Quantcast
  • melasia1980 odsłony: 28221

    Jak sobie poradzić będąc singlem?

    Nieoczekiwanie, trochę z zaskoczenia stałam się singlem. Niestety nie z własnej woli, nie z zamiłowania....ale stało się.Mam 26 lat i czasami mi się wydaje, że już nie mam szans na prawdziwoą, może troche szaloną miłość. Że facecie w moim wieku to albo już żonaci, albo nieudacznicy, albo ....Że już drugiej szansy od losu nie dostanę.Jestem tak bardzo samotna i strasznie mi z tym źle....Pustka. Pustynia. Nic. Ja sam tutaj jestem. Ja sam.

    Odpowiedzi (175)
    Ostatnia odpowiedź: 2020-11-24, 20:38:53
    Kategoria: Z życia
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
Gość 2020-11-28 o godz. 12:10
0

Mam 28 lat singiel i nigdy nie miałem kobiety w swoim życiu i straciłem pracę 2 miesiące temu moje życie straciło sens

Odpowiedz
Gość 2020-11-11 o godz. 16:27
0

Ja też jestem singlem mam 28 lat i straciłem pracę ostatnio i moje życie się już zrujnowało

Odpowiedz
Arkadia81 2011-11-18 o godz. 21:00
0

dziewczyny a czy wiecie moze gdzie w Warszawie są kluby singla? gdzie single sie spotykają?

Odpowiedz
_szyszka_ 2011-11-18 o godz. 17:21
0

Jak nauczyć się być samej i czerpać z tego radość? Czy wogóle można? Tak się moje życie potoczyło, że znowu jestem sama, choć wcale tego nie chcę, ale co zrobić taki los. Podobno nic nie dzieje się bez przyczyny...

Jak odnaleźć sens życia w pojedynkę (na razie mam odczucie, że moje życie jest nijakie i bez sensu, dla kogo żyje? nie chcę żyć tylko dla siebie, to bez sensu!!) no ale teraz życie mnie do tego zmusiło więc jak to przetwrać i czerpać z tego okresu (mam nadzieję przejściowego) jak najwięcej dla siebie, żeby nie był to czas stracony?

Jakieś rady?

Pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz
melasia1980 2011-06-11 o godz. 06:52
0

Gościu - zgadzam się z Tobą. Dla mnie właśnie pewne uczucie daje poczucie bezpieczeństwa - dzięki Bogu dane mi było doświadczenie tego w swoim życiu.
Niestety kobiety czasami postępują bardzo impulsywnie i rezygnują z tego uczucia, apotem strasznie żałują....to niestety też wiem :(

Odpowiedz
Reklama
Gościu 2011-06-11 o godz. 01:07
0

karlot napisał(a):Hmm, czasami miałam (mam ;) ) podobne odczucia. Kiedy wiesz ze mozesz polegać wyłącznie na sobie, wiesz na czym stoisz. A tak, chcesz zaufac i często sie zawodzisz Ech gdzie Ci faceci co daja poczucie bezpieczeństwa.....
Tak poczytuje to forum z ukrycia. Lubie słuchac kobiet, a właściwie czytać kobiety...

Poczucie bezpieczeństwa? Hm... Czym jest dla kobiet poczucie bezpieczeństwa?

Mam złe doświadczenia moze.. ale z moich obserwacji że uczucia dla większości kobiet nie mają nic wspólnego z bezpieczeństwem. Rzadko wbieraja szalenstwo i uczucia, np. pewne uczucia ale nie pewne zycie. Starsznie mnie to martwi, bo z mojego punktu widzenia uczcia to bezpieczeństwo a nie...

Odpowiedz
agie 2011-06-07 o godz. 23:44
0

Z perspektywy czasu i wydarzen uznaje singlowy okres mojego zycia, za jeden z najlepszych.I wcale nie chce powiedziec, ze mi sie w zwiazku nie uklada albo jestem nieszczesliwa.
Jestem szczesliwa inaczej.
Ale wszystko zalezy od czlowieka. Ja uwielbiam z zasady byc sama,samodzielna. Najchetniej sama decyduje o wszystkim. Nie lubie duzo gadac a za to lubie duzo czytac. Chyba jestem egoistka...
Jak moj maz ze mna wytrzymuje????

Odpowiedz
namaah 2011-06-06 o godz. 08:49
0

nadal jestem singlem..

i wiecie co? po raz pierwszy zaczynam to doceniać.. delektuję się każdą wolną chwilą... staram się cieszyć małymi drobiazgami..zaczytuję się w książkach.. dużo ćwiczę.. jednym slowem: zmieniam siebie na lepsze.. i zaczyna mi się to podobać..

a inni mężczyźni? owszem.. spotykam się, poznaję różnych.. ale wiem ze to jeszcze nie ejst "to" :)

Wolę dłużej pobyć sama... i dopiero wtedy spotkać kogoś, z kim reszta życia będzie fajną przygodą ;)

Nic na siłę :)

Odpowiedz
Arkadia81 2011-06-06 o godz. 03:18
0

a ja mimo wszystko mam dosyć bycia samej!

Odpowiedz
Gość 2011-06-05 o godz. 21:45
0

Princesska napisał(a):Singielki, powiem Wam tyle... W zwiazku serce może czuć większą pustkę, niż kiedy jest się singielką...
święte słowa niestety
tylko czasem skazujemy się na taką samotność żeby nie być samemu
czy dobrze, nie wiem, ale często tak jest

Odpowiedz
Reklama
Och 2011-06-03 o godz. 07:23
0

Ja singluję od 1,5 roku. I coraz częściej dochodzę do przekonania, że facet mi do szczęścia niepotrzebny.
A z drugiej strony, chciałabym żeby moje dziecko miało kiedyś "normalną" rodzinę. Cóż, może jeszcze mi się odmieni.

Odpowiedz
Arkadia81 2011-06-02 o godz. 22:53
0

fajnie że okdkopałyście wątek.

U mnie w sprawach sercowych nadal bez zmian . Pusto i nudno... :|

Odpowiedz
Gość 2011-06-02 o godz. 08:53
0

:goodman:Melasia, Karolt - moze zalozymy nowy wątek pt. "Samotne w związkach" ?? :) Taki czarny żart na koniec dnia... Podsumowanie mojego dzisiejszego, wisielczego humoru.

Z jednej strony ciesze sie, ze nie jestem sama z moimi odczuciami. Ale z drugiej boli mnie okrutnie to, ze nie tylko mnie samotnosc łapie w związku wlasnie... Ide spać, może jak wstanę to inaczej spojrzę na świat.
Z resztą, nie może tylko na pewno!! :stokrotka:

Odpowiedz
melasia1980 2011-06-02 o godz. 06:41
0

Princesska niestety wiem o czym mówisz. Niby od roku singielką nie jestem, ale nadal się czuję samotna - może nawet bardziej niż kiedyś. Obecny związek zupełnie nie spełnia moich oczekiwań i w sumie trawm w nim nie wiem dlaczego - ogarnęła mną jakaś dziwna bezwładność i nie mam siły na wyrwanie się z niej....

Odpowiedz
karlot 2011-06-02 o godz. 06:39
0

Hmm, czasami miałam (mam ;) ) podobne odczucia. Kiedy wiesz ze mozesz polegać wyłącznie na sobie, wiesz na czym stoisz. A tak, chcesz zaufac i często sie zawodzisz Ech gdzie Ci faceci co daja poczucie bezpieczeństwa.....

Odpowiedz
Gość 2011-06-02 o godz. 06:10
0

Wiecie co...

Od 5 miesięcy jestem w związku.
Ale nie wiem, czy nie lepiej byc singlem. Bo wtedy liczysz tylko na siebie i wiesz, ze sama siebie raczej nie zawiedziesz i wiesz, czego sie mozesz po sobie spodziewac. A z nim? Licze na niego i mnie zawodzi.

Czuje sie w zwiazku bardziej samotna, niz kiedy byłam singielką.

Nigdy nie myślałam, że dojdę do takiego gorzkiego wniosku :(

Ileż można dawać bez otrzymywania w zamian? Ileż można tłumaczyć faceta?

Singielki, powiem Wam tyle... W zwiazku serce może czuć większą pustkę, niż kiedy jest się singielką...

Odpowiedz
karlot 2011-01-04 o godz. 22:14
0

Pozdrawiam mikołajowo wszystkie single i singielki!!!

Odpowiedz
Malgosia_S 2011-01-04 o godz. 08:17
0

Witam! Ja tez singielka - nie z wyboru ale tak sie jakos ulozylo. Jeszcze do niedawna mialam nadzieje ze bliska mi osoba w koncu zacznie odczytywac moje sygnaly wyraznie wskazujace na to ze mi na niej zalezy ale NIC! W koncu zwiazal sie z inna dziewczyna a ja doszlam do wniosku ze skoro nie chce mnie jako dziewczyny to kolezanka jego tez nei bede. I musze przyznac ze jakos mi go nie brakuje. Staram sie ignorowac go i dac mu do zrozumienia ze ja nie chce mic z nim juz nic wspolnego. zobaczymy kiedy sobie to uswiadomi. Mieszkam za granica, jestem tu sama. Mam wprawdzie przyjaciol ale przydalby sie ktos kto by przytulil i pocieszyl. A tu nikogo nie ma. Moja przyjaciolka mowi ze to wszystko przez to ze inni postrzegaja mnie za osobe zbyt samodzielna ( no a jaka mam byc skoro wszystko jest na mojej glowie??? ) Co ma byc to bedzie, niebo znajde wszedzie!

Odpowiedz
karlot 2010-12-01 o godz. 21:54
0

namaah podobna historia i mnie spotkała, dokladnie 2 lata i 4 miesiace temu. Powoli....ale do przodu. Z bólem......ale drobnymi kroczkami do pewnego stopnia wiarę w ludzi mozna odzyskac.
Ogólnie, my kobiety jestesmy silne ;)

Odpowiedz
namaah 2010-11-29 o godz. 07:15
0

melduje się kolejny singiel ;)

miał być ślub.. była wyznaczona data, wybrana suknia, przygotowania w toku.. i nagle narzeczonemu się to odwidziało..
powód? bezsensowny..

nie muszę pisać jak się czuje w takiej sytuacji kobieta.. bo nikomu tego nie życzę..

najbardziej tylko żałuję, że nie odeszłam od Niego w dniu w którym usłyszałam "chyba odwołam ślub"..

jakiś czas później wszystko sie rozsypało..
powód? jeszcze bardziej bezsensowny..

bardzo długo nie chciałam uwierzyć w to, że najcudowniejszy człowiek na ziemi potrafił mnie bardzo skrzywdzić..
bardzo długo po rozstaniu walczyłam o nas.. w myśl zasady "że jak przetrwamy ten kryzys to później będzie juz tylko lepiej"

hah.. powinnam się chyba śmiać ze swojej naiwności..

jestem singlem od 7 m-cy ;) dopiero od niedawna jestem pogodzona z tym, że jednak ten jedyny nie okazał się Tym Jedynym..

dochodzę do wniosku że bycie singlem nie ejst złe.. szkoda tylko że po tym wszystkim traci się wiarę w ludzi..
na dzień dzisiejszy mam przyjętą postawę " nie pozwolę żeby ktoś zbliżył się do mnie na tyle blisko, żeby mnie znów zranil"..

to minie?

Trzymajcie sie kobietki! życie bywa zaskakujące.. i to w pozytywnym tego słowa znaczeniu :)

pozdrawiam

Odpowiedz
promis 2010-11-27 o godz. 17:56
0

Dziewczyny a moze trzeba spojrzec na to zupelnie innej strony... na bycie singlem oczywiscie. Ja mimo to ze czasami mam forme spadkowa i lapie dola to mysle ze bycie singlem jest conajmniej fajne, otoz nikt mi nie narzeka, nie gada i nie zawraca tylka, nie robi problemow, nie jest zazdrosny /a fececi w wiekszosci robia to notorycznie/... Mieszkam sama, robie co chce, keidy mam ochote wychodze, kiedy nie mam leze w lozku, chce isc do kina to ide nie musze nikogo prosic o to...Mam super przyjaciol ktorzy sie o mnie troszcza, fantastyczne rodzenstwo i rodzicow... Wszytskie pary- bo w moim wieku raczej singli malo jest, aczkowiel coraz wiecej- zapraszaja mnie obiadki, wpadaj na obiadki do mnie, chca byc o 17 ok o 24 tez w porzadku /eks mezowi dzialalo to totalnie na nerwy/... Spelniam sie i realizuje...Ja potrzebuje sobie przypomniec jacy panwie sa "durni" spotykam sie z kims troche i dochodze do takich samych wnioskow...bycie z kims dzis to nie moja bajka....

A dodam jedno singlem jestem od 1.5 roku....

sciskam panie :)

Odpowiedz
Arkadia81 2010-11-27 o godz. 05:46
0

Nabla napisał(a):
Ejże, od kiedy 26 lat to już kraina cienia?

ja juz widze drzwi tej krainy hehe.
Wiesz ja miesiąc temu skończyłam 26 lat i tak jak wspominałam nigdy nie miałam chłopaka z którym mogłabym pojść do kina, poczuc się kochana, czy nawet posiedziec przed telewizorem pod kocykiem w kratę.
Dlatego coraz bardziej widzę to wszytsko w ciemnych barwach. Do tego bura jesień nadeszła, co jeszcze bardziej mnie dołuje.

Odpowiedz
Gość 2010-11-26 o godz. 06:10
0

tygrysica napisał(a):starzeję się... niedługo 26te urodziny i pewnie znów spędzę je przed telewizorem z kotem na kolanach...
Jeszcze kocyk w kratkę i robótkę w ręce i będziesz jak z obrazka :lizak:

Ejże, od kiedy 26 lat to już kraina cienia?

Odpowiedz
Arkadia81 2010-11-26 o godz. 05:32
0

i do togo kazdy dzień do dnia podobny...

wiele osób uważa że sie użalamy nad sobą i nic w tym kierunku nie robimy. Ale tak nie jest. ja się smutam tylko jak jestem sama , albo jest własnie sobota wieczór, i nie mam co robić. Znajomi - Pary raczej wola spedzac weekendy sam na sam.

Odpowiedz
tygrysica 2010-11-26 o godz. 05:14
0

a mi jakoś smutno...

byłam dziś z wizytą u kuzynki (ślub za rok), była moja druga kuzynka (mężatka, dzieciata) i jakoś tak mi głupio było...

brakuje mi Tego Kogoś...
starzeję się... niedługo 26te urodziny i pewnie znów spędzę je przed telewizorem z kotem na kolanach... :(

Odpowiedz
Torfinka 2010-11-26 o godz. 04:15
0

ja też się niestety powoli przyzwyczajam, chociaż perspektywa nie posiadania osoby której mogę ufać, polegać, dzielić codzienność strasznie mnie przeraża, często zastanawiam się dla kogo i po co żyję.... bo wymarzona rodzinka jest nierealnie dalekoooooo

Odpowiedz
melasia1980 2010-11-26 o godz. 02:53
0

ARkadia - świetnie Cię rozumiem...

Ja co prawda spotkała w swoim życiu jednego faceta, który kochał mnie ze wzajemością, spędziliśmy ze sobą prawie 6 wspaniałych lat...Było wspaniale, ale nie wyszło.

Od ponad roku jestem sama i też czuję się jak powietrze. Wszyscy mówią, że jestem interesująca, atrakcyjna i takie tam....ale co z tego. Przez ten czas żaden facet nawet nie zaproponował mi spotkania....Smutno mi strasznie i coraz mniej wierzę, że kiedyś będzie inaczej. Jestem raczej na etapie przyzwyczajania się, że tak będzie zawsze... :(

Odpowiedz
Arkadia81 2010-11-26 o godz. 00:04
0

no włąsnie widzisz ja nie szukam jej na siłe. Nie siedze na czatach w internecie nie chodzę do Klubów z myślą : musze dziś kogoś poznać.

Spotykam się ze znajomymi, chodze na imprezy ale czuję się jakbym była przeżroczysta.
I tego właśnie nie rozumiem co ze mną jest nie tak

Odpowiedz
ZalEwka 2010-11-25 o godz. 17:37
0

Mnie facet zostawił w czerwcu tego roku po 10-letniej znajomości w tym 6 latach malżeństwa. Myslalam że świat mi się zawalił. Praktycznie rozwaliło się wszystko w co wierzyłam. Byłam rozżalona, zdezorientowana - 30 lat w tym roku kończę i od kilku lat ciśnienie mam na dziecko i szczęśliwą rodzinną sielankę. No i co ?? jest października a ja mam kogoś wspaniałaego, kochanego, dla którego jestem najważniejsza na świecie i pomimo że nie tak dawno jak sam twierdzi nie lubil dzieci i nie chcial ich miec, pod moim wplywem czy też urokiem - zachciał. Mało tego ja absolutnie nie naciskałam i nie mówiłam mu że bardzo chcę, racej bardzo sceptycznie do tego podeszłam i oświadczyłam zresztą w zgodzie ze sobą że kiedyś chciałam ale nie wyszlo więc trudno. Teraz już nie zależy mi aż tak bardzo. W tej chwili to on bardzo chce już , natychmiast :) A ja nie podchodzę do tego tak jak kiedys, nie nakręcam się czekam co przyniesie los. To prawda ze miłości nie należy szukać na siłę - przyjdzie sama tak jak do mnie przyszła :)

Odpowiedz
Arkadia81 2010-11-25 o godz. 03:08
0

przekopałam cały wątek.
Zapisuję się do tego klubu singli. Pasuje jak ulał. Mam mnóstwo znajomych, kilkoro zaufanych przyjaciół, fajna rodzinkę. Niby wszytsko ok, ale nie jest.
nie wiem co ze mna jest nie tak ale w życiu nie spotkałam żadnego mężczyzny który by mnie kochał i dbał o mnie. Nie wiem co to znaczy miłośc ze wzajemnością. Kazdy się dziwi bo niby jestem naromalną, fajna i zawsze uśmiechniętna dziewczyną. Tylko ten uśmeich schodzi wieczorową porą jak siedzę sama w domu. Jeszcze gorsze są weekendy...

mam nadzieję że w końcu zła karta sie odwrócą i po 7 chudych latach nadejdą te lepsze.

no to się wygadałam i jest mi ciut lepiej

Odpowiedz
Torfinka 2010-10-02 o godz. 02:46
0

a wracając do tematu przewodniego tego wątku...

bardzo fajny artykuł znalazłam, o związkach i rozstaniach...
http://kiosk.onet.pl/charaktery/1353181,1252,1,artykul.html
polecam

Odpowiedz
Gość 2010-10-01 o godz. 01:48
0

Maura napisał(a):Fajny! Nikt nie hałasuje, dzieci sąsiadów nie bawia sie w dom pod twoimi drzwiami.
... tylko pod Twoją podłogą ;)

Odpowiedz
Gość 2010-09-30 o godz. 21:56
0

Fajny! Nikt nie hałasuje, dzieci sąsiadów nie bawia sie w dom pod twoimi drzwiami.

Odpowiedz
Gość 2010-09-30 o godz. 21:17
0

e, toż to takie wąskie jest - wcale bym nie chciała. Poza tym - jakoś tak z dala od społeczeństwa...

Odpowiedz
Kajko 2010-09-30 o godz. 20:34
0

morza szum, ptaków śpiew...

Odpowiedz
DobraC 2010-09-30 o godz. 06:22
0

rodzi sie we mnie zazdrosc..... :)
http://dom.gazeta.pl/nieruchomosci/1,73497,4444842.html

Odpowiedz
Gość 2010-07-28 o godz. 05:05
0

zgadzam sie , ze najlepiej przestac szukac , poprostu o tym zapomniec ale doskonale wiem jakie to trudne...

mam 26 lat jeden 2-letni zwiazek wiec szczerze mowiac praktycznie caly czas jestem sama.... nigdy nie bylo to dla mnie problemem bo dookola mnie jest mnostwo ludzi przyjaciół, znajomych z pracy, studiow.

do calkiem niedawna bylam pewna , przekonana ze napewno poznam kogos fajnego i ze taki ktos gdzies tam jest tylko jeszcze nie znalazl drogi...

do momentu kiedy pojawil sie on, zrobil mi w ciagu 6 miesiecy przyslowiową "wodę z mozgu" a miesiac temu pokazala zdjecie swojej narzeczonej...

hmmm... brak słów
ale tak naprawde to najbardziej jest mi szkoda tej jego narzeczonej

a teraz to juz nie wierze w uczciwych facetow ... poprostu nie wierze

pozdrawiam

Odpowiedz
Katy74 2010-07-27 o godz. 21:17
0

a najgorsze jest, to że ja to wszystko wiem:
1. nie szukac na siłę
2. znaleźć sobie hobby
3. zająć się sobą, w sensie zadbać o swój wygląd, a co za tym idzie i lepsze samopoczucie
4. nie zamykać się w domu
5. myślec pozytywnie

tylko nie zawsze to jest takie proste do zrobienia
wiem wiem, nikt nie mówił że będzie łatwo

i neiwtety dosyc często dopada mnie myśl że to ze mna jest coś nie tak i nawet czasami myslę o tym, że może powinnam pójśc do psychologa...

ehhh życie....................

Odpowiedz
kalin_ka 2010-07-21 o godz. 03:41
0

dziewczyny - jest takie stwierdzenie, iż najlepiej przestać szukać....to wtedy się samo znajdzie. oj wiem - wkurza takie gadanie, bo mnie wkurzało swego czasu. a swoje przeżyłam - odwołany ślub, zawiedzione nadzieje i serce, ogromny ból, pytanie "dlaczego"? dlaczego ja? przecież dookoła tylu odpwoiedzialnych facetów którzy kochaja swoje kobiety - dlaczego mnie akurat spotkał ktoś kto wszystko rozwalił? niepewność że może to ze mna coś nie tak?....itp itd. i owszem obwawa, że nie będę potrafiła wejść w nowy związek, zbudować go......
...........
obawa czasem pozostaje - ale myslę sobie ludzka rzecz, taka obawa.
................
nie szukając i trochę szukając ;) poznałam kogoś po kim nie spodziewałabym się że się z nim zwiążę - ot każdy tylko nie on. no i stara maksyma się sprawdziła - odetchnij, zajmij się czymś innnym - ale pozostań otwarta na nowe - życie potrafi zaskoczyć...również pozytywnie :)

Odpowiedz
Ofelia 2010-07-20 o godz. 21:04
0

karlot :usciski: mi jako singelce też się ostatnio nie układa. Porażka za porażką... ale musimy iść dalej.
karlot napisał(a):i jaką ma się gwarancje ze nawet jak będe udawać to facet i tak się nie znudzi, jak juz dopnie swego.
Nie mamy takiej gwarancji. Ale jeśli to TEN to wszystko samo przyjdzie... bez próbowania, ciągłego myślenia "a jak mnie zostawi". Tak przynajmniej mi się zdaje. Kobiecie, która ciągle trafia na nieodpowiednich lub takich co jej nie chcą

Odpowiedz
karlot 2010-07-20 o godz. 17:23
0

I znowu to..."najgorzej po nieudanych próbach". Ja nie wiem czy ja nie potrafię rozgrywać takich rzeczy, czy jak mi zależy mam udawac że nie, trzymac jak najdłuzej w niepewności...i jaką ma się gwarancje ze nawet jak będe udawać to facet i tak się nie znudzi, jak juz dopnie swego.
Mam dość próbowania, juz nie chcę więcej się tak czuć :( Przez kilka godzin czułam to co kiedys, dawno temu i teraz znów to samo..popieprzone to wszystko

Odpowiedz
Torfinka 2010-07-11 o godz. 23:14
0

z tym egoizmem to dość skomplikowana sprawa...
przecież nie mówimy o tym, że "to moje kredki i nie dam ci!", dla mnie ten egoizm (teraz zaczynam się zastanawiać czy to właściwe słowo) to raczej zaspokajanie własnych potrzeb - lubię książki= czytam je itp, chodzi o rozwój odobisty... realizowanie siebie...

jak jest się w związku to jakoś czas leci razem jakby przez palce, nie ma czasu na własne zachcianki bo trzeba liczyć się z drugą osobą, ja (a z moich obserwacji wynika że to tendencja płci pięknej) odstawiałam swoje potrzeby na dalszy plan,
a od czasu jak jestem sama odkryłam w sobie nowe zainteresowania (i niewynika to z tego że muszę na siłę robić "coś") brakuje mi czasu na wszystko...

Odpowiedz
Gość 2010-07-11 o godz. 21:34
0

ja tez spotykałam sie z wieloma znajomymi parami.. i nie czułam się jak piąte koło u wozu..
owszem bywało mi smutno jak widziałam jak oni siedzą, trzymają się za ręce czy przytulają, czasem zazdrosciłam.. ale przechodziło. Cieszyłam sie, bo to moi przyjaciele, dobrzy znajomi i fajnie, ze im sie układa :)

Często tez spedzałam tak czas i nieustannie zanudzałam ich swoimi dołami, marudzeniem.. i czasem mowili mi wprost, ze za duzo o tym gadam, ze marudze.. nie rozumieli mnie.. ale tez i mieli racje. Byłam monotematyczne, nudna i marudna. (na szczescie nikt sie ode mnie nie odwrocił ;) bo znali mnie juz wczesniej jako "normalną" ;) - bo bedąc singlem czsaem zachowywal sie jak wariatka lol - te marudzenie wieczne..)
Potem juz tak jak Karlot.. zaczęłam to wszytsko olewac, mieć to gdzieś.. nie chciało mi sie marudzic, bo nikt nie słuchał, bo zrobiło sie to nudne, odstraszające. Takie marudzenie nic mi nie przyniosło. Stałam sie obojętna, co ma byc to bedzie, juz nie miałam sił na szukanie, na poznawanie, na setną z kolei pierwszą randke, ktora i tak konczyła sie fiaskiem
Ta olewka pozwoliła mi odetchnąc troche (co nie znaczyło, ze ciagle nie myslalam gdzies tam w głębi o tym "gdzie ten jedyny") i spotkac Go :)

Co do tego robie "czegoś" by nie robic "nic"
No fakt tez tak robiłam, bynajmniej na początku. Robiłam cokolwiek, by nie czuc tej pustki, by zając jakos czas, bo lepiej było poczytac chocby nudną ksiazke, czy isc na samotny spacer, niz siedziec i gapic sie w sciane...
Ale po jakims czasie te robienie "czegos" mnie zaczeło pochłaniać, zabierac coraz wiecej czasu i energii, ze stało sie celem samym w sobie, a nie tylko tym, by nie robic "nic"
Wymagało to poswiecenie i robienia tego co mi daje satysfakcje, radosc i co zajmuje duzo czasu i energii. Wtedy skoncentrowalam sie na tych sowich zajęciach i drobnych celach, a nie na tym, by jak pisze Karlot robic "cos" by nie robic tego "nic".

Nie wiem, moze to zalezy od indywidualnego podejscia, od zajęc, od mozliwosci..
ale ja tez mieszkam w małym miescie, gdzie wydawałoby sie nie ma nic dla mnie co by zajęło moj czas i dało mi radosc.

Co do zdobycia doswiadczenia, dojrzenia do nowego związku...
ja wręcz przeciwnie, stalam sie mniej egosityczna, a bardziej skoncentrowana na partnerze. Mysle, ze zdrowo :) Nie poswiecam sie nie wiadomo jak, ale nie patrze tylko na swoje dobro i wygode.
Po poprzednim zwiakzu i kilku nieudanych probach dostalam wielkiego kopa... i to mnie nauczyło..

No i akceptacja drugiej osoby, bo nie ma ideałów, bo czepianie sie nie przynosi nic dobrego, bo sama nie jestem wspaniała, bo trzeba, bo chce!! cieszyc sie tym co mam :)

Odpowiedz
sarenka24 2010-07-09 o godz. 18:58
0

ale ja wcale nie jestem smutaskiem. Jak spotkam sie z przyjaciółmi albo poznaję nowych ludzi o każdy sie dziwi ze ja jetsem sama. Mi poznawanie nowych miejsc ludzi , spotkania z przyjaciólmi daja mi wiele radości i podnoszą na duchu. Ale czasem przyjdą takie chwile, dnie że poprostu wyć sie chce.
dla mnie ten rok jest inny, bo ja chyba nie umniem zyć sama, dlatego tak mi cięzko i trudno przywyknąć do zaistaniełej sytuacji.

wiem że trzeba patrzeć na wszytko bardzo optymistycznie.
obiecuję poprawę
Mam nadzieję że teraz to bedzie juz tylko lepiej :)

Odpowiedz
Torfinka 2010-07-09 o godz. 18:40
0

Sarenka,
nie spuszczaj nosa na kwintę (łatwo powiedzieć - trudniej zrobić), nawet jeśli poznajesz nowych ludzi a jesteś smutaskiem to szanse są nikłe na jakiś związek
nikt nie lubi pochmurniaków, dlatego spoójrz na ten rok w bardziej pozytywnym świetle, jest ono na pewno, tylko trzeba się postarać to zobaczyć...
ja zobaczyłam wiele pozytywów po rozstaniu z P, oczywiście nie od razu i płacz był i długo znajomi nie mogli mnie postawić na nogi....

kiedy przestało się nam układać zaczęłam czytać.... poradniki... wiecie... babskie podejście: coś jest nie tak, muszę to naprawić
no i trafiłam na Johna Gray'a - polecam gorąco! i tak mi się rozpadło, ale przeżyłam to z innym nastawieniem i jakoś chyba spokojniej...
a jesgo książkę "jak mieć to czego się pragnie i pragnąć tego co się ma" właśnie mam przed sobą (dostałam od byłego ) ;)

Odpowiedz
melasia1980 2010-07-09 o godz. 06:02
0

Pisząc o "studenckim szaleństwie" nie miałam na myśli dyskotek i takiego typowiego imprezowania - to już chyba dawno wywietrzało mi z głowy (choć chyba nigdy za taką formą rozrywki nie przepadałam), ale właśnie to "ciągłe bywanie gdzieś".

A to rower, a to narty, a to kręgle, a to spontaniczny wypad do Francji, a to.......Zawsze coś się wymyśli.....Jeśli chodzi o bycie piątym kołem u wozu, to nie myśl, że nim jesteś, bo z reguły tak się wydaje tylko tym trzecim, a pary wcale tak tego nie postrzegają (no chyba, że rzeczywiście zaplanowały sobie romantyczny wieczór we dwoje). Jak jeszcze byłam z moim ex, to bardzo często chodziliśmy gdzieś we 3 (wraz z moją siostrą) i nigdy nie pomyślałam o niej, jak o 5 kole u wozu (choć on często tak mówiła).... :)

Odpowiedz
sarenka24 2010-07-09 o godz. 04:20
0

karlot napisał(a):
Super- mam mnóstwo pomysłów, również podróżuję, studiuję. I co z tego? Wcale nie czuje, żeby w jakiś sposób poprzez takie "rozwinięcie skrzydeł" mnie to uszczęśliwiało. Po prostu robię "coś", zeby nie robic "nic"- bo chcę mieć jednak poczucie ze nie marnuje całkiem życia.
Szczerze to zaczynam mieć takie momenty gdzie mam to wszystko w d.......Juz mi się nie chce płakać czy śmiać- po prostu pasuje, nie mam siły. Juz nawet się nie żalę, a na pytania jak jest odpowiadam świetnie czy w porządku...bo chyba nie chce mi sie marudzić.
Najgorzej jest po kolejnych nieudanych próbach. W necie sami "dziwni"faceci, w pracy baby, na studiach też kobitki.
Liczę na cud, na nic innego juz chyba nie mogę.

mam dokładnie to samo. Robię 'coś"żeby nie robic "nic".

niby wszedzie mnie pełno, ale i tak zawsze jestem sama.
dla przykładu jest sobota godzina 19:35, wielka impreza w miescie.A ja co?siedze sama w domu , z dwójką przyjaciół: komputerem i telewizorem!

znajomi-same pary, nie chce byc piatym kołem u wozu i psuć nikomu romantycznego wieczoru. Tak więc spędzam wieczór jak co dzień.

Ja w czasach studenckich dużo szalałam więc imprezy i dyskoteki są już chyba nie dla mnie. Owszem lubie pójść na piwko ze znajomymi ( a ostatnio zdarza sie to bardzo rzadko), ale tak jak wspominalam sa to paty, małżeństwa, moje trzy przyjaciółki wyjechały do Anglii.
Najgorsze jest to że ja nie umiem zyc w takiej samotności.
Wizja spędzenia takiego lata mie po prostu przeraża

Odpowiedz
Gość 2010-07-09 o godz. 04:00
0

dziewczyny, życze Wam duuuuuuuuuuużo szczęścia :D :D :D

Będzie ok, trzymam moooooooocno kciuki :)

Odpowiedz
karlot 2010-07-09 o godz. 03:57
0

Różnie to bywa...czasami "cos" samo przychodzi, czasami trzeba o to powalczyć. Myślę, ze nie ma żadnej reguły- owszem można mówić że jest większe prawdopodobieństwo poznania, zwiazania się z kimś gdy już zaakceptujemy naszą sytuację i zaczniemy cieszyc się życiem- nie zważając na to czy ten Ktos jest czy nie. Jednak ja bym się obawiała po takich dwóch, trzech latach cieszenia się życiem, ze jednak marnowałam czas na coś co w sumie było fajne, ale to nie to co naprawdę może mnie uszczęśliwić.
Super- mam mnóstwo pomysłów, również podróżuję, studiuję. I co z tego? Wcale nie czuje, żeby w jakiś sposób poprzez takie "rozwinięcie skrzydeł" mnie to uszczęśliwiało. Po prostu robię "coś", zeby nie robic "nic"- bo chcę mieć jednak poczucie ze nie marnuje całkiem życia.
Szczerze to zaczynam mieć takie momenty gdzie mam to wszystko w d.......Juz mi się nie chce płakać czy śmiać- po prostu pasuje, nie mam siły. Juz nawet się nie żalę, a na pytania jak jest odpowiadam świetnie czy w porządku...bo chyba nie chce mi sie marudzić.
Najgorzej jest po kolejnych nieudanych próbach. W necie sami "dziwni"faceci, w pracy baby, na studiach też kobitki.
Liczę na cud, na nic innego juz chyba nie mogę.

Odpowiedz
melasia1980 2010-07-09 o godz. 03:31
0

Sarenka - głowa do góry!!!

U mnie też był płacz, samotne wieczory, straszliwa pustka....I nawet teraz mi się to zdarza, mimo, że nie jestem sama. Jakoś ciągle wracam myślami do tych 6 lat, które naprawde były dobre, ale nie wyszło...Nasz ślub byłby za 2 miesiące i jak o tym myślę, to oczy nabiegają łzami...Ale staram się wziąć życie w swoje ręce i cieszyć z tego co tu i teraz...

Uznałam, że muszę ten czas wykorzystać i chyba tak trochę nadrabiam czasy studenckie, kiedy to wpatrzona w mojego M. nie widziałam poza nim świata...Teraz bardzo dużo wyjeżdżam, spotykam się ze znajomymi, po 10 latach wsiadłam na rower i poszusowałam na nartach, chce jeszcze na spływ kajakowy wyruszyć....A życie....samo się ułoży - mam nadzieje, że dobrze :)

Odpowiedz
sarenka24 2010-07-09 o godz. 02:24
0

dołączam i ja.Aż dziwie sie sobie jak mogłam taki wątek pominąć.

moja historia w skrócie:
związek :ponad 5 lat ( z 1,5roczną przewą), ostatnie miesiące i czułam ze cos sie skończyło cos jest nie tak.
Ale to on podjął decyzje o rozstaniu. Mimo ze sie tego spodziewałam były łzy i próby odzyskania go poprzez różne strategie ( płacz, foch , obojetnośc itp)- bez skutku. Nasze drogi sie rozeszły, on jakos podtrzymywał i podtrzymuje kontakt. Dzis jesteśmy kumplami.

Od rozstania minął przeszło rok, za dwa tygodnie miałby odbyc sie nasz Ślub, a ja nadal jestem sama. Nie spotkalam jeszcze mężczyzny który by mnie w jakis sposób zainteresował, zaciekawił, zauroczył. To był poprostu smutny pusty rok.
Duzo podrózowałam i podrózuję, poznaję mnóstwo nowych ludzi i nic.
Nic mnie nie cieszy, bo nie mam z kim dzielic moich małych sukcesów i radości. Znajomi i przyjaciele są ale sporadycznie, zajęci własnymi sprawami.
Najgorsze są wieczory i weekendy, nie wspomne juz o milczącym telefonie i pustej skrzynce mailowej....
czesto zadaję sobie pytanie co ja robie źle, i kiedy spadnie na mnie to wielkie,głebokie uczucie?

Odpowiedz
melasia1980 2010-07-09 o godz. 01:04
0

No cóż Torfinka...spróbuj, a nóż (widelec) się uda :D

Jeśli chodzi o tą akcpetację, to zgadzam się w 100%. Zupełnie nie ma sensu robić burzy o przysłowiowe "skarpetki", a to właśnie one rozwaliły mój poprzedni związek...czasami lepiej przemilczeć, policzyć do 10 i wziąć głęboki oddech, zanim powie się o jedno słowo za dużo

Odpowiedz
Torfinka 2010-07-08 o godz. 22:24
0

dzięki :D

też doszłam do wniosku że egoizm to dobra sprawa ;) nie można się przecież kisić we własnym sosie jak sardynki w puszce...

jeszcze dodałabym całkowitą akceptację drugiej osoby... ze wszystkimi cechami za którymi się nie przepada, bo nie da się zmienić drugiego człowieka, z resztą nie po to się z nim wiąże

p.s.
ciekawe, czy jak sama założę wątek to szybciej kogoś znajdę.... :D

Odpowiedz
melasia1980 2010-07-08 o godz. 21:39
0

Tofinka - tak trzymaj!!!

Jako założycielka tego wątku doskonale rozumiem co masz na myśli. U mnie wiele się zmieniło, ale nadal jakos się z Wami dziewczyny utożsamiam.

Już nie jestem sama, ale nie dopadła mnie szalona miłość, nie spotkałam faceta, ktory na pewno będzie moim mężem. Jesteśmy razem jakoś tak siłą rozpędu - najpierw koledzy, potem przyjaciele, a teraz....Sami chyba nie wiemy do końca co nas łączy, ale chcieliśmy spróbować, żeby nie żałować, bo kto wie....Ale na pewno jestem zupełnie inna w tym związku - zaczęłam się bardziej koncentrować na sobie i stosować tzw "zdrowy egoizm", bo uznałam, że żeby być z kimś szczęsliwym trzeba pokochać siebie, a nie całe życie oddać tej drugiej osobie....

Odpowiedz
Torfinka 2010-07-08 o godz. 21:07
0

może jeszcze dodam że od 1,5 roku jestem sama i... czasem mam doła jak każda z nas, ale mam też mnóstwo pomysłów, planów, marzeń do realizacji o których nawet bym nie pomyślała będąc w związku.... :D po prostu ROZWINĘŁAM SKRZYDŁA będąc sama i życzę Wam tego samego

a moja połówka znajdzie się gdzieś... zapwene w najmniej oczekiwanym monencie, mocno w to wierzę!

Odpowiedz
Torfinka 2010-07-08 o godz. 21:02
0

cześć dziewczyny, przeczytałam cały wątek od początku.... poleciła mi go forumowa koleżanka bo .... ja też jestem singlem

po 4,5 letnim związku ciężko było mi się pozbierać
ale pozbierałam się, nie od razu... miało to kilka etapów:
1 o Boze jestem sama!, co ja zrobię, muszę szybko kogoś znaleść bo nie wytrzymam tej ciszy!!!
2 nie nawidzę go, wszystko było złe, to był wielki i długi błąd, czemu byłam taka głupia i nie zakończyłam teog wcześniej!!
nigdy więcej faceta!
3 w sumie były też dobre strony, dużo miłych wspomnień... ale z perspektywy czasu widzęze od początku było to szczeniackie zauroczenie
a w sumie to co? żle mi samej??! absolutnie nie :)
4 wyciągnęłam wnioski, pogodziłam się z tym co było, tym dobrym i tym mniej dobrym, ale przede wszystkim, tak jak już pisałyście skoncentrowałam się na sobie

i tak sobie myślę , że po rozstaniu trzeba przejść przez kilka etapów dochodzenia do siebie aby w którymś z nich zastanowić się CZEGO WŁAŚCIWIE JA CHCĘ?

i może mało skromnie powiem że już wiem czego chcę, nie , nie nie mówię tu jaki ma być ON!
wiem jaka ja mam być aby nie popełniać znowu tych samych błędów, jak być sobą i nie zatracić się w zapatrzeniu w Niego i nie stać się żepem przyczepioneym do psiego ogona

czy ktoś mnie rozumie...?

Odpowiedz
Katy74 2010-07-04 o godz. 23:57
0

zaczynam dzisiaj od wizyty u kosmetyczki, a potem pizza z koleżanka prz Magdzie M

zapowiada się miły wieczór :)

Odpowiedz
Gość 2010-07-04 o godz. 23:44
0

Oleta napisał(a):Katy74 napisał(a):tak czytam sobie Wasze posty i doszłam do wniosku, że macie rację

nie ma co szukać na siłę i w kazdym spotkanym facecie widziec potencjalmego kadydata na parrtnera zyciowego

i własnie postanowiłam zacząć od "skupienia" sie na własnej osobie, w sensie zadbania o siebie - zarówno zewnętrznie (kosmetyczka, ćwiczenia) jak i wewnętrznie/duchowo (wyjście z domu "do ludzi", spotkania z dawno niewidzianymi znajomymi, rozwijanie własnych zainteresowań)

bioorę się za pracę ;)

TAK TRZYMAJ!!! UŚCISKI :D

Katy74 :) takie postanowienie to bardzo dobry początek czegoś dobrego :)
Trzymnam kciuki za wytrwałość :)

Odpowiedz
Katy74 2010-07-04 o godz. 20:40
0

nie dziękuję ;)

Odpowiedz
Jo76 2010-07-04 o godz. 20:07
0

Powodzenia Katy74 :D

Odpowiedz
Gość 2010-07-04 o godz. 18:38
0

Katy74 napisał(a):tak czytam sobie Wasze posty i doszłam do wniosku, że macie rację

nie ma co szukać na siłę i w kazdym spotkanym facecie widziec potencjalmego kadydata na parrtnera zyciowego

i własnie postanowiłam zacząć od "skupienia" sie na własnej osobie, w sensie zadbania o siebie - zarówno zewnętrznie (kosmetyczka, ćwiczenia) jak i wewnętrznie/duchowo (wyjście z domu "do ludzi", spotkania z dawno niewidzianymi znajomymi, rozwijanie własnych zainteresowań)

bioorę się za pracę ;)

TAK TRZYMAJ!!! UŚCISKI :D

Odpowiedz
Gość 2010-07-04 o godz. 18:36
0

Jo76 napisał(a):
Jak widac kazdy ma inne podejcie. Moje zdanie juz znasz :D


Jasne! Każdy ma swoje zdanie i to jest fajne :)

Ale ja miałam na myśli singli, którzy "płaczą" od lat, że chcieli by być z kimś fajnym, a potem skreślają całkiem fajnych i wartościowych ludzi i nie dają szansy rozwoju ciekawym znajomościom, bo czekają na jakieś nieokreślone iskrzenie i chemię...

Może coś omijają? Może ta chemia by zaiskrzyła na czwartej randce?
Nie dowiedzą się, jak nie sprawdzą! :D

Odpowiedz
Katy74 2010-07-04 o godz. 18:06
0

tak czytam sobie Wasze posty i doszłam do wniosku, że macie rację

nie ma co szukać na siłę i w kazdym spotkanym facecie widziec potencjalmego kadydata na parrtnera zyciowego

i własnie postanowiłam zacząć od "skupienia" sie na własnej osobie, w sensie zadbania o siebie - zarówno zewnętrznie (kosmetyczka, ćwiczenia) jak i wewnętrznie/duchowo (wyjście z domu "do ludzi", spotkania z dawno niewidzianymi znajomymi, rozwijanie własnych zainteresowań)

bioorę się za pracę ;)

Odpowiedz
Jo76 2010-07-04 o godz. 06:48
0

Oleta napisał(a):
Jak ma iskrzyć to najlepiej umów się ze spawaczem ;)

A dzieki - juz dawno nie szukam
;)
Oleta napisał(a):
A przekonywać się do ludzi warto, bo czasem można się przekonać, że ktoś na pierwszy rzut oka zwyczajny będzie dla Ciebie właśnie TYM KIMŚ zupełnie niezwykłym...

Warto się przekonywać co mają ciekawego do powiedzenia, warto ich "rozpracowywać", poznawać - może być z tego znajomość, a nawet przyjaźń, może coś więcej - warto...

Na pewno nie warto człowieka skreślać po jednym spotkaniu bo "nie iskrzyło"...

Takie jest moje zdanie :)

Pozdrawiam - były singiel długodystansowy ;)

Jak widac kazdy ma inne podejcie. Moje zdanie juz znasz :D

Pozdrawiam - byly monogamista seryjny lol

Odpowiedz
Gość 2010-07-04 o godz. 06:32
0

Jo76 napisał(a):Wiesz - dla mnie tez tzw 'chemia' jest wazna. Jak na pierwszym spotkaniu nie iskrzylo to drugiego nie bylo.
Nie ma co na sile przekonywac sie do kogos, tylko dlatego, ze zegar biologiczny bije

Jak ma iskrzyć to najlepiej umów się ze spawaczem ;)

A przekonywać się do ludzi warto, bo czasem można się przekonać, że ktoś na pierwszy rzut oka zwyczajny będzie dla Ciebie właśnie TYM KIMŚ zupełnie niezwykłym...

Warto się przekonywać co mają ciekawego do powiedzenia, warto ich "rozpracowywać", poznawać - może być z tego znajomość, a nawet przyjaźń, może coś więcej - warto...

Na pewno nie warto człowieka skreślać po jednym spotkaniu bo "nie iskrzyło"...

Takie jest moje zdanie :)

Pozdrawiam - były singiel długodystansowy ;)

Odpowiedz
Jo76 2010-07-04 o godz. 06:10
0

Ulik napisał(a):
I pierwszy raz od dawna mi zalezalo, byłam cholernie zestresowana, a nasza piersza randka... nie nalezala do udanych ;) Oboje bylismy bardzo spięci, nie wiele rozmawialismy..
Ale cos mi mowilo, ze warto sie pospotykac jeszcze.

To jest wlasnie to co ja nazywam 'chemia' - bylas zestresowana, zalezalo Ci i chcialas sie dalej spotykac.
Gdybys ze spotkania wyszla z 'ziewem' na twarzy i marzyla, zeby goscia juz wiecej nie zobaczyc - nie byloby po co sie zmuszac do nastepnego razu :D

Odpowiedz
Gość 2010-07-04 o godz. 05:20
0

co do chemii...

też spotykałam się z wieloma.. i bywało różnie.. z jedym fajnie, z drugim mniej.. ale zawsze było tak.. raczej "swobodnie". Nie stresowałam się zbytnio tymi spotkaniami, nie starałam sie jakos specjalnie, nie kombinowałam jak tu wyjść najkorzystniej, bo... mimo, że szukałam, to jakos mi nie zależało akurat na tych z ktorymi sie spotykałam.
Rozni byli i fajnie byli, i myslalam sobie, ze fajnie byloby byc z takim, potem rozpaczalam jak oni rezygnowlai ze mnie..
Jak mi smutek przechodził cieszyłam sie, bo faktycznie u kazdego brakowało tego czegoś.

Az w koncu poznalam M. Wymienilismy kilka meili (nie poznany w necie, kontakt do mnie dostal od kolezanki, a mojej kuzynki).. bardzo mi sie sposobały, postanowilismy sie spotkac...
I pierwszy raz od dawna mi zalezalo, byłam cholernie zestresowana, a nasza piersza randka... nie nalezala do udanych ;) Oboje bylismy bardzo spięci, nie wiele rozmawialismy..
Ale cos mi mowilo, ze warto sie pospotykac jeszcze. I 2, 3 kolejne randki były podobne, dosc sztywno i obawilam sie nudy. Ale było jakieś takie "cos", nie chemia, nie motylki.. tylko jakis wewnetrzny głos, nie wiem...
I zrobiło sie swobodnie, bardzo przyjemnie, fajnie, miło :) I chemia tworzy sie dopiero teraz :) i jest :)

TRudno wiec ocenic po 1 wrazeniu i oczekiwac od razu fajerwerków, bo mozna ominąć cos wartosciowego.
A nawet jelsi nie.. to warto pospotykac sie wiecej niz 1 raz, by sie faktycznie przekonac. Przeciez kilka pierwszych randek do niczego nie zobowiązuje

Odpowiedz
Jo76 2010-07-04 o godz. 04:51
0

Oleta napisał(a):
"No ale nie było chemii..." :o Z trudem powstrzymałam się od rady, żeby na następnej randce poczytał sobie z dziewczyną tablicę Mendelejewa jak mu chemii za mało...

Jak mam staremu chłopu tłumaczyć, że na pierwszej randce bywa sztywno, ludzie są spięci, że trzeba trochę więcej czasu, żeby się poznać itp. ?


Wiesz - dla mnie tez tzw 'chemia' jest wazna. Jak na pierwszym spotkaniu nie iskrzylo to drugiego nie bylo.
Nie ma co na sile przekonywac sie do kogos, tylko dlatego, ze zegar biologiczny bije

Odpowiedz
Gość 2010-07-04 o godz. 01:34
0

Masz rację Ulik - zgadzam się z przedmówcą w całej rozciągłości.

A tak mnie wzięło na wypowiedzi w tym wątku, bo ostatnio zdarzyło mi się rozmawiać z kilkoma zdesperowanymi singlami...

Z jednej strony rozumiem ich - w końcu z małymi przerwami "singlowałam" ponad 30 lat, ale czasem... Ręce opadają...

Np. mój rodzony kuzyn - facet po trzydziestce, mówi mi, że desperacko szuka dziewczyny i z ostatnim roku był na prawie stu( ) pierwszych randkach i z ani jedną dziewczyną nie umówił się drugi raz.

"Jak to? - pytam zdumiona - to chyba niemożliwe, że ze stu dziewczyn i stu randek, wszystkie były beznadziejne???"

"No ale nie było chemii..." :o Z trudem powstrzymałam się od rady, żeby na następnej randce poczytał sobie z dziewczyną tablicę Mendelejewa jak mu chemii za mało...

Jak mam staremu chłopu tłumaczyć, że na pierwszej randce bywa sztywno, ludzie są spięci, że trzeba trochę więcej czasu, żeby się poznać itp. ?

Albo koleżanka - kobieta ładna, inteligentna, miła i atrakcyjna. Przychodzi ostatnio na imprezę w towarzystwie b.miłego przystojniaka, ewidentnie w nią wpatrzonego. Pytam ją, czy coś z tego będzie, a ona "Chyba nie, bo on jest tylko o 5 cm ode mnie wyższy" Szczęka mi opadła... Sama nie wiem - może to miał być żart (choć nie odniosłam takiego wrażenia...)

No i co z takimi zrobić...? Czy oni naprawdę chcą kogoś znaleźć, czy tylko tak mówią...? :(

Odpowiedz
Gość 2010-07-04 o godz. 00:53
0

Oleta napisał(a):Hmmm... No właśnie mam wątpliwości co do tego "nie szukaj - sam się znajdzie" - pewnie, że tak bywa i to nie jest wykluczone, ale...

Tak na zdrowy rozum - w każdej dziedzinie nżycia, żeby osiągnąć sukces, trzeba się namęczyć (choć trochę ;) ) i dać coś z siebie, więc czemu w dziedzinie związków damsko - męskich miałoby być inaczej...?

...

ale szukanie miłości to nie to samo co powiedzmy.. szukanie pracy. Tu trzeba wykazac sie pewnymi kwalifikacjami, umiejętnosciami, wiedzą itp itd.. i pracy się SZUKA, jest sie nadgorliwym, łazi sie do firm, roznosi swoje dokumenty, przypomina o sobie, dzowni... i w tej dziedzinie jets to dobre, pożądane, a nawet konieczne..

a miłość dopada sama..
"praca" to dbanie o siebie, zarowno w sensie fizycznym, jak i intelektualnym, dbanie o swoje hobby, o swoje przyjaznie, znajomosci..
tylko taka zadbana będziesz atrakcyjna dla mężczyzn..

Postawmy się po drugiej stronie.. czy zainteresował by nas marudny, zdesperowany i smutny mężczyzna, czekający jedynie na swoją połowke i nie robiący w zyciu nic wiecej?

To prawda, ze aby cos osiągnąć trzeba sie wysilić, to prawda..
ale samo zdobycie faceta to dopiero połowa sukcesu. Prawdziwa "praca" jest nad związkiem, utrzymaniem poprawnych stosunkow, kompromisy itp itd....

(ale sie rozkręciłam w wątku... ale doskonale rozumiem... sama byłam sama, sama wiem jak to jest, jeszcze kilka stron wstecz, w tym temacie, narzekałam, żaliłam sie, przezywałam...
A teraz chce pomoc. Wiem, z eto nie wiele.. i za nikogo nie znajde faceta.. ale mam nadzieje, ze moje rady komus pomogą chocby w najmniejsyzm stopniu :) )

Odpowiedz
tygrysica 2010-07-04 o godz. 00:29
0

właśnie idę na masaż... a co! należy mi się odrobinka relaksu.. :)

Odpowiedz
Gość 2010-07-04 o godz. 00:18
0

Oleta.. dokładnie, nie chodziło mi o siedzenie w kącie i czekanie na "zbawienie", tylko tak jak napisała aniasz - o pewne "wyluzowanie".

I cienka jest granica pomiędzy tym wyluzowaniem, a olaniem sprawy, czy też pomiędzy aktywnym szukaniem, a szukaniem z pełnym dystansem do sprawy..

Jasne, że jak zaszyje się w domu i swój czas i energie poświęce jedynie na obejrzenie kolejnego odcinka m jak miłość, zjedzenie 3 czekolad i oglądanie zdjęć z byłym w roli głównej.. to faceta nie znajde ;) (a i takie zachowania przejawiałam-normalne ;))
Trzeba wyjść do ludzi, gdziekolwiek, na spacer z psem, do księgarni poczytać, do parku, do kina, gdzieś ze znajomymi z pracy, studiów, na spotkanie forumowe.. gdziekolwiek, gdzie jest taka mozliwosc, to tylko przykłady...
Trzeba miec coś swojego, zainteresowanie, zajęcie..

Z doświadczenia wiem, że i tak w tym całym natłoku zajęć i towarzystwa przewija się myśl "jestem sama", "same pary wokół", "co ja tu robię", "robie to chyba na siłe".. bo sie po prostu chce mieć i już!!

Ale i tak pomaga to, mniej się myśli, czas szybciej płynie, co by nie było, rozwijamy się, nie siedzimy w miejscu, poznajemy ludzi, no cokolwiek, byle by nie było tej okropnej pustki.

Istnieje też problem taki.. nie mam znajomych, znajomi w parach, więc nie rozumieją mojego problemu, nie mam gdzie isc, sama nie pojde, bo głupio, mieszkam w małym miescie, wiec czuje sie jak ufo wychodząc do kina, czy kawiarni samotnie.... to też znam...
Odswiezyłam stare znajomosci, zadzownilam do kolezanki z liceum, poznalam wiele osob "towarzyszek niedoli" ;) w necie :):)
Zaczelam intensywniej korzystac z zycia studenckiego, sama zaangazowalam sie w jakis wolontariat, organizowanie swojego absolutorium..... :) Przyniosło efekty
Im wiecej zajęć, tym większe prawdopodobienstwo tego, ze bedziemy mniej koncentrowac sie na naszym celu głownym = znalezieniu partnera
no i im mniej się na tym koncentrujemy, tym większe prawdopodobienstwo, ze spotkamy go...

bo jak tez sama sie przekonałam (dosc bolesnie zresztą) - faceci wyczuwają desperacje, to czuć jesli ktos baaardzo pragnie związku, jesli chce usidlić od razu.. uciekają jeśli widzą, że nie ma co zdobywać, jelsi "ofiara" zdobyta już z miejsca, bez zadnych starań z jego strony;)

Odpowiedz
Gość 2010-07-03 o godz. 17:06
0

Ulik, pięknie napisane!!! :D

Odpowiedz
Gość 2010-07-03 o godz. 06:59
0

Mi się, Oleta, wydaje że Ulik chodziło o coś innego niż "siedzenie w kącie i czekanie aż ktoś mnie znajdzie". Sama zresztą napisała że dbała o siebie, spotykała się z ludźmi, czyli - coś jednak robiła żeby tego kogoś w końcu znaleźć. Jeśli dobrze rozumiem to chodzi po prostu o trochę wyluzowania na ten temat, nie szukanie kogoś na siłę, ani pakowanie się od razu w pierwszy lepszy układ tylko po to żeby się wreszcie sparować.

A swoją drogą, Ulik, czy to nie Ty miałaś dylemat z poprzednim swoim facetem? Jeśli tak - no to pięknie wszystko się poukładało! Gratulacje :)

Odpowiedz
Gość 2010-07-03 o godz. 05:50
0

Hmmm... No właśnie mam wątpliwości co do tego "nie szukaj - sam się znajdzie" - pewnie, że tak bywa i to nie jest wykluczone, ale...

Tak na zdrowy rozum - w każdej dziedzinie nżycia, żeby osiągnąć sukces, trzeba się namęczyć (choć trochę ;) ) i dać coś z siebie, więc czemu w dziedzinie związków damsko - męskich miałoby być inaczej...?

Stara zasada naszych babć "Siedź w kącie, a znajdą cię" już chyba w dzisiejszym świecie przestała być skuteczna...

Za to bardzo zgadzam się z Ulik w kwestii rozwijania różnych zainteresowań. Myślę, że gdybym te 33 lata, zanim poznałam mego męża spędziła na siedzeniu i czekaniu na księcia z bajki, to po spotkaniu go... wcale nie byłabym dla niego interesująca! O czym byśmy gadali???
On też - gdyby jego repertuar konwersacyjny ograniczał się do chwalenia pięna mych oczu - zanudziłby mnie na trzeciej randce...

Dobrze mieć czym zainteresować i zafascynować tę osobę, gdy już się ją pozna...

Odpowiedz
Gość 2010-07-03 o godz. 05:12
0

To ja tak jak Oleta...

kilka "rad" dla poszukujących. Od razu zaznacze, że nie chodzi bron Boze o jakieś chwalenie się..

- zrezygnowałam z jakiegoś określonego typu faceta, okreslonego wyglądau, charakteru.. jeden się podoba, a drugi nie.. i jest to zalezne raczej od ogólnego wrażenia. Nie ma co nastawiac się na jakis wymarzony ideał. (ale też nie znów na "byle co")

- poszukiwanie faceta przestało być priorytetem. Wiem, trudne. I co tu duzo mówic. Nie da sie udawać, że nie chce.. bo pragniemy miłości, bliskości.. i to naturalne. Ale chodzi o to by całą swoją energie poswiecic na wiele innych rzeczy, a nie tylko poszukiwania i rozglądanie się..

- zajęłam się wieloma sprawami, które pochłonęly moj czas, poprawialy humor, dzieki nim nie mialam czasu na myslenie

- wyjscia do ludzi, towarzystwo, nawet wirtualne. Bardzo pomogły rozmowy na forum, z osobami ktorze przezywaja to samo, oraz calkiem w innej tematyce.. o wszytskim

- zasada "nie szukaj, sam się znajdzie" - kontrowersyjna w temacie ;) bo jedno w to wierzą, inni nie bo nie potrafia, jeszcze inni nie-bo nie chcą. U mnie sie sprawdziło.
W pewnym momencie miałam po prostu dosyć. Po kilku, kilkunastu niepowodzeniach stwierdziłam, że nie chce mi sie.. bo to ciagle ja zabiegałam, ja kombinowałam.. a oni mieli mnie głęboko....
Miałam dość, co nie znaczy, że nie tęsknilam za miloscia i tym ciepłem :(
No i znalazł się sam, dosłownie! Wierzyłam w to, że jets tak jak radziliscie tu na forum.

- powiązane z poprzednim.."znajdzie sie w najmniej oczekiwanym momencie". Ja osobiscie, szukalam i w necie i wsrod kolegow i na studiach i na ulicy i w sklepie sie rozgladalam... a znalazł sie... dzieki kuzynce :)

- dbałam o siebie cały czas, nawet chyba bardziej, niz w trakcie trwainia poprzedniego związku

- wierzyłam w to, że sie znajdzie. I nie chodzi o napalenie sie, że pojawi sie ksiąze na białym rumaku.. bo mozna sie rozczarowac. Po prostu wierzylam, bo przeciez poznajmy nieustannie jakichs ludzi. Prędzej, czy pozniej pojawi sie wsrod tego grona "nowych" osob jakis facet, ktory nas zainteresuje, i wzajemnie...

- dostrzegałam pozytywne strony mojej sytuacji. I tez powiem, ze sie da. Duzo wolnego czasu, mobilność.. Docenia sie bardziej to co sie MA, uczy sie pokory, dojrzewa sie..
Teraz wiem, ze mam za soba wiele nieprzyjemnych chwil i cierpienia, wiem co to znaczy.
Mysle, ze jestem lepsza partnerka, staram sie. Bycie singlem wiele nauczyło.

Chyba narazie tyle. Jak mi sie przypomni to jeszcze cos dopisze..

Jednak WIEM, że są to drobnostki w porównaniu z tym, że PO PROSTU chce sie kogos miec.. i zadna tam mobilnosc, wolny czas, czy "korzysci" plynace z bycia singlem nie mają znaczenia... Wiem, bo sama tak myslalam, czulam jedynie wielka pustke, dól, ciagły brak tego najwazniejszegoo :(

Ale da sie, cholerka no da sie :)

Trzymam kciuki za wszytskie single, za pozytywne myslenie, chec do zycia...

-

Odpowiedz
melasia1980 2010-07-02 o godz. 06:18
0

A ja - jak na 26cio letnią starą pannę przystało - też niedługo będę miała kota (a właściwie kotkę) o przeuroczym imieniu "Czesia" :D

Odpowiedz
tygrysica 2010-07-02 o godz. 04:43
0

taki wisielczy humor miałam
;p

Odpowiedz
Gość 2010-07-02 o godz. 04:26
0

tygrysica napisał(a):ja mam 25 lat i też jestem sama...

jako typowa "stara panna" hoduję koty (dwa) i mieszkam z rodzicami (oszczędniej)...

idę się napić... :drinkers:

25 lat - stara panna...?:shock: :o :o
Mam nadzieję, że to żart!

Odpowiedz
tygrysica 2010-07-01 o godz. 03:14
0

ja mam 25 lat i też jestem sama...

jako typowa "stara panna" hoduję koty (dwa) i mieszkam z rodzicami (oszczędniej)...

idę się napić... :drinkers:

Odpowiedz
zuzanna22 2010-07-01 o godz. 00:51
0

A ja jestem po bardzo złym związku i póki co ciesze się że jestem sobie sama.
Dobrze mi tak.

Odpowiedz
lwiczka 2010-06-30 o godz. 20:38
0

Mnie też w wieku 26 lat zostawił narzeczony po 7 latach, tak z dnia na dzień przyszedł i powiedział nie uda się nam.
Postanowiłam wziąć się w garść, nie rozpaczać (za bardzo) bo tak wcale to się nie dało.
Teraz jestem bardziej szczęśliwa z innym.

Odpowiedz
Gość 2010-06-30 o godz. 18:23
0

Katy74 napisał(a):Znalazlam swoje miejsce na forum

33 lata, od długiego czasu sama, powoli też zaczynam miec ciśnienie na dziecko, ale to jeszcze nie jest najgorszy problem, problem, to MEGA ciśnienie na faceta i skłonność do zwracania uwagi (zauroczeń) na facetów, którzy niestety nie odwzajemniają mojego zainteresowania

ehhhh życie

Katy - 3 lata temu to mógłby być mój post... Nawet wiek by się zgadzał!
Któregoś dnia pomyślałam - no dobra! Mam fajnych znajomych, różne zainteresowania, pracę którą lubię - teraz czas znaleźć faceta!
Gdzie? - no oczywiście w necie :D
Tylko zanim się za to zabrałam postanowiłam sobie kilka rzeczy (podpowiedziały mi to doświadczenia moje i znajomych...)

1. Zanim zostawiłam anons na jakimś portalu, przeczytałam go 100 razy zastanawiając się - jaki typ człowieka chcę zainterasować i w związku z tym jak napisać o sobie (a nie chodziło mi o podrywaczy i Maxi Kazów ;) tylko o poważnych facetów)

2. Obiecałam sobie, że nie będę oczekiwać piorunów i osuwania się ziemi spod nóg ani tzw. przez niektórych "chemii" na pierwszych randkach - jeśli nie będzie całkiem sztywniacko - dam facetowi drugą szansę (a może i kilka kolejnych szans - nie każdy daje się poznać tak od razu...)

3. Postanowiłam nie ciągnąć za długo znajomości jedynie w formie wirtualnej - lepiej spotkać się na żywo.

4. Nie wyobrażałam sobie zbyt dokładnie jaki ten ktoś "musi" być w różnych kwestiach typu wygląd, styl, zaiteresowania itp. - raczej byłam otwarta i ciekawa niespodzianek jakie niosą nowe znajomości (no, oczywiście były pewne oczywiste punkty wymagane ;) typu: kulturalny, uczciwy itp. ale to chyba wiadomo...)

No i z takimi postanowieniami rozpoczęłam "samoswatanie" ;)
Mi się udało - od prawie roku jestem szczęśliwą mężatką, a moją relację ze ślubu 35-cio letniej panny "młodej" ;) można było przeczytać na forum.
Ale nie napisałam tego wszystkiego, żeby się przechwalać - może kogoś to natchnie albo się przyda... Byłoby fajnie!
Ja też zostałam przez kilka osób tak "natchnięta" ;) żeby nie siedzieć bezczynnie, tylko wziąć sprawy w swoje ręce!

Odpowiedz
Katy74 2010-06-30 o godz. 06:44
0

Znalazlam swoje miejsce na forum

33 lata, od długiego czasu sama, powoli też zaczynam miec ciśnienie na dziecko, ale to jeszcze nie jest najgorszy problem, problem, to MEGA ciśnienie na faceta i skłonność do zwracania uwagi (zauroczeń) na facetów, którzy niestety nie odwzajemniają mojego zainteresowania

ehhhh życie

Odpowiedz
Gość 2010-05-15 o godz. 19:08
0

A moze po staroświecku podejść do tematu i poszukać swatki, czyli wykorzystać renowmowane biuro matrymonialne?

Odpowiedz
Gościu 2010-05-15 o godz. 05:43
0

http://zdrowie.onet.pl/1403218,2040,,,,bridget_jones_miala_lepiej_niz_my,styl_zycia.html

Odpowiedz
karlot 2010-05-09 o godz. 20:15
0

Gościu napisał(a):Miłość to nie fikcja, widziałem, ale nie zaznałem. Może kiedys...
Ze strachu przed złym związkiem można zostać samemu na zawsze.
Ze starchu przed samotnością można się związać z niewłaściwą osobą.

Niestety....z samotności robi się różne dziwne rzeczy. Czasami się wydaje, ze juz się nie wytrzyma bez zwykłego przytulenia ani dnia dłużej. I wtedy najłatwiej popełnic błędy, których mozna długo żałować

Odpowiedz
Gościu 2010-05-09 o godz. 06:10
0

Miłość to nie fikcja, widziałem, ale nie zaznałem. Może kiedys...

Ja tłumaczę sobie samotność tym ze lepiej być samemu niż wdepnąć w jakiś śmierdzący pasztet. Trzeba czekać a jak nadarzy się okazja, prawdziwa okazja to ją wykorzystać. Proste... ale często rzeczy najprostsze są najtrudniejsze.

Ze strachu przed złym związkiem można zostać samemu na zawsze.
Ze starchu przed samotnością można się związać z niewłaściwą osobą.

Odpowiedz
kartofelek 2010-05-08 o godz. 06:00
0

a ja tez wlasciwie sama ... 30 lat na karku i zadnych perspektyw na normalny zwiazek a co dopiero na malżeństwo.... tez dopada mnie depresja z tego powodu, nawet tabletki biore na to zeby jakos sie trzymac.... do 28 roku życia bylam zupelnie samotna... a dwa i pol roku temu poznalam kogos - faceta starszego, po rozwodzie, myslalam ze cos z tego będzie ale on sie nie chce wiazac.... chyba woli niezobowiazujace znajomosci.... zalezy mi na nim, ale to nie jest to czego bym chciała... i juz nie wiem co mam zrobic z tym, czy w ogole cos robic skoro jak tu piszecie milość "przyjdzie sama"...tylko do mnie chyba jakoś zabłądziła...bo wydawało mi sie ze jak juz i tak dlugo czekam to jak juz w wieku lat 28 poznalam kogos kto w ogole na mnie spojrzal jak na kobiete to mogloby cos sensownego z tego wyjsc...a tymczasem ciag dalszy mojego zycia niewiele sie rozni od tego co bylo wczesniej, bo on i tak woli spedzac czas sam albo z kumplami....albo ze swoim dzieckiem....
ja jestem gdzies na marginesie....a chyba nie o to chodzi....
kiedy niby ma mnie spotkac ta miłość, i czy ona w ogole jest ...czy to tylko jakas fikcja...mam wrazenie ze w moim zyciu to wlasnie fikcja, abstrakcja ktora zdarza sie tylko innym ale nie mnie.....

Odpowiedz
Gościu 2010-05-07 o godz. 03:14
0

melasia1980 napisał(a):Już niby nie sama, ale chyba bardziej samotna...:(

Źle mi bardzo....od jakiegoś czasu związałam się "na próbę" z kolegą z pracy...stwierdziliśmy, że spróbujemy, bo od dawna coś między nami iskrzyło, ale jakoś to nie to chyba, a ja nie potrafię zdobyć się na odwagę, żeby porozmawiać z Nim, żeby zapytać się jakie są jego uczucia...boję się tego co usłyszę...w ogóle po rozpadzie mojego 6-cio letniego związku strasznie zagubiona jestem, straciłam pewność siebie i taką "werwę"...

Ach...chyba nie potrafię powiedzieć co się ze mną dzieje...tak tylko chciałam napisać...

Po co go okłamujesz powiedz mu może On robi sobie nadzieję i zniszczysz faceta? Powiesz mu po 6-latach?

Nie rozumiem tego w ludziach, nie dość że okłamują swoje uczucia to jeszcze czyjeś? Po co uczuć nie da się oszukac prędzej czy później wyjda na wierzch.

Odpowiedz
karlot 2010-05-04 o godz. 03:52
0

Melasiu wiem jak to jest byc takim właśnie zagubionym, jak ma się poczucie ze nie ma czasu, jak targają nami przeróżne emocje.
I również rozumiem, że z samotności robi się różne rzeczy......

Nie wiem powiem Ci jak to jest, czy naprawde trzeba dojść do momentu gdy były Cie "nie rusza", gdy nie wywołuje w Tobie emocji i wtedy jest odpowiedni moment gdy ewentualnie można się z kimś związać, czy tak jak Ty próbujesz- na próbę, nie wiem...... Może rzeczywiście nic się na początku samo nie stanie, trzeba próbowac, i dopiero w trakcie się okazuje. Nie jest łatwo, ale nie jest tez tragicznie. w końcu ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy.
Trzymaj się

Odpowiedz
melasia1980 2010-05-03 o godz. 05:18
0

Już niby nie sama, ale chyba bardziej samotna...:(

Źle mi bardzo....od jakiegoś czasu związałam się "na próbę" z kolegą z pracy...stwierdziliśmy, że spróbujemy, bo od dawna coś między nami iskrzyło, ale jakoś to nie to chyba, a ja nie potrafię zdobyć się na odwagę, żeby porozmawiać z Nim, żeby zapytać się jakie są jego uczucia...boję się tego co usłyszę...w ogóle po rozpadzie mojego 6-cio letniego związku strasznie zagubiona jestem, straciłam pewność siebie i taką "werwę"...

Ach...chyba nie potrafię powiedzieć co się ze mną dzieje...tak tylko chciałam napisać...

Odpowiedz
Gość 2010-04-14 o godz. 04:55
0

o tym marudzeniu to ja mogę się wypowiedziec z dwoch stron...

gdy byłam jeszcze w szczęśliwym (bądz troszke mniej) związku, problem z facetem i jego brakiem miała bliska mi koleżanka.. często dość przychodziła i monotematyczna była, zawsze o nim, zawsze o swoim problemie, zawsze ten temat... słuchałam uważnie, radziłam, ale czasem sobie myślałam - ile można. Fajna babka, może mieć wielu innych, a tak się zadręcza..

no coż, padło i na mnie. Potem marudziłyśmy sobie wzajemnie i doskonale się rozumiałyśmy. Tak najlepiej.

A inne osoby. Tez się czsaem zastanawiałam, czy aby nie za bardzo marudzę, w końcu ludzie wolą osoby pogodne, a nie wiecznie narzekające i użalające się nad swoim losem...
Potem gryzłam się w język, unikałam tematu, albo mówilam, ze jets ok i tyle, choc nie zawsze tak było. Im wiecej slonca, im wiecej czasu upływa tym mi lepiej i lżej. I staram się nie marudzić. Staram się. Swojego czasu koleżanka wprost powiedziała, ze przesadzam, ze jestem monotematyczna.. jest w szczesliwym zwiazku, nie mialam jej tego za zle..

Kasiu28 trudno powiedziec co poradzic Twojej kolezance..
niech nie szuka.. tak jak radzono i mi i innym tutaj..
zapraszam na Forume, bądz inne tego typu forum. Mi pomogło bardzo. Rozmowy z osobami, ktore przechodzą, lub przechodzily przez to samo, historie z zycia wziete swiadczace o tym, ze da sie znalezc faceta..

Ja nadal jestem sama, samotna, ucze sie chodzic sama tu i tam, korzystam z zycia, robie rozne rzeczy, bywa lepiej, bywa gorzej..
ale wierze, ze gdzies jest ten ktory na mnie czeka i na ktorego czekam ja :)

Odpowiedz
Gość 2010-04-11 o godz. 01:38
0

To ja się Siuda wtrącę, jeśli pozwolisz.
O singlowaniu pisać nie będę, bo ja nic o tym nie wiem, ale jeśli chodzi o tzw. "jojczenie", to dla mnie mówienie: "źle mi, bo jestem sama" jest tym samym, co mówienie: "źle mi, bo mój facet mnie wkurzył". To jest po prostu odpowiedź na pytanie, co u Ciebie. Bardziej mam dylemat, czy mówić wtedy, że u mnie ok, że mąż przyniósł kwiaty, bo boję się rozdrapać komuś rany.

Wyobrażam sobie, że dla singla (idiotyczna nazwa ;)) gadanie o mężu może być tak samo dołujące, jak mówienie o dzieciach do osoby, która się o nie bezskutecznie stara.

I tyle w tym temacie z punktu widzenia "drugiej strony".

Odpowiedz
Gość 2010-04-11 o godz. 00:23
0

Kasia28 napisał(a):Wyczarować jej kogoś?? :D
Wyczaruj dwóch i jednego mi wyślij. ;)
Domyślam się, że męczy Cię marudzenie znajomej, bo mnie samą też zaczyna zastanawiać, jak sobie dają radę osoby, na których się "wyżywam" w tym temacie. I dochodzę do wniosku, że faktycznie jest to moja sprawa - i coraz częściej gryzę się w język. Kłopot z tym, że nie wiem, jak odpowiadać na słynne "a teraz powiedz, co u ciebie" - bo mam do wyboru "nic"/"bez zmian" albo właśnie takie marudzenie. Kiedyś przeważnie wybierałam opcję 1. Było to na studiach, a więc stały krąg znajomych - co się okazało po 3-4 latach takiego odpowiadania? Że coś ukrywam, że nie chcę się zwierzać, że jestem zdystansowana, że nie mam zaufania do ludzi, że oni mi opowiadają o swoich intymnych sprawach, to czemu ja im nie, a przede wszystkim, że nie wiedzą, co mają o mnie sądzić, bo mnie NIE ZNAJĄ.
Nie mnie oceniać, czy znajoma Ci marudzi, czy po prostu nie ma nic innego do powiedzenia w tym temacie - jedynym wyjściem będzie chyba omijanie ogólnych pytań "jak się masz" i zagadywanie o pracę, kino, książki, generalnie czynności, nie odczucia. Albo powiedz wprost, że masz dość jojczenia i będziecie mieć sytuację jasną.

Odpowiedz
Gość 2010-04-10 o godz. 22:28
0

siuda_baba napisał(a):Kasia28 napisał(a):Po ostatnim weekendzie spędzonym razem mój R. stwierdził, że nie dziwi się, że ona jest "sama", bo jaki facet by z nią wytrzymał ( to stanowisko faceta ).
Jaki? INNY. Nie lepszy, nie gorszy, INNY.
Uświadom swojego Pana, że to działa w obie strony, tzn. single patrząc na wiele związków również nie są w stanie zrozumieć, jak można się męczyć z taką "chodzącą beznadzieją". Kwestia priorytetów. ;)

:) ale on o tym wie. Mamy kilka związków wśród znajomych, gdzie zastanawiamy się jak oni mogą ze sobą być - nie szanują się, okłamują etc.. Ale cóż - ich wybór - w końcu są dorośli - a bycie z kimś dla samego "niebycia" samemu - dla mnie rzecz nie do pojęcia..
A co w jego znaczeniu znaczy "jaki"?? Tego już nie wiem ;D nie znam jego definicji "jakiegoś" faceta :D

Dziecko - powiedziałam jej, że do "zrobienia" dziecka nie potrzeba faceta, ale to jest nie do przyjęcia dla niej - jak można wychowywać dziecko samemu. Wszystko kwestia poglądów.
Ale chodzi o to, że trochę zaczynam się już męczyć jej marudzeniem.. Bo to dokładnie jest marudzenie, że jest sama. I co ja mam zrobić?? Wyczarować jej kogoś?? :D

Odpowiedz
Gość 2010-04-10 o godz. 21:41
0

Kasia28 napisał(a):Po ostatnim weekendzie spędzonym razem mój R. stwierdził, że nie dziwi się, że ona jest "sama", bo jaki facet by z nią wytrzymał ( to stanowisko faceta ).
Jaki? INNY. Nie lepszy, nie gorszy, INNY.
Uświadom swojego Pana, że to działa w obie strony, tzn. single patrząc na wiele związków również nie są w stanie zrozumieć, jak można się męczyć z taką "chodzącą beznadzieją". Kwestia priorytetów. ;)

Co do meritum - niestety nie ma recepty na skuteczne poszukiwania, na tym polega cały dowcip, że w tej materii nie ilością włożonego wysiłku mierzy się sukces. A dziecko, cóż, od jakiegoś czasu można sobie strzelić samopas pół-Duńczyka itp., chociaż chyba nie w Polsce.

Odpowiedz
Gość 2010-04-10 o godz. 20:33
0

No to znalazłam wątek, którego szukałam
Sprawa nie dotyczy mnie, ale mojej przyjaciółki ( chociaż mam za sobą rok bycia singlem - trochę z życiowej sytuacji trochę z wyboru - i wcale nie uważam, że było strasznie.. nauczyłam się chodzić sama do kina, na kawę etc.. ale nie o mnie miało być.. )

Dziewczyna ma 32 lata, mieszka sama, pracuje jako pedagog... i przestała sobie radzić z "byciem sama". Już nie wiem co mam jej radzić, że czasami dobrze być samą, kiedy ja mam "kogoś bliskiego". Ostatnio ma straszne ciśnienie na dziecko.. i oczywiście faceta. Niestety ma strasznie wysokie wymagania co do tego właśnie. Po ostatnim weekendzie spędzonym razem mój R. stwierdził, że nie dziwi się, że ona jest "sama", bo jaki facet by z nią wytrzymał ( to stanowisko faceta ).Nie wiem co mam już z tym wszystkim robić.. Strasznie jest mi przykro, kiedy po raz kolejny mówi, że jest sama, że już nie chce.. I już naprawdę nie wiem co mam jej odpowiadać. Czasami mam ochotę "wrzasnąć" jej w twarz - a co robisz, żeby kogoś znaleźć?? Ale jak to ona mówi - gdzie ma kogoś znaleźć?? Większość znajomych - jak nie wszyscy już "sparowani", a w necie.. nic "ciekawego" nie ma..
No i sama nie wiem czego oczekuje. Może zwyczajnie chciałam się wygadać.
Dziękuję za uwagę.

Odpowiedz
motylek1007 2010-04-09 o godz. 01:19
0

claretta napisał(a):Nie znam innej opcji jak bycie singlem - stuka mi 32 wiosna, zawsze byłam sama, płeć przeciwna omija mnie szerokim łukiem. Zero randek, flirtów... Koleżanki biegały na spotkania, ja pomagałam im w wyborze ciuchów, fryzur, etc. i wysłuchiwałam zwierzeń. Wyglądem nie straszę, zdobyłam wykształcenie, pracuję, a w miarę pokonywania kolejnych etapów życia jak było wokół mnie pusto, tak nadal jest .

Z jednej strony mam spokój - nikt nie żąda czasu, zainteresowania, poświęceń, nie narzuca mi swojego zdania; ale też w gruncie rzeczy nie mam się na kim się oprzeć, i na nikogo też nie mogę tak po prawdzie liczyć. Ergo, każdy kij ma dwa końce.

Powoli godzę się z myślą, że moim przeznaczeniem jest samotność.

:usciski:

mnie nie dawno porzucono takze dolaczam do singli

Odpowiedz
claretta 2010-04-03 o godz. 00:15
0

Nie znam innej opcji jak bycie singlem - stuka mi 32 wiosna, zawsze byłam sama, płeć przeciwna omija mnie szerokim łukiem. Zero randek, flirtów... Koleżanki biegały na spotkania, ja pomagałam im w wyborze ciuchów, fryzur, etc. i wysłuchiwałam zwierzeń. Wyglądem nie straszę, zdobyłam wykształcenie, pracuję, a w miarę pokonywania kolejnych etapów życia jak było wokół mnie pusto, tak nadal jest .

Z jednej strony mam spokój - nikt nie żąda czasu, zainteresowania, poświęceń, nie narzuca mi swojego zdania; ale też w gruncie rzeczy nie mam się na kim się oprzeć, i na nikogo też nie mogę tak po prawdzie liczyć. Ergo, każdy kij ma dwa końce.

Powoli godzę się z myślą, że moim przeznaczeniem jest samotność.

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie