• madziula 22 odsłony: 2541

    Kawały

    Żona do męża:
    - Wiesz? Dzisiaj mi się poszczęściło! Idę obok zsypu na śmieci,
    patrzę a tam para pantofelków stoi. A jakie piękne!
    Przymierzam - mój rozmiar!
    Mąż:
    - Taaa... Poszczęściło Ci się.
    Po paru dniach żona znowu mówi:
    - Słuchaj, idę do domu, a u nas na podjeździe, na żywopłocie,
    futro z norek wisi. Przymierzam - mój rozmiar!
    Mąż kręci głową z podziwem:
    - Szczęściara z Ciebie. A ja - popatrz - nie wiem czemu,
    ale szczęścia nie mam. Wyobraź sobie, wkładam wczoraj rękę pod
    poduszkę, wyciągam bokserki, przymierzam - i k...a nie mój rozmiar!!

    Lekcja geografii w gimnazjum.Pani pyta Jasia:
    -powiedz jaka waluta obowiązuje w Szwecji
    Jasio:
    -razy
    Pani:
    -jak to razy??
    Jasio:
    -siostra była w Szwecji i wróciła ze złotym naszyjnikiem. Spytałem ją "ile za to dałaś?". Siostra:"dwa razy"

    Odpowiedzi (8)
    Ostatnia odpowiedź: 2011-12-15, 19:45:50
    Kategoria: Pozostałe
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
matylda_zakochana 2011-12-15 o godz. 19:45
0

Nie dowcip chyba, ale wklejam.

i jak ? pomogła ci moja książka kucharska ?
nie bardzo, bo większość przepisów zaczynała się od " weź czyste naczynie " :/

Odpowiedz
Ignis 2011-11-03 o godz. 16:40
0

Jadą dwie blondynki na rowerach. Nagle jedna zsiada i zaczyna spuszczać powietrze z obu kół.
- Co robisz? - pyta druga.
- Spuszczam powietrze.
- A po co?
- Bo mam kierownicę za wysoko.
Na to ta druga nerwowo odkręca siodełko i zamienia je miejscami z kierownicą.
- A Ty co robisz?
- Zawracam. Pier....., nie będę jeździła z taką kretynką!

Odpowiedz
Ignis 2011-11-03 o godz. 16:00
0

Pamiętnik terrorysty

Dzień 1.
Od miesiąca przygotowywaliśmy się do ataku na Polskę. Teraz jestem razem z wieloma innymi, którzy są gotowi oddać życie za wiarę na miejscu. Na lotnisku co prawda zgubiła się część bagaży, ale dużo zostało.
Pobili nas łysi panowie w spodniach z paskami.
Wynajęliśmy pokój w hotelu.

Dzień 2.
Razem z Al-Muzharedinem i Olazeherem podłożyliśmy bombę w samochodzie i poszliśmy oglądać wiadomości. Ponieważ nic nie mówili o samochodzie-pułapce, poszliśmy sprawdzić, co się stało. Z samochodu znikły – radio, wycieraczki, pokrowce na fotele, lusterka, blokada kierownicy oraz bomba.
Pobili nas łysi panowie w spodniach z paskami.

Dzień 3.
Dzisiaj odpoczywamy po porażce. Pobili nas łysi panowie.
Mają nam przysłać dodatkowy sprzęt z naszego kraju.
Wieczorem posłaliśmy pięciu naszych z najtwardszymi łbami do baru, mieli zapić Polaków na śmierć. Wszyscy polegli w boju, pomodliliśmy się za nich.
Pobili nas łysi panowie.

Dzień 4.
Ponieważ ukradli nam telewizor z hotelu, słuchamy radia. Chrześcijański, polski przywódca duchowy jest jeszcze gorszy niż nasz! Nienawidzi Żydów i masonów, którzy chcą zniszczyć polski naród. Czyżby ktoś nas ubiegł? Mamy nadzieję, że o. Rydzyk nie dowie się o nas, póki będziemy w tym kraju.
Nie pobili nas łysi panowie, bo siedzimy w domu.

Dzień 5.
Trwają przygotowania do zburzenia Pałacu Kultury. Miał przyjść dzisiaj sprzęt, ale wszystko zgubiło się na poczcie, doszła tylko paczka z instrukcjami, jak używać broni, która nie doszła. Oglądaliśmy „M jak miłość”, Alezhebar się popłakał.

Dzień 6.
Wysłaliśmy kopertę z wąglikiem do polskiego prezydenta. Nie doszła.
Pobili nas łysi panowie.

Dzień 7.
To dzisiaj punkt kulminacyjny, burzymy Pałac Kultury. Z braku ładunków wybuchowych, kupiliśmy dobre polskie łopaty w supermarkecie i podkopujemy fundamenty. Łopaty połamały się.
Pobili nas łysi panowie.

Dzień 8.
Dzisiaj Al-Quaherezejuan podjął się samobójczej misji! Wbiegnie z bombą do supermarketu i zdetonuje ją. Wrócił po sześciu godzinach. Najpierw ukradli mu bombę, potem pobili go łysi panowie.

Dzień 9.
Wracamy do kraju. Polska sama świetnie sobie radzi bez naszych zamachów.

Jaś pyta Tomka:
- Wylądasz dzis jakos blado. Jestes chory?
- Nie wczoraj się umyłem...

Mamo, mamo! Mysz wpadła do wiaderka z mlekiem! - woła Jaś.
- I co synku, wyciągnąłeś ją? - pyta mama.
- Nie, wrzuciłem kota.

Jaś wchodzi do sklepu ze skórką od banana w ręku.
- Co podać? - pyta ździwiona ekspedientka.
- Poproszę o nowy wkład!

Jaś trzyma w dłoni monetę i mówi:
- Jeśli wyrzucę orła - ide spać. wypadnie reszka - wychodzę.
Jak stanie na sztorc, będę sie uczyć...

-Po co wymyslono białą czekolade?
-Żeby mużyn też sie mógł ubrudzić.

Szczyt sadyzmu? Przestraszyć strusia na asfalcie

Jak górale mówią na mgłę?
- Gówno widać!

Idzie facet ulicą i zobaczył nowy sklep. Myśli sobie,
wpadnę. Wita go miły, uśmiechnięty sprzedawca:
- Dzień dobry, w czym możemy panu pomóc, co chciałby
pan kupić?
Facet się zastanowił i mówi:
- Rękawiczki.
- To proszę podejść do tamtego działu.
Facet idzie do wskazanego działu i mówi:
- Potrzebuję rękawiczki.
- Zimowe czy letnie?
- Zimowe.
- To proszę przejść do następnego działu.
Facet poszedł:
- Dzień dobry, potrzebuję zimowe rękawiczki.
- Skórzane czy nie?
- Skórzane.
- To proszę podejść do działu następnego.
Facet poddenerwowany podchodzi do wskazanego
stoiska:
- Chcę kupić zimowe, skórzane rękawiczki.
- Z klamerką czy bez?
- Z klamerką.
- Proszę podejść do następnego stoiska.
Facet już wkurzony, ale idzie nic nie mówiąc:
- Potrzebuję rękawiczki, zimowe, skórzane, z
klamerką.
- Klamerka na zatrzask czy na rzepy?
- Na rzepy.
- Zapraszam do działu naprzeciwko.
Facet nie wytrzymuje i wrzeszczy:
- Proszę przestać nade mną się znęcać, dajcie mi
rękawiczki i pójdę sobie!
- Proszę pana, proszę nabrać cierpliwości, chcemy
panu sprzedać dokładnie takie, jakie pan potrzebuje.
Facet idzie dalej:
- Proszę o rękawiczki zimowe, skórzane, z klamerką
na rzepy.
- A jaki kolor?
Aż tu nagle otwierają się drzwi do sklepu, wchodzi
klient z sedesem świeżo wyrwanym z podłogi, od którego
odstają kawałki glazury, niesie go na wyciągniętych
rękach, podchodzi do lady i krzyczy:
- Taki mam sedes, taką glazurę, dupę wam wczoraj
pokazałem, sprzedajcie mi wreszcie papier toaletowy!

Odpowiedz
Ignis 2011-11-03 o godz. 15:02
0

Kiedyś, nie tak dawno temu żył sobie pewien młody gość, który lubił jeść kapustę z grochem. Oczywiście wiadomo jaka reakcja następowała w jego organizmie, krótko po spożyciu owej skądinąd wyszukanej potrawy. Pewnego dnia spotkał dziewczynę i się w niej zakochał, ze wzajemnością. Kiedy zdecydowali się pobrać, młody człowiek uzmysłowił sobie że nie może już więcej jeść grochu z kapustą, i będzie to jego poświęcenie za znalezienie szczęścia osobistego. Po krótkim czasie ożenił się. Trzy miesiące minęły i młody człowiek powracając do domu z pracy, przechodził koło restauracji. Nie mógł nie zauważyć pociągającego i miłego dla nosa zapachu grochu z kapustą, aż zakręciło mu się w głowie, nie namyślając się długo wszedł do knajpki i zamówił jeden za drugim aż trzy talerze swojego przysmaku, wiedząc, że ma do domu jeszcze kawałek drogi, więc efekt tej potrawy powinien zostawić na świeżym powietrzu. Oczywiście po drodze sobie wesoło popierdywał, przybywając pod swoje drzwi całkiem bezpiecznie, że nic z gazów już nie zostało w żołądku.
Żona przywitała go od progu i wyglądała na podekscytowaną:
- Kochanie mam dla ciebie niespodziankę, którą dostaniesz przy obiedzie!
Po czym zakręciła mu chusteczkę na głowie, i niewidzącego nic pociągnęła do stołu. Musiał jej obiecać, że absolutnie nie będzie podglądał, aż ona nie zdejmie mu chusteczki z oczu. Gdy żona już miała odsłonić mu oczy, w tym samym momencie zadzwonił telefon.
Mąż się ucieszył, bo nagle poczuł że znowu ma ochotę na wypuszczenie następnego, żona jeszcze raz kazała mu obiecać, że nie będzie podglądał i poszła odebrać telefon, on wykorzystał ten moment podniósł jedną nogę i z ulgą wydał odstrzał. Nie tylko, że był on głośny, ale również i śmierdział jak tuzin zgnitych jajek. Facet miał problemy przez moment ze znalezieniem tchu, więc pomacał za serwetką i rozdmuchał powietrze wokół siebie, po tym jednym poczuł się znacznie lepiej, ale następny już czekał, nie zastanawiając się długo, mąż podniósł drugą nogę i sruuuuu, następny wyleciał mu z hukiem. Tym razem był on jeszcze bardziej śmierdzący, więc musiał się odwachlowywać rękami przez dobrą chwilę zanim smród opuścił go. I znowu poczuł, że mu się zbiera, tym razem pierdnął tak głośno, że było słychać pobrzękiwanie szklanek, a kwiatki na stole mocno przywiędły. Cały czas przysłuchiwał się czy żona już kończy rozmowę i dotrzymując przyrzeczenia nie podglądał co żona przygotowała mu na obiad. Przez następne 10-ęć minut mąż podpierdywał sobie, a że smród był za każdym razem okropny, więc musiał się odganiać od niego serwetką. Kiedy usłyszał że żona odkłada słuchawkę szybko położył serwetkę na kolanach, uśmiechając się z zadowolenia i udając niewinnego. Żona przepraszając, że tak długo musiał czekać i upewniając się, że nie podglądał, zdjęła mu chusteczkę z oczu i wykrzykneła radośnie:
NIESPODZIANKA!!!
Ku jego kompletnemu zdziwieniu, zobaczył stół zastawiony a przy nim tuzin gości siedzących i czekających na rozpoczęcie imprezy imieninowej.

Odpowiedz
Magducha 2011-11-03 o godz. 14:09
0

JA CHCE WIECEJ
UMIERAM ZE ŚMIECHU

Odpowiedz
Reklama
Ignis 2011-11-02 o godz. 18:03
0

Poszedł facet na targ zwierząt, bo czuł się w domu samotny i chciał mieć jakieś towarzystwo. Rozgląda się na boki, przygląda
się różnym zwierzątkom. Nagle, jego uwagę zwrócił jakiś facet, który trzymał ośmiornicę. Podchodzi i nawiązują rozmowę.
- Przepraszam, co to za akcja z tą ośmiornicą?
- Chce pan kupić? - pyta z zaciekawieniem i radością sprzedawca
- A można ją trzymać w domu?
- Pewnie, że tak!
- Dobra, to biorę
- Świetnie, daję panu łyżkę gratis!
- Ale zaraz... Po co mi łyżka?
- Po niech pan pomyśli. Jak usiądzie gdzieś, złapie się mackami i przyklei, to łyżka może się przydać.
- Ma pan rację. Dziękuję i do widzenia.
Poszedł do domu siedzi szczęśliwy w salonie i ogląda telewizję. Patrzy na ośmiornicę, a ta przykleiła się do krzesła. Podchodzi bierze łyżkę i odkleja jedną mackę. Udało mu się łapie za następną. Cały spocony z wysiłku przygląda się ośmiornicy i myśli - kurde tych macek jest tak dużo,
że będę walczył do wieczora. Kiedy odklejał trzecią zorientował
się, że pierwsze dwie są na nowo przyklejone. Załamał się,
złapał całe krzesło i poleciał do sprzedawcy:
- Panie, coś mi pan sprzedał? Łyżka nie pomaga, odklejam te macki, a one
przyklejają się na nowo!
- Niech pan pokaże łyżkę - odpowiada zaciekawiony sprzedawca.
Bierze łyżkę, robi zamach i wali ośmiornicę łyżką w głowę. Zwierzę natychmiast
łapie się wszystkimi mackami za głowę i krzyczy:
- Ała! Porypało was?

Polski minister udał się w oficjalną podróż do Francji. Jednym z punktów wizyty była kolacja u francuskiego odpowiednika. Widząc jego wspaniałą willę, z obrazami wielkich mistrzów na ścianach, pyta się, jak on zapewnia sobie taki poziom życia ze skromnej pensji urzędnika republiki.
Francuz zaprasza go do okna:
- Widzi pan tę autostradę?
- Tak.
- Ona kosztowała 20 miliardów franków, firma wypisała fakturę na 25, a różnicę przekazała mi. Dwa lata później minister francuski udaje się do Polski i odwiedza swojego polskiego odpowiednika. Kiedy podjeżdża pod domostwo ministra, jego oczom ukazuje się najpiękniejszy pałac jaki widział w życiu. Pyta od razu:
- Nie rozumiem, dwa lata temu stwierdził pan, że prowadzę książęce życie, ale w porównaniu do pana... Polski minister podchodzi do okna:
- Widzi pan tam autostradę?
- Nie.
- No właśnie.

Akwizytor puka do drzwi, otwiera kobieta, ten szybko wchodzi do środka, mając ze sobą wielki worek gó...na w jednej ręce, a w drugiej odkurzacz.
Rozrzuca te g.... po całym pokoju, a kobieta się pyta:
- Panie, co pan robisz!?
- Spokojnie droga Pani... Ja mam tu taki odkurzacz, który to wszystko zbierze! A jeśli nie to obiecuję pani, że to wszystko zjem..
- Chce pan ketchup?
- Po co?
- Bo to nowy budynek i jeszcze prądu nie ma.

Odpowiedz
Ignis 2011-11-02 o godz. 17:55
0

Dziennik słodkiego brzdąca

Poniedziałek
Mikołaj rozdawał prezenty u babci i dziadka.
Dostałem tylko kredki.
Fajna zabawka.
Porozkładałem kredki na schodach.
Nie wiem dlaczego dziadek stoczył się na dół i chyba
z powodu starości przestał się ruszać.
Żadna kredka się nie zepsuła.
Dostałem klapsa.
Zabawa kredkami jest zabroniona.
Wtorek
Wspaniały dzień, spotkałem Anię na pogrzebie dziadka.
Po powrocie bawiliśmy się u babci w doktora. Było miło.
Mama zła, tata zły, mama Ani zła, Ania zadowolona.
Nie wolno bawić się w doktora.
Dostałem lanie.
Zabroniona jest cicha zabawa.
Środa
Rozrzuciłem po podłodze czekoladowe ziarenka.
Ojciec kupił pułapkę na myszy.
Przy mamie zjadłem kilka ziarenek z podłogi.
Mama zwymiotowała.
Dostałem lanie.
Zabronione jest jedzenie pysznej czekolady.
Czwartek
Zamieniłem w przedszkolu 20 kredek od Mikołaja na piękną białą myszkę.
Włożyłem ją w kolorowe pudełeczko.
Prezent dla mamy.
Mama najpierw się ucieszyła, ale jak otworzyła pudełko, to zemdlała.
Tata bardzo zły.
Dostałem lanie.
Dawanie prezentów zabronione.
Piątek
Tata zamknął mnie w piwnicy, jest fajnie.
Zrobiłem frytki z kartofli, które tam były, aby pomóc mamie.
Ciężka praca, prawie 100 kilo kartofli.
Dostałem lanie.
Pomoc mamie jest zabroniona.
Sobota
Tata zamknął mnie na strychu.
Też bardzo fajnie.
Pomogłem mu czyszcząc wszystkie rynny.
Na ulicy stał tłum.
Strażacy ściągnęli mnie z dachu.
Tata wściekły.
Dostałem lanie.
Pomoc tacie jest zabroniona.
Niedziela
Tata zamknął mnie w altance w ogródku.
Było bardzo zimno, więc rozpaliłem ognisko.
Znowu przyjechali strażacy.
Fajni faceci, wszystko zalali wodą.
Dostałem lanie.
Przebywanie w cieple jest zabronione.
Poniedziałek
Postanowiłem jeszcze raz zobaczyć strażaków.
Zadzwoniłem i przyjechali.
Mama zła, strażacy jeszcze bardziej.
Dostałem lanie.
Zabronione jest zapraszanie strażaków.
Wtorek
Dzisiaj cichy dzień.
Nic nie zrobiłem.
Mama bardzo niespokojna i nerwowa.
Lenistwo jest nieprzyjemne i zabronione.
Środa
Odwiedziny u babci. Na mój widok pojawiła jej się piana na ustach. Mama zamknęła mnie w kuchni. Krzesełka w babcinej kuchni są za wysokie. Obciąłem im nogi elektryczną piłką dziadka. Teraz są w sam raz. Mama dostała piany na ustach. Ja dostałem lanie.
Ulepszanie krzeseł jest zabronione.
Czwartek
Z tatą w klinice u mamy i babci.
Mają problemy z nerwami.
Chyba jakaś dziedziczna choroba.
Doktor chciał ukłuć mamę wielką igłą.
Inną igłę, która leżała na stoliku, wbiłem mu w pupę.
Doktor strasznie się darł.
Od ojca dostałem lanie.
Bronić mamy jest zabronione.
Wszystko jest zabronione.
Z wyjątkiem bicia dzieci.

Panienka w wieku 30 lat idzie po plaży i nagle zobaczyła starą butelkę.
>Podniosła, potarła i z butelki wydobył się duszek.
>Panienka pyta :
>
>- "Czy będę mogła mieć trzy życzenia?"
>Duszek:
>- "Nieeee, przykro mi ale ja jestem duszek spełniający tylko jedno
>życzenie"
>
>Panienka bez wahania:
>- "To proszę o pokój na Bliskim Wschodzie. Widzisz te mapę Duszku? Chce,
>żeby te wszystkie kraje przestały ze sobą walczyć, żeby Żydzi i Arabowie
>pokochali się miedzy sobą i żeby kochali Amerykanów i odwrotnie i żeby
>wszyscy tam żyli w pokoju i harmonii."
>
>Duszek popatrzył na mapę i mówi:
>- Kobieto bądź rozsądna, te kraje się biją i nienawidzą od tysięcy lat,
>a ja po 1000 latach siedzenia w butelce też nie jestem w najlepszej
>formie. Jestem DOBRY ale nie aż tak dobry. Nie sądzę żebym mógł to
>zrobić. Pomyśl i daj jakieś sensowne życzenie.
>
>Panienka pomyślała przez chwile i mówi:
>- "No dobrze, przez całe życie chciałam spotkać właściwego mężczyznę,
>żeby wyjść za niego za mąż. Wiesz, takiego, który będzie mnie kochał,
>szanował, bronił, dobrze zarabiał i oddawał pieniądze, nie pił, nie
>palił, pomagał przy dzieciach, w gotowaniu i sprzątaniu, był świetny w
>łóżku, był wierny i nie patrzył tylko w telewizor na programy sportowe.
>Takie mam życzenie"
>
>Duszek pokręcił głową z niedowierzaniem, głęboko westchnął i powiedział:
>- "Pokaż mi Kobieto tę cholerną mapę jeszcze raz."

List blondynki do syna:
Piszę do Ciebie tych parę linijek, żebyś wiedział, że do Ciebie piszę. Jak ten list dostaniesz, to znaczy, że do Ciebie doszedł. Jak go nie dostaniesz, to mi daj znać, to go wyślę jeszcze raz. Piszę do Ciebie wolno, bo wiem, że nie potrafisz szybko czytać. Niedawno tata przeczytał w jakiejś gazecie, że najwięcej wypadków się zdarza kilometr od domu, więc przeprowadziliśmy się trochę dalej. Mieszkamy teraz w fajnej chałupce. Jest tu pralka, choć nie jestem pewna, czy się nie zepsuła. Wczoraj wrzuciłam do niej pranie, pociągnęłam za sznurek i pranie gdzieś wsiąkło. Ale przecież się z powodu tego nie powieszę... Pogoda nie jest najgorsza. W zeszłym tygodniu padało tylko dwa razy. Za pierwszym razem trzy dni, a za drugim cztery. Co do kurtki, którą chciałeś. Wujek Piotr powiedział, że jak Ci ją poślę z guzikami, to będzie dużo kosztować, bo guziki są ciężkie. Dlatego oderwałam guziki i włożyłam do kieszeni. Tata dostał pracę. Jest dumny jak paw, bo ma pod sobą jakieś pięćset osób. Wysiewa trawę na cmentarzu. Twoja siostra, Julka, która wyszła za mąż, w końcu urodziła. Nie znamy jeszcze płci, więc Ci nie powiem, czy jesteś wujkiem czy ciotką. Jak to będzie dziewczynka, Twoja siostra chce ją nazwać po mnie. Ale to będzie dziwne - mówić na swoją córkę "mama". Gorzej jest z Twoim bratem, Jankiem. Zamknął samochód i zostawił w środku kluczyki. Musiał iść do domu po drugi komplet, żeby nas wyciągnąć ze środka. Jak się będziesz widział z Gosią, pozdrów ją ode mnie, a jeśli nie, to jej nic nie mów. Twoja mamusia Dusia.

Odpowiedz
Gość 2010-12-29 o godz. 04:23
0

Jedynka super! Jak tylko Mąz wstanie, to go uracze owym dowcipem :D

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie