Quantcast
  • Gość odsłony: 2601

    Niemowlak ciągle płacze- co zrobić?

    Ciekawe, czy ktoś też ma taki problem?A moze ktoras z Was ma jakas metode na wspomożenie znerwicowanej matki?Przechodzac do rzeczy 8)Zosia jest kochanym, słodkim berbeciem: je co 3 godziny, ssie bezproblemowo,w nocy spi od 21ej do 6.30 z dwoma przerwami na cyca, uwielbia kapiele, nie ma problemow zdrowotnych itd.Jest tylko jedno "ale";) : w ciagu dnia jedyna opcja, w ktorej moja coreczka nie płacze, to noszenie jej na rekach...I nie wystarczy samo wziecie na rece, tulenie - trzeba z nia chodzic, chodzic, chodzic...Przystaniecie na dluzej niz minute rowna sie ryk :|Do pewnego momentu to było do zniesienia, ale zaczynam miec dosc :(Nie mogę zjesc sniadania, wypic kawy czy nawet pojsc siusiu bez towarzyszenia glosnego placzu małejA ze dziecie dojrzewa, to spi powiedzmy 2 razy po 30 minut - a przez reszte czasu jesli nie chce oszalec,to musze ja nosic :(Probowałam ja odkladac na mate, do lezaczka, na poduszke, do lozeczka - nic nie dziala...Dochodzi nawet do tego, ze Zosia zasypia mi na rekach, zeby natychmiast sie obudzic, kiedy tylko usiluje usiascA w tej chwili Zosia wazy ok. 6,5 kg - i powiem szczerze, ze rece mi juz wysiadajaLżejsza to ona już nie będzie - czyli muszę zacząć szukać wyjścia z sytuacji 8)Czy jest jakis magiczny sposob, zeby ona nauczyla sie choc chwile lezec bez placzu w innej pozycji niz na rekach chodzacej osoby?A moze to z wiekiem przechodzi?Help! :prayer:

    Odpowiedzi (39)
    Ostatnia odpowiedź: 2013-09-17, 02:06:20
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
Gość 2013-09-17 o godz. 02:06
0

Ja mam nosidełko Chicco Go - młody jest w nim całkiem pionowo (nawet nam je wczoraj ortopeda zalecił, bo ma w niej szeroko nóżki, a bioderka lekko niedojrzałe) i można w nim nosić dzieci po skończonym 1. miesiącu. Młody jak ma fazę na noszenie, to go tam pakuję i mam obie ręce wolne, a kręgosłup odpoczywa. :)

Odpowiedz
Gość 2013-09-17 o godz. 01:22
0

Anirrak napisał(a):
Jest "jedynie słuszna" pozycja noszenia - i wszelkie od niej odstępstwa są surowo (i głoścno) przez córkę karane lol
Ale jaka - pionowa??? Przeciez w chuście sie pionowo da nosic od urodzenia - chociazby w podwójnym iksie. Marcel tez od urodzenia nie akceptował żadnej innej pozycji oprócz pionowej i tak go nosiłam, mimo ze mnie ortopeda opieprzył

Odpowiedz
zulam 2013-09-16 o godz. 13:55
0

Nie masz chusty wiązanej chyba że jestem nie na bieżąco. Ja nigdy żadnego z moich dzieci tyle nie nosiłam, a dopiero teraz nie wiem co to bolący kręgosłup, barki czy ręce.

Odpowiedz
Gość 2013-09-16 o godz. 13:47
0

Naczelna Anirrak ma chustę 8)
Alternatywnie do chusty ma także nosidełko 8)
Tyle, że Zosia ma chustę w ..... :P
Nosidełko zreszta w tym samym miejscu lol

Jest "jedynie słuszna" pozycja noszenia - i wszelkie od niej odstępstwa są surowo (i głoścno) przez córkę karane lol

Odpowiedz
Gość 2013-09-16 o godz. 13:10
0

Anirrak napisał(a):zulam napisał(a):...No i jesteśmy od milionów lat jednak noszeni jako oseski, żadne naczelne nie odkładają dzieci tylko tachają je ze sobą. Zanim się natura nauczy że homo sapiens ma w tej materii inne zdanie to jeszcze trochę czasu upłynie.
Tak więc odpowiedzi na Twoje pytanie wątkowe nie znam
Tyle, że naczelna Anirrak właśnie padła bo kręgosłup odmówił jej posłuszeństwa :(

Niech naczelna Anirrak zainwestuje w chuste i to szybko ;) Lepsza chusta niż masażysta i ortopeda później ;)

Moje dziecko tez z tych co to tylko noszone w pionie być w tym wieku chciały, a do tego grubasek straszny ... Podobnie jak Zulam jestem zdania że to dosyc naturalna potrzeba u dzieci, żeby byc cały czas blisko mamy, więc bez chusty bym chyba nie przeżyła. Tym bardziej ze zadne spacery w wózeczku równiez nie wchodziły w rachubę
Na pociechę: jak się siedzieć nauczył to mu przeszło

Odpowiedz
Reklama
Gość 2013-09-16 o godz. 12:55
0

zulam napisał(a):...No i jesteśmy od milionów lat jednak noszeni jako oseski, żadne naczelne nie odkładają dzieci tylko tachają je ze sobą. Zanim się natura nauczy że homo sapiens ma w tej materii inne zdanie to jeszcze trochę czasu upłynie.
Tak więc odpowiedzi na Twoje pytanie wątkowe nie znam
Tyle, że naczelna Anirrak właśnie padła bo kręgosłup odmówił jej posłuszeństwa :(
I naczelna Anirrak szczerze zazdrosci tym innym naczelnym, co to ich dzieciątka można choćby na chwilę,
bez ryzyka ogłuchniecia odłozyć do łóżeczka czy na leżaczek...

A moje dziecie po jednodniowej poprawie znowu daje czadu
Dzisiaj w aucie płakała z takim zapamiętaniem, że aż oczka się jej czerwone zrobiły :(
No a w samochodzie to już jej nosic nie dam rady ;)

Odpowiedz
myrra 2013-09-14 o godz. 00:25
0

Dziewczyny, jak czytam wasze posty, to jakbym mojego młodego widziała. Od jakichś 2 tygodni szaleje - do tej pory regularnie jadl, co ok. 2 - 3 godziny, potem spał ok. 2 godzin (zasypiał w łóżeczku, grzecznie, potrafił sam zabawić się w foteliku). Od kiedy skończył miesiąc - drze się całymi dniami, woła o cycka czasem nawet co godzinę, w nocy - koszmar, jak już w końcu zaśnie po godzinie albo 2 usypiania, to steka przez sen, meczą go bóle brzuszka :( Ja już wysiadam - wszyskie srodki działają na krotko - suszarka, termofor, chusta (raz się uspokaja, a raz drze jeszcze bardziej niż przed włożeniem :( Zauważyłam, że nawet w trakcie jedzenia zaczyna się pręzyć przy cycku, robi się nerwowy, wymachuje rączkami. Martwie się, że cos jest nie tak. A pediatra stwiedzila standardowo - to kolki, nosic, dawać herbatkę, rureczka i czekać az przejdzie :(

Odpowiedz
Gość 2013-09-11 o godz. 01:53
0

Anirrak przyszedł mi do głowy jeszcze jeden pomysł. Kiedyś jak mieliśmy dzień małego wyjca, to znaczy Michaś chciał być non stop na rękach to wpakowaliśmy go do łóżeczka z termoforem. Na trochę pomogło. 8)

Odpowiedz
Gość 2013-09-11 o godz. 01:31
0

Anirrak gratulacje :taniec: :taniec: :taniec:

moze teraz sprobujesz ciagle tak samo robic i moze Zochna zaczai ? czego Ci z calego serca zycze :D

Odpowiedz
aga_t 2013-09-11 o godz. 01:29
0

zulam napisał(a):...No i jesteśmy od milionów lat jednak noszeni jako oseski, żadne naczelne nie odkładają dzieci tylko tachają je ze sobą. Zanim się natura nauczy że homo sapiens ma w tej materii inne zdanie to jeszcze trochę czasu upłynie.
Tak więc odpowiedzi na Twoje pytanie wątkowe nie znam
Chyba coś w tym co napisałaś jest prawdy. (może nawet dużo tego „COŚ” ;) )

Odpowiedz
Reklama
buniuta 2013-09-11 o godz. 01:22
0

Kochany Anirraku!
Jak dobrze Cię rozumiem! Jak poczytałam Twoje posty na wspomnienie mojego gada aż Carki mnie przeszły (zwłaszcza, ze właśnie wróciłam od ortopedy w sprawie kręgosłupa).
Mat miał tak, że czujnik pionu i siadu rodzica miał włączony non stop .. do momentu jak sam się usamodzielnił w poruszaniu czyli ok 8 miesięcy.

Jesteś szczęściarą Moja Droga! co posiada świetnie (może nawet za szybko) rozwijające się dziecko ciekawe świata. Taka stara dusza...

W przypadku mojego dziecka (opis wypisz wymaluj Twoja Zocha) nie pomagało nic, ani zabawianie, ani odkładanie w celu wypłakania (czego jestem zagorzałą przeciwniczką)...
Do momentu rozpoczęcia raczkowania - chusta i tyle.
Mat do dziś jest ruchliwy niezwykle...
Nasz pediatra zawsze powtarza - proszę się cieszyć z posiadania takiego dziecka! Dzieci wykazujące duże zainteresowanie otaczającym światem są udręka dla rodziców i pocieszeniem dla pediatrów.
Dasz radę... :usciski:

Odpowiedz
Gość 2013-09-11 o godz. 00:18
0

Smoczka próbowałam - ale smoczek, to moja panna ma gdzieś ;)
Generalnie ssie sobie łapki - a smoczek wypluwa od razu :|
Zbyt nachalne próby zasmokowania kończą się spektakularnym rzygiem...

No ale dzisiaj nastapił cud 8)
Mała od rana troche się pouśmiechała - i po kilkunastu minutach wpadła w marudzenie.
Potem zaczęła ziewać, więc stwierdziłam,że może spróbuje ją odłożyc do łóżeczka 8)
Włączyła karuzelkę i delikatnie połozyłam szkraba.
Efekt jak zwykle - tj. łózko ja poraziło w tyłek i zaczął się płacz.
Poleżała minutę, popłakała - wzięłąm przytuliłam i postanowisłam być twardzielkś
Odłożyłam i wyszłam z pokoju
Co jakiś czas wchodziłam i sprawdzałam, czy wszystko jest ok - ale nie brałam na ręce :|
Po 20 minutach zasnęła
I spi :taniec:

Odpowiedz
zulam 2013-09-10 o godz. 23:24
0

U nas jest tak-wycie nieco z czasem się zmniejszyło, dzięki noszeniu w chuście. Jak mały jest marudny ląduje w szmacie (nie na usypianie, bo zasadniczo zasypia w łóżeczku), czasem się w niej kimnie jak akurat wychodzimy z domu, i potem wyciszony moze sie przez jakiś czas bawić sam/z rodzeństwem. Pierwsze miesiące przytulany/chustowany był bardzo, bardzo dużo. Teraz już mniej ale nie odmawiam mu. Po prostu taki jest, i przestałam się tym przejmować. Z pewnością wyrośnie, i mam nadzieję że szybciej niż w wieku szkolnym ;) W międzyczasie "treningi" odkładania uskuteczniam, i inne formy powolnego odcinania pępowiny, bez większego powodzenia.
Ciekawą rzecz czytałam-że dzieci mam dużo ruszających się w czasie ciąży (a ja przecież latałam za malutką wtedy Zunią) lubią ten ruch również po urodzeniu. A z kolei stymulacja błednika (noszenie, bujanie) wpływa wyciszająco na mózg, i umożliwia jego prawidłowy rozwój (generalnie jak się położymy w hamaku to się lekko senni stajemy, prawda?). No i jesteśmy od milionów lat jednak noszeni jako oseski, żadne naczelne nie odkładają dzieci tylko tachają je ze sobą. Zanim się natura nauczy że homo sapiens ma w tej materii inne zdanie to jeszcze trochę czasu upłynie.
Tak więc odpowiedzi na Twoje pytanie wątkowe nie znam

Odpowiedz
Gość 2013-09-10 o godz. 13:28
0

ale to zawsze jest czas na siusiu chociaż lol

Odpowiedz
Nezi 2013-09-10 o godz. 13:27
0

Dorcia22 napisał(a):Annirak, a podawałaś/podajesz jej smoczek?
Może jak załapie o co chodzi z ssaniem to trochę wyluzuje ;)
Dorcia, u mnie nie działało ;) Choć smok uciszał ją na jakiś czas... póki nie wypluła lol

Odpowiedz
Gość 2013-09-10 o godz. 13:26
0

panna_van_gogh napisał(a):dopiero gdzies od 18:30 do kapieli jest ryk i potrzeba bycia w pionie,
a po kapieli przed snem mega nerwy i znowu ryk poki nie padnie w lozeczku

czyli rozumiem ze cierpliwosci i przetrwac ;)
tez tak teraz mamy 8) Maxiu 3,5 nie plakal, zasypial sam jak aniol, a od niedzieli jakby cos w niego wlazlo. klade do lozeczka a ten sie zanosi i czerwieni, pozniej przymyka oczy i znowu w ryk, az padnie. w tym usypianiu zmieniamy sie z mezem, bo ja bym nerwowo nie dala rady
ale przeczytalam watek o usypianiu w " jezyku niemowlat " i chyba faktycznie ostatnio w niedziele zbyt nerwowo ulozylam go do spania, bo zalezalo mi zeby szybko zasnal i moze sie troche zrazil ?
bede od jutra konsekwentnie powoli wyciszac go przed snem i z anielskim spokojem, moze mu pomoze sie skupic na snie ?

Odpowiedz
Gość 2013-09-10 o godz. 13:24
0

Annirak, a podawałaś/podajesz jej smoczek?
Może jak załapie o co chodzi z ssaniem to trochę wyluzuje ;)

Odpowiedz
Gość 2013-09-10 o godz. 13:19
0

chyba tez Cie pociesze, coreczka kolezanki przestala wyc jak skonczyla 3 miesiace. a bidulka naprawde tylko ja nosila, tylko ze w pozycji samolotowej, czylipolozyla ja sobie na przedramieniu z brzuszkiem na dole, troche pomagalo ale nie na dlugo, ale jakie wprawione ruchy miala w trzymaniu jedna reka i wykonywaniu wielu innych czynnosci druga.
naprawde szczerze podziwiam, bo mnie musieli by juz zamknac

Odpowiedz
aga_t 2013-09-10 o godz. 13:05
0

liberte napisał(a):
...Byłam kiedyś z Marcelem nawet prywatnie u nerologa zeby wykluczyć jakieś schorzenia które mogłyby powodować jego nadpobudliwośc ...
My tez bylismy u neurologa z podobnego powodu. Cale szczescie okazalo sie, ze wszystko jest ok a lekarka tylko potwierdzila, ze dziecko ma taki wymagajacy temperament i trzeba to jakos przetrwac, bo pozniej pewnie wyrosnie. Poradzila nam tez, zeby jezeli dziecko sie zanosi od placzu (Nadia czasami az miala problem z lapaniem powietrza), to lekko dmuchnac dzicku w okolice oczu i ze to troche uspokaja (czasami faktycznie pomagalo).
Smieszna mielismy sytuacje jak weszlismy do gabinetu, ja trzymalam dziecko na rekach i mimo, ze nie plakalo, to odruchowo je kolysalam nie myslac o tym co robie. Lekarka od razu to zauwazyla i skomentowala, ze to jest syndrom matki placzliwego dziecka:) Pozniej faktycznie zaczelam to kontrolowac, bo w tym calym wirze, to latwo sie takich niepotrzebnych nawykow nabawic, ktore nie pomagaja odzwyczaic dziecka a wrecz przeciwnie.

Odpowiedz
liberte 2013-09-10 o godz. 12:42
0

Anirrak, skąd ja to znam, wypisz wymaluj jak Marcel rok temu. tylko na rączkach i najlepiej w pionie. Wózek, łózeczko, mata wszystko było do bani. Jedyne co sie sprawdzało to fotelik samochodowy wpięty w stelaż od wózka i jeżdzenie tym zestawem po mieszkaniu. usypianie w dzień też tylko w foteliku (wiem, wiem, niezdrowo ale cóz człowiek wyczerpany chwyta sie każdej metody byle była skuteczna). Stopniowo stopniowo z miesiąca na miesiąc było mniej noszenia. Ze spania w foteliku w ciągu dnia Marcel wyrósł jak miał ok 4-5 miesiecy i nauczył sie wreszcie sam zasypiac w łóżeczku. Sam sobą zaczął sie zajmować jak zaczął pełzać czyli jak miał pół roku. A odkąd samodzielnie chodzi to już jest całkiem samowystarczalny ale teraz to ja juz nie mogę go z oka spuścić bo albo coś psuje ale sobie krzywdę robi :)

Byłam kiedyś z Marcelem nawet prywatnie u nerologa zeby wykluczyć jakieś schorzenia które mogłyby powodować jego nadpobudliwośc ale usłyszałam wtedy że sie zdrowego dziecka czepiam i ze chyba lepiej że jast taki niż jakby leżał i godzinami w sufit się gapił

życzę cierpliwości a Zosia pewnie wyrośnie na ciekawą świata i żądna wrażeń dziewczynkę.

Odpowiedz
Nezi 2013-09-10 o godz. 12:34
0

panna_van_gogh napisał(a):Nezi napisał(a):
Ja wychodziłam z założenia, że skoro uspakaja się przy mnie i jak ją noszę to tego właśnie potrzebuje - bliskości i bujania (takiego jak w ciąży). I chodziłam i nosiłam i bujałam.
No własnie mnie sie tez tak wydaje ze mnie potrzebuje,
bo wczesniej nie było problemow tylko teraz sie zaczeły - nagle z dnia na dzien
w sumie nie mam tfu tfu! takiego hardcoru - od 16 jest straszne marudzenie: trzeba gadac, zabawiać, pokazywac zabawki,
dopiero gdzies od 18:30 do kapieli jest ryk i potrzeba bycia w pionie,
a po kapieli przed snem mega nerwy i znowu ryk poki nie padnie w lozeczku

czyli rozumiem ze cierpliwosci i przetrwac ;)
Cierpliwość w tym wszystkim jest najważniesza. Bo dzieci bardzo dobrze wyczuwają nasze zdenerwowanie, wzburzenie i nerwy. Jak mnie krew zalewała, kładłam małą do łóżeczk i wychodziłam z pokoju. Ona się darła a ja oddychałam głęboko i liczyłam do dziesięciu. Bałam się że jej coś zrobię, tak mnie wyprowadzała z równowagi (ile można usypiać, bujać i nosić a ona się ciągle darła). Ale wracałam spokojniejsza i z nową siłą do uspakajania. Bo cóż ta niewinna, mała istota jest winna, że chce nam coś powiedzieć ale nie wie jak...

I jeszcze ciągle sobie powtarzałam, że ona ma gorzej bo coś jej jest i nie potrafi mi powiedzieć ... i jak ją boli coś to nie potrafi sobie z tym poradzić... I jej pewnie jest trudniej zaakceptować ten nowy świat, niż mnie się wydaje...

Odpowiedz
aga_t 2013-09-10 o godz. 11:57
0

Ja mialam z Nadia podobnie, nawet noszenie na rekach w stanach krytycznych nie specjalnie pomagalo tylko ciagle kolysanie i to w okreslonym kierunku. Maz zrobil specjalizacje w kolysaniu gora-dol lol Zabawki nie wzbudzaly zadnego zainteresowania a czasem to nawet powodowaly wiekszy placz. Tak mielismy np z takim łukiem z wiszacymi maskotkami, mala tak sie wkurzala, ze jej cos dynda przed oczami, ze plakala jeszcze glosniej. Wozenie w wozku to kolejna "sciana placzu"! Doszlo do tego, ze musielismy w 3 mc zycia Nadii zmienic wozek na inny model, wczesniej wyprobowany u znajomej. Jak byla juz ciut wieksza i mozna ja bylo klasc na mate, to mialam nadzieje, ze bedzie chwila spokoju, ale to byly zludne nadzieje :( W naszym przypadku mata sie prawie nie sprawdzila. W rozpaczy kupilismy hutawke Fischer Price "Przytulne gniazdko" ktora sama buja dziecko i to byl strzal w 10-tke!! Sprawdzila sie super, mala nawet usypiala bujajac sie w tej chustawce. Jak dla mnie , to tylko zalowalam, ze nie kupilismy jej wczesniej. Oczywiscie mala byla jeszcze noszona na rekach, ale w ciagu dnia, oroznych porach mglam miec chociaz po kilkadziesiat minut wytchnienia.
Teraz Nadia ma juz dobrze ponad 10 mc, ale dalej potrzebuje noszenia na rekach (oczywiscie w mniejszym stopniu, ale jednak) i ciaglego poswiecania jej uwagi. Mysle, ze to sa poprostu takie wymagajace typki lol Takie juz sie rodza i juz. Musze jednak przyznac, ze imstarsza jest, tym jest lepiej!! I to jest bardzo pocieszajace lol

Odpowiedz
panna_van_gogh 2013-09-10 o godz. 11:28
0

Nezi napisał(a):
Ja wychodziłam z założenia, że skoro uspakaja się przy mnie i jak ją noszę to tego właśnie potrzebuje - bliskości i bujania (takiego jak w ciąży). I chodziłam i nosiłam i bujałam.
No własnie mnie sie tez tak wydaje ze mnie potrzebuje,
bo wczesniej nie było problemow tylko teraz sie zaczeły - nagle z dnia na dzien
w sumie nie mam tfu tfu! takiego hardcoru - od 16 jest straszne marudzenie: trzeba gadac, zabawiać, pokazywac zabawki,
dopiero gdzies od 18:30 do kapieli jest ryk i potrzeba bycia w pionie,
a po kapieli przed snem mega nerwy i znowu ryk poki nie padnie w lozeczku

czyli rozumiem ze cierpliwosci i przetrwac ;)

Odpowiedz
runaway bride 2013-09-10 o godz. 11:28
0

katarinasl napisał(a):
Moja Zosia (może Zosie tak mają ;) miała podobnie:
-łóżeczko gryzło
- wózek też był fe


Tak, tak - to chyba Zosie, moja też tak miała ;) całe dnie ja nosiłam i powoli wpadałam w depresję :( . Jak tylko odłożyłam był RYK, zanoszenie się, czarna rozpacz.
No i wyrosła. Naprawdę. Też nie wierzyłam. Teraz też aniołkiem nie jest ale mata i leżaczek już nie gryzą :)

A te popołudniowe płacze "aż do kąpieli" też przerabiałam. U nas to były kolki. I wtedy też tylko noszenie i noszenie. Na szczęście (odpukać w niemalowane) to też już chyba za nami.

Odpowiedz
WhiteRabbit 2013-09-10 o godz. 11:27
0

Filip był identyczny jak Zosia ;)
Wyrósł 8)
Nic nie pomagało. Tysiąc zabawek, zabaw... Przetrzymywanie, noszenie w nosidełku, wózek... Trochę pomógł bujak.
Minęło mu tak do końca, jak nauczył się siedzieć.
Uf, to był koszmar ;)

Do tej pory zasypia na rękach. Ale tylko mi, bo dziadek się z nim położy do łóżka i Fi zasypia w ciągu kilku chwil ;)
Wykorzystywacz... A waży prawie 14kg ;)

Odpowiedz
m. 2013-09-10 o godz. 11:10
0

Anka miała dokładnie takie same fazy jak Lena Nezi. Od późnego popołudnia do kąpieli strasznie płakała i pomagało (choć nie zawsze) noszenie i bujanie/kołysanie, suszarka też czasem pomagała, ale bardziej na sen.

I jedyne co mogę doradzić, tak jak Nezi, przetrwać. Wyrośnie.

Dla pocieszenie dodam, że Anka w wielku 6 tygodni ważyła 6 kg, a te wieczorne krzyki skończyły się na początku 4 miesiąca ;)

Odpowiedz
Gość 2013-09-10 o godz. 10:59
0

Anirrak przede wszystkim to mija, naprawdę :)

Moja Zosia (może Zosie tak mają ;) miała podobnie:
-łóżeczko gryzło
- wózek też był fe

jedyna opcja to ręce rodziców, nie daj Boże w pozycji kołyskowej, jedynie w pionie i noszenie, noszenie,
usiąść mogłam, pod warunkiem, że miałam dziecko w beciku na kolanach i bujałam się
na spacerach musiałam szukać wertepów, co by dobrze telepało i po 10 minutach wrzasku zasypiała, wtedy jadłam- ach te zimowe śniadanka na świeżym powietrzu

podobnie jak u Nezi i katarinki7 wycie zakończyło się około3-4 miesiąca, wtedy już mata, huśtawka i bujak były bardzo atrakcyjne

wycie spacerowe przeszło dopiero po przesiadce do spacerówki, a zasypianiem przez bujanie niestety musieliśmy stoczyć ostrą walkę

Wiem co czujesz, :usciski: ja miałam wizję wychudzonej siebie, spędzającej najbliższe lata w fotelu, ale na szczęście u dzieci w tym wieku wszystko zmienia się błyskawicznie.

Odpowiedz
DobraC 2013-09-10 o godz. 10:53
0

ja przepraszam ale wykaze sie brakiem empatii..... jezzzzzuuuuu.. ide ucalowac mojego anioleczka...

Anirrak, szczerze Ci dziewczyno wspolczuje, choc jestem przekonana ze jak tylko Zosi minie faza noszenia to bedziesz sie cieszyla arcy dzieckiem (to spanie w nocy :love: )

A moze przyjedz do Wawy, spotkajmy sie, przemowimy malej do rozumu? :)

:usciski:

Odpowiedz
Nezi 2013-09-10 o godz. 10:52
0

U nas było wycie od 15.00 potem od 16.00 do wieczora. A w ciągu dnia spała po 15 minut. Usypiałam ją 1,5 godziny a ona spała 15 minut. Potem zaczęłam ją bujać w leżaczku... bujałam, bujałam aż zasnęła na 15 minut.

A od 16.00 wyła non stop i tylko noszenie i bujanie na rękach wchodziło w grę. Teściowa uważała że jestem złą matką bo nie idę z dzieckiem do lekarza bo to nie możliwe by zdrowe dziecko tak wyło. A ona ryczała tak, że zamykałam okna by sąsiedzi opieki nie wezwali. No i najgorsze jest to zanoszenie się.

Wycie skończyło się wraz z ukończeniem 3 miesiąca.
Potem powoli Lena zaczęła sie ucywilizowywać. Jak pierwszy raz usnęła na 40 minut to nie wiedziałam co ze sobą zrobić, tyle miałam czasu. Byłam przyzwyczajona że muszę zdążyć z różnymi czynnościami w 15 minut.

Wszyscy mi mówili "wyrośnie" i wyrosła ;)

Możesz próbować odkładać tak jak dziewczyny pisały. Możesz też starać się przetrwać.
Ja wychodziłam z założenia, że skoro uspakaja się przy mnie i jak ją noszę to tego właśnie potrzebuje - bliskości i bujania (takiego jak w ciąży). I chodziłam i nosiłam i bujałam. Czasami jak miałam już dość włączałam suszarkę i to pomagało. Czasami odkładałam ją do łóżeczka i jak zaczynała się drzeć to włączałam suszarkę i to ją uspakajało.

Ale "wyrośnie", zobaczysz :usciski:

Odpowiedz
katarinka7 2013-09-10 o godz. 10:44
0

Anirrak,mogę Cię pocieszyć że u nas też był taki czas - jak Mateusz był mniej wiecej w wwieku Zosi.
Odmieniło mu się jakoś pod koneic 3 miesiąca, na pcoztaku 4.
Zaczął nagle być kumaty, dojrzał zabawki, mozna było z nim pogadac - na leżąco (on).
Więc myslę, że jeszcze troszkę i bedzie lepiej.

Z tym, że teraz nie ejst tak, że leży sam cale dnie.
Też wymaga noszenia - ale oszukujemy go bo troche nosimy, potem kladziemy, zagadujemy, troche lezaczek, mata - i tak w koło .

Odpowiedz
Gość 2013-09-10 o godz. 10:39
0

A huśtawka? jej chodzi o ruch czy o kontakt z Tobą? tzn w wózku jadącym jest ok?

Odpowiedz
Gość 2013-09-10 o godz. 10:32
0

Akna74 napisał(a):Anirrak a jak ja odłozysz i usiadziesz nad nia i bedzesz do niej gadac i usmiechac sie i robic miny to tez płacze?
Ano wyje...
I to z rosnacym natezeniem dzwieku... :o

Chusta odpada - zamiast niej jest nosidelko cybexa.
Tyle ze to nadal jest noszenie...

Odpowiedz
Akna74 2013-09-10 o godz. 10:16
0

Anirrak a jak ja odłozysz i usiadziesz nad nia i bedzesz do niej gadac i usmiechac sie i robic miny to tez płacze?

Odpowiedz
Gość 2013-09-10 o godz. 10:13
0

Anirrak, ja na wyczucie bym proponowala - najpierw odlozyc na minute, sprobowac zabawic, i z powrotem hop na rece... potem na dwie... i przerwa... i na trzy... i duuuza przerwa, nastepny 'trening' za godzine lub dwie.

i tak pomalenku, sama wyczuj, ile sie da.

to jedno, a drugie to ew sposoby udawania noszenia i/lub odciazenia Ciebie - nie pamietam juz, czego probowalas z rzeczy niewymienionych w watku, ale do glowy mi przychodzi jeszcze chusta / chusta wiazana (nawet maluch moze byc w pionie) / hustawka.

oczywiscie najfajniej byloby moc sprobowac przed zakupem... chocia tez nie mialabym zludzen, ze do jakiejs alternatywy Zosia natychmiast zapala entuzjazmem - no ale moze jej sie cos spodobac bardziej niz nieruchome lozeczko.

Odpowiedz
Gość 2013-09-10 o godz. 09:59
0

AGA_M napisał(a):to byly czasy....
Zapytam nieśmiało, kiedy te czasy sie skonczyly??? lol

Odpowiedz
Gość 2013-09-10 o godz. 09:41
0

Anirrak napisał(a):
Czy jest jakis magiczny sposob, zeby ona nauczyla sie choc chwile lezec bez placzu w innej pozycji niz na rekach chodzacej osoby?
A moze to z wiekiem przechodzi?

Help! :prayer:
Z wiekiem to przechodzi ;)

A na teraz to tak jak pisala kropka odloz Zosie na mate i zainteresuj jakąś zabawką grzechotką, czyms co wydaje dzwieki.
Zamiast nosic na rekach mozesz wozic po pokoju w wozku (troche upierdliwe bo kółka brudne i po przyjscie ze spaceru musialam je myc) ale nas bylo skuteczne.
Jak zasnie to nie obudzi sie przez przenoszenie do lozeczka, choc u nas jak przestalo sie jezdzic lub kolysac to tez sie budzila (np. mysmy musieli jezdzic np na dywac i z dywanu zeby ciut zatelepalo wozkiem bo jak sie jezdzilo po rownym to byl placz ;)

to byly czasy.... :)

Odpowiedz
Gość 2013-09-10 o godz. 09:17
0

kropka** napisał(a):Anirrak, czy jadobrze rozumiem, że Zosia jest noszona NON-STOP?
Jesli nie chcę, żeby płakała to tak :mur:
Odkładana jest wtedy, kiedy juz padam, albo muszę np. iść do toalety.
Odłożenie oznacza najpierw płacz, potem ryk - a na koniec zanoszenie się :mur:

Zabawki olewa, grzechotki też - zabawy z mamą też fajne nie są bo pozycja "nie ta"...

A co do odkładania - to na ile (czasowo) można?
I co potem?

No bo odkładam powiedzmy na 5 minut, ona sie nakręca i wyje jak wsciekła :(
Ja ja biorę, ona sie uspokaja - ale tylko noszona :mur:
I kółko sie zamyka...

Odpowiedz
Gość 2013-09-10 o godz. 09:06
0

Anirrak, czy jadobrze rozumiem, że Zosia jest noszona NON-STOP?
Bo jeśli tak to wg mnie tylko stopniowe odzwyczajanie wchodzi w grę... spróbowałabym położyć ją na trochę (mata, leżaczek itp.) i nawet niech popłacze, ale niech pobędzie choć chwilę nie_na_rękach, niech chociaż wie, że można inaczej ;) Może z czasem zainteresuje się jakąś dyndającą zabawką/karuzelą i to odwróci jej uwagę? Tak sobie tylko kombinuję, bo u maluchów niemal wszystko jest kwestą przyzwyczajenia, ino konsekwentnym trzeba być i cierpliwości mieć górę całą ;)... mam nadzieje, że Wam się uda!

Odpowiedz
panna_van_gogh 2013-09-10 o godz. 09:01
0

Powiem tyle: Maksowi ta opcja właczyła sie jakies piec dni temu
dzis o dziwo zasnał na dwie polgodzinne drzemki w łozeczku, zwyczajnie odłozony (czyli jak zawsze) 8)
a tak musimy chodzic i ogladac mieszkanie, bo przeciez w foteliku nagle nudno sie zrobiło ;)

takze tez przyłaczam sie do prosby

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie