Quantcast
  • ladybird7 odsłony: 13536

    Jojo - watek wsparcia dla slomianych wdow

    A co, nikt mnie nie chce wesprzec to moze wy to zrobicie :)

    Jestem mezatka od czerwca. Jest super kocham mojego meza, mamy mieszkanko no i sobie tak zyjemy. Ostatnio mnie jednak nosi Czuje ze nie wszystko zrobilam w swoim zyciu, mam 25 lat i kilka marzen niespelnionych...

    Pojawila sie okazja spelnic jedno z nich. Mam szanse jechac Career Trainig USA, przynajmniej chcialabym sie zglosic i sprobowac. No i mam wyrzuty bo jechalabym bez mojego G. Musialabym go samego zostawic :(.

    Jest mi strasznie smutno bo nie chce byc bez niego, a z drugiej strony chce jeszcze cos zrobic zanim powiekszy nam sie rodzina :(

    no i taki oto mam problem na dzien dzisiejszy.

    Pozdrawiam

    Odpowiedzi (341)
    Ostatnia odpowiedź: 2012-01-25, 07:07:34
    Kategoria: Pozostałe
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
Magae 2012-01-25 o godz. 07:07
0

Amelia, dzięki za słowo otuchy. Tak, od soboty jakoś się pozbierałam, zresztą bycie dzielną dziewczynką mam we krwi ;) Boszzz, nawet nie wiesz, jak ważne to dla mnie, usłyszeć kilka ciepłych słów otuchy i wiary w to, że jakoś to przeżyjemy. Dziękuję. Tak po prostu.
Ty też się trzymaj. Mimo, że tydzień w miesiącu - to przecież wtedy właśnie tej drugiej połówki po prostu nie ma... i boli... Też tulę. I dzięki jeszcze raz.
A co do studiów - nie tacy młodzi jesteśmy... Doktorat staram się napisać...

Odpowiedz
Gość 2012-01-24 o godz. 17:50
0

Magae, ściskam mocno :usciski: i troszkę mam nadzieję że może sobotni kryzys trochę minął... jakiś czas temu podczytywałam sobie ten wątek i zastanawiałam się czy go nie odświeżyć, ale uznałam, że moje tygodniowe rozstania z mężem raz w miesiącu nie kwalifikują mnie jeszcze chyba do miana "słomianej wdowy" ;) Ale... tak troszeczkę, odrobinkę wiem co czujesz, z tym pustym mieszkaniem itd, dla mnie nawet te kilka dni bywa trudnych, i w dodatku wtedy zawsze się coś zaczyna dziać, a nam jakoś na odległość trudniej się porozumiewać. Ale... twierdzenie że od razu małżeństwo się rozpadnie, uznałabym za mocno przesadzone. Sama się ostatnio zmagam z różnymi stwrdzeniami rozpoczynającymi się od "małżeństwo powinno" i dochodzę do wniosku że... nie ma jakiegoś jednego modelu tego jak się powinno żyć i funkcjonować w małżeństwie, to każda para musi sobie wypracować, ustalić, omówić... nie wszystko naraz. Piszesz że chcesz skończyć studia - rozumiem więc ż jesteście jeszcze dość młodzi (przepraszam jeśli to dziwnie zabrzmiało ;) ) - może teraz jest czas na naukę, a potem (to tylko rok!) będzie czas na intensywniejsze życie rodzinne...
Dobra, bo się zaraz zaplączę we własnych wywodach. W każdym razie - spokojnie!

Aha, jeżeli małżeństwo coś "powinno", to przede wszystkim kochać się, szanować, wspierać... nawet tymczasowo na odległość, jeśli sytuacja chwilowo tego wymaga.

Odpowiedz
Magae 2012-01-23 o godz. 03:05
0

Wiecie co... nie mogę już
Miały być dwa lata rozłąki, będą prawie trzy.
Teraz ja wyjeżdżam na rok, we wrześniu - bo "jak nie teraz to kiedy" i takie tam. Nie wiem czy dobrze robię, ale to moja jedyna szansa żeby studia skończyć. I nikt nie rozumie, że to, że jesteśmy osobno, strasznie mnie boli. Pewnie znacie te wszystkie wieczory, kiedy siedzi się w pracy do 23, bo i tak nie ma do kogo do domu wrócić, bo wszystko tam wygląda tak samo jak rano, gdy się wychodziło; chwile radości i smutków, których nie ma z kim dzielić; puste garnki bo przecież nie ma dla kogo gotować a dla siebie samej się nie chce; zimne stopy pod kołdrą, których nie ma jak ogrzać; samodzielne użeranie się z życiem i bycie "dzielną dziewczynką" niezależnie od okoliczności - no, to wszystko to przerabiam od wyjazdu męża.
W lipcu widzieliśmy się dwa dni. DWA dni!! Następny raz w sierpniu.
Mam dzisiaj tego wszystkiego dość. Zjazd, dół i jeden wielki kryzys.
I wcale nie pomagają mi teksty w stylu "małżeństwo powinno być razem, inaczej się rozjeżdża, przestaje się żyć życiem małżonka, a potem rozwody..." itede...
Mąż też niby kibicuje, ale atmosfera w rodzinie taka, jakbym to ja rozbijała naszą podstawową komórkę społeczną. Nieważne, że to on niespełna dwa lata temu zdecydował o swoim wyjeździe.
Mam dość :'(

Dzięki za wysłuchanie...

Odpowiedz
bossanova 2011-04-14 o godz. 05:13
0

aniasz odliczam! Z tym, że w weekend za 1,5 tyg tym razem ja będę sie szwendać po Polsce... Jedziemy na wesele do kuzyna Pięknego na drugim końcu kraju. A powiem Wam po cichu, że wolałabym romantyczny wieczór w klimatycznej knajpce sam na sam z Ukochanym...

Odpowiedz
Gość 2011-04-14 o godz. 03:57
0

Ja ten tydzień siedzę już jak na szpilkach. Nie widzieliśmy się przez ostatnie 2 weekendy, trzeci byłoby naprawdę trudno znieść... a tak, byle do piątku :)

bossanova, odliczasz? ;)

Odpowiedz
Reklama
bossanova 2011-04-13 o godz. 18:16
0

aniasz napisał(a):bossanova, dobrze że macie perspektywy że kiedyś to się skończy... przytulam Cię mocno.
Dzięki za wsparcie aniasz :usciski: widzę, że jesteśmy w podobnej sytuacji co-drugich-weekendów... Musimy być dobrej myśli. Ja zaraz zajmę sie nauką i postaram sie nie myśleć o tym, jak bardzo czuję sie czasem samotna...

Odpowiedz
Gość 2011-04-13 o godz. 02:18
0

On nie wyjeżdża - on czasem przyjeżdża 8)

Ja mieszkam w Wawie, on we Frankfurcie, na stałe. Spotkania w co drugi weekend. Perspektyw zmian na razie brak...

Odpowiedz
kasia_ewa 2011-04-12 o godz. 17:22
0

Mogę Aniasz... 8)

Co do jego pracy... tak, ta praca = wyjazdy. Na tą chwilę alternatywy (finansowej) jeszcze nie znaleźliśmy, a tam kuszą awansem. Mam jednak nadzieję, że za jakiś czas mój mąż będzie mógł pracować ze mną, u mnie ;)

Tak przejrzałam z grubsza wątek... i się nie doszukałam. Na długo Twój wyjeżdża? Często?

Odpowiedz
Gość 2011-04-12 o godz. 08:15
0

A możesz się podzielić swoim podejściem? Przyda się, czasem bardzo... ;)

Czy praca Twojego męża już tak na zawsze, nierozerwalnie jest związana z wyjazdami?

Odpowiedz
kasia_ewa 2011-04-12 o godz. 07:22
0

Aniasz, nie jestem bohaterką ;), mam tylko odpowiednie podjeście... A jakoś tak się jeszcze złożyło, że w ciąży lepiej to wszystko znoszę.

'Dłużej' jest pojęciem względnym 8) , będzie ze mną te 1,5 miesiąca ciąży, poród, narodziny Zosi... No i pózniej z 2 miesiące około, zakładam, że do końca kwietnia. Taki dłuższy urlop... Później niestety znów pojedzie... ale o tym staram się nie myśleć, bo po co się denerwować. Wolę cieszyć się tym, że urlop oznacza czas wolny, że wtedy będzie w domu 24h, przez 3-4 miesiące na pewno.

Odpowiedz
Reklama
Gość 2011-04-12 o godz. 06:24
0

kasia_ewa, jesteś moją bohaterką. Przyznam Ci się szczerze, że za każdym razem jak marudzę że bez sensu taki związek na odległość, to przypomina mi się Twoja sytuacja i się zamykam. Podziwiam za siłę - i naprawdę dużo Twój przykład dla mnie znaczy.

A swoją drogą, to znaczy że Twój mąż od Nowego Roku zostanie na dłużej? Może trochę Wam sytuacja znormalnieje?

Odpowiedz
kasia_ewa 2011-04-12 o godz. 04:48
0

A jak mąż obok, by mijał jak najwolniej ;)... Też to mam... Do tego przez nasz lutowy poród i chęć spędzenia jak najwięcej czasu 'po' razem, zobaczymy się dopiero w Nowym Roku. Nienawidzę takich decyzji... Normalnie za 5tyg byłby już w domu... Coś za coś. Jak zawsze.

Odpowiedz
Gość 2011-04-12 o godz. 04:38
0

bossanova napisał(a):prawda, że kiedy człowiek czymś się zajmie, czas szybciej leci, ale przecież życie nie jest po to, żeby czas uciekał jak najszybciej...
Takie właśnie myśli mnie dziś nachodzą.

bossanova, dobrze że macie perspektywy że kiedyś to się skończy... przytulam Cię mocno.

Odpowiedz
bossanova 2011-04-12 o godz. 02:35
0

Dołączam do grona słomianych wdów... Już od pół roku mój narzeczony pracuje 300 km stąd, w mieście z którego pochodzi :( po 1,5 roku mieszkania razem to była ciężka zmiana... Była to jednak szansa, dużo lepszej pracy od dotychczasowej "budżetówki", podjęliśmy więc wspólnie tę decyzję. Narzeczony mieszka teraz z rodzicami, a ja musiałam tu zostać ze względu na studia... Widzimy się średnio co 2 tygodnie.

Przed godziną mój Piękny znów wyjechał, a ja zostałam sama :( To prawda, że kiedy człowiek czymś się zajmie, czas szybciej leci, ale przecież życie nie jest po to, żeby czas uciekał jak najszybciej... Musimy jednak uzbroić sie w cierpliwość i robić wszystko, by znowu móc być razem każdego dnia. Na razie jednak jest mi smutno i ciężko i wiem, że jemu też :(

Odpowiedz
Gość 2011-04-11 o godz. 19:51
0

Mi w tygodniu też nie jest źle, mam co robić i wstyd się przyznać, ale czasem mi się koło południa przypomni żeby w ogóle zadzwonić. Ale weekendy są do kitu, ładna pogoda, poszłabym sobie na romantyczny spacer, a tu...

Odpowiedz
Gość 2011-04-11 o godz. 19:17
0

Ja sama od poniedziałku. I jeszcze 3 tygodnie. Źle mi nie jest

Odpowiedz
Gość 2011-04-11 o godz. 18:54
0

12 dzień oddzielnie. Telefon i skype w użytku bieżącym, ale to nie to samo. Najbardziej mnie wkurzają weekendy, są takie bezsensowne...

Odpowiedz
Gość 2011-04-11 o godz. 18:44
0

Własnie pojechał na lotnisko.
Tydzień spokoju...........

Odpowiedz
Gość 2011-03-29 o godz. 04:51
0

Masz gadane, kobieto :) I dużo racji.

Odpowiedz
Ola_76 2011-03-29 o godz. 04:17
0

Iwonka, walcz, sklejaj,badz cierpliwa i dzielna ale paietaj tez o wlasnych potrzebach,wlasnej godnosci.
Jesli cos boli nie sciskaj tego w zoladku bo predzej czy pozniej to wybuchnie ze dojona sila w nieodpowiednim momencie.

Gadajcie,gadajcie,gadajcie piszcie do siebie,smsujcie itd

Ustalajcie wspolne cele , plany i konsekwentnie trzymaj sie tego.
Malzenstwo to Partnerstwo tak jak napisala Nabla wiec obydojgu musi byc dobrze w pewnym stanie rzeczy a nie tylko jednej stronie.Zawsze sa jakies kompromisy.
Najwazniejsze to sluchac tez wlasnego wnetrza.
Co do zdrad, to oczywiscie nie ma regol, nie wszyscy faceci to swinie :)
chociaz bedac poza domem jakos dziwnie wielu facetow nagle stara sie dowartosciowac sie jakos.Jedni kupuja drogie gadzeciki, inni maja satysfakcje z tego ze wiedza ze gdyby tylko chcieli to jest ktos kto wszedlby w taki uklad ktory nazywa sie romans.

Moj maz w taki uklad wszedl i to bardzo szybko dlatego miedzy nami zaczelo sie diametralnie zmieniac ale moj maz mial kompleksy ktorych twoj maz napewno nie ma, a to ze ja mam mieszkanie , a to ze ma kase itd, itp.

Wiec postanowil mi pokazac na co jego tez stac:)
Skonczylo sie rozwodem

Ty bierz sie w garsc i przestan sie zamartwiac, nie mysl o samotnych wyjazdach w gory tylko kup seksowna bielizne i powitaj w niej meza ktory zaraz wroci do chaty :) tak aby mial pozniej za czym tesknic

Pa

Odpowiedz
Ola_76 2011-03-29 o godz. 04:05
0

Czesc Nabla,

wiesz napisalas bardz wazne rzeczy w swoim poscie,chyba powinnamgo wydrukowac i dac mojemu mezowi do przeczytania :)

Ja zacelam dosc wczesnie swoja chyba juz wtedy moglam troche to nazwac kariera,majac 22 lata trafilam do duzej miedzynarodowej firmy, rownoczesnie studiowalam na bardzo prestizowej-drogiej-modnej uczelni.To byl przypadek ze akurat trafilam do tamtej firmy ale wynioslam z domu pewne nawyki ze trzeba byc samodzielna, ze trzeba myslec o przyszlosci, ze trzeba zyc tak aby zapewnic sobie godne zycie, przynajmniej takie jakie zapewnili sobie i nam dzieciom Rodzice aczkolwiek oczywiste tez bylo ze Ty musisz i chcesz osiagnac wiecej wiec ...majac wokol siebie wlasciwe przyklady, wzorce wyniesone z domu,miedzyanrodowe otoczenie -szybko pielam sie po szczeblach kariery, po 5 latach uwienczeniem mojej ciezkiej pracy bylo stanowisko kierownicze w drugiej miedzynarodowej firmie-mialam wtedy zaledwie 25 lat,juz wlasne mieszkanie, samochod itd, zaspokojone potrzeby nie tylko materialne ale i wlasnych wewnetrznych wartosci , ambicji itd.
Mialam tez partnera ktory coprawda nie robil takiej kariery jak ja ale sam absolutnie mi nie przeszkadzal w mojej karierze czy w osiaganiu zamierzonych celow, wrecz imponowalo mu to ze tak ambitnie podchodze do zycia, mialam w nim oparcie,wiem ze byl ze mnie dumny i mog sie troche pochwalic :) ze ma tak ambitna i przedsiebiorcza kobiete u boku.Tak jak u Ciebie Nabla mysleleismy w ten sposob ze kiedy kariera to kariera a kiedy Rodzina to Rodzina i to bylo dla nas oczywiste.Bylo miedzy nami zaufanie, wzajemnie napedzalismy sie pewnym podejsciem do zycia iitd.Niestety ine kwestie zadecydowaly o naszym rozstaniu.

Poznalam mojego meza i znajac sie w sferze zawodowej absolutnie bylam pewna ze pasujemy do siebie, napedzamy sie na wzajem,zawsze czekalam na niego jak wyjezdzal w podroze sluzbowe a on czekal na mnie jak ja wyjezdzalam, czasami jak sie dalo to przemycalam do w samolocie aby lecial ze mna i chociaz wieczorami spedzalismy czas ze soba podczas moich delegacji-oczywiscie jak sie tylko dalo. Ja nadal bylam przedsiebiorcza, zmienialm miedzy czasie prace na jeszcze bardziej atrakcyjna poprzez range stanowiska, pieniadze,prestiz itd.Moj maz wtedy pracowal na nizszym stanowisku odemnie ale w podobnej branzy, tak jak wspomnialam tez umawialismy sie ze jak przyjdzie czas na Rodzine to poczniemy pewne zmiany w kestiach zawodowych itd.Ja zrezygnuje z karierki na rzecz dziecka bo nie chcielismy wtedy obydwoje aby obca osoba wychowywala nam dziecko w tych pierwszych miesiacach lub roku zycia, gdyz prawda jest powiedzenie -czym skorupka za mlodu nasiaknie to potem nam na starosc pokaze :)
Po roku czasu z dzieckiem w domu widze to jak bardzo sie to sprawdza.
Ja slowa dotrzymalam,zajelam sie domem,dzieckiem, nasza stopa zyciowa byla dosc wysoka, ja swietnie zarabilam, mialam wszystko co mlode malzenstwo moze chciec na poczatku wspolnej drogi,niestety moj maz usmiechal sie , mowil ze wszystko jest ok a jak sie z miesiaca na miesiac okazywalo, nie bylo ok. Ciagle nie bylo go w domu, ze wszystkim bylam sama, wiele obiecywal odnosnie zmaiany pracy lub systemu pracy ale w te samej firmie ale to byly tylko slowa :(

Mimo iz ja dawalam mu wsparcie finansowe aby nie martwil sie ze niby musi byc glowa rodziny- moglismy sobie pozwolic w tym czasie nie pracowac i to ladnych kilka miesiecy.
W moim mezu rosly kompleksy ktore jak sie okazalo mial juz dawno temu ale je bardzo skrzetnie ukrywal pod plaszczykiem milych usmiechow.

Okazalo sie ze jego nie ciesza wcale moje sukcesy - mimo iz sam tez pewne osiagal i ja bylam z niego dumna w kazdym momencie jego kariery zawodowej, wspieralam go duchowo jak tylko moglam, nigdy nie dalam odczuc jakiejs roznicy w obszarze pracy, kariery, stanowiska itd to jednak w nim siedzial JEDEN wielki ukryty kompleks ktory narastal.Kazda z nim rozmowa budzila jego agresje, atak,krytyke wszystkiego tego co ja osiagnelam, kupilam,zalatwilam itd... Tak nagle zaczal zmieniac sie po slubie, okres ciazy byl okresem dosc duzego stresu bo kiedy dostrzeglam pewien problem u mojego meza i zaproponowalam wspolna terapie malzenska spotkalam sie z totalna ignorancja, atakiem na moja osobe itd

Moj maz sam sobie nie umial pomoc i nie dawal aby mu ktos pomogl. Podobno jest cos w tym ze jednak faceci czuja kompleks jak babka - nawet ich wlasna zona - osiaga wiecej zarowno w kwestii zarobkow, jak w inych kwestiach.

Faceci nie rozumieja tego ze przeciez nie musi byc tak ze obyddwoje w domu musimy byc dyrektorami, ze jedno z nas moze realizowac sie na swoj wlasny sposob i nie koiecznie taki ze jest ciagle na pierwszych stronach gazet. Ja tego nigdy nie wymagalam od mojego meza ale okazalo sie ze weenetrznei moj maz sam wymagal tego od siebie a publicznie temu zaprzeczal- co sprawilo ze wszystkim wokol lacznie ze mna przekazal bledny obraz swojej osoby.

Niestety pewne zachowania, cechy osobowosci, wartosci wynosi sie z domu i jak sie nie ma zachowanej tej podstawowej kwestii poczucia ezpieczenstwa, jak cie rodzice nie chwala, jak cie nie doceniaja, nie zauwazaj twoich malych sukcesow to potem bedac doroslym czlowiekiem mamy problem z samoakceptacja, z akceptacja ludzi wokol siebie ktorzy maja sukcesy, ktorzy znaja wlasna wartosc,ktorzy nie maja zbyt wiele kompleksow, ktorzy umieja krytykowas samych siebie. No wlasnie to jest bardzo wazny element. Takie osoby jak moj maz i wielu podobnych mezczyzn bardzo zle znosza krytyke a slowa prawdy czasami brutalnej przyjmuja jak atak na wlasna osobe. Ja wyznaje taka zasade ze wlasnemu partnerowi nalezy mowic rozne rzeczy , nawet jesli to cos troche przykrego ale za to szczerego bo jesli ja mu o tym nie powiem to nikt z boku z obcych ludzi tym bardziej mu tego nie powie,ja nie mowie tego po to by go zranic tylko po to by mu pomoc.Czlowiek czasami nie widzi wlasnych bledow, ciezko zobaczyc siebei samego w pewnych kwestiach.Ja lubie ludzi szczerych, nie lubie gdy mi mowia co innego w oczy a co inego poza oczy, potrafie wysluchac krytyki jesli ona niesie cos pozytuwnego tez dla mnie, jesli ma mi pomoc, jesli jest dobrze uargumentowana.

Mojego meza przerosla rola w jakiej sie znalazl, kiedy ja urodzilam on awansowal, nagle dostal wg niego " wielki swiat u swych stop" , on nie byl gotowy ani na przyjecie duzych pieniedzy ktore dostal ani na stanowisko jakei mu zaproponowano.Zachlysnal sie tym wszystkim w zlym tonie:(

Sa typy ludzi ktorzy nigdy nie powinni otrzyamc w tak latwy sposob duzych pieniedzy i kariery bo nie umieja tego wlasciwie wykorzystac. Mojemu mezusiowi odbila sodowa.

Chcial mi pokazac ze ten rzadzi kto ma kase i pozycje :( z czym ja nie moglam sie zgodzic , bo praca to praca a dom to dom,malzenstwo to jedna druzyna i gra sie w tej samej druzynie a nie w przeciwnej, strzela sie do jednej bramki a nie do dwoch roznych bramek.Moj maz w pewnej chwili za zaczala mnie traktowac jak zawodnika z przeciwnej druzyny, ciagle ze mna konkurowal itd, to juz zaczynalo byc chore...

Mimo wszystko nadal bardzo go kocham i kochalabym go niezaleznie od stanowiska , czy by byl kioskarzem czy by byl dyrektorem kiosku :) to moja milosc bylaby rowna.Wiem ze razem we dwoje mozna wiecej.
Nie kazdy w zwiazku musi miec "leb" do wszystkiego, czasami treba sobie ustapic roli, jesli to drugie potrafi cos lepiej i nie ma wstydu ze to akurat babka radzi sobie lepiej np w przedsiebiorczosci, zarabianiu pieniedzy, karierze itd,tym bardziej ze ja nie naleze do osob ktore daja to odczuc otoczeniu.
Ci co mnie znaja od dawna mowia ze wciaz jestem ta sama osoba niezaleznie od stanowiska i posiadanych dobr materialnych.
Teraz doszlo dziecko i on mnie zmienilo ale chyba na lepsze, mam wiecej cierpliwosci, jestem bardziej tolerancyjna, juz wiem ze nie wolno tak szybko wszystkiego chciec tak jak kiedys gdy jeszcze nie bylo z nami szkraba.

Wiem ze czasami cierpliowsc sei oplaca. Mysle ze teraz taka jaka jestem bardziej bym odpowiadala mojemu mezowi, bo teraz jestem matka i pania domu a nei pania dyrektor.Mi taka rola jak teraz mam nawet od czasu do czasu odpowiada aczkolwiek tesknie coraz czesciej za praca,ludzmi i byciem potrzebna tak od strobny zawodowej.
Chcialabym dzialac tak samo dynamicznie jak kiedys.

Moj maz widzi mnie jako karierowiczke chociaz to on po trupach dazy do celu.Ja na osiagniecie celu zawsze dlugo pracowalam. Czasami musialam sobie pewnych spraw odmowic aby cos osiagnac i w zyciu miec lepiej.

Nic... moglabym tak godzinami...
moze kiedys zrozumie co stracil jak jakas PANI kopnie go w tylek :) albo mu tak dopiecze ze doceni moja osobe i stwierdzi ze wcale nie bylam taka zla jak sie jemu wydawalo :)

Problem jest taki ze nawet jak moj maz do tego dojrzeje to i tak sie do tego nie przyzna bo on nie umie przyznawac sie do bledow nawet jak one ewidentnie wychodza na wierzch i wszyscy to widza.
Jest uparty jak osiol i szybko uprzedza sie do ludzi, do tego ludzie wokol maja na niego silny wplyw, tak latwo poddaje sie otoczeniu ze nawet poddal sie wlasnej rodzinie w namowach by zostawic mnie z dzieckiem, wg ich zasad " pokaz jej !!!"
Uff.. ale polecialam ze zwierzeniami... starczy na dzisiaj...
trzymajcie sie dzielnie w swoich zwiazkach i karierach i miejcie oczy otwarte :) pielegnujcie zwiazki, badzcie zawsze atrakcyjne dla drugiego czlowieka nie tylko fizycznie ale przedewszystkim mentalnie, badzcie poprostu dobrymi ludzmi....

Odpowiedz
iwona_r 2011-03-29 o godz. 02:02
0

Olu, długo zastanawiałam się czy popieram Twoje zdanie. Oczywiście z pewnymi tezami można polemizować, ale generalnie wywaliłaś na wierzch całą prawdę. Nie twierdzę jednak, że każdy TAKI związek musi się rozpaść, ale też nie każdy przetrwa. Ja mam nadzieję (pewnie jak większośc z nas) że mnie się uda. Dlatego trwam, walczę, próbuję sklejać... jak to się skończy... czas pokaże.

Odpowiedz
Gość 2011-03-28 o godz. 19:44
0

Olu - ja jestem właśnie na etapie "robienia kariery". To jest w moim życiu najważniejsze, nie mamy dzieci, domu, o który trzeba dbać, wymagających opieki rodziców - nic nas nie powstrzymuje przed zaangażowaniem się w pracę.

Małżeństwo, a ogólniej - partnerstwo, dla mnie polega na tym, że razem można więcej. Że mając oparcie w mężu mogę osiągnąć coś, czego nie zrobiłabym sama. Szczerze mówiąc, sama nie zdecydowałabym się na emigrację, ciężko byłoby mi podjąć pracę tak wymagającą, jak moja. Mając męża u boku - choćby wirtualnie, bo w delegacji, czuję tą siłę, która pcha mnie do przodu.

On też pracuje, też angażuje wiele, by coś osiągnąć (choć to moja kariera jest obecnie na pierwszym planie). A ja staram się go wspomóc, zachęcając do podejmowania kolejnych wyzwań.

Nie wyobrażam sobie związku, który jest kulą u nogi, hamulcem ręcznym, który nie pozwala się rozwijać, bo małżonek czeka w domu.

I dlatego, mimo, że tęsknię - mówię "Jedź, wykaż się, załatw sprawę z tym klientem tak, żeby im szczęki opadły". I pojedzie, już za 7 dni, na miesiąc. A ja w tym czasie przesiedzę 12h/dobę 7 dni w tygodniu w labie i zrobię tyle, że jak wróci, to będziemy mieć czas dla siebie, będziemy mieć o czym sobie opowiadać i będziemy z siebie nawzajem dumni.

Czy to jest model na całe życie? Nie, oczywiście, że nie. Ale najbliższe kilka lat w naszym życiorysie to rozdział pod tytułem "Kariera". Jak zacznie się rozdział "Rodzina" to zmienią się proporcje, zasady, układy. I wtedy już bez żalu, bo swój wkład w rozwój świata będziemy mieli zrobiony.

A wątek miłosny? Cóż, on chyba spaja całą historię ;)

Odpowiedz
Ola_76 2011-03-28 o godz. 09:23
0

Dziekuje serdecznie ze komus z Was chcialo sie zaprotestowac przeciwko szablonowemu traktowaniu facetow i zwiazkow na odleglosc.
Zgadzam sie ze nie mozna generalizowac i nazywac kazdego faceta swinia bo sama tego w praktyce we wlasnym zyciu nie robie tak naprawde ale musze Wam przyznac ze niestety coraz wiecej widze wokol siebie takich zwiazkow i niestety patrze z przerazeniem jak ludzie czesto nie radza sobie z taka forma bycia razem - ale osobno.Bo jak to inaczej nazwac?

Zgadzam sie ze moznaby zadac sobie pytanie kto na kogo czeka, kto kogo zradza itd itp.... jednakze musicie przyznac ze coraz wiecej wokol zranionych par i malzenstw kiedy jedno z dwojga zaczyna nagle "robic kariere" a drugie poprostu sobie pracuje bez mozna powiedziec wiekszych sukcesow, wzlotow, pasji itd.

Uwierzcie mi ze w moim poprzednim zwiazku to ja bylam ta osoba robiaca kariere a moj Partner "siedzial w domu" a raczej poprostu pracowal sobie spokojnie w jednej firmie i nigdy nie przemknela mi zadna mysl o zdradzie czy cos w tym rodzaju.Mielismy do siebie zaufanie, traktowalismy sie powaznie.Zupelnie inne sprawy zadecydowaly o podjeciu decyzji o rozstaniu.
Przypadek mojego meza nie nalezy niestety do ewenementow, nie czuje zalu , goryczy itd.Ten etap juz dawno minal.

Chcialabym Was tylko ostrzec aby kazda ze stron w zwiazku starala sie byc dla siebie nawzajem interesujaca, intrygujaca, tajemnicza - inaczej chcac nie chcac zdrada moze wkrasc sie pomiedzy Was wczesniej lub pozniej, nie zdazycie sie nawet obejrzec a nagle zaczniecie stawac sie dla siebei obcymi ludzmi.Bedac osobno ludzie odzwyczajaja sie od siebie, zaczyna byc nawet chwilami wygodnie ze wszystko robisz wtedy jak chcesz i kiedy chcesz.
Nie zam Waszych stazy malzenskich i trudno mi oceniac-czego tez nei chce i nie smiem robic ale patrzac na swoich znajomych i generalnie pary wokol siebie stwierdzam ze nie dzieje sie dobrze, widze jak pewne historie powtarzaja sie, zasady dzialania sa te same roznia sie tylko oprawa bo praca w kazdej branzy rzadzi sie swoimi prawami.

Wiem jedno, ja nie chcialabym tak zyc na odleglosc, jestem zwierzeciem stadnym :) i oprocz tesknoty poprostu brakowaloby mi Partnera do rozmowy, ktora sobie tak bardzo w zwiazku cenie.

U mnie tez nie bylo tak ze wszystko tak nagle sie zawalilo.
Ja duzo rozmawialam , moj maz mowil ze rozumie a robil zupelnie cos innego albo poporstu unikal nie wygodnych rozmow.

Rozlaka sprzyja trudnym rozmowom i sytuacjom, bedac poczatkujaca mezatka nie wiem czy chialybyscie byc czesto same w domu.Chyba nie bo w sumei po co czlowiek sie zeni, wychodzi za maz ?chyba ie po to by ogladac tv lub ciagle siedziec na czatach takie jak ten by moc z kims pogadac.

Malzenstwo i jego istota to 2 osoby, ktore ze soba zyja i jedno uczestniczy w zyciu drugiego.
Po co w takim razie spieszyc sie do malzenstwo skoro z gory zakladasz ze bedziesz tu a on tam przez byc moze wiekszosc miesiaca.

To nie dla mnie, ja mam ogromna potrzebe przebywania z drugim czlowiekiem, silna potrzebe poczucia tworzenia fizycznej i duchowej wiezi z Partnerem i " odwiedzanie sie kilka razy w miesiacu -czyli widzenia z wlasnym mezem od czasu do czasu " mi poprostu nie odpowiada.

I co nam z takiego zycia?Gdzie czas na wspolne decyzje, wzloty i upadki, wyjazdy, dom, rodzina ?

Nie uwierze nikomu kto powie ze mu taka sytuacja odpowiada na codzien.
Predzej czy pozniej cos peka, jedni szukaja wyjazdow w samotnosci by cos przemyslec, inni chodza do psychologow, jeszcze inni wylewaja sie z zalu i smutkow swoim znajomym a jeszcze inni ... no wlasnie .... zdradzaja.

Gratuluje tym parom ktore tak zyja na odleglosc przez wiele lat, mowie to bardzo szczerze, widocznie ich osobowsci i charakter pozwali im na taka forme spedzania zycia w malzenstwie.Do takiego stylu tez trzeba miec dar :)
Pozdr.
Ola

Odpowiedz
Gość 2011-03-27 o godz. 22:11
0

Dobra, wychodzi na to, że u nas to ja jestem tym niedobrym mężem lol

Olu - słomiana wdowa nie oznacza "kura domowa" a rozłąka nie równa się delegacje męża. A kto na kogo czeka w domu to też nie takie oczywiste ;)

Odpowiedz
kasia_ewa 2011-03-27 o godz. 16:28
0

Ola, Twoja wypowiedź jest pełna goryczy i dość szablonowo oceniająca twór, jakim jest 'związek na odległość'... Ja rozumiem, że to przez pryzmat swojego życia i doświadczeń, ale moim zdaniem, dość ostro i o 200% zbyt stronniczo.
Powiedziałaś, że taki związek jest zły, ma braki w miłości, są zdrady, a facet to świnia ;). Napisałam dłuuugiego posta, ale to trochę bez sensu takie udowadnianie, że tak nie jest, bo pewnie i tak nie zrozumiesz mojego punktu widzenia i mojej optyki, skoro sama ucierpiałaś przez coś podobnego...

Chcę Ci jednak powiedzieć, że do zdrad i braku miłości nie są potrzebne wyjazdy... że facet może okazać się świnią spędzając ze swoją żoną każde popołudnie i wieczory... a to, jak taki związek będzie się układał i jakie będą relacje między partnerami, zależy od ich (obojga) predyspozycji i, nie będę oryginalna, miłości i zrozumienia, które ich łączą...

Odpowiedz
Ola_76 2011-03-27 o godz. 09:45
0

Moje Drogie Kolezanki,czytam Wasze posty i zaczynam sie zastanwiac czy to ja jestem taka silna czy raczej bez serca jakby to co niektore z Was pewnie powiedzialy albo juz tak zniechecona ze przemawia przezemnie gorycz,bunt i generalnie chec zmiany.
Tak jak czytam o Waszych rozlakach z mezami,przypomina mi sie moj zwiazek,moje malzenstwo.U mnie dopoki obydwoje bylismy zajeci po rowno i obydwoje bardzo bylismy zaangazowani w swoje prace a jeszcze nie bylo dziecka to jakos to szlo, chyba tego az tak nie odczuwalismy,gnalismy przed siebie w swoich karierach zawodowych,brakowalo czasu na refleksje, na odpoczynek.
Wszytsko zmienilo sie o 180 st jak zaszlam w ciaze a potem na tym paskudnym swiecie pojawilo sie nasze cudowne dziecko :)
Z mezem ustalilismy ze konczymy z ta pogonia za kariera i pieniedzmi bo ucierpi na tym nasze malzenstwo a nastepnie dziecko,obiecywalismy sobie zmienic prace bo postawilismy rodzine i nase wiezi na I miejscu.Nie chcielismy skonczyc jak wiele osob wokol,ze niby sa pieniadze,podroze,kariera tylko brakuje tego najwazniejszego MILOSCI,pozytywnych emocji, wzajemnej fascynacji, rozwijania sie, poznawania sie - bo wbrew pozorom slub to nie glejt na wiedze itp. wciaz mamy potrzebe poznawania sie i milo jest byc zaskakiwanym przez Partnera czyms nowym , czyms pozytywnym... ale to wszystko brzmi super jak rozmaiwa ze soba dwoje doroslych odpowiedzialnych ludzi. Ja zrezygnowalam z kariery wg wczesniejszych ustalen z mezem-na rzecz Rodziny itd, maz mial jeszcze troche popracowac tam gdzie pracowal i tez sam mowil ze bedzie chcial cos zmienic bo nie ma zamiaru pracowac tak cale zycie ze wiecznie nie ma go w domu, ze wiecznie telefon sluzbowy sie urywa, ze wiecznie weekendy,wieczory musi byc dyspozycyjny dla pracy itd... urodzilam dziecko... a moj maz oczywiscie dalej obiecywal ale nic nie zmienial.... bylam ciagle sama ze wszystkim...choroby dziecka, placz, depresja poporodowa, przemeczenie, odosobnienie od znajomych itd duzo trzebaby pisac...mijaly kolejne miesiace a spiewka mojego meza zmieniala sie, juz nie chcial zmieniac pracy bo zaczal mnie brac na rozsadek ze niby jak on bedzie bez pracy to kto na dom zarobi tylko ze tak akurat sie skladalo ze to ja swietnie zarabialam,kupilam mieszkanie za wlsane pieniadze, kupowalam rozne rzeczy do domu a moj maz tylko narzekal...Widzialm coraz bardziej ze sie oddalamy, ze ja dajac slowo chce go dotrzymac a facet jak to facet czestoduzo obiecuje i gada a malo robi. W takich wlasnie sytuacjach poznajemy drugiego czlowieka i wychodzi cale ja, geny,natura...
Wiem jedno nie czekajcie na spelnienie obietnic,nie dajcie sei zwodzic, nei dajcie sie szantarzom typu :a kto bedzie dom utrzymywal lub z czego jak ja (czyli maz )strace prace !? To moja pasja itd itp.
Ok z pasja ale co ze mna , co z Wami ?Przestalyscie nagle byc ich pasjami ???!!!Jak przed slubem to wszystko robili aby wyrwac sie z roboty i spedzic z Wami czas a teraz nagle jak juz maja pewniaka w domu to zajmuja sie wlasnymi tylkami i karierka ?Czyz tak nie jest?Dlaczego kobiety potrafia podzielic swoj czas i zycie na kariere, dzieci,pasje i jakos musza na wszystko znalezc czas a facet ma tylko jeden obowiazek (z regoly) i wiecznie go nie ma, wiecznie nai ema czasu, wiecznei daje obietnice bez pokrycia ???

Wiem jedno nie warto bylo poswiecac sie az tak dla niego bo on nie umial poswiecic sie dla mnie i dla wlasnego dziecka?Faceci mysla czesto bardzo egoistycznie.Dlaczego Ty masz ciagle czekac w domu jak ten pies ???A jak ksiaze wroci to masz byc szcesliwa i okazywac mu swoja tesknote i milosc?Skad wiesz co on robi jak jest poza domem ?Wierzysz w to ze facet przy tak czestych i dlugich rozlakach jes fer?
Sorry bede brutalna, nie badzcie naiwne, 80 % facetow mysli niestety czescia ponizej pasa a potrafia klamac patrzac w oczy.
Facet dopiero czuje wlasna wartosc jak wg niego leca na niego babki, jak wg niego podoba sie kobietom, jak wg niego ma KASE - o bo to bardzo istotny element w mysleniu facetow.Kasa i bryka i gadzeciki:super markowe buciki,garniturek,zegareczek itd.

Godzilam sie na wiele ale w pewnym momencie cos peklo.Tak jak w jednymposcie chyba Iwony zapytalam siebie co mi brakuje ??Nogi mam ?Mam.Rece mam? Mam.Nie jestem jakas tredowata, kulawa itd.

Jesli facet wie ze ciagle czekasz wiernie jak ten pies, jesli zna twoj rytm dnia i jestes dla niego jak otwarta -przeczytana ksiazka, wiedz jedno bedzie szukla urozmaicenia.Tak ma 80 % facetow.No chyba ze jest kiepski w lozku , to wtedy moze miec mniejsze checi na nowa zdobycz bo bedzie sei bal kompromitacji przed nowa kobieta.
Uwazam , ze aby bylo dobrze w rodzinie nalezy wspolnie isc na jakies kompromisy a nie tylko jedna ze stron, zwiazki na odleglosc to kiepska perspektywa zycia tym bardziej w tak mlodym wieku. Zycie Razem to ustepstwa Razem. Uwierzcie sama KASA szczescia nie daje.Czlowiek jak sam siedzi w domu zaczyna sie zastanaiwac po co Ci to bylo , to po co ja wychodzilam za maz ? Aby teraz sama siedziec w domu.o tak mialo wygladac Twoje malzenstwo ?Jesli z gory o wszystkim wiedzialas to sama jestes gaba i teraz cierp,ale jesli tak jak ja otrzymujesz jakies obiecywanki, ze to chwilowe itd, to lepiej miej sie na bacznosci i zacznij dzialac.Nie daj sie zamknac w domu jako ta czekajaca.Ile mozna spotykac sie ze znajomymi, tu pary czy malzenstwi planuja razem jakas budowe, kupno mieszkania, zakupy, wyjazd, itd a ty ciagle jestes ze wszystkim sama bo twoj maz wlasnie bawi sie w robienie wlasnej karierki by dowartosciowac swoje ego.

Ola

Odpowiedz
iwona_r 2011-03-27 o godz. 09:23
0

kasia_ewa napisał(a):Iwona, a czy Ty nie możesz się pod niego dopasować? Nie wiem jaki charakter ma Wasza rozłąka, ale może udałoby się coś zmienić?

Nie mogę niestety. Nie pofrunę za nim ;)

Odpowiedz
Aguus 2011-03-27 o godz. 00:17
0

Dzieki Atir,mnie sie dzisiaj wyjec wlaczyl.
W radio wyjatkowo jakos same smęty,pije sobie lampke wina i rycze,rycze,rycze.Wygadac sie nie moge to chociaz poplacze.

Odpowiedz
Gość 2011-03-26 o godz. 22:24
0

Aguus :usciski:
Ja sie przytulam do psa ;)
Małz mnie znowu opusci bryka na szkolenie.....ech losie :(

Odpowiedz
Aguus 2011-03-26 o godz. 22:19
0

Mnie tez ... Nabla,Ty masz chociaz kota ;) ja kotow nie lubie,to sobie przygarnac nie moge.Z rybka nie pogadam,nie przytule;) A miedzy nami z kazdym wyjazdem coraz gorzej ... od 3 dni nawet przez telefon ze soba nie rozmawiamy .A ja nawet nie mam komu sie wyzalic

Odpowiedz
Gość 2011-03-26 o godz. 17:52
0

iwona_r napisał(a):Nabla napisał(a):Czy to nie jest chore, że czekam z utęsknieniem aż wróci, żeby wreszcie mieć z KIMŚ porozmawiać? Nie czkam jak na męża, tylko, żeby wreszcie nie być sama. W domu jestem sama, kumpel z pokoju w pracy dostał inny pokój, więc tam też ciągle sama, znajomych nie mam. Czasem przez cały dzień odezwę się ze 3 razy do kota i to tyle a ja przecież towarzyska jestem :(
Chore. Mam podobnie :| Mimo, że znajomi są to nawet nie chce mi się gadać, bo wiem, że zaraz zacznę jęczeć, albo nie bedę miała ochoty właczyc sie w życie towarzyskie :|
Jakbym nie miała, to by było łatwiej. Ale mam. Poszłabym na imprezę, na piwo, na sesję, na spacer, na zakupy z koleżanką... ludzi mi brak :(

Odpowiedz
kasia_ewa 2011-03-26 o godz. 17:40
0

Ja też sama... Tylko Zośka czasem kopnie ;)

Iwona, a czy Ty nie możesz się pod niego dopasować? Nie wiem jaki charakter ma Wasza rozłąka, ale może udałoby się coś zmienić?

A koszta my też mnożymy, takie uroki ;) 8)

Odpowiedz
iwona_r 2011-03-26 o godz. 17:31
0

Nabla napisał(a):Czy to nie jest chore, że czekam z utęsknieniem aż wróci, żeby wreszcie mieć z KIMŚ porozmawiać? Nie czkam jak na męża, tylko, żeby wreszcie nie być sama. W domu jestem sama, kumpel z pokoju w pracy dostał inny pokój, więc tam też ciągle sama, znajomych nie mam. Czasem przez cały dzień odezwę się ze 3 razy do kota i to tyle a ja przecież towarzyska jestem :(
Chore. Mam podobnie :| Mimo, że znajomi są to nawet nie chce mi się gadać, bo wiem, że zaraz zacznę jęczeć, albo nie bedę miała ochoty właczyc sie w życie towarzyskie :|

Odpowiedz
iwona_r 2011-03-26 o godz. 17:28
0

kasia_ewa napisał(a):U nas minęło 9.5 samotnych tygodni... Zostało drugie tyle.
Nie jest łatwo, ale nie stawiam sprawy na ostrzu noża, nie o to przecież chodzi... Twoja sytuacja, Iwona, nie jest taka zła ;), spójrz na mnie 8) .

To nie pierwszy wyjazd, nie ostatni, ale mają one kilka pozytywnych cech - między innymi są coraz krótsze, a planujemy skrócić je jeszcze o połowę.

I tak myślę... nie o to chodzi w związku, że w ciężkich sytuacjach powie się 'pas'... Nikt nie mówił, że będzie łatwo (nam ksiądz na naukach powiedział, że związek po ślubie zmienia się z bezkresnego oceanu w bajoro lol )... Moim zdaniem trzeba albo sytuację nieco zmienić, ale zacisnąć zęby na jakiś czas... Może zamiast myśleć o rozstaniu myśl o tych chwilach razem i o tym, co zrobić, by było ich jak najwięcej. Może jednak uda się coś zmienić... Bo jeśli zakładasz nawet rozstanie, to moim zdaniem nie tylko o tę rozłąkę tu chodzi...
Kasia, nie zazdroszczę Ci. I oczywiście zgadzam się z Tobą, że nie chodzi o to, by zwijać manatki jak jest źle. Tylko, czy małżeństwo polega na tym, by żyć osobno...ja niestety nie umiem się z tym pogodzić. Mam dwie ręce i nogi. Świetnie sobie sama radzę, ale po to wyszłam za maż by dzielić z kimś życie. W tej chwili to dzielę a właściwie mnożę rachunki telefoniczne. Sytuacji nie zmienię, bo chłop musiałby zmienić zawód...a nie zmieni. Dopiero co zrealizował swoje zawodowe marzenia. Także nie mam co liczyć na zmianę sytuacji :|
I najważniejsze - trafiłaś w sedno...rozłąka generuje masę innych prblemów.

Odpowiedz
Gość 2011-03-26 o godz. 16:33
0

Czy to nie jest chore, że czekam z utęsknieniem aż wróci, żeby wreszcie mieć z KIMŚ porozmawiać? Nie czkam jak na męża, tylko, żeby wreszcie nie być sama. W domu jestem sama, kumpel z pokoju w pracy dostał inny pokój, więc tam też ciągle sama, znajomych nie mam. Czasem przez cały dzień odezwę się ze 3 razy do kota i to tyle a ja przecież towarzyska jestem :(

Odpowiedz
kasia_ewa 2011-03-26 o godz. 15:40
0

U nas minęło 9.5 samotnych tygodni... Zostało drugie tyle.
Nie jest łatwo, ale nie stawiam sprawy na ostrzu noża, nie o to przecież chodzi... Twoja sytuacja, Iwona, nie jest taka zła ;), spójrz na mnie 8) .

To nie pierwszy wyjazd, nie ostatni, ale mają one kilka pozytywnych cech - między innymi są coraz krótsze, a planujemy skrócić je jeszcze o połowę.

I tak myślę... nie o to chodzi w związku, że w ciężkich sytuacjach powie się 'pas'... Nikt nie mówił, że będzie łatwo (nam ksiądz na naukach powiedział, że związek po ślubie zmienia się z bezkresnego oceanu w bajoro lol )... Moim zdaniem trzeba albo sytuację nieco zmienić, ale zacisnąć zęby na jakiś czas... Może zamiast myśleć o rozstaniu myśl o tych chwilach razem i o tym, co zrobić, by było ich jak najwięcej. Może jednak uda się coś zmienić... Bo jeśli zakładasz nawet rozstanie, to moim zdaniem nie tylko o tę rozłąkę tu chodzi...

Odpowiedz
iwona_r 2011-03-26 o godz. 08:00
0

Atir napisał(a):
Może spróbuj poszukać jakichs dobrych stron w chwilach smutku.
Staram się, tylko jak wykrzesać z siebie siłę skoro wiadomo, że "albo tak, albo wcale"

Odpowiedz
Aguus 2011-03-26 o godz. 07:51
0

A u nas z kazdym wyjazdem chyba coraz gorzej :(

Odpowiedz
Gość 2011-03-26 o godz. 05:41
0

Wiesz co? Ja też zauważyłam oznaki przyzwyczajenia. Przez pierwszy dzień po rozstaniu mam "kaca", a potem wracam do normalnego życia i jest ok.

Odpowiedz
Gość 2011-03-25 o godz. 23:16
0

No i niby wraca jutro. Przez ostatnie trzy tygodnie widzieliśmy się tego wieczora, który opisałam powyżej, potem w ostatni poniedziałek na lotnisku oboje mieliśmy przesiadkę, więc zjedliśmy razem śniadanie. I to by było na tyle.

Na gorsze w tym jest to, że zaczynam się przyzwyczajać Tylko jak wracam po pracy do domu to jakoś nie mam co ze sobą zrobić ale tak... jestem singiel z obrączką :|

Odpowiedz
Gość 2011-03-11 o godz. 18:58
0

Mój współlokator wrócił wczoraj. Dajcie mi proszę, trochę tej Waszej cierpliwości. Nim dojechał do domu to zdążyłam się tak na niego wku&*(^ć, że w ogóle się nei cieszę, że wrócił (powód standardowy - godzina po przylocie, samolot wylądował o czasie, nie ma ani znaku życia ani jego w domu).

Ja lecę jutro z samego rana. Wrócę w następną niedzielę, więc on wylatuje we wtorek. Szlag.

Odpowiedz
Gość 2011-03-11 o godz. 18:48
0

iwona_r napisał(a):Nabla zazdroszczę Ci siły. Chyba miałabym spory problem, by zaakceprtować Twoją sytuację... mimo, że moja nie jest dużo lepsza Tym razem 6-dniowe rozstanie. Potem przez dwa dni mam chłopa w domu i znowu 5 dni w świecie I tak w kółko. Chyba nigdy nie przyzwyczaję się do tej sytuacji... po cichu zaczynam zastanawiać się, gdzie jest granica...czy nie lepiej rozstać się
:usciski: nie wiem, gdzie jest granica.U nas tez były ustalenia typu 14 dni w delegacji i 4 tygodnie w domu.A teraz ciągle go nie ma...Czasami smutno, wszystko sie wali (jak u mnie w tym tygodniu) i czekam soboty (notabene miał byc czwartek :( )...
Ale jesli juz jest, to go nie poznaję...sam organizuje randki, kolacyjki,winko, świeczuszki itd...nawet w czasach narzeczeństwa tak nie było.
Doceniam to i cóż kocham nad życie...póki co ;)

Może spróbuj poszukać jakichs dobrych stron w chwilach smutku.

Odpowiedz
Gość 2011-03-08 o godz. 03:55
0

Właśnie do mnie dotarło że to jest jednak do d...y. Jutro mi przejdzie, wiem, zajmę się pracą i tydzień jak zleci - ale ten czas mi się wydaje taki bezsensownie zmarnowany. 5 dni albo 12 dni czekania po to żeby 2 spędzić razem, i tak w kółko.

Odpowiedz
Gość 2011-03-08 o godz. 02:54
0

Mój się właśnie pakuje, za pół godziny jedzie na lotnisko.

Cóż, na razie jest jak jest...

Odpowiedz
Gość 2011-03-08 o godz. 02:51
0

Właśnie odwiozłam swojego na lotnisko. Tym razem obyło się bez bólu, bo w piątek ja lecę do niego :)

Nabla, my się spotykamy w niedziele i święta od roku - i jak się ma perspektywę że to się kiedyś skończy, to nie jest tak źle...

Odpowiedz
iwona_r 2011-03-08 o godz. 02:43
0

Nabla zazdroszczę Ci siły. Chyba miałabym spory problem, by zaakceprtować Twoją sytuację... mimo, że moja nie jest dużo lepsza Tym razem 6-dniowe rozstanie. Potem przez dwa dni mam chłopa w domu i znowu 5 dni w świecie I tak w kółko. Chyba nigdy nie przyzwyczaję się do tej sytuacji... po cichu zaczynam zastanawiać się, gdzie jest granica...czy nie lepiej rozstać się

Odpowiedz
baskent 2011-03-07 o godz. 22:02
0

I już po wszystkim...

ehhh, do następnego razu
:(

Odpowiedz
Gość 2011-03-07 o godz. 19:19
0

Mąz wrócił niespodziewanie i juz go nie ma :( przewalone.......jade do Mamy, bo skombinowałm 3 dni wolnego.

Odpowiedz
Gość 2011-03-06 o godz. 06:13
0

A u mnie powrót do przeszłości. W poniedziałek I. wyjeżdża na kilka dni, wraca zmienić mnie przy kocie ;), ja wyjeżdżam na tydzień, wracam zmienić go przy kocie, on wyjeżdża na tydzień. Czyli 3 tygodnie mijanki...

Odpowiedz
baskent 2011-03-06 o godz. 04:13
0

Niespodziewanie czeka mnie 11 godzin szczęścia :love:

:love: :love: :love: :love: :love: :love: :love:
:rock: :supz: :lizak: :brawo: :love:

Odpowiedz
Gość 2011-02-28 o godz. 22:40
0

Nabla napisał(a):A co do Mediolanu to są tanie linie przecież z Katowic? Wizzair lata tam i z powrotem za 370pln...
Rezerwujac duzo wczesniej ?
Niestety w naszym wypadku rezerwacje beda mialy niewielki sens, bo nigdy nie wiadomo czy wolny weekend faktycznie bedzie wolny...
Do tej pory znalazlam przelot za ponad 500 zl tam i z powrotem, rezerwujac na listopad i ten byl najtanszy...

Odpowiedz
Gość 2011-02-28 o godz. 22:33
0

słodka malinka napisał(a):Jesli mielibyscie widywac sie w kazdy weekend to jest to do przejscia, moim zdaniem. My niestety nie mamy takiej mozliwosci, moze gdyby bilety lotnicze do Mediolanu byly tansze...
No w co drugi weekend powiedzmy. Teraz zresztą bywają miesiące, że widzimy sie 3-4 dni i tyle. Poza tym w grę wchodzi tylko taka praca, w której pensja rekompensuje konieczność wynajęcia drugiego mieszkania i częstych biletów lotniczych.

A co do Mediolanu to są tanie linie przecież z Katowic? Wizzair lata tam i z powrotem za 370pln...

Odpowiedz
Gość 2011-02-28 o godz. 22:26
0

Jesli mielibyscie widywac sie w kazdy weekend to jest to do przejscia, moim zdaniem. My niestety nie mamy takiej mozliwosci, moze gdyby bilety lotnicze do Mediolanu byly tansze...

Odpowiedz
Gość 2011-02-28 o godz. 22:18
0

A my właśnie mamy dylemat: czy nie "rozstać" się na dobre...

Plan był taki, że siedzimy na emigracji do końca mojego doktoratu a potem może skoczymy na 2 lata do Niemiec, zarobić trochę. Ale teraz ja siedzę w pracy po 10-12h dziennie, wyjeżdżam dużo, mąż też dużo wyjeżdża... czy nie lepiej by było, gdyby pojechał całkiem? Zarobiłby swoje, ja mam wolne w sierpniu i w święta, do tego kupione z dużym wyprzedzeniem bilety lotnicze na weekendy nie powinny być takie drogie...

No nie wiem. W takim układzie w grudniu 2009 mielibyśmy wszystko z głowy i wrócilibyśmy do kochanego Wrocławia już razem, na stałe, z kapitałem na mieszkanie. Myślę... dwa lata widywania się w weekendy i dni wolne. Jakby to było?

Odpowiedz
Aguus 2011-02-28 o godz. 22:05
0

3 razy do roku?? :o :o :o To gratuluje wytrwalosci :)

Odpowiedz
Gość 2011-02-28 o godz. 21:59
0

Moge dolaczyc? ;) Ja tylko na dwa tygodnie z hakiem, ale pierwszy raz od czterech lat :) Przedtem mielismy 'wprawe' widujac sie 3 razy do roku, a teraz mi jest dziwnie tak na krotko wrocic do 'dawnych czasow'. ;)

Odpowiedz
kasia_ewa 2011-02-28 o godz. 19:51
0

U mnie prawie 6tyg za nami... Zostało coś koło 14 8) .

Ale najbardziej cieszy mnie fakt, że te 6tyg minęły dla mnie jak góra 2... Oby z resztą było podobnie... Bo nie mogę się już doczekać męża w domu.

Odpowiedz
Gość 2011-02-28 o godz. 19:49
0

I dzisiaj znowu mi słoma z butów wyłazi :D
Mąż niespodziewanie wyjechał, co prawda "tylko" na drugi koniec Polski ale zawsze.....

Odpowiedz
Aguus 2011-02-10 o godz. 02:16
0

Baskent,trzymaj się.Zawsze mozesz sie wyzalic,wyplakac tutaj.Moze chociaz troche pomoze.

Odpowiedz
baskent 2011-02-10 o godz. 01:52
0

Ciężko mi dziś i strasznie źle :(
Roboty mam powyżej uszu, w zasadzie ciągnę 15-20h/dobę (z małymi przerwami na forum i czasami sen ;) ), jestem chyba w najbardziej stresującym okresie w moim życiu, a swiadomość, że jestem sama dodatkowo mnie dobija.
I nie pomagają telefony, smsy...
To jest silniejsze ode mnie :mur:

Odpowiedz
Gość 2011-02-07 o godz. 19:07
0

aniasz gratulacje!!!
Dopiero wpadłam na forum po 6 dniach postu pielgrzymkowego :D
Małz wraca w czwartek, kiedy to mnie sie kończy urlop.....wiec i tak sie nie bedziemy spedzac ze soba za dużo czasu (praca)...
Hm.....nie steskniłam sie za bardzo chyba poprostu nie miałam czasu.

Odpowiedz
Gość 2011-02-03 o godz. 03:11
0

aniasz, no pewnie że z sympatii :) Kibicuję Wam i wspieram, bo wiem, że bardzo tego potrzebowałam :)

Odpowiedz
Gość 2011-02-02 o godz. 05:13
0

ignarancja, fajnie że tu zaglądasz - ale już nie masz powodu, tylko z sympatii do nas, prawda? :)

Odpowiedz
Gość 2011-02-02 o godz. 03:32
0

aniasz cieszę sie że pozytywne zmainy się zbliżają :) to chyba znak, że niedawny kryzys zażegnany na dobre :D

aga_terve, trzymaj sie, na razie cieszcie sie sobą - na tesknienie i smutki jeszcze nie czas :usciski:

Odpowiedz
Gość 2011-02-02 o godz. 00:32
0

i ja doczłapałam do Was :)

Odpowiedz
baskent 2011-02-01 o godz. 19:25
0

aniasz napisał(a):baskent, a szukałaś tylko tanich linii? Ja latam normalnie lufthansą i lotem, bo żadne germanwingsy ani inne na naszej linii nie latają - i wydawało nam się że przy lotach cotygodniowych to zbankrutujemy na same bilety... ale okazuje się że lot frankfurt - warszawa - frankfurt jest o połowę tańszy niż na tej samej trasie tylko w drugie strony (czyli start w wawie), więc chyba nawet zaoszczędzimy na tej opcji :)

Eh, trzymam emocje na wodzy - ale trudno to idzie 8)
Priv

Odpowiedz
Gość 2011-02-01 o godz. 18:47
0

baskent, a szukałaś tylko tanich linii? Ja latam normalnie lufthansą i lotem, bo żadne germanwingsy ani inne na naszej linii nie latają - i wydawało nam się że przy lotach cotygodniowych to zbankrutujemy na same bilety... ale okazuje się że lot frankfurt - warszawa - frankfurt jest o połowę tańszy niż na tej samej trasie tylko w drugie strony (czyli start w wawie), więc chyba nawet zaoszczędzimy na tej opcji :)

Eh, trzymam emocje na wodzy - ale trudno to idzie 8)

Odpowiedz
baskent 2011-02-01 o godz. 17:39
0

aniasz napisał(a):Po długiej przerwie przychodzę oznajmić zmianę :)

Szukamy wspólnego mieszkania - od listopada będziemy mieszkać "razem" - trochę oszukańczo, bo ja nadal będę pracować w Polsce, ale w układzie poniedziałek - czwartek. Czyli w poniedziałek rano przylatuję, w czwartek wieczorem wracam do naszego domu. Wyjście nie idealne, ale najlpsze jakie udało nam się znaleźć żeby zacząć wspólne życie. Cieszę się jak diabli!
Aniasz, super wiadomości :D gratuluję podjętej decyzji :brawo:

My planowaliśmy taką opcję przez rok, a potem ja miałam się przeprowadzić do Niego/do nas 8) / Niestety przewoźnik wypiął się i nie mam na tyle dobrego połączenia, aby po pracy móc wskoczyć w samolot i wrócić w poniedziałek przed 9

Odpowiedz
Gość 2011-02-01 o godz. 14:34
0

Po długiej przerwie przychodzę oznajmić zmianę :)

Szukamy wspólnego mieszkania - od listopada będziemy mieszkać "razem" - trochę oszukańczo, bo ja nadal będę pracować w Polsce, ale w układzie poniedziałek - czwartek. Czyli w poniedziałek rano przylatuję, w czwartek wieczorem wracam do naszego domu. Wyjście nie idealne, ale najlpsze jakie udało nam się znaleźć żeby zacząć wspólne życie. Cieszę się jak diabli!

Odpowiedz
Aguus 2011-02-01 o godz. 07:39
0

A ja od jutra znowu sama :/ A w weekend panienski/kawalerski znajomych,wiec tez spedzimy osobno ..bez sensu :(

Odpowiedz
kasiacleo 2011-02-01 o godz. 07:26
0

mój Adr będzie w Polsce dokładnie za 25 godzin, najgorzej będzie mi jutro, nie dociera jeszcze do mnie że w końcu go zobacze i przytule się do niego :)

mimo, że znikne z tego wątku będę przy Was myślami :)

Odpowiedz
aga_terve 2011-02-01 o godz. 03:45
0

no właśnie niewiadomo

Odpowiedz
baskent 2011-02-01 o godz. 03:41
0

aga_terve napisał(a):Dzień dobry
Chciałam zarezerwować sobie tutaj miejsce na koniec września
męża mi do USA wysyłąją :Hangman:
:goodman:

Na długo wyjeżdza?

Odpowiedz
aga_terve 2011-02-01 o godz. 03:34
0

Dzień dobry
Chciałam zarezerwować sobie tutaj miejsce na koniec września
męża mi do USA wysyłąją :Hangman:

Odpowiedz
Gość 2011-02-01 o godz. 03:33
0

hm............a ja wciąż nie tęsknię Padam na twarz , spakowałam plecak i jutro w droge.
Moze przy nastepnym wyjezdzie do Arabii ,we wrzesniu mi sie udzieli

Odpowiedz
Ma_jolie 2011-02-01 o godz. 00:47
0

Nienawidze pracy mojego męża przyjechał wczoraj grubo po 18 i dzis o 10 jechał na nagłe wezwanie miał szybko skończyć a bedzie może po 18 :( a jutro 4 rano wyjazd :(

Odpowiedz
Gość 2011-01-29 o godz. 21:45
0

baskent :usciski:

a płacz no cóż.... mi pomaga... taka ze mnie beksa

ale nie dziś bo dziś jest piątek...dzień powrotu :)
juz czekam bo gdzieś za 2, góra 3 godzinki wsiadam w samochód i wyjeżdżam po męża na trasę.

Odpowiedz
baskent 2011-01-29 o godz. 08:23
0

Dlaczego??
dlaczego Ryan likwiduje mi połączenie :x

Czym ja teraz będę latała?
Niech ich szlag trafi :axe:

Mam mord w oczach i płakać mi się chce

Odpowiedz
Gość 2011-01-28 o godz. 03:12
0

Atir napisał(a):Hm....ja to jakas niedobra żona jestem.Wcale nie tesknię
Myslę o nim w wolnej chwili ale nie jest to tesknota.Jestem tak zabiegana, że na wszystko mi brakuje czasu......od dzisiaj zaczynam urlop ale jade do Mamy, potem pielgrzymka.......no kurcze.....ja nie zdaże zatęsknić
hehe a tak sie martwiłaś jak to będzie lol

Odpowiedz
Aguus 2011-01-27 o godz. 21:19
0

Atir napisał(a):Hm....ja to jakas niedobra żona jestem.Wcale nie tesknię
Myslę o nim w wolnej chwili ale nie jest to tesknota.Jestem tak zabiegana, że na wszystko mi brakuje czasu......od dzisiaj zaczynam urlop ale jade do Mamy, potem pielgrzymka.......no kurcze.....ja nie zdaże zatęsknić
Mąż codziennie pisze, że teskni i płacze w poduszkę 8) .Troche sie dziwie, bo pracuje cały dzień, więc nie wiem , kiedy mu sie udaje :)
A no wlasnie,najgorzej jak czlowiek siedzi w domu i nie ma co robic :/ Siedzi,mysli,teskni,martwi sie ...

Odpowiedz
Gość 2011-01-27 o godz. 19:46
0

nie jedzie...nie jedzie...nie jedzie... lol :taniec: :love:

zrezygnował...

może ja jestem głupia ale się cieszę.

nie zależy mi na tej kasie. chcę żeby był tu ze mną-chociaż na weekendy.

mi i tak jest ciężko jak go nie ma w tygodniu... 3 miesięcy bym nie przeżyła.

kiedyś wydawało mi się że jestem silniejsza psychicznie. a teraz czuję się jak emocjonalny wrak.
jak mała dziewczynka która potrzebuje opieki.
w dzien jeszcze jakoś funkcjonuję ale wieczory są okropne...

tysiąc myśli... czarne scenariusze...

nieee...ja się do takich akcji nie nadaję...i to tak bez przygotowania, z rozpędu.

oczywiście w wątku zostanę jesli mozna bo w sumie też się czuję jak słomiana wdowa.
do tej pory mąż wracał w soboty popołudniu więc mieliśmy dla siebie aż 1,5 dnia. ostatnio zaczął wracać w piątki popołudniu-to zawsze dodatkowy dzień... i dodatkowa noc żeby zasnąć spokojnie przy męzu ;)

na razie odliczam czas do piątku.

i pewnie nie minie nas rozmowa o ewentualnym kolejnym wyjeździe za granicę.bo chyba nie zawsze będzie mógł odmówić szefowi

Odpowiedz
Gość 2011-01-27 o godz. 17:57
0

Mnie by sie raczej "przydał" na chwilę obecną do załatwiania róznych spraw, no ale trudno nie ma go, to dam rade sama.Zawsze byłam dzielną dziewczynką.

Odpowiedz
Gość 2011-01-27 o godz. 17:49
0

Ja też nie tęsknię tylko mnie wkurza, że go nie ma. Jestem u rodziców, więc mam towarzystwo i zajęcie ale... poszłabym z mężem do kina, na zakupy, autem bym pojeździła... a go nie ma.

W piątek wróci :love:

Odpowiedz
Gość 2011-01-27 o godz. 17:36
0

Hm....ja to jakas niedobra żona jestem.Wcale nie tesknię
Myslę o nim w wolnej chwili ale nie jest to tesknota.Jestem tak zabiegana, że na wszystko mi brakuje czasu......od dzisiaj zaczynam urlop ale jade do Mamy, potem pielgrzymka.......no kurcze.....ja nie zdaże zatęsknić
Mąż codziennie pisze, że teskni i płacze w poduszkę 8) .Troche sie dziwie, bo pracuje cały dzień, więc nie wiem , kiedy mu sie udaje :)

Odpowiedz
Aguus 2011-01-27 o godz. 04:11
0

Moze ja nie taka typowa slomiana wdowa,ale tez zle mi z tym,ze moj maz wyjezdza i zazwyczaj nie ma go 3,4,5 dni ...
A ja sama w pustym mieszkaniu .. w dzien znajduje sobie jakies tam zajecia,ale wieczorami mi tak jakos smutno,nie mowiac juz o nocach -zazwyczaj chodze sac jak juz sie rozjasnia-okolo 4 ... Juz teraz nawet sie wczesniej raczej nie klade,bo i tak nie usne.
Podziwiam te dziewczyny,ktore musza czekac na swoich mezow tygodniami,miesiacami ... Moj maz wyjechal dzisiaj rano,a ja juz czekam na piatek ...

Odpowiedz
Ma_jolie 2011-01-27 o godz. 04:02
0

A u nas mineły już dwa dni od czasu gdy mój mąż znów opuścił nasz domek :( jest mi jakoś tak strasznie przykro :( i nie wiem co robić :( ale wiem ze w sobote lub w niedzielę sie zobaczymy :)

Odpowiedz
baskent 2011-01-26 o godz. 18:59
0

Rzuć okiem tu:
http://www.ryanair.com/site/PL/
http://wizzair.com/?language=PL

Im szybciej kupisz bilet tym taniej, choć loty w weekendy są zwykle droższe, w środku tygodnia tańsze.
Tyle teorii. Jak wybierzesz datę to wyliczą CI cenę z opłatami.

Głowa do góry :D

Odpowiedz
Gość 2011-01-26 o godz. 18:05
0

dzięki za pocieszenia :)

co do moich obaw o małżeństwo to ja już taki typ.
dla mnie taka opcja jak małżeństwo na odległość to kiedyś , przed slubem była kwestia nie do przejścia.
jak widać życie weryfikuje nasze plany i założenia.
z bólem serca musiałam się zgodzić na pracę męża poza domem i powroty tylko na weekend.
no ale to była kwestia naszego być albo nie być
tutaj nie zarobiłby tych pieniędzy które teraz zarabia i które pozwalają nam jakoś ciągnąć i pozwalają mi siedzieć z dzieckiem w domu a nie szukać pracy.

natomiast teraz ten wyjazd do Irlandii nie jest obowiązkowy. mąż może się nie zgodzić choć oczywiście jest to wyróżnienie.

wczoraj próbowałam na spokojnie rozważyc plusy i minusy. plusy znalazłam dwa, minusów mnóstwo.
ten wyjazd pozwoli nam spłacić pozostałe resztki dwóch kredytów i kupić nowe auto bez brania kolejnego kredytu.
ale ja chyba wolę spłacać te kredyty tak jak było założone przez kolejne dwa lata i obejść się bez nowego samochodu.

przecież to chyba nie o to chodzi żeby pędzić za kasą tylko żeby być razem...

na dodatek u nas w małżeństwie średnio. i boję się że to po części przez to że się tak mało widujemy. a teraz jeszcze to. :(
R. twierdzi że ten wyjazd może pomóc nam jako małżeństwu.
ja mam wręcz odwrotne zdanie
takie rozłąki mogą przysłużyć się zgranemu małżeństwu a nie takiemu z problemami.

no dobra... koniec smęcenia ;)
gdzie mogę popatrzeć za jakimiś korzystnymi cenowo biletami do Irlandii?
z drugiej strony jak my sie tak mamy co chwile odwiedzać przez te 3 mies. to finansowo ten wyjazd jest w ogóle bezsensu :D

uściski dla wszystkich czekających :usciski:

Odpowiedz
kasia_ewa 2011-01-26 o godz. 03:18
0

Badz dobrej mysli lalka. Ja wiem, ze nie jest to latwe... WIem, bo sama juz czekam prawie tydzien, a bede tak czekac do Swiat... I nie mam szans na odwiedziny, bo w ciazy jestem i niestety na podroz sie nie zdecyduje (ostatnio jak wyjechalam b. zle sie to skonczylo)...
Tak wiec czekam ;)

Jak mowilas - zloz dokumenty o paszport dla corki, jak najszybciej wykup (od razu kilka) biletow tam/spowrotem, maz niech tez kupi i przynajmniej kilka razy sie odwiedzcie...

I nie mow, ze to przekresli Twoje malzenstwo... Juz troche zniesliscie. Zniesiecie i to.

Pozdrawiam.

Odpowiedz
kasiacleo 2011-01-26 o godz. 03:14
0

lalka_Go napisał(a):
mam tylko nadzieję że taki wyjazd nie przekreśli naszego małżeństwa bo ja bardzo źle znoszę rozłąkę :(
nie zakładaj z góry, że to popsuje Wasze małżeństwo...

chyba każda z nas miała takie obawy i ciężko jej było się rozstać...

musisz być dobrej myśli, zresztą zobaczysz jak szybciutko zleci czas :)

Odpowiedz
Gość 2011-01-26 o godz. 00:32
0

jeśli można to i ja się dołączę.
podczytywałam Was czasami bo od listopada zeszłego roku mąż zmienił pracę i widywaliśmy się tylko w weekendy.
natomiast dziś się dowiedziałam że w tym tygodniu wróci wcześniej-w środę lub w czwartek.
po to tylko żeby w piątek lub sobotę wyjechać znowu , tym razem nie na tydzień a na 3 miesiące do Irlandii na delegację z pracy :(

na dzień dzisiejszy jestem załamana.

ciężko było mi się pogodzić z tym że nie widujemy się w tygodniu.
a tu teraz 3 miesiące bez widzenia.

staram się jakoś z tym pogodzić i właśnie kombinuję żeby zdążyć jeszcze złożyć wniosek o paszport dla Wiktorii. ;)

mam tylko nadzieję że taki wyjazd nie przekreśli naszego małżeństwa bo ja bardzo źle znoszę rozłąkę :(

Odpowiedz
kasiacleo 2011-01-25 o godz. 04:27
0

Atir napisał(a):Własnie dzwoniła Tesciowa i pytała, czy juz mi się nudzi???
A ja : nie, włąsnie wróciłam z galerii i nie mam czasu tęsknić
dobrze powiedziałaś... takie pytania są takie głupie, jakbyśmy miały siedzieć i myśleć to byśmy oci...

Odpowiedz
Gość 2011-01-25 o godz. 03:29
0

Własnie dzwoniła Tesciowa i pytała, czy juz mi się nudzi???
A ja : nie, włąsnie wróciłam z galerii i nie mam czasu tęsknić

Odpowiedz
baskent 2011-01-24 o godz. 22:17
0

Od 3 dni wyję i nie mogę przestać :mur: głupia jestem
Tęsknię jak cholera.
Ale na 19 września zarezerowałam sobie bilet, polecę, choćby na parę godzin, muszę 8)

Odpowiedz
kasia_ewa 2011-01-24 o godz. 20:54
0

ignarancja napisał(a):kasia_ewa napisał(a):Ja sama od wtorku... Jeszcze jakies... 140 dni
Kasiu, niby sama byłam w podobnej sytuacji ale podziwiam Cie po stokroć. Dzielna z Ciebie babka
Dzięki... Wiele bym dała, bym mogła wymazać tę setkę - z 40 mogłabym się sama rozprawić 8)

Odpowiedz
Gość 2011-01-24 o godz. 20:33
0

choć już nie jestem słomianką to podczytuję Was i kibicuję Wam bardzo
Atir napisał(a):Zatesknimy i bedzie jak dawniej.Może czas było po 5 latach złapać oddech i wpuscic troche świeżościU mnie właśnie tak sie stało. Żadnego oddalenia od siebie, wręcz przeciwnie. I tego trzeba sie trzymac

kasia_ewa napisał(a):Ja sama od wtorku... Jeszcz jakies... 140 dni
Kasiu, niby sama byłam w podobnej sytuacji ale podziwiam Cie po stokroć. Dzielna z Ciebie babka

Odpowiedz
kasia_ewa 2011-01-24 o godz. 20:09
0

Ja sama od wtorku... Jeszcz jakies... 140 dni

Odpowiedz
Ma_jolie 2011-01-24 o godz. 20:02
0

Tak się jakoś złożyło że już drugi wątek zaczynam okupować :) i coraz bardziej uzależniam sie od tego forum :) no my z moim A. po ślubie już tez prawie 5 lat bo 24 nam stuknie ładne 5 latek po ślubie a razem już prawie 11 lat :o :o :o :o i stale jak nie ma go przy mnie to tak strasznie mi żal i tęskno za nim już sama nie wiem co robić ze sobą jak go nie ma obok mnie :( a tęsknota jest i to straszna a do tego jakie miłe są powroty i powitania

Odpowiedz
Gość 2011-01-24 o godz. 19:44
0

Witaj Ma_jolie to już w drugim watku się spotykamy :)
Ja właśnie wpadłam przed chwila na "staraczki" z tej okazji, bo ostatnio sie przestałam udzielać.
To w zasadzie pierwszy wyjazd Meża tak daleki ale po ostatnich " burczeniach" na siebie uwazam, że nam to dobrze zrobi....
Zatesknimy i bedzie jak dawniej.Może czas było po 5 latach złapać oddech i wpuscic troche świeżości lol

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie