Quantcast
  • Magdalena_28 odsłony: 6934

    Jak przetrwać związek na odległość?

    Od ponad 10 miesięcy - jestem w "związku na odległość"Niby niewiele .. ale jak dla mnie kawał czasu:( nie radzę sobie z tym:(Tęsknię ogromnie:(Po każdym spotkaniu czuję niemalże fizyczny ból,Potrzebuję go na co dzień ... a Jego nie mawidzimy się co 1-2 tygodnie - na kilka-kilkanaście godzin1-2 sms'y dzienniejakiś telefon w ciągu dniakrótka - kilkunastominutowa rozmowa na necieOn wraca b.późno do domu - a ja nie daję rady siedzieć do późnej nocy by bladym świtem zrywać się do pracyCo wieczór płaczę w poduszkęPrzestały mnie cieszyć rozmowy z NimDąsam się, mam humoryOn myśli o wspólnej przyszłości ze mną . Były nieoficjalne zaręczyny - od 4 miesięcy cisza ...W szarych barwach widzę wspólną przyszłość - rozbija się to o moje bezskuteczne poszukiwania pracy w Warszawieo tym już pisałam w innym wątkuNiewiele nas łączy - nie budujemy niczego wspólnie - bo niby kiedyNie chcę go zmuszać do tego- by się jakoś zadeklarował ... bo czy to coś daOn czeka aż ja znajdę pracę - a ja czuję oddech czasu na karkuJak mam z nim rozmawiać ...

    Odpowiedzi (51)
    Ostatnia odpowiedź: 2013-09-24, 18:42:24
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
madziula 22 2013-09-24 o godz. 18:42
0

Magdusiu, każdy próbuje sobie radzić jak umie...Ty wywalasz wszystkie zdjęcia, chcesz zmienić otoczenie, umawiasz się z facetami.Tak trzymaj, na pewno w końcu przylulisz się do kogoś, któ jest Ci przeznaczony.
Wierzę, że znajdziesz szczęscie.
Trzymaj się kochana :usciski:

Odpowiedz
Magdalena_28 2013-09-24 o godz. 18:41
0

Minęły 4 miesiące. Mam etap - niszczenia wszystkiego co mi po nim "zostało". Do śmietnika poleciały wszystkie zdjęcia. Nawet te ze wspólnej sesji do magazynu Marie Claire. Bez żadnych emocji obejrzałam kilkanaście plyt ze zdjęciami .. z pobytu w Turcji, na Teneryfie, w Ustce, w Kazimierzu Wielkim. tych żal mi wyrzucać :|
Została mi tylko 1 rzecz .. mp3, którą dostałam w prezencie świątecznym.

Dziś sobie uświadomiłam, że po poprzednich związkach został mi sentyment do niektórych piosenek. Może dlatego, że wcześniejsze 2 związki zakończyły się za obopólną zgodą, bez darcia pierza? może obydwaj ex są mi bliscy i jestem w stanie sie z nimi przyjaźnić ..

ale związek z tym padalcem :x dał mi w kość. tyle razy przyłapywałam go na kłamstwie, flirtowaniu z innymi panienkami z profili randkowych (gdy się zapierał nogami i rękoma, że to nieprawda) .. jakże on potrafi czarować .. pięknie pisać, opowiadać .. drań pieprzony :axe:

a i jeszcze ma do mnie pretensje, że wieszam na nim koty :Hangman: , bo przecież on nic nie może złego o mnie powiedzieć ... kuźwa .. niech by tylko spróbował

z cyku powrotu do normalności ..
spotykałam sie z różnymi facetami, poznanymi na portalach randkowych ..
i od kilku usłyszałam, że jestem zbyt samodzielna, zbyt niezależna, zbyt zaradna, silna, obyta światowo :Hangman: ..
już przestałam szukać .. i się umawiać .. bo nie chcę znowu słyszeć tych samych tekstów ..

w przyszłym tygodniu ruszam z remontem swojego mieszkania i już się nie mogę doczekać, kiedy wyprowadzę się z tych p...Kabat , gdzie wszystko mi jego przypomina :Hangman:

Odpowiedz
madziula 22 2013-09-24 o godz. 18:38
0

Madziu, myślałam ostatnio , co u Ciebie...
Naprawdę, :usciski: przytulam mocno, bądź dzielna i miej "motywację ułozyć sobie życie z kimś innym".Wierzę, że kiedy "przerobisz" to wszystko w sobie, będziesz gotowa otworzyć się na innego, wartościowego mężczyznę.
Życzę Ci tego z całego serca!

Odpowiedz
Gość 2013-09-24 o godz. 18:34
0

Magda, ciezko czyta sie o takim bolu, i takich przejsciach..
Przykro mi..
Ale mysle, ze jestes silna i wystarczy czas i milosc, zeby wrocic do tego, kim bylas. Tylko do bardziej doswiadczonej, madrzejszej Ciebie..
A 30 lat to chyba tak naprawde najlepszy okres w zyciu kobiety.. :) (choc czekam na to, zeby to powtorzyc, jak bede uderzac w 40.. ;))

Niestety, pewnych waznych w zyciu rzeczy uczymy sie na wlasnych doswiadczeniach.. ale trzeba na wszystko patrzec z tej lepszej strony. To musi Cie zrobic silniejsza. A nastepna milosc bedzie lepsza.. wiem, z wlasnego doswiadczenia.. :)

Odpowiedz
xandra 2013-09-24 o godz. 18:30
0

Magdo... ten facet to kawał gnoja...
mówiłam tyle razy :(
czas leczy rany, jeszcze bedziesz mu dziekowac że odszedł...
trzymaj się, jakbyś chciala sie spotkać to mów

Odpowiedz
Reklama
Magdalena_28 2013-09-24 o godz. 18:28
0

Wyciągam temat.

Było miło. Ale się skończyło. :|
Byliśmy w związku na odległość prawie rok.
Znalazłam pracę w Warszawie. Zamieszkałam z nim u jego rodziców.
Było znośnie.
Zaszłam w ciążę. Poroniłam. Ból, rozgoryczenie, żal. Żałoba. Moje wracanie do normalności trwało ponad rok.
Miałam problemy zdrowotne, leczyłam się. On nie rozumiał po co :o sex stał się dla niego prokreacją. Zaczął go unikać.
Ja potrzebowałam bliskości (już nawet nie fizycznej).
Myśl o kolejnej ciąży tylko sprawiała mi ból. Nawet nie chciałam (nie chcę) być w ciąży.
Zaczął wracać coraz później do domu. Ciągle byłam sama. Mijały dni, tygodnie, miesiące.
Powiało chłodem. Całymi dniami nie rozmawialismy. Ja robiłam co mogłam. Przyjeżdżałam do herbaciarni. Chciałam spędzać z nim wiecej czasu. On mnie unikał.

13 stycznia - kolejna rozmowa z cyklu- co mi przeszkadza, nad czym musimy popracować, co trzeba zmienić.
On- muszę to przemyśleć. Pomieszkam u rodziców.
Mijają kolejne dni. Cisza. Wracam do domu. Zastaję pustą szafę, półki. Zabrał wszystko. 2 tygodnie próbuję się dowiedzieć o co chodzi.
On- stracił wizję wspólnego życia, motywację do zmian. Uważa, że podcięłam jego skrzydła. Że ma motywację do układania sobie życia na nowo z kim innym.
Szok. Rozpacz. Nie jem, nie śpię. Straciłam sens i wiarę w to, że będzie lepiej.
Łykam tabletki. Już nie pamiętam jakie. Po pół godziny przychodzi opamiętanie. Prowokuje wymioty. :(

Mijają 3 miesiące. Wracam do normalności. Dużo czasu minie zanim wyleczę się z miłości do Niego. Zanim zmienię przyzwyczajenia. Poznam innych ludzi.
Mam 30 lat. Boję się, że będę sama. Że nie poznam nikogo wartościowego.
Tyle przeszłam. czy będę w stanie uwierzyć w czyjąś szczerość, zaufać, pokochać.

Zmieniam się. Widzę to po sobie.
Psychicznie - stałam się chłodna, wyrafinowana. Jestem niemiła, cyniczna. Fizycznie- Bardzo schudłam. Wyostrzyły mi się rysy twarzy. Muszę zmienić garderobę, bo wszystko na mnie wisi.
Z dnia na dzień podjęłam decyzję o kupnie mieszkania na warszawskich Stegnach.

Boję się przyszłości. :|

Odpowiedz
katastrofa 2013-09-24 o godz. 18:26
0

poleczka napisał(a):
i jest czesto ciezko
i bywa, ze mam ochote to wszystko tutaj rzucic i poleciec
i caly czas tak bardzo brakuje mi tej bliskosci

Czasem jest naprawdę ciężko, 1000 km, 7 lat juz prawie :o i jeszcze jeden rok , mam nadzieję że przetrwamy .

Najbardziej brakuje tych normalnych, codziennych rzeczy, jak buzi na dobranoc , jak przytulenie , ech...

Widzimy sie w roku średnio 4 razy, w sumie jakieś 3 do 4 miesięcy ale chcemy bycrazem,pokonaliśmy już razem tyle, że i ten rok przetrwamy

trzymam kciuki za Was wszystkie i za siebie też , żebyśmy wytrwały

Odpowiedz
katarinka7 2013-09-24 o godz. 18:24
0

No cóż, ja też jestem w związku na odległość.
Pisałam już o tym, że chcieliśmy się przeprowadzić do Torunia, mi udąło się znależć pracę mężowi nie.

Trwa to od stycznia a ja już nie mogę. Mam dola totalnego - bo żyjemy na odległośc i wszystkie nasze plany się poplątały.
Wygląda na to, że ja wrócę i zobaczymy jak dalej będzie. Mąż ma dobrą pracę a ja tam mam możliwość (przynajmniej na ten moment) dorobienia. Wydaje mi się, że jakoś ja mam szanse szybciej znależć pracę, chociaż pewnie już nie w naszym mieście - pewno będę dojeżdżać do Łodzi 60km.
Widzimy się w weekendy, ale jest ciężko - po 5 latach wspólnego mieszkania trudno się przestawić.

Odpowiedz
poleczka 2013-09-24 o godz. 18:22
0

szukalam takiego watku, bo choc nigdy nie myslalam ze tak bedzie, to tez mnie dotyczy...

i jest czesto ciezko
i bywa, ze mam ochote to wszystko tutaj rzucic i poleciec
i caly czas tak bardzo brakuje mi tej bliskosci

ale sa takie dni, kiedy jestem oderwana od komputera, internetu, nawet zasieg w komorce jest slaby
i wtedy juz wiem, ze moglo byc duuuuzo gorzej :]
usmiecham sie sama do siebie jak tylko pomysle o kolejnym spotkaniu... emocje jakich nigdy wczesniej nie doswiadczylam :D

a dzieli nas... 10 000km

Magda_28 trzymaj sie :)

Odpowiedz
Gość 2013-09-24 o godz. 18:21
0

Ja też jestem w związku na odległość, na szczęście tylko do czerwca ale związek trwa już rok i 4 miesiące. Bywa raz lepiej, raz gorzej. Czasem widujemy się w miarę często, czasem naprawdę rzadko. I powiem Ci że dopiero niedawno nauczyłam się cieszyć tym co mam. Nawet jeżeli jest to 5 minut w tygodniu i to w przelocie.

Bardzo często wszystko psułam mając pretensje, że tak krótko, a to nie było od nikogo zależne. Lepsze 5 króciutkich minut niż nic, wiadomo. Warto się tego nauczyć, wtedy jest o wiele łatwiej. Życzę Ci dużo siły. Nie zadręczaj się.

Odpowiedz
Reklama
Magdalena_28 2013-09-24 o godz. 18:11
0

Właśnie wróciłam do domu ... 7 dni spędzonych wspólnie minęło tak szybko.

Żal było wracać do domu ... poza tym mam lekko napiętą sytuację w pracy i nie dane mi było rozkoszować się wolnymi dniami :x
moją szefową najchętniej bym wystrzeliła na słońce :axe:
co chwila telefon - gdzie jest segregator z tym, gdzie pisma do ministerstwa, gdzie to i tamto :Hangman:

Nie obyło się bez poważnych rozmów .... oczywiście to ja wszystko wyolbrzymiam, roztaczam czarne wizje ... że wszystko dobrze się ułoży

tylko K I E D Y :|

przede mną kolejne ciężkie tygodnie w obecnej pracy - nie będziemy mogli się widywać w weekendy ... oj znowu doły zaliczę :(

Odpowiedz
Gość 2013-09-24 o godz. 17:36
0

My z moim mężem mieszkaliśmy 120 kg od siebie. Przez 4 lata spotykliśmy się tylko w weekendy (czasem nawet rzadziej) jasne, że czasem było ciężko ale wtedy nie mieliśmy innego wyjścia. Oboje jeszcze się uczyliśmy więc na wspólne mieszkanie nie mieliśmy kasy. Drogę autobusem Katowice - Wisła i na odwrót przejechaliśmy chyba z 1000 razy ale wiedzieliśmy , że kiedyś to się zmieni i to dodawało nam sił.
Uważam, że jeśli się kocho to żadne kilometry nie przeszkodzą.
POWODZENIA i WYTRWAŁOŚCI :D

Odpowiedz
ana-nu 2013-09-24 o godz. 09:52
0

Magdaleno_28 mam nadzieje że święta i Nowy Rok upłynęły wam rozkosznie... ja również wiem co to znaczy związek na odległość i jak smakują łzy każdego pożegnania.. Moje szczescie mieszka 250 km ode mnie. Znamy się od roku, od 10 miesięcy jestesmy razem, od 3 dni jestesmy zaręczeni!!! niestety ja musze cionajmniej 2,5 roku zaczekać by być na stałe razem bo Szczęście moje musi skończyć studia.. nie wiem jak ale musze dać sobie rade z tym wszystkim.. za tydzień zaczynam prace tutaj u mnie więc znowu będę miała mniej czasu dla Mojego Skarbeńka (to znaczy mniejsza możliwość spotkań dłuższych) zapomniałm dodać że studiuje podyplomowo i nie każdy weekend mam wolny...
mam ogromną nadziej że wszystkim nam kochającym na odległość ułozy sie pomyslnie i że znajdziemy wszytskie tyle siły w sobie by przetrwć trudne próby czasu i odlegości i doczekamy sie tego dnia w którym zagrają nam o to idzie panna młoda....

Odpowiedz
Magdalena_28 2013-09-11 o godz. 04:55
0

Awangarda
Carrie
:usciski:

Odpowiedz
awangarda w stylu retro 2013-09-11 o godz. 04:50
0

magdalena bedac w zwiazaku mamy swiadomosc, ze ta druga osoba jest inna, z innego domu pochodzi, inne nawyki wyniosla, ale to nie znaczy, ze nam sie nie uda, prawda? ludzie nie zawsze dobieraja sie na zasadzie podobienstw

widzisz pana g. to czlowiek, ktory do wnetrz, ladnych przedmiotow nie przywiazuje wagi, ale poniewaz dla mnie to jest wazne potrafil zmienic swoj sposob myslenia i mimo, ze czasami jest oszolomiony kolejna rzecza, ktora ja kupie do domu to to akceptuje. a nawet ostanio sam z siebie kupil przeurocze filizanki :o .
on jest czlowiekiem, ktory wymysli cos i to realizuje. za to ja siedze i mysle hehe. ale nie stanowi to przeszkody w niczym. poprostu czasami ja hamuje jego pewne pomysly, a czasami on mnie popedza w tym mysleniu :) i na razie na zle nie wychodzi :)ale pozyjemy zobaczymy ;)

ja wiem, zebedac z kims chce sie spedzac z ta osoba duzo czasu, ale czy to, ze pracuje nie swiadczy o tym, ze jest odpowiedzalny? spytalas sie kiedys dlaczego tak duzo pracuje? moze warto bo czasami odpowiedz wyjasnia bardzo wiele (ja sie spytalam)

a poza tym moze im - w sensie rodzinie- brakuje takiej osoby jak ty, ktora zlatwi wszystko szybko i bez problemu.

powodzenia magdaleno i przede wszystkim nie analizuj wszytkiego tak dokladnie bo to owszem w teori jest bardzo rozsadne, ale w praktyce przez nadmiar myslenia mozna bardzo wiele stracic. i jak chcesz porozmawiac to porozmawiaj tylko spokojnie i bez wymowek :)

Odpowiedz
Magdalena_28 2013-09-11 o godz. 04:21
0

kiedy chorowałam - dzwonił, kiedy byłam w szpitalu - dzwonił, kiedy leciałam za granicę - mimo wczesnych godzin - zawoził mnie na lotnisko
kiedy miałam rozmowy w sprawie pracy - poświęcił cały dzień by mnie wozić z jednego miejsca w drugie, płaci za moje zakupy

Ale nie jesteśmy ze sobą na codzień tylko "od święta"

Jeszcze jakiś czas temu byłam bardziej wylewna w uczuciach - teraz się odsuwam - co On od razu zauważył

On twierdzi, że to na mnie czekał, że to ze mną chce spędzić resztę życia, że chce ze mną mieć dzieci , że ... że ...

Tysiąc myśli tupie mi po głowie :o
I zanim pojedziemy na świąteczny obiad - będę musiała z nim porozmawiać tylko, że nie wiem jak zacząć tą rozmowę

mam nadzieję,że On nie zagląda na to forum :o

Odpowiedz
Gość 2013-09-11 o godz. 04:00
0

Magdalena_28 napisał(a):Czy On znajdzie czas dla mnie, dla moich potrzeb,
A czy teraz znajduje?

Bo jeśli teraz nie jest cudownie i różowo, to ja raczej nie liczyłabym, że po ślubie zmieni się na plus :(

A to, że się zastanawiasz, a nie ślepo lecisz jak ćma w ogień, to tylko dobrze świadczy. Lepiej ustrzec się przed błędem teraz, niż później bardzo czegoś żałować.

Myślę, że naprawdę powinniście szczerze porozmawiać. A Ty powinnaś się zastanowić, na ile jesteście gotowi pójść na kompromisy i na ile Tobie takie życie właśnie odpowiada.

Trzymam kciuki :)

Odpowiedz
Magdalena_28 2013-09-11 o godz. 03:40
0

Masz rację Faigh

1. Firma kiedyś należała do Jego ojca - a że ten nie umiał zajmować się promocją i marketingiem - firma została przepisana na Niego.

2. Jego rodzice - wcale nie muszą mu pomagać - to jest ich wolny wybór obydwoje są na rencie i z uwagi na stan zdrowia mogliby zostać w domu ... a tak - narzekają na ciągłe zmęczenie i nadmiar obowiązków, które sami na siebie nałożyli i tak - od wielu lat żyją pracą - od 7 dni w tygodniu - miesiąc w miesiąc

3. W firmie pracują 2 inne osoby, które dobrze sobie radzą ... choć nie ukrywam, że czasami pomoc jego mamy jest nieoceniona, gdy klienci walą drzwiami i oknami

4. Inna sprawa, że ja prowadzę odmienny tryb życia - moja rodzina również baaaardzo się różnimy U mnie- mówisz i masz . U niego - trzeba to przemyśleć ... Oni nie mają czasu na nic- na zakupy, na spacer, na zrobienie remontu w mieszkaniu /ze ścian odpada tynk :o / Bardzo mnie to niepokoi - taka sytuacja - czy On znajdzie czas dla mnie, dla moich potrzeb, nie jestem egoistką , ale nie wyobrażam sobie mieszkać w takich warunkach- wynajęcie ekipy do przeprowadzenia remontu nie jest trudne - mam wrażenie,że im brakuje przede wszystkim chęci

5. Pierwsze emocje już "ostygły" :o i teraz zaczynam dostrzegać pewne rzeczy, które nie napawają mnie optymizmem

Czy ze mną jest coś nie tak :o Czy się tylko czepiam :o

Odpowiedz
Gość 2013-09-10 o godz. 20:29
0

Magdalena_28 napisał(a):Pomagam mu w firmie - On nawet nie chce słyszeć o tym by mnie tam zatrudnić .. pracują tam jego rodzice .. poza tym On twierdzi, że takie ciągłe przebywanie ze sobą źle wpływa na związek
IMHO przychylam sie do jego zdania- nie powinniscie razem pracowac.

1. Wspolna praca rzeczywiscie potrafi zle wplywac na zwiazek. Szczegolnie, ze malo komu udaje sie nie przenosic konfliktów z jednego gruntu na drugi.

2. Praca z jego rodzicami predzej czy pozniej moze byc przyczyna bardzo duzych konfliktów. Chcac nie chcac bedziesz oceniana nie tylko na gruncie prywatnym ale i zawodowym. Zarowno przez niego jak i przez jego rodzicow. Zadowolic jedna osobe, ktora w dodatku darzy Cie uczuciem- jest do przejscia. Ale rownoczesne zadowolenie 3 osob, czesto o roznych wizjach tego co byc powinno - moze Cie przerosnac. Ciagla presja, ciagla ocena - niekoniecznie musi byc stymulujaca, zarowno dla Ciebie jak i dla niego.

3. Czym innym jest praca we wspolnej firmie, wspolnym przedsiewzieciu i na rownych prawach a czym innym praca u kogos. Relacje szef- podwladny przy jednoczesnych relacjach typu 'para' bardzo zle rokuja.

Odpowiedz
bajeczka 2013-09-10 o godz. 08:07
0

Ja nie wiedze perspektyw na zmiane do czerwca. Wtedy moj man konczy nauke. A w sierpniu ślub :)

ulleczka napisał(a):Madzia77 napisał(a):Kilkugodzinne spotkania to stanowczo za mało gdy sie planuje własny slub.
Hm, sorry że spytam - jesteście parą widującą się po kilka godzin i planujecie się pobrać?

bajeczka napisał(a):Mam to samo, też cierpię i też nie widze perspektyw
Jest sens bycia w związku bez perspektyw?

Magdalenia_28, 100 km to naprawdę nie jest dużo ;)

Ja też jestem w związku na odległość (300 km), ale na szczęście widzę perspektywy ;) ;) ;)

Odpowiedz
Magdalena_28 2013-09-10 o godz. 04:59
0

--> Olu - skończyłam 28 lat

--> Carrie, Zouza, Awangarda - dziękuję za Wasze wypowiedzi :usciski: miałam cichą nadzieję, że w jakiś sposób mi odpowiecie

--> Dwa tygodnie temu odmówiłam przyjęcia pracy na Uniwerku - byłam skołowana, z jednej strony b.chciałam już się przenieść do W-wy; jego rodzice cieszyli się na mój przyjazd, wyrobili mi dodatkowy zapas kluczy do mieszkania :| niestety pracowałabym w budynku ocieplanym pylącymi płytami azbestowymi - On się przeraził - nie chciał bym tam pracowała , w warunkach szkodliwych dla zdrowia ... jego mama twierdziła,że to może później odbić się na moich staraniach o dziecko :o - rozmawiałam z Nim na ten temat i to On namówił mnie do tego bym nie przyjmowała tej oferty chciał mieć mnie przy sobie - ale tak ... tylko by się o mnie martwił ...

--> Jego praca jest ciekawa - prowadzi herbaciarnię - ale niby jest jej szefem, to jest : przedstawicielem handlowym - rozwozi towar do wielu warszawskich restauracji, kawiarni, odpisuje na maile, kupuje towar do sklepu, rozładowuje 80 kg europalety z towarem ... robi wszystko sam
Twierdzi, że w tym roku będzie chciał zatrudnić handlowaca ... ale o tym słyszałam już w lutym
On sprawia wrażenie - źle zorganizowanego - ma tak dużo obowiązków, że nie starcza mu siły , chęci na cokolwiek innego ...

--> muszę z Nim szczerze porozmawiać :|

Odpowiedz
Gość 2013-09-10 o godz. 04:30
0

Carrie napisał(a):
Bo wybacz, ale wyjść za mąż to nie sztuka.. sztuką jest być w tym małżeństwie szczęśliwym. A jak będzie wyglądał Wasz związek, gdy dopadnie go proza codzienności? Teraz widujecie się tylko w weekendy, a Ty już nie jesteś bezgranicznie szczęśliwa w tych momentach. Zastanów się, a przede wszystkim szczerze porozmawiaj!

Zyczę Wam wiele szczęścia :)

Carrie chaotyczna.
:brawo: bardzo mądre słowa!!!

ja może opowiem Tobie moją historię.
Mojego L poznałam 3 lata temu - dokładnie w moje urodziny, była sobota, szalałam na imprezie. Nie wiem co sparwiło, ze wymieniliśmy się numerami tel, wszystko dzięki jego koledze, który spieszył się do gdańska (L grał jako DJ) i powiedział do nas "gołąbki koniec tego gadania, wymiencie sie numerami bo my juz spadamy"... ja bylam mocno nietrzeźwa, było około 9 rano. w niedziele ja wyjechalam do znajomej do Olsztyna a mój L .... na studia i do pracy do Holandii.... gadaliśmy face to face tylko jeden wieczór.... potem zaczeły się niewinne sms-ki, telefony - około 2 g codziennego wiszenia na kablu. we wrzesniu L wpadł do wawy na 3 dni... ło matko ale ja byłam zestresowana! ale nasze pierwsze spotkanie udało się i ... wpadłam po uszy... choć znałam go tylko z rozmów, maili, nie mogłam się z nim często spotykac

potem przez chwile było jeszcze dobrze, ale pod koniec listopada nastąpił kryzys. oboje mieliśmy pretensje fo losu, dlaczego tak się stało, dlaczego on jest tam a ja tu, dlaczego nie odpisujemy zawsze na sms-y, na maile, ze nie dzwonimy do siebie często. choć byłam zakochana poddałam się... on też..... rozstaliśmy się... ale po kilku tygodniach nie potrafiliśmy bez siebie wytrzymać... L odezwał się pierwszy...znowu zaczeliśmy rozmawiać i pisać do siebie. przyjechal na święta i wpadłam jak sliwka w kompot.

wiedziałam ze wpakowałm się w niezłe bagno, żeby egzystować potrzebuje bliskości drugiej osoby a ty taka sytuacja. i zeby to blisko było a nie 1600 km.... potem ja pojechalam do niego na 2 tygodnie w lutym a w maju spakowłam manatki, zdalam sesje wczesniej i wyjechalam do niego na pół roku. do pracy i zeby zobaczyć jak to bedzie razem ze sobą, non stop... mialam mega pietra.... bilet powrotny w ręku na wszelki wypadek....

ale było cudownie a z Holandii wróciliśmy razem ...;]
a teraz się pobieramy... ech

wiem jak bardzo trudno jest być w takim zwiazku, ile to wymaga poświęcenia. wiem jak trudno zrozumiec ze druga osoba nie odpisuje a ona ma przecież prawo do tego... by zwiątpić, by być zajętym, by nie móc odpisać. ja wiem ze to żaden problem napisać sms-a, ale kiedy się to robi kazdego dnia zaczynamy się czasem buntować...

mnie ten związek nauczył przede wszystkim pokory, oraz zaufania. nie miałam bladego pojęcia co L tam robił... gdzie był, czemu nie odpowiadał, co się z nim działo. więc musialam nauczyć się o tym ni emyśleć bo inaczej bym zwarioawała, albo związek rozpadłby się na początku... psyche nie wytrzymuje czasem

ten związek wymaga od ciebie wiele poświęcenia, cierpliwości... musisz być pewna czego chcesz, ze to ten, ale nie spieszyć się z niczym. musisz go poznać bo rozczarowanie zaboli... spotkania co jakiś czas nie odzwirciedlą rzeczywistości a ta może zabolec. porozmawiaj z nim co on czuje, czy taki zwiazek mu odpowiada i jak on to widzi. nie atakuj go bo nie odpisał, faceci tak niestety mają. ale tez nie bądz i ty namolna.

trzymam kciuki za ciebie, jestem przykładem ze takiw związek moze się udac ... ze może z tego narodzić się coś pięknego... Powodzenia kochana!

Odpowiedz
awangarda w stylu retro 2013-09-10 o godz. 04:15
0

awangarda w stylu retro napisał(a):Magdalena_28 napisał(a):Ulleczko - jego dawny związek rozpadł sie po 5 latach - Ex pracowala w firmie ... i On i Jego rodzice uważają,że ciągłe przebywanie ze sobą od rana do wieczora - jest bez sensu :o , że źle wpływa na związek magdaleno wiec nie powinnas sie dziwc, ze on sie boi.

Miałam dzień przemyśleń - czy nasza znajomość ma sens, jak nasze życie -moje Jego będzie wyglądać za 2-4 lata
tego nigdy nie wiemy :)

Może jestem przewrażliwona - ale dziś wogóle się nie odezwał ja wysłałam mu rano sms'a / by za chwilę pożałować że to zrobiłam - i tak mi na niego nie odpisał
Irytuje mnie to - ile czasu zajmie napisanie choćby kilku słów :| - wypomniałam mu to ... nie czekałam na Jego powrót ...On twierdzi,że dzwonił , ale nie mogłam wtedy odebrać telefonu magdaleno.

ooo ile razy jest tak, ze ja napisze esa ( z wyznaniami ;) ), a pan. g sie nie odezwie. bo poprostu nie ma czasu :)
Czy szczera rozmowa nt. przyszłości związku pomoże?
Jak wspomniałam jesteśmy ze sobą 10 miesięcy
Czy nie jest za wcześnie? rozmowa pomoze. wypominanie nie.

tak wiec glowa do gory i sie nie zameczaj tylko ciesz sie zbilzajacymi swietami i tym, ze bedziecie miec chwile czasu dla siebie :)
przepraszam musilam poprawic bo poprzednia wypowiedz swoja schrzanilam

Odpowiedz
awangarda w stylu retro 2013-09-10 o godz. 04:14
0

pomoże mialo byc

Odpowiedz
Gość 2013-09-10 o godz. 04:02
0

Magdalena_28 napisał(a):Ulleczko - jego dawny związek rozpadł sie po 5 latach - Ex pracowala w firmie ... i On i Jego rodzice uważają,że ciągłe przebywanie ze sobą od rana do wieczora - jest bez sensu :o , że źle wpływa na związek
A więc to nie jest tylko jego zdanie? A jak wytrzymują to jego rodzice, przebywając ze sobą 24/7?

Magdalena_28 napisał(a):Może jestem przewrażliwona - ale dziś wogóle się nie odezwał ja wysłałam mu rano sms'a / by za chwilę pożałować że to zrobiłam - i tak mi na niego nie odpisał
Magdaleno, wybacz ale napisanie kilku słów lub zadzwonienie naprawdę nie jest wielką filozofią. Zwłaszcza jak się jest zakochanym i komuś bardzo zależy. Zakładam, że u Was tak właśnie jest. Wasz związek jest jeszcze bardzo młody i chyba niestety (zwłaszcza z jego strony) niedojrzały.

Ja na Twoim miejscu zastanowiłabym się, jak Wasze życie będzie potem wyglądać. Czy dalej będziecie się widywać tylko w nocy i w weekend, bo on będzie zapracowany? no i jaka jest Twoja rola w jego życiu?

Bo wybacz, ale wyjść za mąż to nie sztuka.. sztuką jest być w tym małżeństwie szczęśliwym. A jak będzie wyglądał Wasz związek, gdy dopadnie go proza codzienności? Teraz widujecie się tylko w weekendy, a Ty już nie jesteś bezgranicznie szczęśliwa w tych momentach. Zastanów się, a przede wszystkim szczerze porozmawiaj!

Zyczę Wam wiele szczęścia :)

Carrie chaotyczna.

Odpowiedz
awangarda w stylu retro 2013-09-10 o godz. 04:01
0

Magdalena_28 napisał(a):Ulleczko - jego dawny związek rozpadł sie po 5 latach - Ex pracowala w firmie ... i On i Jego rodzice uważają,że ciągłe przebywanie ze sobą od rana do wieczora - jest bez sensu :o , że źle wpływa na związek magdaleno wiec nie powinnas sie dziwc, ze on sie boi.
Nie wspominając o tych relacjach - szef - pracownik

Miałam dzień przemyśleń - czy nasza znajomość ma sens, jak nasze życie -moje Jego będzie wyglądać za 2-4 lata
tego nigdy nie wiemy :)

Może jestem przewrażliwona - ale dziś wogóle się nie odezwał ja wysłałam mu rano sms'a / by za chwilę pożałować że to zrobiłam - i tak mi na niego nie odpisał
Irytuje mnie to - ile czasu zajmie napisanie choćby kilku słów :| - wypomniałam mu to ... nie czekałam na Jego powrót ...On twierdzi,że dzwonił , ale nie mogłam wtedy odebrać telefonu magdaleno.

ooo ile razy jest tak, ze ja napisze esa ( z wyznaniami ;) ), a pan. g sie nie odezwie. bo poprostu nie ma czasu :)

Czy szczera rozmowa nt. przyszłości związku pomoże?
Jak wspomniałam jesteśmy ze sobą 10 miesięcy
Czy nie jest za wcześnie? rozmowa pomorze. wypominanie nie.

tak wiec glowa do gory i sie nie zameczaj tylko ciesz sie zbilzajacymi swietami i tym, ze bedziecie miec chwile czasu dla siebie :)

Odpowiedz
Gość 2013-09-10 o godz. 03:49
0

Magdo.. jeśli cyfra przy Twoim nicku to Twoj wiek, to jestesmy w tym samym wieku i jesli faktycznie tak jest to ja nie rozumiem jak majac 28 lat mozna miec takie rozterki. Napisze krotko o sobie bo jednka nie wiem czy to Twoj wiek wiec nie bede Cie osądzać:-))

Ja w wieku 28 lat mam pare "powaznych" zwiazkow za soba, wiem czego chce , w miedzy czasie nauczylam sie byc sama, i nauczylam sie czym DLA MNIE jest bycie w zwiazku.

W czerwcu poznalam Mojego Jeża, oprócz tego że oboje wiemy że TO TO , kocahmy sie, mamy plany małżeńskie, aha dzieli nas odleglosc 320 km (chyba:-)) i juz po miesiacu wiedzielismy że nie ma mowy o zwiazku na odleglosc jesli chcemy byc ze soba na powaznie. Nawet mialam pewne zalamanie bo nie wiedzialam kto do kogo sie przeprowadzi i nawet tu sie radzilam gdzie spotkalam sie z krytyka i niezrozumieniem niektórych diewczyn ( pzdr Kiniak:DD) ale rowniez pocieszeniem i milym slowem. Po dwoch miesiacach kupowalismy juz mieszkanie, i wyjechalismy na wspolny urlop. W czerwcu odbieramy mieszkanko, wiec jez pewnie przeniesie sie lipiec - sierpien. Obecnie spotykamy sie srednio co 10 dni. Jesli to ja przyjezdzam do Krakowa to na weekend , jesli on do warszawy to na dluzej. Aha, w przyszlosci chcemy zlozyc interes ktory pogodzi nasze wspolne zainteresowania i kwalifikacje i bedziemy pracowac razem.

Po co to pisze? A po to żeby uswiadomić Ci że po 10 miesiacach powinniscie wiedziec czego chcecie, jesli jemu odpowiada taki układ to znaczy ze sie juz przyzwyczail i bedzie trudno na zmiany. Poza tym jeju, mysle ze dziewczyny to potwierdza, ale pierwsze miesiace byciarazem powinny byc najcudowniejsze, i oboje powinniscie chceic spedzac kazda chwile razem!! Moim zdaniem coś jest nie tak i powinniscie porozmawiac co dalej..

Odpowiedz
Magdalena_28 2013-09-09 o godz. 23:00
0

Ulleczko - jego dawny związek rozpadł sie po 5 latach - Ex pracowala w firmie ... i On i Jego rodzice uważają,że ciągłe przebywanie ze sobą od rana do wieczora - jest bez sensu :o , że źle wpływa na związek
Nie wspominając o tych relacjach - szef - pracownik

Miałam dzień przemyśleń - czy nasza znajomość ma sens, jak nasze życie -moje Jego będzie wyglądać za 2-4 lata

Może jestem przewrażliwona - ale dziś wogóle się nie odezwał ja wysłałam mu rano sms'a / by za chwilę pożałować że to zrobiłam - i tak mi na niego nie odpisał
Irytuje mnie to - ile czasu zajmie napisanie choćby kilku słów :| - wypomniałam mu to ... nie czekałam na Jego powrót ...On twierdzi,że dzwonił , ale nie mogłam wtedy odebrać telefonu

Czy szczera rozmowa nt. przyszłości związku pomoże?
Jak wspomniałam jesteśmy ze sobą 10 miesięcy
Czy nie jest za wcześnie?

Odpowiedz
Wiol-ka 2013-09-09 o godz. 19:01
0

My przez dwa lata byliśmy weekendowa parą. Z tym, że pierwszy rok znajomości Z. mieszkał jakieś 50 km ode mnie (wtedy widywaliśmy się dość często) a kolejne dwa - 250 km (widywalismy się w co drugi, trzeci weekend - praca, studia zaoczne itd.) Żadne z nas nie miało dostępu do netu , pozostawały telefony - najpierw codzienne, potem co dwa dni (w celu obcięcia kosztów).

Był moment w którym nie widziałam sensu kontynuowania tej znajomości - ja zostałam w Trójmieście, on wrócił w swoje rodzinne strony - na Warmię, gdzie znalezienie pracy graniczyło i nadal graniczy z cudem. Jemu się udało - właściwie praca sama go znalazła (szefostwo firmy odezwało się do niego po kilku latach po odbytej tam praktyce). Praca pewna, stała, zgodna z jego wykształceniem i zainteresowaniami. Nie było mozliwosci żeby nie skorzystał - tym bardziej że w tym czasie stracił pracę w Gdańsku.

Byłoby idealnie - gdyby nie to ze w Trójmieście zostałam ja. Nie chciałam nawet słyszec o swojej przeprowadzce, liczyłam na to że wróci do Gdańska.
Potem pojawił się kryzys - on tam, ja tu, szans na pracę nie mam, on tu nie wróci - bez sensu. Pozbierałam się, a Z. postanowił się oświadczyć :o :) Dzięki pomocy rodziców kupilismy mieszkanie (tam gdzie pracował), a ja intensywnie szukałam pracy. Zdarzało się, że kończyłam pracę o 18 w Gdyni, następnego dnia byłam w Olsztynie na rozmowie kwalifikacyjnej, a kolejnego dnia znowu w pracy w Gdyni. Takich akcji było co najmniej kilka. W tym samym czasie planowaliśmy wesele - w zasadzie ja planowałam, bo z racji tego że byłam na miejscu, wszystko było na mojej głowie. Bywały dni, że traciłam nadzieję na to że kiedys wszystko się ułoży. Po którejś porażce w poszukiwaniu pracy, stwierdziłam że będe pracować do końca lipca, 21 sierpnia wyjde za mąż, a potem przeniosę się na Warmię (na utrzymanie męża) - chociaz cały czas miałam świadomość że życie z jednej wyplaty będzie ciężkie

A potem nagle, cudem, w najmniej oczekiwanej chwili znalazłam pracę - taka jaką zawsze chciałam mieć :) Rozmowa kwalifikacyjna w czerwcu, praca od 23 sierpnia. Czyli 21 w Trójmieście bawiłam się na swoim weselu, a 23 byłam w pracy 250 km dalej :)

Tak więc nie martw się, cuda czasem się zdarzają. Może trzeba im troche pomóc...
Na pewno znajdziesz pracę i to lepszą niz się spodziewasz.
Podobno nic się nie dzieje bez przyczyny :)

Trzymaj się, ściskam wirtualnie :usciski:

Odpowiedz
freya4 2013-09-09 o godz. 18:03
0

Nas do czerwca 2005 też dzieliło 250 km (widywalismy sie raz na 2 tygodnie) i choc zawsze uważałam że ja nie nadaje się do takich związków, to TO uczucie jednak przetrwało. Pobralismy się w lipcu a we wrześniu znów mąz miał wyjechać, jednak życie potoczyło się inaczej....został ze mną i choć z jego pracą nie jest zbyt ciekawie, cieszymy się z tego że mamy blisko siebie nawzajem.

Ja jestem zdania że jesli to jest prawdziwe uczucie to dojdziecie do jakiegos porozumienia....

Zastanawiaja mnie jednak dwie rzeczy
skoro macie przed soba plany to czemu nie chce cię zatrudnic u siebie??
skoro ciągłe przebywanie źle wpływa na związek to jak zamierzacie byc małżeństwem???

Broń może nie chcę nic mieszać między Wami, myśle jednak że powinnaś z Nim porozmawiać i zapytać co on mysli o tym wszystkim....
czasem baba musi miec jaja i zrobić porządek w związku.

Głowa do góry!!!!

Odpowiedz
nusia20 2013-09-09 o godz. 17:24
0

nasz związek też był na odległość dzieliła nas odległość ok 300 km widywaliśmy się co 2 tygodnie czasem rzadziej.. po pół roku obecny mąż 8) zrezgynował z pracy (dobrej!) i poszukał w Warszawie... i tak oto już jesteśmy 1,5 roku po ślubie... było ciężko odległość to ciężki problem czasem tęsknota jest nie do zniesienia.. ale da się to przeżyć.. lol trzymaj się dasz rade ;)

Odpowiedz
Gość 2013-09-09 o godz. 17:08
0

Pozwól, ze odpukam i nie podziekuje-ja przesądna
Magdaleno, wybacz, ze wtykam się w twoj wątek, już uciekam. :papa:

Odpowiedz
Gość 2013-09-09 o godz. 17:04
0

Bo widzę, że nawet jak związek od początku jest na odległość, to może mieć happy end :) - naprawdę, bez żadnych złośliwości to piszę.

Odpowiedz
Gość 2013-09-09 o godz. 17:02
0

Ulleczko, tak, od początku. A dlaczego pytasz?

Odpowiedz
Gość 2013-09-09 o godz. 17:02
0

a my na odległośc wytrzymaliśmy 3 lata :) i dało się wytrzymać dzięki smskom, gg, meilikom no i telefonom oczywiście :) Odwiedziny raz na 2 tygodnie albo i rzadziej.

Odpowiedz
Gość 2013-09-09 o godz. 16:46
0

Madziu, a wy tak od początku bycia ze sobą jesteście na odległość?

Odpowiedz
Gość 2013-09-09 o godz. 16:30
0

Ulleczko, mnie tez spytałas więc ci powiem.
Widujemy sie po "kilka" godzin, ale tak jest gdy sie chce zarobic na wesele i "dobry start". Jestem weekendową narzeczoną i nic na to nie poradzę. :)
Mało mi, to chyba oczywiste, bo jak już pośrod wszystkich spraw znajdziemy czas dla siebie, to jest tego tylko kilka godzin.
Ale gdy wreszcie zmienie prace... :)

Odpowiedz
Gość 2013-09-09 o godz. 16:16
0

Magdalena_28 napisał(a):poza tym On twierdzi, że takie ciągłe przebywanie ze sobą źle wpływa na związek
Yyyy, ale jakie ciągłe przebywanie?
Przecież nie widujecie się 24/7
A jakbyś znalazła pracę w Wawie - zamieszkalibyście razem?

Odpowiedz
Magdalena_28 2013-09-09 o godz. 15:37
0

Gdyby było to możliwe - jeździłabym do tej Warszawy codziennie
tyle,że jak tu wrócić na 7.00 rano do pracy

On ma swoją firmę - więc zdarza się,że jest w domu przed 22.00 a bywają takie dni że jest przed 24.00 nie daję rady siedzieć do tej godziny na internecie wyczekując Jego powrotu :|

W ciągu kilkunastu godzin w których się widujemy- możemy poleżeć w łóżku do południa/dla Niego to norma, dla mnie nie /, pojechać do IKEI na zakupy, bądź do innego marketu ... tak to jest jak się prowadzi własną firmę - jest się dla niej niemalże 24 godziny dziennie - 7 dni w tygodniu, miesiąc w miesiąc
Pomagam mu w firmie - On nawet nie chce słyszeć o tym by mnie tam zatrudnić .. pracują tam jego rodzice .. poza tym On twierdzi, że takie ciągłe przebywanie ze sobą źle wpływa na związek

Jest mi ciężko - bardzo ciężko i tak od lutego karmię się nadzieją, że może jednak moje życie zmieni swój bieg :| i tak mijają kolejne miesiące a ja zaczynam wpadać w kolejny głębszy dół

Odpowiedz
karolciab 2013-09-09 o godz. 15:01
0

hej, Magdaleno nie smuć się tak, nie długo już będzie Wasze wytęsknione 7 dni. Ja też żyję od 2 lat w związaku na odległość (350km), i rozumiem Cię doskonale, dla mnie bardzo denerwująca jest ta huśtawka w życiu- ustalę sobie życie sama, potem P przyjeżdza i zaczyna się warjactwo, potem pojedzie i znów trzeba się przestawiać na zycie samemu, i tak w kółko, To męczące. Choć ja z P widuję się częściej, bo kilka razy w tyg po parę dni, taką ma pracę, że może sobie na to pozwolić. Ale naprawdę 100km to nie jest wielka odległość, ja przez 5 lat studiów dojeżdzałam 50km do szkoły dzień w dzień, więc nie sądzę żebyś Ty nie mogła (oczywiście jeśli jest taka możliwość) pojechać do niego po pracy a wrócić nastepnego dnia i prosto do pracy ( np raz na jakiś czas a potem zmiana).
Mam nadzieję, że w końcu dojdziecie do jakiegoś porozumienia, z którego będziesz zadowolona. Tego życzę.
Pozdrowionka :goodman:

Odpowiedz
monalizka 2013-09-09 o godz. 14:38
0

Wydaje mi się ze odległość to naprawdę jest duży problem... U mnie tak było, przez 4 miesiące dzieliły nas 350 km radziliśmy sobie tak ze, co 3 tygodnie on przyjeżdżał do mnie i był u mnie jakieś 7 dni(, ale miał taka prace ze mógł sobie na to pozwolić) i w planach mięliśmy, aby tak było jeszcze 2 lata i jak skończy szkolę to wtedy któreś z nas się przeprowadzi ale w lipcu doszliśmy do wniosku ze nie ma na co czekać i postanowiliśmy ze J. przeniesie się do mnie i jestem mu za to bardzo wdzięczna, bo zostawił dla mnie swoja rodzine,prace,szkołe nio i Warszawę :D teraz wszystkie wolne chwile spędzamy razem lol lol teraz jesteśmy po zaręczynach i już czekamy na sierpień :D :D

Odpowiedz
Gość 2013-09-09 o godz. 13:49
0

Ja 5 lat byłam w związku na odległość, teraz jestem mężatką i nadal w tygodniu dzieli nas 100 km, z tym że akurat mój mąż w tygodniu przyjeżdża do domu i jest w każdy weekend.

Kiedy byliśmy na studiach było ciężko, ale jakoś wytrwaliśmy, może dlatego że przed studiami znaliśmy się ponad 3 lata i widywaliśmy dzień w dzień z małymi przerwami.

Idzie przetrwać.
Ja nic nie doradzę, jedynie może tyle żebyście się starali( o ile macie plany na przyszłość) robić wszystko ,żeby jednak być ze sobą, może zamieszkać razem, zmienić pracę, zmienić życie? itp.

Odpowiedz
Gość 2013-09-09 o godz. 09:00
0

Madzia77 napisał(a):Kilkugodzinne spotkania to stanowczo za mało gdy sie planuje własny slub.
Hm, sorry że spytam - jesteście parą widującą się po kilka godzin i planujecie się pobrać?

bajeczka napisał(a):Mam to samo, też cierpię i też nie widze perspektyw
Jest sens bycia w związku bez perspektyw?

Magdalenia_28, 100 km to naprawdę nie jest dużo ;)

Ja też jestem w związku na odległość (300 km), ale na szczęście widzę perspektywy ;) ;) ;)

Odpowiedz
Gość 2013-09-09 o godz. 08:38
0

kochana podziwiam Cię :goodman:
ja też byłam z kimś kiedyś na odległość... i bardzo mnie to męczyło
300 kilosów w jedną stronę masakra
potem poznałam kogoś wyjątkowego w Warszawie i do dziś jesteśmy razem
nas też dzieliło prawie 100 km ale dzięki temu, że wcześniej poznałam już jak to jest widzieć się z kimś raz na dwa tygodnie postanowiłam spróbować swoich sił i poszukać pracy w Warszawie
na początku było trudno, ale byliśmy razem i to mnie motywowało
teraz mieszkamy razem i jest cudownie
odpowiedz sobie na pytanie: co masz do stracenia i pamiętaj: kto nie ryzykuje-ten nie zyskuje ;)

Odpowiedz
Magdalena_28 2013-09-09 o godz. 08:37
0

Dziewczyny - dziękuję za odzew

Zbliżają się Święta - będziemy je spędzać razem - oprócz Wigilii
7 dni wolnego - jak dla mnie święto

Chciałbym z Nim usiąść, porozmawiać .. jak on widzi NAS w nadchodzącym roku ... i nie mam tu na myśli słów- chłopie daj mi ten pierścionek i ustal datę ślubu ...

Nie chcę Go do niczego zmuszać ... nie chcę powielać zachowania siostry, która zastosowała szantaż - albo się żenisz, albo spadasz :o
pobrali się w ciągu pół roku, rodzice kupili im mieszkanie, ona została mamą ... ze znalezieniem pracy nie będzie miała problemu

:Hangman:

Madziu - imienniczko moja :usciski: staram się doceniać te krótkie chwile spędzane wspólnie ... zapewniam go o swoich uczuciach - wysyłam karteczki z wyznaniami ... On zawsze się cieszy jak je otrzymuje ...

Odpowiedz
Skudlarka 2013-09-09 o godz. 08:21
0

strasznie Ci wspolczuje tej odleglosci, ja wiem ze nie dalabym rady, bo tez potrzebuje bliskosci na codzien. musicie usiasc razem i pomyslec co z tym zrobic.

musisz byc dzielna i nie poddawac sie (wiem, latwo mi mowic) zycze Ci szybkiego znalezienia pracy, lub jakiegokolwiek innego dobrego wyjscia z tej sytuacji!! powodzenia, jestem z Toba :goodman:

ps. tez szukam pracy w Wawie i czarno to widze :(

Odpowiedz
bajeczka 2013-09-09 o godz. 08:05
0

Mam to samo, też cierpię i też nie widze perspektyw :(

Odpowiedz
Gość 2013-09-09 o godz. 07:30
0

Oj, Magdaleno, znam ten ból. Jeszcze pół roku muszę cierpieć to, co czym ty piszesz. Kilkugodzinne spotkania to stanowczo za mało gdy sie planuje własny slub.
Ale wierz mi, warto czekać. Nawet na te kilka godzin. Mówisz, że cie to nie cieszy... a co by było gdyby jego nie było wcale? Znajdziesz prace, zobaczysz. Albo stanie sie cos innego, co pozwoli Wam juz sie nie rozstawać. Doceniaj te rzadkie chwile razem. Są niezwykłe. :)

Odpowiedz
karola78 2013-09-09 o godz. 04:50
0

Magdalena_28 oj rozumiem Cię dobrze. My z moim kochaniem 1,5 roku mieszkaliśmy osobno (on na Mazurach ja w Warszawie). Ale pewnego dnia mój T. podjął męską decyzję rzucił wszystko i przyjechał do Warszawy. Na początku było ciężko (głównie ze znalezieniem pracy), ale się udało.

Poszukiwanie pracy na odlegość raczej nie jest prostą sprawą. Może miałabyś możliwość przyjechać do Warszawy i szukać pracy będąc tu na miejscu?

Odpowiedz
Magdalena_28 2013-09-09 o godz. 04:23
0

Kasiu

odległość jaka nas dzieli - jest w sumie niewielka - to raptem 100 km
- mieszkam w Radomiu -
Kiedyś ja jeździłam do Niego co sobota i zostawałam na niedzielę - On może jedynie przyjechać w niedzielę i to popołudniu ...

Nie potrafię się cieszyć tymi krótkimi spotkaniami - bo ledwo przyjadę to już wyjeżdżam

On już się rozglądał za pracą dla mnie - ale na codzień jest pochłonięty swoją firmą ... owszem ma masę kontaktów w wielu firmach i nic z tego nie wynika :|

pracuję na kierowniczym stanowisku - ale szukam pracy w charakterze asystentki / sekretarki

Odpowiedz
Kasia_S 2013-09-09 o godz. 04:05
0

Magdalena :usciski:
Jak duża odległość Was dzieli? Może dałoby się przynajmniej spędzać razem każdy weekend? Nie wiem jaki masz zawód, ale skoro Twój narzeczony jest tu w Warszawie to może on mógłby się rozejrzeć za czymś dla Ciebie?

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie