Quantcast
  • Gość odsłony: 2072

    Akcje typu "błagam pomóżcie..."

    Mam problem.
    Wpadam czasem na fora internetowe - np. na Gazecie - typu, oddam, zamienię itp.

    Jest tam mnóstwo akcji typu - "pilnie poszukujemy pomocy dla samotnej matki z 7-mką dzieci, która mieszka pod mostem..."

    Ok. Załóżmy, że mogłabym pomóc. Zastanawiam się tylko nad wiarygodnością takich akcji...jak osoba mieszkająca "pod mostem" ma dostęp do poczty elektornicznej, gg itp?
    Sprawdziłam kilka takich osób. Wrzuciłam maila osoby ogłaszającej (lub samego proszącego) w google. Nie pytajcie co znalazłam :|

    Jak uwiarygodnić taką prośbę? Czy poprostu nie prowadzić śledztwa, wysłać w ciemno? A potem znajdę to na "pchlim targu"...
    Macie jakiś sposób?

    Odpowiedzi (18)
    Ostatnia odpowiedź: 2009-08-11, 07:12:26
    Kategoria: Pozostałe
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
Aoi 2009-08-11 o godz. 07:12
0

Kiedyś moja bratowa chciała pomóc w domu dziecka. A chciała oddać ubranka po swojej córeczce. Pani dyrektor oznajmiła, że przyjmują jedynie ubranka nowe i z metkami :o .
Więc obruciła się na pięcie bratowa i wór ubranek, wózek, łóżeczko, huśtawkę, zabawki i inne rzeczy po dziecku oddała do stowarzyszenia pomagającego ubogim. Po kilku dniach idzie ulicą i widzi swój stary wózek. Prowadziła go mama, na wózku dwójka dzieci, a przy wózku jeszcze jedno. Wyglądali naprawdę na ubogich. Bardzo bratowa ucieszyła się, że rzeczy trafiły do osoby naprawdę tego potrzebującej.

Odpowiedz
Alma_ 2009-08-10 o godz. 20:37
0

Z zasady raczej nie daję pieniędzy proszący. Ale ostatnio byłam w takiej sytuacji...

Staruszka na dworcu prosiła przy kasach o pomoc - no klasyczne naciągactwo po prostu
Odmówiłam, kupiłam bilet, odeszłam. Weszłam potem do jakiegoś sklepu, a tam ta staruszka właśnie prosiła o "to, co zwykle". Byłam pewna, że sprzedawczyni poda jej jakiś alkohol, a ta podaje... parówkę. Jedną parówkę.

Tak strasznie wstyd mi się zrobiło, że z tego wszystkiego uciekłam ze sklepu, nie chcąc spotkać wzroku tej pani. Tak mi było wstyd, że nie dałam jej nic nawet w tym sklepie, choć potem tego żałowałam.

I teraz dwa razy zastanowię się zanim ocenię, na co ktoś wyda wyżebrane pieniądze. I częściej daję. Bo mnie te kilka złotych nie zuboży, a nawet jeśli na 10 razy tylko raz pomogę prawdziwie potrzebującej osobie - to i tak warto.

Odpowiedz
ladybird7 2009-08-09 o godz. 06:53
0

:o

zatkalo mnie

Odpowiedz
Gość 2009-08-09 o godz. 06:14
0

Kama24 napisał(a):amst a możesz napisać co znalazłaś w tych googlach?

wyciągam temat...bo nie zaglądałm tu dośc dawno ale już:
np.
dwa linki...porównajcie e-mail:

http://www.dwukropek.pl/2,74376,3100469,22092313,Dla_dziecka___Oddam_Przyjme,m1-14.html?op=1

http://rozrywka.anonser.pl/offer/20/1/5/i_200619/offer.html?&p=57

nie wierzę, że dwie różne osoby korzystają w dwu tak róznych celach z tego samego maila. Ja rozumiem, że w takiej trucnej sytuacji można dorabiac w różny sposób ale po co w tkaim razie jeszcze prosić o pomoc rzeczową...
8) :o

Odpowiedz
Gość 2009-07-31 o godz. 08:17
0

Co do akcji emailowych - konsekwentnie nie przesylam dalej a osobe, od ktorej taki email dostaje z reguly opieprzam za spamowanie. Z jednym wyjatkiem, sama kiedys wyprodukowalam maila z prosba o oddanie krwi, bylo to na rzecz konkretnej osoby, wyslane do grupy moich znajomych z wyraznym zaznaczeniem, by NIE rozsylac tego dalej.

Z oddawaniem rzeczy mam problem, kiedys chcialam oddac troche mebli przy remoncie sypialni, za darmo. Zglosila sie jedna chetna osoba na biurko, ale chciala, zeby je jej przywiezc ja niestety samochodu nie mam, wiec meble wystawilam kolo kontenera, znalazl sie chetny w 5 minut. Ubrania itp oddaje znajomym osobom lub wrzucam do kontenerow PCK.

Najlepsza akcja, jaka zdazylo mi sie zorganizowac bylo finansowanie dozywiania dziecka w szkole. Poszlam do podstawowki do pedagoga szkolnego, powiedzialam, ze oplace jednemu dziecku obiady i zeby pani sobie sama wytypowala jakies dziecko w potrzebie. Sama nie czuje sie kompetentna na tyle, by oceniac kto na prawde potrzebuje pomocy. A ludzie potrafia pieknie oszukiwac :|

Odpowiedz
Reklama
Gość 2009-07-31 o godz. 07:47
0

Ja jakiś czas temu miałam wór rzeczy do oddania, a nie chciałam go wrzucać do pojemników PCK (właśnie dlatego, ze nie jestem pewna, czy sa one faktycznie potrzebującym przekazywane) więc podjechałam do pobliskiego ośrodka na Marywilską i spytałam, czy przyjma. Powiedzieli, że bardzo chętnie, no to im zawiozłam. Nie oburzyłabym się jeśli powiedzieliby, ze nie chcą. Popytałabym gdzie indziej.

A w ogóle, to jak spojrzałam na tytuł watku to myślałam, ze będzie o czym innym, o mailach w których rodzice proszą o przesłanie maila do jak największej ilosci ludzi, co ma służyć zbieraniu pieniędzy na operacje dla dziecka itp. Sprawdzacie wiarygodność takich maili? Przesyłacie je dalej?

Odpowiedz
Gość 2009-07-31 o godz. 06:57
0

natalia25 napisał(a):A ja bym się nie oburzała, że ktoś powiedział, że nie potrzebuje pomocy w danej formie.
Źle świadczy to o obrotności i przedsiębiorczości danej instytucji i o jej "pomocowości". Bo skoro ja jestem np. szefową domu dziecka i odzież aż się wywala ze schowka to nie powiem komuś, że jej nie potrzebuję i ma sobie iść. Bo w ten sposób odbiera się chęć osobom na pomaganie. Skoro ktoś podjął trud wyprania, wyprasowania, zapakowania i dowiezienia darów to żle odesłać go. W ten sposób ta osoba więcej nie pomoże, co gorsza nie pomoże nie mnie, tylko w ogóle nie pomoże. No i jestem już szefową ;) znam innych dyrektorów, znam pracowników, znam rodziny biologiczne więc chociaż sama nie wykorzystam to może znam kogoś kto byłby chętny. Do mnie czasem zgłaszają się różne osoby i jeśli anwet moi podopieczni nie potrzebują to wystarczy kilka telefonów i znajduje się osobę w potrzebie.

Odpowiedz
Wiol-ka 2009-07-30 o godz. 15:56
0

Może jednak macie kogoś komu naprawdę przydałyby się te ubrania
Jak pisałam wyżej, polecam stronę http://www.rodzinarodzinie.pl

Odpowiedz
migotka76 2009-07-30 o godz. 02:21
0

Dziewczyny... niedawno robiłam porządki w ciuchach i mam worek rzeczy do oddania. Z reguły wyrzucam na PCK, chociaż z bólem serca, bo mam obawy, czy trafiają one pod właściwy adres. Wór ciuchów stoi w koncie, bo nie chce mi się go rozłożyć na małe porcje (cały się nie zmieści) :)
Może jednak macie kogoś komu naprawdę przydałyby się te ubrania. Dzisiaj mogę przejrzeć co ja tam mam, bo nie pamiętam.

Odpowiedz
Gość 2009-07-28 o godz. 18:30
0

Ja znam podobna historie z Osrodkiem Pomocy Spolecznej w Lublinie. Kiedys moja mama chciala im zaniesc troche rzeczy, koce, ubrania itp. uslyszala jednak, ze maja juz tak duzo, ze im nie jest to potrzebne :o Ciekawe dlaczego niby im mialoby to byc potrzebne a nie potrzebujacym
Od tamtej pory jest kilka rodzin, ktorym pomagamy, a ktore moja mama dobrze zna bo w poblizu ich domow mamy dzialke nad jeziorem. Jedna bardzo uboga rodzina ma na przyklad osmiu chlopcow w roznym wieku i potrzebne jest im doslownie wszystko. W drugiej dzieci jest mniej, ale za to ojciec zginal porazony pradem
Jest jeszcze jakas rodzina w Katowicach. Moja ciocia pracowala kiedys w sekretariacie duzej firmy i dostala od matki list po ktorym nie mogla spac. Teraz razem z moja mama staraja sie co jakis czas im cos wysylac.
Poza tym moja mama pomaga kazdemu, takze studentom z Wilna, Kowna, ktorzy wynajmuja pokoje w naszym bloku.
Moim zdaniem zawsze sie ktos blisko znajdzie i nie trzeba do tego brac udzialu w akcjach. Ale oczywiscie mozna i chwala za to.

Odpowiedz
Reklama
fjona 2009-07-28 o godz. 08:47
0

ja tez nie pomagam na zadnych "okazjolanych akcjach".
mam taki dom opieki, który wspieram finansowo i wiem, ze pieniadze sie tam nie marnują: po prostu jeżdze i to sprawdzam na wlasne oczy.

Odpowiedz
Gość 2009-07-28 o godz. 07:01
0

Dziękuję

Odpowiedz
Gość 2009-07-28 o godz. 06:59
0

Znam dwa przypadki, jeden - odzież jest wynoszona przez różne osoby, co się komu podoba to bierze. Drugi cały strych ( ogromna powierzchnia ) zawalona ciuchami. Jeste tego tyle że starczyłoby dla średniej wielkości szkoły. Ciuchy sie po prostu marnują.

Odpowiedz
Gość 2009-07-28 o godz. 05:36
0

Mika_ napisał(a):Nigdy nie oddaję do domu dziecka bo wiem co się potem z tym robi.
Rozwinęłabyś?
fagih zaintrygowana

Odpowiedz
Gość 2009-07-28 o godz. 01:43
0

amst a możesz napisać co znalazłaś w tych googlach?

Wydawało mi się, że na tym forum, o którym piszesz, są osoby znające się i pomagające sobie od dawna :| Często organizują pomoc dla osób/rodzin nie mających dostępu do netu itp. Na priva podawane są adresy i telefony do takich rodzin i jeśli ktoś jest chętny i mieszka niedaleko może jechać i sprawdzić jak jest naprawdę ;)

Mi zdarzyło się pomóc tam cztery razy. Mam nadzieję, że rzeczy, które powysyłałam trafiły naprawdę do potrzebujących ;)

Odpowiedz
Gość 2009-07-28 o godz. 01:24
0

Nie pomagam takim osobom. Przyczynkiem do tego była akcja na forum ( nawet nie wiem na którym bo oszustka grasowała na kilku) kiedy dziewczyny wysyłały ciuchy, które później w masowej ilości trafiły na allegro i do "domowego" lumpeksu, którego osoba ta była właścicielem. Sprawa była na tyle głośna, że trafiła do tv a poszczególne osoby rozpoznawały na aukcjach wysłane wcześniej ubranka. Skala zjawiska była ogromna a ubanek była masa.
Podobnie sprawa ma się z osobami, które sprzedają krzyżówki czy zbierają na ulicach miasta na dzieci z różnymi chorobami. Są to niby " wolontariusze". Wyborcza kiedyś ich rozpracowała kiedy zaczęły się do nich zgłaszać matki, które wyraziły zgodę na dysponowanie wizerunkiem dziecka w zamian za pieniążki, które wspomogą rodzinę.

Wolę wiedzieć komu pomagam. Często rozdaję ciuchy - czy to swoje, dziecka albo męża wprost do rąk osób, które tego potrzebują. Zwykle w małej ilości i tylko to co potrzebne. Nigdy nie oddaję do domu dziecka bo wiem co się potem z tym robi.

Odpowiedz
Wiol-ka 2009-07-28 o godz. 00:47
0

Jedyne co przychodzi do głowy, to poproszenie takiej osoby o dane i potwierdzenie sytuacji w Ośrodku Pomocy Społecznej (dokładnej informacji raczej nie udzielą, ale jeśli powiesz po co dzwonisz i przedstawisz pomoc którą oferujesz, pracownik socjalny na pewno powie Ci czy warto pomóc czy nie).
Niestety, ludzie są różni. Przekonałam się, że znaczna część tych, którzy proszą o pomoc, jest w całkiem niezłej sytuacji materialnej (np. jedna z rodzin, na pierwszy rzut oka bieda z nędzą ale... otrzymują z róznych instytucji tyle ubrań, ze ich nie piorą tylko wkładają nowe - wystarczy wysłać prośbę w odpowiednie niejsce. Albo np. wiele razy spotkałam się z tym, że w rodzinie w tragicznej sytuacji materialnej - 100% jej członków pali papierosy. Dzieci nie mają co jeść, ale na fajki musi starczyć :x O alkoholu nie wspomnę, nawet w piątek w lokalnej prasie był artykuł na temat możliwości kupna żywności rozdawanej ubogim - za butelkę wina.
Znając takie sytuacje odechciewa się pomagać. A już na pewno nie warto tego robić, dokładnie nie znając sytuacji.
Tak więc amst, jeśli mogę Ci coś doradzić to kontakt z opieką społeczną.
Warto tez zajrzeć na stronę http://www.rodzinarodzinie.pl Dane tam zamieszczone są potwierdzane przez upoważnione instytucje - myslę, że ciężko tam trafić naciągaczom.

Odpowiedz
sylw 2009-07-27 o godz. 15:40
0

może jestem nie czuła, ale:
- ja nie pomagam osobom, którym nie znam, tzn tak z ogłoszeń np. - to po pierwsze;
- po drugie, jak mnie ktoś zaczepia na ulicy i prosi o pomoc, to raczej idę z tym kimś do sklepu i kupuję mu bułkę, kiełbasę czy co tam... a jak nie chce, to trudno - kasy nie daję!
- po trzecie, daję kasę czy konkretne rzeczy na konkretne akcje, stowarzyszenia, fundacje... ale też po namyśle...

wiem, że nie zbawię świata; pomagam, jak mogę, ale w granicach - myślę - rozsądku, bo wiem, że obecnie wielu naciągaczy chodzi po tym Bożym świecie...
nie raz spotkałam gościa, który prosił o kasę na chleb, bo jest głodny czy na leki, bo ma w domu chore dziecko, ale jak chciałam mu iść z nim do supermarketu czy apteki to gość się rozmyślał nagle i już nieczego nie potrzebował...

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie