie może książkę typu "365 dni z kochanym maleństwem", a jeśli karmienie Cię wykańcza - to odstaw Emmę. Naprawdę, szkoda Ciebie, a Twoja córeczka i tak wyczuwa Twój nastrój.

Odpowiedz
Gość 2010-10-26 o godz. 21:11 0

Madeleine napisał(a):
Sun, Ty po prostu jesteś normalna lol No i masz kryzys piątego miesiąca ;) Już niedługo, zobaczysz - Emma usiądzie i zdobędzie nowy punkt widzenia świata, a także zupełnie nowe umiejętności. Poza tym zrobi się ciepło, będziesz mogła spędzac na dworze całe dnie (polecam matę edukacyjną na trawie) i świat stanie się znowu sensowny.

Ja mam ochotę skoczyc z okna za każdym razem, kiedy mały urządza mi pobudkę o 5 ;) Mój mąż ma dla niego wtedy więcej siły - i nic dziwnego, w końcu nie opiekuje się Piotrusiem całymi dniami. Pozwalam więc mu się wykazac 8)
Kup sobie może książkę typu "365 dni z kochanym maleństwem", a jeśli karmienie Cię wykańcza - to odstaw Emmę. Naprawdę, szkoda Ciebie, a Twoja córeczka i tak wyczuwa Twój nastrój.

Jezu (że tak sobie wezwę nadaremno ;)), serio? To mija? MIJA? KIEDY? Bo ja mam kryzys od pół roku.

Odpowiedz
Gość 2010-10-26 o godz. 21:24 0

lady_of_avalon napisał(a):naturella napisał(a): I nie każda mama musi umieć bawić się z dzieckiem. Ja nie umiem i nigdy nie umialam.
Hmm. A ja akurat uważam, że umiejętność zabawy z dzieckiem szczególnie w wieku 0-3 jest szalenie ważna. Zwłaszcza jesli spędza ono całe dnie z mamą i nie chodzi do żlobka. To są decydujące lata jeśli chodzi o rozwój mózgu i potencjał intelektualny, jaki dziecko będzie miało w przyszłości. I nie jest to wcale łatwa sprawa - ja na przykład do 6 miesiąca miałam koszmarny problem z zabawami, od kiedy zaczął siedzieć i chodzic jest już trochę lepiej, ale cały czas się uczę. Mam od kogo - bo moja mama jest specjalistką od dzieci w wieku 0-3 lata (skończyła pedagogike i uczyła wiele lat w liceum medycznym dla opiekunek dziecięcych) i takie pomysły jakie ona ma na zabawy to mi by nigdy do głowy nie przyszły lol
I nie chodzi tu o to żeby cały czas skakac dookoła dziecka, ale żeby na przykład wybierac mu mądre zabawki a nie tylko mało-rozwijajace pastic-fantastic...
Jestem właśnie po wykładzie mojej mamy (6 stron notatek) na temat tego jak urządzic pokoik dla dziecka rocznego i jakie kąciki tematyczne powinny w nim byc, jakie zabawki trzeba kupić - jak znajdę chwilę to założę watek - może kogoś zainspiruje, a nasze forumowe panie przedszkolanki dopisza coś od siebie ;)

Ja z kolei jestem zdania, że dziecko więcej skorzysta będąc inspirowane w inny sposób niż taki czysto zabawowy. Zabawy z malym dzieckiem kojarzą mi się wlasnie z takim skakaniem. I tak się nigdy z moimi dziećmi nie bawilam. Za to od początku duzo do nich mowilam, dawalam się bawić zabawkami bez atestu, czyli lyzkami i innymi przedmiotami niezabawkowymi. Pol dnia przebywalismy i przebywamy na dworze, stale opowiadam, co jest naokolo, daję pomacać różne przedmioty. Stymuluję ruchowo, do tego w różnych warunkach - trawa, piasek, kamienie itp. A zabawki MOIM ZDANIEM są od tego, żeby dzieci umialy się nimi bawić same.

A to, że dziecko w żlobku więcej skorzysta niż caly dzien z mamą... no nie wiem... tak wynikalo z tego, co napisalaś: Zwłaszcza jesli spędza ono całe dnie z mamą i nie chodzi do żlobka. Jakos nie chce mi się wierzyć, żeby panie żlobkolanki poświęcaly jakiemukolwiek dziecku tyle czasu, co jego mama ;) nawet jeśli mama nie zabawia dziecka grzechotkami. Zresztą może ja mam inne pojęcie bawienia sie, nie wiem. Irytują mnie rodzice, którzy przeszkadzają się dziecku rozwijać, stale podtykają nowe zabawki, stale inicjują nowe zabawy, zamiast po prostu towarzyszyć dziecku w jego rozwoju, tlumaczyć, pokazywać i podążać za jego zainteresowaniami. Specjalistą nie jestem, ale wydaje mi się, że przez samą obserwację tego, co ktoś robi - mama, starsze rodzeństwo - dziecko uczy się znacznie więcej, niż poprzez same zabawki.

Zresztą mam tu fajny przyklad - zaniedbalam budowanie z klocków. Tak, przyznaję się;) bo drewnianych nie mieliśmy, sensoryczne FP Maksa nie interesowaly, a na Duplo byl za maly do pewnego czasu. I przeczytalam gdzieś tam, że dziecko w jego wieku powinno ulożyć wieżę z 6 klocków. Wpadlam w poploch i obiecalam sobie, że kupię mu klocki, nauczę z Duplo budować, już, szybciutko. Aż tego samego dnia Maks wyciągnąl z szafki sloiki z obiadami i ustawil od niechcenia sam z siebie wieżę z 8 sloików. :D

Odpowiedz
panna_van_gogh 2010-10-26 o godz. 21:39 0

naturella napisał(a): Aż tego samego dnia Maks wyciągnąl z szafki sloiki z obiadami i ustawil od niechcenia sam z siebie wieżę z 8 sloików. :D
lol lol lol lol

BTW kiedy powinno ta wieze budowac? i kiedy pierwsze klocki?

Odpowiedz
Gość 2010-10-26 o godz. 22:09 0

lady_of_avalon napisał(a):Jestem właśnie po wykładzie mojej mamy (6 stron notatek) na temat tego jak urządzic pokoik dla dziecka rocznego i jakie kąciki tematyczne powinny w nim byc, jakie zabawki trzeba kupić - jak znajdę chwilę to założę watek - może kogoś zainspiruje, a nasze forumowe panie przedszkolanki dopisza coś od siebie ;)
z ciekawości chętnie bym przeczytała 8)

Odpowiedz
panna_van_gogh 2010-10-26 o godz. 22:21 0

amelani napisał(a):lady_of_avalon napisał(a):Jestem właśnie po wykładzie mojej mamy (6 stron notatek) na temat tego jak urządzic pokoik dla dziecka rocznego i jakie kąciki tematyczne powinny w nim byc, jakie zabawki trzeba kupić - jak znajdę chwilę to założę watek - może kogoś zainspiruje, a nasze forumowe panie przedszkolanki dopisza coś od siebie ;)
z ciekawości chętnie bym przeczytała 8)

ja tez :)
i w ogóle chetnie przeczytałabym o stymulacji zabawa :)
nie dałoby sie zalozyc czegos takiego?

Odpowiedz
Gość 2010-10-27 o godz. 00:38 0

czekam na stosowny watek ;)

Ja niestety jakos nie mam super pomyslow na zabawy z OLka, ale podpatruje kolezanke ;)

Odpowiedz
Gość 2010-10-27 o godz. 03:15 0

naturella napisał(a):
. Za to od początku duzo do nich mowilam, dawalam się bawić zabawkami bez atestu, czyli lyzkami i innymi przedmiotami niezabawkowymi. Pol dnia przebywalismy i przebywamy na dworze, stale opowiadam, co jest naokolo, daję pomacać różne przedmioty. Stymuluję ruchowo, do tego w różnych warunkach - trawa, piasek, kamienie itp.

I ty mówisz, że nie umiesz się bawić z dziećmi lol lol lol
To oto własnie mniej więcej chodzi w tym wszystkim co wyżej napisałaś ... ;)

Co do żłobka - oczywiscie, że mama lepsza niz żlobek, bo więcej uwagi może dziecku poswięcić, ale mama która troszkę chociaż się podkształciła i wie jak stymulowac dziecka rozwój, a nie sadza je przed telewizorem na cały dzień lub zostawia samo sobie w kojcu, bo ma milion wazniejszych rzeczy, którymi musi sie zająć...

Odpowiedz
Gość 2010-10-27 o godz. 03:38 0

A:) bo ja myslalam, ze taka prawdziwa zabawa to coś innego ;) że to stale zajmowanie dziecka, nawet jak sie ladnie samo zajmuje jakas zabawka, jak na chwile odlozy, to juz mama wtyka inną, jednoczesnie stale gruchając, ruszając się, świergocząc, wyczekując momentu, żeby znów coś dać. Ja zawsze wyrzuty sumienia mialam przy niektórych koleżankach, że dopóki dziecko się samo bawi, to nie przeszkadzam w tym. Jak w wózku na spacerze ladnie siedzi i się gapi na świat, to nie wyciągam, żeby pohuśtać na kolanie i zrobić "kosi-kosi" ;)

Ja gadula jestem i nawet jak Maks ogląda TV to siadam z nim i gadam, gadam... na temat bajki oczywiście. Ola jest troszkę zostawiona samopas, bo na razie Maks potrzebuje mnie bardziej, a to jego osoba ją stymuluje aż za bardzo - glowa jej chodzi jak na sznurku, bo Maks stale biega, gasi pożary swoją strażą pożarną, zamiata podlogę, robi pokazy akrobatyczne za pomocą mopa i inne takie - Ola zachwycona, im glupiej, tym lepiej:D

Ale na temat zabaw też bym chętnie poczytala, tyle, że moje dziecko to trochę inne jest... za bardzo zywiolowe na rysowanie, malowanie, kolorowanie, na razie zupelnie go to nie kreci. Z rzeczy wymagających skupienia to tylko ksiązeczki, i to nie historyjki, tylko takie ksiązeczki edukacyjne, z wieloma podpisanymi przedmiotami, żeby mógl mi opowiadać, co jest na obrazku, do czego się używa itp.

Kupilam nawet taką książkę "100 zabaw z 2-latkiem", ale to o kant potluc... nie dla Maksa. Propozycje robienia konfitur, wyrabiania ciasta... to se ne da. Jego interesują konkrety niestety:(

Odpowiedz
Gość 2010-10-27 o godz. 03:39 0

Blutka napisał(a):Jezu (że tak sobie wezwę nadaremno ;)), serio? To mija? MIJA? KIEDY? Bo ja mam kryzys od pół roku.
Pierwszy kamień milowy, kiedy sobie dziecię siada, drugi - kiedy zaczyna raczkowac, trzeci - kiedy samodzielnie chodzic. Tzn. dla rodzica nie jest lżej (w sensie uwagi) - ale już nie trzeba dziecku zabaw wymyślac, tylko je powstrzymywac przed zrobieniem głupoty ;)

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie
  • Strona z