Quantcast
  • ZalEwka odsłony: 12666

    Co sądzicie o pomocy mamy/teściowej w pierwszych dniach po porodzie?

    Pytanie do tych co już są po porodzie oraz tych przed jakie są Wasze zapatrywania.Moja mam wymyśliła sobie że przełoży sobie wcześniej planowany wyjazd do pracy za granicę specjalnie zeby przyjechać do mnie i mi pomóc zaraz po porodzie. Szczerze mówiąc rękami i nogami się przed tym bronię i próbuję jej to wybić z głowy. Od lat radzę sobie sama, nie to że mam wyrodną matkę, poprostu sama decydowałam zawsze co i jak będę robić w życiu i nigdy rodzice do niczego się nie wtrącali. Mieli do mnie zawsze zaufanie a ja strałam sie ich nie zawieść. No ale ja z domu wyjechałam na dobre 11 lat temu i na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie przebywać z rodzicami dłużej niż dwa dni z rzędu. A jak mnie mam uszczęśliwi przyjazdem to będzie tydzień albo dwa. I nie wiem jak to zrobić żeby jej nie urazić.Tym bardziej że ja jestem poprostu przerażona, raz że nowa sytuacja z dzieckiem do której muszę się przyzwyczaić, będe pewnie zmęczona, obolała, i jeszcze do tego mama zagłaskująca na śmierć (ma takie tendencje).No i pytanie czy taka pomoc faktycznie się przydaje, no bo zaczęłam się zastanawiać czy sama dam radę czy faktycznie nawet z nadopiekuńczą mam nie bedzie mi jednak łatwiej.Szczerze mówiąc to ja miałam niecny plan dać szlaban wszystkim bez wyjątku na wizyty przez pierwsze 2-3 tygodnie dopóki się nie ogarnę i wstępnie nie zorganizuję jakoś. Hmmm........ Jak to u Was plisss o opinie.

    Odpowiedzi (46)
    Ostatnia odpowiedź: 2020-10-09, 22:23:27
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
Gość 2020-10-09 o godz. 22:23
0

Nigdy?!po moim trupie?!powiedziala mi ze ja swojego.dziecka nie kocham
Nie chce jej znac

Odpowiedz
oleńka25 2010-08-28 o godz. 07:32
0

Mi przez pierwszy tydzień pomagała mama, nie prosiłam jej o to, sama po prostu przychodziła i robiła nam obiady, pomagała w prasowaniu i sprzątaniu. Jej pomoc była nieoceniona, bo mała była na początku bardzo płaczliwa, a ja miałam mega baby bluesa.

Mąż wziął co prawda 2 tyg urlopu, ale miał jakieś problemy zdrowotne, więc średnio był pomocny... A ja sie ciągle jeszcze o niego martwiłam.
Mama wszystko mi poukładała, tak że jak zostałam sama, świetnie dałam sobie radę. Teściowie przyjechali do nas po 2 tygodniach na 1 dzień. I nie wyobrażam sobie, że teściowa miałaby u nas siedziec. Zeżarli by się z mężem...

Odpowiedz
buniuta 2010-08-28 o godz. 07:09
0

Po porodzie 2 tygodnie byliśmy z mężem i może nie radziliśmy sobie ze wszystkim idealnie, ale nie chcieliśmy żadnej pomocy. Zresztą nie mieliśmy też zbyt wielu propozycji.
Rodzice i teściowie pomagali nam od czasu do czasu w kwestii cateringowej i to było ok.

Odpowiedz
Gość 2010-08-28 o godz. 04:23
0

Mi mama pomogła doprowadzic piersi do porzadku i przy gotowaniu obiadu.
Przy dziecku nie bylo co pomagac, bo dawalismy sobie rade. Mama pomagala mi najintensywniej przez pierwszy tydzien po porodzie.

Odpowiedz
kwietnioweczka 2010-08-28 o godz. 03:33
0

ja tam jeszcze nie urodzilam ale chyba jako nieliczna chce zeby mi pomogla mama. Ja sie strasznie boje ze nie dam rady. Chcialabym byc przynajmniej na ten najgorszy czas u mamy, na sam poczatek. Bo poprostu nie wyobrazam sobbie zeby tesciowa mi pomagała, chociaz z nia mieszkamy. Ona nie wie zze trzeba miec diete przynajmniej prze zjakis czas,ze po kazdym siku bede sie musiala umyc itd. Kurna jakby nigdzu dziecka nie miala!!Ale najgorsze jest to ze maz nie rozumie. I jak go przekonac??

Odpowiedz
Reklama
meggien 2010-08-23 o godz. 08:42
0

Moja mama była u nas 2 tygodnie. Pomagać przy Kubie nie było w sumie potrzeby bo świetnie sobie radziliśmy sami ale gdyby nie ona nie wiem co byśmy przez te pierwsze dni jedli, w czym chodzili itd. Pomogła mi się przyzwyczaić do nowej sytuacji, ogarnąć i jakoś sobie wszystko po nowemu zorganizować. Mogłam spokojnie i bez nerwów się jako tako 'nauczyć' Kuby i go poznać. Bardzo się cieszę, że wtedy z nami była.

Za pomoc teściowej bym podziękowała.

Odpowiedz
Gość 2010-08-23 o godz. 05:28
0

Też przerabiałam ten temat i zdecydowałam, że nie chcę w domu żadnej dodatkowej osoby. Poradziliśmy sobie sami i jestem z tego bardzo zadowolona. Maja przez pierwszy miesiąc była "małoobsługowa".

Zarówno moja mama jak i teściowa należą do osób lekko lub bardziej specyficznych z wyraźnym naciskiem na "bardziej" w przypadku teściowej. Już przed pójściem do szpitala zdecydowałam, że mają nie przyjeżdżać przez pierwsze 2 tygodnie, bo sama chcę sobie wszystko poukładać i to po swojemu. Najbardziej przerażały mnie wizje ścierania się o to co i jak ma być wykonywane, o której godzinie, w jakiej kolejności itp. Zamiast pomocy byłby stres.
Dodatkowo moja mama "przeważnie wie lepiej" a teściowa "zawsze wie lepiej", więc resztę nie trudno przewidzieć.
Cycki miałam jak arbuzy od zastoju pokarmu (nabawiłam się dzięki szpitalnej opiece), przy odciąganiu wyłam z bólu, rana po CC mnie bolała i chodziłam zgięta w pół ale to wszystko razem wzięte było lepsze od "pomocy" mam.

Moim zdaniem bardzo dużo zależy od nastawienia do osoby pomagającej i jej podejścia do tego, czego oczekujemy.

Odpowiedz
Gość 2010-08-23 o godz. 05:20
0

a ja (chyba jak jedyna tutaj) pojechałam do rodziców, tzn. tam też rodziłam i pierwsze 3 tygodnie spędziłam w rodzinnym domu i nie wyobrażam sobie, że mogło byc inaczej,
mąż był z nami 2 tygodnie i razem z mamą zajmowali się Antosią i mną, bo czułam się fatalnie
Mała była (i jest) prostym w obsłudze egzemplarzem, więc jakiś specjalnych problemów nie było, ale jakoś tak nam raźniej było :)

Odpowiedz
fjona 2010-08-23 o godz. 05:02
0

przy pierwszym dziecku byłam wdzięczna za każdą pomoc przy dziecku.
przy drugim dziecku byłabym wdzięczna za każdą pomoc przy pierwszym dziecku. ;)

Odpowiedz
matylda_zakochana 2010-08-23 o godz. 02:52
0

Teściowa mieszkała w bloku obok, ale przy dziecku żadnej pomocy nie potrzebowaliśmy i ona doskonale to rozumiała, nie wtrącała się i doskonale sobie poradziliśmy. Nie nachodziła nas specjalnie, ale my do niej na obiadki chodziliśmy i było wspaniale.

Potem nawet moja babcia się chwaliła jak doskonale sobie radzimy, bo cała rodzina namawiała nas na przeprowadzkę do mamusi, bo sami to sobie na pewno nie poradzimy

Odpowiedz
Reklama
panna_van_gogh 2010-08-23 o godz. 02:04
0

Madeleine napisał(a):BNie miałam pomocy mamy ani teściowej - bo tak sama chciałam. Był za to mąż (wziął tydzień wolnego na pierwsze dni w domu) - wystarczyło w zupełności.
Dokladnie tak ;) w końcu to było nasze dziecko
gdyby Bartek nie mógł - poradziłabym sobie sama
gdybym czuła się naprawde źle fizycznie - byc może poprosiłabym mamę o pomoc

Odpowiedz
Nale 2010-08-22 o godz. 10:02
0

Teściowa donosiła jedzenie, a moja mam wpadała często. Drażniła mnie ich obecnośc, ale prawda jest taka, że yły bardzo pomocne. Miałam zespół popunkcyjny (nie przewidzisz) i przewracałam się z bólu i zawrotów głowy. Sama dałabym radę, ale byłoby jeszcze ciężej. A poczucia lekkosci nie miałam ;)

Odpowiedz
b.londynka 2010-08-17 o godz. 03:38
0

U nas podobnie jak u AgaFe. Poki co mieszkam z rodzicami. Maz przyjechal z UK tuz przed porodem i byl z nami przez pierwszy miesiac zycia Pauliny. Ja przez pierwszy tydzien po porodzie w ogole nie moglam chodzic ani stac, wiec rodzina skakala nade mna ;) Mimo obecnosci meza, bez pomocy mamy nie byloby tak fajnie 8) Dzieki niej bylam najedzona i nie zaroslam brudem (zajela sie praniem i prasowaniem ubranek). Pomagala nam tez uspokajac mala na poczatku, kiedy pol nocy byl ryk- zebysmy my mogli sie wyspac. Nigdy sama sie nie wtracala, dopiero kiedy ja prosilismy- i tak jest nadal. Nie wiem jak bym przezyla bez niej

Ale moja mama jest bardzo w porzadku, przy porodzie tez byla ona 8)

Odpowiedz
AgaFe 2010-08-17 o godz. 03:09
0

Po porodzie mieszakalismy z rodzicami, więc nam pomagali. I muszę przyznać, ze jestem bardzo wdzięcza, ze miałam co zjeść, etc. Nie było to jednak narzucanie się i większość robilismy sami.
Co do teściowej, to nie interesowała się zbytnio, odwiedziła nas moze ze 2 razy ;) i dobrze, bo nie wyobrażam sobie jej "pomocy"

Odpowiedz
kasia_kl 2010-08-17 o godz. 01:43
0

Mieszkamy z teściami w jednym domu, jakieś dwa dni po tym jak wróciłam ze szpitala do domu moj mąż musiał służbowo wyjechaćna jakiś tydzień, więc jak teściowa była w pracy przyjeżdżała moja mama a to tylko dlatego że byłam dość słaba i bałam się tak naprawdę że zemdleję jak będę sama, te jej wizyty polegały na tym że piłśmy sobie herbatkę bo mały i tak całe dnie spał. Potem już miał 2 tygodnie urlopu i oprócz tych codziennych obiadków ktore robiła teściowa i za które jestem jej wdzięczna (gdyby nie ona to byśmy się kanapkami wtedy żywili) to byśmy sobie bez problemu sami poradzili. A teraz to że teściowa jest tak blisko chwalę w niebiosa bo bez problemu mogę się gdzieś wyrwać, coś załatwić czy nawet umyć głowę bo ona chętnie małego przypilnuje... a teraz to go na sekundę z oczu spuścić nie można....

I tak jak piszą dziewczyny dużo zależy od porodu i tego jak się bedziesz czuła no i od pomocy tatusia......ale myślę żeby tak stanowczo nie odrzucać tej pomocy tylko zdecydować jak przyjdzie co do czego i będziesz wiedziała jak sytuacja naprawde wygląda.

Odpowiedz
Grzybowa 2010-08-16 o godz. 22:55
0

Po porodzie byłam w domciu tylko z córką i mężem. Poradziliśmy sobie świetnie. Wszystkiego uczyliśmy się na sobie ;)
Natomiast teraz to z największą przyjemnością przyjęłabnym każdą pomoc. Choćby na godzinkę dziennie. Niestety chętnych brak 8)

Odpowiedz
Gość 2010-08-16 o godz. 22:41
0

Nie miałam pomocy ze strony mamy (teściowa nie zyje), nie mogłaby i tak wziąźć wolnego. Mój mąż też od razu poszedł do pracy. Ale moje dziecko to był aniołek - zero jakichkolwiek problemów. Jadł i spał. Miałam cc, ale dość szybko doszłam do siebie. Tak więc pomoc tak naprawde nie była mi w ogóle potrzebna.

Odpowiedz
Gość 2010-08-16 o godz. 21:03
0

wszystko zależy od tego jak Ty bedziesz sie czuła po porodzie. Znam dziewczyny które wyszły ze szpitala po 3 dniach i od razu na spacer szły z dzieckiem, bo nic ich nie bolało były w dobrej formie. Znam tez takie (i ja tu należe niestety) że po porodzie leżały plackiem przez 2 tyg. a przez nastepny miesiac zwijały sie bólu. I tu nie chodzi tylko o to czy była cesarka czy nie ale ogólnie o tempo wracania do formy fizycznej po porodzie (u mnie byly komplikacje i pomoc mamy, siostry, szwagierki nawet byla nieoceniona, bo sama nie mialam siły utrzymac dziecka dluzej niz 5 min :( a nie mowie tu juz o jakis spacerach jesli pogoda dopisuje)

Odpowiedz
Gość 2010-08-16 o godz. 19:59
0

Mój mąż po porodzie siedział z nami 2 tygodnie. Mama była 2 noce. Powiedziała, że chętnie pomoże, ale będzie siedziała tylko tyle, ile uznam za stosowane :) Bardzo Ją za to kocham :) Pierwszej nocy bardzo nam pomogła przy Małej, drugiej nocy już sami się Nią zajmowaliśmy, a Mamusia była na wszelki wypadek. Następnego dnia przyjechał stęskniony Tata po Mamę ;) Mama głównie pomagała mi gotując, prasując i zajmując się mną :) Małą zajmowaliśmy się sami. Miała nam pomóc z pierwszą kapielą, ale i tak sami sobie poradziliśmy :)
Do tej pory rodzice od czasu do czasu wpadają i przywoża mi wałówkę, żebyśmy z głodu nie zginęli ;) Nie ukrywam, bardzo mi to pomaga, bo gotować nie zawsze mam kiedy, a i nie jest to moje ulubione zajęcie ;)

Teściowa taktownie nie pchała się z wizytą. Była w szpitalu, a potem czekała, kiedy ją zaprosimy. Przyjechała chyba po jakiś 2-3 tygodniach. Nie pamietam dokładnie, ale widać nie była to już wtedy uciążliwa wizyta ;)

Odpowiedz
Gość 2010-08-16 o godz. 19:29
0

Moja mama była u nas prawie tydzień po moim wyjściu ze szpitala i w sumie byłam z tego zadowolona, ale jak odjeżdżała to odetchnęłam z ulgą. Teściowa wpadała codziennie popołudniami i maglowały nas o malucha - a to za zimno, a to za gorąco, a to czapeczka, a to śpioszki, a tu ma jakąś kropkę itp ;)

Maluchem zajmowaliśmy się my a mama zajmowała się mną ;) Gotowała, sprzątała, prasowała itp. Teściowa wpadała codziennie popołudniami.

Nie wiemczy przy drugim dziecku będę prosiła je o pomoc/ Mam nadzieję, że tylko mąż wystarczy ;)

Odpowiedz
Gość 2010-08-16 o godz. 08:35
0

algaj napisał(a):Carrie napisał:
Moja mama była 2 tygodnie prawie. I dziękuję Bogu, że mogła być Cool.

no to tak jak u nas
wiem jedno - bez niej na pewno nie karmiłabym piersią, a to i tak tylko nikły procent tego jak bardzo mi pomogła
U mnie podobnie :)

Teraz oddalabym 100 worow zlota, zeby mogla mi troche pomoc przy Oli ;)

Odpowiedz
Gość 2010-08-16 o godz. 08:21
0

Ja chcialam byc sama z mezam. Niemniej jak wpadlam w dola zwiazanego z karmieniem piersia i ryczalam mojej mamie do sluchawki to jej pojawienie sie 2 godziny po tym telefonie przyjelam jak wybawienie i nie wypuszczalam jej z domu przez kolejne 5 dni lol

Zajmowala sie mna nie dzieckiem i postawila mnie do pionu.

Odpowiedz
Gość 2010-08-16 o godz. 07:38
0

karola78 napisał(a):mama nie chciała dać za wygraną i dzwoniła kilka razy dziennie i dostarczała pożywienie (za to jej dzięki).
Dokładnie, załatw sobie catering 8) i twardo stój przy swoim odnośnie do pobytu stałego mamy ;). Szczerze mówiąc - w naszym małym mieszkaniu każda nadmiarowa osoba zawadzałaby.
O czym zresztą mogłam się przekonac, kiedy to moi rodzice przyjechali z wizytą do tygodniowego wnuka i siedzieli calutki dzień, nie bacząc na to, że może chciałabym się położyc i zdrzemnąc, i każąc obsługiwac. Ale spoko, i tak zajęli całą kanapę, więc nie miałam gdzie siedziec - a byłam po cc.

Odpowiedz
m. 2010-08-16 o godz. 02:41
0

Ardabil napisał(a):Moja mama po porodzie odwiedzała nas regularniej, ale nie po to żeby przy dziecku pomagać, tylko żeby dom ogarnąć, obiad przywiozła.
U nas podobnie. Mimo, że mąż miał wolne, moja mama przez jakieś 2 tygodnie przychodziła i przede wszystkim nas karmiła. Pilnowała, żebym szła spać w czasie kiedy Młoda spała, itp.
Samym dzieckiem się raczej nie zajmowała.

Byłam ogromnie zadowolona z tego wsparcia.

Odpowiedz
ZalEwka 2010-08-16 o godz. 01:46
0

No i fajnie właśnie o to mi chodzi żeby nie było w domu tłoku w postaci osób trzecich (rodzice też są osobami trzecimi). Ja nie bedę w najlepszej formie i już wiem ze krępowałaby mnie obecność kogoś więcej poza Ł. w domu, nawet mamy która jest owszem kochaną osobą ale by mnie zagłaskała, trzęsłaby się nade mną, litowała i wogóle brrrrrr. Pewnie też w końcu bym się z nią pogryzła, a po co. A to że sobie poradzimy to ja wiem i już.
Baaardzo sie ciesze ze dziecko będzie w takim układzie jak teraz, bo w poprzednim małżeństwie gdyby było to miałabym na milion procent babcię byłego na głowie i nie dałaby sobie nic powiedzieć ani wytłumaczyć bo to dość apodyktyczna osoba. Były nigdy nie umiał jej się sprzeciwić bo..... się obrazi. A jak ja się stawiałam to byłam niedobra oczywiście bo ona chce przecież dobrze. Ale na szczęście najczarniejsza wizja mi już nie grozi .
Pozostaje mi tylko wytłumaczyć mamie żeby sobie założyła konto meilowe i mogę jej nawet codziennie posyłać zdjęcia i filmiki dzidziula albo Ł. to będzie robił

Odpowiedz
Gość 2010-08-16 o godz. 01:43
0

Ja od razu ze szpitala pojechałam do mojej mamy, w rodzinne strony. Mąż był ze mną, bo zaraz były święta Bożego Narodzenia. Teściowie widzieli wnuczkę w szpitalu i potem dopiero po Nowym Roku.
Szczerze mówiąc błogosławię taki układ. Byłam bardzo osłabiona po porodzie, nie mogłam chodzić ani siedzieć i przez pierwsze 3 dni to moja mama z moim mężem kąpali małą i się nią zajmowali. Ja ją tylko karmiłam. Te półtora tygodnia pomocy było mi bardzo potrzebne...

Odpowiedz
Mała 2010-08-16 o godz. 01:15
0

Pierwszy tydzien po powrocie do domu byla ze mna mama. Przez to maz nie musial. Potem on wzial tydzien wolnego.
Sama bym sobie nie poradzila chyba.
Bylam im bardzo wdzieczna, ze mi pomagali.
Tesciowej bym nie chciala.
Przy tesciowej jakos tak glupio chodzic do poludnia w pizamie...

Odpowiedz
Gość 2010-08-16 o godz. 01:12
0

Maz byl z nami przez pierwszy tydzien i jeszcze przez nastepny pracowal troche krocej niz typowo. W miedzyczasie odwiedzili nas i moi rodzice, i tesciowie, ale jako goscie. Bylo OK (moze poza goscmi), nikogo wiecej bym w takim momencie w domu nie chciala, a juz na pewno nie na stale.

Odpowiedz
Gość 2010-08-16 o godz. 01:03
0

Maz mial 3 tygodnie wolnego (tak sie zlozylo, ze pod koniec byly swieta). Rodzice byli zaproszeni tylko do szpitala (mieszkaja daleko od nas), potem chcielismy sobie radzic sami. Moja mama bardzo sie oferowala, ale chcielismy sami sie nauczyc wszystkiego. Ogolnie pomoc meza niezastapiona. Jakby nie mogl byc w domu to pewnie skorzystalabym z pomocy mamy.

Odpowiedz
Corgi 2010-08-16 o godz. 01:01
0

Ja kategorycznie odmówiłam przyjazdu i mamie i teściowej. Miałam ogromną pomoc w postaci małża, który bity miesiąc siedział z nami w domu i we wszystkim pomagał. Gdyby nie on, nie poradziłabym sobie.

Teraz, po półtora roku doświadczeń wiem, że zrobiłam właściwie, bo znając mój ówczesny stan psychiczny (baby blues na całego) to pożarłabym się do krwi i z mamą i z teściową. A tak wszystkie ataki brał na siebie mój małż i dał sobie z tym radę. No ale to ja. ;)

Druga sprawa, że blokując dostęp do dziecka spowodowałam, że moja córka trochę "zdziczała" i żeby zaakceptować obecność kogoś trzeciego (czytaj: babcia, ciocia) w domu, potrzebuje dłuższego czasu. To jest mój błąd wychowawczy, którego skutki odczuwam teraz (czytaj: od urodzenia córki nikomu z rodziny nie mogłam podrzucić jej na tzw "godzinkę" pod opiekę. Staram sie to teraz naprawić i już pewien postęp osiągnęłam. No ale to trochę potrwa.

Odpowiedz
karola78 2010-08-16 o godz. 00:58
0

U nas było tak: jeszcze przed porodem powiedzieliśmy, że nikt nas nie odwiedza przez 2 tygodnie. Moja mama była strasznie oburzona, że jak to i wogóle. Mąż wziął 14 dni wolnego, mama nie chciała dać za wygraną i dzwoniła kilka razy dziennie i dostarczała pożywienie (za to jej dzięki). Jeśli chłop pomocny to dacie radę sami. Mój został dobrze przeszkolony w szkole rodzenia, przy małej robił wszystko (oprócz karmienia ;) ).

Odpowiedz
ZalEwka 2010-08-16 o godz. 00:40
0

Właśnie ja absolutnie nie boję się opieki nad dzieckiem, jestem w końcu najstarsza z czwórki rodzeństwa którym się opiekowałam a jak młode wyrosły to i tak zawsze opiekowałam się dzieciarami ciotek czy sąsiadek jeszcze. Fakt nigdy nie noworodkiem, i było to dość dawno, ale jakoś nie czuję przerażenia na myśl o kąpielach i ogólnie całodobowej opiece. Właściwie jedynym wyjątkiem kiedy to dopuściłabym myśl o takiej przyjazdowej pomocy to tylko wówczas gdybym miała być sama i jeśli nie mogłabym się samodzielnie przemieszczać. Ale jak pisałam będzie połówek, no to nawet jeśli będę unieruchomiona z tydzień to też damy radę.

Odpowiedz
algaj 2010-08-16 o godz. 00:17
0

Carrie napisał(a):Moja mama była 2 tygodnie prawie. I dziękuję Bogu, że mogła być 8).
no to tak jak u nas
wiem jedno - bez niej na pewno nie karmiłabym piersią, a to i tak tylko nikły procent tego jak bardzo mi pomogła

Odpowiedz
Ardabil 2010-08-16 o godz. 00:17
0

Moja mama po porodzie odwiedzała nas regularniej, ale nie po to żeby przy dziecku pomagać, tylko żeby dom ogarnąć, obiad przywiozła. My byliśmy tuż po remoncie. Jeszcze nie wszystko było przewiezione, wszędzie był kurz, więc pomagała jak mogła, nie narzucając się jednocześnie. Jak się zabierałam do sprzatania to mi mopa zabierała, żebym się dzieckiem zajęła, albo odpoczęła i takie tam.
Wtedy dobrze mi z tym było.

Odpowiedz
Gość 2010-08-16 o godz. 00:12
0

Carrie napisał(a):Moja mama była 2 tygodnie prawie. I dziękuję Bogu, że mogła być

Mąż nie mógł wziąć wolnego. A ja nawet chodzić nie mogłam. Więc chyba wszystko zależy od sytuacji.
U mnie było tak samo. Oprócz tego po wyjeździe mamy przyjechałam teściowa na 2 tygodnie chyba (albo na tydzień - już nie pamiętam) i trochę już niepotrzebne to było. Chociaż z drugiej strony miałam przynajmniej z kim pogadać, bo wtedy były straszne mrozy (do -20 st.) i spacery z noworodkiem odpadały zupełnie.

Odpowiedz
Gość 2010-08-16 o godz. 00:11
0

fagih napisał(a):W sumie po przełamaniu lęków nawet początkujący rodzic spokojnie da sobie radę z dzieckiem. Najgorzej to właśnie przełamać strach, że się zrobi krzywdę maleństwu.

Inna sprawa, że gdyby mąż musiał od razu wrócić do pracy to zapewne przyjęłabym pomoc mamy - nie tyle ze względu na to, że sobie nie poradzę co, aby nie być sama i nie czuć się osamotnioną w tym wszystkim.
Inna sprawa, że trzeba jeszcze wziąć pod uwagę stan mamy po tym porodzie ;) Nie tylko psychiczny.

Jak pisałam, mój mąż nie mógł wziąć nawet dnia wolnego. Ja nie byłam w stanie wstać przez pierwszy tydzień bez zawrotów głowy. Chodzić nie mogłam prawie wcale przez pierwsze 3 tygodnie..

Psychika psychiką ;) ale fizycznie bym sobie nie poradziła sama.

No i jeszcze pytanie, jaka ta mama do pomocy jest 8) Moja była super. Ani nic nie narzucała, ani nie pouczała. Tylko wieczorami mi kompa okupowała, no! lol

Odpowiedz
Gość 2010-08-16 o godz. 00:07
0

Po porodzie pierwszy miesiąc był ze mną mąż. Razem od początku zajmowaliśmy się młodym, uczyliśmy wszystkiego. Moja mama przyjechała tylko w dzień powrotu ze szpitala, żeby sprawdzić czy sobie poradzimy i czy nie potrzebujemy pomocy, potem ze dwa razy w porze kąpieli, w tym samym celu. Potem już czysto towarzysko.
W sumie po przełamaniu lęków nawet początkujący rodzic spokojnie da sobie radę z dzieckiem. Najgorzej to właśnie przełamać strach, że się zrobi krzywdę maleństwu.

Inna sprawa, że gdyby mąż musiał od razu wrócić do pracy to zapewne przyjęłabym pomoc mamy - nie tyle ze względu na to, że sobie nie poradzę co, aby nie być sama i nie czuć się osamotnioną w tym wszystkim.

Odpowiedz
Gość 2010-08-15 o godz. 23:42
0

Moja mama miała "lepszy" pomysł - zaproponowała, żebym po porodzie przyjechała z dzieckiem do niej.
Podziękowałam.
Od początku nikt mi przy dziecku nie pomagał, ale też nie czułam, że czyjakolwiek pomoc jest mi potrzebna. Wręcz przeciwnie nawet.

Odpowiedz
Gość 2010-08-15 o godz. 23:40
0

Nie miałam pomocy mamy ani teściowej - bo tak sama chciałam. Był za to mąż (wziął tydzień wolnego na pierwsze dni w domu) - wystarczyło w zupełności.

Odpowiedz
ZalEwka 2010-08-15 o godz. 23:36
0

No akurat będe miała pomoc w postaci połówka, już ustalił w pracy (z tatą prowadzi firmę) że we wrześniu on bierze urlop nieodwołalnie także conajmniej 2 tygodnie nie bedę sama. A jak bedzie potrzeba to i dłużej. Czyli ten najtrudniejszy czas na pozbieranie się będę miała. A na swojego połówka akurat mogę liczyć bo jak on się zapali do jakiejś pracy/tematu/zadania to angażuje się maksymalnie i wiem że spokojnie sobie razem poradzimy. Gotuje też rewelacyjnie więc z głodu nie umrzemy :).
Ale z mamą sobie tego nie wyobrażam niestety. Fakt przykro mi że jak nie "załapie" się na pierwsze wnuczątko na początku września to będzie mogła na rękach potrzymać je dopiero za 3 m-ce i tutaj ją rozumiem. Gdyby nie wyjeżdżała porpostu zaprosiłabym ją właśnie po 3-4 tygodniach jak już się sama zorganizuję. Ale dla własnego zdrowia psychicznego nie chcę jej tutaj.
Z teściową hm...... nie wiem jak bedzie ale ona mieszka blisko i nie jest raczej nadopiekuńcza, więc wydaje mi się że mogę spokojnie zaplanować jej wizytę z godzinną np w pierwszym tygodniu. Fakt nie wiem jak to wyjdzie w rzeczywistości bo jest na emeryturze i ma dużo wolnego czasu. Z tym że tutaj też moge liczyć na połówka który jej po porstu da do zrozumienia że sory mama ale za jakiś czas bedziesz mogła się wyżywać na wnuczęciu do woli ale teraz daj se siana.

Odpowiedz
Gość 2010-08-15 o godz. 23:08
0

Przedwczoraj odwiedzili nas znajomi, ktorzy są rodzicami od 2,5 miesiąca.
Mieszkają z jej rdzicami i jej mamy oboje serdecznie mają dość, za jej zagłaskiwanie, czasem nietrafione teksty, z których znajomi później sie latami śmieją, za rzadzenie wszytskimi, za wszytskowiedzenie.
Ale na odchodne powiedziała mi tak: nie spodziewałam się,że aż tak mama będzie pomocna i nie wyobrażam sobie przejśc tych pierwszych tygodni bez jej pomocy.
Szczególnie dlatego,że z dzieckiem 3 dobowym wrociła do domu i sama nie wiedziała co robić. Pozatym bol po cesrace itd.
Ja tez sobie tak myślę, że mamina pomoc przez jakiś czas będzie nieoceniona.
Chciaż z drugej strony jak tata poowiada jak mnie przyniesli tygodniowa juz do domu, jak sie wszyscy rzucili do kąpania mnie, to jemu zrobiło się słabo i na drugi raz nikomu nie dal mnie dotknąc i mył mnie on.

Odpowiedz
Gość 2010-08-15 o godz. 22:58
0

Moja mama była 2 tygodnie prawie. I dziękuję Bogu, że mogła być 8)

Mąż nie mógł wziąć wolnego. A ja nawet chodzić nie mogłam. Więc chyba wszystko zależy od sytuacji.

Odpowiedz
aga077 2010-08-15 o godz. 22:55
0

Moja teściowa miała ten sam pomysł , ale jakimś magicznym sposobem udało mi się jej go wyperswadować. No ale nie mogła sobie darować żeby nie być przy porodzie Dobrze, że ją wyprosili z sali, bo chyba bym nie wiem co zrobiła. Mama mi nie pomagała, przy dziecku po porodzie, bo i przy czym, za to ojciec dziecka, a mój mąż, lol był jak najbardziej zawsze pod ręką i na niego mogę liczyć.

Odpowiedz
Gość 2010-08-15 o godz. 22:54
0

Za pomoc mamy oddałabym wór złota, za tesciowa dziekuje juz teraz.
Na razie jestem pełna nadziei, ze bedzie dobrze. I ze damy sobie z mężem rade sami.

Odpowiedz
Gość 2010-08-15 o godz. 22:52
0

Moim zdaniem pomoc się przyda. Nie wiem, jak tata dziecka, czy będzie się angażować czy nie (z chłopami różnie bywa ;) ), ale mama na pewno pomoże. Tym bardziej, że nie wiesz, jaki będziesz miała poród, jak szybko staniesz na nogi. Jedyne co mogę Ci już doradzić, to od samego początku przedstaw mamie swoje zasady i reguły, jakie chcesz żeby obowiązywały w stosunku do dziecka. Jeśli będą jasno określone obie będziecie zadowolone.

Nie martw się na zapas, będzie dobrze :)

Odpowiedz
Gość 2010-08-15 o godz. 22:51
0

Moja mama też proponowała, że cośtam wykombinuje i do mnie przyjedzie. Kategorycznie zabroniłam. Ale był ze mną przez pierwsze tygodnie mąż. W zupełności wystarczył. lol Teraz widzę, że byśmy się z mamą zagryzły.

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie