Quantcast
  • Viola27 odsłony: 8456

    Źle mi samej ze sobą...

    Piszę na Forumi pierwszy raz i bardzo proszę o radę.

    Mam duży problem sama ze sobą. Mam już 27 lat, a staję się coraz bardziej nieśmiała, wycofana, zdystansowana do ludzi.
    Nigdy nie byłam tzw. "duszą towarzystwa", która skupia na sobie uwagę całej imprezy. Byłam raczej nieśmiała, spokojna. Ale teraz jest jeszcze gorzej :( Jeśli będzie się to pogarszać w takim tempie, za parę lat stanę się płochliwą dziwaczką ;((

    Bardzo ciężko jest mi wyrazić jasno słowami co przeżywam.
    1. gdy z kimś rozmawiam, brakuje mi słów, przejęzyczam się, źle wymawiam słowa. Nie wiem skąd się to u mnie wzięło, jakbym zaczęła cierpieć na jakąś dysleksję. Wcześniej miałam bogaty zasób słownictwa, w szkole zdobywałam wysokie noty za wypracowania. Teraz brakuje mi słów by wypowiedzieć się na zwykły temat. W czasie rozmowy jakby pojawiła się "czarna dziura", nie umiem nic swobodnie wypowiedzieć. Bardzo się przez to denerwuję. Czuję ze nie jest to powodowane nieśmiałością. Nieśmiałość jest tego następstwem, po co mam coś mówić, jeśli i tak wszystko pokręcę, zatnę się. Przez to staję się nerwowa, robię jakieś płochliwe ruchy. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, lecz nie potrafię nad tym zapanować. Np. nad nerwowymi odruchami (typu drapanie). Wiem ze muszę nad tym panować, ale wciąż to robię. Jestem tego świadoma ale to nic nie daje, nie potrafię tego zmienić.

    2. nie potrafię tego zaakceptować, ze jestem taka spokojna, flegmatyczna. Chciałabym mieć wiecej energii. Cały czas czuję się zmęczona, wyczerpana. Mam fajne towarzystwo w pracy, ale nie potrafie tak po prastu wejść do pokoju, zażartować, zagadnąć. Nawet jeśli ktoś rzuci do mnie jakiś żart, ja mam jakiś opóźniony refleks, nie potrafie znaleźć słów, by błyskotliwie odpowiedzieć. Potem czuję się fatalnie, jak ostatnia ofiara.
    Proszę nie mówcie ze muszę siebie zaakceptować jako spokojną osobę. Ja nie chcę taka być. Chce tryskać energią, wychodzić z inicjatywą, swobodnie wypowiadać się...

    3. chodzi o mój wygląd.. gdy wiem że dobrze wyglądam od razu mam lepszy dzień, staję sie pewniejsza. Wiem ze mam dobre warunki do tego by dobrze wyglądać. Jestem wysoka, szczupła, nie mam zbędnych kilogramów, nie mam kompleksów względem swojego ciała. No właśnie.. i tego nie potrafię wykorzystać. Pracuję, mam pieniądze, ale nie cierpię chodzić po sklepach. Unikam tego jak ognia. Efekt.. ciągle chodzę w spodniach i kilku bluzkach. Bez pomysłu, bez polotu. Rano nie mogę się dobudzić, wstaję 20 min przed wyjściem. Efekt.. zdąże umyć zęby, zaczesać włosy do tyłu, nałożyć pierszą lepszą bluzkę.. Wychodzę z domu jak czupiradło.. I mam podły humor.. I nei potrafię tego zmienić, nastawiam budzić, jak dzwoni, nieprzytomnej jest mi wszystko jedno, ze na nic nie będę miała czasu i nie wstaję.. i tak dzień w dzień..

    4. powyższe łączy się z kolejnym moim "dołem". Nie mam siły charakteru, nie potrafię zrealizować tego co sobie postanowiłam. Robię np. listę spraw na dany dzień a wieczorem okazuje się , ze nic z niej nie mogę wykreślić. Tak jak ze wstawaniem, nastawiam budzik -"jutro na pewno wstanę wcześniej" i znów klops ;((

    5. moja pewność siebie bardzo spadła. Uważam ze każdy jest lepszy ode mnie. Doszło nawet do tego ze gdy widzę na ulicy 2 osoby wesoło rozmawiające, myślę "one są lepsze, ja tak nie potrafię". Ja jak widzę znajomego, gorączkowo myslę "O rany, o czym ja będę z nim rozmawiała, znów mie będzie brakowało słów, tematów".

    6. jestem przeraźliwie wrażliwa na to co inni o mnie pomyslą...

    czy jest dla mnie jeszcze jakiś ratunek?;(((

    Odpowiedzi (27)
    Ostatnia odpowiedź: 2013-11-12, 18:17:53
    Kategoria: Pozostałe
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
magnoliaa 2013-11-12 o godz. 18:17
0

miejmy nadzieję, że Viola wreszcie odnalazła się w świecie, wszystkie te problemy wynikają chyba ze zbyt niskiej samooceny i z tego względu tak trudno nawiązywać nam relacje z nowo poznanymi ludzmi

Odpowiedz
Klown 2013-11-12 o godz. 18:17
0

Cześć minęło kilka lat a ja przypadkiem trafiłem na Twój post Ciekawy jestem jak się miewasz ? Pozdrawiam

Odpowiedz
Viola27 2009-01-28 o godz. 02:51
0

Mam zwierzątko - pieska. Ale nie o to mi chodzi, że smutno mi wieczorami itd. Nigdy nie mam poczucia tzw. nudy (choć wyrzuty sumienia, że powinnam robić coś innego - pożyteczniejszego są praktycznie stale obecne w moim życiu).

Chodzi mi o taki brak swodoby, umiejętności nawiązywania kontaktu. Może nie nawiązania, pierwszy kontakt jeszcze mi jakoś wychodzi. Ale utrzymania...
Np. studia podyplomowe.. Pierwszy zjazd - super, wszystkich poznałam, pogadałam. Potem zaczęły tworzyć się grupki, ja nie miałam nikogo "bliższego". Zawsze na doczepkę, raz z jedną grupką, raz z drugą. Kurcze, dlaczego??? Potem już było tylko gorzej i gorzej. Ze względów "towarzyskich" ledwo dotrwałam do końca. Na rozdanie dyplomów już nie poszłam....

Odpowiedz
Aoi 2009-01-28 o godz. 02:16
0

Viola, a pomyślałaś o jakimś zwierzaku? Ja też nie mam przyjaciół (moje "przyjaciółki" szkolne są fałszywe i trudno mówić tu o przyjaźni skoro żadna tyłka nie pofatygowała na mój ślub ) . Czy jest mi z tym dobrze? I tak i nie. Jestem typowym domatorem. Gdybym mogłą nie wychodziłabym z domu.
Zaczynając studia miałam swoją dewizę, że nie będę się nikomu do "przyjaźni" narzucać, i tak jestem typowym outsiderem. I co, przyjaciółka sama się znalazła. Po skończeniu studiów utrzymujemy stały kontakt, mimo że nie mieszkamy w tym samym mieście. Ale do czego dążę.
Gdy wracałam do domu, a mąż właśnie do pracy wyszedł, było mi strasznie smutno, pusto i przygnębiająco. Teraz mamy dwa kochane rozbrykane zwierzaki (tchórzofretki), które potrzebują dużo zaangażowania z mojej/naszej strony. Od momentu gdy się pojawiły nie wiem w co mam włożyć ręce, czy sprzątać rozsypany pokarm w klatce, czy ganiać biegające i wciskające się wszędzie ogony, czy zaprzęgnąć oba ogony do smyczy i pokonać tor przeszkód w drodze na spacer? Naprawdę, nie nudzę się i jakoś tak mi weselej :D

No i Fanka dobrze mówi, nie tylko dwie a AŻ dwie przyjaciółki. Jeżeli są tylko szczere i jest to prawdziwa przyjaźń, to masz dwa skarby!
Moje "przyjaciółki" założyły się, że pewnie mój Skarb mnie nie poślubi, i to jeszcze mi beszczelnie powiedziały o tym. I co ty na to

Odpowiedz
Gość 2009-01-27 o godz. 12:47
0

A no i jeszcze jedno:) Nie TYLKO dwie przyjaciółki, ale AŻ dwie przyjaciółki:) Myślę, że jest to optymalna liczba, bo "kto ma wielu przyjaciół, nie ma żadnego..."
:D

Odpowiedz
Reklama
Gość 2009-01-27 o godz. 12:43
0

Witaj Violu:)
Przeczytałam Twoje posty i myślę, że nie ma się czym przejmować. Najwięcej znajomości/ przyjaźni zawiera się właśnie w okresie szkolnym. W pracy czasem też zadarza się zaprzyjaźnić, ale nie jest to regułą. Po prostu ludzie są już troszkę starsi i jest inaczej:) Myślę, że wszystko z Tobą ok:)

A jeśli chodzi o postrzeganie samej siebie, to jak napisały moje poprzedniczki - solarium, zakupy, sport, a może po prostu jakiś spacerek? Wystarczy codziennie 15 minut i humorek lepszy! Polecam i trzymaj się :*

Odpowiedz
Viola27 2009-01-27 o godz. 00:49
0

Aoi :)) bardzo się cieszę:)

Ostatnio uświadomiłam sobie, że...

Mam tylko 2 przyjaciółki i 1 bliską koleżankę. Przyjaciółki jeszcze ze szkoły podstawowej, utrzymujemy cały czas kontakt, nawet jeśli czasem kontakt był sporadyczny, przyjaźń pozostała. Koleżanka jest ze szkoły średnej. (Mam jeszcze narzeczonego - na wiosnę następnego roku ślub :) i to mnie już tylko ratuje w chwilach totalnego doła).

No właśnie... uswiadomiłam sobie, że od czasu szkoły średniej nie potrafiłam nawiązać z nikim bliższej znajomości. Ze studiów nie utrzymuję z NIKIM kontaktu. Z chwilą skończenia 5 roku, pokończyły się wszystkie znajomości. Zawsze chodziłam na różne kursy (językowe, itp), basen, skończyłam studia podyplomowe. Jestem wśród ludzi, ale te znajomości nigdy nie przedostają się poza np. kurs. Z chwilą skończenia ostatni raz widzę daną osobę.

Nie wiem co jest ze mną nie tak. Ok wiem, jak pisałam wyżej, jestem "sztywna", boję się, że zabraknie mi słów podczas rozmowy, czy nie znajdę tematu. Ale staram się, jestem uśmiechnięta (już wielokrotnie słyszałam ze przyjemnie mnie widzieć bo jestem taka usmiechnięta zawsze). Co robię nie tak? Nudna jestem? odpychająca?

Smutno mi... Gdy otwieram pocztę mailową, nigdy nie ma tam prywatnej wiadomosci od jakiegoś znajomego... Poza narzeczonym i przyjaciółką od nikogo nie dostaję smsów.

W pracy mam fajną atmosferę, ale wiem, że jakbym stąd odeszła, nikt nie zadzwoniłby spytać "Co słychać?"...

Nie mogę narzekać, mam cudownego narzeczonego, ale co ze mną jest, że od ok. 8 lat nie potrafię nawiązać żadnych prywatnych znajomości??

Odpowiedz
Viola27 2009-01-27 o godz. 00:48
0

Aoi :)) bardzo się cieszę:)

Ostatnio uświadomiłam sobie, że...

Mam tylko 2 przyjaciółki i 1 bliską koleżankę. Przyjaciółki jeszcze ze szkoły podstawowej, utrzymujemy cały czas kontakt, nawet jeśli czasem kontakt był sporadyczny, przyjaźń pozostała. Koleżanka jest ze szkoły średnej. (Mam jeszcze narzeczonego - na wiosnę następnego roku ślub :) i to mnie już tylko ratuje w chwilach totalnego doła).

No właśnie... uswiadomiłam sobie, że od czasu szkoły średniej nie potrafiłam nawiązać z nikim bliższej znajomości. Ze studiów nie utrzymuję z NIKIM kontaktu. Z chwilą skończenia 5 roku, pokończyły się wszystkie znajomości. Zawsze chodziłam na różne kursy (językowe, itp), basen, skończyłam studia podyplomowe. Jestem wśród ludzi, ale te znajomości nigdy nie przedostają się poza np. kurs. Z chwilą skończenia ostatni raz widzę daną osobę.

Nie wiem co jest ze mną nie tak. Ok wiem, jak pisałam wyżej, jestem "sztywna", boję się, że zabraknie mi słów podczas rozmowy, czy nie znajdę tematu. Ale staram się, jestem uśmiechnięta (już wielokrotnie słyszałam ze przyjemnie mnie widzieć bo jestem taka usmiechnięta zawsze). Co robię nie tak? Nudna jestem? odpychająca?

Smutno mi... Gdy otwieram pocztę mailową, nigdy nie ma tam prywatnej wiadomosci od jakiegoś znajomego... Poza narzeczonym i przyjaciółką od nikogo nie dostaję smsów.

W pracy mam fajną atmosferę, ale wiem, że jakbym stąd odeszła, nikt nie zadzwoniłby spytać "Co słychać?"...

Nie mogę narzekać, mam cudownego narzeczonego, ale co ze mną jest, że od ok. 8 lat nie potrafię nawiązać żadnych prywatnych znajomości??

Odpowiedz
Aoi 2009-01-23 o godz. 22:52
0

Viola, zmotywowałaś mnie.
Wczoraj postanowiłam przenieść komodę z przedpokoju do pokoju.
Planowałam to już pare miesięcy, zawsze ze słomianym zapałem.
Wczoraj weszłam do domu i pierwszą rzeczą jaką zrobiłam to wywalenie wszystkiego z komody, przeniesienie do pokoju, wyrzucenie niepotrzebnych szpargałów i ułorzenie wszystkiego od nowa.
W końcu pokój nabrał charakteru i mam miejsce na moje nowe bonsai!
Acha, zabrałam się za formowanie drzewka bonsai :D

Dziś też coś zrobię. Może w końcu wezmę się za zrobienie szafki do przedpokoju, bo deski lerzą rok w piwnicy .

Odpowiedz
Gość 2009-01-23 o godz. 10:13
0

Viola27 napisał(a):Radzicie mi zrobić sobie wakacje, odpocząć.. ale to jest jakaś forma odsunięcia od siebie tych "problemów". A ja nic innego nie robię tylko je odsuwam.. Zresztą ja nie potrafię ani ciężko pracować ani spokojnie wypoczywać. Gdy mam pracować, "obijam się", czas mi przecieka przez palce. Gdy odpoczywam, ciągle mam wyrzuty sumienia, ze musze coś robić.

Jejku, jak ja nie lubię siebie takiej skarżącej się. Zamiast jęczeć muszę wziąć się do roboty, pracy nad sobą. Wkurzają mnie ludzie, którzy zamiast coś zmienić, tylko narzekają. A sama się nad sobą użalam........ ;(
No właśnie.... wydaje mi się że wakacje wcale nie będą odsunięciem od siebie problemów a po prostu czasem na nabranie sił do tego żeby zmierzyć się sama ze sobą. Pomyślałaś o tym Czasem w któtym musisz narzucić sobie tylko jedno - odpoczynek. Nie robić żadnych mega palnów, nie narzucać sobie żadnych obowiązków etc.

Tak mi się wydaje że za dużo od siebie wymagasz, że nie potrafisz wystopować i chciałabyś być we wszystkiem najlepsza. I że się tym po prostu niepotrzebnie zadręczasz. Narzucasz sobie że musisz dorównać innym w sposobie bycia, humorze, pracy etc., a nie myślisz o tym że będac taka jaka jesteś, jesteś jedyna w swoim rodzaju i niepowtarzalna.

Nie ma sensu robienie czegokolwiek na siłę Bądź sobą i postaraj się siebie polubić Choć to trudne wierzę że Ci się uda Uszy do góry i małymi kroczkami do przodu

Odpowiedz
Reklama
asia_asica 2009-01-23 o godz. 04:01
0

Viola27 jeśli bardzo ci to przeszkadza jedynym rozsądnym posunięciem będzie wizyta u psychologa. Często to na prawde pomaga. Psycholog nie rozwiąże twoim problemów ale na pewno pomoże ci w siebie uwierzyć i odnaleźć w sobie wartości na których będziesz mogła zbudowac poczucie pewności siebie.

Odpowiedz
sarabe 2009-01-23 o godz. 03:26
0

Viola, Aoi... - jest w Was trochę i ze mnie.....

w połaczeniu z tematem o chorej ambicji właściwie mozna by odnalesc wiele podobieństw......

gdy byłam młodsza miałam wiele kompleksów - bardzo czesto nieuzasadnionych i niepotrzebnych, ale zajęło mi trochę czasu uświadomienie sobie i pozbycię się ich

ale czasem nadal mam problemy - nie potrafie zabłysnąć, spalam się przy pierwszej próbie, ogarnia mnie jakis stres, nie umiem zawalczyc o swoje, nie jest tak zawsze ale niestety w przeważającej większości przypadków...

ktoś kiedyś powiedział, że w pracy trzeba być egoistą - staram sie wiec wcielac te słowa w czyn, nie tylko w pracy, poki co idzie opornie, ale kilka kroków do poprawy sytuacji już uczyniłam

tak jak pisały przedmówczynie - małymi krokami ...............

Viola - ja myślę ze Ty też masz taki swój pierwszy krok za sobą, wiesz, co Cię dręczy, podzieliłaś się tym z nami, czyli przyznałaś, że problem jest
a to dużo - tak myślę

teraz tylko stopniowo realizuj plan wyjścia z tego marazmu który Cie ogarnia, wyjdz na spacer, poczytaj coś fajnego, zacznij uprawiac jakiś sport, zapisz się na jakiś kurs - dziewczyny przede mną udzieliły już wielu fajnych rad, z których i ja skorzystam :)

a co do rannego wstawania - mam dokłądnie taki sam problem, kiedyś nie wyobrażałam sobie jak można nie wstać razem z budzikiem, a teraz żebrze o każdą dodatkowa minute snu i wstaje 20 -30 minut pozniej, no i oczywiście wszystko w biegu
wydaje mi sie ze ja podswiadomie opóźniam moment wyjscia do pracy, wkroczenia do budynku w którrym pracuję, rozpoczecia wykonywania obowiązków, zawiodłam sie na tej pracy, wcale nie jest tak dobrze jak miało być, zarobki - szkoda mówić, komfort pracy - to samo, szukam czegoś innego, ale paradoksalnie trzymają mnie tu powody, dla których na początku cieszyłam się, że udało mi się uzyskac zatrudnienie właśnie tutaj, i z tych własnie powodów ciężko mi postawić wszystko na jedną karte, zwolnić się itp....
dlatego tak sobie kawałkuję czas pracy tutaj - oby do wakacji, urlopu a potem zobaczymy

a tak poza tym jestem na etapie układania sobie życia z kimś, przewartościowywania pewnych rzeczy.......... ale chyba zbaczam z tematu

Odpowiedz
Aoi 2009-01-23 o godz. 02:59
0

Viola, to co o sobie napisałaś, to hmmm... to tak jakbym siebie widziała w odbiciu lustrzanym (no może poza brakiem zbędnych kilogramów ). Dosłownie opisałabym siebie tak samo. Tak że widzisz, nie jesteś sama.

Powiem Ci szczerze, że ja również nie wiem jak mam sobie pomóc.
Wstydzę się wszystkich i wszystkiego. Boję się odezwać, bo zawsze coś przekręcę, przekręcę litery, coś powiem nieadekwatnego, nieodpowiedniego, brakuje mi słów.

I to ciągłe uczucie, że każdy jest mądrzejrzy odemnie. Już do takiego stopnia się uniżam przed ludźmi, że moja 5 lat młodsza współpracownica zaczyna się do mnie arogancko odzywać i zaczyna swoje błędy spychać na mnie. A ja nie umię się obronić.
Co gorsza jak już coś mnie zdenerwuje, to zamiast spokojnie o tym porozmawiać, to duszę to w sobie a potem wybucham. Nie jestem duszą towarzystwa, unikam rozmów bo nie mam o czym rozmawiać.

Ostatnio oddałam pracę magisterską do sprawdzenia. Ponieważ promotorka długo nie odpowiadała, zamęczałam męża wymysłami, że praca pewnie jest tak beznadziejna że promotorka nie chce się odezwać aby mi o tym powiedzieć.. A kiedy w końcu odpisała że praca jej się bardzo podoba i żebym już składała do obrony, podsumowałam, że pewnie jej się nie chciało przeczytać i tak tylko powiedziała aby mnie zepchnąć do obrony. Mąż ma już dosyć moich wymysłów i braku wiary w siebie.

Jeżeli chodzi o sport - faktycznie pomaga. Przez pół roku (potem pisanie pracy nie pozwoliło na więcej) uprawiałam Karate. Było super. Trochę rozkwitam, kondycja i figura się poprawiła, samopoczucie i wiara w siebie też się poprawiła. ALe przyszedł okres gdy nie mogłam ćwiczyć i wszystkie kłopoty powróciły.

Urlop, chmmmm. Od 2 lat nie byłam na urlopie. Jestem przemęczona, nie koncentruje się na pracy, przelewam czas między palcami. W domu również nie realizuje postawionych sobie celów. Ale 2 lata temu, gdy byłam na tygodniowym urlopie to było super. Naprawdę wypoczęłam, koncentracja była super, samopoczuwie też.

Do psychologów podchodzę z dystansem. Wychodzę z założenia, że co mi pomoże swoim gadaniem (wiem że to błędne podejście)? Powie, weź się kobieto w garść, uwierz w siebie, jesteś wartościowa. A ja mówię: łatwo powiedzieć. Leków też nie chcę brać.

Moje małżeństwo zaczynało więdnąć. Co rusz denerwowałam się na męża za małe wpadki, za każde słowo, łąpałam za słówka. Do czasu gdy na forum przeczytałam wątek o śmierci męża jednej pani. Całkiem słusznie było napisane w wątku, że szkoda tracić minuty, godziny, dni na burmuszenie się, na wytykanie sobie błędów, na złoszczenie się na siebie. Uświadomiłam sobie ile winy leży we mnie samej. Postanowiam pokazać mężaowi, jak bardzo go kocham każdego dnia. Wierzcie mi, sam zauważył że coś się zmieniło na lepsze.

Teraz wychodzę z założenia, że szkoda czasu na zadręczasnie się, za nerwy. Jutro może już nas nie być na tym świecie, więc nie traćmy czasu. Trochę to pomaga.

Viola... rozumię cię bardzo dobrze!

Odpowiedz
Jania 2009-01-23 o godz. 01:44
0

Viola - po części każda z nas ma takie objawy,

przynajmniej ja mam :) tu sie przjezyczę tu zapomnę słów, nowe sytuacje albo mnie krepują i zamykają buzię albo gadam jak najeta...
kazda kobietka juz tak ma, ze jak ktos jej zwroci krytyczną uwagę to robi sie przykro, kwestia tylko, czy odwroci sie i pojdzie w kat płakać, odgryzie się badz uśmiechem zbije argument

nowy ciuch i zakupy jesli piszesz, ze nie masz ochoty robic zakupow moze tylko wpedzic Cie w gorsze samopoczucie, ja bym postawila na jakiegos wizazystę, ktory wybierze Ci ciuchy sposob ubierania, malowania i czesania, znam w Łodzi świetnego

Odpowiedz
Viola27 2009-01-23 o godz. 01:24
0

Co się wydarzyło??

Nasiliło się to, kiedy skończyłam studia, wyszłam z tak zwanej "cieplarni". Pracę mam opartą na kontaktach z ludźmi, wymagana jest inicjatywa, kreatywność. A ja boję się odezwać na spotkaniach, głównie milczę. Gdy już zdecyduję się coś powiedzieć, kręcę, przejęzyczam się, zamotam. Bardzo się tym przejmuję, robię sobie wyrzuty, co skutkuje tym, że następnym razem w ogóle boję się odezwać. Milczę, i znów sobie wyrzucam, ze "pierdołą" jestem". Takie błędne koło.

Jeszcze spotkania zawodowe mogłabym sobie wytłumaczyć tremą, stresem. Ale jest podobnie jak rozmawiam prywatnie ze znajomymi. W momencie mówienia wypadają mi z pamięci podstawowe słowa, pojawia się w umyśle "czarna dziura", mam słowo na końcu języka ale nie mogę go sobie przypomnieć w danym momencie. Nie potrafię wyrazić tego co myślę, motam się. Denerwuję, co powoduje ze się przejęzyczam, śmiesznie wypowiadam jakieś słowo. Jeśli ktoś zwróci na to uwagę, mam doła przez następne parę dni. Wiec czasem wolę się w ogóle nie odzywać...

Ogólnie brak jest mi energii, nie potrafię się rozluźnić, jestem spięta, cały czas się kontroluję... czuję jakby mój mózg nie nadążał, np. ktoś rzuci jakiś żart, szybką uwagę, ja jestem jakaś rozkojarzona, nie mogę "szybko" myśleć, gdzieś zniknęła moja błyskotliwość (o ile w ogóle kiedyś była :(). Ile można się zasłaniać zmęczeniem, niewyspaniem...

Radzicie mi zrobić sobie wakacje, odpocząć.. ale to jest jakaś forma odsunięcia od siebie tych "problemów". A ja nic innego nie robię tylko je odsuwam.. Zresztą ja nie potrafię ani ciężko pracować ani spokojnie wypoczywać. Gdy mam pracować, "obijam się", czas mi przecieka przez palce. Gdy odpoczywam, ciągle mam wyrzuty sumienia, ze musze coś robić.

Jejku, jak ja nie lubię siebie takiej skarżącej się. Zamiast jęczeć muszę wziąć się do roboty, pracy nad sobą. Wkurzają mnie ludzie, którzy zamiast coś zmienić, tylko narzekają. A sama się nad sobą użalam........ ;(

Odpowiedz
asia_asica 2009-01-22 o godz. 23:08
0

Viola27, piszesz, że kiedyś byłaś inna ( miałaś bogate słownictwo itp. ) A wydarzyło się coś konkretnego co spowodowało zmianę w Twoim charakterze i zachowaniu, którą tak negatywnie oceniasz ??

Odpowiedz
Gość 2009-01-22 o godz. 09:17
0

Pierwsze wrażenie - NIE jest ci ZE SOBĄ źle, tylko jest ci żle gdy porównujesz się z tym jacy są inni wokół ciebie i sądzisz że to jakiś wyznacznik, do którego powinnaś dążyć. PRZESTAN się porównywać.
Zrób sobie wieczór dbania o siebie z kąpielą, dobrą ksiażką albo tym, co sprawia ci frajdę. I wtedy sprawdzisz, że to nie ze sobą jest ci źle.

Nie dziwię się, że na razie nie wychodzi ci dbanie o terminowość i inne sprawy skoro o samą siebie się nie troszczysz odpowiednio. Zapomnij na razie o budzikach, terminach, planach.

Nie myśl o całości życia - pokawałkuj je na krótsze terminy i pojedyncze sprawy - w całości każdego przytłacza - nie tylko ciebie. Pamiętaj, ze jak chodzisz - to robisz małe kroki a nie jeden duzy od staru do mety - tak dochodzi sie do wszystkiego - drobnymi krokami a jakimi - to już zależy TYLKO od ciebie.

Boszzzz a jak staniesz się płochliwą dziwaczką to znajdziesz sobie leśniczego i zamieszkacie w środku lasu, gdzie nikogo nie bedzie obchodzić twoja płochliwośc. To tak dla poprawy nastroju. :)))

I daj sobie DUUUUŻŻŻŻOOO czasu na zmianę - starą siebie tworzyłaś przez 27 lat - trochę potrwa zanim się przepoczwarzysz :)

Odpowiedz
mimi123 2009-01-22 o godz. 04:43
0

dziewczyny dobrze radzą. Tylko trzeba sie wziać w garść ... po malutku. Nie panikować...
Nie dopusc do tego, aby się sie w sobie całkiem zamknęła.

Wierze że Ci się uda i wiedz, że nie jestes sama z tym problemem. Tez z tym walczę

Odpowiedz
fonia 2009-01-22 o godz. 03:42
0

Wprowadź kilka zmian o jakich piszą dziewczyny, ale moze stopniowo,
żeby powoli wszystko sie ułożyło
Stopniowe zdobywanie celów, powinno Cię zachęcić :)

Odwiedź solarium, dawka ciepełka + lekka opalenizna, poprawi Ci humor :)

ps. Twój post jest tylko dowodem na to, ze wcale nie brakuje Ci słów ;)
Może łatwiej jest Ci wyrażać swoje odczucia - pisząc, więc pisz do woli, zapewniamy, że kilka chwil z Forumą i zaraz wracają chęci do wszystkiego :)

Odpowiedz
Gość 2009-01-22 o godz. 02:28
0

Pewnie nic nowego - wez sobie urlop i pojedz gdzies, odpocznij, zrelaksuj sie i poprzebywaj z ludzmi, skocz do kosmetyczki, fryzjera, zrob sobie paznokietki...
Co do zakupow - ja tez nie lubie chodzic po sklepach - trudno taka juz jestem, a kupuje tylko wtedy jak jest mi cos potrzebne albo stwierdze ze nie mam co na siebie wlozyc - zawsze to nastepuje po zmianach por roku.
Jesli masz kolezanke/przyjaciolke - kolege/przyjaciela umow sie z nimi - pogadaj, poplotkuj moze troszke wtedy nabierzesz pewnosci siebie.
Potem rzuc sie na gleboka wode - wyszykuj sie i rusz do jakies np. dyskoteki gdzie ludzie sie nie znaja - tam poznasz nowe osoby i moze to ci pomoze - zmiana otoczenia.

A co do witamin - polecam ! mnie zawsze podnosza po zimie gdy jestem taka jakas przybita - wiec skorzystaj z rady Agusiek - zenszen.

A poza tym gadaj z nami :D
Wazne jest bys nie miala dnia wypelnionego tylko praca i spaniem.

Odpowiedz
Gość 2009-01-22 o godz. 02:24
0

A najlepsza terapia dla Ciebie to będzie spotkanie forumowe :D
My Cie wyleczymy :D

A tak powaznie :
myśle, że jakiś sport faktycznie może pomóc. Wydzielają się wtedy endorfiny, czyli hormony szczęścia. Z własnego doświadczenia wiem , że żadne medykamenty niestety nie pomagaja w takich sytuacjach Nie powiem Ci żebyś się wzięła w garść bo wiem że to nie do zrobienia ot tak, po prostu.
Ale powiem tak: każda wielka podróż zaczyna się od tego najmniejszego kroku więc Ty musisz zacząć tak samo nie ma innej rady.
_________________

Odpowiedz
Gość 2009-01-22 o godz. 02:09
0

O tak, gadaj z nami, rozkręcisz się szybko :P
Na początek wrzuć jakiś wystrzałowy Awatarek 8)

Odpowiedz
Gość 2009-01-22 o godz. 02:08
0

O tak, gadaj z nami, rozkręcisz się szybko :P
Na początek wrzuć jakiś wystrzałowy Awatarek 8)

Odpowiedz
Gość 2009-01-22 o godz. 02:05
0

Ja proponuję zacząć od wyglądu zewnętrznego:
fryzjer i kosmetyczka oraz fajny ciuch
to bardzo poprawia morale, uwierz mi :D

Potem male kroczki, czyli wytycznie sobie malych celów a nie stu od razu, bo w taki sposób nigdy nic nie osiągniesz, a będziesz się czula coraz bardziej przytloczona.
Proponuję też wypad na basen, jazdę na rowerze, coś co Cię relaksuje i coś kiedy musisz zająć czymś umysl albo oczyścić go.
Poza tym wybierz się do kina, na jakąś wystawę, nie unikaj kontaktu z innymi. Uśmiechaj się do ludzi, oni nie gryzą.

I gadaj z nami, to też poprawia humor. Niby tylko internet ale wiele można zdzialać :D
Powodzenia! Zacznij od teraz najlepiej :D

Odpowiedz
Vilemo 2009-01-22 o godz. 00:27
0

Agusiek napisał(a):Pierwsze co mi się nasunęło do głowy to porządny urlop i oderwanie się od spraw codziennych na 2 - 3 tygodnie.

Druga sprawa to weź jakąś koleżankę i idźcie na babskie zakupy.

Trzecia rzecz - szykuj sobie wieczorem to co masz zamiar włożyć nastęnego dnia, a włosy obetnij tak żebyś nie musiała się z nimi długo bawić rano :)

Czwarta rzecz, miej w torebce podręczny zestaw do makijażu i jak nie zdążasz go robić przed wyjściem z domu to "machnij" go zaraz po przyjściu do pracy.

No i ostatnia sprawa - polecałabym tabletki z żeńszeniem i magnez z wit.B6 na poprawę samopoczucia.
goraca popieram :D
- dodatkowo moze zapisz sie na jakies cwiczenia, moze na joge? ruch fizyczny poprawia natroj i naladowuje pozytywna energia ;)

- polecalabym zrobic jakas zmiane - nie musi byc duza, np pojscie do dobrego fryzjera, przeklucie uszu, zapisanie sie na jakis kurs zwiazany z twoimi zainteresowaniami.. moze masz jakies marzenie ktore mozna w taki sposob urzeczywistnic? takie zmiany przynamniej na mnie dzialaja baaardzo pozytywnie ;)

Odpowiedz
Gość 2009-01-22 o godz. 00:13
0

P.S. jeśli po kilku tygodniach okaże się że to nie pomogło, poszukałabym pomocy u psychologa. Czasem nawet jedna dwie rozmowy dużo dają.

Odpowiedz
Gość 2009-01-22 o godz. 00:12
0

Pierwsze co mi się nasunęło do głowy to porządny urlop i oderwanie się od spraw codziennych na 2 - 3 tygodnie.

Druga sprawa to weź jakąś koleżankę i idźcie na babskie zakupy.

Trzecia rzecz - szykuj sobie wieczorem to co masz zamiar włożyć nastęnego dnia, a włosy obetnij tak żebyś nie musiała się z nimi długo bawić rano :)

Czwarta rzecz, miej w torebce podręczny zestaw do makijażu i jak nie zdążasz go robić przed wyjściem z domu to "machnij" go zaraz po przyjściu do pracy.

No i ostatnia sprawa - polecałabym tabletki z żeńszeniem i magnez z wit.B6 na poprawę samopoczucia.

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie