Quantcast
  • karolciabb odsłony: 8634

    Czy nie dorosłam do małżeństwa, czy idę na łatwiznę?

    Witam,Mam pytanko serii psychologiczno-niezdecydowanych. ( jesli tak to mozna ująć)Czy to, że nie chcę się wyprowadzić od rodziców, jest objawem tego, że nie dorosłam do małżeństwa, do dorosłego życia czy co?Wyjaśniam- rodzice wybudowali dom, całą górę z kuchnią, łazienką + 3 pokoje mam dla siebie. Rodzice mieszkali by na dole. Rodzice są ludźmi zapatrzonymi całe życie w swoje dzieci, i robiącymi wszystko żeby dzieciom było w życiu dobrze, co nie znaczy, że mam dwie lewe ręce- ma swoje obowiązki w domu, zarabiam na życie itd. Chciałabym im się teraz odwdzięczyć i im pomagać, oni bardzo nie chcą żebym się wyprowadzała.Chodzi bardziej o to, że chcieli ułatwić dzieciom start. Mój brat od 3 lat do nas nie przyjezdza, bo jego żona wykrzyczała mojej mamie, ze powinni im mieszkanie zostawić, na co ich nie bylo stać finansowo.Natomiast mój narzeczony katerogycznie, chce zebyms się wyprowadziła 400km dalej i zamieszkala z nim.Pracuję z dziewczyna, ktora mieszka z mezem na takich samych zasadach jak ja bym chciałaz rodzicami i oboje z mężem mówią, że są zadowoleni.Tata ma 60 lat, Mama 54- wiem, że wokół domu będzie im potrzebna pomoc, zostaje spłata kredytu, w zimę opłaty za gaz- może być ciężko, robią się coraz starsi, schorowani.Czy to źle, ze chce z nimi mieszkac? Czy ide na łatwiznę? czy jestem rozpieszczoną córeczką? czy nie powinnam iść za mężem?Proszę o Wasz punkt widzenia? ślub za 2 mceps. Jestem już na forum jako karolciab, ale z racji tego, że zapomnialam swoje hasło oraz to, że nie zostało przysłane mi na meila. Zalogowałam się od poczatku.Pozdrawiam

    Odpowiedzi (61)
    Ostatnia odpowiedź: 2013-10-25, 03:51:44
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
Mecdor 2013-10-25 o godz. 03:51
0

Karolcia,

xandra dobrze mówi.

Obawiam się, że rzucanie się na siłe z jednego związku w drugi nie bedzie dobrym rozwiązaniem. Poznaj siebie samodzielną i polub się taką, jaką jesteś, bo na pewno fajna z Ciebie dzeiwczyna i masz dużo zalet (np. wrażliwość).

Pozdrawiam i życzę dobrych wyborów, z kórych w przyszłości będziesz zadowolona.

Odpowiedz
Gość 2013-10-24 o godz. 16:00
0

karolciabb napisał(a):Dzisiejsze smy- daj mi spokój, nie chce miec z Wami nic wspolnego. Przegralyscie wszystko. nie życzę sobie żadnych smsów.

W odpowiedzi- na mojego z prośbą o meila do lekarza, z ktorym on si ekontaktowal w sprawie naszgeo ( jego i mojego ) psa, bo miec jak najszybciej robioną operację.
I teraz sobie wyobraz, że jesteście parę lat po ślubie, nic się nie zmieniło, wciąż jest taki sam. Macie dziecko. Pokłóciliście się, dziecko jest chore, on strzelił focha, Ty próbujesz się z nim skontaktować....
Wiem, nie ta skala... ale czy aby na pewno?
Jaka będzie reakcja na próby kontaktu? Nie odpowiadaj głośno, zastanów się sama dla siebie czy nie podobna do obecnej. Jeśli tak - to walcz z tym, zanim będzie za późno.

Odpowiedz
xandra 2013-10-24 o godz. 14:26
0

ja krótko bo kłade zaraz dziecko
domyslam sie ze to twój pierwszy facet skoro jestescie razem tak długo a ty młodziutka jestes
mysle ze to przyzwyczajenie, do tego zaleznosc...

rodzice, mimo ze kochani - sa dominujacy
facet z kolei chce byc jedynym dominantem, to i sie biora kłotnie o rodziców

ktos to tak bardzo dominuje i chce byc przepraszany, podziwiany... ma duze problemy z własna emocjonalnoscia, z samooceną
zapewne ma to zwiazek z wychowaniem - uderz pierwszy, zanim ciebie uderza
to nie dzungla, choc zycie jest ciezkie ;)
zycie i zwiazek to wspołdzałanie a nie wspołzawodnictwo

moim zdaniem - zacznij zyc po swojemu, bo chyba sama siebei nie znasz, zawsze byłas córeczką rodzicow i dziewczyna tego faceta
a ty, TY sama, kim jestes?

jesli do tego facet nie pomaga ci z psem to ja jzu nie mam słów :x , zwłaszcza ze to wasz pies...

dobra, miało byc krótko, znow nei wyszło ;)
ale xandra w swej misji ;) - czyli: kobieto, zajmij sie sobą - nie mogła sobie darowac takiego tematu ;)

aj tez byłam w podobnym zwiazku , prosby i łzy do byłego meza by nie wychodził bo zle sie czuje i chce zeby pobył ze mną i dzieckiem... za duzo upokorzen... ale tez sama musiałm do tego dojsc

facetów jest wielu, teraz dziekuje exowi ze nas zostawił i jestesm z najcudowniejszym dla mnei facetem na ziemi ktory tez pokochał jak ojciec mojego synka]

dobra, koniec :D

Odpowiedz
Zła kobieta 2013-10-24 o godz. 13:52
0

Trzymaj się cieplutko... Za psiaka kciuki zaciśnięte

Odpowiedz
karolciabb 2013-10-24 o godz. 13:36
0

Jestem

Dziękuję kochane babuszki za rady. Wszystko co piszcie to szczera prawda. Czytam to po kilka racy i pewnie jeszcze długo będę czytać.
Nie jesteście osamotnione w Waszej opinii o Panu D. Zdanie takie mają jeszcze moje psiapsióły i wiele znajomych, którzy powiedzieli, że przyjdą zbojkotować w dzień mojego ślubu.

Teraz wybaczcie, jak parę dni nie będę wypowiadała się na ten temat.
Po pierwsze:
1. Muszę sobie to teraz sama wszystko dokładnie poukładać.
2. Jadę w sobotę rano na 8 do Poznania na operację psiaka. I muszę teraz przeanalizować plan dojechania, wyjechania o 4 w nocy, mapę Poznania, i powrotu z psem po ciężkiej operacji na dysplazję.

.... tylko wiecie ja bym chciała, żeby już był ten Ktoś nowy, żeby łatwiej było zapomnieć.
Choć pewnie napiszecie, że najpierw powinnam nauczyć się być sama.

Naprawdę darmowa kozetka u lekrza.... Zartuję

Naprawdę jeszcze raz dziękuję
Teraz poczytam to jeszcze z 10 razy, bo tak jak ładnie napisała Gabi-mimo świadomości na poziomie rozumu nie mam jej jeszcze na poziomie emocjonalnym.
Miłego wieczorku :D

Odpowiedz
Reklama
Gość 2013-10-24 o godz. 12:50
0

karolciabb napisał(a):
Gabi- D żąda, żeby moja Mama go przeprosiła. Choć poniekąd go rozumiem, boli mnie to z jakim jadem opowiada o moich rodzicach i od 2 tygodnii nie pojawia się wcale.
Wiesz... nie chcę krytykować Twojego narzeczonego ale brak umiejętności poszanowania Twoich rodziców to duuuuży minus. Nie musi ich lubić, jednak ten jad.... Brak poszanowania i Twoich uczuć....
Obserwuj go. W tej chwili kocha Cię i jeszcze mu zależy ale miej świadomość, że sposób w jaki obecnie traktuje innych ludzi, w pewnym momenciie dotknie i bezpośrednio Ciebie. Takie traktowanie nie zmienia się na lepsze. Jeśli teraz masz mu sporo do zarzucenia, miej świadomość, że za parę lat pod tym względem będzie tylko gorzej.
Ja nie wyobrażam sobie być z kimś kto nie szanuje mnie, moich uczuć, nie szanuje mojej rodziny. Mój mąż miał nieciekawe relację z moją rodziną. Jego mama również jest trudnym człowiekeim więc i moje relacje z nią nie należą do najłatwiejszych. Zdarza nam się z mężem narzekać na to. Jednak nigdy nie zdarzyło nam się wypowiadać się o bliskich drugiej osoby z jadem..

karolciabb napisał(a):Ja poprostu nie wiem, że może być inaczej.
Lepiej w to szybko uwierz - dla własnego dobra. A potem wcielaj w życie swoje wyobrażenie. Powodzenia.

Odpowiedz
bonsai 2013-10-24 o godz. 07:55
0

Dla mnie jezeli ma sie jakieś watpliwości to sprawa jest jasna, a te 8 lat musiałaś przezyć żeby teraz wiedziec jak sie kocha naprawdę, żeby się nauczyć, a jak już spotkasz tego właściwego mężczyznę swojego zycia od razu się zorientujesz że to ten ..bez wątpliwości...tak to jest , przynajmniej z mojego doświadczenia....

:usciski: bądź dzielna, stanowcza i pomyśl o sobie, a ten palant niech spada na drzewo, nie długo będzie już starym kawalerem ;) , albo już jest

Odpowiedz
Gość 2013-10-24 o godz. 07:31
0

Karolciu kochana strasznie Ci współczuje takiej sytuacji... :usciski:
A już to mnie dobiło:
Dzisiejsze smy- daj mi spokój, nie chce miec z Wami nic wspolnego. Przegralyscie wszystko. nie życzę sobie żadnych smsów.

W odpowiedzi- na mojego z prośbą o meila do lekarza, z ktorym on si ekontaktowal w sprawie naszgeo ( jego i mojego ) psa, bo miec jak najszybciej robioną operację.
Nie, no naprawdę... Trzymaj się już od niego z daleka... Przynajmniej tymczasowo. Sprawdż, jak zareaguje, jeśli tym razem Ty sobie "odpuścisz". Niech on też poczuje jak to jest. a jeśli nie zareaguje, to nie jest nic wart. I tyle.
Karolcia, pomyśl wreszcie o sobie, o tym jak Ty chcesz, żeby wyglądało Twoje życie, związek, małżeństwo... Dziewczyno, zadbaj wreszcie o siebie. Trochę zdrowego egoizmu Ci nie zaszkodzi.

Odpowiedz
Gość 2013-10-24 o godz. 07:06
0

ojejku :goodman:

przeczytałam właśnie teraz wszystko od A do Z i jestem w szoku!
Karolciu uciekaj jak najdalej! ten człowiek chce ciebie zniszczyć - ciebie i Twoją przyszłość.
kto tu jest facetem? Ty czy On? co to za teksty do ukochanej osoby? do kobiety swjego życia? tak się nawet znajomych nie traktuje!

wszystko co napisały dziewczyny to prawda.
Z twoich wypowiedzi widac jak bardzo ciebie boli jak on cie traktuje ... ale czy chcesz dać się tak ranić do końca życia?

Jedyną osobą, która przegrała w tym zwiazku to on sam...

Ty natomiast masz szansę wygrać...

Odpowiedz
Gość 2013-10-24 o godz. 06:25
0

Można powiedzieć że z Tobą zerwał.
Więc nie kontaktuj się z nim. Zobaczymy co będzie dalej jeśli po raz pierwszy to Ty nie będziesz przejawiać inicjatywy. Okaże się czy poczuje się zaniepokojony brakiem prób z Twojej strony, zagrożenie rzeczywistej utraty Ciebie? Może skłoni go to do zastanowienia przemyśleń może zadzwoni i jeśli nie od razu przeprosi to choć podejmie dialog na temat tych sytuacji. Wówczas uszczęśliwiona ze się odezwał nie odpuszczaj mu skorzystaj z okazji i przeprowadź kulturalna ale stanowcza rozmowę na temat związku i tego jak ma on wyglądać. Sadze ze należy odłożyć ten ślub na jakiś czas aby wypracować i utrwalić zmiany waszym związku.
Jeśli nie zadzwoni to nie znaczy że wcale mu nie zależy na Tobie tylko że bardziej zależy mu na tym aby być górą wygrać tę sytuację. Wówczas takie małżeństwo nie ma sensu.
Ja tez byłam kiedyś w takim nieciekawym związku. Naprawdę mimo tej świadomości na poziomie rozumu nie byłam w stanie na poziomie emocjonalnym wydostać się z niego. Za którymś razem on nie zadzwonił więcej. Ja też nie. Było ciężko przez dłuższy czas ale mam świadomość ze uniknęłam koszmaru który trwałby latami i byłby też udziałem moich dzieci. Jako osoba uległa z natury masz duże szanse związać się znów z facetem dominującym tak jak ja ale jednak uważam że jest to inny kaliber dominacji. Tamten był po prostu wygodnickim szantażystą nie mającym za grosz szacunku ani wdzięczności właściwie do nikogo. O co podejrzewam też i Twojego narzeczonego.

Odpowiedz
Reklama
Gość 2013-10-24 o godz. 05:41
0

karolciabb napisał(a):Ja poprostu nie wiem, że może być inaczej.

Zmroziło mnie to zdanie... i wszystkie te sytuacje które opisałaś... zwiewałabym na Twoim miejscu gdzie pieprz rośnie. I tak jak już pisałam niekoniecznie ostateczne rozstanie, może wystarczyłoby po prostu uświadomienie Panu i Władcy że masz wątpliwości, że nie godzisz się z takim podejściem do siebie, że nie jesteś dzieckiem za które on może podejmować decyzje i oczekiwać że będą akceptowane w mgnieniu oka.

Daj sobie czas, nie brnij w małżeństwo bo Wasze realacje po ślubie napewno się nie zmienią, takie rzeczy "układa się" wcześniej.

Daj sobie szansę, jeśli macie być razem to i tak będziecie. Weźmiecie ślub za 2 - 3 lata, jesteś młoda nie spiesz się z tym szczególnie w takiej sytuacji

A co do relacji mieszkać z rodzicami/nie mieszkać - cóż wydaje mi się że jednak tutaj bierze górę Twoja podświadomość buntująca się przed tym co Twój narzeczony usiłuje narzucić... moim zdaniem to perfidny szantażysta który usiłuje sobie ułożyć życie tak żeby mu było wygodnie i ma w nosie Twoją osobę (tzn. Twoje potrzeby), a pasuje mu to że jesteś uległa.

Rozumiem że przez te lata mogłaś się uodpornić na jego odzywki i szantaże - ale postaraj się na to spojrzeć z boku.

Aha, a co do zachowania Twoich rodziców, tak sobie myślę, że też nie jest niczym dobrym, też wywierają na Ciebie nacisk słusznie lub mniej (wydaje mi się że słusznie - chcą Cię po prostu obronić przed złym moim zdaniem człowiekiem).

Podsumowując - powinnaś się uwolnić od jednego i drugiego bagażu przynajmniej na jakiś czas i spokojnie przemyśleć swoje życie.

Trzymam kciuki za Ciebie

Odpowiedz
magdaF. 2013-10-24 o godz. 04:35
0

karolciabb napisał(a):Dzisiejsze smy- daj mi spokój, nie chce miec z Wami nic wspolnego. Przegralyscie wszystko. nie życzę sobie żadnych smsów.
Karolciabb jesteś badzo młoda osoba. Może jednak warto dać sobie szansę na szczęście i poszukać go z dal od byłego narzeczonego.
Sadzę że zaczynanie wszystkiego od początku moze troche przerazać ale potraktuj to jako przygodę, nowy rozdział życia.
A co do twojego narzeczonego, to może warto mu uswiadomić ze on nie moze pisać takich rzeczy i pózniej oczekiwać iż bedziesz się starać ratowac ten związek. Nie to nie. Temu panu już dziękujemy

Odpowiedz
awangarda w stylu retro 2013-10-24 o godz. 04:05
0

karolciabb napisał(a): daj mi spokój, nie chce miec z Wami nic wspolnego. Przegralyscie wszystko. nie życzę sobie żadnych smsów.
no i dobrze, ze tak pisze.
przynajmiej latwiej Ci bedzie podjac pewne decyzje.
trzymaj sie karolcia i pomysl sobie, ze tego kwiatu to pol swiatu ;), a Ty tego nie znasz i chyba najwyzszy czas poznac ;)

i moja rada nie oddawaj D. psa bo Ci pozniej serce peknie.

Odpowiedz
karolciabb 2013-10-24 o godz. 03:22
0

bonsai napisał(a):Weź się dziewczyno w garść i pomyśl o sobie!!! Jak teraz jest źle to potem nie będzie lepiej, a uwierz mi że może być idealnie w związku bez kłótni i szantażów, po prostu BEZPIECZNIE
kurde, żeby tylko w to uwierzyć. Samo niska wartośc o sobie bierze górę.

Dzisiejsze smy- daj mi spokój, nie chce miec z Wami nic wspolnego. Przegralyscie wszystko. nie życzę sobie żadnych smsów.

W odpowiedzi- na mojego z prośbą o meila do lekarza, z ktorym on si ekontaktowal w sprawie naszgeo ( jego i mojego ) psa, bo miec jak najszybciej robioną operację.

przegrałyśmy - ja i Mama.

I tak sobie myślę, że nie pamięta się dobrego- przez 8 lat, robił u mnie imprezki, bo jego Mama nie pozwalała nawet wpuszczać do domu na kawę znajomych, chyba tylko z 2 razy w życiu robił swoje urodziny jak ona była. Kąpie się u nas dowoli- jego Mama krzyczy, że za dłougo, i woda kosztuje. U moich rodziców spali jego znajomi z żonami, gdy za ostro poimprezowali- wypominam?? być może, czy tak można? pewnie nie. Ale boli mnie, to jak szybko zapomina się o tym co dobre. Mama powiedziała do niego kilka słów- ja sądzę, że nic co by się mijało z prawdą. Jeśli by chciał to by przyjechał wyjaśnić tą sprawę.

Ja mam chyba w głowie zakodowany- jakiś stary obraz D i mało do mnie dociera, ze jest inaczej.

Dla Wszystkich gwoli wyjaśnienia- Dlaczgeo wyciągam te wszystkie brudy?- bo sprawia mi to ogromną ulgę, nawet nie wiecie jak wielką. Choć i też dokłada myśli- bo to przeleję na ekran- uzmysławia mi się w mojej głowie. No i zawsze jest to tańsze- niż wizyta u psychologa

Tylko, może w tym wszystkim zapominam o swoim podłym charakterku.... do tego jeszcze nie doszłam,bo najtrudniej.

Odpowiedz
bonsai 2013-10-24 o godz. 02:43
0

Weź się dziewczyno w garść i pomyśl o sobie!!! Jak teraz jest źle to potem nie będzie lepiej, a uwierz mi że może być idealnie w związku bez kłótni i szantażów, po prostu BEZPIECZNIE

Odpowiedz
Rosalinda 2013-10-23 o godz. 17:17
0

współczuje ci bardzo...
jesteś między młotem a kowadłem... z jednej strony rodzice- zobowiązania, jakies poczucie winy itp
a z drugiej facet tzw "kochany cham" (to rozumiem doskonale, uroczy sympatyczny, kochany a czasem wyskoczy z takim zachowaniem, że chce się siąść i wyć)...
do tej pory trzymalam strone twojego faceta a traz juz sama nie wiem...
gdyby bylo więcej czasu to jedynym rozwiązaniem byłby jakis wyjazd na kilka dni chociaż, żeby sobie cos przemyśleć i poukładac...
ale czasu nie ma...
facet rzeczywiście ma dziwne jazdy, chociaz z drugioej strony widze że ty jestes uodporniona na odzywki...
ale postawa rodziców tez mi się bardzo nie podoba... chyba wzbudzili w tobie jakies poczucie obowiążku, winy itp.
wydaje mi się, że ci ludzie toba manipulują (tzn i facet i rodzice)...
a moze jedyne rozwiązanie to odciąć się od tego wszystkiego?
tzn nie zrywać kontaktów z rodzicami, ale wyjechac... czasem dzwonić...
a z facetem bym zerwała... albo nie...
jeszcze lepiej, na chamskiego smsa odpisz- ok! to zrywamy... tak jakby cię to nie obchodzilo ciekawe co książe na to??? do tej pory to on zawsze zrywał, więc raz ty tak zrób.może nie poczuje sie wcale taki pewny.??? a może niech wie, że ty także możesz zerwać?
a może gdybys go zostawiła, nagle uświadomil sobie, że byłas dla niego ważna? może by się zmienił? błagal na kolanach?
może sprobujm jezeli w ogóle cios z tego mojego chatycznego posta wyłowiłas

Odpowiedz
Gość 2013-10-23 o godz. 14:11
0

karolciabb napisał(a):No ale znów, całe życie, gubić swoją tożsamość tylko po to, aby się nie bać, czy czasem z niego cham nie wyjdzie.
karolcia, nie ma drugiej istoty wartej tego, zeby zatracac sama siebie! i ktoregos dnia najpewniej zaczniesz obwiniac i jego i siebie, za to co sie z Toba stalo. kochana, wyjasnij te sytuacje jak najszybciej. ja bym tak zyc nie potrafila.
karolciabb napisał(a):Dzisiejszy sms- dla mnie ten związek to przeszłość - co ja na to?

Odpowiedz
Gość 2013-10-23 o godz. 14:08
0

Medcor - bardzo mądre słowa.

Jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała, a mianowicie statystyki, które słyszałam z ust pewnego adwokata specjalizującego się w sprawach rozwodowych - większość młodych małżeństw (trwających kilka lat) rozwodzi się przez rodziców / teściów. Często niestety nie dlatego, że teściowie nie lubią synowej czy zięcia - ale wprost przeciwnie, życzą im dobrze i wtrącają się w nie swoje sprawy. Naprawdę lepiej jest pomieszkać co najmniej 2 lata "na swoim" - i jeśli trzeba będzie, dopiero wtedy przenieść się do rodziców.

Odpowiedz
Mecdor 2013-10-23 o godz. 13:32
0

Karolciu,

a ja mam jeszcze inny punkt widzenia.

A w zasadzie mieszankę przedstawionych powyżej punktów.

Bardzo zgadzam się z analiza sytuacji przedstawioną przez fagih, ale zasadniczo mam takie wrażenie, że nie za bardzo wiesz, co chcesz i nie masz swojego zdania. Z jednej strony oczekiwania rodziców (ty jako dziecko nie naprawisz relacji między nimi, jeśli nie potrafią spędzać ze sobą czasu, to powinni albo nauczyć się go jednak spędzac razem, albo nauczyć się życ w obecnej sytuacji, a nie obwiniac swiat za to, że "córuś wyjechała"). Z drugiej strony oczekiwania narzeczonego.

Masz swoje życie i nie znam Ciebie, ale ja w przedstawionej sytuacji najpierw przesunęłabym ślub np. o poł roku/rok i zobczyłabym, czy coś się zmieni w relacjach między Wami. Czasami takie zdecydowane ruchy potrafią nadzwyczajnie uleczyc i przemówić do rozumu. Potem jednak wyprowadziłabym się od rodziców i zamieszkała na swoim - wynajętym, ale swoim. Spróbowałabym pomieszkać i pożyć SAMODZIELNIE. To daje też dużo do myślenia i potrafi podbudować własne poczucie wartości.

Ale ja jestem chyba inna, bo nie wyobrażam sobie życia z rodzicami w jednym domu - a na pewno nie zaraz po slubie. Za bardzo cenie swoją niezależność. Dlatego też - gdybym była facetem - też trudno byłoby mi znieść zwracanie mi uwagi przez tesciową na temat mojego związku. To są takie układy, w których jest akurat miejsca na dwie osoby, nie więcej.

Aha, ja tez jestem taka osobą, która bardziej nad wygode fizyczną ceni komfort psychiczny. I nie jestem przywiązana do rzeczy - uwazam, że duzy dom mozna sprzedac i kupic za niego np. dwa lub trzy mieszkania. Nawet małe. A najlepiej to swoje mieszkanie kupowac za swoje zarobione pieniadze i nikomu nie byc dłużnym. A do tego czasu można mieszkac w wynajętym locum.

Odpowiedz
Gość 2013-10-23 o godz. 13:31
0

karolciabb napisał(a):
Dzisiejszy sms- dla mnie ten związek to przeszłość - co ja na to?
On chyba po prostu doskonale wie, że zrobisz wszystko żeby ten związek przeszłością się jednak nie okazał. I pewnie zawsze tak było, co?

A jeżeli chodzi o wspólne mieszkanie, może u niego to jest również kwestia wieku? Może wydaje mu się że jest "za stary" na to żeby mieszkać z rodzicami żony czy tez swoimi. No nie wiem.

Przecież są takie układy, że młodzi mieszkają z rodzicami i nawet nieźle się sprawdzają, przecież to nie jest tak, że jak z rodzicami to od razu będzie źle. A może on ma własnie takie podejście?

Odpowiedz
awangarda w stylu retro 2013-10-23 o godz. 13:08
0

brzoza1 napisał(a):Dziewczyno, zastanów się dobrze, czy chcesz tak całe życie?!
albo i gorzej :(

Odpowiedz
Gość 2013-10-23 o godz. 13:03
0

Wiesz co Karolcia, przemilczę te sytuacje, o których pisałaś odnośnie mieszkania, rodziców, jego pracy, Twojej wolności słowa i możliwości do podejmowania własnych decyzji, itd. Dziewczyny dobrze Ci radzą.
Sorry, ale ja nie rozumiem jednej rzeczy. Nie moge pojąć jak osoba (nie ważne czy jest to facet, czy kobieta), która za dwa miesiące ma się pobrać ze swoim partnerem może reagować na problemy w ten sbosób, co Twój narzeczony, rzeczy typu:
Dzisiejszy sms- dla mnie ten związek to przeszłość !!!!! :o
Dla mnie jest to nie do pomyślenia1 Kurcze, co on dzieciak jest? Ile on ma lat? Jak można w ten sposób reagować. nie wiem, może tepa jestem ale nie rozumiem czegoś takiego...
Dziewczyno, zastanów się dobrze, czy chcesz tak całe życie?!

Odpowiedz
awangarda w stylu retro 2013-10-23 o godz. 13:02
0

karolcia ty nie pisz listow, nie wyciagaj po raz kolejny reki
tylko sie zatroszcz o siebie.
mysle, ze decyzje juz masz podjeta - teraz tylko trzymac kciuki, zebys potrafila ja zrealizowac.

bede bardzo mocno trzymac kciuki.

Odpowiedz
karolciabb 2013-10-23 o godz. 12:30
0

katarinka7 napisał(a):Albo napisz do niego list.
uwierz, pisałam nie raz, może nie na ten konkretny temat, ale przez 8 lat związku, by książke z tego można było napisać. Nie było pozytywnego odzewu.

katarinka7 napisał(a):Pomysł z pomieszkaniem przez kilka lat "u niego" wydaje mi się cąłkiem do rzeczy. A potem przeniesiecie się do miasta rodziców - jeśli będziecie chcieli
Na to też już się nie zgadza. Mówi, że ma już dość

Odpowiedz
katarinka7 2013-10-23 o godz. 12:24
0

Karolciub,
myślę że dobrze by było żebyś porozmawiałą ze swoim narzeczonym o tym wszystkim, co tu piszesz. Bardzo szczerze - o swoich uczuciach wątpliwościach, o tym jak Ty to wszystko widzisz, jak się czujesz w tym związku.
Albo napisz do niego list.
Waże żebyś powiedziaął wszystko i szczerze.

Co mogę powiedzieć - rzeczywiście Twój facet zachowuje się dość dziwnie i mnie pewnie też byłoby przykro. Natomiast wiem, że czasem zdarza się tak, że człowiek nie zdaje sobie sprawy ze swojego zachowania, z tego że rani drugą osobę. Był moment w naszym zwiążku że ja również nie byłam, delikatnie mówiąc zbyt miła dla teściów. Może nie obrażałam ich jakoś ale mówiłam co sądzę o niektórych sprawach. Chyba byłam zaślepiona jakąś złościa. Teraz wiem ze przez wzgląd na meża nie powinnam tak robić.
I nie raz w tej złości móiłam mu - to koniec.....a wgłębi duszy tak nie myśłałam, bo kochałam go i kocham najbardziej na świecie.
To chyba jakaś taka zapiekłość.

Więć zamiast z nami - rozmawiaj z nim. Tak zwyczajnie, bez złości i pretensji. musisz mu uświadomić że w równym stopniu oboje jestescie ważni w tym związku. I każde ma prawo do własnego zdanie - a jesli zdania te roznią się - musi być kompromis. To chyba sekret udanego małżeństwa.

A co do mieszkania - najleiej mieszkać oddzielnie - uwierz. To jest najzdrowsze, przynajmniej na poczatku.
Pomysł z pomieszkaniem przez kilka lat "u niego" wydaje mi się cąłkiem do rzeczy. A potem przeniesiecie się do miasta rodziców - jeśli będziecie chcieli

Odpowiedz
karolciabb 2013-10-23 o godz. 12:20
0

Hej dziewczyny :D
Wciągam to wszystko co piszecie jak pelikan klÓski i stwierdzam, że wszystko piszecie to szczera prawda o moim związku. Choć szczerze powiedziawszy, niekoniecznie to do mojej zakutej łepetyny dochodzi.

Problem jest w tym, że jak by był do końca chamem-sprawa była by prosta, ale jak w takim człowieku jest troche chama i troche dobrego człowieka ( pomocny, muchy by nie skrzywidzil, przyjacielski, kocha zwierzęta, towarzyski, itp) robi się trudniej. No ale znów, całe życie, gubić swoją tożsamość tylko po to, aby się nie bać, czy czasem z niego cham nie wyjdzie.

Szkoda.. poświęciłam mu 8 lat życia. Poświęciłabym więcej gdybym mogła mieć własne zdanie. - Nie dużo, a jednak psuje wszystko.
Mam 24 lata, On 30. Gdy zaczynaliśmy byłam nastolatką, imponował mi starszy facet, przyzwyczaiłam go do podejmowania decyzji. Teraz gdy się buntuje, on każdym sposobem, nie chce zmienić tego stanu rzeczy.

Cóż z tego, że wiele rozumiem ( tak mi się wydaje) jak i tak z chęcią bym się pogodziła.
Dzisiejszy sms- dla mnie ten związek to przeszłość - co ja na to? Przyzwyczaiłam się. Kiedyś ryczałam jak wół, żeby wrócilam. Teraz idę na pifko.

Ale ja mam nastukane w tej czaszce.

Odpowiedz
Gość 2013-10-23 o godz. 11:46
0

ZmroziLo mnie po przeczytaniu tego wątku.Bardzo ci współczuje zaistniałej sytuacji.Do ślubu zostało niewiele czasu a tutaj twardy orzech do zgryzienia.Zamiast cieszyc sie wspólnie przygotowaniami,to Pan Szanowny sie nie pojawia nawet.Gosc chyba nie dojrzał do zakładania rodziny i nie uswiadamia sobie, że bierze Cie za zonę wraz z cała reszta rodziny(nawet jesli zamieszkacie osobno).Bo jesli juz teraz dochodzi do takich scysji, to co bedzie potem?A Ty zawsze będziesz pośrodku i po której stronie byś nie stanęła będzie żle. Byłam w bardzo podobnej sytuacji 6 lat temu, tylko, ze akurat "byLy" chciał zamieszkac z moimi rodzicami i oczywiscie w spadku wszystko odzidziczyć lol Ale 5 miesiecy przed planowanym slubem wymiekłam.Za bardzo jestem z Mama zwiazana i na starosc coś lepszego sie jej nalezy , niz ciagle awantury.Teraz mieszkam z mezem 70 km od Rodziców wpadamy na weekendy,dzwonimy i sielanka :D Trzymam wiec kciuki za podjecie słusznej decyzji.

Odpowiedz
Martu80 2013-10-23 o godz. 10:46
0

Karolinko, przemyśl dobrze tę decyzję o ślubie, bo wygląda na to, że czeka cię życie z tyranem! A jeśli D po ślubie zechce ograniczyć twoje kontakty z rodzicami? Nie bój się podejmować decyzji. W końcu na rodziców zawsze mogłaś liczyć, prawda? i chyba nigdy ci nie powiedzieli "koniec"?

Tak jak pisała Awangarda - naprawdę może być inaczej :)
Głowa do góry!

Odpowiedz
awangarda w stylu retro 2013-10-23 o godz. 09:00
0

karolciabb napisał(a):Ja poprostu nie wiem, że może być inaczej.
a moze byc karolcia. naprawde.

wspolczuje Ci bo latwo nie masz, ale pomysl sobie, ze Rodzice to na ogol chca bardzo dobrze dla swoich dzieci.
a i jak ktos stoi z boku to widzi wyrazniej niz my sami bedac w srodku.

awa po trzech latach z takim D.

Odpowiedz
karolciabb 2013-10-23 o godz. 08:44
0

Wiol-ka napisał(a):Z jego podejściem nie macie szans na wypracowanie jakiegokolwiek kompromisu
Też tak nie raz myślę. A w sumei coraz częściej.

Fagih- dokładnie Tata= D. O ile Taty się nie wybiera, prościej jest z mężem.
agnesea- dom byl podzielny na 3 części - brat miał dostać 3 pokoje i ja 3, ale z racji tego, że sie obraził, a raczej jego żona, nie które ściany poprostu nie zostały postawione, i są większe pokoje np: z dwoma parami drzwi, bo te niestety już były. A Rodzice im tumaczyli, że nie stać ich na zostawienie mieszkania, ale jeślic chą to mogą mieszkać z nami.

Martu80 jak dobrze wiesz D jest zazdrosny o wszystko.
Gabi- D żąda, żeby moja Mama go przeprosiła. Choć poniekąd go rozumiem, boli mnie to z jakim jadem opowiada o moich rodzicach i od 2 tygodnii nie pojawia się wcale.

Ja poprostu nie wiem, że może być inaczej.

Pozdrawiam i smacznego obiadku, akurat pora na żarełko :D

Odpowiedz
Gość 2013-10-23 o godz. 08:00
0

Szczerze mówiąc dotknęło mnie pewne zdanie z Twoje posta

Mama chce zeby mnei szanował, aon chce zeby nikt w nasze życie się nie wtrącał

I jeszcze to zrywnie pare razy w miesiacu....
Dobrze się zastanów nad tym zwiazkiem i relacjami bo po ślubie raczej nie będzie lepiej. Jesli teraz w domu Twoich rodziców ptrafi zachować sie w sposób który razi Twoją mamę i jescze zrwócenie uwagi przez mamę nie temperuje go i nie zawstydza tylko wywołujw złosc i oskarżenia o wtracanie? Obawiam się że z dala od rodziców będziesz w o wiele goszej sytuacji. Na pewno rzadko bedziecie ich odwiedzać argument rzeczywiscie duża odległość. Możesz poczuc sie zdominowana i lekcewarzona bez wspacia bo rozmowy tel to nie to samo co rozmowa osobista.
Dodam ze mam w rodzinie byłe małżeństwo gdzie też do konca kade myślało że po ślubie uda mu się zmusic drugą osobę do zamieszkania u siebie efekt nigdy nie byli eazem kazde zostało u siebie. Urodziło sie tylko dziecko bo kazde myslało ze beezie atutr na jego korzysc aby zmusic druga strone do przeprowadzki. Nic takiego sie nie stało ozeszli się. Ona jstama z rodziami i duza juz córkąa on ma partnerkę.
Wiec przemysl to jeszcze raz.

Odpowiedz
Gość 2013-10-23 o godz. 07:32
0

Oleńka napisał(a):ulleczka, no właśnie, tylko krowa nie zmienia poglądów ;) Obie z mama pogodziłyśmy sie z tym że juz niedługo zamieszkamy oddzielnie , spokojnie do tego dojrzałyśmy, i problem się rozwiązał. Powiem szczerze, że w rozmowie uzywałam argumentów które mądre koleżanki z Forumi ;) podpowiadały, i naprawde przeszło to bezboleśnie.
Bardzo się cieszę, bardzo :usciski:

Odpowiedz
Gość 2013-10-23 o godz. 06:27
0

Dziwna ta cała sytuacja.... dwa miesiące do ślubu a on Ci kilka razy w miesiącu potrafi powiedzieć że to koniec....

Szczerze powiedziawszy to odwróciłabym się na pięcie mówiąc że również mam wątpliwości i poszła precz zostawiając go żeby sobie ten koniec przemyślał, bo jak na razie to bardzo pięknie Cię szantażuje....

Poza tym kurczę, jak zdecydowaliście się na ślub nie dochodząc do porozumienia w tak ważnej kwestii jak mieszkanie... ja wiem że to nie jest wyznacznikiem uczuć pomiędzy ludźmi i że ślub bierze się z miłości ale jednak oprócz tej miłości musi być również zrozumienie, kompromis i wspólne cele.

Później w małżeństwie pojawi się mnóstwo kwestii spornych, kłopotów, problemów... Jeśli teraz już nie umiecie się dogadać to co będzie dalej

Radziłabym jeszcze raz spokojnie przemyśleć i przedyskutować decyzję o małżeństwie... nie rozstawać się od razu, ale może przełożyć ślub

Odpowiedz
Gość 2013-10-23 o godz. 06:04
0

Dwa miesiace to, wbrew pozorom, bardzo duzo czasu.
Warto ten czas wykorzystac by dojsc do porozumienia w pewnych istotnych dla Was sprawach.
Zanim bedzie za pozno i obudzicie sie z obraczkami na palcach, ale pelni pretensji do siebie.
A co do mieszkania z rodzicami.....
Rodzicow i tesciow kocha sie proporcjonalnie do odleglosci jaka od nich dzieli.

Odpowiedz
Martu80 2013-10-23 o godz. 04:55
0

karolciabb napisał:
Gdy jest inaczej niż D chce to już jest źle. i dlatego średnio 5 razy w mcu- mówi, że to koniec.

Karolciu (witaj znowu na forum :) ) a nie boisz się, że jeśli już ustąpisz i przeprowadzicię się, to zaraz znajdzię się kolejny temat do kłutni i nerwówki - np. twoja nowa praca, czy też D nie spodobają się twoi nowi znajomi? Co to za związek, w którym masz niewiele do powiedzenia, bo ma być tak jak chce Twój partner albo wcale? Może uda wam się znaleść jakieś kompromisowe wyjście z sytuacji, ale muszą chcieć obie strony...
3mam kciukasy

Odpowiedz
Gość 2013-10-23 o godz. 04:54
0

agnesea napisał(a):
poza tym nie rozumiem skąd oburzenie na brata, że nie przyjeżdża. a jak ma się czuć kiedy ty dostajesz od rodziców pół domu a on nic?
spróbuj jego też zrozumieć
No, a ja rozumiem oburzenie. Mój mąż (a ja razem z nim) znaleźliśmy się ostatnio w podobnej sytuacji, o czym pisałam w Chwili zadumy. Wzbudziło to nasze emocje, ale nawet przez myśl nam nie przyszło, żeby wszczynać jakąś awanturę, a co dopiero zrywać kontakty z teściami.

Odpowiedz
Gość 2013-10-23 o godz. 04:44
0

trochę to dziwne
piszecie, że też byście nie chciały mieszkać daleko od domu rodzinnego, a ten facet to co, nie może chcieć zostać tam gdzie mieszka? też ma do tego prawo i z tego co rozumiem broni go.
karolcia, musicie przemyśleć co bardziej wam się opłaca - ciepłe lokum u mamusi czy dobra praca męża
poza tym nie rozumiem skąd oburzenie na brata, że nie przyjeżdża. a jak ma się czuć kiedy ty dostajesz od rodziców pół domu a on nic?
spróbuj jego też zrozumieć

Odpowiedz
Gość 2013-10-23 o godz. 04:00
0

Ciężko tutaj coś radzić, bo sytuacja skomplikowana, ale:

karolciabb napisał(a):Tak jak wyżej napisałam, brat do nas od 3 lat nie przyjeżdza - co oznacza, że jedno dziecko już ich zawiodło (nie zadzwoni na ur, na święta, itd), mieszka 5km od nas. Więc, nie chvę być tym drugim, bo to będzie porażka dla rodziców.

Całe życie mieszkam z rodzicami, studiowałam 30km od swojego miejsca zamieszkania.


karolciu, pamiętaj, że nie może być tak, że kiedy zostaniesz w domu to OK, ale jeśli się wyprowadzisz, to jak napisałaś, będzie porażka dla Twoich rodziców. Oni nie mogą wymagać od Ciebie, abyś zawsze z nimi mieszkała. IMO nie mają do tego prawa.
Wyprowadzenie się z domu, niekoniecznie musi oznaczać zerwanie stosunków, jak to było w przypadku Twojego brata. Są przecież telefony, weekendy, urlopy. Fakt, że rodzina Twojego narzeczonego mieszka w tym samym mieście, ułatwiłby i zintensyfikował wyjazdy do rodziców (tak jest w przypadku moim i mojego męża).

Chyba, że w całej tej sprawie chodzi o to, że żyć z rodzicami jest ci na razie lepiej niż z narzeczonym. Wtedy poczekałabym ze ślubem.
No i sprawawa szantażowania Cię rozstaniem przez Twojego narzeczonego. Czy robi tak tylko on? Jeśli tak, zapytałabym go na Twoim miejscu, co naprawdę do Ciebie czuję. Moim zdaniem, nie robi się czegoś takiego osobie, którą się kocha.

Przepraszam, że może trochę zbyt bezpośrednio, ale być może jest to dla Ciebie ostatni moment, żeby wiele rzeczy przemyśleć.

Odpowiedz
Paskvalina 2013-10-23 o godz. 02:39
0

awangarda w stylu retro napisał(a):karolciabb napisał(a):Może wyprowadzka to tylko pretekst, że nie chce się chajtać z D.
mysle, ze tu tkwi problem.
ze podswiadomie wcale nie chesz wyjsc za maz za D.
I ja się nie dziwię... Gdyby co tydzień ktoś groził mi rozstaniem, to też bym nie chciała.
Karolciabb, masz jeszcze 2 miesiące. Moze przemyśl tą decyzję. Wychodzę z założenia, że ślub bierze się raz w życiu (wiem, ze życie to weryfikuje często, ale założenie jest ;) ) A jeżeli Ty już przed ślubem nie jesteś pewna, czy chcesz być ze swoim narzeczonym, to coś jest nie tak. Wiesz, ślub można wziąć zawsze, nie warto sie chyba tak spieszyć, skoro masz wątpliwości i to spore wątpliwości.
Wiem, że teraz byłoby ciężko wszystko "odkręcać", ale chyba lepiej teraz, niz brać rozwód pół roku po ślubie...

Może w koncu Ty powiedz głośno: MAM WĄTPLIWOŚCI. I wcale nie traktując tego jako odwet za szantaże. Może niech Twój D. przyjmie do wiadomosci, że zwiazek to dwoje ludzi, z których każde ma prawo do indywidualnych decyzji. Że nie jest tak, że to, że on chce wyjść za Ciebie, to jakaś wielka łaska i powinnaś mu nogi całować i nie marudzić. Nie tędy droga... Tak mi się wydaje

Życzę duzo siły i trafnych decyzji :)

Odpowiedz
Gość 2013-10-23 o godz. 02:35
0

ulleczka, no właśnie, tylko krowa nie zmienia poglądów ;) Obie z mama pogodziłyśmy sie z tym że juz niedługo zamieszkamy oddzielnie , spokojnie do tego dojrzałyśmy, i problem się rozwiązał. Powiem szczerze, że w rozmowie uzywałam argumentów które mądre koleżanki z Forumi ;) podpowiadały, i naprawde przeszło to bezboleśnie.

Odpowiedz
awangarda w stylu retro 2013-10-22 o godz. 23:19
0

karolciabb napisał(a):Może wyprowadzka to tylko pretekst, że nie chce się chajtać z D.
mysle, ze tu tkwi problem.
ze podswiadomie wcale nie chesz wyjsc za maz za D.

Odpowiedz
Gość 2013-10-22 o godz. 16:39
0

karolciabb napisał(a):Gdy jest inaczej niż D chce to już jest źle. i dlatego średnio 5 razy w mcu- mówi, że to koniec.
karolciabb napisał(a): Tata podobnie jak D, odrazu krzyczy, irytuje się, obraża. a Mama wtedy płacze, o Tata pierw sie na wydziera a potem pomyśli.
Czy ty nie powielasz tego samego schematu co u rodziców? Bo z tego co piszesz chyba wynika taka zależność. Mama płacze czyli niekoniecznie ma swoje własne zdanie, tata się obraża i tym stawia na swoim. Potem jak przemyśli to być może przyzna rację... a być może nie.
Ty z kolei masz prawo do swojego zdania i własnych wyborów jedynie w takich super ważnych kwestiach jak: "na co pójdziemy do kina, albo gdzie pójdziemy na lody.."

Przemyślałabym ten związek i jego ramy. Chyba nie sama decyzja o miejscu zamieszkania wymaga tu przemyślenia i przedyskutowania. Na Twoim miejscu przewartościowałabym parę rzeczy - w tym Wasze relacje, bo nie tędy droga.... chyba, że za parę lat chcesz być kompletnie ubezwłasnowolniona... a wydaje mi się, że na taki los, za inteligentna z Ciebie dziewczyna.

Odpowiedz
Rosalinda 2013-10-22 o godz. 16:36
0

ciężka decyzja...
ja jestem mloda jeszcze więc pewnie moj głos nie jest taki cenny...
ale jestem zdania że młode małżeństwo powinno mieszkac osobno... chociaż kilka miesięcy... żeby nacieszyć sie sobą... obecnośc rodziców może (choc nie wiem jak jest w Twojej rodzinie) może byc troche krępująca... przynajmniej tak mi się wydaje...
mj M też ma wielki dom i jak go odwiedzam czuje sie ksrępowana, mimo że jego rodzice to przemili ludzie. zamykamy suię na górze, oni w ogóle nam nie przeszkadzają ale mimo to czuje się troche niepewnie, wiedząc ze ktoś tam na dole jest. więc pewnie gdybym miala z nimi zamieszkać...
pewnie bym sie przyzywczaiła, ale te pierwsze lata małżeństwa chciałabym spędzić sam na sam z mężem, nawet w najmniejszym mieszkanku świata, byleby sami...
spojkrzyj na to z drugiej strony, może twój przyszły tez ma podobne poglądy do moich dlatego jest taki niechętny...
porozmawiajcie...

natomiast co do tego grożenia że albo jest tak jak ja chcę, albo odchodzę... tu bym się zastanowiła czy dalej to ciągnąć, bo to niestety zabawa twoimi uczuciami... a tak nie wolno

Odpowiedz
Gość 2013-10-22 o godz. 16:33
0

tak trochę offtopicznie - Oleńka,pamiętam tę mega (!!) dyskusję, jaka się wywiązała w tamtym Twoim wątku ;)

Odpowiedz
Wiol-ka 2013-10-22 o godz. 16:27
0

Alma_ napisał(a):Wygląda na to, że są poważniejsze sprawy do przedyskutowania między Wami, niż ewentualna przeprowadzka
Podpisuję się obiema rękami.

O ile jestem w stanie zrozumieć to że Twój narzeczony nie chce przeprowadzić się do Ciebie (chociażby z powodu dobrze płatnej pracy, co w dzisiejszych czasach nie jest niestety bez znaczenia) o tyle nie potrafię wytłumaczyć sobie jak może stawiać Cię w sytuacji "albo będzie jak ja chcę, albo koniec".
Szczerze Ci powiem, że gdyby trafiło na mnie, pewnie pierwszy "koniec" bym przełknęła ale za drugim razem prawdopodobnie koniec by nastąpił. I to z mojej strony. Trzeciego razu już by nie było, nie mówiąc o kilku razach w miesiącu.

Z jego podejściem nie macie szans na wypracowanie jakiegokolwiek kompromisu. Najprawdopodobniej skończy się tak, że przeprowadzisz się do niego mając świadomość, że zawiodłaś rodziców (jestem z tych co "poszły za mężem", przyzwyczaiłam się do zmiany, ale czasem wiem że jestem mamie baaaardzo potrzebna a nie ma mnie przy niej i źle się z tym czuję - a moja sytuacja była dużo prostsza od Twojej).

Mam nadzieję, ze znajdziecie jakieś wyjście z sytuacji.

Odpowiedz
Gość 2013-10-22 o godz. 16:23
0

Zła kobieta napisał(a):Wiesz to Twoje życie, ale czy nie masz czasem ochoty postawić na swoim? :o
Życie z partnerem/ mężem nie polega na tym, aby stawiać na swoim, tylko iść na kompromisy Pytanie, czy w tym przypadku którakolwiek ze stron tego kompromisu chce.

Wg mnie Karolcia nie dorosła jeszcze (albo lepiej - nie jest gotowa), aby się wyprowadzić z domu (co naprawdę nie musi, a wręcz nie powinno oznaczać odcięcia się od rodziców).

Odpowiedz
karolciabb 2013-10-22 o godz. 16:22
0

Zła kobieta napisał(a):Karolciu, ja rozumiem, że każdy lubi postawić na swoim (ja taka jestem ), ale nie chcę Was oceniać, tylko czy nie boisz się, ze kiedy postawisz na swoim w ważnej dla Ciebie kwestii, to on po prostu odejdzie?

Mam wrażenie, ale możliwe, że błędne, że to wygląda tak: Ty chcesz czegoś -> on protestuje -> Ty delikatnie naciskasz -> on grozi, że odejdzie -> Ty się boisz rozstania i odpuszczasz -> on udaje, że nic się nie stało przecież i spotykacie się dalej -> kolejna przeszkoda i inne zdania i...
Nic dodać nic ująć.

Odpowiedz
Zła kobieta 2013-10-22 o godz. 16:17
0

Karolciu, ja rozumiem, że każdy lubi postawić na swoim (ja taka jestem ), ale nie chcę Was oceniać, tylko czy nie boisz się, ze kiedy postawisz na swoim w ważnej dla Ciebie kwestii, to on po prostu odejdzie?

Mam wrażenie, ale możliwe, że błędne, że to wygląda tak: Ty chcesz czegoś -> on protestuje -> Ty delikatnie naciskasz -> on grozi, że odejdzie -> Ty się boisz rozstania i odpuszczasz -> on udaje, że nic się nie stało przecież i spotykacie się dalej -> kolejna przeszkoda i inne zdania i... itd

Wiesz to Twoje życie, ale czy nie masz czasem ochoty postawić na swoim? :o

Odpowiedz
karolciabb 2013-10-22 o godz. 16:14
0

hej, już jestem :D

Odpowiadam:
Jak ja to wytrzymam, szczerze- nie wiem. Nieraz wydaje mi się, że sednem konfliktów jest to, że ja czuję się ograniczana, i to, że w sprawach ważnych nie mogę przeforsować swojego zdania. Bo zazwyczaj mam możliwość- na co pójdziemy do kina, albo gdzie pójdziemy na lody..

Wracając do słów Oleńki, chyba nie istotne jest to, czy się jest jedynakiem czy nie. Tak jak wyżej napisałam, brat do nas od 3 lat nie przyjeżdza - co oznacza, że jedno dziecko już ich zawiodło (nie zadzwoni na ur, na święta, itd), mieszka 5km od nas. Więc, nie chvę być tym drugim, bo to będzie porażka dla rodziców.

Całe życie mieszkam z rodzicami, studiowałam 30km od swojego miejsca zamieszkania.

Nie wiem, D się nie odzywa.
Idę spać, głowa już boli, od tego szalonego życia.
Dobranoc ;)

Odpowiedz
Gość 2013-10-22 o godz. 14:02
0

Podobnie jak Oleńkę bardzo dziwi mnie fakt, że tak blisko do ślubu, a Wy nadal nie macie rozstrzygniętej tak ważnej kwestii. I zgadzam się z jej opinią.

Mam pytanie do Karolci - czy wyjechałaś na studia do innego miasta? Czy tak naprawdę całe życie mieszkasz z rodzicami?

Tu chyba nie chodzi o to, czy rodzice zrozumieją (bo pewnie tak) ani czy sobie poradzą (bo pewnie też), ale o to, czego autorka wątku chce. Dokładnie tak, zgadzam się z Almą - a z tego, co napisała Karolciabb, wynika, że absolutnie nie jest gotowa wyprowadzić się od rodziców i raczej to wg mnie jest problemem (oczywiście oprócz rozstań raz w tygodniu).

Zastanawia mnie tylko ta dychotomia - albo mieszkamy z rodzicami (swoją drogą - nigdy nie zgodziłabym się na to ani ja, ani mój mąż - przynajmniej na początku małżeństwa, na starość pewnie będzie inaczej; bez względu na luksusowe warunki u rodziców, na które sami długo nie będziemy mogli sobie pozwolić), albo 400 km dalej. A w połowie drogi nie ma żadnych miast? ;)

Odpowiedz
Alma_ 2013-10-22 o godz. 13:20
0

K2 napisał(a):karolcia, a jak dlugo Ty tak wytrzymasz te grozby rozstania piec razy w miesiacu?
O to samo chciałam zapytać.
Wygląda na to, że są poważniejsze sprawy do przedyskutowania między Wami, niż ewentualna przeprowadzka

Odpowiedz
Gość 2013-10-22 o godz. 12:54
0

karolcia, a jak dlugo Ty tak wytrzymasz te grozby rozstania piec razy w miesiacu? bo ludzic sie tym, ze zawsze bedzie sie ukladalo, tak jak narzeczony sobie tego zyczy, to chyba sie nie ludzisz?

Odpowiedz
Gość 2013-10-22 o godz. 10:58
0

Z całym szacunkiem do mojego W. , nie chciałabym mieszkać 400km od rodziców
Uwazam Twoje obawy za normalne Karolcia, ale życie jest życiem, trzeba usiąść i porozmawiać, odnaleźć wszelkie plusy i minusy obu lokalizacji.
Reszta się ułoży. Musi

Odpowiedz
karolciabb 2013-10-22 o godz. 10:31
0

witam ponownie :D
Jagoda, nie kontaktowałam się z adminem, dałam sobie spokój, jest już nowy nick, podbny do starego, fotka ta sama... więc nie powinno być źle.

wracając do teamtu watku
Rozmawialiśmy- ale każde myślało, że postawi na swoje, a teraz kiedy robi się gorąco, nie jest już tak łatwo.
Fakt- on ma lepsze warunki rozwoju, ma tam dobrze płatną pracę, i dla mnie uruchomił kontakty, żebym znalazła coś w swojej branży.
Kontakty z rodzicami- są kiepskie- były cały czas w miarę porawne, ale ostatnie parę mcy strasznie się kłóciliśmy- a wtedy D nie przebiera w środkach, moja Mama miala ostatnio żal o todo niego- i przy grilu jemu to powiedziala- tu ją trochę rozumiem, ale i jego. Mama chce zeby mnei szanował, aon chce zeby nikt w nasze życie się nie wtrącał- Gdy jest inaczej niż D chce to już jest źle. i dlatego średnio 5 razy w mcu- mówi, że to koniec.Dzis tez jest koniec gdy mu zaproponowala, ze na 2,3 lata przeprowadze się do niego, a potem wrócimy tutaj i wtedy może zamieszkamy z moimi rodzicami. D tez ma tutaj swoją rodzinę.
D to typ wszystko sam, sam zrobi, sam załatwi, SAM.
Jeśli chodzi o rodziców- to małżeństwo, które nie umie spędzać ze sobą wolnego czasu, Tata podobnie jak D, odrazu krzyczy, irytuje się, obraża. a Mama wtedy płacze, o Tata pierw sie na wydziera a potem pomyśli.

Kocham Go, ale nie chcę już się wyprowadzać, Kocham ten dom, okolice, dobrze mi tutaj. Podoba mi się nowa praca itd
Ale tak naprawdę, to boję się, że rodzice beze mnie "umrą" z samotności. Gdy pojechałam na 6 tyg praktyki do niego- to Tata chodzil i narzekał, że córuś ich opuściła.
Widze nie raz, ten ciężar, tego, że m-y mną a rodzicami istnieje zbyt silna więź emocjonalna. Ale znów czy to źle, że się kocha.
Może wyprowadzka to tylko pretekst, że nie chce się chajtać z D.
Wiem, że te wypowiedzi, są jak chaos, ale właśnie taki mam w swojej głowie. I szukam różnych punktów widzenia.

Pozdrawiam, miłego popłudnia :D

Odpowiedz
Zła kobieta 2013-10-22 o godz. 09:03
0

Alma - zgadzam się z Tobą... ja np. nie chciałabym się wyprowadzać gdzieś na drugi koniec Polski. Wprawdzie nie będę mieszkać z rodzicami, ale odległość ok 50 km uważam za wystarczającą :)

Ale powiem szczerze, że bardzo się martwiłam swojego czasu, jakt o dalej będzie... teraz wiem, że sobie poradzą ;) przecież to nie koniec świata, mogę wpadać na weekendy...

jednak 400 km to już inn bajka

Być może 2 miesiące to krótki czas... ale głowa do góry - w końcu rzeczowa rozmowa odbyć się moze w ciągu 2 godzin ;)

Odpowiedz
Alma_ 2013-10-22 o godz. 08:57
0

Tu chyba nie chodzi o to, czy rodzice zrozumieją (bo pewnie tak) ani czy sobie poradzą (bo pewnie też), ale o to, czego autorka wątku chce.

Nie jest powiedziane, że zakładanie nowej rodziny musi wiązać się z zerwaniem wszelkich wczesniej istaniejących więzi, ani z rozstaniami, są rodziny wielopokoleniowe, które potrafią i chcą mieszkac pod jednym dachem, z wyboru, nie z konieczności. I nie widzę w takim wyborze oznak żadnych "problemów psychologicznych", jak to zostało wyżej delikatnie określine

Wg mnie chęć pozostania w domu rodzinnym nie jest w żadnym wypadku przejawem niedojrzałości, wręcz przeciwnie - dowodzi troski o rodziców i odpowiedzialności.

Inna sprawa, to faktycznie dziwne, że wcześniej nie poruszyliście tego tematu z narzeczonym. Dlaczego własciwie on chce się wyprowadzić? Dlaczego nie chce mieszkać z teściami? Jakie są alternatywy? To wszystko należy spokojnie przedyskutować i rozważyć. Powodzenia :)

Odpowiedz
Gość 2013-10-22 o godz. 08:36
0

Hmm.. 2 miesiące do slubu i dopiero pojawil sie ten problem?? Chyba cos nie tak. Napisze to co pisaly dziewczyny jak mialam problem czy sie wynieśc 300 km od domu bo jestem bardzo zwiazana z rodzina. No wiec dziewczyny mi napisaly wtedy że zakładam rodzinę , nowa rodzinę i zawsze sa rozstania. Bo to bedzie nowy dom. Dziwi mnie ze dopiero teraz zastanawiacie sie nad tym gdzie bedziecie mieszkac. Każdy z nas ma rodziców , ktorzy sie starzeją i wiadomo ze bedzie sie im pomagać w miare mozliwości, ale nie rób z nich niedołężnych staruszków. Moja mama ma 57 lat i oburzyła by się gdybym jej zarzuciła ze sie starzeje i że trzeba jej pomóc, tata ma 74 lata i świetnie radzi sobie w ogródku. i absolutnie nie mozna o nim powiedziec ze jest stary:-) no ale to genetyka;-) czytajac Twoj post zastanawialam sie a co na to narzeczony, i jak doszlam do tego momentu to ja nie wiem nad czym Ty sie zastanawiasz, jesli on nie chce to trzeba pojsc na kompromis, ale argument że chces pomagac rodzicom jest nie trafiony. Kazdy z nas chce. U mnie rozwiazalo sie to w ten sposob że narzeczony przenosi sie do Warszawy, a z rodzicami tylko dlatego nie mozemy mieszkac bo jeż jest alergikiem a my mamy kupe zwierząt. Uważam że owszem , masz jakiś problem psychologiczny - nie zrozum mnie zle - ale po co wychodzisz za mąż?? powtarzam za koleżankami sprzed paru miesiecy - zakladasz nowy dom i Twoi rodzice napewno to rozumieją..

poza tym piszesz że masz rodzeństwo, ja jestem jedynaczka i jakoś rodzice pogodzili się z tym że juz niedlugo opuszcze dom, nie ich opuszcze tylko dom.

Odpowiedz
Gość 2013-10-22 o godz. 08:20
0

OT:
karolciabb napisał(a):Jestem już na forum jako karolciab, ale z racji tego, że zapomnialam swoje hasło oraz to, że nie zostało przysłane mi na meila. Zalogowałam się od poczatku.
Kontaktowałaś się z Administratorem?

Odpowiedz
Gość 2013-10-22 o godz. 08:15
0

Może Twój narzeczony obawia się zamieszkać z Twoimi rodzicam, bo boi się że będą się wtracać na przykład i mówić Wam co macie robić. Rozmawiałaś z nim o tym??

A może tak jak napisała K2 ma lepsze mozliwości realizacji? Przeprowadzka o 400 km to jednak duża zmiana. Tak dla niego jak i dla Ciebie. Może też trochę się boi?

Nie wydaje mi się żebyś nie była gotowa, rozpieszczona czy szła na łatwiznę. To jest po prostu jedna z możliwości na Waszą przyszłość. I w sumie niegłupia.

Odpowiedz
xandra 2013-10-22 o godz. 08:12
0

pogadaj z mezem o tym
lubi twoich rodziców?
jakie sa ich układy?

bo jesli nie bardzo to moze sie boi ze rodzice cie beda jzu jako jego zone odsuwac od niego a moze po prostu boi sie i nie chce "cenzury"

i zaleznie od tego co powie itd to musicie pomyslec
czy sie wprowadzacie do nich
czy jedziesz z nim a rodzice sprzedaja ten dom i kupuja sobie cos mniejszego, na miare sił i potrzeb

Odpowiedz
Gość 2013-10-22 o godz. 08:02
0

karolcia jezeli ma sie swietne stosunki z rodzicami, rodzice lubia Twojego wybranca i z wzajemnoscia, to ja uwazam, ze jest to uklad idealny. i bynajmniej nie swiadczy to o rozpiesczeniu, ale o milosci w Twojej rodzinie. i wydaje mi sie, ze chyba jest jakis inny powod tego, ze Twoj narzeczony nie chce zamieszkac razem z rodzicami. moze ma lepsze mozliwosci rozwoju te 400 km dalej?

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie