Quantcast
Reklama
  • Gość odsłony: 6151

    Co myślicie o zasadzie chronienia krocza?

    Wczoraj bylam pierwszy raz w szkole rodzenia:DUczucia mieszane.. był to wykład i ludzi multum. Mam nadzieję, że na ćwiczeniach będzie troszeczkę luźniej;)Kobitka prowadząca wykład powiedziała, że w szpitalu obowiązuje ochrona krocza i nie jest ono nacinane tylko czeka się na samoistne rozerwanie... myślałam, że lepszym wyjściem jest kontrolowane nacięcie a nie rozerwanie nie wiadomo w którym miejscu i jak duże....A jak to u Was jestbo może rzeczywiście się teraz odchodzi od nacinania krocza a rozerwanie następuję w niewielu przypadkach... bo dla mnie to rozerwanie to żadna ochrona ale niewiem jestem zielona w tych sprawach i nie wiem jak to jest...

    Odpowiedzi (43)
    Ostatnia odpowiedź: 2009-06-22, 16:23:54
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
Kasiucha 2009-06-22 o godz. 16:23
0

No może i łatwo - ale teraz mam nadzieję, że mnie nie będą nacinać. Co prawda nie bolało mnie samo nacięcie - ale potem gojenie jest uciążliwe.

Odpowiedz
Gość 2009-06-22 o godz. 15:38
0

Ha, łatwo powiedzieć jak się już przeżyło i człowiek wie czego się spodziewać ;) a pierwiastki biedne nie wiedzą i się boją :( Oczywiście ja też się do nich zaliczam

Odpowiedz
Kasiucha 2009-06-21 o godz. 18:04
0

dokładnie

Odpowiedz
Agnieszka Kruk 2009-06-21 o godz. 00:46
0

aniaza napisał(a):bedę się broniła przed nacinaniem....
"Nie taki diabeł straszny jak go malują!" Powodzenia!

Odpowiedz
aniaza 2009-06-17 o godz. 23:03
0

Znalazłam naturalny olejek ze słodkich migałów - i juz zamówiony. Jeszcze tylko poszukam tego z kiełków pszenicy i bedę się broniła przed nacinaniem....

Odpowiedz
Reklama
Gość 2009-06-17 o godz. 19:25
0

aniaza napisał(a): Podobno pomaga wykonywany na kilka tygodni przed porodem masaż krocza. Tylko potrzebny jest do tego naturalny olejek migdałowy lub z kiełków pszenicy, a najlepiej mieszanka ich obu. I co ? oczywiście nigdzie tego nie moge znaleźć. Podobno niemiecka firma Weleda produkuje taki własnie specjalny z tymi składnikami. Tylko szukałam juz wszędzie, również w sieci i za cholere nie moge znaleźć. Tak to jest - chce sobie człowiek pomóc to nie ma jak
Olejek ten jest dostepny w Holandii (moze masz kogos znajomego?) kosztuje ok 8 euro. Zakupilam i zamierzam stosowac. Bo wlasnie naciacia a raczej rany po boje sie najbardziej.

Odpowiedz
aniaza 2009-06-17 o godz. 15:50
0

Kurde to całe nacięcie też cały czas mi po głowie chodzi. :ghost: Podobno pomaga wykonywany na kilka tygodni przed porodem masaż krocza. Tylko potrzebny jest do tego naturalny olejek migdałowy lub z kiełków pszenicy, a najlepiej mieszanka ich obu. I co ? oczywiście nigdzie tego nie moge znaleźć. Podobno niemiecka firma Weleda produkuje taki własnie specjalny z tymi składnikami. Tylko szukałam juz wszędzie, również w sieci i za cholere nie moge znaleźć. Tak to jest - chce sobie człowiek pomóc to nie ma jak

Odpowiedz
Kasiucha 2009-06-15 o godz. 14:39
0

MadaLena napisał(a): A Ty jesteś z Torunia i rodziłaś w Bydgoszczy :D
Tak - w Toruniu wiele rzeczy mi nie odpowiada niestety, więc wolałam pojechać do Bydgoszczy niż rodzić tutaj ;) . Teraz chyba też pojadę - o ile zdążę lol lol

Odpowiedz
Asiowa 2009-06-15 o godz. 14:24
0

Mam d... jak szafa trzydrzwiowa z lustrem i czy mimo to mnie natną tylko dlatego, że będę pierwiastką???? :o


Ja tez nie jestem wąska w biodrach a nacinana byłam, po to aby Jaś mógł szybciej sie wydostać
Powiem ze nie żałuję \. Porozrywalo mnie w środku
Urodziłam o 22 a o 2 w nocy samodzielnie chodziłam po oddziale i poszłam pod prysznic. rana szybko się zagoiła i nawet mnie te szwy nie ciagneły zbytnio - to chyba zależy od "urody" tak samo jak to czy się ma bolesny poród czy nie
Jesli chodzi o powrót do współzycia to faktycznie łatwo nie jest ale moim zdaniem to nie ciecie jest tego przyczyną a nasz umysł.
Ale sądze że każda kobieta powinna mieć wybór co w realiach naszych szpitali jest raczej nie do osiągnięcia

Odpowiedz
Gość 2009-06-15 o godz. 11:55
0

Jeszcze nie zdecydowałam ale boję się tego Włocławka bo tych wszystkich opowieściach o nim, jaki to on "wspaniały". Z tego co wiem to dziewczyny z Włocławka bardzo często rodzą w Lipnie (podobno jakaś tam klinika ginekologiczna i można na NFZ) albo Toruń albo Konin. Ale nic konkrtenego nie wiem. A Ty jesteś z Torunia i rodziłaś w Bydgoszczy :D

Odpowiedz
Reklama
Kasiucha 2009-06-14 o godz. 13:18
0

MadeLena - pytałam, bo ja z Torunia (ale rodziłam w Bydgoszczy). Niestety nic o włocławskich szpitalach nie wiem

Odpowiedz
Gość 2009-06-14 o godz. 12:44
0

No to ładnie się naczytałam :(
Nie wiadomo co gorsze... muszę się dokładnie dopytać w tej szkole rodzenia czy w ogóle myslą czasem o nacięciu krocza czy jak sobie szpital przyjął za cel ochronę to za żande skarby nie nacina...

Kasiucha, zastanawiam się nad Włocławkiem ale jeszcze nie podjęłam decyzji. W każdym razie tam chodzę do szkoły rodzenia.

Odpowiedz
Och 2009-06-12 o godz. 23:32
0

Ja miałam nacięcie na 3 szwy. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym popękać nie wiadomo jak mocno i w którym kierunku.

Odpowiedz
Żmija 2009-06-12 o godz. 19:43
0

Moja położna powiedziała mi: "Lepsze małe cięcie niż duże pęknięcie." I miała rację! Nie chciałam być nacinana, ale podczas porodu krocze było bardzo napięte i dlatego zrobiła mi malutkie cięcie - na 3 szwy. Po dwóch tygodniach nie czułam żadnego dyskomfortu, rana szybko się zagoiła. Natomiast znam kilka przypadków, gdy chroniono krocze, kobieta pękła i przez to cierpiała nie tylko fizycznie ale i psychicznie - uraz poporodowy.

Odpowiedz
Kerala 2009-06-12 o godz. 03:42
0

ej, dziewczyny, to przecież nie jest tak. Wyobraźcie sobie, że ktoś Wam mówi "dobra, to teraz sobie pocierpisz tak z osiem godzin, trochę cię ponacinamy, trochę wymęczymy, ale za to ludzkości ulży z powodu twojego bólu". Pisze się na to któraś? Bo ja nie. Ale wyobraźcie sobie inną scenkę: trochę się pomęczysz, trochę pocierpisz, na pewno pomyslisz "nigdy więcej w zyciu", ale będziesz robiła to wszystko ze świadomością CELU. To cierpienie nie jest bezsensowne, ono jest po to, abyście mogły trzymac w ramionach swoje własne dziecko. Poród jest trudny własnie dlatego, bo jest tego absolutnie wart. Każdy skurcz zbliża cię do celu, ktorym jest urodzenie skończenie cudownego, doskonałego małego człowieka. A potem sobie uzmysławiasz, że przyszedł na świat tylko dzięki Tobie (no i ojcu of kors), dzięki twojemu bólowi, twojej decyzji i twojemu ciału. I wspomnienie o jakimś cierpieniu mija natychmiast. Tego się nie da do niczego porównać, może do uczucia, które zapewne miał Bóg stwarzając świat.
A potem myślisz sobie "kiedy następne?" lol
a.

Odpowiedz
Gość 2009-06-12 o godz. 02:56
0

Nie ma się czym stresować :D
Po założeniu zzo skurcze nie bolą, nacięcia czasami udaje się uniknąć, a jeśli nawet natną, to i tak goi się łatwiej i szybciej niż rana po CC.

To tak jak z egzaminami :D Po wszystkim okazuje się, że wcale nie było aż tak strasznie lol

Odpowiedz
aneczka1806 2009-06-12 o godz. 02:41
0

Karolya napisał(a): jak czytam Wasze posty, to nie mogę usiedzieć!!! wszystko mi boli i ogarnia mnie panika :x

U mnie jest to samo. Aż w brzuchu mi się tak jakby przewraca i aż mnie skręca, jak sobie pomyślę, jak to wszystko boli... :| :|

jak to czytałam, to aż mnie zaczęło boleć krocze z tych nerwów

Odpowiedz
Gość 2009-06-12 o godz. 01:01
0

boze... może w związku z tym najlepszym wyjściem jest CESARKA??? serio, jak czytam Wasze posty, to nie mogę usiedzieć!!! wszystko mi boli i ogarnia mnie panika :x

a z wrodzonej wredoty podeślę linka do tej dyskusji mojemu B..... niech wie - a co tam

Odpowiedz
madzia 2009-06-11 o godz. 23:33
0

Kerala :brawo:
Nie należy się przy niczym upierać. Wszystko zweryfikuje los. A częste są przypadki, że matka nastawiona całą sobą na poród "naturalny" - czyli bez cięcia, bez znieczulenia itp po porodzie, który przybiegł nie tak jak planowała źle się czuje, ma wrażenie, że nie spełniła się w roli rodzącej.
Przede wszystkim nie denerwować się przed pojawieniem się problemu. Wiem, że naturalną potrzebą jest zapalanowanie przyszłości (szczególnie wśród forumówek ;) ), ale nawet ślubu i wesela nie da się tak do końca zaplanować a co dopiero porodu.

Odpowiedz
Kerala 2009-06-11 o godz. 21:39
0

No własnie, ja natomiast UPARŁAM SIĘ co do nienacinania. I moja postawa była idiotyczna. Dlatego piszę tym, które są jeszcze przed porodem, że nie ma się co do końca sugerować skrajnymi opiniami ze szkół rodzenia czy fundacji, bo wszystko się zweryfikuje podczas porodu. I jesli się zweryfikuje na rzecz cięcia, to nie ma się czego bać, naprawdę. To nie jest jakaś potwornośc, wręcz przeciwnie. Tak samo, jeśli się okaże, że nie trzeba nacinać- to też fajnie. W każdym bądź razie odradzam uprzedzanie się do nacięć krocza, bo czasem się to kończy fatalnie (jak w moim przypadku).
a.

Odpowiedz
Gość 2009-06-11 o godz. 21:14
0

Ja nie upierałam się przy nienacinaniu. Szczerze mówiąc w ogóle o tym nie myślałam i nie rozmawiałam z położną. Dopiero po urodzeniu Oli dowiedziałam się, że nacięcia nie miałam, bo nie było potrzebne.
Tak jak napisała Misia - położna jest z kobietą cały czas i widzi co się dzieje. Jeśli jest dobrą położną i widzi, że nacięcia można będzie uniknąć, powinna nie nacinać. Takie jest też moje zdanie.

Odpowiedz
Gość 2009-06-11 o godz. 20:13
0

Kerala napisał(a):
Namawiam do spokojnego rozważenia cięcia. Jest ono bezbolesne, wykonuje się je i tak w szczycie skurczu, gdy tkanka jest naciągnięta. Większośc kobiet nawet tego nie czuje. To, co sama przeszłam + uraz porodowy związany z faktem pęknięcia, były tak koszmarne, że nigdy więcej nie będę się upierać przy zakazie nacinania. I nikomu tego nie polecam.


Ja pytałam położnej, czy skoro dziecko jest tak małe to mogę uniknąć nacinania. Usłyszałam, że to ze względu na ochronę główki mnie natną.

A co bólu. JA go czułam. IWdziałam o tym nieszczęśnym nacięciu i niczym innym nie myślałam tylko o tym. Jak tylko zaczęły się bóle parte nie czułam żadnego bólu do chwili nacinania. Później to juz były sekundy, zalała mnie fala ciepłą a po chwili jeszce jedno parcie i miałam Michasia na brzuchu.

Owszem należy to na spokojnie przemyśleć.
Pęknięcie w dół jest najczęstrzym i może prowadzić do różnych powikłań, owszem. Ale połżna cały czas jest przy nas, widzi rozwój sytuacji. Powinna być rpzygotowana na ewentualność nacięcia, ale jeśli to tylko możliwe powinna staraćsię ochronić krocze. Takie jest moje odczucie.

Odpowiedz
Gość 2009-06-11 o godz. 20:10
0

Nie mam na ten temat wyrobionego zdania bo nie znam się na tym.
Widziałam tylko jak wyglądała moja koleżanka po pęknięciu, miała pęknięty cały pośladek do połowy pupy i wyglądało to koszmarnie i tak też bolało.

Odpowiedz
Kerala 2009-06-11 o godz. 19:49
0

Na pewno nie jestem tak kompetentna jak Żaba, mogę się tylko podzielić własnymi doświadczeniami. I abstrahuję przy tym od tematu "nacinanie krocza, a ideolo czyli prawa kobiety itd".
Mnie nie nacinano. Druga faza porodu trwała u mnie godzinę (więc nie tak krótko, pierwsza trwała siedem godzin), miałam wspaniałą położną. Stosowałam ćwiczenia kegla, masaże i piłam napary z liści malin. Latałam na zajęcia w szkole rodzenia i szczerze wierzyłam, że profilaktyka to potęga, która wygra z biologią. Bałam się nacięc jak cholera, widziałam w tym represję wobec rodzących i miałam łeb nabity frazesami w stylu "żadnego cięcia, full natural". Tymczasem ćwiczenia, maliny i masaże na pewno pomoga, ale NIE DADZĄ ŻADNEJ GWARANCJI. Natomiast planowane cięcie przyniesie mniej szkód, niż planowana ochrona krocza, która w razie problemów porodowych skończy się rozerwaniem tkanek (nie mówię, że zawsze są problemy porodowe, ale MOGĄ być, a wtedy na cięciu wychodzi się zdecydowanie lepiej).

Miałam 23 szwy zewnętrzne (az do odbytu) i porozrywane ścianki pochwy (17 szwów wewnętrznych)- po prostu sama pękłam, a że nie zyczyłam sobie cięć i upierałam się przy ochronie krocza, to impet parcia poszedł na odbyt zamiast zamortyzowac się na całym kroczu (jak w przypadku rutynowych cięć).

Namawiam do spokojnego rozważenia cięcia. Jest ono bezbolesne, wykonuje się je i tak w szczycie skurczu, gdy tkanka jest naciągnięta. Większośc kobiet nawet tego nie czuje. To, co sama przeszłam + uraz porodowy związany z faktem pęknięcia, były tak koszmarne, że nigdy więcej nie będę się upierać przy zakazie nacinania. I nikomu tego nie polecam.

a.

Odpowiedz
madzia 2009-06-11 o godz. 19:03
0

Ryzyko pęknięcia krocza występuje głównie przy wyrzynaniu się części przodującej i dlatego nacina się krocze pod koniec parcia.
Jeżeli miednica jest bezwzględnie lub względnie zwężona (dysproporcja matczyno- płodowa) to albo decyduje się o zabiegowym ukończeniu porodu albo wykonuje się cc.
Przy zwężonej miednicy największym problemem jest przejście główki przez wymiar międzykolcowy a więc nacięcie krocza nie ma w tym przypadku większego znaczenia.
Krocze nacina się albo gdy główka jest duża albo tkanki matki są niepodatne (też np. w przypadku porodu przedwczesnego gdy przeciwskazane lub niemożliwe jest cc, w przypadku porodu drugiego bliźniaka gdy trzeba wykonać obrót wewnętrzny, przy pomocy ręczne, ręcznym wydobyciu płodu itp.)

Odpowiedz
Gość 2009-06-11 o godz. 19:02
0

Jeśli chodzi o nacinanie przy ZZO, to mam wrażenie, że powinno być dokładnie odwrotnie. Przy ZZO, jeśli kobieta nie czuje bólu i nie jest na nim skupiona, może skupić się na współpracy z położną i wykonywaniu jej poleceń. Oczywiście musi "potrafić" dobrze przeć.

Ja nie czułam bóli partych jako bólu i dlatego mogłam robić to, co chciała położna, czyli parłam "na komendę" :D

Odpowiedz
Gość 2009-06-11 o godz. 18:53
0

Melba napisał(a):Jak dla mnie - przerażające :o
Ochrona nie powinna polegać na rozerwaniu! Ja miałam ochronę i polega to na ciężkiej pracy położnej i rodzącej, żeby nie było pęknięcia i nie trzeba było nacinać. Ale nam położna przed porodem powiedziała, że lepiej fachowo naciąć ( w ostateczności) niż żeby porozrywało bez kontroli

Podpisuję się pod tym - miałam ochronę krocza, nie miałam żadnego pęknięcia, otarcia, żadnego szwu po porodzie. Do "dużych" kobiet nie należę - 160 cm, 48 kg.

Odpowiedz
Gość 2009-06-11 o godz. 18:48
0

Trafiłam na te same informacje co Sisi - do jasnej ch.... a skąd mam brać informacje??? Fundacja to chyba jedno z bardziej obiektywnych źródeł...
Ale w takim razie - to ja już sama nie wiem....
->Melba - co do połoznej zgadzam się z tobą w 100%
Z tą szerokością miednicy (bioder) jest tak, że kanał rodny jest umieszczony w pewnym odcinku między dwoma "guzkami" kostnymi naturalnie ukształtowanymi z kośi miednicy. Jesli odległośc między tymi guzkami pozwala na przejście główki - to najcześciej nie trzeba robic nacięcia. Jesli natomiast odległośc jest mniejsza niż trzeba - dzidzi próbuje przejśc pod tymi guzkami - naciągając tkanki i może dojśc do peknięcia lub nacięcia - stąd moje wnioski, że szerokość miednicy ma wpływ na to nieszczęsne nacięcie. Melba tobie się cudownie udało - bo miałaś dobrą położna.
Szpital który mnie interesuje nie ma własnej szkoły rodzenia, lekarz który prowadzi moją ciązę nie pracuje w tym szpitalu - stąd mój lęk i mnóstwo niewiedzy i niepewności...
Co mam pójśc do tego szpitala i poprostu zwiedzić oddział? Zapytac o dobrą połozną? Może zmienić lekarza, na takiego który pracuje w tym szpitalu? Wiem...że nic nie wiem....

Odpowiedz
madzia 2009-06-11 o godz. 18:24
0

Chronienie krocza niewiele ma wsoólnego z szerokością bioder. Raczej z podatnością lub nie mięśni i tkanek krocza. Dlatego właśnie u pierwiastek, szczególnie u tych starszych i wyspprtowanych trzeba nacinać.
Moim zdaniem ochrona krocza- OK, ale nie za wszelką cenę. Przed pęknięciem krocze blednie w miejscu w którym ma zamiar pęknąc i tam powinno się naciąć. Nacina się zwykle lekko skosnie a nie prosto (nie w kierunku odbytu tylko trochę "na udo") i nawet jeśli trochę pęknie dalej to nie ma ryzyka uszkodzenia mięśniówki odbytu.

Odpowiedz
Gość 2009-06-11 o godz. 18:21
0

Niestety te bzdury wypisują także na stronie Fundacji, gdzie dziś przeczytałam:
Unikaj znieczulenia zewnątrzoponowego - przy takim porodzie nacięcie krocza wykonywane jest rutynowo.

Odpowiedz
Gość 2009-06-11 o godz. 17:58
0

-> SISI
Akturat te szpitale, które mnie najbardziej interesują nie odesłały ankiet informacyjnych, ale za to kilka kobitek się wypowiedziało z "własnego doswiadczenia o tych szpitalach.
Przy okazji szukania dowiedziałam sie jeszcze ze przy ZZO nacięcie krocza jest zawsze!!!! a ja chciałam mieć ZZO, natomiast nie chcę mieć nacięcia - czy tego się nie da pogodzic? Coraz bardziej się boję....

Odpowiedz
Gość 2009-06-11 o godz. 17:55
0

Jednak nikt nie zagwarantuje, ze po nacieciu nie peknie sie dalej

Odpowiedz
Gość 2009-06-11 o godz. 17:31
0

MadaLena napisał(a):Kobitka prowadząca wykład powiedziała, że w szpitalu obowiązuje ochrona krocza i nie jest ono nacinane tylko czeka się na samoistne rozerwanie.
Jezu.... :o
Chyba bym nie chciala tak rodzic. Jak juz trzeba bedzie to wole kontrolowane naciecie niz samoistne pekniecie, ktorego sie skontrolowac nie da i nie wiadomo jak i ile peknie.
Chociaz najbardziej bym chciala zeby wogole nie trzeba bylo nacinac.

Odpowiedz
Gość 2009-06-11 o godz. 17:16
0

Amst, wiem, że nie mieszkasz w Łodzi. Wskazałam tylko, że Fundacja zamieszcza tego typu informcje na swojej stronie, widocznie śląskie szpitale nie wysłały danych albo po prostu nie prowadzą takich statystyk.

Odpowiedz
Gość 2009-06-11 o godz. 17:06
0

sisi napisała:W przypadku łódzkich szpitali podają u ilu procent pacjentek dokonano nacięcie. Zestawienie danych z 2 szpitali- w jednym cięcie u 92% pierwiastek, w drugim w 50% już coś mi mówi.
Problem w tym, że nie mieszkam w Łodzi.
Drugi problem w tym, że jestem pierwiastką - czy to znaczy że jestem skazana na nacinanie jesli położna akurat będzie mieć zły dzień i nie bedzie jej się chciało "popracować" nad moim kroczem. Mam d... jak szafa trzydrzwiowa z lustrem i czy mimo to mnie natną tylko dlatego, że będę pierwiastką???? :o
Nie lubie takich statystyk, natomiast jestem w stanie zrozumieć, że dama o wymiarach modelki (bez urazy) może mieć problem z urodzeniem i w tym wypadku można wnioskować o konieczności nacięcia....
Możeby zaproponować ankietę - wpływ szerokości bioder na dokonane lub nie - nacinanie krocza....
To był żart - nieco niesmaczny, ale ma dziś akutar cyniczny stosunek do wszystkiego...
Pozdrowionka

Odpowiedz
Gość 2009-06-11 o godz. 16:30
0

amst napisał(a): nawet szanowna fundacja "Rodzić po Ludzku" nie pisze na ten temat w opisach szpitali.

W przypadku łódzkich szpitali podają u ilu procent pacjentek dokonano nacięcie. Zestawienie danych z 2 szpitali- w jednym cięcie u 92% pierwiastek, w drugim w 50% już coś mi mówi.

Odpowiedz
Gość 2009-06-11 o godz. 16:18
0

Przepraszam wszsytkich jeśli słow, któego tam użyłam jest "niecenzuralne".
Chyba źle się wyraziłąm.
NIE chodziło mi to, że lepiej jest aby kobietę porozrywało niż aby byłą nacinana.
Chodziło mi to żeby położne jeśli jest możliwość to chroniły krocze właśnei masażem. A nie jak w większości szpitali idzie się na łatwiznę i rutynowo nacina się krocze.

Odpowiedz
Gość 2009-06-11 o godz. 16:14
0

Melba napisał(a):Agusiek napisał(a):Melba, a możesz coś więcej na ten temat napisać Na czym takowa ochrona polega, co się robi, czego nie, jakie pozycje itp.
Przepraszam, ale nie jestem w stanie odpowiedzieć wyczerpująco n te pytania.

Oki rozumiem :) obawiam się że nie każdy położnik/położna potrafi fachowo coś takiego poprowadzić i chciałam się czegoś dowiedzieć niejako na zapas :)

Odpowiedz
Gość 2009-06-11 o godz. 15:27
0

To dla mnie strasznie wazny temat a tak trudno go poruszyć...
To jedna z listy tych rzeczy których się boję w związku z porodem.
Chciałabym wybrac szpital w którym nie nacinają "rutynowo" dla wygody, ale nawet szanowna fundacja "Rodzić po Ludzku" nie pisze na ten temat w opisach szpitali.
Nie umiem się wypowiedziec co lepsze - pęknięcie czy nacięcie....natomiast napewno wolałabym usłyszec od lekarza: natniemy panią "w taki a taki sposób" żeby dziecku było łatwiej niż nagle poczuć rozrywający ból krocza bo pękłam...Wtedy to już bym chyba nie umiała przeć i wogóle myślec o porodzie...może panikuję...
Dzięki za temat...czytam pilnie...

Odpowiedz
Gość 2009-06-11 o godz. 15:20
0

Melba, a możesz coś więcej na ten temat napisać Na czym takowa ochrona polega, co się robi, czego nie, jakie pozycje itp.

Odpowiedz
Kasiucha 2009-06-11 o godz. 13:28
0

MadaLena - a gdzie będziesz rodzić?

Odpowiedz
Gość 2009-06-11 o godz. 12:58
0

Oto tekst o którym wspomniałąm wyżej...

nacięcie krocza
Jedni uważają, że chroni to matkę i dziecko przed komplikacjami związanymi z porodem, dla innych nacinanie krocza jest niepotrzebnym okaleczaniem kobiety. Wysłuchaj obu stron.

dr n. med. Ryszard Rutkowski, ginekolog położnik

Nacinanie krocza podczas porodu jest wyrazem dbałości lekarza o zdrowie kobiety i jej przychodzącego na świat dziecka. Ten prosty zabieg poszerza ujście pochwy, dziecko ma więc "ułatwione przejście" przez końcowy odcinek kanału rodnego, a poród trwa krócej. Główka dziecka jest mniej uciskana, co zmniejsza ryzyko wystąpienia u niego urazu mózgu. Nacięcie chroni też rodzącą kobietę przed samoistnym pęknięciem tkanek w okolicy krocza, co może prowadzić do uszkodzeń zwieracza odbytu i narządów moczowo- -płciowych. W efekcie kobieta mogłaby mieć później problemy z utrzymaniem kału, gazów i moczu. Samoistne pęknięcie krocza owocuje też kłopotami ze współżyciem seksualnym. Jeśli pęknięcie to obejmie mięśnie przedsionka pochwy, kobieta będzie miała podczas stosunku uczucie "luzu", co i dla niej, i jej partnera może być przeszkodą w osiągnięciu satysfakcji seksualnej. Poza tym, lekarzowi łatwiej jest zeszyć i odtworzyć prawidłową budowę oraz funkcje krocza, gdy zostało podczas porodu nacięte, niż wtedy, gdy pękło ono samo w sposób niekontrolowany. Samoistne pęknięcia krocza goją się dłużej, bo częściej dochodzi w nich do rozmaitych zakażeń. Z uwagi na wymienione przykre konsekwencje samoistnego pękania krocza, większość autorytetów medycznych uważa, że przeprowadzanie porodów z tzw. ochroną krocza, bez jego nacinania, powinno być traktowane jako błąd w sztuce medycznej. Nacięcie krocza należy wykonywać zawsze u kobiet rodzących po raz pierwszy, przy porodach przedwczesnych, a także przy nietypowym ułożeniu dziecka (np. położeniu miednicowym).

Katarzyna Grzybowska położna, Fundacja Rodzić po Ludzku

Nie ma powodu, by rutynowo nacinać krocze, gdyż ciało kobiety jest przystosowane do rodzenia, a tkanki krocza są elastyczne. Zabieg ten zaczęto wykonywać w latach dwudziestych XX wieku, gdy powszechna stała się pozycja leżąca w czasie porodu, która sprzyja samoistnemu pękaniu krocza. Tymczasem położna, posiadająca umiejętności ochrony krocza, może pomóc kobiecie w urodzeniu dziecka, bez potrzeby użycia skalpela. Ważna jest jednak pozycja rodzącej. Pozycje stojące sprzyjają ochronie krocza, można lepiej kontrolować parcie i tempo wyrzynania główki oraz przeprowadzać masaż krocza. Niewielkie pęknięcia śluzówki pochwy często nie wymagają szycia, goją się w ciągu kilku dni i nie powodują dyskomfortu. Jeśli dojdzie już do samoistnego pęknięcia krocza, jest ono zwykle płytkie i łatwo się goi, natomiast nacięcie zawsze narusza warstwę mięśni. Zabieg ten nie zabezpiecza też kobiety przed dalszym pękaniem krocza, a wręcz zwiększa jego prawdopodobieństwo. Nie ma też dowodów na to, iż nacięcie krocza zapobiega późniejszemu nietrzymaniu moczu i wypadaniu narządów rodnych (w schorzeniach tych kluczową rolę odgrywa czynnik dziedziczny oraz stan mięśni miednicy). Wystarczającym powodem, dla którego warto unikać nacinania krocza, jest to, że wiele kobiet cierpi z powodu powikłań. Najczęstsze to silny ból, trudności w poruszaniu się, długi czas gojenia, niemożność podjęcia współżycia seksualnego. Światowa Organizacja Zdrowia WHO w 1985 r. zaleciła ograniczenie stosowania nacięcia krocza. Również badacze z Grupy Cochrane'a, która na bieżąco analizuje wyniki wszystkich badań naukowych, umieścili rutynowe nacięcie krocza w grupie praktyk szkodliwych i o dowiedzionym braku skuteczności.

od redakcji obie dyskutujące strony powołują się na wyniki badań i autorytety medyczne, dlatego poprosiliśmy o ich podanie

dr n. med. Ryszard Rutkowski * R. Klimek "Położnictwo"; PZWL 1998 r. * S. Soszka "Położnictwo i ginekologia"; PZWL 1985 r. * Garrey, Govan, Hodge, Callnder "Położnictwo Ilustrowane"; Libbra Med 1997 * "Ginekologia i położnictwo" pod redakcją Gerhrda Martiusa; Urban & Partner 1997 r.

Katarzyna Grzybowska: * M. J. Keirse, M. Enkin, C. Crowther, J. Nelison et al. "A Guide to Effective Care In Pregnancy and Childbirth"; 2000 Oxford University Press http://www.collegeofmidwives.org/Cochrane symp_01a.htm * E. Eason, M. Labrecque, G. Wells, P. Feldman "Zapobieganie urazom krocza w czasie porodu"; Medycyna Praktyczna, Ginekologia i Położnictwo 2000/06 * H. Goer "Obstetric Myths versus Research Realities. A Guide to the Medical Literature"; Bergin & Garvey Paperback 1995 r.

tekst z Samo Zdrowie

Odpowiedz
Gość 2009-06-11 o godz. 12:56
0

Bardzo podoba mi się takie podejście.
Gdiześ niedawno czytałam dyskusje i argumentowanie za i rpzeciw nacinaniu krocza.
Na zachodzie zdecydowanie odchodzi się od nacinania.
Wbraw pozorom więcej z tego szkoday niż korzyści.
Że niby chroni kobiety rpzed nietrzymaniem moczu po porodzei - gówno prawda. Na początku mięśnie są tak ponaciągane, że i tak ma się z tym problemy. Ważne jest natomiast ćwiczenie mięśni Keghla i przed porodem i zaraz po. POza tym nacięcie krocza (mięśnia) jest bardizej bolesne niż przerwanie i gorzej się goi (wiadomo wilgotne miejsce) niż przy zwykłym naderwaniu. Że o problemami z siedzeniem, ciągnięciem szwów i powrotem do współżycia nie wspomnę...

Osobiście uważam, że nacinanie powinno się odbywać tylko w uzasadnionych przypadkach. Ale to jest moje odczucie ...

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie
Reklama