Zgłoś naruszenie


Proszę uzupełnić wszystkie pola.

Pytania » Ciężarówki i Mamuśki » Nasze maluchy
  • Gość 2010-03-13 o godz. 17:27, odsłony: 19006 0

    Dr Ferber kontra dr Sears, czyli o zasypianiu inaczej

    Pozwólcie, że zacznę od krytyki metody Ferbera promowanej między innymi w wątku "Każde dziecko może nauczyć sie spać", a do tego co w zamian proponuje dr Sears przejdę później tzn jak znajdę kolejne dwie godziny czasu na tłumaczenie z angielskiego....

    Na czele listy złych rad jakie świeżo upieczeni rodzice dostają od wszystkich są różne wariacje metody pozwalania dziecku na wypłakanie się ( np. prezentowane w książkach „Każde dziecko może nauczyć się spać”. „Uśnij wreszcie”) Wszystkie bazują na metodzie zaproponowanej w latach 70-tych przez dr Ferbera. Na Zachodzie nazywa się ja „Ferberyzacją”. W Stanach można nawet usłyszeć pytanie „Czy sferberyzowaliście już swoje dziecko czy nie?” Metoda Ferbera sięga korzeniami książki napisanej jeszcze w XIX wieku przez Emmeta Holta, który jako pierwszy zalecił „wypłakiwanie się” jako metodę nauczenia dziecka samodzielnego snu.

    Techniki te dają krótkoterminowy zysk i długoterminową stratę. Tracisz możliwość poznania i stania się ekspertem w stosunku do swojego dziecka. Dziecko traci możliwość zbudowania zaufania w środowisku, które zaspokaja jego potrzeby.
    Stosowanie metod polegających na „wypłakiwaniu się” przez naukowo określoną liczbę minut może również spowodować zignorowanie medycznych przyczyn częstego budzenia się w nocy takich jak alergie pokarmowe, refluks czy zapalenie ucha.

    Płacz dziecka jest sygnałem, zaprojektowanym specjalnie , aby umożliwić dziecku przeżycie. Jeśli nie odpowiadasz na niego i pozawalasz dziecku się wypłakiwać, oboje na tym tracicie – i ty i dziecko. Dlaczego? W pierwszych miesiącach życia dziecko nie potrafi w inny sposób komunikować swoich potrzeb jak tylko płaczem. Dzieci nie mają jeszcze wystarczająco rozwiniętej świadomości, aby móc zrozumieć czemu rodzice odpowiadają na jego płacz o trzeciej po południu a o trzeciej nad ranem już nie. Płaczące dziecko nigdy nie robi tego na złość tylko aby zakomunikować :„ Potrzebuję czegoś, coś tutaj nie gra. Proszę spraw aby znowu wszystko było jak trzeba.”

    Płacz jest nie tylko wspaniałym wynalazkiem z punktu widzenia dziecka, ale także rodziców. Kiedy matka słyszy płacz dziecka w jej ciele zachodzą reakcje fizjologiczne: podnosi się ciśnienie krwi, polepsza ukrwienie okolic piersi, a towarzyszy temu biologiczny przymus wzięcia dziecka na ręce i uspokojenia go. W czasie gdy matka przytula dziecka uwalniane są hormony, które pozwalają jej obniżyć napięcie. Te biologiczne mechanizmy zaprojektowanego przez naturę systemu komunikacji matka-dziecko i wyjaśniają dlaczego osobie postronnej tak łatwo jest udzielać rad, aby dać się dziecku wypłakać, a matce tak trudno jest się do nich dostosować. Są one bowiem całkowicie sprzeczne z tym co mówi jej instynkt macierzyński.

    Czy płakanie jest tylko denerwującym nawykiem dziecka , którego trzeba się pozbyć? Dzieci wcale nie mają żadnej przyjemności z płaczu, a powiedzenie, że płacz jest dobry, bo ćwiczy płuca można wsadzić między bajki. Dzieci płaczą tylko i wyłącznie wtedy kiedy jakaś ich potrzeba jest niezaspokojona. Płacz służy im do komunikacji , a nie manipulacji dorosłymi.

    Ponieważ płacz jest językiem dziecka, dziecko , którego nikt nie słucha ma dwa wyjścia: albo płakać jeszcze głośniej i silniej, albo uspokoić się i stać się „dobry dzieckiem” ( czyli „cichym”). Jeśli nikt nie reaguje na płacz dziecka nauczy się ono jednej ważnej rzeczy: że nie może się porozumieć z rodzicami. Straci zaufanie jakie do tej pory miało do sygnału jakim był płacz, jak także zaufanie w to , że opiekun zawsze na ten sygnał odpowie. Tracimy w ten sposób bardzo ważny element relacji rodzic – dziecko, jakim jest wrażliwość na wysyłane przez nie sygnały. Ten brak komunikacji może spowodować, iż dziecko nie będzie mogło wykorzystać swojego pełnego potencjału emocjonalnego, fizycznego i intelektualnego. Badania naukowe udowodniły , że dorośli poddawani w dzieciństwie „ferberyzacji” maja wyższy poziom stresu niż osoby którym rodzice oszczędzili takich przyjemności. Jednak wobec badań tych można wysunąć jeden poważny zarzut: zbyt wiele zmiennych wpływa na to, czy dana osoba jest podatna na stres czy nie i na pewno nie można winić za to jedynie pozostawiania w łóżeczku w dzieciństwie.

    Matka która zawsze intuicyjnie reaguje na płacz dziecka bardzo szybko uczy się rozróżniać różne rodzaje płaczu, a nawet mowę ciała dziecka, która poprzedza płacz. W związku z czym w miarę upływu czasu dziecko płacze coraz mniej, bo nie ma takiej potrzeby.
    Co się dzieje, kiedy matka udaje głuchą na płacz dziecka I traktuje go jako narzędzie kontroli ze strony dziecka a nie komunikacji? Postępuje wtedy przeciwko podstawowym uwarunkowaniom biologicznym relacji matka- dziecko, traci wrażliwość na sygnały wysyłane przez dziecko i na to co podpowiada jej instynkt. W końcu dochodzi do etapu na którym płacz dziecka nie ma dla niej znaczenia Rośnie dystans między matka a dzieckiem i matka często staje się typem którzy pediatrzy określają „ panie –doktorze- co- ja- mam -robić?”. Od tego momentu w większość spraw będzie raczej słuchać książek niż siebie samej. Tak więc niesłuchanie i nieodpowiadanie na sygnały wysłane przez dziecko jest sytuacją stracił – stracił: dziecko traci zaufanie do opiekunów, a opiekunowie zaufanie w swoją własną wrażliwość i umiejętność słuchania instynktu.

    Kolejny zarzut jaki można postawić metodom proponowanym przez Ferbera wywodzi się z teorii doboru naturalnego Darwina. Dla naszego gatunku naturalnym sposobem spania było spanie dziecka razem z matką przez kilka pierwszych lat życia. Matki przytulają dzieci, aby usnęły i potem na żądanie, gdy dziecko obudzi się w nocy. Kiedy dziecko zaczyna płakać, matka przytula je lub karmi piersią zazwyczaj nie budząc się do końca ze snu. Co tak na prawdę jest złego w spaniu razem z dzieckiem? Dr Ferber twierdzi, że nauczenie dziecka samodzielnego zasypiania pozwala mu „Zobaczyć siebie jako niezależną jednostkę”. Jest zupełnie niezrozumiałe : jak niby dziecko ma nauczyć się niezależności, będąc zamknięte w małym, ograniczonym szczebelkami łóżeczku pozbawione możliwości komunikowania się ze światem.

    Według Ferbera jeśli pozwolisz dziecko, które boi się spać samo, spać z Toba w jednym łóżku, to „ Nie rozwiązujesz problemu, ponieważ musi być jakiś powód, stojący za tym, ze dziecko się boi”. A co powiecie na taki powód? Mozg dziecka został ukształtowany przez miliony lat doboru naturalnego podczas których matki spały ze swoimi dziećmi. Może więc, kiedy dziecko odkrywa, że jest zupełnie samo w nocy jest to dla niego coś absolutnie przerażającego ,gdyż może np. oznaczać ,że matka została w tym czasie pożarta przez jakąś bestię. Być może dlatego mózg dziecka został tak zaprogramowany aby w tym momencie zacząć krzyczeć jak najgłośniej, aby każdy krewny mógł znaleźć osamotnione dziecko i zająć się nim. Tak więc powodem dla którego dzieci pozostawione same brzmią jakby były przerażone, jest to że rzeczywiście są przerażone i wynika to z uwarunkowań biologicznych.

    Druga szkodą jaką ferberyzacja wyrządza dziecku jest pozbawienie go nocnego karmienia piersią. Jak dotąd nie udowodniono ze 11 czy 12 godzinna przerwa w karmieniu nie wyrządza dziecku krzywdy, udowodniono natomiast ze pokarm nocny znacząco różni się od dziennego – jest bardziej kaloryczny i tłusty, co sprzyja m.in. prawidłowemu rozwojowi mózgu dziecka. Tak więc natura raczej nie planowała aby niemowlęta robiły sobie przerwę w nocy. Ferber twierdzi natomiast coś przeciwnego: „jeśli twoje trzy miesięczne dziecko budzi się w nocy bo jest głodne tzn że ma problemy ze spaniem”

    Słuchaj tego co podpowiada ci twój instynkt, a nie przeczytanych w książce mądrości. Jeśli nie jesteś w stanie słucha dziecka płaczącego za ścianą to znaczy że to co się dzieje nie jest naturalne.

    Korzystałam z:

    htttp://www.askdrsears.com
    http://www.naturalchild.com/articles/sleeping.html
    http://www.slate.com/id/2020/

    Odpowiedzi (83) Kategoria: Ciężarówki i Mamuśki :: Nasze maluchy Ostatnia odpowiedź: 2010-03-22, 15:27:51 Tagi: , , ,

Odpowiedz
Dodaj odpowiedź
Najnowsze / Najstarsze

Wybrana odpowiedź

Najwyżej ocenione odpowiedzi

Odpowiedzi

patunieczka 2010-03-13 o godz. 18:27 0

Dzięki. Lady. Dobrze przeczytać o "drugiej stronie".
Co prawda Ferbera nie próbowałam, ale książkę już zaczęłam czytać.
nas jest to raczej kwestia potrzymania za rękę, pobujania w ramionach, ale tak na zaś chciałabym mieć gotową receptę w głowie na ewentualne problemy.

Chociaż - spania w jednym łóżku z dzieckiem nie przewiduję - czyli chciałabym mieć ciasteczko i je zjeść ;) szczęśliwe dziecko śpiące całą noc w swoim łóżeczku.

mrówka 2010-03-13 o godz. 18:36 0

Mi od razu nie podobał się pomysł 11 godzinnej przerwy w jedeniu, utwierdziłam się w przekonaniu, że tego akurat nie zmienię.
Natomiast co do stresu to w naszym przypadku stres dla Kornelii byłby zdecydowanie większy gdybym nagle nie wiem poszła do szpitala i nie dośc że nie mogłaby jeść z cycusia to jeszcze nie miała jak zasnąć.
Po za tym nie sądzę aby każda matka punkt po punkcie realizowała jego metody, sądzę że metoda jest raczej inspiracją.

meggien 2010-03-13 o godz. 18:36 0

Fajny wątek - większość argumentów do mnie przemawia i m.in. z takich właśnie powodów ja nie zdecydowałabym się na stosowanie metody dr. Ferbera.

Jednak spania z dzieckiem w łóżku sobie po prostu nie wyobrażam, nie byłabym w stanie się wyspać i padłabym po tygodniu albo dwóch - co chyba niekoniecznie byłoby dobre i dla mnie i dla dziecka ;)

Na szczęście jest możliwe, żeby niemowlę czuło się bezpiecznie i dobrze w tym małym i ograniczonym szczebelkami łóżeczku. Tylko, że rzeczywiście aby dojść do takiego stanu potrzeba więcej niż 3 dni nauki, ale za to zdecydowanie mniej płaczu i stresu zarówno dla dziecka jak i rodzica. Co kto woli.

ama79 2010-03-13 o godz. 18:48 0

Zgadzam się z wieloma argumentami. A co do spania w łóżku, to wcale nie jest to już taka jednoznaczna teoria - czy dzieci mają spać u siebie czy z rodzicami. Zdania są podzielone wśród psychologów. Najlepiej byłoby mieć duże łóżko. Podobno Brad Pitt zamówił 8-metrowe dla wszystkich swoich dzieci - jak przyjdą do nich w nocy :)
U nas gdzieś o drugiej Bartek wędruje do nas i dobrze nam z tym. ;)

Gość 2010-03-13 o godz. 19:00 0

Techniki te dają krótkoterminowy zysk i długoterminową stratę. Tracisz możliwość poznania i stania się ekspertem w stosunku do swojego dziecka.

Już tu trochę przesadził. Wiadomo, że każda matka bierze pod uwagę, że dziecko ma gorsze dni i wtedy reaguje na jego płacz nie na zasadzie "pozwolę się wypłakać", ale adekwatnie do sytuacji.

Płacz dziecka jest sygnałem, zaprojektowanym specjalnie , aby umożliwić dziecku przeżycie. Jeśli nie odpowiadasz na niego i pozawalasz dziecku się wypłakiwać, oboje na tym tracicie – i ty i dziecko.

No dobra, ale to nie jest tak, że nie odpowiadam. Tylko, że nie odpowiadam natychmiast. To coś złego, że dziecko nie dostaje mojej odpowiedzi natychmiast?

W końcu dochodzi do etapu na którym płacz dziecka nie ma dla niej znaczenia Rośnie dystans między matka a dzieckiem i matka często staje się typem którzy pediatrzy określają „ panie –doktorze- co- ja- mam -robić?”. Od tego momentu w większość spraw będzie raczej słuchać książek niż siebie samej.
Póki, co nie doszłam do takiego etapu i raczej się nie zanosi, żebym doszła. Nadal najbardziej wierzę swojej intuicji.

Dla naszego gatunku naturalnym sposobem spania było spanie dziecka razem z matką przez kilka pierwszych lat życia. Matki przytulają dzieci, aby usnęły i potem na żądanie, gdy dziecko obudzi się w nocy. Kiedy dziecko zaczyna płakać, matka przytula je lub karmi piersią zazwyczaj nie budząc się do końca ze snu. Co tak na prawdę jest złego w spaniu razem z dzieckiem?

Spaliśmy z Zosią dopóki karmiłam ją piersią- nie widziałam w tym nic złego. Do momentu, kiedy wyraźnie zaczęło jej być z nami i nam z nią niewygodnie.

Druga szkodą jaką ferberyzacja wyrządza dziecku jest pozbawienie go nocnego karmienia piersią. Jak dotąd nie udowodniono ze 11 czy 12 godzinna przerwa w karmieniu nie wyrządza dziecku krzywdy, udowodniono natomiast ze pokarm nocny znacząco różni się od dziennego – jest bardziej kaloryczny i tłusty, co sprzyja m.in. prawidłowemu rozwojowi mózgu dziecka.
Tzn. ze Ferber zaleca też całkowity zakaz nocnego jedzenia? o tym nie wiedziałam, zresztą i tak bym nie stosowała, wierzę, że dziecko z nocnego jedzenia wyrośnie mi naturalnie.

Gość 2010-03-13 o godz. 19:29 0

Przez 12 miesiecy spalam razem z Olafem. Bylam dla niego o kazdej porze dnia i nocy. Czasem zaypialam z nim na rekach. Potrafil numlac sobie cyca (bo picie to nie bylo) w nocy co godzine, a nawet co 40 minut. Bylam dla niego smoczkiem. Wieczorne zasypianie trwalo prawie zawsze 3 godziny. Jak sie przebudzal po pol godzinie od zasniecia i mnie nie bylo to zaczynala sie histeria i bawilismy sie w usypianie kolejna godzine. Olaf spal moze 6 godzin w sumie. Duzo za malo dla tak malego dziecka. Spla plytko i niespokojnie. Byl nerwowy. Mial unienormowany czas snu zarowno nocnego jak i dziennego. Mial unienormowane posilki.

Nie stosowalam metody z "kazde dziecko moze sie nauczyc spac" u nic nie rozumiejacego 6 miesieczniaka. Zastosowalam ja jak juz skonczyl rok. Jak ma gorsze dni, jest chory, zeby ida to oczywiscie, ze biore na rece, przytulam.
Teraz spi 12 godzin z maksymalnie dwoma przebudzeniami. W jednym kawalku przesypia nawet 7 godzin. Chodzi spac i budzi sie zawsze o tej samej porze. I budzi sie wyspany.

Dodakowo sadze, ze gdyby spal w osobnym pokoju to wogle by sie nie budzil w nocy. Bo to my mu przeszkadzamy w spaniu.

algaj 2010-03-13 o godz. 20:08 0

ja na razie przekleję to:
algaj napisał(a):natalia25 napisał(a):
Wiele mam widzi, ze wieczorne usypianie zmiania bardzo wiele. Dzieci śpią dużo lepiej, są spokojniejsze, nie budzą się tak często w nocy, bo nie ma dla nich nic nieznanego.

zgadzam się z tym - to nie chodzi tylko o to, że mnie jest łatwiej (choć jest i to bardzo), ale że Kuba znacznie lepiej śpi. Pokazuje, że chce iść do swojego łóżeczka w porze drzemki (a spał z nami ponad pół roku), jesli przebudzi się w nocy to nawet nie muszę do niego wstawać, sam potrafi się wyciszyć
\

a postaram się napisać więcej wieczorem

Gość 2010-03-13 o godz. 21:01 0

Raz próbowałam zastosować metodę wypłakiwania się przez określoną ilość minut, gdy Zosia nagle przestała zasypiać sama w łóżeczku tak jak zwykle.. Skończyło się totalną histerią. I to nie tylko tego wieczora. Każde następne spanie, mimo że już w wózku, było okupione koszmarnym wrzaskiem. Od tamtej pory minął miesiąc. Dopiero teraz uspokoiła się na tyle, abym mogła znów zrobić podejście do samodzielnego zasypiania. Dziś zasypiała 20 min. Byłam z nią. Mówiłam do niej. Głaskałam. Pomogło. Pewnie będzie trwało z miesiąc albo dwa zanim dojdziemy do etapu: wkładam do łóżeczka i wychodzę z pokoju a Zosia zasypia, ale już NIGDY nie pozwolę jej płakać przy zasypianiu jeżeli tylko będzie zależało to ode mnie.

Gość 2010-03-13 o godz. 21:03 0

Ja się tylko do jednego odniosę. W książce "każde dziecko może nauczyc się spac" autorzy dystansują się od postulatu Ferbera, aby trzymiesięczne dziecko miało przesypiac noce; twierdzą natomiast, że półroczne dziecko jest w stanie przespac ciurkiem 6 godzin (i to nazywają "przesypianiem nocy"). Nikt nie pisze tam o konieczności całej nocy bez jedzenia Aczkolwiek doświadczenie wskazuje, że znaczna częśc dzieci je w nocy z przyzwyczajenia, a nie faktycznego głodu (bo po nauce zasypiania same "zapominają" budzic się na jedzenie).

U Piotrusia było tak, jak u Ewasi. Nie miał on żadnych niezdiagnozowanych problemów z alergiami, refluksem czy czymś innym - natomiast miał zdiagnozowany brak umiejętności samodzielnego zasypiania. 8)

Płaczące dziecko nigdy nie robi tego na złość tylko aby zakomunikować :„ Potrzebuję czegoś, coś tutaj nie gra. Proszę spraw aby znowu wszystko było jak trzeba.”
Tak, ale nie zawsze powinno się ulec dziecku. Przykładów nie będę pisac, bo wiadomo, o co chodzi.

meggien 2010-03-13 o godz. 21:03 0

ewasia napisał(a):Przez 12 miesiecy spalam razem z Olafem. Bylam dla niego o kazdej porze dnia i nocy. Czasem zaypialam z nim na rekach. Potrafil numlac sobie cyca (bo picie to nie bylo) w nocy co godzine, a nawet co 40 minut. Bylam dla niego smoczkiem. Wieczorne zasypianie trwalo prawie zawsze 3 godziny. Jak sie przebudzal po pol godzinie od zasniecia i mnie nie bylo to zaczynala sie histeria i bawilismy sie w usypianie kolejna godzine. Olaf spal moze 6 godzin w sumie. Duzo za malo dla tak malego dziecka. Spla plytko i niespokojnie. Byl nerwowy. Mial unienormowany czas snu zarowno nocnego jak i dziennego. Mial unienormowane posilki.

Nie stosowalam metody z "kazde dziecko moze sie nauczyc spac" u nic nie rozumiejacego 6 miesieczniaka. Zastosowalam ja jak juz skonczyl rok. Jak ma gorsze dni, jest chory, zeby ida to oczywiscie, ze biore na rece, przytulam.
Teraz spi 12 godzin z maksymalnie dwoma przebudzeniami. W jednym kawalku przesypia nawet 7 godzin. Chodzi spac i budzi sie zawsze o tej samej porze. I budzi sie wyspany.

Dodakowo sadze, ze gdyby spal w osobnym pokoju to wogle by sie nie budzil w nocy. Bo to my mu przeszkadzamy w spaniu.

Współczuję no i podziwiam, że wytrzymałaś tak 12 miesięcy.

Wszystkich tych problemów pewnie by nie było gdyby o zasypianiu i samodzielnym spaniu rodzice myśleli wcześniej i dziecka do tych wszystkich złych nawyków nie przyzwyczaili albo chociaż reagowali na pierwsze sygnały, że coś jest nie tak, nie brnęli dalej tylko małymi krokami starali się dziecko od nich odzwyczajać. Wiem, że to się tak łatwo mówi ale dzięki temu wszyscy ( dziecko i rodzice ) by byli bardziej wyspani no i zdecydowanie mniej zestresowani.

A wracając do spania z dzieckiem w jednym łóżku - zawsze mnie to ciekawiło Czy w takim przypadku rodzice albo chociaż jeden rodzić musi iść spać o tej samej porze co dziecko? Bo chyba jednak najczęściej dziecko zasypia wcześniej? Czy jednak na początku dziecko śpi w swoim łóżeczku i potem jest zabierane do rodziców??

fauxpau 2010-03-13 o godz. 21:04 0

Będąc jeszcze przed porodem wiedziałam, że nie chcę dopuścić do sytuacji, w której stanę się smoczkiem dla własnego dziecka. Nie chciałam lulac na rękach nawet maleństwa, bo w końcu maleństwo kiedys zaczyna ważyć 10-15 kg a moje ręce tego by nie zniosly.

Dlatego od samego początku Tomek uczony był zasypiania blisko mnie ale nie na rekach, a spał z nami może z 7 razy, w wyjątkowych sytuacjach.

Dzięki temu nigdy nie musiałam ferberyzować swojego dziecka. Kiedy zbliza się czas drzemki, Tomek wędruje do łożeczka, dostaje czasem jeszcze wody do popicia, po czym sam się wycisza i zasypia. Podobnie jest wieczorem ( ostatnio hitem jest wstawanie, wiec jest gorzej ;) )
Ponieważ właściwie nigdy nie karmiłam piersią, jedynie odciągałam mleko, starałam się powoli zgodnie z rytmem dziecka ograniczać nocne kamrienia. W tej chwili Tomek zjada o godz. 19 kolajny posiłek ok. 5 nad ranem. Jeśli się wybudza i nie chce się z powrotem spokojnie położyć dostaje wody. Nie używamy smoka.

Nie widzę wad takiej sytuacji, moje dziecko potrafi samo zasypiać. Nie muszę męczyc ani jego, ani siebie wieczornym zasypianiem. Jest to dla nas całkowicie naturalna sytuacja, że na dobranoc dostaje sie buziaka i idzie spać.
Znam dzieci, które mają po 3-4 latka i rodzice codziennie potrzebują ok godizny na usypianie. Jeśli wyjdą w momencie, kiedy dziecko nie śpi jeszcze dosć głęboko, zabawa od nowa, kolejna godzina. Czulość można okazywać w dzień, każdego rana po przebudzeniu. A ja cenię sobie wolne wieczory z mężem i małżeńskie łoże :)

Gość 2010-03-13 o godz. 21:07 0

Meggien, masz rację, tu chodzi o popełnione wcześniej przez rodziców błędy.

Teraz jestem mądrzejsza i przy ewentualnym drugim dziecku nie pozwolę sobie np. na przyzwyczajenie go do spania na mnie.

A rady o płaczu i zasypianiu... hmmm, łatwo jest mówic komuś, kto nie ma określonych doświadczeń. Moje dziecko płakało przy zasypianiu ZAWSZE, jeśli tylko nie dostało piersi. Przytulenie obok, noszenie, tulenie, trzymanie za rękę - wszystko to skutkowało histerią.
W związku z tym mam pytanie (chyba retoryczne): co miałam zrobic? Dalej go usypiac przy piersi?

Gość 2010-03-13 o godz. 21:17 0

Madeleine napisał(a):
W związku z tym mam pytanie (chyba retoryczne): co miałam zrobic? Dalej go usypiac przy piersi?

Dla mnie nie retoryczne. Ja póki co usypiam na piersi i zamierzam robic to tak długo jak długo młody będzie chciał. Natomiast mam (chyba) o tyle lepiej, że jak mnie nie ma to potrafi tez usnąc bez piersi.

Gość 2010-03-13 o godz. 21:18 0

meggien napisał(a):
A wracając do spania z dzieckiem w jednym łóżku - zawsze mnie to ciekawiło Czy w takim przypadku rodzice albo chociaż jeden rodzić musi iść spać o tej samej porze co dziecko? Bo chyba jednak najczęściej dziecko zasypia wcześniej? Czy jednak na początku dziecko śpi w swoim łóżeczku i potem jest zabierane do rodziców??

Dlaczego jedno miałoby iśc spac wcześniej z dzieckiem???
Nasz jeszcze nigdy nie spał w swoim łózeczku - stoi jako element dekoracyjny ;)

meggien 2010-03-13 o godz. 21:20 0

Kuba się tak wierci i przemieszcza po całym łóżeczku, że ja bym się bała, że nawet z łóżka 2x2 spadnie.

algaj 2010-03-13 o godz. 21:22 0

Madeleine napisał(a): Przytulenie obok, noszenie, tulenie, trzymanie za rękę - wszystko to skutkowało histerią.

o właśnie - u nas było podobnie; Kuba nie potrafił zasnąć na rękach, nie potrafił bujany, a juz trzymany za rękę to w ogole jakiś kosmos
działała (i to nie zawsze!)pierś, a potem kotłowałam się z nim na naszym małżeńskim łóżku (szerokość 140) aż po godzinie, czasem dłużej zasypiał. Naprawdę miałam tego dość, a i on się męczył - naprawdę nie sądzę, że takie zasypianie (przy którym też często płakał) jest lepsze od tego teraz (czyli max 10 minut gadania do siebie, kręcenia się w łóżeczku i spokojne zasypianie plus przesypianie całej nocy).
Przez pół roku prawie nie spałam, bo Kuba budził się co godzinę, a potem nie umiał zasnąć; mąż wyniósł się do innego pokoju, bonie mieściliśmy sie na łóżku, poza tym chodził do pracy na rzęsach

Nauka zasypiania i spania w nocy trwała dwa/trzy dni i do tej pory jest super. Uregulowały się drzemki w dzień, Kuba jest mniej marudny, bardziej przewidywalny i mogę go zostawić z dziadkami w jakąś niedzielę bez obawy, że będzie im płakał dwie godziny zanim zaśnie

algaj 2010-03-13 o godz. 21:23 0

meggien napisał(a):Kuba się tak wierci i przemieszcza po całym łóżeczku, że ja bym się bała, że nawet z łóżka 2x2 spadnie.
to był jeden z powodów, dla którego koniecznie chcieliśmy przenieść Kubę do małego łóżeczka

Gość 2010-03-13 o godz. 21:24 0

lady_of_avalon napisał(a):meggien napisał(a):
A wracając do spania z dzieckiem w jednym łóżku - zawsze mnie to ciekawiło Czy w takim przypadku rodzice albo chociaż jeden rodzić musi iść spać o tej samej porze co dziecko? Bo chyba jednak najczęściej dziecko zasypia wcześniej? Czy jednak na początku dziecko śpi w swoim łóżeczku i potem jest zabierane do rodziców??

Dlaczego jedno miałoby iśc spac wcześniej z dzieckiem???
Nasz jeszcze nigdy nie spał w swoim łózeczku - stoi jako element dekoracyjny ;)

Jak nasz ale żadne z nas nie chodzi spać przez to wcześniej lol ;)

Gość 2010-03-13 o godz. 21:27 0

meggien napisał(a):Wszystkich tych problemów pewnie by nie było gdyby o zasypianiu i samodzielnym spaniu rodzice myśleli wcześniej i dziecka do tych wszystkich złych nawyków nie przyzwyczaili albo chociaż reagowali na pierwsze sygnały, że coś jest nie tak, nie brnęli dalej tylko małymi krokami starali się dziecko od nich odzwyczajać. Wiem, że to się tak łatwo mówi ale dzięki temu wszyscy ( dziecko i rodzice ) by byli bardziej wyspani no i zdecydowanie mniej zestresowani.
Olaf jak byl maly mial niezle wzdecia w nocy. Trzeba mu bylo brzuszek masowac, pomagac sie wybaczyc ;). To wlasnie wtedy zagoscil na stale w naszym lozku a maz przeniosl nie na kanape do pokoju. Potem problemy przeszly ale on juz byl przyzwyczajony do mojej obecnosci i na lozeczko reagowal z histeria. Jednoczesnie byl za maly zeby wtedy jakiekolwiek metody zastosowac. Nic na niego nie dzialalo. Spanie bylo tylko wtedy jak jest mama z cycem. Tata byl be.

meggien 2010-03-13 o godz. 21:28 0

Madeleine napisał(a):Meggien, masz rację, tu chodzi o popełnione wcześniej przez rodziców błędy.

Teraz jestem mądrzejsza i przy ewentualnym drugim dziecku nie pozwolę sobie np. na przyzwyczajenie go do spania na mnie.

A rady o płaczu i zasypianiu... hmmm, łatwo jest mówic komuś, kto nie ma określonych doświadczeń. Moje dziecko płakało przy zasypianiu ZAWSZE, jeśli tylko nie dostało piersi. Przytulenie obok, noszenie, tulenie, trzymanie za rękę - wszystko to skutkowało histerią.
W związku z tym mam pytanie (chyba retoryczne): co miałam zrobic? Dalej go usypiac przy piersi?

Dlatego kiedyś już gdzieś napisałam, że nie wiem co bym zrobiła gdyby przyszło mi się budzić i wstawać do dziecka co 40 minut przez kilka miesięcy, noc w noc.

U nas było tak: Kuba jak miał ok. 6 miesięcy też kilka przez kilka nocy budził się co chwilę i też za każdym razem dostawał pierś ( wcześniej przesypiał noce tzn jadł o 18 i potem dopiero o 4-6 nad ranem ). Po kilku takich nocach stwierdziłam, że może budzi się z głodu i samo moje mleko mu już na przespanie nocy nie wystarcza. Dostał sinlac z butli i wszystko wróciło do normy, tzn. pierwszej nocy po sinlacu jeszcze o ile dobrze pamiętam się budził no i zasypianie trwało dłużej, no bo jak to tak bez cyca na dobranoc, ale kolejne już były przespane więc bezboleśnie się oduczył pobudek. Może dlatego, że dosyć szybko zareagowałam. Nie wiem co by było gdybym dalej za każdym razem jak się wybudzi go karmiła.

Wcześniej też zdarzało mu się zasnąć przy cycku i specjalnie go nie budziłam ale też nie starałam się, żeby się nie obudził bo chciałam, żeby był jednak świadomy, że zasypia i śpi w swoim łóżeczku. Tego pierwszego wieczora bez cyca też płakał i za bardzo mu się to nie podobało ale go nosiłam, wyjmowałam z łóżeczka, uspakajałam, wkładałam spowrotem no i poskutkowało.

Gość 2010-03-13 o godz. 21:28 0

lady_of_avalon napisał(a):Madeleine napisał(a):
W związku z tym mam pytanie (chyba retoryczne): co miałam zrobic? Dalej go usypiac przy piersi?

Dla mnie nie retoryczne. Ja póki co usypiam na piersi i zamierzam robic to tak długo jak długo młody będzie chciał. Natomiast mam (chyba) o tyle lepiej, że jak mnie nie ma to potrafi tez usnąc bez piersi.

Lady, ale mały się budził w nocy co 15 minut, jeśli nie ssał piersi. To nie było dobre (dla nikogo, ale głównie dla niego, bo w dzień był maksymalnie smęcącą marudą, a nie niesamowicie wesołym i pogodnym dzieckiem jak teraz).
Poza piersią potrafił zasnąc tylko w samochodzie albo w wózku, na spacerze.

Tytułem wyjaśnienia dodam, że całośc wzięła się z tego, że przez dłuuuugi czas walczyliśmy z odparzeniami i zaleceniem było wietrzenie pupy - przez większośc dnia. Więc mały musiał leżec na brzuchu, a najłatwiej można go było do tego skłonic właśnie w czasie spania. A że (wiercącego się) noworodka bałam się zostawic samego do spania na brzuchu, spał na mnie. I pózniej już się tak przyzwyczaił, a mi było z tym dobrze, że nie miałam motywacji do zmiany (zwłaszcza, że wieczorem szłam z nim spac o 20 lol ).

Gość 2010-03-13 o godz. 21:36 0

Lady ja usypialam przy piersi ale on zyczyl sobie tej piersi do KAZDEGO zasypiania. Nie tylko tego pierwszego ale do kazdego pozniejszego. Tego po 15 minutach, po polgodzinie. I tak milon razy na noc. Wlasnie dlatego ze do zasypiania piers mu byla potrzeba. Dlatego tez musialam sie jej pozbyc. Dlatego musialam go nauczyc ze bez cyca spac sie da.

Teraz dalej dostaje cyca przed spaniem. Ale... daje mu cyca a do raczki dostaje smoczek. Jak juz stwierdzi, ze sie napil wypluwa cyca wklada sie sobie smoczek i sie na mnie zaczyna patrzec "No matka poloz mnie juz, spac chce" Ja go caluje, mowie dobranoc, klade do lozeczka. On sie odwaraca na brzuch i dziecka nie ma....

Gość 2010-03-13 o godz. 21:41 0

meggien napisał(a):Dlatego kiedyś już gdzieś napisałam, że nie wiem co bym zrobiła gdyby przyszło mi się budzić i wstawać do dziecka co 40 minut przez kilka miesięcy, noc w noc.
No właśnie o tym pisałam - stosunkowo łatwo jest twierdzic, że powinno się trzymac dziecko za rękę i nie pozwolic płakac, jeśli się samemu tego nie przeżyło.
Piotruś miał fazę chyba 2 tygodni (w okolicach 3 miesięcy), że potrafił przespac ciurkiem 4-5 godzin. I to by było na tyle, potem wrócił do swojego rytmu jedzenia co 2-3 godziny - a następnie do pociamkiwania co pół godziny albo nawet 15 minut. Aha, dopóki miałam siłę (czyt. 4-5 rano), dopóty go konsekwentnie odkładałam do łóżeczka. Jak wyglądałam w dzień - łatwo zgadnąc lol
Kasza nie pomagała, bo to nie był problem jedzenia.

meggien 2010-03-13 o godz. 21:56 0

Ja - wielki śpioch sobie takich nocy nawet wolę nie wyobrażać. Ja padam następnego dnia jak w nocy do niego 2 - 3 razy wstawałam. Dlatego teraz jak gorzej śpi bo coś mu dolega ( np. zęby ) to z lenistwa idę spać do niego do pokoju, przysuwam sobie łóżeczko do sofy, żebym w razie czego nie musiała do niego wstawać bo zwykle wystarczy, że przez sen nawet wsadzę rękę przez szczebelki i go pogłaszczę.

Na jego płacz w nocy jednak reaguję zawsze bo wiem, że on bez powodu się nie budzi i nie płacze i nie wyobrażam sobie, żeby zwlekać np. 5 minut i dopiero pójść. Co innego jak słyszę, że tylko pomrukuje czy delikatnie kwili - co się czasem zdarza ale zawsze się sam uspakaja i ponownie zasypia.

Gość 2010-03-13 o godz. 22:35 0

Piękna krytyka "ferberyzacji", która nie uwzględnia jednego ważnego czynnika - matki. Matki, która często "pada na pysk" i przemęczona może stanowic zagrożenie, także dla dziecka.

Po roku 1,5 godzinnych drzemek nocnych, po których mój syn wymagał co najmniej godzinnego dawania cycka i bujania, miałam po dziurki w nosie mojego permanentnego zmęczenia. Syn sobie odbijał spanie w dzień, gdy mama była w pracy i odziwo wtedy nie potrzebował cycka!
Próbowałam stopniowo. Ponieważ nigdy nie spał z nami w łóżku, odpadła rewolucja z przenosinami. Najpierw zastapiłam cycka smoczkiem. Potem bujanie 12 kilowego kolosa zastąpiłam klepaniem po pleckach, głaskaniem - efekt był spektakularny Spałam na podłodze w jego pokoju, bo budził się na najmniejszy mój ruch i próbę wyjscia z pokoju wycie słyszała nawet sąsiadka. Żeby nie było, że się za szybko poddałam - stan strwał 3 miesiące.
W końcu "sferberyzowałam" swojego pierworodnego i jesteśmy z tym szczęśliwi Co prawda nie czekałam pod drzwiami z zegarkiem w ręku odliczając minuty, ale nie reagowałam natychmiast na jego płacz. Podejrzewam, że w naszym przypadku odczekiwanie trwało 20 sek-40 sek-60 sek... to i tak długo, kiedy dziecko płacze. Teraz mam radosnego dwu-i-pół-latka, który zasypia samodzielnie, budzi się wypoczęty i radosny. I wcale nie uważam, że przez ten tydzień treningu samodzielnego zasypiania więź między mną a moim dzieckiem w jakikolwiek sposób osłabła.
Nie wyobrażam sobie jak wyglądałoby teraz moje życie, gdybym nie nauczyła Frania spac...
Pomna błędów poczynionych przy pierwszym dziecku, nie usypam Tosi na cycku. Mała sama ślicznie zasypia, beż żadnej mojej ingerencji.

Natomiast uważam, że ta metoda nie powinna byc stosowana u niemowląt, bo ich płacz to jedyna forma komunikacji.

Z innego wątku

Zwykły-cud napisał(a): napisał:
Takie male dziecko nie jest w stanie sobie wbić do glowy, ze rodzic przyjdzie za minutę , 2, 5- za to wpada w rozpacz, dostaje histerii takiej ze sinieje i wymiotuje. Dla mnie to jest okrutne, bo dziecko ponosi odpowiedzialnosc za nawyki, ktore sama mu wpoiłam.

Też uważam, że niemowlę nie jest w stanie sobie tego wytłumaczyc. Natomiast roczniak jak najbardziej. Poza tym chyba każdy rodzic zna swoje dziecko i nie dopuści żeby dziecko mając zasnąc wymiotowało z histerii.
Rodzice często popełniają błędy w "dobrej wierze", bo wiedzą co dla ich dziecka najlepsze. Dlatego nie mówię, że spanie z dzieckiem/ usypianie na piersi/ bujanie do zaśniecia to głupota. Każdy robi to co uważa za stosowne- do pewnego momentu, bo te "inwazyjne" techniki kiedyś przestaną się sprawdzac. Wtedy szuka się innych rozwiązań- korzystnych dla dziecka i dla rodziców.

Gość 2010-03-13 o godz. 22:53 0

A ja jestem ciekawa, co w zamian Sears proponuje?

Bo na razie to się tylko do krytyki Ferbera odnosimy.

Lady będę cierpliwie czekać na Twój post o metodach Searsa :)

A i zgadzam się z uptą, że w tych całych rozważaniach jakoś nikt nie bierze pod uwagę matki. Trudno mi uwierzyć, że poświęcająca się i przystosowująca w 100% do dziecka matka, w której narasta zniecierpliwienie, złość i irytacja stworzy super więź z dzieckiem.

Gość 2010-03-13 o godz. 22:56 0

U Mikołaja nauka samodzielnego spania trwała 2 dni, trzeciego usnął od razu. teraz potrafi przespać bez budzenia 10-14 godzin.
Przeszkadzała mu moja obecność więc odpadało spanie razem oraz moje siedzenie i czekanie aż uśnie.

A autorzy "kazde dziecko może..." krytykują faberyzacje - to info dla tych co tej ksiazki nie czytali.( ja sama też całej nie przeczytałam a podane przez nich rady troszke zmodyfikowałam na nasze potrzeby bo tak mi intuicja podpowiadała)

ignasia 2010-03-13 o godz. 23:01 0

"Na pysk" to ja upadłam, po nocy w której moje 14 miesięczne dziecko domagało się 12 raz cycusia. Zaliczyłam glebę na spacerze. Zrobiło mi się biało przed oczami i dalej nic nie pamiętam. Ocknęłam się z odartą połową twarzy. I teraz po 2 tygodniach jestem wdzięczna losowi za to, bo inaczej bym się chyba nie zdecydowała na zastosowanie tej metody. Teraz o godz. 20 moje dziecko zasypia samo a ja nie muszę chodzić na palcach po domu i mogę spokojnie wejść do wanny bez stresu, że zaraz się obudzi jak to miało miejsce za każdym razem.

runaway bride 2010-03-13 o godz. 23:01 0

ewasia napisał(a):
Olaf jak byl maly mial niezle wzdecia w nocy. .

Ewasiu przepraszam za OT - kiedy mu przeszło ?? pytam bo Zośce też ciągle to się zdarza.

TYGRYS 2010-03-13 o godz. 23:01 0

To ze moje dziecko zasypia samo w łóżeczku to nie znaczy ze zostało po całej linii ``sfarberyzowane`` .
I zasypia od niegawna (a ma teraz 20 miesięcy) bo przez większosc jego życia idąc za jego potrzebami usypiałam na rękach , siędząc przy łóżeczku , spiewając itp itd .
Czy rzeczywiscie takie były jego potrzeby nie wiem .Byc może gdybym wczesniej się zdecydowała na nauczenie go samodzielnego zasypiania to wczesniej by to załapał .

Ja to widzę tak : w przypadku nieopornego dziecka nauka zasypiania trwa ok 3 dni (w przypadku opornego łatwo nie pojdzie ale chyba też warto poszukac odpowiedniej metody).
Pozniej przyzwyczaja się do takiej metody zasypiania , zapomina o tym ze kiedys mama przy lozku siedziala , spiewała , zawodziła i jako stan naturalny traktuje ze zasypia sam . Jest zadowolony , nie płacze bo oswoił się z tym zasypianiem . Więc w czym problem ???
Wazne zeby dziecku w dzien okazywać miłość . Przed spaniem opowiedziec bajkę , utulic , pozwolic mu opowiedzieć dzien .
I slicznie zasnie . Sam .
Bez piersi , bez bujania . Ja w tym widzę same plusy ze dziecko nie jest uzaleznione od konkretnego bodzca . Ze potrafi po prostu ulozyc się i zasnać . To ważna umiejętność .

(Zaznaczam ze mi duuuuzo zajelo nauczenie Maćka zasypiania , bylo mi bardzo cieżko i nie udało mi się za pierwszym podejsciem ).

DobraC 2010-03-13 o godz. 23:09 0

jestem wyrodna matka. i tyle.

a teraz ide go na palcach ucalowac, za to ze przesypia wlasciwie od poczatku noce, ze zasypia sam odlozony do lozeczka i ze nigdy nie potrzebowal cyca do zasypiania. i ze nie spi z nami (no dobra, nad ranem dosypiamy wspolnie cala rodzinka plus pies ;) )

jak Was czytam to ... sama nie wiem... glownie Wam wspolczuje lol lol lol

ja przekonalam sie ze szczesliwa matka = szczesliwe dziecko. jak odpuscilam wiele rzeczy, okazalo sie ze same przychodza. Milek jest pogodny, wiecznie usmiechniety. a ja wyspana, mam wiecej sil i cierpliwosci. dzieki czemu on tez ma dobry humor. i tak sie wzajemnie nakrecamy :)

runaway bride 2010-03-13 o godz. 23:10 0

Zosia od początku zasypia w łóżeczku sama, tak ma po prostu. Problem mieliśmy z nocnym budzeniem się i do tego zastosowaliśmy (a właściwie zainspirowaliśmy się) metodę 3-5-7 z "Każde dziecko.." Zadziałało.
Po prostu jak Zosia obudzi się w nocy nie zrywam się od razu i nie biegnę do niej - bo w 9 na 10 takich pobudek za chwilę sama zasypia z powrotem. Jeżeli płacze dłuższą chwilę (nie wiem jak długo - nie patrzę na zegarek, wydaje mi się że ok minuty, dwóch) wstaję do niej ja albo mąż. Wystarczy na ogół podanie smoczka, czasem biorę na chwilę na ręce, choć staram sie nie.

Wcześniej budziła się co godzinę, teraz są jakieś dwie pobudki w ciągu nocy.

Grzybowa 2010-03-13 o godz. 23:12 0

Książki "Każde dziecko..." nie znam. Przeczytałam natomiast "Uśnij wreszcie" i wątek dziewczyn na temat usypiania. W końcu podjęłam świadomie decyzję o zaprzestaniu usypiania Hanki przy cycku. Usypianie bowiem trwało u nas od godziny do 2-2,5 godz. Było to dla mnie bardzo uciążliwe gdyż Hanka tak naprawdę nie potrzebowała cycka tylko smoczka :D Poza tym usypianie = cycuś więc nigdzie nie mogłam wyjść. Teraz mam nadzieję, ze nadrobię zaległości kinowe.

Jak dla mnie metoda ta jest rewelacyjna ponieważ jest stosunkowo łatwa a i skuteczna. Jedynie w czym się wyłamałam to nocne karmienie. Hanka w nocy dostaje póki co cycka. Zarówno ona jest zadowolona bo ma świeże jedzonko jak i ja bo moje piersi są opróżnione .

Gość 2010-03-13 o godz. 23:32 0

DobraC napisał(a):
a teraz ide go na palcach ucalowac, za to ze przesypia wlasciwie od poczatku noce, ze zasypia sam odlozony do lozeczka i ze nigdy nie potrzebowal cyca do zasypiania. i ze nie spi z nami (no dobra, nad ranem dosypiamy wspolnie cala rodzinka plus pies ;) )

Uff, bo już myślałam, że z moim dzieckiem coś nie tak ;)

Gość 2010-03-13 o godz. 23:34 0

runaway bride napisał(a):ewasia napisał(a):
Olaf jak byl maly mial niezle wzdecia w nocy. .

Ewasiu przepraszam za OT - kiedy mu przeszło ?? pytam bo Zośce też ciągle to się zdarza.

w wieku Zoski juz nie mial. Tak do czwartego miesiaca sie meczylismy o ile pamietam.

Ol 2010-03-14 o godz. 00:13 0

My zdecydowaliśmy się na nauczenie samodzielnego zasypiania, gdy Mały skończył 6 miesięcy. Po prostu zaczął coraz częściej budzić się w nocy. Nie potrafił inaczej zasnąć, jak tylko przy piersi. Obudziwszy się w nocy, nie miał piersi, więc domagał się. Ja ze zmęczenia byłam coraz bardziej nieprzytomna i zniecierpliwiona w ciągu dnia. Poza tym nie miałam wieczorów dla Męża i siebie, bo Mały usypiał przy piersi, np. 1,5 - 2 h. Nie mogłam woieczorem niczego zrobić albo padałam ze zmęczenia. Powiedziałam: "Dość!".
My uczyliśmy Małego trzy razy według metody 3-5-7. Pierwszy raz w siódmym miesiącu (po moim "buncie" ;) ). Nauka trwała 4 dni. Było mi bardzo trudno. Byłam strasznie spięta, niespokojna. Pomógł mi spokojny i wytrwały Mąż, który wstawał do Synka.
Za drugim razem nauka (albo przypomnienie) trwało 2 dni, pod czas wakacji, gdy Mały skończył rok. Wtedy chyba wpłynęła na Niego zmiana otoczenia, inne warunki. Pierwszego wieczoru zwymiotował i przestraszyłam się. Jednak drugiego wieczoru znowu wsparł mnie Mąż (bo ja chciałam poddać się) i znowu Synuś zaczął przesypiać całe noce.
Trzeci raz trwał od Świąt Bożego Narodzenia. Tu znowu była zmiana. Nocowanie u Dziadków, mnóstwo wrażeń i ... niechęć do samodzielnego zasypiania. Tym razem było trudno, bo nauka trwała tydzień, ale jest dobrze.
Wnioski dla mnie: zadowolona Mama (która ma wreszcie czas dla siebie i Męża wieczorem, i dla domu, i na przygotowanie do pracy), wyspany, uśmiechnięty Synuś i kwitnąca relacja małżeńska. Ze względu na moje małżeństwo nie wyobrażam sobie spania z dzieckiem w jednym łóżku całą noc przez kilka miesięcy.
Nie czuję się wyrodną matką. Okazuję dużo czułości Synciowi, a On po przebudzeniu jest uśmiechnięty i radosny.

TYGRYS 2010-03-14 o godz. 00:49 0

Z tego co czytam wszystkie mamy są zadowolone z nauki samodzielnego zasypiania . Dzieci spią dłużej i są pogodniejsze , mamy mają łatwiejsze życie .
A chyba o to chodzi .
Chyba nie ma po co robić z tego wielkiej sprawy .
Jesli ktoś chce spać z dzieckiem w łóżku i usypiac go zawsze w okreslony sposób to ok . Jesli dziecku to odpowiada i mama czuje się z tym dobrze , nie czuje ze musi to zmieniac to tu też wszyscy są szczęsliwi .

runaway bride 2010-03-14 o godz. 11:36 0

TYGRYS napisał(a):Z tego co czytam wszystkie mamy są zadowolone z nauki samodzielnego zasypiania . Dzieci spią dłużej i są pogodniejsze , mamy mają łatwiejsze życie .
A chyba o to chodzi .
Chyba nie ma po co robić z tego wielkiej sprawy .
Jesli ktoś chce spać z dzieckiem w łóżku i usypiac go zawsze w okreslony sposób to ok . Jesli dziecku to odpowiada i mama czuje się z tym dobrze , nie czuje ze musi to zmieniac to tu też wszyscy są szczęsliwi .

dokładnie, każdy rodzic ma własny model, chyba nie ma lepszych i gorszych
ale fajnie sobie podyskutować ;)

ja już przestałam tłumaczyć znajomym mamom, dlaczego nie karmię w nocy (?!!!) bo spotykałam się z oburzeniem i dziwnymi spojrzeniami
w ogóle o tym nie mówię

Gość 2010-03-14 o godz. 11:41 0

ja sie tylko wetne z jedna obserwacja drobna.

w ramach kontrargumentow do nauki samodzielnego zasypiania podawane sa czesto rozdzierajace serce historie, jak to dziecko pragnie bliskosci matki, a bez niej niemalze umiera ze strachu i samotnosci.

moze i tak bywa, i wtedy faktycznie oddzielanie na sile - tortura.

ale bywa tez, przynajmniej w wypadku starszych niemowlakow (nie mowiac juz o ponadroczniakach), ze dziecko histerycznymi krzykami nawet protestuje przeciw kladzeniu do lozeczka i zasypianiu - bo chce sie jeszcze bawic, bawic i bawic, a na spanie szkodza czasu. i meczy sie coraz bardziej, i im bardziej zmeczone - tym latwiej histeryzuje.

a wypuszczone z lozka mame olewa i pelznie sobie ku swoim sprawom, ze zmeczenia obijajac sie o wszystko po drodze.

wiewrióra 2010-03-14 o godz. 12:34 0

a takie pytanie mam - czy jak dziecko od początku jest uczone zeby spac w łóżeczku swoim i tam spokojnie zasypia samo to potem mu się zmienia jak jest starsze?
Bo Nataś śpi od początku w swoim łóżeczku, po kąpieli jest cyc ale dlatego ze najczęściej jest głodna. Po karmieniu i tak się wybudza jak ją kładę do łóżka ale wtedy leży sobie z smokiem i zasypia wpatrując sie w misie na ochraniaczu.
I zastanawiam się czy jak np. bedzie miala pół roku czy jej się nie przestawi bo widzę tutaj tylko zdania mam starszych dzieci....

Gość 2010-03-14 o godz. 12:49 0

Kolejna porcja informacji:

FAKTY NA TEMAT SNU NIEMOWLĄT


1. Jak śpią dorośli. Po zaśnięciu przechodzimy w fazę non-REM I naczej snu głebokiego. W tym czasie umysł i ciało odpoczywają. Leżymy nieruchomo, oddychamy regularnie i płytko, mięsnie są rozluźnione. Po ok. 1,5 godzinie mózg budzi sięiI zaczyna pracować, przechodzimy w fazę płytkiego snu aktywnego, czyli REM. W tym czasie oczy poruszają się regularnie pod powiekami, pojawiają się sny, zmieniamy pozycję ciała. W tej fazie możemy obudzić się, aby pójść do toalety, a potem bez problemu od razu zasnąć. . Cykle te powtarzają się kilkakrotnie w czasie nocy. Typowo spędzamy 6 godzin w fazie snu głębokiego i 2 godziny w czasie snu aktywnego.

2. Jak dzieci zasypiają. Nosisz swoje dziecko, kołyszesz lub przytulasz i w tym czasie jego powieki opadają, jednak oddech pozostaje nieregularny. U noworodków pokazują się grymasy twarzy, niektóre dzieci wykonują ustami odruch ssania. W tym momencie rodzice często próbują odłożyć dziecko do łóżeczka i wyślizgnąć się z pokoju, a ono natychmiast budzi się i zaczyna płakać. Dzieje się tak ponieważ nie jest jeszcze w pełni uśpione i w momencie odkładani a do łóżeczka znajdowało się w fazie snu lekkiego. Aby móc odłożyć dziecko do łóżeczka bez ryzyka, że się obudzi należy kontynuować rytuał związany z zasypianiem przez ok. 20 minut po zamknięciu przez nie oczu. Po tym czasie ustaną wszelkie grymasy twarzy, oddech stanie się regularny i płytki, mięśnie zupełnie się rozluźnią, ręce przestaną zaciskać się w piąstki, a nogi i ramiona będą zwisać bezwładnie, jeśli akurat trzymasz dziecko na ręku. Po tych znakach można poznać, że dziecko jest w fazie snu głębokiego i można spokojnie odłożyć je do łóżeczka.

ZASADA nr 1: Dzieci potrzebują opieki rodziców także podczas snu, a nie tylko kładzenia spać. Niektóre dzieci mogą być położone do łóżeczka rozbudzone i zasną same, a inne potrzebują pomocy rodziców, którzy je pokołyszą lub poprzytulają przed zaśnięciem.
Powodem takiej sytuacji, jest fakt, że o ile dorośli natychmiast po zaśnięciu wchodzą w fazę snu głębokiego, to niemowlęta – zwłaszcza w pierwszych miesiącach życia – najpierw przechodzą fazę snu lekkiego i dopiero po ok. 20 minutach osiągają sen głębokiego z którego trudno się tak łatwo obudzić. Im dziecko starsze tym szybciej przechodzi w fazę snu głębokiego. Dlatego należy zawsze obserwować dziecko i przenosić je np ze swojego łóżka do łóżeczka, czy z foteliku samochodowego do kołyski dopiero, kiedy osiągnie fazę snu głębokiego.

3. Dzieci mają krótsze fazy snu niż dorośli (szybciej się zmieniają). Dziecko przechodzi znowu w fazę snu aktywnego już po ok. godzinie, można to poznać po tym, że zaczyna robić miny, ruszać powiekami, oddychać nieregularnie, zmieniać pozycję, napinać mięsnie. W tym czasie bardzo wiele dzieci budzi się, jeśli tylko mają do czynienia z jakimś negatywnym bodźcem jak np. głód. Jeśli dziecko nie obudzi się to po 10 minutach snu aktywnego przejdzie znowu w fazę snu głębokiego. Cykle przechodzenia ze snu głębokiego do lekkiego i z powrotem u dorosłych trwają ok. 90 minut, a u niemowląt zaledwie 50-60 minut. W momencie kiedy dziecko wchodzi w fazę snu lekkiego wystarczy, jeśli położysz mu rękę na pleckach, zaśpiewasz kołysankę, albo po prostu będziesz obok. Dzięki temu dziecko przejdzie przez fazę snu lekkiego bez obudzenia się.

ZASADA nr 2: Niektóre dzieci potrzebują pomocy rodziców, aby przejść z powrotem w fazę snu głębokiego.

Są oczywiście także dzieci , które przechodzą z jednej fazy snu do drugiej bez zupełnego przebudzenia się, lub nawet kiedy się obudzą potrafią same zasnąć z powrotem. Inne potrzebują poklepania po pleckach, uspokojenia głosem czy przystawienia do piersi, aby powrócić do fazy snu głębokiego i jest to całkowicie normalne. Jednym z celów opieki nad śpiącym dzieckiem jest w związku z tym stworzenie mu takiego otoczenia, które pomoże mu przechodzić z jednej fazy snu do drugiej bez przebudzania się.

4. Dzieci nie śpią równie głęboko jak dorośli. Dzieciom nie tylko zaśnięcie zajmuje więcej czasu i częściej zmieniają fazy snu, ale również śpią dwa razy lżej niż dorośli. Z punktu widzenia rodzica wyczerpanego całodniową opieką nad dzieckiem nie wydaje się to być uczciwe, ale jest to uzasadnione z biologicznego punktu widzenia. Jeśli zrozumiesz te biologiczne przyczyny, łatwiej będzie ci wspierać raczej niż zakłócać naturalny rytm snu dziecka. W tym punkcie dr Sears nie zgadza się z trenerami zasypiania, którzy próbują sprawić, aby dziecko spało w trakcie nocy bardziej głęboko, ale ma to swoją cenę i związane jest w pewnym ryzykiem.

5. Budzenie się w nocy, ewolucyjnie rzecz biorąc, było kluczowe dla przeżycia dziecka. W pierwszych miesiącach życia potrzeby dziecka są najwyższe, a jednocześnie możliwości ich komunikacji najniższe. Wyobraź sobie ze dziecko śpi głęboko przez całą noc – jego podstawowe potrzeby pozostawałyby w tym czasie niezaspokojone. Dzieci maja małe brzuszki, a mleko matki trawione jest bardzo szybko. Jeśli sygnał głodu nie budziłby dziecka byłoby to szkodliwe z punktu widzenia jego przetrwania. Podobnie, gdy dziecko ma zatkany nosek i problemy z oddychaniem, albo jest mu zimno – dlatego niemowlęta są zaprogramowane, aby budzić się co godzina i sprawdzać, czy wszystko jest w porządku.
Rzeczą, którą nauczyliśmy się podczas lat praktyki jako pediatrzy jest to ze wszystko co dzieci robią, czynią dlatego, że zostały tak a nie inaczej zaprogramowane przez naturę. Jeśli chodzi o sen dziecka, badania wykazują, że faza snu aktywnego została wymyślona po to, aby chronić dziecko. Jeśli twoje dziecko spałoby jak dorosły, czyli głównie znajdowało się w fazie snu głębokiego, byłoby to cudowne – dla Ciebie, ale nie dla dziecka. Nie mogłoby one zakomunikować tego, ze jest głodne, jest mu zimno, albo nie może oddychać. Dzieci zostały więc zaprogramowane tak, aby móc obudzić się jak tylko cos dzieje się nie tak jak trzeba.

ZASADA NR 3: Zachęcanie dziecka do głębokiego snu zbyt wcześnie nie jest w jego interesie biologicznym.

6. Budzenie się w nocy ma korzyści z punktu widzenia rozwoju dziecka. Badania wykazały ze dzieci śpią „mądrzej” niż dorośli. Fazy snu lekkiego pozwalają rozwijać się mózgowi, który w czasie snu REM jest dwa razy lepiej ukrwiony. W tym czasie powstają tez nowe komórki nerwowe w mózgu dziecka. W tym czasie mózg przetwarza i „ćwiczy” nowe umiejętności, jakie dziecko zdobyło podczas dnia. Należy pamiętać, że w czasie pierwszych dwóch lat życia wielkość mózgu dziecka osiąga 70 % rozmiaru mózgu dorosłego człowieka. Ciekawe jest także to, że wcześniaki spędzają jeszcze więcej czasu w fazie REM – bo aż 90 %, co przypuszczalnie służy przyspieszeniu rozwoju ich mózgu. Tak więc za każdym razem, jak twoje dziecko kolejny raz budzi się nocy pomyśl sobie: „moje dziecko będzie bardzo mądre!” ;)

7. W miarę jak dzieci rosną osiągają tez większą dojrzałość jeśli chodzi o sen. Pytanie jakie w tym momencie zadaje sobie większość rodziców brzmi” Kiedy moje dziecko zacznie wreszcie przesypiać noce?. Wiek w jakim dziecko zaczyna łatwo zasypiać i śpi całą noc jest różny u każdego dziecka. Jedne dzieci łatwo zasypiają, ale się budzą w nocy. Inne mają trudności z zasypianiem, ale za to potem śpią do rana i wreszcie najbardziej wyczerpujące egzemplarze - ani nie chcą ładnie zasypiać, ani potem spać bez pobudek.
W pierwszych trzech miesiącach życia zdecydowana większość dzieci nie jest w stanie przespać więcej niż 4 godziny bez karmienia. W wieku 3-6 miesięcy czas ten zwiesza się zazwyczaj do 5 godzin. Po 6 miesiącu znacząco wydłuża się faza snu głębokiego i obniża liczba nocnych pobudek. Nazywamy to „snem dojrzałym” ( „sleep maturity w org.)

ZASADA nr 4: Warto pamiętać, że nawyki związane z zasypianiem I częstotliwość nocnych pobudek zależą w największym stopniu od temperamentu twojego dziecka, a nie od twojego stylu opieki nad dzieckiem. Pamiętaj, że większość rodziców przesadza mówiąc ile to ich dzieci śpią bez przerwy w nocy, tak jakby przesypianie nocy było jakimś wskaźnikiem bycia dobrym rodzicem. To nie jest absolutnie twoja winą, że dziecko budzi się w nocy.

8. Dziecko ciągle budzi się w nocy. Wiele dzieci mimo osiągnięcia w drugiej połowie pierwszego roku życia fazy snu dojrzałego nadal budzi się w nocy. Powodami w większości przypadków są: ból (przeziębienie, ząbkowanie), osiągnięcia w rozwoju ( siadanie, raczkowanie, chodzenie), które powodują, iż mózg dziecka musi „przećwiczyć” te świeżo nabyte umiejętności w nocy. Około 2 roku życia pojawiają się kolejne przyczyny nocnych pobudek, takie jak lęk przed separacją czy koszmary nocne.

Znamy teraz przyczyny dla których dzieci budzą się w nocy, więc możemy przejść do tego, jak sprawić, żeby mimo wszystko i dzieci i rodzice mogli w nocy wypocząć – C.D.N.
:D

Źródło: http://www.askdrsears.com/html/7/T070200.asp

meggien 2010-03-14 o godz. 13:17 0

wiewrióra napisał(a):a takie pytanie mam - czy jak dziecko od początku jest uczone zeby spac w łóżeczku swoim i tam spokojnie zasypia samo to potem mu się zmienia jak jest starsze?
Bo Nataś śpi od początku w swoim łóżeczku, po kąpieli jest cyc ale dlatego ze najczęściej jest głodna. Po karmieniu i tak się wybudza jak ją kładę do łóżka ale wtedy leży sobie z smokiem i zasypia wpatrując sie w misie na ochraniaczu.
I zastanawiam się czy jak np. bedzie miala pół roku czy jej się nie przestawi bo widzę tutaj tylko zdania mam starszych dzieci....

Z Kubą tak właśnie było i z zasypianiem nigdy nie mieliśmy większych problemów. Tak jak wcześniej pisałam, jedynie troszkę przeżył pożegnanie z wieczornym karmieniem piersią ale to był tylko jeden gorszy wieczór. Teraz bez problemu zasypia sam w łóżeczku, po odłożeniu go przeważnie chwilkę przy nim stoję, daję buziaka, cośtam opowiem albo zaśpiewam ale jak już się kładzie i zaczyna po swojemu układać do snu to już mu niczym nie przeszkadzam.

Gość 2010-03-14 o godz. 13:17 0

Wiewrióra, nie wiem, bo nie dane mi było przerobic tego scenariusza.

Taka mi jeszcze rzecz przyszła do głowy. Metoda 3-5-7 (czy w naszym przypadku 1-2-3) jest popularna i skuteczna (czy łatwa - zdania są podzielone), więc chyba nie tylko ja zastosowałam ją - jako że nie widziałam innej równie dobrej alternatywy. Ale co w zamian?

I w czym się poglądy dr Searsa różnią od Ferbera? Bo chyba nie tylko w podejściu do samodzielnego zasypiania.

meggien 2010-03-14 o godz. 13:26 0

W zamian chyba trwanie przy usypianiu cycem/bujaniu etc.

Jedyną alternatywą jaką ja znam jest metoda T.Hogg czyli wyjmowanie dziecka z łóżeczka jak tylko zacznie płakać i wkładanie znowu najpierw kilkadziesiąt razy aż do samodzielnego zasypiania - z tymże to działa pewnie tylko u takich dzieci, które natychmiast po wyjęciu z łóżeczka albo przytuleniu się uspakajają. U Ciebie Mad, pewnie by nie podziałało ;)

Co do faz i długości snu lekkiego, to to się chyba nie zmienia jak dziecko zasypia samodzielnie bo nadal ono się po godzinie czy iluś tam budzi z tymże potrafi zasnąć samo bez rodzica. Ja też słyszę, że Kuba się co jakiś czas wierci/mruczy i przebudza ale szybko znowu zasypia bez niczyjej pomocy.

TYGRYS 2010-03-14 o godz. 14:02 0

Wiewrióra ciesz się bo problemy z zasypianiem są męczące i dla dziecka i dla matki .
Niektórym dzieciom psuje się zasypianie jak nauczą się wstawać . Zamiast klasc sie i spać wstają zeby cwiczyc swoje nowe umiejetnosci . Ale to zazwyczaj trwa kilka dni i wazne zeby się nie złamać , nie nosić , nie bujać bo po kilku dniach wroci do normy . (Nie jest powiedziane ze u Was tez tak będzie).

TYGRYS 2010-03-14 o godz. 14:25 0

Lady wszystko co piszesz jest bardzo ciekawe .
Oczywiste jest ze dziecko budzi się w nocy i ja z tym nigdy nie walczyłam .
Maciek sam dość szybko przerzucił się jedno karmienie nocne widocznie sam uznał ze nie umrze jeśli zje tylko raz .

Nie bardzo rozumiem o jakich dzieciach piszemy tzn wiekowo .
Jesli mama ma ambicje ze 3 miesięczniak ma przesypiac noce to tego nie rozumiem .
Ale jesli roczniak czy nawet starsze dziecko budzi się 3 , 4 razy w nocy na jedzenie to budzi się dlatego ze jest głodne i boi się ze nie przetrwa do rana ? Może takiemu dziecku lepiej podać wodę do picia niż dawać mu jedzenie i przyzwyczajac go do tego ze jednak w nocy się nie je .
(Maciek dość długo budził się w nocy na jedzenie . Bywało ze przesypiał noc , czasem się budził i wystarczyła woda a czasem po prostu musiał wypic mleko a wypijał ok 60ml więc nie sądzę ze był wygłodniały tylko bardziej przyzwyczajenie nim kierowało ).

Gość 2010-03-14 o godz. 15:29 0

wiewrióra napisał(a):a takie pytanie mam - czy jak dziecko od początku jest uczone zeby spac w łóżeczku swoim i tam spokojnie zasypia samo to potem mu się zmienia jak jest starsze?
Bo Nataś śpi od początku w swoim łóżeczku, po kąpieli jest cyc ale dlatego ze najczęściej jest głodna. Po karmieniu i tak się wybudza jak ją kładę do łóżka ale wtedy leży sobie z smokiem i zasypia wpatrując sie w misie na ochraniaczu.
I zastanawiam się czy jak np. bedzie miala pół roku czy jej się nie przestawi bo widzę tutaj tylko zdania mam starszych dzieci....

U nas się nie zmieniło. Od urodzenia Maks zasypia sam w łóżeczku i innego sposobu zasypiania nie zna. Owszem mieliśmy kilka krótkich kryzysów, głównie w tym czasie, gdy się czegoś nowego nauczył, tak jak napisała TYGRYS ;) zamiast zasypiać ćwiczył wstawanie w łóżeczku. Mieliśmy też ok. pół roku temu ciężkie kilka tygodni, kiedy Maks chodził spać równo z nami czyli po północy Nie chciał spać, to pozwalaliśmy mu bawić się dotąd aż sam kazał zaprowadzić się do łóżeczka. ;)

wiewrióra 2010-03-14 o godz. 15:51 0

TYGRYS napisał(a):Wiewrióra ciesz się bo problemy z zasypianiem są męczące i dla dziecka i dla matki .
Niektórym dzieciom psuje się zasypianie jak nauczą się wstawać . Zamiast klasc sie i spać wstają zeby cwiczyc swoje nowe umiejetnosci . Ale to zazwyczaj trwa kilka dni i wazne zeby się nie złamać , nie nosić , nie bujać bo po kilku dniach wroci do normy . (Nie jest powiedziane ze u Was tez tak będzie).

dzięki za rady :)

meggien 2010-03-14 o godz. 16:25 0

A tak, Kuba jak się nauczył wstawać to musiałam go po kilka razy kłaść zanim stwierdził, że jednak jest śpiący i idzie spać :) Ale szybko mu przeszło.

Gość 2010-03-14 o godz. 16:40 0

Należę to szczęściar. Moje dziecko po wykluczeniu przeze mnie nabiału z diety zasypia samo. Wcześniej był koszmar.
Albo zasypia przy karmieniu (i nie widzę w tym nic złego) albo jak jest "jej" godzina i widzę, że jest spiaca zanoszę ją do łóżeczka, daję smoka i wychodzę. Czasem zasypia od razu, czasem muszę wrócić parę razy i włożyc smoka. Mysle, że wyrzuca go celowo ;) ale nie płacze, raczej woła.
Przesypia 8 godzin + 3, albo mniej więcej 6+5.
Ferberyzacja wydaje mi się okrutna. No, ale łatwo mi mówić...

TYGRYS 2010-03-14 o godz. 21:54 0

Farberyzacja jest zła itd itp
Co to znaczy dziecko sfarberyzowane ???
Czy dziecko które matka nauczyła samo zasypiać to już dziecko sfarberyzowane ?
Bo ja już nie wiem o czym my piszemy !

I co jest odwrotnością okrutnej farberyzacji wg tego drugiego frontu ?
Matka ma nosić na rękach non stop ? Sapć z dzieckiem , robić to co dziecko chce bez uwzględniania swoich potrzeb ? Nie pozwalac mu płakać nawet chwilę bo straci poczucie bezpieczenstwa ?
Rozumiem ze matka ma realizowac potrzeby swojego dziecka ale nie może być w tym męczennicą .
A co jeśli ma dwoje albo troje dzieci ?
Ma realizowac potrzeby tylko tego najmłodszego ignorując starsze ?
I te starsze dzieci zostały wychowane w ten sam sposób ?
Matka realizwała kazdą ich potrzebę i nagle pojawia się młodsze dziecko i może być problem .

Proszę nie mieć do mnie pretensji o to co piszę . Przyznaję ze się pogubiłam się w temacie .

Gość 2010-03-14 o godz. 22:04 0

jeszcze mi przyszly do glowy dwa sposoby myslenia - kazdy bedacy kontra do jednego z opisywanych tutaj podejsc - no i kontry do kontr.

mozna niechetnie patrzec na ferberyzacje - chocby ze wzgledu na 'okrutny' czy 'bezwzgledny' jezyk, ktorym sie mowi o metodzie. w stylu 'nie mozesz sie ugiac', 'nie wolno ustepowac' i tak dalej.

no tylko ze prawda chyba jest cos innego - jest ustepuje, musze byc swiadoma konsekwencji (nie tylko odnosnie spania). czyli tego, ze bede musiala dziecko uczyc ponownie pewnej regularnosci. co nie znaczy, ze w zadnym wypadku nie wolno mi tego zrobic - jesli maluch choruje i chce spac tylko przytulony do mnie - OK; jak wyzdrowieje - bede znowu 40 razy na wieczor odnosic do lozka. jesli wyjezdzamy na wakacje i spimy gdzie popadnie ale z zasady zbiorowo - OK, ale wiem, ze za wakacyjny wypoczynek i luz bede musiala zaplacic kilkoma mniej spokojnymi wieczorami po powrocie. i tak dalej.

no a z kolei dr sears - wydaje nam sie, ze jak damy paluszek, to wyszarpia nam (nawet nie tyle nasze dzieci, co wymogi metody) cala reke a moze i obie. ze jak juz spelnianie potrzeb dziecka - to zaraz poswiecenie bez granic, niespanie, noszenie non-stop itp.

a to przeciez tez nieprawda. matka ma prawo byc zmeczona czy nie miec sily (fizycznej czy psychicznej) nosic godzinami wrzeszczacego niemowlecia. tyle, ze nie jest jedyna alternatywa natychmiastowy trening zasypiania wg sztywnych regol - nawet z noworodkiem mozna probowac w pewnym sensie 'negocjowac' - wygodniejsze dla nas pozycje wzajemnego tulenia sie czy stosowanie wszelkich pomocy technicznych - kolysek, lezaczkow, hustawek itp.

TYGRYS 2010-03-14 o godz. 22:17 0

Chyba w opozycji do farberyzowania dzieci jest ``sears`owanie`` matki .
Czyli matka sama siebie ``sears`uje`` zeby moc w pełni realizować potrzeby swojego dziecka .
Czyli spi z dzieckiem - mimo tego ze jest jej niewygodnie , ze budzi sie za kazdym razem jak dziecko zmienia pozycję , ze budzi się niewyspana i obolala po lezeniu na jednym boku zeby dziecko miało piers - jak smoczek - do dyspozycji przez całą noc .
Noszenie na rękach całymi dniami mimo ze kregosłup boli itp itd

Lady czy Ty się zgadzasz w 100% z Searsem ? Czy tylko przytaczasz jego teorię ?
Bo przy jednym dziecku potrafię sobie wyobrazić takie bycie cały czas gotowym relazować potrzeby dziecka ale co pan Sears proponuje jak tych dzieci jest więcej ?
Nie można być jednoczesnie zywym smoczkiem dla noworodka i zabawową mamą dla 3letniego rozrabiaki .

zulam 2010-03-14 o godz. 22:44 0

No huśtawka akurat jest wbrew AP i Searsowi
Tygrys da się, trening czyni mistrza, a jeszcze jak sie ma chustę to jest łatwiej ;)
Czasem trudno pogodzić AP z realnym życiem (tzn. trzeba któregoś potomka sferberyzować), ale można próbować.
Mama (tata) "searsowi" są moim zdaniem bardziej pewni siebie, spokojniejsi, mniej zestresowani, dający sobie i dzieciom prawo do drobnych błędów.

A tak BTW Lady to czytałaś lub masz "Continuum concept" czyli polskie "W głębi kontinuum"?

Gość 2010-03-14 o godz. 22:56 0

no ok, ja splaszczam, bo tak naprawde to nie jest prosta opozycja AP/Sears vs Ferber/wychowanie tradycyjne czy tam zwijcie jak chcecie, tylko wiecej zawilosci.

ale nawet w takim uproszczeniu - to co jest blizszym duchowi Searsa rozwiazaniem jak matka nosic nie moze np z powodow zdrowotnych - sferberyzowanie potomka czy jednak ta nieszczesna hustawka?

i w sumie w czym hustawka gorsza od fotelika samochodowego, bo nie lapie az takiej subtelnosci ;)

zulam 2010-03-14 o godz. 23:03 0

A nie, lepsza, bo blizej mama może być, chyba ;)

Gość 2010-03-14 o godz. 23:07 0

zgadzam się z Shiad co do myślenia "konsekwencyjnego" 8)

szczerze mówiąc nie trafia do mnie Sears w ogóle. uważam, że fakt powicia i wychowywania dziecka nie oznacza, że odtąd cała i zawsze jestem tylko dla niego - myślę, że tam gdzie to możliwe warto jak najszybciej wprowadzać elementy samodzielności dziecka.

co do komunikowania sie dziecka płaczem i niereagowania na ów w nocy, ergo uczenia dziecka, że nie może liczyć na rodziców (upraszczam!) - czy jeśli za dnia reaguję na płacz dziecka, tulę je, gdy coś mu się stanie lub czegoś się przestraszy to nie buduje się między nami więź, nie uczę go, że może na mnie liczyć, nie daję mu poczucia bezpieczeństwa... wydaje mi się, że jedna sytuacja wychowawcza (uczenie zasypiania) nie może rzutować na wszystkie aspekty relacji rodzic-dziecko...

Gość 2010-03-14 o godz. 23:08 0

a, i wydaje mi sie, ze takie 'zmiekczenie' tego bardziej tradycyjnego podejscia (nie tyle 'nie ustepowac' co 'wiedziec o skutkach') zdejmuje i z rodzicow, i sila rzeczy - z dziecka - ta presje i obawe przed bledami, o ktorej piszesz.

co oczywiscie nie swiadczy samo w sobie na korzysc ktoregokolwiek z podejsc, no ale dziele sie obserwacja dla dobra watku ;)

TYGRYS 2010-03-15 o godz. 00:06 0

amelani napisał(a):wydaje mi się, że jedna sytuacja wychowawcza (uczenie zasypiania) nie może rzutować na wszystkie aspekty relacji rodzic-dziecko...
Też tak myślę .

Zadna z metod w której jedna ze ``stron`` jest ignorowana nie jest dobra.
Farber (chociaz nie wiem dokładnie jaka jest jego teoria) nie bierze pod uwagę potrzeb dziecka a Sears chyba nie zauważa matki i tego ze ona tez ma jakieś potrzeby .

Maciek miał problemy z zasypianiem ale swoje łóżko akceptował od początku , w miarę dobrze mu się tam spało (w nocy bo w dzien nie spał dobrze w zadnym miejscu) .
Mi też było wygodniej i do głowy by mi nie przyszło zeby to zmieniać , zaczynać spac w jednym łóżku jeśli wszystkim było dobrze w oddzielnie .

wiewrióra 2010-03-15 o godz. 10:08 0

wydaje mi się ze trzeba znaleść rozsądne proporcje pomiedzy tymi dwoma teoriami. Z jednej strony nie reagować na każde stęknięcie dziecka a z drugiej nie ignorować jego płaczu. I przede wszystkim znac swoje dziecko :)
Nasunęło mi sie to dzisiaj jak 3 razy co 10 minut wstawalam zeby dac małej smoka bo marudziła o niego w końcu za 4 razem stwierdzilam ze poczekam. Zasneła sama. Jednak rano poznałam po krzyku ze ją gaziochy męczą i nie ma co ignorować ...

Gość 2010-03-15 o godz. 12:32 0

a nawet jak sie rozbudza to same usną :D
mi na poczatku usypianie Miśka nie przeszkadzało ale jak miał 8-9 miesiecy i nadal usypiałam go czasami i 2 godziny miałam dość. nie miałam wogole wlasnego życia, padałam na twarz.
ja wychodze z założenia że szcześliwa matka to szcześliwe dziecko :D

Gość 2010-03-15 o godz. 12:50 0

Cytat ze strony Dr Searsa nt. usypiania dziecka:

# Self-soothing method: Baby is put down awake and goes to sleep by himself. Parents offer intermittent comforting, but are not there when baby drifts off to sleep.

So-called "Advantages": If baby learns to go to sleep by himself, he may be better able to put himself back to sleep without parental help, because he doesn't associate going to sleep with parents comforting. May be tough on baby, but eventually less exhausting for parents.

Disadvantages:

* Involves a few nights of let-baby-cry-it-out
* Risks baby losing trust
* Seldom works for high-need babies with persistent personalities
* Overlooks medical reasons for nightwaking
* Risks parents becoming less sensitive to baby's cries

Jak widac, dopuszcza on samodzielne zasypianie ;)

Gość 2010-03-15 o godz. 14:58 0

Oj, Mad - wyjęłas z kontekstu... ;)

Co do tego, co ja sądzę na ten temat - oczywiście nie zgadzam się ze wszystkim co napisałam w 100 % ( nastawiałam się na tłumaczenie z angielskiego ;) ). Podoba mi się to co Shiadczy wiewrióra bodajże napisały o nie popadaniu w skrajności.

Ale: mojemu sercu zdecydowanie bliższe są metody w stylu: spanie z dzieckiem razem w jednym łózku tak długo jak dziecko będzie tego chciało (dodam, ze mój mąż równiez uwielbia spanie z małym), noszenie dziecka w chuście, a nie zmuszanie do jazdy wozkiem, którego nie toleruje, jak najdłuższe karmienie piersią na żadanie (także w nocy) niz uczenie dziecka dyscypliny - szczególnie jesli rozmawiamy o niemowlętach Uważam to za postępowanie wbrew naturze i temu jak biologia ukształtowała relacje matka-dziecko. Dodam, że mimo braku sferberyzowanego dziecka w domu, nie czuje się specjalnie obciążona - pracuje na pół etatu i jeszcze doktorat piszę w wolnych chwilach.

Moje zainteresowanie Searsem wzieło się od drugiego krańca zaczynając. Mianowice - za forumowym poleceniem ( a jakze ;) ) zakupiłam sobie książeczkę po tytułem "Każde dziecko może nauczyc się spać". Byłam wówczas zdesperowana na maksa (marcówki świadkiem lol )- Marcel w nocy przez pierwsze 8 miesięcy budził sie w najlepszym przypadku co 2 godziny, a bywało, że co godzina i zasypiał jedynie na cycu, którego w dodatku potrafiłam mu dać jedynie na siedząco...Mozna się domyśleć, że przypominałam żywe zombi, tym bardziej, że od miesięca pracowałam. Niestety podczas czytania wzmiankowanej książki, w przeciwieństwie do większości z was -nie doznałam objawienia, a wręcz przeciwnie - włos mi się na głowie zjerzył i stwierdziłam, że w życiu tej metody na własnym dziekcu nie zastosuję. Cały czas jednak miałam w głowie teorie z książki: " Nie robisz tego dla siebie - robisz to dla dziecko. Dziecka trzeba uczyć dyscypliny, bo je rozpuścisz i wejdzie ci potem na głowę".Do tego jeszcze babcie dokładały swoje - "kto to widział żeby z dzieckiem w jednym łózku spac: zagnieciesz go i udusisz?", "Ile jeszcze piersią zamierzasz karmić? Kiełbasy byś mu lepeij dała!" lol
No więc zaczęłam szukac alternatyw i sprawdzać, czy rzeczywiście wszyscy tak entuzjastycznie do ferberyzacji podchodzą - okazało się na szczescie, że nie i tym co w temacie znalazłam staram sie z wami w tym watku podzielić :D
Co do zasypiania - nadal karmię 2-3 razy w nocy, ale nauczyłam się to robic na leżąco i praktycznie przez sen. Zamierzałam Marcelka po skończeniu roku przeprowadzić do własnego pokoiku, ale jak nie będzie chciał to nie będę go na pewno zmuszać. I tak przed 18 się z naszego łózka wyprowadzi ;) Sears twierdzi, że w 99% wypadków nastepuje to wręcz przed pójsciem do przedszkola. W każdym razie decyzja będzie należec do niego. :D

Natalia - dla mnie skrajne jest "Każde dziecko może nauczyć się spać" - dlatego chciałam pokazać przeciwną skrajność ;)

Amelani - no ja się z tą samodzielnością na siłę właśnie absolutnie nie zgadzam. IMHO dziecko samo powinno dorastać w swoim tempie do kolejnych etpaów samodzielnosci, a nie być do nich przekonywane na siłę.

Kurczę jeszcze bym popisała w kontekscie innych wypoweidzi jakie się tu przewijają ale dziecko mi sie obudziło... ;)

Gość 2010-03-15 o godz. 15:50 0

a ja nie jestem ani za przyspieszaniem samodzielnosci na sile (typu 'od urodzenia we wlasnym lozku i zadnych odstepstw, bo sie przyzwyczai' czy 'do zlobka/na zajecia rozwijajace/na basen marsz i przeczekujemy ryki') - chyba, ze jest to konieczne (bo np. mama bierze leki czy ma taki stan zdrowia, ze niewskazane jest spanie z dzieckiem, musi wracac do pracy, lekarz zalecil basen jako rehabilitacje...).

ani za nieproponowaniem samodzielnosci 'bo jeszcze takie malutkie' - nawet jesli malutkie faktycznie, to jesli proby podejmowac bedziemy ostroznie i z wyczuciem, krzywdy nie zrobimy, a tylko poszerzymy sobie i dziecku spektrum mozliwosci.

Mloda pierwsze 3 miesiace wiecej spala na moim biuscie niz w lozeczku, a juz zasypiala praktycznie wylacznie tak. nie przyzwyczaila sie - po 3 miesiacach z dnia na dzien przeszla do zasypiania w lozeczku, najpierw glaskana, potem nawet i bez tego. gdybym jej nie 'zaproponowala' zmiany - przeciez sama by na to nie wpadla, a efekt byl obopolnie zadowalajacy.

nauczyla sie sama jesc w ramach remedium na niechec do posilkow. i w duzym stopniu sama sie ubierac i rozbierac - w ramach nie wiem czego ;). i oczywiscie, moglabym ja ubierac od podstaw i karmic jeszcze dlugo - ale skoro obie jestesmy zadowolone...

poszla do zlobka majac 15 miesiecy wbrew wszystkiemu co sie czyta, ze dziecko do ukonczenia 3 lat potrzebuje dla poczucia bezpieczenstwa byc stale pod opieka mamy ew. babci - no co ja poradze, ze moje jakies inne jest i garnie sie do ludzi, a do dzieci to juz z dzikim entuzjazmem...

wszystko - w miare mozliwosci - na luzie. poleglam - jak na razie - tylko z nocnikiem, ktorego nie lubi i nie zamierza wykorzystywac zgodnie z przeznaczeniem - ale i tego w swoim czasie ja naucze.

a jak bedzie potrzeba zawieszenia na jakis czas wykorzystywania ktoregos z obszarow samodzielnosci - to przeciez tez nie katastrofa, nauczymy sie potem od nowa i pewnie szybciej, niz gdyby dopiero wtedy od poczatku.

Gość 2010-03-15 o godz. 18:30 0

Lady, ok - mamy prawo mieć inne zdanie 8) Choć ja pisząc o uczeniu samodzielności nie myślałam o robieniu tego na siłę, a jedynie próbowaniu, czy akurat na tę lub inną formę samodzielności jest dziecko gotowe. No, dob ra, czasem lekkim zmuszaniu ;)

Mnie się jakoś po prostu nie mieści w głowie, że to dziecko ma samo decydować o tym, co, gdzie i jak ma robić (np jeśli chodzi o spanie) :| A argument o naturalności do mnie akurat nie trafia, bo nie zgadzam się z takim biologistycznym podejściem do życia społecznego. No, ale to ja!
I choć nie rozumiem, jak można do tego stopnia oddawać się i podporządkowywać dziecku to, w pewnym sensie, podziwiam cię Lady, że tak potrafisz 8)

Jojka 2010-03-15 o godz. 19:14 0

Tak sobie czytam i sie zastanawiam... Moim zdaniem każda mama powinna znaleźć swój "złoty środek". Przesadą jest ferberyzowanie dziecka, przesadą także jest zupełne nie branie pod uwagę potrzeb matki (choć z tego co Lady napisała przytaczając Searsa rozumiem, że jego teoria nie jest całkiem skrajna). Dla mnie bliskie takiego środka są rady T.Hogg. Chociaż też nie we wszystkim się z nią zgadzam.

Każde dziecko w końcu nauczy się samodzielności i samodzielnego spania także - kwestia tylko tego kiedy i jak mu w tym pomożemy (też nie jestem zwolenniczką uczenia na siłę). Wiele zależy od konkretnego dziecka, a każde jest inne. Sztuką jest właśnie wyczucie, obserwacja swojego dziecka i bycie gotowym podsunąć mu jakieś rozwiązanie, zainteresować go nową umiejętnością, a ono jeśli jest gotowe, to pochwyci, bo dziecko chce zdobywać świat. Przychodzi przecież moment, że mały "chodziaczek" chce wszystko SAM...

Z zasypianiem u nas było tak... Przez pierwsze dwa miesiące Zosia spała prawie całe noce (aż się zastanawiałam, czy nie powinnam jej budzić i nakarmić ;) ). Potem się skończyła sielanka i było budzenie kilka razy w nocy, spanie z nami. Od początku zasypiała tylko przy piersi, więc byłam trochę jak smoczek. Przyszedł moment (jak Zosia miała ok. 6 m-cy), że miałam trochę tego dość, więc się wzięłam za "naukę zasypiania". Trochę nawet próbowałam metody wypłakiwania, ale ani to nie dawało rezultatów, ani nie przekonała mnie sama metoda (zbyt okrutna). Próbowałam też rad T.Hogg, stopniowego zmieniania nawyków, brania na ręce, kładzenia dziesiątki razy itp. Tu już poszło lepiej, ale niezbyt trwale. Tak naprawdę pomógł czas, spokojne przyjęcie rzeczywistości i podzielenie wszystkiego na etapy. Najpierw osiągnęliśmy to, że po karmieniu kładłam ją do łóżeczka, ale musiałam przy niej siedzieć, głaskać, szeptać itp., potem wystarczyło, że siedziałam obok, coraz dalej, w końcu może mnie nie widzieć, ale potrzebuje przynajmniej przez kilka chwil mojej obecności w pokoju. Powoli zaczynam ją uczyć, że może też zasnąć, jak mnie nie ma.

To prawda, że długo trwa takie uczenie, ale widzę, że jest skuteczne i nie zabiera tego ważnego dla dziecka poczucia bezpieczeństwa. (Być może u nas zbyt długo zatrzymywaliśmy się na każdym etapie, ale to już kwestia przyzwyczajenia ;) ) Dla mnie też nie było to uciążliwe, odkąd uświadomiłam sobie, że wcale nie muszę nic na siłę, i że przez jakiś czas mogę poświęcić trochę więcej czasu na usypianie.

Gość 2010-03-15 o godz. 22:09 0

Lady, trochę tak ;) Ale ten cały kontekst jakoś nie stoi w sprzeczności z (akurat) naszym rytuałem zasypiania.

Mam do Ciebie też 3 pytania:
1. jakie duże macie łóżko?
2. czy chodzisz spac razem z Marcelem, a może on śpi na tyle spokojnie, że po zaśnięciu możesz wyjśc z pokoju?
3. jak technicznie zorganizowac sprawę seksu? Bo ja mam chyba dosyc mieszczańskie podejście i od czasu do czasu ;) lubię się seksic w łóżku, w dodatku bez osób postronnych. A dziecko już jest osobą trzecią ;)

A tak w ogóle okazało się, że (po lekturze tej strony) bliższe mi są poglądy Searsa niż Ferbera lol I sama o tym kurczę nie wiedziałam ;)

Gość 2010-03-15 o godz. 22:21 0

aha, i zdaje sobie sprawe, ze tu nie chodzi tylko o same schematy tego jak sie jada, spi, przemiescza itp - ale o cala filozofie.

no wiec w mojej filozofii dziecko nie jest najwazniejsze. jak juz, to cala rodzina jest jedna z czolowych wartosci. pewnie, ze w ramach tej rodziny dziecko, szczegolnie malutkie, ze wzgledu na swoja nature i rodzaj potrzeb ma pewien rodzaj priorytetu - nie bedzie czekac na rozne rzeczy tyle co dorosly, wielu rzeczy sobie samo nie zalatwi itp. no ale ten priorytet ma ze wzgledow 'praktycznych', nie ideologicznych.

i dlatego tez - oczywiscie w granicach rozsadku - moja rodzina ma funkcjonowac zdrowo i w zrownowazony sposob CALA. a nie np, ze bardziej naturalnie dziecku jest nie proponowac spania samemu - w zwiazku z tym maz wyprowadza sie na wersalke (abstrahujac od tego, ze nie mamy wersalki). ale tez nie w druga strone - ze dla naszego komfortu wysypiania wprowadzamy trzymiesieczniakowi ostry rezim i dajemy sie wyplakiwac w swoim pokoju az padnie.

podalam przyklad spania, bo od niech dyskusja w tym watku wyszla - ale zasade mozna przeniesc na rozmaite obszary czy decyzje.

nie twierdze, ze mam monopol na jedyna sluszna filozofie i zdaje sobie sprawe, ze w wielu rodzinach najwazniejsze jest dziecko - ok, fajnie, w pewnym sensie moge podziwiac zdolnosc do poswiecen. ale po prostu uwazam ze dla mnie i dla mojej rodziny dlugofalowo zdrowsze bedzie podejscie, ktore wyzej opisalam.

Gość 2010-03-15 o godz. 22:34 0

No własnie z tymi poglądami to jest tak dziwnie. Jak ktoś dałby mi do poczytania książki oparte na Ferberze i Searsie jakiś rok temu (czyli kiedy jeszcze w ciąży byłam) to bym się pewnie zdecydowanie za dyscypliną i moresem opowiedziała od maleńkości. Nigdy nie rozumiałam jak rodzice mogą pozwolic dzieciom na głowę sobie wchodzić (jak równiez tych wszystkich bab epatujących gołym biustem w centrach handlowych lol lol )... a karmić to w góra ze 3 miesiące planowałam..... Jednak pojawianie się Marcelka postawiło moje poglądy we wszystkich tych kwestiach na głowie i odkryłam w sobie jakies niespotkane dotychczas zasoby "matko-polkizmu" ;) Własne przyjaciółki (bezdzietne rzecz jasna) mnie nie poznają lol lol

1. jakie duże macie łóżko?
2. czy chodzisz spac razem z Marcelem, a może on śpi na tyle spokojnie, że po zaśnięciu możesz wyjśc z pokoju?
3. jak technicznie zorganizowac sprawę seksu? B

ad. 1 - pytanie za 100 punktów ;) - mamy 2,40 szerokości, więc łatwo mi się mądrzyć, bo jeszcze bliźniaki by nam się do kompletu zmieściły lol lol Ale Sears pisze, że warto o tym pomyślec juz na etapie ciąży i zamiast w łóżeczka i kołyski zainwestowac w duży materac po prostu

ad. 2 - z zasypianiem nigdy nie mielismy problemów akurat - pierś - 5 minut i wychodzę

ad.3 - mamy jeszcze wygodną kanapę w drugim pokoju ;) A i w łóżku się zdarzało, szczególnie jak był młodszy

Gość 2010-03-16 o godz. 00:04 0

To ja tak trochę z czystej ciekawości zapytam ;)

lady_of_avalon napisał(a):Ale Sears pisze, że warto o tym pomyślec juz na etapie ciąży i zamiast w łóżeczka i kołyski zainwestowac w duży materac po prostu
To co mają zrobić ludzie, którzy nie maja miejsca na takie łózko? My do tej pory spaliśmy na wersalce, która miała 1,2 szerokości i jak czasem (ząbkowanie, choroba) Wojtek lądował u nas to rano oboje byliśmy połamani... I głównie z tego względu nie wyobrażam sobie spania z dzieckiem na takiej małej powierzchni.

lady_of_avalon napisał(a):ad. 2 - z zasypianiem nigdy nie mielismy problemów akurat - pierś - 5 minut i wychodzę A nie boisz się, ze spadnie z tego łózka?

Co do tematu przewodniego - nigdy większych problemów z zasypianiem nie mieliśmy. Po części pewnie dlatego, ze od początku Wojtek zawsze był kładziony w łóżeczku a po części może, że ten typ tak ma ;) Ale generalnie gdybyśmy mieli tak poważne problemy o jakich na forum pisze dużo mam z pewnością bym spróbowała ferberyzacji. A zachęca mnie do samej idei to, ze prawie zawsze matki, które sie na nią zdecydowały są bardzo zadowolone z efektów.

TYGRYS 2010-03-16 o godz. 00:09 0

lady_of_avalon napisał(a):Dodam, że mimo braku sferberyzowanego dziecka w domu, nie czuje się specjalnie obciążona
Fajnie ze odnalazlas swoją drogę ale chyba nadużywasz tego określenia ``sfarberyzowane`` .
Ja nie uważam zeby nauczenie 1,5 roczniaka zasypiania we własnym łóżeczku było niedobre dla dziecka . Wczesniej zasypiał najczesciej na rękach a pozniej siedziałam przy nim az zasnal .
Teraz zasypia sam i oboje zyskaliśmy na tym .

Co do łóżeczka : nic nie poradze na to ze moje dziecko mimo ciezkiego zasypiania lubi spać w swoim łóżeczku . Nie mam zamiaru go z niego wyciągać i zmuszac do wspolnego spania tylko po to zeby nie dostało łatki sfarberyzowane .
Bardzo się cieszę ze spi we własnym łóżku bo mogę iśc się wykąpać nie martwiąc się ze się obudzi i z niego spadnie . Przy starszym dziecku obkładanie poduszkami nic nie daje .

Nigdy się nie dawałam Maćkowi wypłakiwac szczegolnie jak był mały bo takie dziecko nie płacze jeszcze zeby cos wymusić i to jest dla mnie jasne . Nie trzeba mi Searsa .

Moje dziecko zasypia samo i jestem z tego dumna mimo ze długo to trwało . Nie uwazam ze jest sfarberyzowany .

Gość 2010-03-16 o godz. 00:34 0

Znalazłam ciekawą krytykę metod a'la Sears w książce Prekop- autorka twierdzi, że przenoszenie bez głębszej refleksji metod z bardziej jak to nazywa prymitywnych kręgów kulturowych może odnieść odwrotny skutek od zamierzonego.
Pisze, że zarówno noszenie dzieci w chustach, spanie z nimi w jednym łóżku, itp. w takich kręgach nie jest podyktowane potrzebami dziecka, ale raczej możliwościami mieszkaniowymi, czy codziennego życia całej rodziny i ma na celu dostosowanie dziecka do rodziny, a nie na odwrót.
Natomiast na gruncie technologicznego społeczeństwa te cele zostały odwrócone.
W skrócie Prekop wysuwa dość daleko idące moim zdaniem wnioski, że takie postępowanie może być jednym z powodów poczucia zbytniej władzy u dziecka, która go przerasta, w efekcie powoduje lęk, zaburzenie potrzeby bezpieczeństwa itp.

Gość 2010-03-16 o godz. 00:51 0

Bąbel jak się urodził to od samego początku należał do kategorii wyjców. wył non stop chyba że akurat jadł.... Tak było przez rok. Jadł w dzień, w nocy, byłam na każde jego stęknięcie wychodząc z założenia, że skoro płacze to czegoś chce a zostawianie niemowlęcia samemu sobie w takiej sytuacji spowoduje jego lęk i większy niepokój. I tak przez 12 miesięcy Bąbel był dzieckiem noszonym na rękach, tulonym, spał z nami, jadł w nocy itp. Aż któregoś pięknego dnia stwierdziłam, że pora chyba już trochę Bąbla usamodzilnić, bo cyc służy do tego żeby się przytulić. I tak w ciągu dnia cyc został zastąpiony butelką, ale nic pod względem nocy i dziennego przytulania i bycia blisko się nie zmieniło. Po dwóch miesiącach uznałam że pora na samodzilne spanie i zasypianie. I jak idiotka posłuchałam się rady "dobrej cioci"- jak popłacze to się zmęczy. Guzik prawda. Efekt był taki, że po 2 godzinach rozpaczliwego łkania budził się na skrzypnięcie podłogi. A potem wpadła mi w ręce właśnie "Każde dziecko może nauczyć sie spać". I faktycznie- wychodziłam z pokoju- na minute, potem dwie itd. Gryzłam palce, bo przyznaję wycie było, ale zasnął po 40 minutach i spał spokojnie przez 5 godzin- pierwszy raz od nie wiem jakiego czasu. Nauczylismy się spania- cała rodzina w przeciągu 4 dni. Bez najmniejszych kłopotow. I teraz kiedy czekam na drugiego Szkraba wiem, że zrobię to samo- będę nosić, przytulac, karmić itp na każdy "gwizdek", ale kiedy uznam że przyszła pora na mały krok w samodzilność znowu w ruch pójdzie metoda z tej książki. Mam głębokie przekonanie, że mój syn dostał poczucie bezpieczeństwa ode mnie, poczucie troski i miłości i w odpowiednim dla niego momencie dostał także postawienie przeze mnie granic.
Myślę sobie, że gdybyśmy miały czekać aż dziecko dojrzeje do tego zeby np wyprowadzić się z naszego łóżka to większość z nas mogłaby zapomnieć o tym żeby wyjść do kina chociażby- nie mówiąc już o powrocie do pracy- bo przecież ogromna część dzieci płacze kiedy rodzice wychodzą...

meggien 2010-03-16 o godz. 09:24 0

lady_of_avalon napisał(a):
ad. 1 - pytanie za 100 punktów ;) - mamy 2,40 szerokości, więc łatwo mi się mądrzyć, bo jeszcze bliźniaki by nam się do kompletu zmieściły lol lol Ale Sears pisze, że warto o tym pomyślec juz na etapie ciąży i zamiast w łóżeczka i kołyski zainwestowac w duży materac po prostu

ad. 2 - z zasypianiem nigdy nie mielismy problemów akurat - pierś - 5 minut i wychodzę

Nie jestem pewna ale chyba chodziło o to, czy Marcel śpi na tyle spokojnie i nie przemieszcza się podczas snu, że nie boisz się wyjść i zostawić w łóżku samego?

Co do wielkości łóżka, to ja nawet na naszym (które ma 2m) z dzieckiem bym się nie wyspała więc to zależy od osoby, a i on przy mnie też nie mogłoby liczyć na spokojny sen. Po prostu troje w łóżku to dla mnie za dużo - nieważne jak wielkim ;)

Gość 2010-03-16 o godz. 09:29 0

drobniutka dygresja:

TYGRYS napisał(a):Bardzo się cieszę ze spi we własnym łóżku bo mogę iśc się wykąpać nie martwiąc się ze się obudzi i z niego spadnie . Przy starszym dziecku obkładanie poduszkami nic nie daje .
o co chodzi, bo jakoś nie umiem tego fragmentu zrozumieć?

łóżko dziecka przecież typowo jest chyba ZNACZNIE węższe niż łóżko rodziców?

meggien 2010-03-16 o godz. 09:31 0

Ale z niego nie spadnie bo ma szczebelki...chyba o to chodziło?

Gość 2010-03-16 o godz. 09:40 0

a, ups, sorry.

zafiksowałam się na wizji łóżka Młodej, pozbawionego takich akcesoriów ;)

TYGRYS 2010-03-16 o godz. 10:30 0

Shiadhal napisał(a):drobniutka dygresja:

TYGRYS napisał(a):Bardzo się cieszę ze spi we własnym łóżku bo mogę iśc się wykąpać nie martwiąc się ze się obudzi i z niego spadnie . Przy starszym dziecku obkładanie poduszkami nic nie daje .
o co chodzi, bo jakoś nie umiem tego fragmentu zrozumieć?

łóżko dziecka przecież typowo jest chyba ZNACZNIE węższe niż łóżko rodziców?

wlaśnie szczebelki .

Kiedyś Maciek w dzien zasnal na naszym łóżku i chodziłam co chwilę sprawdzać czy się nie obudził zeby z tego łóżka nie spadł .
Najpierw nauczył się pełzac i raczkować a dopiero pozniej schodzic z łóżka wiec nie czułabym się bezpiecznie zostawiając go na naszym wysokim łóżku .

TYGRYS 2010-03-16 o godz. 13:34 0

Wlasnie ja tez po wakacjach chcę kupić Maćkowi takie łóżko z barierką .
U nas w wątku takie ma Oskar Sylvii i bardzo mi się podoba ;)
W nocy nie wypadnie a te dziecięce łóżka są chyba na tyle niskie ze jak rano postanowi wyjść nie będzie guza na głowie .
Zresztą takie większe dziecko ma już pojęcie o schodzeniu z łóżka .
Najniebezpieczniej było jak Maciek był ekspresowo raczkujący a nie umiał z łóżka zejsc i schodził głową do dołu .

Jojka 2010-03-16 o godz. 18:16 0

Cóż, jak Zosia spała z nami w łóżku, to nigdy sie nie wysypiałam i widziałam, że ona też. Budziła się coraz częściej i kółko się nakręcało. A jak spała w swoim łóżeczku (nawet jeśli usnęła przy piersi), to spała dużo dłużej i rzadziej się budziła.
Ja miałam taki sposób, jak jeszcze była malutka (tak gdzieś do piątego miesiąca), że usypiałam ją na naszym łóżku, okładałam poduszkami i wychodziłam, żeby jej nie zbudzić. Po jakimś czasie przychodziłam i ją przekładałam do łóżeczka. Ale starszą to już się bałam tak zostawiać.

lady_of_avalon napisał(a):ad. 2 - z zasypianiem nigdy nie mielismy problemów akurat - pierś - 5 minut i wychodzę
Też tak miałam... A jaki szok przeżyłam jak się zmieniło... W pewnym momencie Zosia przestała usypiać przy piersi, albo się budziła odkładana do łóżeczka, a ja nie wiedziałam co robić... że jak to? to usypianie ma trwać dłużej? ;)

Gość 2010-03-16 o godz. 18:42 0

Shiadhal napisał(a):no wiec w mojej filozofii dziecko nie jest najwazniejsze. jak juz, to cala rodzina jest jedna z czolowych wartosci. pewnie, ze w ramach tej rodziny dziecko, szczegolnie malutkie, ze wzgledu na swoja nature i rodzaj potrzeb ma pewien rodzaj priorytetu - nie bedzie czekac na rozne rzeczy tyle co dorosly, wielu rzeczy sobie samo nie zalatwi itp. no ale ten priorytet ma ze wzgledow 'praktycznych', nie ideologicznych.

i dlatego tez - oczywiscie w granicach rozsadku - moja rodzina ma funkcjonowac zdrowo i w zrownowazony sposob CALA.

się podpisuję, jeśli pozwolisz 8) dokładnie o to mi chodziło!

Jojka 2010-03-16 o godz. 19:12 0

Ano właśnie, zapomniałam napisać, ja też, jeśli wolno. Shiadhal jakoś tak ładnie to wszystko wyraziłaś :)

Pitu 2010-03-22 o godz. 15:27 0

Pozwolę sobie wyrazić swoją opinię. Wg dr Sears dziecko powinno spać/być ciągle przy mamie. Ale w dawnych czasach model rodzinny był trochę inny, nawet te 100 lat temu jeszcze. Rodziny były wielopokoleniowe, żyły w "stadach". Starsze dzieci mogły się bawić z innymi, opiekowali się nimi wszyscy. Młodsze były przy matkach, jednocześnie matki mogły "oddać" dziecko komuś z rodziny - na chwilę, na dłużej. A my teraz żyjemy oddzielnie. Matka (w większości przypadków) sama siedzi w domu. I tak jak ja w tej chwili z dwójką i mężem ciągle w pracy, muszę liczyć tylko na siebie. I rozumiem, że wg dr Sears mogę padać na pysk, ale muszę się zająć dwójką. Mam chustę, pomocna jest i owszem. Ale jak mam nieprzespaną noc, bo 7-mio miesięczna budzi się co 2-3h i nie wiem co jest powodem, to i chusta nie pomoże. Nie mam siły, chęci, a 5-cio latka tego nie do końca rozumie. Ma też swoje prawa i muszę poświęcić jej czas, bo się nudzi.

Jak Natasza miała 6 miesięcy, też zasypiała z cycem w buzi i budziła się co 30-40 min. Chodziłam na rzęsach i nie wiedziałam co mam zrobić. W wieku 8 miesięcy powiedziałam dość. I sferberyzowałam dziecko metodą "Uśnij wreszcie". Nie zastosowałam jej dokładnie, zmodyfikowałam pod nas, ale po 3 dniach okazało się, że Córa śpi całą noc, a ja mam lepszy nastrój, więcej siły i weny do zabawy z nią. Po jakimś miesiącu zaczęła się budzić 1 raz w nocy na karmienie i tak jej zostało do 3 roku życia. Słuchałam Jej potrzeb i nie sądzę aby nasza więź na tym ucierpiała.

Teraz Sofia ma 7 miesięcy. Owszem zasypia sama, ładnie i w dzień i w nocy. Wieczorem ma raczej stałą godzinę snu. W ciągu dnia zawsze ok 11, ale potem to zależy od tego ile spała od 11. Za to w nocy budzi się kilka razy. Od 3 do 7. Mimo doświadczenia z Nataszką, jeszcze nie wprowadziłam "metody", ale jestem już bliska. Bo ja nie mam siły zajmować się dwojgiem dzieci, a że Natka ostatnio ciągle choruje, to siedzi w domu. Jak tak dalej pójdzie, to moje Dzieci będą widziały sfrustrowaną, wiecznie naburmuszoną mamę. Nie sądzę by to było dla nich dobre. Do tego ja jestem uwiązana i nie mogę nigdzie wyjść na dłużej. Już zapomniałam jak wygląda kawiarnia, czy kino.

Po przeczytaniu całego wątku dojrzałam już do sfeberyzowania mojego młodszego dziecka. Jeszcze nie dziś, ale na dniach. Muszę przypomnieć sobie książkę.

A co do teorii, że dziecko przed przedszkolem wyprowadza się z łóżka rodziców, to moja znajoma nadal śpi z 6-latką. Lepiej, usypiają ją zawsze w ten sposób, że jedno z nich kładzie się z nią w łóżku. Może i więź jest bliska, ale czy jest to zdrowe psychicznie dla dziecka - dodam w dzisiejszych czasach ?? Bo kiedyś może tak.

Odpowiedz
Podobne tematy
Kategorie pytań