Quantcast
  • ewan odsłony: 10627

    Wychowanie do życia w rodzinie-potrzebne??

    Http://wiadomosci.onet.pl/1363447,2677,1,1,kioskart.html

    co wy na to??
    jestem ciekawa waszej opinii czy potrzebny jest taki przedmiot czy tez nie??jestem wlaśnie po zebraniu z rodzicami(pracuję w szkole)i na 30 osób narazie tylko 4 zapisały na ten przedmiot swoje dzieci...dobrze czy źle?
    dopowiem, że u nas jest to przedmiot DODATKOWY, zajęcia mają się odbywać poza lekcjami (nie na jakimś wf,czy religii).
    kurczę sama nie wiem co o tym mysleć jak chodziłam do szkoły to nie było czegoś takiego, a nie czuję się "nienaumiana" 8)
    no nie wiem...dajcie znać co myślicie

    Odpowiedzi (53)
    Ostatnia odpowiedź: 2010-09-20, 23:40:13
    Kategoria: Pozostałe
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
maskot 2010-09-20 o godz. 23:40
1

moim zdaniem takie zajęcia są w szkole potrzebne.
specjalnie piszę "takie",gdyż nazwa "przygotowanie do życia w rodzinie" nasuwa skojarzenia,że seks to tylko po ślubie ;)
dość aktywnie działam na forum poświęconym antykoncepcji i widzę,że poziom wiedzy 16 czy nawet 18 latków jest niski,żeby nie powiedzieć zerowy.rodzice nie zawsze umieją rozmawiać z dziećmi na "te" ( ;) ) tematy,a młodziez nie zawsze szuka rzetelnych informacji tylko opiera się na zasłyszanych teoriach,od którym czasem włos się jeży
tak z własnego doswiadczenia pamiętam,że w szkołach,do których chodziłam rzecz była przedstawiona całkiem nieźle.w gimnazjum nauczycielka wymagała od nas (zarówno dziewcząt jak i chłopców) dobrej znajomości cyklu kobiety i bezlitośnie nas z tego przepytywała.w liceum z kolei mieliśmy również szczegółowo omówiony cykl miesiączkowy oraz opisane wszystkie metody antykoncepcji wraz z ich wadami i zaletami.
przypomina mi się nawet scenka rodzajowa-w liceum na zastępstwo we wrześniu (początek 3klasy) przyszedł starszawy nauczyciel biologii.zapytał,na czym skończyliśmy w czerwcu.stanęło akurat przed rozmnażaniem,co program przewidywał na klasę drugą,ale z racji ciążowych zwolnień nauczycielki nie wyrobiliśmy się.słysząc to pan profesor wypalił: "no jak to?to pani XXX puściła was na wakacje nieprzygotowanych???" ;)

Odpowiedz
ada.ant 2010-09-20 o godz. 22:57
0

ja pamiętam tylko jedne zajęcia, w liceum organizowane w ramach biologii, przyszedł młody lekarz - były uczeń, prowadził jakieś badania do doktoratu chyba, pogadaliśmy, pokazał jak założyć prezerwatywę na banana, rozdał ankiety...
nie czułam się niedouczona przez to, że nie miałam takiego przedmiotu, ale chciałabym żeby zakres tematyczny dojrzewanie-współżycie-antykoncepcja-zagrożenia(HIV etc.)-uświadomienie odpowiedzialności swoich poczynań był stałym elementem programu wychowawczego od 4 klasy do matury. W ilości, zakresie i poziomie dostosowanym do wieku.

ja nie mam stresu zw. z tematyką, wiem że dam radę sama, ale nie każdy czuje się swobodnie i pewnie...

Odpowiedz
zieleniack 2010-09-16 o godz. 15:44
0

Nie mam pojęcia, wydaje mi się ,ze odpowiednio podana wiedza odnośnie rozmnażania człowieka nie przypomina sama w sobie jakiegoś horroru.
bo tak na prawde to brak tejze wiedzy to horror wlasnie. szczegolnie w wieku dojrzewania;P

Dziewczynki, 10 lat gdzieś były przerażone! dyskutowały ze sobą, co z podpaskami zrobić, żeby tylko nie zobaczyła ich... mama!
przypomnialo mi sie, jaksie rozplakalam, kiedy jako dziewczynka jeszcze wstydzilam sie powiedziec tacie, na co mi pieniadze, a chcialam isc po podpaski 8)

Odpowiedz
gałka 2010-09-16 o godz. 00:23
0

hm, ja miałam w podstawówce takie lekcje, 5 klasa to była. Lekcje prowadzone były osobno dla dziewczyn i chłopców. Nie dowiedziałam się na nich nic. Pani opowiadała coś o miłości w rodzinie, jaka jest ważna, o zaufaniu itd:/ Był to moment kiedy większość dziewczyn zaczynała już miesiączkować - ale o tym nie było słowa na zajęciach. Wiecznie tylko powtarzała, że ona nam nie może mówić innych rzeczy, że na to wszystko przyjdzie pora, a na razie to byśmy się przeraziły. Czym? Nie mam pojęcia, wydaje mi się ,ze odpowiednio podana wiedza odnośnie rozmnażania człowieka nie przypomina sama w sobie jakiegoś horroru.
W nawiązaniu do tego jak ważna jest, oprócz takich zajęć, rodzina:
U mojej przyjaciółki zajęcia były prowadzone na trochę wyższym poziomie. Pewnego dnia tematem była miesiączka. Pani rozdała każdej z dziewczyn podpaskę. Dziewczynki, 10 lat gdzieś były przerażone! dyskutowały ze sobą, co z podpaskami zrobić, żeby tylko nie zobaczyła ich... mama! Wniosek taki, że w życiu o miesiączce z mama nie rozmawiały, a podpaska była najgorszym złem, które należało ukrywać...

Podsumowując: jestem jak najbardziej za takimi zajęciami, ale prowadzonymi przez osoby kompetentne, które nie będą traktować nastolatków jak przedszkolaków.

Odpowiedz
kobietka 2010-09-15 o godz. 16:46
0

W mojej szkole, dla klas II jest przygotownie do życia w rodzinie, przedmiot normalnie liczony do godzin lekcyjnych, w środku tygodniowego planu, nie jako dodatkowy.
Fakt, rodzice na pierwszym, wrześniowym spotkaniu otrzymują deklarację z gotową juz listą tematów, które będą poruszane na zajęciach. Przedmiot prowadzi osoba świecka, żartobliwie nazywana panią od seksu.
Wiem, że takie zajecia sa potrzebne. Wydaje się, ze teraz rządzi młodziezowa prasa, internet, młofdzi wszytsko wiedzą, ale jak zapytam dziewczynę o cykl miesiączkowy czy inne sprawy związane z płciowością to czasem tak wywalaja gały, jakbym pytała o kosmiczne sprawy
Widzę po swoich uczniach, że oni chcą rozmawiać, potrzebują wiedzy innej niż ta cząstkowa, często fragmentaryczna z netu czy Bravo.
Jestem za przygotowaniem do życia w rodzinie.

Odpowiedz
Reklama
Gość 2010-09-14 o godz. 23:17
0

My bylismy zadowoleni z zajęć.
Internet internetem,ale rozmowa, rozmową ;)
Bez zenady pytałam, sluchalam, zakupiłam 2 książki, które w niedalekiej przyszłości bardzo się przydały.

jestem za ;)

Odpowiedz
Gość 2010-09-14 o godz. 23:14
0

Teraz takie lekcje już nic nie dają, szczególnie gdy świadomie są sprowadzane do nieatrakcyjnych, dodatkowych spotkań, tylko po to żeby w statystykach szkoły było, że szkoła taka postepowa.

Teraz rządzi internet - i dobrze, bez łaski, wszystkiego dzieciaki się dowiedzą z pierwszej reki. Szkoda, że niekiedy dość brutalnie :( , ale teraz świat też jest brutalny.

Odpowiedz
Ofelia 2010-09-14 o godz. 15:11
0

U mnie w podstawówce były zajęcia wychowania do życia w rodzinie. Były lekcje dla wszystkich, tylko dla dziewcząt i tylko dla chłopców. Nauczycielka rozmawiała z nami nie tylko o dojrzewaniu, rozmnażaniu, ale także o AIDS. Nawet pamiętam dziewczynki w 6 klasie miały spotkanie z jakąś panią, która mówiła o dojrzewaniu i miesiączce i każda z nas dostała taką książeczkę i kilka podpasek.
Później w liceum miałam kilkanaście lekcji tegoż oto przedmiotu. Tam było głównie o antykoncepcji (pani puszczała nam filmy, którymi mało kto był zainteresowany....), o aborcji (muszę przyznać, że dopiero w liceum dowiedziałam się jak ta aborcja przebiega w rzeczywistości...). Aha, no i na biologii mieliśmy z jeden temat o antykoncepcji i nawet filmik z jakiś czasów archiwalnych lol Oczywiście na sprawdzianie pojawiło się jakieś pytanie dotyczące antykoncepcji 8)
Więc uważam, że moje lekcje nie były takie najgorsze, ale fakt, mogłyby być lepsze. Mija się z celem, aby takie lekcje prowadziły katechetki, nauczycielki od biologii, które tylko odwalają swoją robotę i nie mówią nic konkretnego, a młodzież dokształca się przez gazety typu Bravo, bo wiadomo że nie w każdym domu mówi sie o seksie.
Moja mama jest położną, więc ja byłam dość wcześnie w temacie 8) Wiadomo, że takie lekce nie są w stanie uchronić każdego przed przedwczesną i niechcianą ciążą

Odpowiedz
Gość 2010-09-13 o godz. 23:36
0

dobbi napisał(a):Nabla napisał(a):A może zrobić jak w Szwecji? Nie oddzielać wychowania seksualnego od całej reszty, nie zwalać wszystkiego na jednego nauczyciela, tylko wkomponować to w inne przedmioty. Na biologii o rozmnażaniu, na polskim przy erotykach, na chemii o hormonach, na historii o tym, jak wyglądało podejście do seksu w poszczególnych epokach, na nauce o społeczeństwie, języku obcym, nawet na wu-efie?

Przestać robić z s seksu "te tematy", wielkie halo i coś, o czym mówi się po cichu na specjalnej lekcji.
Nabla, obawiam sie ze minie jeszcze sporo czasu zanim bedzie to mozliwe, bo zyczliwi i dbajacy o nas politycy napewno dorobia "ideologie" do tego co przeciez jest naturalne
Dopóki nasi politycy boją się biskupów - będzie tylko gorzej

Odpowiedz
zieleniack 2010-09-13 o godz. 21:09
0

ah nie, przypomniałam sobie. Nasza wychowawczyni w gimnazjum puszczała nam filmiki z edukacji seksualnej na godzinie wychowawczej. Pamietam jeden filmik rysunkowy o dziewczynie, która dała sie namówić chłopakowi na seks po pijaku w samochodzie i zaszła w ciaze, po czym cofnela sie w czasie i uniknela tej ciazy, bo powiedziała "nie" ;P i jeszcze jakis o czystosci przedmalzenskiej. Pewnie takie było zalecenie szkolne, zeby odbebnic, bo puszczała te filmiki, po czym znikała na zapleczu i potem nie było słowa komentarza....

Odpowiedz
Reklama
zieleniack 2010-09-13 o godz. 21:04
0

jak dla mnie wiekszosc byla w tym, do czego sama dotarlam (literatura oraz czasopisma dla mlodziezy) oraz rówieśnicy...

Odpowiedz
Gość 2010-09-13 o godz. 20:41
0

a i tak większość w rękach nauczycieli - nigdy i nigdzie tyle i tak rzeczowo nie usłyszałam nt fizjologii (głównie babskiej), hormonów i antykoncepcji co na lekcjach chemii w liceum.

Odpowiedz
Gość 2010-09-13 o godz. 20:39
0

Nabla napisał(a):A może zrobić jak w Szwecji? Nie oddzielać wychowania seksualnego od całej reszty, nie zwalać wszystkiego na jednego nauczyciela, tylko wkomponować to w inne przedmioty. Na biologii o rozmnażaniu, na polskim przy erotykach, na chemii o hormonach, na historii o tym, jak wyglądało podejście do seksu w poszczególnych epokach, na nauce o społeczeństwie, języku obcym, nawet na wu-efie?

Przestać robić z s seksu "te tematy", wielkie halo i coś, o czym mówi się po cichu na specjalnej lekcji.
Nabla, obawiam sie ze minie jeszcze sporo czasu zanim bedzie to mozliwe, bo zyczliwi i dbajacy o nas politycy napewno dorobia "ideologie" do tego co przeciez jest naturalne

Odpowiedz
Gość 2010-09-13 o godz. 20:35
0

A może zrobić jak w Szwecji? Nie oddzielać wychowania seksualnego od całej reszty, nie zwalać wszystkiego na jednego nauczyciela, tylko wkomponować to w inne przedmioty. Na biologii o rozmnażaniu, na polskim przy erotykach, na chemii o hormonach, na historii o tym, jak wyglądało podejście do seksu w poszczególnych epokach, na nauce o społeczeństwie, języku obcym, nawet na wu-efie?

Przestać robić z s seksu "te tematy", wielkie halo i coś, o czym mówi się po cichu na specjalnej lekcji.

Odpowiedz
patunieczka 2010-09-13 o godz. 20:23
0

Blutka napisał(a):Tylko że mnie ciągle mierzi na myśl, że jakiś nawiedzony babiszon będzie robił mojemu dziecku za moimi plecami wodę z mózgu.
Blutka, i tak będzie. Niekoniecznie na wychowaniu do życia, to co zechce powie na religii, biologii , polskim, godzinie wychowawczej.
Ja pomijam moją katechetkę, która dzieciom podstawówkowym puszczała "Niemy krzyk", bo to ekstrema była.
Ale informacja z biologi, klasa IV podstawówki, że życie to jest od momentu, kiedy dwie komórki się połączą i od tej pory to jest świętość, to był prywatny pogląd nauczycielki, którym niekoniecznie powinna się z nami dzielić (no bo to je pogląd, jeżeli już to opatrzeć to komentarzem, że to jedna z teorii... patrz teoria Darwina w niektórych szkołach USA).

Jestem za uświadamianiem dzieci przez szkołę. Idealnie by było, gdyby w murach szkolnych nie słyszały o seksie, antykoncepcji, profilaktyce HIV po raz pierwszy w życiu (w sensie, że wcześniej rozmawiały o tym w domu), ale to pewnie nieliczne przypadki by były.

Odpowiedz
till 2010-09-13 o godz. 20:23
0

Jakoś ciągle mi się wydaje, że szkoła to miejsce na lekcje anatomii i fizjologii, na biologii można też mówić o profilaktyce hiv (mnie mówiono), ale nie na ideologię.
I dochodzimy do sedna. W liceum miałam nawiedzoną nauczycielkę biologii, która w ramach "uświadamiania" młodzieży przekazywała nam wiedzę rodem z RM: że prezerwatywy nie chronią ani przed HIV ani przed niechcianą ciążą, szkodzą zdrowiu, a najskuteczniejszą metodą antykoncepcji jest kalendarzyk. Strach pomyśleć, że ktoś mógł sobie wziąć do serca wiedzę przekazywaną przez tę nauczycielkę.

Sądzę, że gdyby przygotowania do życia w rodzinie uczyły przeszkolone osoby wg. ustalonego programu (zapobieganie chorobom przenoszonym drogą płciową, zapobieganie niechcianej ciąży) takie historie nie miałyby miejsca.

Aha, w podstawówce mieliśmy normalną nauczycielkę biologii. Raz, w 6 klasie mieliśmy tego typu zajęcia, osobno dla chłopców, osobno dla dziewcząt. Rozmowa zaczęła się niewinnie, wiadomo problemy dojrzewania, pierwsza miesiączka itp. Ale zaczęły padać bardziej krępujące pytania i okazało się, że również na nie pani odpowiadała bez zażenowania, zbędnego moralizowania, rzeczowo. Wątpię, żeby 80% rodziców 12-latków sądziło, że ich dziecko może interesować co to jest aborcja, jak to wygląda, czemu dorośli mówią, że to złe, jakie są metody antykoncepcji itp. A jednak dzieci takie rzeczy interesują i chyba lepiej, żeby dowiedziały się o tym w szkole niż z Bravo.

Bo to ładnie brzmi, że to rodzice powinni uświadamiać swoje dzieci. Ale nie ma co łudzić się, że tak to wygląda w Polsce.

Odpowiedz
zieleniack 2010-09-13 o godz. 20:05
0

no, chyba, ze cos sie zmienilo od "moich czasów"....
jak wyglądają teraz typowe lekcje WDwŻ?

Odpowiedz
zieleniack 2010-09-13 o godz. 20:02
0

ale nie na ideologię
ideologie nie, informacje-tak...

Odpowiedz
Gość 2010-09-13 o godz. 19:57
0

dobbi napisał(a):
no i trudno sie nie zgodzic, ze seks + mlodziez szkolna = SZATAN 8) i ze to budzi emocje. wiesz, to chyba jest tak ze wszyscy wiedza najlepiej jak wychowac Twoje dziecko.
moim marzeniem jest taki stan, ze kazdy rodzic jest na tyle uswiadomiony ze jest w stanie przekazac wiedze dziecku, niestety wiem ze to malo realne.

To sobie pomarzyłyśmy. 8)

Masz zapewne rację, niestety. Tylko że mnie ciągle mierzi na myśl, że jakiś nawiedzony babiszon będzie robił mojemu dziecku za moimi plecami wodę z mózgu.

Odpowiedz
Gość 2010-09-13 o godz. 19:34
0

to jak zdecydujesz sie na taka akcje to powiedz, pozycze Ci wszystkiego najlepszego, a tak serio Blutka, to nie da rady, serio.
no i trudno sie nie zgodzic, ze seks + mlodziez szkolna = SZATAN 8) i ze to budzi emocje. wiesz, to chyba jest tak ze wszyscy wiedza najlepiej jak wychowac Twoje dziecko.
moim marzeniem jest taki stan, ze kazdy rodzic jest na tyle uswiadomiony ze jest w stanie przekazac wiedze dziecku, niestety wiem ze to malo realne.

Blutka napisał(a):na biologii można też mówić o profilaktyce hiv (mnie mówiono)
pewnie ze mozna, ale sie nie mowi BO MY NA HIV NIE ZAPADAMY, ZAKAZAJA SIE ONI (jacys)
widocznie Ty mialas fuksa

Odpowiedz
Gość 2010-09-13 o godz. 19:30
0

dobbi napisał(a):Blutka, ale mysle ze nalezy pamietac, ze nie kazdy rodzic ma zdolnosc/mozliwosc/chec/odwage przekazania dziecku informacji na ten temat.
poza tym osobiscie uwazam, ze przy okazji zajec na ten temat w szkole powinny bec przekazywane informacje nt. profilaktyki zahazem hiv - niestety tu zarowno w szkole jak i w domach jest totalny beton (w wiekszosci przynajmniej)
To ja bym akcję uświadamiającą rodziców przeprowadziła. ;) 8)

Jakoś ciągle mi się wydaje, że szkoła to miejsce na lekcje anatomii i fizjologii, na biologii można też mówić o profilaktyce hiv (mnie mówiono), ale nie na ideologię. Gdyby wychowanie do życia w rodzinie było suchym przekazaniem niezbędnych informacji teoretycznych, to ok, ale cały czas mi się wydaje, że w Polsce seks i pokrewne budzą zbyt wiele emocji i chęć wpychania do podręczników ideologii.

Odpowiedz
Gość 2010-09-13 o godz. 19:15
0

Blutka, ale mysle ze nalezy pamietac, ze nie kazdy rodzic ma zdolnosc/mozliwosc/chec/odwage przekazania dziecku informacji na ten temat.
poza tym osobiscie uwazam, ze przy okazji zajec na ten temat w szkole powinny bec przekazywane informacje nt. profilaktyki zahazem hiv - niestety tu zarowno w szkole jak i w domach jest totalny beton (w wiekszosci przynajmniej)

Odpowiedz
zieleniack 2010-09-13 o godz. 19:01
0

Blutka napisał(a):
Generalnie mam wrażenie, że takie lekcje to próba przerzucenia na szkołę czegoś, co rodzice powinni zrobić osobiście. Takie spychanie na państwo odpowiedzialności, że moje dziecko nie wie, co to jest prezerwatywa, tudzież nie jest katolicko wyedukowane na tyle, żeby zgodnie z maminymi oczekiwaniami wiedzieć, że przed ślubem nie wolno (przykładowo ;)).

kiedy dostałam okres, usłyszałam: "Myślałam, że w szkole wam o tym mówili...."

szczerze, to ja wolałabym zostać uświadomiona przez szkołę na tyle wcześnie, aby wiedzieć, jak się zachować w przypadku tegoż okresu, niż nie zostać uświadomiona w ogóle, a potem posiłkować się gazetkami dla młodzieży, schowanymi w podręcznik, aby nikt nie zobaczył... Takie zajecia dla dzieci w klasie dajmy na to 4, na temat samego dojrzewania, a potem w gimnazjum juz o antykoncepcji itp.

Ale skoro szkoły robią z tych zajęć rzucanie maskotką albo podawanie sobie chusteczki, która na koncu jest brudna (ma to symbolizowac dziewczyne, która sie puszcza-ze jest brudna, jak ta chusteczka. czemu nie chłopak???), to lepiej rzeczywiscie, aby tych zajec nie bylo...

Odpowiedz
Gość 2010-09-13 o godz. 18:46
0

Skoro wątek podniesiony, to się wypowiem, bo ostatnio sporo z mężem rozmawialiśmy przy okazji czegośtam, czy tzw. wychowanie do życia w rodzinie jest potrzebne i czy byśmy dziecko posłali. I mamy odpowiedź: NIE MA MOWY.

Generalnie mam wrażenie, że takie lekcje to próba przerzucenia na szkołę czegoś, co rodzice powinni zrobić osobiście. Takie spychanie na państwo odpowiedzialności, że moje dziecko nie wie, co to jest prezerwatywa, tudzież nie jest katolicko wyedukowane na tyle, żeby zgodnie z maminymi oczekiwaniami wiedzieć, że przed ślubem nie wolno (przykładowo ;)).

To trochę jak z nie emitowaniem scen erotycznych przed 22 - rodzic nie pilnuje, więc państwo musi.

Ja nie chcę, żeby moje dziecko było uczone tak istotnych rzeczy z podręcznika odpowiadającego poglądom nauczyciela.

Odpowiedz
Gość 2010-09-13 o godz. 18:38
0

U nas to wszystko było na lekacjach biologii w trzeciej klasie ( przy omawianiu fizjologii cżłowieka). W podreczniku może i tego nie było ale pamiętam jak ćwiczylismy wkładanie prezerwatywy na banana, kolega miał referat z pozycji seksulanych, a na pogadankę o antykoncepcji zaproszony był lekarz ginekolog. Ale z tego co czytam to moja szkoła była jakaś wyjątkowa pod tym względem ;)

Odpowiedz
zieleniack 2010-09-13 o godz. 18:11
0

Wyciągam temat.

Z niejakim zaskoczeniem czytam o tym, jak wyglądały lekcje z edukacji seksualnej niektórych z Was - te z położną itp. Ja miałam te zajęcia w drugiej-trzeciej gimnazjum (kiedy większość dziewcząt już miesiączkowała, czyli wg. mnie za późno!). Były beznadziejne:/// Prowadziła je jakaś nadmiernie spokojna pani z raczej sztucznym uśmiechem, która opowiadała nam, jak się rodzi uczucie. Narysowała schodki i na nich różne etapy znajomości, które nazywały się np. "rozmawianie o pogodzie" (!!!!!!). Innym ćwiczeniem było np. tańczenie w kółku na środku sali (!!!), pisanie sobie komplementów albo rzucanie do siebie maskotką. Raz jedyny pani przyniosła jakiś wykres mowiący o tym, jak dziecko rozwija się w ciele matki. I mówiła, czemu pornografia jest zła, ale szczerze mówiąc, nie pamietam, co powiedziała.

Pamiętam jeszcze, że miałam głupią minę, kiedy w tym kółeczku tańczyłam z chłopakiem, który mi sie strasznie podobał;P W każdym razie nie dowiedziałam się stamtad niczego. Uśiadamiały mnie gazetki typu Bravo Girl, Twist, Dziewczyna i Filipinka itp, chowane skrzętnie po kątach w domu, żeby nikt nie zobaczył....

Pytałam się mojego D. , jak u niego wyglądały te zajęcia i powiedzia, że także rzucali do siebie maskotką i że po tych zajęciach stwierdzil, że nie będzie na to chodził.

Odpowiedz
Gość 2009-03-12 o godz. 14:00
0

uwazam, ze powinny byc takie zajecia w szkole - obowiazkowo i obowiazkowo prowadzone przez odpowiednio przygotowanego nauczyciela, a nie ksiedza, katechete, czy stazyste, ktory akurat jest w szkole i nie ma co robic...

temat oczywiscie nie łatwy, nie poruszany w wielu domach, ale on przecież był, jest i bedzie ważnym w życiu kazdego człowieka, czy tego rodzice sobie zyczą, czy tez nie!!!

Predzej czy pozniej w kazdym odzywaja sie naturalne potrzeby seksualne i nawet najbardziej konserwatywni rodzice temu nie są w stanie zapobiec.

Bez względu na to, czy nastolatek podejmie inicjacje seksualna przed slubem, czy nie, bez wzgledu na to, jaka antykoncepcje bedzie stosował i czy w ogóle, to każdy powinien chociaz teoretycznie znac wszytskie mozliwe srodki, znac swoj organizm i mechanizm zachodzenia w ciaze, moze nawet pozycje seksualne, wygląd narzadow płciowych, etyke seksu !! - jego emocjonalna strone, szacunek do uczuc, potrzeb partnera..... Przecież to normalne!! Owszem kazdy z nas zna to wszytsko, bo nauczylo go doswiadczenie, ale jak widac są przykłady okropnej nieznajomosci nawet wlasnego ciała.
"za pierwszym raezm nie mozna zajasc w ciaze", "mozna zajsc w ciaze plywajac w basenie w ktorym sa tez chłopcy".... hehe

Odpowiedz
naitre 2009-03-11 o godz. 20:45
0

W moim liceum takze byłby prowadzone takie zajęcia. Zapisanych było 100% młodzieży z mojej klasy. Prowadziła je pani pedagog, która znała tylko jedną metodę antykoncepcji: NPR. Ale rozmawialiśmy na inne tematy. Na przykłąd co myśłimy o seksie przed małżeńskim, czy w tak młodym wieku (17 lat) powinniśmy zacząć współżycie? Zajęcia te polegały na rozmowie. Był przy nich nasz wychowawca, który stwierdził, że niczego nowego się nie dowiedzieliśmy.
Znalazł sposób aby Nas nauczyć "czegoś" więcej.

Zorganizował parę spotkań z panią położną w ramach lekcji wychowawczej. Jedne całą klasą a drugie były podzielone na chłopców i dziewczynki. Pamiętam zdziwioną koleżankę, która dowiedziała się, ze w czasie miesiaczki trzeba sie myć. I to najlepiej kilka razy dziennie. Ją mama nauczyła, że to nie zdrowe i mycie się jest zabronione w czasie miesiączki.
Inne zajęcia zorganizowane przez tego samego nauczyciela były z pielęgniarką szkolną. Przyniosła sztuczny biust i każdy miał w nim "wymacać" guzki. Chłopcy początkowo byli bardzo zdziwieni dlaczego oni tez mają to robić? Przecież im to nie grozi. Pielęgniarka powiedziałą im, ze w 80% to mężczyźni znajdują guzki w ciele kobiety podczas gry wstępnej. Od razu temat zaczał ich interesować i chetnie współpracowali.

Myślę, że takie zajęcia są bardzo potrzebne. Wydaje mi się, że w większości domach za mało się rozmawia o seksie, antykoncepcji itp. Sama niestety dowiedziałam sie wszystkiego od starszej siostry i koleżanek. Mama o antykoncepcji zaczęła rozmawiać zmoją siostrą dopiero rok po jej ślubie :o Troche się mamusia spóźniła ;)

Odpowiedz
Gość 2009-03-08 o godz. 11:23
0

Sens takich zajęć bardzo zależy od osób prowadzących a najgorszą rzeczą jest, gdy są wyznaczane do tego przypadkowe osoby np. wychowawczyni (w moich czasach były takie pomysły, żeby część takich pogadanek odbywała się na godzinie wychowawczej. Nie wiem czy cos takiego jeszcze funkcjonuje). W przypadku zajęc z edukacji seksualnej (i nie tylko) uważam, że zamiast przedmiotu wpisanego w tygodniowy plan zajęć, prowadzonego przez jedną osobę, większy sens ma zapraszanie do szkół ludzi, którzy mają faktycznie coś do powiedzenia i mają talent dydaktyczny. A już najgorsze co może być to rozliczanie z takiego przedmiotu na zasadzie ocen i klasówka z metod antykoncepcyjnych.

Odpowiedz
Rosalinda 2009-03-07 o godz. 21:23
0

przedmiot nie powinien się nazywać wychowanie do życia w rodzinie (bo w ten sposób zakladamy że tylko ten kto ma rodzine- uprawia sex co jest bzdurą) tylko wychowanie seksualne albo seksualnośc człowieka
powinna uczyc róznych metod antykoncepcji, zapoznac z płciowością człowieka itp

co do mojego liceum, była pogadanka dr Krzysztofa Rutkowskiego (ginekolog) na temat antykoncepcji, wyjątkowo bezpośredni człowiek (i dobrze) dzięki temu mogliśmy pytac o wszystko, nie było żadnych uprzedzen itp
przyniós prezerwatywę (z dokładną instrukcja jak zakładać) , pigułki, środek plemnikobójczy (każda osoba mogla powąchac taki żel, dotknąć itp) ...

ale miałam tez pogadankę na biologii, w podręczniku tego nie ma, nasza nauczycielka bardzo sczegółowo omówiła cykl kobiety i oczywiście opowiedziała o antykoncepcji ;)

Odpowiedz
b.londynka 2009-03-07 o godz. 18:25
0

Na przykład w Wielkiej Brytanii samotne matki uzyskują zasiłek w wysokości około 10 tysięcy funtów rocznie i bezpłatne mieszkanie do dyspozycji.
No i to jest powod tylu ciaz. W UK srodki antykoncepcyjne sa bezplatne, a i dostep do informacji na temat seksu tez szeroki. Dzisiaj w stolowce mojego college'u rozstawili sie ludzie z takiej wlasnie organizacji, rozdawali chetnym ulotki na temat wspolzycia, antykoncepcji a nawet homoseksualizmu Malo tego, nawet kilka prezerwatyw dostalam :D

A wracajac do Polski, sama mialam w liceum kilka lekcji o zyciu w rodzinie, ale chyba nic ciekawego z nich nie wynioslam, bo nie pamietam lol Mama wstydzila sie ze mna rozmawiac o seksie (nawet jak sama ja o to prosilam), twierdzac ze wiem wiecej niz ona Uswiadomilam sie sama, ale co z tego skoro 17-latce ginka nie chciala dac recepty na pigulki? Niedawno pytalam nastoletnich kuzynek, czego sie dowiedzialy o antykoncepcji na wychowaniu do zycia w rodzinie. Okazalo sie, ze cos tylko bylo o kalendarzyku, ale nudne i nic dziewczyny nie zapamietaly . No nic, pozostaje mi tylko samej je uswiadomic ;)

Odpowiedz
Gość 2009-03-07 o godz. 18:24
0

Madeleine napisał(a):
Ja też książeczkę miałam, co więcej, ze zdjęciami nagiego mężczyzny oraz nagiej kobiety 8) Mimo to szok przeżyłam ;)
W mojej zdjęcia również były. ;)

Odpowiedz
Gość 2009-03-07 o godz. 18:19
0

Becja, oplułam monitor

Ja też książeczkę miałam, co więcej, ze zdjęciami nagiego mężczyzny oraz nagiej kobiety 8) Mimo to szok przeżyłam ;)

Odpowiedz
algaj 2009-03-07 o godz. 18:06
0

Blutka napisał(a):[
Ja też dostałam podobną książeczkę (mam ją gdzieś do dziś), ale miała bardziej bezpośredni tytuł, bo "Skąd się biorą dzieci". Bardzo sensowna była zresztą. :)
miałam podobną, ale dostałam ją chyba ciut za wcześnie, bo pamiętam, że jedyne co z niej w pełni zrozumiałam, to fakt, że w ciele mężczyzny żyją kijanki lol

Odpowiedz
Gość 2009-03-07 o godz. 18:04
0

Nabla napisał(a):
Rodzicow mialam normalnych, ksiazeczke "Nie wierzcie w bociany" dostalam w wieku jakichs 6 lat i w zasadzie nie byloby problemu. W zasadzie, bo tego, jak wyglada penis nie wiedzialam az nie zobaczylam na zywo (i przezylam niemaly szok lol lol lol ).
Ja też dostałam podobną książeczkę (mam ją gdzieś do dziś), ale miała bardziej bezpośredni tytuł, bo "Skąd się biorą dzieci". Bardzo sensowna była zresztą. :)
Pamiętam, jak numerem wieczoru było pytanie małej, kilkuletniej Blutki, skąd się wzięła, przy czym Blutka to wszystkim z przejęciem wyjaśniała, kłócąc się z dziadkiem, który twierdził, że znalazł ją w kapuście. lol

Z tym penisem, to ja też tak miałam. ;)

Odpowiedz
becja 2009-03-07 o godz. 17:59
0

Madeleine napisał(a):Nabla napisał(a):I mial racje, bo zaleca sie stosowanie 2 prezerwatyw w pewnych sytuacjach i nie jest to nic nadzwyczajnego...
Serio? W jakich? No cóż, położna miała na ten temat inne zdanie ;)
a tą drugą na co się zakłada? ;) sorki, nie mogłam się powstrzymać lol

aha, już doczytałam 8)

Odpowiedz
Gość 2009-03-07 o godz. 17:58
0

Madeleine napisał(a):Nabla napisał(a):I mial racje, bo zaleca sie stosowanie 2 prezerwatyw w pewnych sytuacjach i nie jest to nic nadzwyczajnego...
Serio? W jakich? No cóż, położna miała na ten temat inne zdanie ;)
Opinie sa rozne, wiem, niektorzy odradzaja ze wzgledu na ryzyko pekniecia.

Natomiast w przypadku wspolzycia z partnerem potencjalnie zarazonym choroba zakazna dwie gumki na raz byly polecane jako dodatkowe zabiezpieczenie.

Odpowiedz
Gość 2009-03-07 o godz. 17:53
0

Nabla napisał(a):I mial racje, bo zaleca sie stosowanie 2 prezerwatyw w pewnych sytuacjach i nie jest to nic nadzwyczajnego...
Serio? W jakich? No cóż, położna miała na ten temat inne zdanie ;)

Odpowiedz
renik 2009-03-07 o godz. 17:51
0

Nie do końca zgadzam się z tym stwierdzeniem.
Jeśli rodzice wierzą, że np. metodą antykoncepcji jest stosunek przerywany, to dziecko powinno od nich sie tego dowiedzieć i na tym etapie pozostać?
Czy wiedza teoretyczna jest równoważna z zastosowaniem?

Chyba nie zostałam zrozumiana, chodzi mi o to, że szkoła jako instytucja publiczna podlega pewnym procedurom. Nie możemy wychodzić poza pewne ramy programowe, a niektóre z tych ram możemy przekazywać dzieciom tylko po uprzednim zaakceptowaniu ich przez rodziców, mówię tu oczywiście o młodzieży, nad którą opiekę prawną sprawują jeszcze inni, a nie dorosłych 18 latkach. Tak to wygląda, niestety lub stety. Nasze prywatne osądy nic tu nie zmienią, bo ile osób tyle pomysłów, a kwestia jest chyba zbyt delikatna i dotyka zbyt intymnej sfery życia, aby dało się ją ująć w sztywne ramy.

Odpowiedz
frelka 2009-03-07 o godz. 17:41
0

renik napisał(a):Nie w obecnych podręcznikach do biologii nie ma informacji na temat antykoncepcji, czy technik współżycia. Nigdy ich nie było (uczę biologii 16 lat). Owszem są w gimnazjum informacje na temat fizjologii i budowy układu rozrodczego człowieka. W szkole nie mówi się na seks rozmnażanie, bo to dwa różne procesy, choć finalnie otrzymujety to samo. Biologia jako przedmiot nie ma prawa zajmować się antykoncepcją czy seksem, to nie leży w jej zakresie. Wychowanie do życia w rodzinie jest i musi być dobrowolne właśnie dlatego, że są tam poruszane tematy niejednokrotnie kontrowersyjne, w jednej rodzinie antykoncepcja jest dozwolona, w innej z racji przekonań nie. Ot taki przykład. Rodzice posyłając dzieci na zajęcia powinni znać zakres treści i z nim się zgodzić. Wiecie to szalenie trudny temat, tego nie da się ująć w ramki. Przecież wychowanie do życia w rodzinie to nie przedmiot, to suma jakiś nabytych i utrwalonych cech, odpowiedzialności, kręgosłupa moralnego. Czy tego można się nauczyć li tylko w szkole? Szczerze wątpię.
Nie do końca zgadzam się z tym stwierdzeniem.
Jeśli rodzice wierzą, że np. metodą antykoncepcji jest stosunek przerywany, to dziecko powinno od nich sie tego dowiedzieć i na tym etapie pozostać?
Czy wiedza teoretyczna jest równoważna z zastosowaniem?

Zgadzam się natomiast, że ogólnie temat jest trudny.
Rozwiązanie o ile istnieje, to naprawdę dobrze przygotowani prowadzący, którzy potrafią przekazać wiedzę bez mieszania np. z religią.

Odpowiedz
Gość 2009-03-07 o godz. 17:28
0

Madeleine napisał(a):W zasadzie, bo tego, jak wyglada penis nie wiedzialam az nie zobaczylam na zywo (i przezylam niemaly szok lol lol lol .
No, ja też, ale wychowanie seksualne pewnie by niewiele pomogło - no chyba, że połączone z oglądaniem penisów na żywo, ale to chyba pieśń baaaardzo dalekiej przyszłości ;)
Ja mysle, ze zwykle zdjecie by pomoglo

Madeleine napisał(a):I mimo, że wydawać by się mogło, że przecież "wszystko już wiedzieliśmy" - no bo te 18 lat na karku większość miała, do dziś pamiętam pytanie kolegi, czy w związku z niską skutecznością prezerwatywy nie lepiej używać dwóch, wkładając jedną na drugą ;)
I mial racje, bo zaleca sie stosowanie 2 prezerwatyw w pewnych sytuacjach i nie jest to nic nadzwyczajnego...

Odpowiedz
Gość 2009-03-07 o godz. 17:24
0

W zasadzie, bo tego, jak wyglada penis nie wiedzialam az nie zobaczylam na zywo (i przezylam niemaly szok lol lol lol .
No, ja też, ale wychowanie seksualne pewnie by niewiele pomogło - no chyba, że połączone z oglądaniem penisów na żywo, ale to chyba pieśń baaaardzo dalekiej przyszłości ;)

Tak mi się skojarzyło o tym wychowaniu. Bo miałam takie lekcje w szkole średniej i wspominam je bardzo dobrze - mieliśmy zajęcia z położną, która naprawdę bardzo konkretnie potrafiła wiele rzeczy wytłumaczyć (także o takie, o które się wstydziliśmy spytać ;) ), w sposób, który nie urażał niczyjego światopoglądu i obiektywnie (a to chyba rzadkość).

I mimo, że wydawać by się mogło, że przecież "wszystko już wiedzieliśmy" - no bo te 18 lat na karku większość miała, do dziś pamiętam pytanie kolegi, czy w związku z niską skutecznością prezerwatywy nie lepiej używać dwóch, wkładając jedną na drugą ;)

W każdym razie czułam się wyedukowana absolutnie w zadawalającym stopniu. Tyle, że akurat ja miałam szczęście trafić na taką panią - a niestety nikt gwarancji nie da, że tak będzie w przypadku ogółu. Podobnie zresztą jak przy wprowadzeniu dodatkowego przedmiotu - sorry, tak długo, jak będzie go uczyła pani od biologii/ religii/ dowolnego innego przedmiotu, jedynie po kursie doszkalającym, a nie przygotowana metodycznie do "tego tematu" (też uwielbiam to określenie), wychowanie seksualne/ do życia w rodzinie pozostanie mitem i farsą.

Odpowiedz
Gość 2009-03-07 o godz. 17:15
0

W mojej szkole lekcja wychowania seksualnego byla jedna - nawiedzona katechetka tlumaczyla nam jak od ogladania pornografii zostaje sie nekrofilem

Rodzicow mialam normalnych, ksiazeczke "Nie wierzcie w bociany" dostalam w wieku jakichs 6 lat i w zasadzie nie byloby problemu. W zasadzie, bo tego, jak wyglada penis nie wiedzialam az nie zobaczylam na zywo (i przezylam niemaly szok lol lol lol ). Rycinki pogladowe na biologii to jednak za malo. Wychowanie powinno byc, nawet prowadzilam swego czasu mala krucjate uswiadamiajac doroslych kolegow o plodnosci kobiety, budowie, metodach antykoncepcji itp, bo mimo tego, ze mieli po prawie 20 lat to wiadomosci mieli mizerne. Na prawde ta wiedza jest potrzebna a czesto nie jest przekazywana ani w domu ani w szkole.

Odpowiedz
renik 2009-03-07 o godz. 16:13
0

Nie w obecnych podręcznikach do biologii nie ma informacji na temat antykoncepcji, czy technik współżycia. Nigdy ich nie było (uczę biologii 16 lat). Owszem są w gimnazjum informacje na temat fizjologii i budowy układu rozrodczego człowieka. W szkole nie mówi się na seks rozmnażanie, bo to dwa różne procesy, choć finalnie otrzymujety to samo. Biologia jako przedmiot nie ma prawa zajmować się antykoncepcją czy seksem, to nie leży w jej zakresie. Wychowanie do życia w rodzinie jest i musi być dobrowolne właśnie dlatego, że są tam poruszane tematy niejednokrotnie kontrowersyjne, w jednej rodzinie antykoncepcja jest dozwolona, w innej z racji przekonań nie. Ot taki przykład. Rodzice posyłając dzieci na zajęcia powinni znać zakres treści i z nim się zgodzić. Wiecie to szalenie trudny temat, tego nie da się ująć w ramki. Przecież wychowanie do życia w rodzinie to nie przedmiot, to suma jakiś nabytych i utrwalonych cech, odpowiedzialności, kręgosłupa moralnego. Czy tego można się nauczyć li tylko w szkole? Szczerze wątpię.

Odpowiedz
till 2009-03-07 o godz. 12:25
0

Ja w 4 liceum miałam, bodajże 2-3 lekcje wychowania seksualnego. O dziwo zapisała się na nie prawie cała klasa.
Z tego co pamiętam o antykoncepcji było niewiele. Głównie pan prowadzący dzielił się z nami swoimi przemyśleniami życiowymi. Mogliśmy się np. dowiedzieć, że jeśli mężczyzna zdradza kobietę jest wszystko ok, bo jest to tylko sam seks bez uczuć. Jeśli jednak kobieta zdradzi swojego faceta to jest to bardzo, bardzo źle, gdyż na pewno zaangażowała się emocjonalnie lol
Jeśli tacy mają być nauczyciele od wychowania do życia w rodzinie to ja dziękuję. Faktycznie nie zapisałabym na coś takiego mojego dziecka - szkoda jego (jej) nerwów
Zarówno w podstawówce jak i liceum mieliśmy takie zajęcia tylko dla chłopców i tylko dla dziewczynek, na których mogliśmy zadawać nauczycielom różne pytania. W podstawówce pani od biologi bez zażenowania odpowiadała nam na wszystkie pytania - w tym o metody antykoncepcyjne, inicjacje seksualną, HIV, aborcję itp. Liceum to zupełnie inna bajka. Nauczycielka tłumaczyła nam, że prezerwatywa jest bardzo nieskutecznym środkiem anty, nie chroni przed HIV, a najlepiej chronią przed niechcianą ciążą naturalne metody
Jestem ciekawa, czy gdyby istniał taki przedmiot jak wychowanie do życia w rodzinie istaniałaby jakaś możliwość kontroli nauczycieli, by nie przekazywali dzieciom na tych lekcjach jakiś kompletnych bzdur.

Odpowiedz
ewan 2009-03-07 o godz. 11:12
0

Blutka napisał(a):Zawsze mnie bawiła nazwa "Wychowanie do życia w rodzinie", bo gdyby się trzymać tej nazwy, to jakoś tutaj wbrew pozorom nie widzę miejsca na wychowanie seksualne.

A jeśli chodzi o edukację seksualną, to znowu nazwa przedmiotu ("Wychowanie do życia w rodzinie") implikuje, że na seks jest miejsce między małżonkami/partnerami, którzy tworzą rodzinę/wspólne gospodarstwo domowe ;), czyli z założenia zajęcia te promują tradycyjny model zachowań damsko-męskich.

Ja bym raczej wepchnęła obowiązkowo zajęcia o dojrzewaniu, z możliwością zadawania absurdalnych pytań, w ramach biologii. Niechże tam będą przedstawione różne punkty widzenia, niechże uczą tych nieszczęśników, jak działa cykl miesiączkowy, od czego można zajść w ciążę, a od czego nie i czemu w basenie nie pływają sprytne plemniki. ;)


podpisuję się pod tym :) a swoja droga nikt właściwie w szkole nie używa tej oficjalnej nazwy ;) nawet dyrekcja mówi: "zajęcia z sexu" ;)
a dziś zapytam kolegę z biologii o czym on mówi na zajęciach:)

Odpowiedz
ladybird7 2009-03-07 o godz. 10:59
0

U mnie w liceum byl ten przedmiot. Ja jako jedyna osoba w klasie na niego nie chodzilam. Byla to dla mnie strata czasu - zajecia popoludniami a ja mialam inne zajecia. Jednak najwazniejszym argumentem bylo to ze ja tych zajec nie potrzebowalam - moi rodzice zawsze ze mna rozmawiali na "te" tematy(uwielbiam to sformulowanie "te tematy" lol lol lol lol lol lol )

Czyten przedmiot jest potrzebny, jasne ale nie musi byc obowiazkowy, no i napewno rodzice nie moga decydowac o tym czy dziecko bedzie chodzic na niego czy nie. I zgadzam sie z dziewczynami ze religia powinna powrocic do przykoscielnych salek.

Pozdrawiam
Lady

Odpowiedz
Gość 2009-03-07 o godz. 10:15
0

Blutka :brawo:
Dokładnie ujęłaś w słowa to, co chciałam napisać.

Wg mnie i wychowanie do życia w rodzinie, i edukacja seksualna (jako 2 różne rzeczy), powinny jakieś miejsce w programie nauczania znaleźć.
Ale nie kosztem religii - bo nie widzę tutaj związku.

Aha, jakiś czas temu wkleiłam w "łyku humoru" co lepsze kawałki z forum gazetowego - często nt. antykoncepcji, bo wydały mi się wyjątkowo śmieszne. Teraz myślę, że one bardziej przerażające niż śmieszne są (dla zainteresowanych: http://forum.styl.fm/s2/viewtopic.php?t=45191 ).

Odpowiedz
Loxia 2009-03-07 o godz. 09:58
0

temat na czasie

http://wiadomosci.onet.pl/1363447,2677,1,1,kioskart.html

i cytata:

- Brak poważnej edukacji seksualnej w szkołach prowadzi do dramatów. Proszę sobie wyobrazić dziewczynę, której lekarz odmawia wydania tabletki postinoru, a ona musi ją zażyć w ciągu 72 godzin, żeby rodzina na wieść o nieplanowanej ciąży nie wyrzuciła jej z domu. Z takimi przypadkami zgłasza się do nas wiele nastolatek - opowiada Aleksandra Józefowska.

Odpowiedz
Gość 2009-03-07 o godz. 09:56
0

Zawsze mnie bawiła nazwa "Wychowanie do życia w rodzinie", bo gdyby się trzymać tej nazwy, to jakoś tutaj wbrew pozorom nie widzę miejsca na wychowanie seksualne.
Jeśli takie zajęcia są w podstawówce, czy gimnazjum, to raczej powinni te dzieci uczyć, jak być dobrą córeczką/synkiem i jak się dogadać ze starymi ;). No bo przepraszam, ale zakładamy, że zanim dziecię rodzinę założy, to trochę wody upłynie i wzorce raczej i tak wywlecze z własnego domu.

A jeśli chodzi o edukację seksualną, to znowu nazwa przedmiotu ("Wychowanie do życia w rodzinie") implikuje, że na seks jest miejsce między małżonkami/partnerami, którzy tworzą rodzinę/wspólne gospodarstwo domowe ;), czyli z założenia zajęcia te promują tradycyjny model zachowań damsko-męskich.

Ja bym raczej wepchnęła obowiązkowo zajęcia o dojrzewaniu, z możliwością zadawania absurdalnych pytań, w ramach biologii. Niechże tam będą przedstawione różne punkty widzenia, niechże uczą tych nieszczęśników, jak działa cykl miesiączkowy, od czego można zajść w ciążę, a od czego nie i czemu w basenie nie pływają sprytne plemniki. ;)

Bo inaczej to się nigdy nie uda. No i zaklinam - bez infantylizmów, bo jak sobie przypomnę spotkanie w ramach przykościelnej poradni rodzinnej przed ślubem, to mnie ogarnia dziki śmiech - pani nam tłumaczyła, że na wykresiku można zaznaczać słoneczka i chmurki, w zależności od tego, czy w dany dzień możemy się "zbliżyć", czy nie.

Odpowiedz
Gość 2009-03-07 o godz. 09:36
0

Melba napisał(a):Nie znam aktualnych podręczników biologii, ale dopóki o seksie będziemy myśleć pre "rozmnażanie" to bieda z nami
Melba, ale ja pytam z ciekawości, czy są jakieś obowiązkowe źródła wiedzy.

Odpowiedz
Sylvana 2009-03-07 o godz. 09:22
0

Najgorsze jest to, że ci rodzice, któzy nie rozmawiaja na temat sexu w domu z dziećmi nie zapiszą ich na takie zajęcia. I wyjdzie na to samo

Odpowiedz
Gość 2009-03-07 o godz. 09:21
0

z ciekawości: to podręczniki biologii teraz już nie zawierają informacji nt rozmnażania się człowieka i (skrótowo) środków antykoncepcyjnych?

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie