Quantcast
  • Viola27 odsłony: 3080

    Coraz bardziej nieśmiała... ;(

    Nie wiem co się ze mną dzieje. Zawsze byłam osobą raczej niesmiałą, której kłopot sprawiało odezwanie się w większej grupie, tzw. "wychylenie" sie z tłumu. Przed samą sobą wydawało mi się to bardzo nienaturalne, co mnie jeszcze bardziej "spinało". Ale radziłam jakoś sobie..
    Jednak ten proces, zamiast w dorosłym zyciu zanikać, pogłębia się jeszcze bardziej. Mam 27 lat i ogromny kłopot sama ze sobą.
    Coraz bardziej zaczynam się wszystkiego bać. Odezwać się, pójść dokądś, znienić coś w życiu. Stałam się bierna i wystraszona.
    Moje niepokoje są czesto absurdalne. Mam pojechać z kimś samochodem (nawet osobą znajomą np. koleżanką z pracy), a ja sie denerwuję: "O czym będę z nią rozmawiała?", "Wydam się nudna"... Oczywiście to się potem sprawdza, łamie mi się głos, gubię słowa - i kolejna taka sytuacja kończy się moim dołem i załamaniem, jeszcze niższym poczuciem własnej wartości.
    Kiedyś tak źle nie było. Miałam ambicje, poczucie ze stać mnie na wiele. Jednak nic z tych moich marzeń nie wyszło, a ja coraz bardziej boję się wyzwań. Jest mi źle, bo cały czas mimo to gdzieś z tyłu głowy kołącze mi się obraz osoby jaką chciałabym być: przebojowej, pewnej siebie (czyli pełne przeciwieństwo) i ten wyimaginowany obraz porównuję do tego co mam.. i mam poczucie, że już zmarnowałam życie. Że nawet jeśli mogłabym coś zmienić, to się tego kroku BOJĘ!

    Nie wiem czego tu szukam na forum, napewno nie pocieszania, i chyba nie mobilizacji do działania.. bo ja to wszystko wiem i co z tego jak nie mam w sobie tyle siły by przestać się dołować i zacząć działać ;((

    Odpowiedzi (17)
    Ostatnia odpowiedź: 2011-06-01, 18:42:07
    Kategoria: Pozostałe
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
joannao 2011-06-01 o godz. 18:42
0

czytam wypowiedzi Violi :) i jakbym słyszała siebie :) Mi co prawda taka sytuacja zdarzyła się ostatnio, gdy poznalam pewnego faceta :) normalnie wygadana ze mnie babka a tu ... głos wibrował, nie magłam zlapać oddechu w odpowiednim miejscu, zazwyczaj w środku słowa się zapowietrzałam :) nie wiedziałam co powiedzieć, miałam przemyślanych tysiąc scenariuszy rozmowy a potem rzeczywistość mnie zaskakiwała ...i wychodziłam na idiotkę :)
Wg mnie Violu poprostu wszystko kwestia psychiki - nie nalezy za dużo mysleć o tym co kiedy i jak powiedzieć, bo wtedy jest jeszcze gorzej, a jak się zdenerwujesz, ze kiepsko ci idzie, to już wogóle będzie masakra. trzeba być sobą.

Odpowiedz
Gość 2011-05-31 o godz. 20:33
0

Violu, no to gratuluje postepow! :)
Co do problemow z glosem.. gdyby podejsc do tego bardziej profesjonalnie, to moglabys popracowac ze specjalista od emisji glosu (oj, chyba tak to sie nazywa ;)).
A prosciej, staraj sie usmiechac wtedy, kiedy zaczynasz mowic. Nawet o sprawach powaznych. I powtarzac sobie, ze ludzie do ktorych mowisz, nie sa pozbawieni wad. I tez maja probloemy ze soba. Najrozniejsze. :) Ja sie tego nauczylam pracujac z ludzmi wyksztalconymi, obracajacymi sie w kregach miedzynarodowych, takimi, przy ktorych zawsze balam sie, ze wyjde na idiotke. Pewnie, pare razy mi sie zdarzylo (glownie dlatego, ze ja w stresie mowie za duzo ;)), ale duzo czesciej mowilam z sensem. I w zwiazku z tym brano mnie na powaznie. :)

Co do niesmialosci w rozmowie z innymi ludzmi. Chyba pomaga uswiadomienie sobie, ze cisza nie jest wrogiem. Poza tym w rozmowie biora udzial dwie strony, wiec nie trzeba liczyc tylko na siebie. Warto nauczyc sie rozwijac temat podany przez osobe, z ktora sie rozmawia, jesli trudno wymyslic wlasny. :)

Odpowiedz
zieleniack 2011-05-31 o godz. 18:45
0

Zuz napisał(a):Piszesz raczej sensownie więc i wypowiedzieć się w towarzystwie też na pewno możesz ;).
Kiepski ze mnie psycholog, ale swoje przemyślenia mam ...
Myślę, że Twoje skrępowanie i trudność w wysławianiu się biorą się ze zbyt wyostrzonego samokrytycyzmu. Wydaje mi się, że jesteś perfekcjonistką i nie możesz sobie pozwolić na wygadywanie głupot, banałów czy infantylizmów.
Ale przecież tyle głupstw słyszy się wypowiadanych wokół pewnym głosem, że i Ty od czasu do czasu możesz pozwolić sobie na nieco więcej luzu.
podposuję się, poniewaz hm też czasem tak mam i jestem swiadoma, ze ten problem, jak i wiele innych, wynika wlasnie z samokrytyki i perfekcjonizmu

Ciągle brakuje mi słów, nawet tych najbardziej podstawowych.
ja mam coś takiego, ze gubie słowa, bo np. mwoie szybciej, niz sie zastanowie nad tym, jakie slow uzyc lub mam duzo roznych slow w glowie i jakbym sie nie mogla zdecydowac na konkretne. Wynika z tego cos, co mnie niestety czasem meczy, a mianowicie, ze w toku rozmowy, w srodku zdania potrafie nagle zapomniec slowa i "yyyyy" albo "no, ten no, jak to sie nazywa". W towarzystwie osob, ktore mnie znaja to jeszcze nie problem, bo wiedza, ze "ja tak mam", ale np. wstyd mi kiedys bylo na zajeciach z j.ang, bo myslalam, ze nauczycielce sie wydaje, ze nie umiem sie wyslowic w obcym języku, bo nie znam slow ... co nie bylo prawda, bo w tamtej sytuacji mialam 1000 mysli na sekunde i nie umialam ich tak szybko uporządkowac... najgorsze jest, ze nadmiernie przejmuje sie takimi rzeczami :( bo gdyby to olac i zostawic za soba.. no ale ja sie przejmuje na zasadzie "znow wyszlam na .... (negatywne okreslenie)", co z tego, ze ludzie przeciez o tym i tak zapomna

Odpowiedz
Viola27 2011-05-31 o godz. 15:58
0

wyciągam wątek

dzięki pracy nad sobą i w dużej mierze Waszym radom (dzięki :) ) radzę sobie ze swoją nieśmiałością coraz lepiej. Choć chyba nie jest to taka typowa niesmiałość, bardziej to, ze mam jakieś zahamowania, bariery...

Ale jak już pisałam, jest lepiej :)

Nie mogę sobie poradzić tylko z jedną rzeczą, tj. często głos więźnie mi w gardle. Nie wiem, czy dobrze mnie zrozumiecie - głos zdradza moją niepewność, zestresowanie. Co z tego, że mogę się przygotować wyśmienicie merytorycznie do spotkania, pewnie podać rękę, utrzymywać kontakt wzrokowy, itd itp jeśli potem dławiący głos wszystko zepsuje
Najgorsze, ze dzieje się to też w zwykłych sytuacjach, kiedy nie jestem zdenerwowana a głos i tak plata figle ...

Nie mam pomysłu jak dać sobie z tym rade

Odpowiedz
xandra 2010-02-01 o godz. 01:25
0

a zadaj sobie pytanie w czym sie dobrze czujesz...
bo jesli dobrze w pędzie, na biegu - tylko czasem cie to przytłacza, ale ogolnie bilans jest na plus to tam zostan
jesli jednak to cie męczy, zwyczajnei przytłacza to bym zmieniła prace

zapewne to by sie zwiazało z mniejszymi pieniedzmi ale cos za cos...

ja kiedys pracowałam po 13, 14 godzin (firma i w domu) - zarobki miałam baaardzo dobre, ale moje zycie towarzyskie lezało, na dziecko tez nie miałam za wiele czasu, spałam po 5 godzin... inna sprawa, ze wtedy byłam po rozwodzie i bez pieniedzy na dom - tez cos za cos...

ale, jesli by wersja o bibliotece wygrała to pomysl, ze bedziesz w koncu robic cos co lubisz

inna sprawa, ze moim zdaniem, ty musisz sie sama sobie okreslic - a to moze byc trudne ;)
i mozna sobie byc mistrzem teorii... a tu praktyki trzeba
i dopoki nie zrobisz nic, nie uzyskasz nic... a to jest samowkręcające sie... szkoda zycia
ja zwolniłam (sie ;) ), nieraz płakałam za obnizeniem poziomu zycia, ale to był moj wybor... i teraz - nie załuje, juz nie czuje sie tygrysem, nie mam takiej potrzeby raczej, realizuje sie w tym co mam a zanosi sie na wiecej i lepiej ;) - ale trzeba byc na to gotowym ;) , na zmiany
ja jestem, juz tak

Odpowiedz
Reklama
Viola27 2010-01-30 o godz. 23:58
0

Bardzo, bardzo dziękuję za Wasze odpowiedzi :)

Wiem, że w moim przypadku działa samospełniająca się przepowiednia.
Tak w ogóle wszelkie psychologiczne aspekty w teorii mam bardzo dobrze opanowane, gorzej że nie umiem wykorzystać tego w praktyce.

Żeby było śmieszniej mam pracę taką, w której powinnam być swoim przeciwieństwem. Czyli powinnam być śmiała, przebojowa, odważna i bardzo komunikatywna. Powinnam być mega kreatywna i sypać hasłami jak z rekawa. Powinnam mieć dar ciekawego opowiadania i przeprowadzać interesujące prezentacje. A kiedy trzeba powinnam być twardym negocjatorem i nie dać sobie w kaszę dmuchać.
Nie wiem, może moje rosnące zahamowania to wynik tego, że nie nadaję się do tej pracy. Porównuję się do innych i moje poczucie wartości spada na łeb na szyję ...:(

Jeszcze ciekawa rzecz dotycząca mojego wyglądu zewnętrznego. Co do tej kwestii nie mam żadnych kompleksów. Może dziwnie to brzmi w ustach kobiety, ale na szczęście w moim przypadku tak jest (może mam tak dużo kompleksów wewnętrzych, że już bym nie wydoliła ;))
Problem jest taki że nie umiem z tego skorzystać. Wiem, ze przeważnie robię korzystne pierwsze wrażenie, dostaję dużo komplementów, często również od zupełnie obcych ludzi. Ale potem moje nerwowe gesty i głos zdradzają niepewność i ogólne wrażenie spada. Po prostu niknę w gronie innych ludzi, nie potrafię się odezwać i na luzie się zachować. I wtedy zamiast jednak starać sie dołączyć do dyskusji, ja w myslach siebie ganię, że jestem d... i do niczego się nie nadaję.

Wiem, że to wszystko głównie dzieje się w mojej głowie. Że za dużo analizuję, za dużo o tym myślę. Ale (chyba przez specyfikę mojej pracy i otaczających mnie ludzi, do których się porównuję) mam już pod tym względem spaczoną psychikę. I chyba zostały mi 2 wyjścia. Albo wziąć się w garść i zacząć walczyć, zmieniać się, ... albo zmienić środowisko, pracę i zaszyć się w jakiejść bibliotece, laboratorium, itp i cichutko sobie pracować jak mróweczka...
EHHH....

Odpowiedz
Ofelia 2010-01-30 o godz. 03:19
0

Wszystkie mądre rzeczy napisały ci już dziewczyny przede mną.Podpisuję się pod tym wszystkimi łapkami ;) Jedyne co mogę ci powiedzieć to uwierz w siebie! Jesteś mądra i na pewno przezwyciężysz swoją nieśmiałość ;)

Odpowiedz
Wiol-ka 2010-01-30 o godz. 02:42
0

Viola, takiego posta mogłabym napisać kilka lat temu... Wydawało mi się że jestem mniej atrakcyjna, mądra, przebojowa niz koleżanki. Bałam się że w ważnej chwili nie wypowiem ani słowa i często tak się działo.
Samospełniająca się przepowiednia..
Pomogła całkowita zmiana znajomych (przymusowa ale korzystna ;) ) - mniej więcej w tym czasie zaczęło być lepiej.
Nadal zdarza mi się "brak tematu", nie cierpię też publicznych występów, w stosunku do osób których nie znam jestem nieufna i nie potrafię zachować sie swobodnie. Ale nie jest juz to dokuczliwe.

Nie wiem czy dasz radę, ale może spróbuj zmienić towarzystwo (możesz zacząć od kawy z Forumówkami - tam temat zawsze się znajdzie). I podpisuję się pod ciotką Xandrą (bo zawsze ma racje ;) ) i pod resztą!
Trzymam kciuki za odrobinę odwagi i pozytywne zmiany.

Odpowiedz
agna33 2010-01-30 o godz. 02:02
0

Viola - z mojego doświadczenia wiem, że ludziom najtrudniej jest zacząć. Jeśli zaczynasz i spotykają człowieka niepowodzenia, to później myśli, że nie warto próbwać, nie warto się starać, bo z tego ma się jedynie same przykrości.
Po pierwsze troche mniej myśl! Wiem, że to dziwnie brzmi, ale trzeba mniej się zastanawiać na czym się można wygłupić, a bardziej zastanawiać się, jak można błysnąć. Ty nie masz problemu z formułowaniem wypowiedzi, to powiedziały Ci wszystkie dziewczyny tutaj. Przeprogramowanie się to jest dobra forma. Najlepiej próbować się przełamać wśród ludzi, których nie znamy. Jak coś nie wyjdzie, trudno! Więcej tej osoby nie spotkasz, więc nawet jakby co, to się pocierpi przez chwilkę:)
Można zacząć od małych kroczków, choćby porozmawiać z panią w sklepie, w kolejce do lekarza czy w banku, że ta zima okropna, że tyle trzeba czekać, że się autobus spóźnił, najlepiej niestety narzekać, bo ludzie lubią, jak się z nimi ponarzeka, dzielą się swoimi problemami, to przełamuje lody.
I zawsze się nagradzaj po sukcesie! To pozwoli Ci utworzyć przyjemne skojarzenia w mózgu z udanych prób.
Powodzenia:)

Odpowiedz
ostryga 2010-01-29 o godz. 23:10
0

Twoj problem brzmi znajomo... i ja mialam kiedys straszliwe problemy w podobnych sytuacjach. Staralam sie przewidziec kazdy problem i kazda sytuacje na ewentualnym spotkaniu czy spacerze z osoba, na ktorej mi zalezalo i unikalam wszystkiego, co bylo nieprzywidywalne. Na przyklad, nie kupowalam jablek, by poczestowac nimi kolege, ktory do mnie przyszedl, z obawy, ze beda niedobre i to ja bede "winna". Odmawialam spaceru, bo balam sie, ze idac po nierownym chodniku moge sie potknac i zrobic siebie fajtlape. I tak dalej. Jak widzisz, moje zachowanie graniczylo niekiedy z absurdem... Na szczescie wyroslam z tego i dzis przestalam martwic sie o to, czy sie w kazdej sytuacji "sprawdze". To nierealne. Nie jestesmy w stanie zadowolic wszystkich dookola i jednoczesnie siebie samych. Ba, nie zalezy mi na tym. Grupa przyjaciol i rodzina znaja mnie i kochaja taka, jaka jestem - i tak naprawde tylko ich zdanie naprawde sie liczy.

Czy jestes w stanie otworzyc sie i byc swobodna i odprezona przy przyjaciolce, rodzinie? Czy "zacinasz sie" wylacznie przy obcych osobach?

Czy masz kompleksy dotyczace Twojego wygladu? To czesto tez bardzo hamuje czlowieka... Czasem wydaje nam sie, ze nie warto sie nawet starac, bo i tak jestesmy beznadziejne...

Czasem niewiele wystarczy, zeby zyskac sobie czyjas sympatie. Poza tym, ze, jak wspomniala Vivi, umiejetnosc sluchania jest wspaniala cecha, czasem warto zapamietac pare najwazniejszych rzeczy o rozmowcy (imie, rodzina - maz/zona, dzieci - praca) i nastepnym razem o to zapytac... Jezyk rozwiaze sie im sam. A przy okazji zrobi sie im bardzo milo, ze pamietasz i ze o to pytasz.

Warto tez pamietac, ze nie z wszystkimi znajdziemy wspolny jezyk. I nie ma sensu szukac go na sile. Tak naprawde, najbardziej lubie wlasnie pewnosc, ze przy prawdziwym przyjacielu/przyjaciolce moge pomilczec i ta cisza nigdy nie jest krepujaca.

Jesli masz opory przed spotkaniami "w cztery oczy", to moze zacznij wychodzic w grupie przyjaciol, razem zawsze razniej - albo staraj sie pojawiac w miejcach, gdzie kazdy rozmawia z kazdym i nie ma presji, bys to Ty stanowila "gwozdz programu".

Ze stylu pisania absilutnie nie robisz na mnie wrazenia osoby malo elokwentnej, wrecz przeciwnie. Watpie, bys na zywo byla inna! :)

Odpowiedz
Reklama
pocwirek 2010-01-29 o godz. 22:14
0

Vivi napisał(a):
Bo za bardzo się tym akurat przejmujesz...Za dużo myslisz o tym, że się źle wysławiasz i stresujesz przy każdej wypowiedzi. A może nie jest tak źle?? Może inni słyszą Cię zupełnie inaczej, tylo Ty wyolbrzymiasz swój, w rzeczywistości niewielki, problem?? Wiem, że to trudne, ale spróbuj się rozluźnić, pprzestać cały czas o tym myśleć. Kiedy z kimś rozmawiasz, myśl o nim!! Nie o sobie...
Zdecydowanie się zgadzam. Czy ktoś Ci powiedział, że nie umiesz się wypowiadać, czy to wyłącznie Twoja opinia?

Odpowiedz
Vivi 2010-01-29 o godz. 21:57
0

Viola27 napisał(a):Wydaje mi się, że największym moim problemem jest to, że nie potrafię się ładnie wypowiadać. Ciągle brakuje mi słów, nawet tych najbardziej podstawowych. Kurcze, czy to jakaś choroba??? Jestem wykształcona ( studia wyższe, podyplomowe), czytam książki, uczę się języka obcego. Ale gdy przychodzi do rozmowy, nawet takiej koleżeńskiej, luźnej, brakuje mi słów, gubię odpowiednie znaczenia. Dlaczego nie potrawię się wysłowić? Jakby w momencie mówienia w moim umysle powstawała czarna dziura. Przez to bardzo stresuję się wszelkimi rozowami z ludźmi. (
Bo za bardzo się tym akurat przejmujesz...Za dużo myslisz o tym, że się źle wysławiasz i stresujesz przy każdej wypowiedzi. A może nie jest tak źle?? Może inni słyszą Cię zupełnie inaczej, tylo Ty wyolbrzymiasz swój, w rzeczywistości niewielki, problem?? Wiem, że to trudne, ale spróbuj się rozluźnić, pprzestać cały czas o tym myśleć. Kiedy z kimś rozmawiasz, myśl o nim!! Nie o sobie...

Odpowiedz
xandra 2010-01-29 o godz. 21:38
0

ja juz swoj limit pisania wyczerpałam ;) wiec bedzie krotko a do rzeczy ;)

ja bym sobie wypisała na kartce te argumenty: jestem nudna, na pewno powiem cos głupiego, tak naprawde to sie na tym nie znam ;) itd...
a potem, na owej kartce bym je rzeczowo zbiła ;) - nie jestem nudna!, przeciez znam sie na tym...

bez parcia ze jutro bedziesz mówcą roku ;)
polecam tez mowienie do siebie, czytanie na głos, łatwiej ci bedzie po prostu otworzyc usta, jest to stosowane jako porada psychologiczna dla ludzi chorych i samotnych, własnie by nie przestali mowic
nawet do zwierzecia ;)
jak nie masz psa czy kota to sobie spraw (moge pomóc ;) )

kiedys musisz wyjsc z tego zakletego kregu, nie ma innej rady, samo nie minie, mysle nawet ze moze byc gorzej...

a myslalas nad poradnią psychologiczną? maja wiele takich przypadków
telefon zaufania tez pomaga...

polecam tez spotkania forumowe w realu, skad jestes?
faaajne dziewczyny z Forumi co jakis czas sie widują w jakims faaaajnym miejscu ;) na ploteczkach ;)

no, miało byc mało, wyszło jak zawsze - ja z kolei gadam za duzo ;)
pozdrawiam

Odpowiedz
Viola27 2010-01-29 o godz. 21:25
0

Wydaje mi się, że największym moim problemem jest to, że nie potrafię się ładnie wypowiadać. Ciągle brakuje mi słów, nawet tych najbardziej podstawowych. Kurcze, czy to jakaś choroba??? Jestem wykształcona ( studia wyższe, podyplomowe), czytam książki, uczę się języka obcego. Ale gdy przychodzi do rozmowy, nawet takiej koleżeńskiej, luźnej, brakuje mi słów, gubię odpowiednie znaczenia. Dlaczego nie potrawię się wysłowić? Jakby w momencie mówienia w moim umysle powstawała czarna dziura. Przez to bardzo stresuję się wszelkimi rozowami z ludźmi.

Wcześniej też tak było, ze nie gadałam ,aby gadać. Odzywałam się wtedy, gdy miałam coś do powiedzenia. Ale teraz jest tak, że ja nie mam nic do powiedzenia!! Rozmowy są dla mnie torturami - w głowie pustka: brak tematów i brak słów. I potem kolejne załamanie, że jestem do niczego :(

Odpowiedz
pocwirek 2010-01-29 o godz. 21:19
0

Viola27 To tak zwane samospełniające się proroctwo. Cały czas myślisz, że jesteś nudna, boisz się, że powiesz coś nie tak, a tak wogóle to najlepiej się nic nie odzywać. No i jak już masz okazję z kimś sobie pogadać to ze strachu zachowujesz się dokladnie tak, jak przewidywałaś. W ten sposób to Ty nigdy nie będziesz z siebie zadowolona. :(
Musisz uwierzyć w siebie i dać sobie szansę
Trzymam kciuki :usciski:

Odpowiedz
Gość 2010-01-29 o godz. 20:53
0

Piszesz raczej sensownie więc i wypowiedzieć się w towarzystwie też na pewno możesz ;).
Kiepski ze mnie psycholog, ale swoje przemyślenia mam ...
Myślę, że Twoje skrępowanie i trudność w wysławianiu się biorą się ze zbyt wyostrzonego samokrytycyzmu. Wydaje mi się, że jesteś perfekcjonistką i nie możesz sobie pozwolić na wygadywanie głupot, banałów czy infantylizmów.
Ale przecież tyle głupstw słyszy się wypowiadanych wokół pewnym głosem, że i Ty od czasu do czasu możesz pozwolić sobie na nieco więcej luzu.

Odpowiedz
Vivi 2010-01-29 o godz. 20:38
0

Czytając to, co napisałaś, poczułam sie trochę tak, jakbym pisała to ja :). Duzo tego, co Ty przeżywasz, było i jest też moim udziałem. Nie, raczej było, bo już w zasadzie podleczyłam to choróbsko... Ale myśli w stylu "O Boże, o czym my będzimey rozmawiać, wydam mu/jej/im się nudna i beznadziejna" były moją zmorą, bałam się rozmawiać z kimkolwiek sam na sam (bo w trójkę to już łatwiej, mówi się do "grupy", a nie do jednej osoby) itd...A jak sobie z tym poradzić?? Nie jestem ekspertem, sama jeszcze nie do końca się tego pozbyłam, ale kilku rad mogę udzielić :):

- Po pierwsze dużo się uśmiechaj i patrz rozmówcy w oczy. Ja kiedyś ciągle uciekałam z oczami - to był błąd, bo w ten sposób nie wzbudzamy zaufania. A co do uśmiechu - często i do każdego. Nigdy nie zaszkodzi i na pewno nie sprawi, że będziesz wyglądała głupio :)

- Słuchaj ludzi. Wysłuchuj problemów, ale jakichś bzdur też. Skupiaj się na rozmówcy, na tym, co on do Ciebie mówi, o czym opowiada. Jemu będzie miło, Ciebie polubi, a Ty później będziesz miała od czego zacząć rozmowę (wiesz, nawiązując do tego, co ta osoba wcześniej mówiła, choćby o wizycie u fryzjera, psie czy czymkolwiek :))

- Nie staraj się być supermądrą, superdowcipną, superbłyskotliwą. Bądź sobą, bo nawet jeśli nie jesteś idealna, to masz milion cudownych cech. Nikogo nie udawaj, nie opowiadaj na siłę dowcipów, nie układaj sobie wcześniej tego, co chcesz do kogoś powiedzieć, bo wtedy najczęściej w stresie palniesz coś głupiego...

No i cóż jeszcze mogę Ci poradzić. Pokochaj siebie, to podobno najlepsza metoda walki z nieśmiałością, tyle że nie do końca ją jeszcze opanowałam lol

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie