Quantcast
  • kasia_ewa odsłony: 8981

    Zycie prywatne sasiadow...

    "Za sciane" wprowadzila nam sie nowa rodzina... Facet wynajmuje to mieszkanie... W przeciagu pol roku jest to trzecia grupa ludzi... Najbardziej uciazliwa...

    Jest to para z kilkulenim dzieckiem, albo dwojka, nie wiem... Mieszkanie to kawalerka.
    Od jakiegos czasu, czyli odkad sie wprowadzili, slychac glownie matke i dziecko... Ono rozdarte, ona jeszcze bardziej... Nie wiem, czy tylko wrzeszczy... Czy rowniez je bije

    Wrzaski dochodza po prostu nieziemskie... Wczoraj wieczorem (moja lazienka i kuchnia styka sie z tym mieszkaniem) ona znow byla rozdarta - klocila sie z tym mezem/chlopakiem/narzeczonym... Nie wiem...

    Czy ludzie nie maja wstydu? Otwarty balkon i takie wrzaski? Czy ona nie moze sie opanowac? Ja NIGDY tak nie wrzeszczalam....
    No i w koncu - czy nalezy reagowac... Bo ja nie wiem, czy z tym dzieckiem jest ok...

    ps. na dodatek ten pion taki ferelny, pod nimi, tez w kawalerce, mieszka inna para, mlodzi ludzie ktorym dziadkowie kupili mieszkanie... Sa ok, ale jak wlacza swoje muzyczne basy, ona zacznie tanczyc prawie nago na balkonie... to ja wymiekam....

    A mialo byc tak spokojnie... 8)

    Odpowiedzi (93)
    Ostatnia odpowiedź: 2010-07-28, 02:40:50
    Kategoria: Pozostałe
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
aga_terve 2010-07-28 o godz. 02:40
0

dopiero co pisałam w tym wątku o moich sąsiadach studentach...ehhh
Jestem właśnie po nieprzespanej nocy dzięki ich imprezie - do 5 rano
Taką nienawiścią do nich pałam w tym momencie, że planuje zemstę

Odpowiedz
WhiteRabbit 2010-07-27 o godz. 15:04
0

Sąsiadów mam tylko jednych. I na szczęście (ich szczęście).
To starsi ludzie, spokojni i w ogóle...
Ale my?
Na pewno tragedia. Młody nie śpi po nocach. W dzień też do najcichszych nie należy.
Pies drze się, jak tylko coś/ktoś szurnie pod naszymi drzwiami. Nie wspomnę o tym, jak szczeka, kiedy wychodzę na dwór
Ale co ja mam zrobić? Siedzę całymi dniami sama w domu, więc jak idę do sklepu po mleko, to mam brać ze sobą całą ferajnę? I tak z Filipem to jest wielka wyprawa, a jeszcze ciągnący się na smyczy pies, łobosz...

Jeszcze jedno: pod drzwiami od piwnicy stoi nasz wózek. Jeśli okaże się, że komuś przeszkadza, to zostanę uwięziona z Młodym w domu Nie mogę Filipa na sekundę w domu zostawić (żeby znieść wózek z domu na dół lub zejść po niego do piwnicy), bo cały dom rozniesie. Skrzywdziłabym tym zniknięciem jego małe serduszko :|

Na razie nikt nie narzeka. Mieszkamy od grudnia. Czekam, aż mi ktoś zwróci uwagę

Ja to tak z drugiej strony się wypowiedziałam ;)
Ale stres mam.

Odpowiedz
Ofelia 2010-07-27 o godz. 14:36
0

Jak czytam wasze opowieści o starszych babciach to oczy mam takie: :o ja za ściana mam małżeństwo(oboje chyba mają cos z głową) codziennie zaczynaja wrzeszczeć na siebie od 22....i tak parę godzin...Ostatnio zdarzają sie cichsze noce lol na parterze(mieszkam na 2 pietrze) też czasami syłszę "miłe" rozmowy małżeńskie Na 4 piętrze mieszka chłopak,który puszcza muzyke na cały regulator...własnych myśli nie słychać....Nie wspomne o szczekających psach...

Odpowiedz
Gość 2010-07-27 o godz. 12:31
0

Jakos specjalnie nigdy nie narzekalam na sasiadów. Na szczescie mieszkam na samej gorze, na moim pietrze mieszka starszy pan ktorego nigdy nie ma w domu (jak juz jest bardzo czesto puszcza sobie glosno kolendy, niezaleznie od pory roku lub piosenki koscielne), a obok mieszka rodzenstwo co prawda mlodsze od nas, ale poza puszczaniem hip-hopu nie robia nic co moglo by mi przeszkadzac.

Niestety jednak wprowadzajac sie tu zostalam obdarzona jedynym i niepowtarzalnym sasiadem mieszkajacym 3 pietra pode mna...
Starszy pan, emerytowany gornik, ktoremu wszystko przeszkadza. Widuje go na klatce kilka razy na dzien, kiedy zmierzam do domu widze go w oknie. Bardzo czesto wychodzi na jakies spacery, przy ym rozglada sie po oknach swoich sasiadow, po ich samochodach, zwraca uwage ludziom na jakies pierdoly... Dlugo by wymieniac, ogolnie facetowi chyba sie mocno nudzi, a ja strasznie nie lubie takich typow, bo w koncu emerytura nie musi oznaczac nudy i szpiegowania...

Szczegolnie nie lubia go moi rodzice, za kazdym razem kiedy przychodza w odwiedziny mijaja sie z nim na klatce.
Nazywamy go Pinochet...

Odpowiedz
Skowronek 2010-07-27 o godz. 11:08
0

To ja się może wypowiem na plus w tym mieszkaniu mieszkamy od grudnia nie wiem ile jeszcze tu pomieszkamy bo buduje sie nasz domek :) ale sąsiadów mamy rewelacyjnych, psozły nam korki sąsiad pozyczył swoje, sąsiedzi maja zwierzeta i dzieci ale nikt nikomu nie przeszkadza, może to zabrzmi głupio, ale mam tu cisze i spokoj mimo mieszkania w pobliżu dworca (mam do niego 3minuty) wielkiej fabryki kabla i osiedla z mnostwem dzieckaów :) lubie swoje mieszkanie i swoich sasiadów. Co do zycia prywtanego nikt nikomu w okna nie zaglada i nikogo nie strofuje troche wam wspolczuje :(

Odpowiedz
Reklama
Gość 2010-07-27 o godz. 07:23
0

blandine napisał(a):ps Goha na tych dwóch nowych fotkach wyglądasz rewelacyjnie: :) tak naturalnie...miodzio :lizak:
Dziękuję bardzo :usciski:

Odpowiedz
Gość 2010-07-26 o godz. 15:08
0

A ja mieszkam w kamienicy z 1903 roku. Podłogi drewniane skrzypią, ale nie jestem jakoś specjalnie przewrażliwiona i nawet to, że sąsiedzi z góry mocno akcentują pięty nie przeszkadza mi za bardzo. Przeszkadza mi zaś mimowolne uczeniczenie w życiu seksulanym tychże - budzi mnie skrzypienie łóżka i obijanej o ścianę ramy, i później głośny śmiech i radosny bieg do łazienki.
Przeszkadza mi też przejmujące wycie psa zostawionego najwidoczniej na długie godziny.
Ale najbardziej przeszkadzało mi swego czasu umc, umc... moich rówieśników z góry w rodzinnym domu oraz palenie trawki i gadki do 3 am brooklyńskich Portorykanów pod moim oknem.

Odpowiedz
blandine 2010-07-26 o godz. 14:18
0

hmmmm no to u mnei ostatnio nie tak źle ;)
mieszkam w środkowym mieszkaniu, po mojej prawej sąsiad zrobił osobny pokkój dla psiaka-w sumie ok,ale wylożył plytkami pod sufit i jedyne gdzie niesieto na duzy pokój( przewaznie zaczyna ok 23:30) na szczęście juz nei tak często jak 5 lat temu(czyli codziennie przez 15h dziennie)
po lewej spox sąsiedzi,ale odkąd syn wrócił z wojska to mu odbiło-ja rozumiem czasem posluchac na max muzyki....sęk w tym,że kolega katuje mnei albo mandaryną,albo polskim hip=hopem,albo disco-polo!!!dobrzez ze ostatnio dużo pracuję i nie puszcza już w nocy jak imprezuje,ale wtedy widzi mnei przed drzwiami-bo sorrki zeby w poniedzialek o 23:45 puszczac here I go again
nade mna starsza sąsiadka,z alzheimerem,ale w sumei nieszkodliwa :)

ps Goha na tych dwóch nowych fotkach wyglądasz rewelacyjnie: :) tak naturalnie...miodzio :lizak:

Odpowiedz
Gość 2010-07-26 o godz. 10:03
0

to i ja historię o sąsiadach dorzucę. Ale uwaga, nie dla wrażliwych!!!

Nad moimi rodzicami mieszka ich znajoma, i z poprzedniego osiedla i z pracy jednocześnie.
Na początku było super, imieninki, i inne spotkania towarzyskie. Aż syn sąsiadki wrócił z wojska. Wtedy po nocnych imprezach jak go zemdliło widać nie miał siły do ubikacji lecieć , więc dawaj przez okno, z pierwszego piętra. Kilka razy jakoś okien ani parapetów nie zabrudził, ale mimo to moja mama zwróciła uwagę sąsiadce, że tak nie można. Nie pomogło, po kolejnej imprezie i oddaniu kolacji przez okno, mama nie wytrzymała i poszła do sąsiadki, zwabiła ją do nas do domu i kazała umyć zarzygane okna.
Dopiero wtedy dorosły chłop zaczął trafiać do kibelka ...
Dziś stosuki sąsiedzkie są w normie, ale nie ma już kawkowania i pogaduszek.

Odpowiedz
Gość 2010-07-26 o godz. 10:02
0

W kwestii poprzedniego posta DobraC - nie organizujemy imprez, ani karaoke w domu, nie puszczamy głośno muzyki i chodzimy na bosaka albo w skarpetkach.
Jednyne do czego sąsiedzi mogą się przyczepić to zapach gotowania (który z każdego mieszkania tak samo się niesie na całą klatkę) o dziwnych porach np. o 1 w nocy.
Ale jesteśmy cicho

Ja wiem, ze ściany są cienkie, więc nie mogę winić wspomnianych przeze mnie młodzieńców, że ich k... i ch... w normalnej rozmowie słyszę jak siedzę na kanapie Ale jak się drą do 3 - to już moge

A w kwestii butów to moja sąsiadka z dołu mnie zabiła.

Oboje z J. jesteśmy zwolennikami "uwolnienia stóp" 8) Czyli jak się tylko da to chodzimy bez butów (indoors) albo w klapkach, sandałach (outdoors). Kapci nie posiadamy ("uwolnijmy stopy") więc zazwyczaj śmigamy z skarpetkach.
JEDEN RAZ, słownie JEDEN po wejściu do domu poszłam w obcasach do kuchni, żeby odstawić zakupy, bo myślałam że mi się ręce urwą. Była godzina 21.
Po 2 minutach wpadła sąsiadka z dołu i zrobiła wykład mojemu J. że ona ma tego już dosyć, bo ja CODZINNIE chodzę w obcasach po domu, wracam w środku nocy i jej stukam a ostatnio to tak chodziłąm podobno pół godziny w tych obcasach w kółko.

Odpowiedz
Reklama
poohatka 2010-07-26 o godz. 04:45
0

a my mieszkamy w akademiku 8) i mamy całą galerię super sąsiadów :| no nie, ogólnie da sie mieszkać, kolega za ścianą jak ma imprezy to się o nas troszczy zawsze ;) i dopytuje czy aby nie za głośno było i przeprasza :) za drugą sćianą mamy dziwne, a el spokojne małżeństwo, a u góry nikogo, bo mieszkamy na ostatnim piętrze 8)

ale jest jedna rzecz, której mam powoli dosyć... ja nie palę, Ł. nie pali... a w wyniku niekompetencji poprzedniej rady mieszkańców wylądowaliśmy w pokoju prawie najdalszym do kuchni i jednym z dwóch pokoi, które zostają odcięte od reszty piętra na klatce schodowej i razem z palarnią drzwi nieszczelne jak 150, więc przez pół dnia śmierdzi. śmierdzi też w kibelkach, bo supermózgi nie mogą iść na posiedzonko bez fajeczki. włażą z fajką do kuchni, kiedy inni gotują obiad. nawet pod prysznic z fajką! a wczoraj nie mogłam spokojnie sie skupić na tym czego potrzebuję ze sklepiku na dole, bo jakiś supermózg stał zaraz obok sklepu (dalej od "palarni" już się nie mógł wybrać) i smrrrrrodził :( ogólnie, to fajki znoszę w klubach, pubach i innych takich, ale już nei tam, gdzie chcę coś zjeść. a na pewno nie w moim pokoju :(

Odpowiedz
DobraC 2010-07-26 o godz. 03:27
0

tak swoja droga to te chodaki moga sie wlasnie okazac bosymi stopami 8)
ktoras z Was tu pisala ze nie chodzi w butach tylko na boso wiec nie halasuje...
tia... a swistak siedzi... to bose klapanie to dopiero sie niesie ;)

Odpowiedz
aga_terve 2010-07-26 o godz. 02:57
0

My mieszkamy na parterze wiec o sąsiadów z dołu sie martwić nie musimy i jak urodzinową impreze dwa razy w roku zrobimy to tez sie przeciez swiat nie zawali.

Dltageo z czystym sumieniem moge powiedziec ze mamy pod wzgledem halasu okropnych sąsiadów!!

Za scianą 4 studentów - katastrofa hałas nie ustający

A na górze małżeństwo które chodzi po panelach w mieszkaniu chyba w drewniakach bo żadne inne buty nie są w stanie takiego halasu robić!! i ile mozna chodzic w kolko po mieszkaniu!!

Odpowiedz
DobraC 2010-07-26 o godz. 02:39
0

wiecie co... a ja tak troche z innej beczki...
bo jak czytam wpisy to maluje mi sie troche taki obraz: sasiad glosny - be. to zwracam uwage - jestem cacy. ale jak schodze w obcasach po schodach i tupie - to sasiad zwracajacy uwage znow jest be...

Ja po prostu czasem staram sie zastanowic co moze byc slychac w innym mieszkaniu z naszego. I dlatego np. po schodach w obcach schodze na palcach. Bo wiem ze jak bede tuptac to tak jakbym sasiadowi na glowie kolki ciosala..

Nie pozwalam tez psu skakac po panelach - bo wiem ze Ci na dole musza to slyszec.
Ale z drugiej strony - poniwez drzwi zamykam na klamke a nie trzaskajac i staram sie nie wadzic - oczekuje tego samego od innych i nie waham sie zwrocic uwage.

Choc musze przyznac ze jedyny sasiad ktory mnie draznil (glownie wystawianiem cieknacych smieci za drzwi ) - WYPROWADZIL SIE!!!!
:) o radosci iskro bogow...

Odpowiedz
Gość 2010-07-25 o godz. 17:42
0

Ja miałam za ścianą świeżutka mamę z dzieckiem...
No cóż, trochę to było uciążliwe jak dziecko koncertowało często i o różnych porach, ale nie sposób się denerwować - takie prawo dziecka...kiedyś moje będzie kogoś w ten sposób męczyć

A najlepsze jest to, że teraz na prawdę żałuję, że się wyprowadzili, bo na ich miejsce wprowadziło się dwóch młodzieńców - pomijam fakt, że ściany mamy cienkie, więc słyszę teraz nawet ich rozmowy wieczorne, ale najgorsze jest to, że Ci młodzieńcy nie mają za grosz ogłady. Co drugie słowo lecą kurwy i chuje (przepraszam za słownictwo, ale tak jest ), w dzień puszczają Dodę na cały regulator, a wieczorami robią imprezy, albo ogladają mecze drąc się p.do 2 w nocy.

Ja mieszkam w klatce obok, ale dzięlę z nimi ścianę salonu. Dziwię się, że ich sąsiedzi drzwi w drzwi nigdy im uwagi nie zwracają. Ja mam mały problem, nawet jak chcę, nie odbierają domofonu, więc nie mogę się dostać pod ich drzwi

Ale moja cierpliwość się powoli kończy i przy okazji kolejnej popijawy z wrzaskami poprostu wezwę policję

Odpowiedz
basiorek 2010-07-25 o godz. 17:05
0

ja za to mialam sąsiadke chora na schizofenie no to byla poprostu masakra...niestety umarla pare miesiacy temu a najgorsze jest to ze nam tak ulzylo ze to koniec...boze az zle sie czuje gdy to pisze ale taka jest prawda.
a wiec kilka scen z naszego zycia:
1.gdy sie wprowadzilam walila dzien i noc w sufit miotla np o 3 w nocy o 5 rano caly dzien noc masakra

2.spiwala na kaltce piosenki glosem normalnie takim ze nie mozna go opisac .piosenki z cyklu "kwiaty we wlosach"," szla dziweczka do laseczka","facet to świnia"...gdy przechodzilam kolo niej darla mi sie do ucha "czarne oczy brudna szyja..."a jak jej sie coś powiedzialo to przez 5 godzin darla sie w nieboglosy w mieszkaniu(pod nami)takze dostawalam szalu

3.zbierala smieci i podworko to byl jej teren kiedys latem bylismy swiadkami takiej akcji:
smieciarz grzebie w kontenrze i zbiera puszki Wandzia wychyla sie przez okano i krzyczy
-pokaz morde,pokaz morde
facet sie obraca a ona na to
-znamy sie tyko z widzenia a jedno o drugim nic nie wie.śmialismy sie ogromnie

4.najlepsza akcja zadarzyla sie gdy robilismy remont i moj M postanowil wywalic stare grzejniki z piwnicy takie wiecie zeliwne stere grzejniki jeden chyab 20 kg i postanowil ze wystawimy to na podworko wezmie jakis zlomiarz i bedzie ok i tak zrobilismy.gdy obudzilismy sie rano ktos przwracal ten sprzet wiec stwierdzilismy ze fajnie ktos go bierze.Po paru minutach moj luby wychodzil do pracy i co zobaczyl jadac tamwajem jedna z wiekszych ulic w Poznaniu uslyszal najpierw niesamowity hałas okazalo sie ze Wandzia ciagneła nasz grzejnik na sznurku za soba po chodniku do skupu złomu lol

to tylko kilka opowiesci o naszej wandzi niestey reszta juz nie jest przyjemna...moze przy okazji:)
nie zycze nikomu takich sąsiadów:)

Odpowiedz
pocwirek 2010-07-25 o godz. 16:26
0

Hmm...
Moja sąsiadka jest "wybitnie utalentowana", 2 razy dziennie wyje w niebogłosy i wycie to nazywa śpiewem operowym
Żeby jeszcze coś ładnie zaśpiewała ale ona tylko ćwiczy więc brzmi to jak jęki osła
Dziewczyna jest bardzo pilna i wytrwała bo ćwiczy w weekendy, Święto Zmarłych, Nowy Rok, generalnie głeboko ma to, że ktoś w dzień wolny od pracy chciałby odpocząć :chlip:
Najgorsze jest to, że ona do tego przygrywa sobie na pianinie, słychać ją, jakby była tuż obok mnie.
Mnie już po mału brakuje sił :(

Odpowiedz
Gość 2010-07-25 o godz. 16:04
0

Wyciągne sobie....
Przeprowadziłam się i...mam nowych sąsiadów. Ich zycie prywatne nie istnieje, bo oni zyja życiem innych. Cały dzień, z przerwami na siusiu (zgaduje) siedzą w oknie. Cały dzień!
I obserwują... Sąsiadka celuje w głosnych wywrzaskiwanych uwagach do ludzi przechodzacych chodnikiem pod oknami. Głos ma wyjątkowo nieprzyjemny, zajeżdza akcentem i jest nieziemsko wulgarna. Jak na swoje lata, na oko 70, porusza sie szybko i sprawnie, bo do okna potrafi doskoczyc w sekunde. Oczywiście po to, by wyryczec kilka słów do zaskoczonego człowieka na dole.
Kilka dni temu straszyła policją faceta spokojnie parkującego auto, naprawde, robił to sprawnie i umiejętnie, nie ryczał silnikiem ani nic takiego. Babsztyl obiecał mu mandat.
Gdy przyszły mrozy, stoi na straży w oknie z mężem.
Z dziką satysfakcją opuszczam żaluzje zanim zapale światło.

Odpowiedz
jop 2009-12-09 o godz. 09:48
0

my mamy sasiadow, ktorzy urzadzaja pare razy w tygodniu wieczory karaoke i spiew zaczyna sie tam zawsze po 23:00 !!
nadmienie tez sasiada palacego papierosy i zrzucajacego na nasz balkon pety i popiol (chyba zrobie tak jak pisalyscie i po prostu zwroce mu uwage ).
sasiad za sciana wiecznie awanturuje sie ze swoja dziewczyna i chwilami sie zastanawiam czy jej czasem nie bije, bo ciagle przy tym czyms rzuca. poprzedniej dziewczynie w czasie awantury trwajacej pol niedzieli powyrzucal mnostwo ubran i innych rzeczy przez balkon ( 2 pietro ).
ogolnie mowiac nie mozemy narzekac na nude i brak rozrywek.

Odpowiedz
Liberales 2009-12-09 o godz. 06:39
0

Do nas kiedyś przyszła "miła" sąsiadka opierniczyć żebyśmy nie chodzili po domu w chodakach :o sęk w tym ze nikt z nas nigdy nie miał chodaków . I żebyśmy po 22 nie korzystali z toalety, bo przeszkadza jej dzwięk spuszczanej wody

Odpowiedz
Kerala 2009-12-09 o godz. 06:10
0

nie ukradli. Pustaki zostały wzięte przez pracowników sąsiada, bo panowie nie mieli na czym siedzieć.

kerala

Odpowiedz
tuskazet 2009-12-09 o godz. 06:04
0

Kerala napisał(a):Tylko to odstraszy złodziei pustaków.
kerala
No prawdziwe z nich pustaki że ukradli tylko 3 lol . Gra słów :lizak:

Odpowiedz
Kerala 2009-12-09 o godz. 05:59
0

Waham się, czy napisac o tym tutaj, czy w cudownym wątku Awangardy o tropieniu śladów Atlantydy i znikających cebulach.

W każdym razie mam całkiem nowego i świeżutkiego sąsiada, który sąsiadem dopiero będzie, bo buduje dom koło naszego. Sąsiad jest cymes :lizak:

Pewnego dnia przychodzi do nas sąsiad z paniką w oczach i mówi, że mamy duży problem. Otóż właśnie go okradziono.
Sąsiad kontynuuje: z jego szczegółowych obliczeń wynika, że z jego działki zniknęły trzy pustaki!
Oboje z męzem zamieramy- sąsiad jest oczywiście przekonany, że zamilkliśmy porażeni ohydą tego straszliwego występku.
Na ten ważki problem jest tylko jeden sposob: trzeba zbudowac ogrodzenie calego osiedla wraz z -koniecznie!- automatyczną bramą wjazdową na pilota. Tylko to odstraszy złodziei pustaków. Koszt ogrodzenia wyniesie drobne kilkadziesiąt tysięcy od działki, no ale w obliczu "znikniętych" trzech pustaków jest to niewielka suma.

Właściwie to cieszymy się, że poprzestal na ogrodzeniu i bramie automatycznej. W sumie mógł wpaść na pomysł wynajęcia GROMu.

kerala

Odpowiedz
asiulka27 2009-12-09 o godz. 05:16
0

agacik napisał(a):Dobrze, że to nie były mewy, bo te się dopiero drą.
Kiedyś byłam miłośniczką kotów, ale od czasu, kiedy wprowadziłam się do M, a on pod oknem mieszkania przy śmietniku ma budę dla kocurów, które przez okrągły rok się kochają, miłośniczką już nie jestem. Dodam, że panie-mochery opiekują się tymi kotami i często jestem zmuszona do wysłuchiwania ich rozmów, co wcale nie jest fajne. Opieka nad kotami ogranicza się do karmienia, nie wspomnę o opiece weterynaryjnej, odrobaczaniu i sterylizacji (to już by było nie po katolicku).
:supz: :supz: :supz:

ja próbowałam z tym walczyć, mieszamy na parterze, pod oknami mam stada kotów wydających okrutne dźwięki, a mieszkaja sobie w piwnicy, ktoś im notorycznie otwiera okienka, zamykanie nic nie daje. a potem zdziwienie co tak śmierdzi na klatce, jakby kot na nasikał.
a już nie mogę zdzierżyć karmienia gołębi na podwórku, wszystko zasrane....
no i ostatnio od osób trzecich dowiedziałam się że mój piesek za głośno szczeka z radości jak wracamy. chyba mu będę pyszczek zaklejać taśmą ;)

Odpowiedz
tuskazet 2009-12-09 o godz. 04:53
0

Kerala napisał(a):"Azor, bydlaku, nie szczaj na balkonie, bo sąsiadom kapie!"

kerala
:o :ghost:
ludzie ja w pracy jestem mam teraz mokre dokumenty od łez

Odpowiedz
Gość 2009-12-09 o godz. 04:08
0

Przypomniała mi sie tegoroczna zima. Mróz conajmniej minus 700, chciałam głupia zamknąć podwójne drzwi w klatce schodowej. Mijająca mnie sąsiadka skwitowała to "zachciało się paniusiom drzwi".
:o

Odpowiedz
Kerala 2009-12-09 o godz. 03:51
0

Nyx napisał(a):
Jedno mnie ciekawi niezmiernie - jak przeżył tę infomację twój mąż? :lizak:
Przeżył spokojnie i z godnością, bo Azor był kaukazem.

kerala

Odpowiedz
eskem 2009-12-09 o godz. 03:41
0

No to i ja nie wytrzymałam i dorzucę coś od siebie.

Wynajmowaliśmy zimą kawalerkę z niby ogródkiem. Sąsiadka zaproponowała nam, żebysmy naszego psa przywiązali do drzewka w ogródku, żeby nie było słychać jak szczeka, jak nas nie ma w domu. :o

Druga porada to była propozycja, żeby pies był w domu w kagańcu to nie będzie szczekał jak wracamy :|

Całe szczęście już mamy inne lokum lol

Odpowiedz
agacik 2009-12-09 o godz. 03:23
0

Dobrze, że to nie były mewy, bo te się dopiero drą.
Kiedyś byłam miłośniczką kotów, ale od czasu, kiedy wprowadziłam się do M, a on pod oknem mieszkania przy śmietniku ma budę dla kocurów, które przez okrągły rok się kochają, miłośniczką już nie jestem. Dodam, że panie-mochery opiekują się tymi kotami i często jestem zmuszona do wysłuchiwania ich rozmów, co wcale nie jest fajne. Opieka nad kotami ogranicza się do karmienia, nie wspomnę o opiece weterynaryjnej, odrobaczaniu i sterylizacji (to już by było nie po katolicku).

Odpowiedz
Gość 2009-12-09 o godz. 02:24
0

Paskvalina napisał(a):SkrawekNieba napisał(a): za to pisk ptaków na calym drzewie za oknem o 5 rano byl tak niemilosierny, że już nie moglam dlugo usnąć
pierwszy raz coś takiego slyszalam :o
Może to było słynne Ptasie Radio ;) lol 8)
taaa to może lepiej niech śpiewa troche później, bo już postanowilam, że po przyjściu do domu zbuduję procę 8)

ale moje osiedle jest w ogóle bardzo uzwierzęcone. Wieczorem wyją wszystkie psy na balkonach, koty się grzą i ciągle mialczą. Chyba wyszlam na wlaśnie na milośniczkę 8)

Odpowiedz
Paskvalina 2009-12-09 o godz. 02:14
0

SkrawekNieba napisał(a): za to pisk ptaków na calym drzewie za oknem o 5 rano byl tak niemilosierny, że już nie moglam dlugo usnąć
pierwszy raz coś takiego slyszalam :o
Może to było słynne Ptasie Radio ;) lol 8)

Odpowiedz
asiulka27 2009-12-09 o godz. 02:10
0

SkrawekNieba napisał(a):a mnie dziś sąsiedzi dali spokój... za to pisk ptaków na calym drzewie za oknem o 5 rano byl tak niemilosierny, że już nie moglam dlugo usnąć
pierwszy raz coś takiego slyszalam :o
to był okrzyk radości że nareszcie troszkę chłodniej lol

Odpowiedz
Gość 2009-12-09 o godz. 02:03
0

a mnie dziś sąsiedzi dali spokój... za to pisk ptaków na calym drzewie za oknem o 5 rano byl tak niemilosierny, że już nie moglam dlugo usnąć
pierwszy raz coś takiego slyszalam :o

Odpowiedz
Gość 2009-12-09 o godz. 01:26
0

u nas na górz sąsiedzi rozkładają sofę wieczorem zawsze o 23. Zawsze. Kurde, jak kładziemy się wcześniej to już mamy odruch, ze czekamy az sofa na górze zacznie się ruszać dopiero usypiamy :)

Odpowiedz
Gość 2009-12-09 o godz. 01:12
0

agnilinda napisał(a): "gratuluje orgazmu giganta- ja i pół osiedla"
Podziwiam odwagi

Kerala napisał(a):Mój mąż zirytowany woła "przepraszam, nie mogłaby pani podlewać kwiatów dokładniej? Cały balkon mamy zalany!", na co z góry rozlega się sceniczny szept (tekst oryginalny, proszę mnie nie podejrzewać o prostactwo) "Azor, bydlaku, nie szczaj na balkonie, bo sąsiadom kapie!"kerala
Ciekawe jaka byla reakcja Twojego męża :D Ja bym sie turlala ze smiechu jakby to spotkalo mojego :D

Odpowiedz
asiulka27 2009-12-09 o godz. 01:03
0

Kerala napisał(a):W kategorii "radośni sąsiedzi i dobre stosunki z nimi" uważam, że mój były mąż i ja mimo wszystko zajmujemy pierwsze miejsce. Choć gratulacje orgazmu i tupanie kota też są przednie lol
Opowiadałam kiedyś już tę historię na czacie, ale ponieważ ciągle mnie bawi, to teraz specjalnie dla szerszego grona:

Piekny lipiec, urocze okoliczności przyrody, ja i mąż stoimy sobie na naszym balkonie i palimy papierosy (mieszkaliśmy na parterze). Stoję przy drzwiach i widzę, jak z balkonu powyżej spada struga wody i oblewa mojego męża, który relaksuje się przy papierosie.
Oczywiście kulę się ze śmiechu, bo facet ma mokrusieńką koszulę i wygląda jak zmokły szczur. Mój mąż zirytowany woła "przepraszam, nie mogłaby pani podlewać kwiatów dokładniej? Cały balkon mamy zalany!", na co z góry rozlega się sceniczny szept (tekst oryginalny, proszę mnie nie podejrzewać o prostactwo) "Azor, bydlaku, nie szczaj na balkonie, bo sąsiadom kapie!"

o rzeszzzzzzzzz
co do upierdliwości sąsiadów, jak mieszkałam u rodziców mieli takich bardzo "fajowych sąsiadów" co to chcieli swoje dzieci skutecznie ukulturnić i nauczyć grać na pianinie (bez względu na ich zdolności)
moje wyreczko stało na ścianie gdzie ich pianinko i w zależności od okazji i pory roku szkoliły się w brzdąkaniu. niestety nawet miesiące ćwiczeń nie dawały rezultatu, kilka godzin dziennnie ten sam kawałek, nie wiem tylko czemu upodobali sobie granie w tygodniu do 24, w weekendy od 7
nie wspomnę o darciu mordek przez te dzieci czasami do 2 w nocy. bez stresowe wychowanie dzieci
zwracanie uwagi skutkowało głośniejszym graniem na pianinie
ew. g.lośniejszym krzyczeniem
masakra
naszczęście już tam nuie mieszkam i oni też

Odpowiedz
kasia_ewa 2009-12-09 o godz. 00:46
0

Kerala... Ja moge i zasmialam sie do kompa... ;)

Ahahahahaha

Odpowiedz
Loxia 2009-12-09 o godz. 00:44
0

Kerala napisał(a):"Azor, bydlaku, nie szczaj na balkonie, bo sąsiadom kapie!"kerala
UMARŁAM :o

Odpowiedz
agga73 2009-12-09 o godz. 00:44
0

zeszlam

Odpowiedz
awangarda w stylu retro 2009-12-09 o godz. 00:44
0

Kerala miej litosc

ja w pracy jestem.
smiac sie do monitora srednio wypada lol

Odpowiedz
nyx 2009-12-09 o godz. 00:40
0

Kerala, litości...

lol lol

Jedno mnie ciekawi niezmiernie - jak przeżył tę infomację twój mąż? :lizak:

Odpowiedz
Kerala 2009-12-08 o godz. 16:08
0

W kategorii "radośni sąsiedzi i dobre stosunki z nimi" uważam, że mój były mąż i ja mimo wszystko zajmujemy pierwsze miejsce. Choć gratulacje orgazmu i tupanie kota też są przednie lol
Opowiadałam kiedyś już tę historię na czacie, ale ponieważ ciągle mnie bawi, to teraz specjalnie dla szerszego grona:

Piekny lipiec, urocze okoliczności przyrody, ja i mąż stoimy sobie na naszym balkonie i palimy papierosy (mieszkaliśmy na parterze). Stoję przy drzwiach i widzę, jak z balkonu powyżej spada struga wody i oblewa mojego męża, który relaksuje się przy papierosie.
Oczywiście kulę się ze śmiechu, bo facet ma mokrusieńką koszulę i wygląda jak zmokły szczur. Mój mąż zirytowany woła "przepraszam, nie mogłaby pani podlewać kwiatów dokładniej? Cały balkon mamy zalany!", na co z góry rozlega się sceniczny szept (tekst oryginalny, proszę mnie nie podejrzewać o prostactwo) "Azor, bydlaku, nie szczaj na balkonie, bo sąsiadom kapie!"

kerala

Odpowiedz
till 2009-12-08 o godz. 15:44
0

Karolina i Marcin napisał(a):poza tym ona z mężem pali na balkonie i popiół do nas spada - często gęsto na pranie
Ja mam bardzo imprezowych sąsiadów naprzeciwko. Kiedyś byłam świadkiem jak sąsiad (mieszkający na 4 piętrze) wymiotował sobie przez balkon do ogródka... Lepiej nie myśleć jak wyglądało pranie suszące się na balkonach poniżej :o

Maryjka napisał(a):agnilinda napisał(a):gratuluje orgazmu giganta- ja i pół osiedla
padłam :D :D :D
ja też lol

Odpowiedz
Gość 2009-12-08 o godz. 13:22
0

fagih napisał(a):Karolina i Marcin napisał(a):poza tym ona z mężem pali na balkonie i popiół do nas spada - często gęsto na pranie :(
Oni może nie mają tej świadomości, czasem wystarczy zwrócić uwagę, zeby zmienili trochę zwyczaje - popielniczka na balkon np.
A jak nie poskutkuje to może suszyć pranie w suszarni ( jak macie w bloku ) ?
Niestety nie ma suszarni a nawet jeżeli takowa by była to raczej nie korzystałabym z niej, bałabym się utraty rzeczy - ale może to zupełnie nieuzasadniony lęk.
Jak narazie ok kilku tygodni popiół do nas nie leci, tylko chwasty lub liście z kwiatków, ale też bardzo sporadycznie, bo mamy tą siatkę, więc zawisają na niej

Odpowiedz
Gość 2009-12-08 o godz. 12:55
0

agnilinda napisał(a):gratuluje orgazmu giganta- ja i pół osiedla
padłam lol lol lol

Odpowiedz
Gość 2009-12-08 o godz. 12:39
0

Moje mieszkanie miesci sie w budynku w stylu studnia. Echo potrafi sie niesc :) Sezon wiosenno - letni mozna rozpoznac po yyujacych sasiadach dobrze sie bawiacych przy otwartych oknach. Jednak bardziej mnie to smieszy niz przeszkadza.
Swojego czasu zastanawiama sie z polowkiem, czy przypadkiem nie ma tu jakiejs konkurencji, bo co jedna para skonczyla to druga zaczynala :)

Raz sasiadka nad nami postanowila zrzucic pare kilogramow skaczac na skakance. O 7 rano. I pomimo tego, ze miala specjalna mate do tego, jej energiczne i rytmiczne lup lup nieslo sie dosc mocno, szczegolnie, ze skakala nad nasza sypalnia. Ale poprosilismy ja, by robila to delikatniej. I dzwieki sie skonczyly. :)

A tak to na szczescie mamy bardzo spokojnych sasiadow.

Odpowiedz
Gość 2009-12-08 o godz. 11:51
0

narazie -sąsiedzi spoko
Ci nowi ( najprawdopodobniej od lipca) jeszcze nie wiem
ale pewnie już Nas nienawidzą :(
teraz to MY jesteśmy "tymi wstrętnymi sąsiadami"
remont trwa od marca- do najciższych nie należy ( rozwalanie ścianek, piłowanie drutów, stuki i puki- łącznie z sobotą)
próbuje ich zrozumieć, ale z drugiej strony chciałabym, żeby choć trochę i nas zrozumieli- nie da sie remontu-i to nawet najmniejszego- zrobić po cichu, każdy chce aby więc trwał jak najkrócej- ale czasem zdarzają się pewne okoliczności, które to utrudniają ( brak kasy, nieterminowi dostawcy..itp)

co do głośnych seksulanych igraszek- na starym mieszkaniu miałam takich seksualnych głośnych ogierów- przestali się drzeć, gdy kiedyś nie wytrzymałam i na drugi dzień mijając ich i przy grzecznościowym "dzień dobry" dodałam "gratuluje orgazmu giganta- ja i pół osiedla"
przestali wydawać głośne jęki :)

znajomi natomiast mieli sąsiada, który nie potrafił zagasić papierosa kulturalnie w popielniczce, tylko zawsze rzucał na klatkę i to zawsze pietro niżej od swojego mieszkania- skończył to robić, gdy znajomi pewnego wieczoru wysypali mu pod jego drzwiami zawartość swojej popielnicy-chyba zrozumiał, bo pety od tamtego zdarzenia zniknęły

Odpowiedz
ola78 2009-12-08 o godz. 10:26
0

lol lol
Ale się ubawiłam.... ale szczerze współczuje takich :ANAL: sąsiadów!!

Chyba powinnam się cieszyć, że mieszkam w domu, choćby z rodzicami.

Odpowiedz
ampa 2009-12-08 o godz. 08:59
0

a ja mam takich sąsiadów : http://forum.styl.fm/s2/viewtopic.php?t=31648&highlight=

Odpowiedz
agacik 2009-12-08 o godz. 08:22
0

Tiaaa, waliłaś, bo nie miałaś w środku nocy nic lepszego do roboty...

Odpowiedz
Gość 2009-12-08 o godz. 08:19
0

Nasz babol pietro wyżej jest tak upierdliwy, ze gdy zadzwoniłam do spółdzielni, w sprawie uszkodzonego kaloryfera (strasznie syczał), pan spytał czy ja jestem ta pani. Na moje "nie", odparł " a to juz idę do pani". :o Gdy dotarł spytałam co to było, wyjaśnił, ze tej pani maja po dziurki w nosie, narzeka do nich na absolutnie wszystko i teraz nawet gdyby faktycznie miała awarie to przez to upierdlistwo wątpia w prawdziwośc jej słów. A zgłaszała do nich:głosne ciurkanie wody, gdy napełniali kaloryfery na zimę, drzewo za oknem, bo szumi i rośnie za wysoko, za głosne koszenie trawy.
Kilka dni temu dorwała mnie przed klatka i spytała:"czy pani lub mamusia waliły w nocy w kaloryfer?" :o Uciekłam.
Zaczynam marzyc o domu na samotnej wyspie.

Odpowiedz
Gość 2009-12-08 o godz. 08:01
0

Faktycznie, zależy gdzie umiejscowiona. Ja mam na strychu i służy nam całkiem niezle nawet latem.
fagih i stosy prania plus namiot suszące się własnie w pralni :D

Odpowiedz
Gość 2009-12-08 o godz. 07:51
0

Hm...mi się wydaje, że suszarnia jest dobra w zimie. W moim bloku znajduje się w piwnicy i nie ma szans, żeby latem pranie tam wyschło w ciągu dnia, bo kaloryfery wtedy nie grzeją. A na balkonie, kiedy słońce praży tak jak w ciągu ostatnich dni, prani schnie ekspresowo, kilka godzinek i suchutkie.
To tak OT ;)

Odpowiedz
Gość 2009-12-08 o godz. 07:41
0

Karolina i Marcin napisał(a):poza tym ona z mężem pali na balkonie i popiół do nas spada - często gęsto na pranie :(
Oni może nie mają tej świadomości, czasem wystarczy zwrócić uwagę, zeby zmienili trochę zwyczaje - popielniczka na balkon np.
A jak nie poskutkuje to może suszyć pranie w suszarni ( jak macie w bloku ) ?

Odpowiedz
Gość 2009-12-08 o godz. 07:39
0

Dosia napisał(a):Natomiast nie moge przezyc sasiadki, ktora o 6:40 jak wychodzi to trzaska dzrzwiami tak mocno i tak nieumiejetnie dzwoni kluczami ze mam ochote wyjsc i jej cos powiedziec.
Jak to nieumiejętnie dzwoni kluczami? lol

Odpowiedz
Gość 2009-12-08 o godz. 07:31
0

Hmm ja czasem wlaczam pralke dosc pozno, ale chyba sasiedzi tego nie slysza, albo im to nie przeszkadza. Ja tam moge spac wiec mam nadzieje ze oni tez ;)
Oni tez czesto wyjezdzaja wiec moze maja dostatecznie wytchnienia ode mnie.
Natomiast nie moge przezyc sasiadki, ktora o 6:40 jak wychodzi to trzaska dzrzwiami tak mocno i tak nieumiejetnie dzwoni kluczami ze mam ochote wyjsc i jej cos powiedziec.

Odpowiedz
darksmile 2009-12-08 o godz. 07:03
0

Karolina i Marcin napisał(a):poza tym ona z mężem pali na balkonie i popiół do nas spada - często gęsto na pranie :(
też miałam taką sytuację, z tymże sąsiad jeszcze niedopałki mi pod okno wyrzucał.... poszłam, grzecznie poprosiłam, poskutkowało i pan adwokat kupił sobie popielniczkę na balkon :) nie zdzierżyłabym gdyby nadal kipował mi na balkon i trawnik pod oknem....

mam też sąsiada który dzwoni i pisze do straży miejskiej, kiedy np. mój brat z sąsiadem i psami stoją sobie przy klatce i rozmawiają - dla niego to libacja alkoholowa

Odpowiedz
Aoi 2009-12-08 o godz. 06:44
0

Karolina i Marcin napisał(a):aha i jeszcze jedna pani z dołu cały czas i dość głośno słucha radia maryja...
Ojej, gdyby moja... wyprowadzam się w trybie przyspieszonym...

Odpowiedz
Gość 2009-12-08 o godz. 06:24
0

Madeleine napisał(a):Aoi napisał(a):Inne zarzuty (ale było ich setki) to na przykład: że w nocy robią przemeblowanie (a tak naprawdę to rozsuwali sofę do spania), że jej KOT W NOCY TUPIE
Oczywiście babol potworny - może też jej życie uprzykrz, naślij na nią spółdzielnię albo straż miejską? ;) 8) A tak serio to nic na takich nie skutkuje.
Ale faktem jest, że moje koty tupią i potwornie hałasują - ten, kto wymyślił powiedzenie "skradać się jak kot", nie miał do czynienia z moimi lol
Ja mam kota, i też do szeptanych kroczków mu daleko. Robi bardzo dużo hałasu, częśto coś zrzuca z komody. I czasem jest mi strasznie głupio, bo to na pewno słychać na dole...

Generalnie w klatce mieszkają ludzie w średnim wieku. Ja mam w sobie duzo tolerancji na ekscesy innych, bo w róznych miejscach mieszkałam. Nam tylko raz zwrócono uwage, choć uważam, że niesłusznie, ale co tam. Natomiast z takich uciążliwości dla mnie to pani nade mną chwasty z doniczek wyrzuca do mnie na balkon - zapewne niespecjalnie, ale jednak. Odkąd mamy kraty na balkonie to te chwasty wiszą seobie tak i suszą się. poza tym ona z mężem pali na balkonie i popiół do nas spada - często gęsto na pranie :( aha i jeszcze jedna pani z dołu cały czas i dość głośno słucha radia maryja...

Odpowiedz
Aoi 2009-12-08 o godz. 06:17
0

becja napisał(a):No tak... mój znajomy z pracy przegrał sprawę, którą założyła mu sąsiadka w podeszłym wieku - "o budzik"
Kurcze, siedzę i myślę, jakie "przekonujące" argumenty musiała wyciągnąć baba, że sprawę wygrała? Przecież to chyba trudno wygrać sprawę o dzwoniący budzik. Gdyby mi się przytrafiła sprawa sądowa z moim Babolem, bez zastanowienia biorę adwokata!

Odpowiedz
kasia_ewa 2009-12-08 o godz. 06:09
0

Aoi napisał(a):becja napisał(a): kąpanie się po 23:00... i inne takie..
Pod tym wzgledem to ja chyba jestem baaardzo uciazliwa 8)

Odpowiedz
Aoi 2009-12-08 o godz. 05:26
0

becja napisał(a):No tak... mój znajomy z pracy przegrał sprawę, którą założyła mu sąsiadka w podeszłym wieku - "o budzik"
O jezu, to ja już w kryminale powinnam siedzieć :o : przewrócone krzesło, nocne życie fretek, kąpanie się po 23:00... i inne takie.

Niektórzy mają za dużo czasu.

Odpowiedz
becja 2009-12-08 o godz. 04:37
0

No tak... mój znajomy z pracy przegrał sprawę, którą założyła mu sąsiadka w podeszłym wieku - "o budzik" (wyjechał na kilka dni z rodziną a budzik codziennie rano dzwonił kilka razy po 60 sekund)

Tym razem opłacił już adwokata, bo nie chce przegrać sprawy "o radio" (sąsiadka jako dowód ma nagrania, tzn. że u niej w domu słychać jak w jego radioodbiorniku podają, że już 21 itp. )

Aha, no i będzie też chyba coś "o szuraniu krzesłem" w niedalekiej przyszłości...

To bardzo miły spokojny człowiek, ale widzę, że najpierw śmiał się z sytuacji a teraz powoli staje się kłębkiem nerwów...

Odpowiedz
Gość 2009-12-08 o godz. 04:36
0

Wyobraźcie sobie, że kiedyś mojej mamie wyliczyła, że lokatorzy spuszczają wodę w toalecie 6 razy na godzinę.
Dobre lol

Odpowiedz
Gość 2009-12-08 o godz. 04:15
0

Aoi napisał(a):Aga napisał(a):Przepraszam ale padłam

Aoi napisał(a):KOT W NOCY TUPIE
Śmieszne, ale niestety prawdziwe 8) .
A faktycznie, miałam na przechowaniu kociaka, i na panelach niezłe flamenko odstawiał lol .
Tysiące razy chciałam skarżyć do spółdzielni, do Straży Miejskiej, ale wiem, że przyniosło by to skutek odwrotny. To jest potwór który wyznaje zasadę: "oko za oko"!
Wyobraźcie sobie, że kiedyś mojej mamie wyliczyła, że lokatorzy spuszczają wodę w toalecie 6 razy na godzinę.
:o no bomba to strach chodzić bo jeszcze wyczai kiedy ktoś ma rozwolnienie.

Odpowiedz
Aoi 2009-12-08 o godz. 04:06
0

Aga napisał(a):Przepraszam ale padłam

Aoi napisał(a):KOT W NOCY TUPIE
Śmieszne, ale niestety prawdziwe 8) .
A faktycznie, miałam na przechowaniu kociaka, i na panelach niezłe flamenko odstawiał lol .
Tysiące razy chciałam skarżyć do spółdzielni, do Straży Miejskiej, ale wiem, że przyniosło by to skutek odwrotny. To jest potwór który wyznaje zasadę: "oko za oko"!
Wyobraźcie sobie, że kiedyś mojej mamie wyliczyła, że lokatorzy spuszczają wodę w toalecie 6 razy na godzinę.

Odpowiedz
Gość 2009-12-08 o godz. 03:17
0

Przepraszam ale padłam

Aoi napisał(a):KOT W NOCY TUPIE

Odpowiedz
Gość 2009-12-08 o godz. 02:45
0

Aoi napisał(a):Inne zarzuty (ale było ich setki) to na przykład: że w nocy robią przemeblowanie (a tak naprawdę to rozsuwali sofę do spania), że jej KOT W NOCY TUPIE
Oczywiście babol potworny - może też jej życie uprzykrz, naślij na nią spółdzielnię albo straż miejską? ;) 8) A tak serio to nic na takich nie skutkuje.
Ale faktem jest, że moje koty tupią i potwornie hałasują - ten, kto wymyślił powiedzenie "skradać się jak kot", nie miał do czynienia z moimi lol

Odpowiedz
Gość 2009-12-08 o godz. 02:45
0

olać, prędzej czy później jak się tak będzie ekscytować to pikawa jej siądzie

a najlepiej to zaśmiać się w twarz, wtedy takie babole nie wiedzą co robić

nasza najbliższa sąsiadka wykrzyczala nam, że powie wlaścicielce mieszkania, żeby nam liczniki na wodę zalożyla, bo się ciągle kąpiemy. Żaluję, że jej wtedy nie powiedzialam: "Szkoda, że pani w weekend nie widzi jak nasza 10 osobowa rodzina spod Warszawy przyjeżdza się kąpać, bo jest pani wtedy na dzialce "

Odpowiedz
Gość 2009-12-08 o godz. 02:40
0

Przepraszam ale padłam

Aoi napisał(a):KOT W NOCY TUPIE

Odpowiedz
Aoi 2009-12-08 o godz. 02:34
0

Zastanawiam się, która z Was ze mną mieszka. Po troszu każda z historyjek pasuje do mojej sytuacji.
Co mnie najbardziej wkurza? Mam sąsiadkę (tu zwana Babolem), która mieszka akurat pode mną. Sterroryzowała całą klatkę. Może jest z jedna sąsiadka która ją lubi. Babol jest w wieku około 60 lat (może kapkę więcej), stara panna 8) . Do sedna.

Babsztyl najchętniej chciałby, aby nikt nad nim nie mieszkał. Mieszkanie w którym mieszkam to mieszkanie moich rodziców. Zanim ja się wprowadziłam, mieszkała tam rodzina (ojciec popijał) z 2-ką wrednych dzieci. Nie ma jak dobre początki . Już wtedy się zaczęło. Mniej więcej 2 razy w miesiącu Babol dzwonił do moich rodziców z awanturą, że w takich warunkach nie da się mieszkać. Lokatorzy mieli już dosyć i się wyprowadzili.
Potem zamieszkało młode małżeństwo, któremu po roku urodziło się dziecko. Znów telefony, tym razem z pretensjami, że matka dziecko specjalnie budzi w nocy aby płakało. Moja mama nie wytrzymała. Powiedziała babolowi, że gdyby miała własne dzieci, to by wiedziała jak się je wychowuje, i że w nocy specjalnie nikt malucha nie budzi. Inne zarzuty (ale było ich setki) to na przykład: że w nocy robią przemeblowanie (a tak naprawdę to rozsuwali sofę do spania), że jej KOT W NOCY TUPIE . Babol składał skargi do spółdzielni, do Straży Miejskiej. Też mieli dość i się wyprowadzili.
Przyszła kolej na mnie. Najzabawniejsze sutyacje:
Sobotniego letniego ranka (godzina 7:00), na zmianę słyszę walenie do drzwi (nie pukanie, ale walenie) i namiętnie wciskany dzwonek. Zszokowana wstałam (może się pali i trzeba się ewakuować - pomyślałam). Niestety, po drugiej stronie drzwi stał Babol. I odrazu z gębą do mnie, że ona sobie nie pozwala, aby na balkonie karmić ptaki, bo kawałki bułki wpadają jej do doniczek, i ptaki wydziobują jej kwiatuszki. Stałam jak wryta, szczęka mi opadła na podłogę i próbowałam zrozumieć o co babie chodzi. Gdy zaczaiłam, zdecydowanie zaprzeczyłam że karmie ptaki (bo i nie karmie na balkonie). Oczywiście nie uwierzyła i zaczęła straszyć spółdzielnią! W końcu mąż się wkurzył, jak wyszedł i pokazał się jej w samych slipkach, Babol szubciutko uciekł!
Zdarzenie kolejne. Rozkładanie sofy po 22:00 skutkuje zawsze waleniem w ścianę/sufit. Już ignoruję! Kiedyś wstałam w nocy bo zrobiło mi się gorąco. Otworzyłam szafę przesówną aby coś cieńszego włożyć (zapewniam, cichą szafę przesówną). Była godzina druga w nocy. Walenie w ścianę!
Niedzielna kolacja, godzina 20:30. Sprzątam po kolacji i niechcący przewróciłam krzesło. Babol wali w ścianę (mam nadzieję, że już sobie dziurę wytłukła). Wkurzyłam sie na masę, bo rozumię że się denerwuj jak zatłukę się po 22:00, ale nie o 20:30. Zeszłam wraz z mężem na dół (oczywiście Babol drzwi nam nie otworzy). Powiedziałam jej conieco do słuchu i na jakiś czas się uspokoiła.
Najzabawniejsze jest to, że ona jest świętą krową i jej wszystko można. Na przykład zamiata swój balkon (śmieci zmiatając NA ZEWNąTRZ balkonu) waląc szczotą w poręcze, barierki. Ok, niech sobie zamiata, ALE NIE O 5:47 RANO!

Nie chodzę w butach ani klapkach po mieszkaniu. Nie "yyyyyam", nie słucham głośnej muzyki. Staram się być dobrą, cichą, grzeczną sąsiadką. Najwyraźniej powinnam lewitować w powietrzu, łóżko mieć rozłożona 24h/dobę, a najlepiej nie mieszkać tam wogóle!

Nosz arszenikiem bym poczęstowała!!! I co na taką poradzić?

Odpowiedz
kasia_ewa 2009-12-08 o godz. 00:17
0

A ja juz wiem, ze dziecko je sniadanie o 9... Ze nie chce go jesc.. I ze matka znow darla ryja... Bo inaczej powiedziec nie moge... Ehhh...

Alguna... No szkoda, ale niestety nie ;)...

Odpowiedz
nyx 2009-12-08 o godz. 00:05
0

Łączę się w bólu
Nad nami mieszka pani, której się wydaje, że pięknie śpiewa... Każdy nasz weekend zaczyna się tak samo - godzina 8.30, czasem okolice 9.00 bardzo wyraźnie, niestety, słychać "...jesienne róże...", tudzież coś ze standardów amerykańskich ale z polskim tekstem, najczęściej "Pamięć"... Ja cholery dostaję. Niestety mam bardzo dobry słuch, gram na pianinie, słyszę każdy jej fałsz, mało tego, czuję go w kościach A ta nic tylko wyje... W niższych partiach idzie jej nawet całkiem znośnie, no ale jak ktoś nie jest Barbrą Stresiand to niech nawet nie zaczyna śpiewać "Memory" w żadnym języku, bo od słuchania tego uszy więdną. Panią najlepiej słychać, oczywiście, w łazience i w naszej sypialni
A, przez cały maj co czwartek mieli spotkania towarzyskie, psiakość, wypisz wymaluj jak u króla Stasia lol - pani z jakimś panem na dwa głosy koncerty dawali, repertuar mieli wielce interesujący, bo stare polskie piosenki (Anna Jantar, Skaldowie np..), keybord było pięknie słychać, ale najgorsze było to, że każde z nich fałszowało w innym miejscu.. Dochodziła północ, a ci w najlepsze wyli, do tego chyba i publiczność tam była, bo słyszeliśmy i oklaski. Koszmar.
A, ostatnio jak znowu w sobotę usłyszałam znajome wycie ("...jesienne róóóżeeee..", grr iwrr ) to kazałam mężowi NATYCHMIAST włączyć na cały regulator Sepulturę
nie znoszę takiej muzyki, ale baba sie zamknęła natychmiast.

Oddam wyjącą sąsiadkę w dobre ręce ;)

Co do innch Śpiewaczek ("yyyy") koleżanka miała kiedyś taki problem ze swoim sąsiadem - spać nie mogli, bo co noc było słychać ochy i achy aktualnej narzeczonej sąsiada. Aż wreszcie któregoś dnia zapytali sąsiada prosto z mostu, czy nie możnaby tak nieco ciszej. Sąsiad się zmieszał i obiecał, że się postara. Od tamtej pory jest zdecydowanie lepiej :D

Odpowiedz
Gość 2009-12-07 o godz. 23:24
0

kasia_ewa napisał(a):"Za sciane" wprowadzila nam sie nowa rodzina... Facet wynajmuje to mieszkanie... W przeciagu pol roku jest to trzecia grupa ludzi... Najbardziej uciazliwa...

Jest to para z kilkulenim dzieckiem, albo dwojka, nie wiem... Mieszkanie to kawalerka.
Od jakiegos czasu, czyli odkad sie wprowadzili, slychac glownie matke i dziecko... Ono rozdarte, ona jeszcze bardziej... Nie wiem, czy tylko wrzeszczy... Czy rowniez je bije

Wrzaski dochodza po prostu nieziemskie... Wczoraj wieczorem (moja lazienka i kuchnia styka sie z tym mieszkaniem) ona znow byla rozdarta - klocila sie z tym mezem/chlopakiem/narzeczonym... Nie wiem...

Czy ludzie nie maja wstydu? Otwarty balkon i takie wrzaski? Czy ona nie moze sie opanowac? Ja NIGDY tak nie wrzeszczalam....
No i w koncu - czy nalezy reagowac... Bo ja nie wiem, czy z tym dzieckiem jest ok...

ps. na dodatek ten pion taki ferelny, pod nimi, tez w kawalerce, mieszka inna para, mlodzi ludzie ktorym dziadkowie kupili mieszkanie... Sa ok, ale jak wlacza swoje muzyczne basy, ona zacznie tanczyc prawie nago na balkonie... to ja wymiekam....

A mialo byc tak spokojnie... 8)
Kasiu_Ewo czy Ty mieszkasz moze w moim bloku 8)

Odpowiedz
Gość 2009-12-07 o godz. 04:44
0

To rzeczywiście macie nieciekawie.SAma kilka lat wynajmowałam mieszkania , więc wiem coś na temat uciążliwych sąsiadów.Zacznę może w końcu doceniac zycie w domku jednorodzinnym , bo wciąz mi tęskno do centrum miasta.

Odpowiedz
Pucia 2009-12-07 o godz. 01:54
0

Ja też mam takich.... ech, sąsiadów z bożej łaski Zrobili sobie chyba panele, ale ani na wyciszenie ani na dywaniki już nie starczyło, więc słyszymy wszystko, szczególnie nocą i nad ranem (wstaje z łóżka = wiemy, że czas wymienić sprężyny, nowe buty = wciąż chodzi pani domu, bo rozchodzić musi klapeczki wrrrr! itd.). Mieszkają nad nami i niestety nie starają się "cicho żyć". Są niesympatyczni, co tylko potęguje niedobre wrażenie a najgorszy jest ich pies. Ja kocham zwierzęta, ale to bydle drapie jeszcze moszcząc sobie jakieś legowiska na tych panelach Ech, a tak było fajnie, jak ich nie było...

Odpowiedz
Gość 2009-12-07 o godz. 01:02
0

kasia_ewa nie wiem, czy pamiętasz moj wątek o dzieciaku z góry, który darl się ok. 40 minut wieczorem i rano w lazience. Kiedyś ten placz mnie obudzil i powiedzialam basta Poszlam na górę, zwrócilam uwagę i od tej pory jak ręką odjąl.

Odpowiedz
kasia_ewa 2009-12-07 o godz. 00:28
0

Małgoś napisał(a):Wracając do tematu - kasia_ewa - może po prostu zapukaj kiedyś do tych sąsiadów i zapytaj delikatnie, czy dziecko nie jest chore, czy możesz w czymś pomóc, bo niepokoi Cię jego płacz. Może to da do myślenia trochę tej kobiecie. Jeśli nie poskutkuje - stanowaczo zwróć jej uwagę, że Ci zakłóca spokój.
Malgos, to dziecko nie placze... Ono glownie wrzeszczy...

Odpowiedz
Małgoś 2009-12-07 o godz. 00:22
0

Każdy, kto mieszkał w akademiku wie, że tam, racji tego, ze ściany są jak z papieru wie, że nie ma innej możliwości i trzeba życ życiem wszystkich sąsiadów. Mieliśmy swego czasu parę, którą słyszało nie tylko nasze piętro, ale też piętro niżej i piętro wyżej .

Wracając do tematu - kasia_ewa - może po prostu zapukaj kiedyś do tych sąsiadów i zapytaj delikatnie, czy dziecko nie jest chore, czy możesz w czymś pomóc, bo niepokoi Cię jego płacz. Może to da do myślenia trochę tej kobiecie. Jeśli nie poskutkuje - stanowaczo zwróć jej uwagę, że Ci zakłóca spokój.

Odpowiedz
ada.ant 2009-12-06 o godz. 23:40
0

u nas czasem słyszę w łazience : Krystianku, zjedz... Babcia da Ci pieniążka..... (!?)

natomiast mamy sąsiadkę naprzeciw, która ma niewielkie mieszkanie, łóżko najwyraźniej blisko drzwi i nowego loverboya = my siedząc u siebie z włączonym telewizorem słyszymy kiedy się zaczyna, achy i ochy w trakcie i bbb głośny finisz i to nie zawsze równoczesny...
i daje mi to do myślenia czy to oni tacy głośni, czy ściany takie do d..y ...

Odpowiedz
Gość 2009-12-06 o godz. 23:26
0

Więc ja od innej strony, bo wychodzi na to, że to ja jestem uciążliwym sąsiadem ;) jak się wprowadziliśmy a w marcu i jeszcze śmigałam w kozakach na obcasie kiedyś 70-letni sąsiad mnie zahaczył i powiedział że jak schodzę to żebym tak nie pukała obcasami bo on rano spać nie może :o zrobiłam takie oczy bo facet siedzi cały dzień w domu i ma do wyboru 24 godziny do spania-a ja schodzę normalnie i nie jakoś głośno nimi pukałam. Ale szczerze mówiąc nie wpadłabym na to, żeby komuś zwrócić uwagę, mimo że sama słyszę jak ktoś schodzi.
Poza tym zanim się wprowadziliśmy, robilismy remont generalny i to był już chyba trauma dla niektórych sąsiadów, bo kiedyś facet przyszedł i powiedział że jak remont może tak długo trwać-on powiedział że trwa 3 tygodnie a trwał od dopiero 6 dni i że od 6ej rano się tłuczemy, co też było ciekawe bo oboje mieszkalismy jeszcze wtedy z rodzicami i pracowaliśmy, a remont zaczynał się koło godziny 14ej; no i wogóle jakim prawem my się remontujemy skoro babka przed nami robiła to rok temu :o :o :o więc widzicie jestem bardzo uciążliwym sąsiadem.
Aha jeszcze ostatni hit sezonu mam strzelać do gołebi na dachu z procy cyt. 70 letniego dziadka z racji tego że mieszkam na ostatnim piętrze lol

Odpowiedz
Gość 2009-12-06 o godz. 22:58
0

Ja mam tylko jednych sasiadow, ktorych slysze - studentow szkoly muzycznej. Ale tak na prawde to lubie ta moja "spiewajaca sciane" w domu.

Nie lubie czego innego - mieszkam na 1 pietrze, pod oknem sypialni stoi laweczka. Jak noc jest ciepla to ja mam okno otwarte a laweczka jest zajeta. I czasem az spac nie mozna, ludzie pija, krzycza, spiewaja, rozwiazuje sprawy zyciowe i malzenskie... eh...

Odpowiedz
till 2009-12-06 o godz. 16:47
0

Moja sąsiadka uwielbia gadać przez telefon, zwierzać się swojej przyjaciółce na balkonie - gdzie nikt z domowników jej nie usłyszy. Inna sprawa, że jej balkon jest tuż przy moim oknie. Obecnie zakuwam do sesji i mam otwarte okno by na tym upale się nie udusić w domu, więc słyszę idealnie wszystko co tamte między sobą paplają. Również i takie rzeczy, których na prawdę nie chciałabym wiedzieć o swoich sąsiadach, np. o tym jak sąsiadka stara się wrobić męża w kolejne dziecko, którego on nie chce (mogę podedukować się w tych "babskich" sposobach) itp. Niezbyt ciekawa sytuacja, ale z drugiej strony głupio mi pójść do sąsiadki i zwrócić się do niej z prośbą by ciszej rozmawiała na balkonie (jeszcze zacznie się zastanawiać ile z tych ciekawych rozmów do mnie doszło...). Nauczyłam się więc w takich sytuacjach słuchać głośno muzyki - zazwyczaj skutkuje i odstrasza sąsiadów z balkonu. Inna sprawa, że pewnie dzięki temu nieźle im podpadam ;)

Odpowiedz
Gość 2009-12-06 o godz. 14:44
0

Madzia77 napisał(a): ale czasem jak mnie juz zjeżą maksymalnie(np. cudowny spokojny wieczór, popijam herbatke, czytam, bo choc raz mam wolna chwilę, a tu znów "bum cyk cyk, bum cyk cyk")biorę butelke balsamu i walę im do rytmu w kaloryfer.

Ale jak tłuczesz do rytmu to mogą się nie połapać lol
Wal na dwa :D

Odpowiedz
Gość 2009-12-06 o godz. 13:56
0

My na starym mieszkaniu pod nami mielismy sasiadów, z dwójką dzieci. Dziewczynka miała jakieś 2 latka, a synek może pół roczku. Małą widocznie często coś broiła (jak to dzieci) co wywnioskowałam z krzyków. Matka nie była taka zła tylko głośna...ale ojciec :o Kiedyś była taka sytuacja, że mała od dłuższego czasu płakała, matka na nią krzyczy, więc mała jeszcze bardziej płacze, w końcu ojciec się wkurzył i poleciał tekst do małej typu "Jak ku..a nie przestaniesz, to ....(nie dosłyszałam), a następnym razem to Cie ku..a zatłuke" Jak można coś takiego powiedzieć do dwuletniej córki? Chciałam zauważyć, że była zima, więc okna były pozamykane, więc to co słyszałam wychwyciłam przez podłoge. Całe szczęście tatuncio od siedmiu boleści był tylko mocny w gębie. Po skończeniu przepieknej przemowy wyszedł i trzasnął drzwiami, a mała nadal płakała, tylko głośniej. W kwetsiach umiejetności wychowawczych rodzice byli całkowicie niedouczeni.

Teraz na nowym mieszkaniu, w domku wielorodzinnym, są same rodziny z dziećmi (prócz nas), ale sytuacja jest b. spokojna i atmosfera super. Czasem słyszymy tylko przez ścianę "Nie dotykaj tego!" albo "Damian, zostaw" i się tylko uśmiechamy, bo to taki mały urwis jest ;)

Co do sąsiadów lubiących głośną muzykę, to też takich mamy, i też czasami takimi jesteśmy

Odpowiedz
Gość 2009-12-06 o godz. 13:09
0

Nie będę im wtórować, bo nie mam czasu, ale czasem jak mnie juz zjeżą maksymalnie(np. cudowny spokojny wieczór, popijam herbatke, czytam, bo choc raz mam wolna chwilę, a tu znów "bum cyk cyk, bum cyk cyk")biorę butelke balsamu i walę im do rytmu w kaloryfer.
W piątek ide sie wyspowiadać.
A tak szczerze mowiąc to zaczynam podejrzewac, że oni tam nie mieszkają, a wpadaja tylko raz na jakis czas w wiadomym celu....

Odpowiedz
ampa 2009-12-06 o godz. 12:58
0

kasia_ewa napisał(a):[...]Czy ludzie nie maja wstydu? Otwarty balkon i takie wrzaski? Czy ona nie moze sie opanowac? Ja NIGDY tak nie wrzeszczalam.... [...]
wszyscy muszą słyszeć żeby w razie czego w sądzie byli świadkowie

Odpowiedz
agacik 2009-12-06 o godz. 12:52
0

Madzia77 napisał(a):A pani jest wyjatkowo hałasliwa i jedzie wyłacznie na "yyyyyyy".
Czyli tzw. Śpiewaczka lol

Odpowiedz
agacik 2009-12-06 o godz. 12:50
0

kasia_ewa napisał(a):Czy ludzie nie maja wstydu? Otwarty balkon i takie wrzaski? Czy ona nie moze sie opanowac?
Tiaaa... U moich rodziców wprowadziła się piętro wyżej para/małżeństwo z małym dzieckiem, która WSZYSTKIE swoje ważne sprawy (czyt. kłótnie) załatwia na balkonie, żeby wszyscy mogli słyszeć. Dodam, że słownik i problemy mają niewyszukane. Dziecko płacze wniebogłosy, ale pańcia jest zajęta jak sądzę malowaniem paznokci, a nie własnym dzieckiem.

Odpowiedz
kasia_ewa 2009-12-06 o godz. 12:49
0

Jania napisał(a):Madzia77 napisał(a):A pani jest wyjatkowo hałasliwa i jedzie wyłacznie na "yyyyyyy"
a może własnie w tym momencie przedrzezniac ich rownie glosno i namietnie - albo krzyknac zeby ciszej sie kochali - zrobic cos co da im dojsc do wniosku, że slyszą ich nie tylko ich wlasne uszy
Dobre lol lol lol

Odpowiedz
Jania 2009-12-06 o godz. 11:00
0

Madzia77 napisał(a):A pani jest wyjatkowo hałasliwa i jedzie wyłacznie na "yyyyyyy"
a może własnie w tym momencie przedrzezniac ich rownie glosno i namietnie - albo krzyknac zeby ciszej sie kochali - zrobic cos co da im dojsc do wniosku, że slyszą ich nie tylko ich wlasne uszy

Odpowiedz
Gość 2009-12-06 o godz. 10:39
0

Taaaa, u nas też chyba nowy członek rodziny się pojawił za ścianą, płacze - jak to dziecko, na szczęście nie ciągle.

Natomiast mamy pod nami sąsiadkę której przeszkadza wszysto i ciągle robi wszystkim dookoła awantury. Do nas przyszła i zaczęła się awanturować że my CIĄGLE w butach po domu chodzimy i stukamy, a ona spać nie może.
Dla jastności to my ZAWSZE chodzimy boso.
Wtedy jak wpadła, to było to 5 minut po tym jak wróciłam do domu, przeszłam w obcasach do kuchni, żeby odstawić zakupy, wróciłam do przedpokoju i zdjęłam buty

Ostatnio się awanturowała, że jakieś meble po nocy przesuwamy :o a my cały wieczór kulturalnie Ojca Chrzestnego oglądaliśmy.

Tylko jak nawrzeszczała że jest codziennie świadkiem naszego życia erotycznego to przeposiliśmy, bo to się teoretycznie może zgadzać, choć nie wydaje mi, żeby te ściany były aż tak cienkie (okna zamykamy)

Odpowiedz
Gość 2009-12-06 o godz. 09:42
0

Moi sąsiedzi kochaja się przy otwartych oknach, a na dole (oni mieszkają na 1 p.) siedza dzieci i podsłuchuja. Nie moja brocha, maja siły i chęci-fajnie, ale nie wszyscy maja ochote tego słuchac. A pani jest wyjatkowo hałasliwa i jedzie wyłacznie na "yyyyyyy". Krepujące. O tej porze roku sprawa jest ciut uciążliwa, bo okien nie zamkne ani ja anioni, bo gorąco. Ze juz nie wspomnę o sesjach w łazience, gdzie echo niesie az na 10 p. W dodatku walą w cos, może o wanne i ten regularny łomot irytuje najbardziej. Czasem nas budza o 5.15. Pocieszam sie, ze staraja sie o dzidzię i niech im Bozia da.
Zaczynam sie coraz bardziej cieszyc, ze sie wyprowadzam.

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie