Quantcast
  • Kerala odsłony: 39950

    Fryzjerski koszmar czyli konkurs na najgorsze wspomnienie

    Witam
    Zakładam wątek ku pokrzepieniu serc zestresowanych panien młodych . Innymi słowy: dlaczego nie chodzicie do fryzjera (jeśli nie chodzicie), dlaczego słowo "fryzjer" kojarzy Wam się ze słowami "kałasznikow- tanio- kupię" (jesli się kojarzy) i w ogole jakie macie najgorsze fryzjerskie wspomnienie (ociekające grozą opisy bardzo mile widziane)?
    Zacznę od siebie. Jestem marzeniem każdego fryzjera. Mam wiele zastrzeżeń co do sylwetki, cery itd, ale do włosów zastrzeżeń nie zgłaszam. Bozia obdarowała mnie gęstymi, grubymi włosami, które pieknie sobie wyhodowałam i wypielęgnowałam. Jednym słowem: zyć nie umierać.
    Epizod I
    Salon Selena, Mokotow Dolny. Trafiam w szpony pana Krzysia. Proszę o balleyage. Pan Krzyś patrzy krytycznie na moje włosy i stwierdza, że zaproponuje mi "hit sezonu" (uwaga na marginesie: kiedy słyszymy słowa "hit sezonu" zwijamy cztery litery w troki, ale już!). Jestem głupia, więc się zgadzam. Po półtorej godziny mam na włosach unikalny efekt zebry. Prawa połowa jest pokreślona trzema jasnymi pasami o szerokości 4 cm, lewa połowa została zaszczycona dwiema krechami szerokości 5 cm. Wyglądam jak przejście dla pieszych namalowane przez Nikifora. Płacę za tę przyjemnośc 200zł i dopiero po wyjsciu z salonu dociera do mnie, że pan Krzyś wybrał "hit" bo tylko on dawał mu gwarancję szybkiego uwinięcia się z moimi włosami. Normalny balleyage w moim przypadku (włosy do pasa) trwałby circa cztery godziny mozolnego ściubolenia.
    Epizod II
    Mądra po szkodzie wybieram markowy salon w jednej z Galerii. Pani jest przemiła i obiecuje mi cuda wianki: modelowanie, cieniowanie, wspaniałe układanie włosów srutututu. Po dwóch godzinach wyglądam nieźle. Płacę zadowolona z jej pracy. Dramat zaczyna się po pierwszym myciu. Wtedy się okazuje, że włosy są dziwnie wyrzępolone z boku, co wczesniej było zamaskowane połozeniem tony żelu. Z boku za krótkie, z tylu za dlugie, z przodu nierówne- wyglądam jak gwiazdor Dico polo "krótko z przodu, dlugo z tyłu". Przez miesiąc noszę na głowie chustkę. Przysięgam, że nigdy więcej.
    Epizod III
    Kobieta jest zmienną, więc zapominam o przysiędze. Mści się na mnie także totalny brak pamięci do twarzy i trafiam ponownie na Pana Krzysia, którego początkowo nie kojarzę. Niestety jest to dzien mojego ślubu. Pan Krzyś się pyta "co robimy z włosami?". Odpowiadam "cokolwiek, ale żeby było fajnie" (druga uwaga na marginesie: nigdy nie mów fryzjerowi COKOLWIEK). Pana Krzysia ogarnia pasja twórcza: tnie, układa, myje, podpina i caly czas nawija o tysiącu szkoleń, które przeszedł, o "stajlingu", "dizajnerstwie", "kreatywnym fryzjerstwie"... Ponieważ- jak juz napisałam- jestem głupia, więc nie włącza mi się żadna syrena alarmowa. Po dwóch godzinach zmagań zerkam ufnie do lustra i podnoszę głowę znad jakiejś gazety. Widzę Wilolettę Willas. Widze Boney M w latach świetności. Widzę Urszulę z jej najlepszych, osiemdziesiątych lat. Dopiero po minucie dociera do mnie, że widzę siebie. Na głowie mam konstrukcję a la "wiszące ogrody semiramidy, odsłona druga". Nie wiem, jakim cudem to wszystko mi się trzyma na czaszce. Dotykam ręką tego tworu- ani drgnie. Pan Krzyś poświęcił na mnie całą butelkę lakieru Wella Super Strong i wzmocnił to tubą żelu. W lustrze widzę wzrok swojej świadkowej: jej oczy są pełne paniki, co próbuje ukrywac przerażonym usmiechem. Płacę Krzysiowi 300zl za tę zbrodnię i pędzę do domu. W domu wkładam głowę pod kran. Szamponu- jak zwykle w takich przypadkach- nie ma. Latam z mokrą głową po bloku i żebrzę o szampon. Myję włosy. Jestem spóźniona 40 minut. Jadę do USC z mokrym łbem (jest grudzień). Docieram na miejsce godzinę po planowanym ślubie, na szczescie urzędnik USC godzi się jednak dać nam ślub mimo rażącej obsuwy czasowej. Na zdjęciach ślubnych wyglądam jak zmokła kura błagająca o litość. Następnego dnia świadkowa mi wyznaje, ze pan Krzyś przyznal się jej, że ma 17 lat i jest praktykantem.

    I powiem jedno: nigdy więcej. Na swój obecny slub czeszę sie SAMA!

    Anka

    Odpowiedzi (101)
    Ostatnia odpowiedź: 2012-10-19, 17:04:52
    Kategoria: Ślub
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
jochi 2012-10-19 o godz. 17:04
0

Goha, dzięki - teraz jestem odrobinę mądrzejsza w tym temacie.

Madeleine - możliwe, że nie trafiłam, a możliwe, że zwyczajnie "nie dało się", bo kilka osób z naprawdę dobrych salonów i pracujących na porządnych kosmetykach próbowało - bez skutku.

Może dodam na pocieszenie, że horroru spodziewałam się także na metamorfozie, którą robiono mi na potrzeby "wygłupów w telewizji", bo widziałam jakie cuda-wianki styliści potrafili zrobić - np. obrzępolić półdługie blond włosy w asymetryczne krótkie, zafarbować na czarno i rzucić wściekle czerwone pasmo - nie muszę chyba mówić, że dziewczyna, której zrobiono takie "kuku" szczęśliwa nie była. Nauczona doświadczeniem od razu powiedziałam, że nie chcę bardzo skracać włosów - max. do ramion, nie chcę zmieniać koloru na kompletnie inny, dopuszczam coś w klimacie brązu/kasztanu, ale nie wściekłego, żadnych zielonych, różowych, fioletowych, blond czy czerwonych pasm, itd. Patrzyli na mnie jak na zdrowo szurniętą, więc opowiedziałam poprzednią historię. Tym razem patrzyli ze współczuciem. Na szczęście Sylwia wzięła pod uwagę moje "uwagi" i byłam baaardzo zadowolona - piękne refleksy i fryzura, która układała się sama i z która można było jeszcze samemu poszaleć. Dodatkowo namówiła mnie na dłuższą grzywkę (a do tej pory wszyscy mówili, że grzywka absolutnie nie - żadna). W Gdańsku jeszcze nie trafiłam na super fryzjerkę. Dziewczyny tną poprawnie, ale... no właśnie zawsze mam jakieś "ale". Nie jestem specjalnie wymagająca, ale teraz wszystkich porównuję do Sylwii i porównania wypadają na niekorzyść.
Za tydzień jadę na wesele do Płocka i już się boję, bo chociaż mam zdjęcie fryzury jaką chcę mieć zrobioną (nic trudnego), to jakoś nie ufam nieznanym mi osobiście fryzjerkom. Podobno dziewczyna czesze fajnie, ale niekoniecznie to, co inni uznają za fajne, spodoba się mi. Widziałam na zdjęciach próbne uczesanie panny młodej i zachwycona nie byłam, bo miałam wrażenie, że włosy aż lepią się od lakieru (coś a la hełmofon ). Zobaczymy jak będzie - w razie czego zabieram własny sprzęt i uczeszę się sama. lol

Odpowiedz
Gość 2012-10-19 o godz. 05:26
0

Jutro wybieram się do fryzjera, więc na "poprawę nastawienia" i "dodanie sobie animuszu" ;) poczytałam sobie ten wątek... lol

Odpowiedz
Gość 2012-10-19 o godz. 04:08
0

jochi napisał(a):Żaden fryzjer, u którego byłam, nie mógł zrozumieć co ta baba zrobiła, że pierwszy raz farbowane włosy nie łapały ponownie farby, więc przestałam chodzić do fryzjerówPrzeżyc współczuję, ale co do reszty fryzjerów - cóż, nie trafiłaś do dobrego i tyle. Zawsze da się naprawic szkody - pytanie tylko o cenę i czas, spędzony na fotelu fryzjerskim ;)

Odpowiedz
Gość 2012-10-19 o godz. 00:14
0

Koszmar, ale nie byłabym sobą jakbym się nie wymądrzyła - jak juz wiem

Wiem, że babol zrobił Ci pasemka, a nie refleksy, ale tak na przyszłość - refleksy też się zawija w folię. Inaczej się rozdziela włosy (cieniutkie separacje), ale metoda mazania pędzlem po głowie refleksów jest wynalazkiem diabła i specjalnością fryzjerów w Jean Louis David.

A to dlatego, że nigdy nie maźniesz równo. I ostatecznie ZAWSZE będziesz miała w innym kolorze pasmo wlosów i jako bonus trochę włosów po bokach od pasma np. tak tylko w środku długosci włosna.

Taka sama procedura wykonana na krótkich włosach daje efekt lamparta lol

Odpowiedz
jochi 2012-10-18 o godz. 22:31
0

Największy horror fryzjerski z moim udziałem to... imieninowy prezent od koleżanki - wizyta u fryzjerki jakiejś tam mistrzyni kraju (jak dla mnie to najwyżej podwórka i okolic).
Zacznę od tego, że miałam włosy długości do pasa, które chciałam skrócić do połowy pleców i do mojego kasztanowego koloru "dorzucić" kilka jaśniejszych refleksów.
Powiedziałam pani co chcę i wyraźnie zaznaczyłam, że nie skracamy bardziej, bo nadal chcę mieć długie włosy, żeby móc je upinać, itd. i że refleksy mają być w brązie - broń Boże blond. Kobieta pomacała moje włosy, pomamrotała, że ładne i takie blabla i poszła po farbę. Przed nałożeniem zapytałam jaki odcień wybrała, a ta mi na to, że idealny dla mnie. Powinnam w tym momencie wiać gdzie pieprz rośnie...
Położyła farbę, pozawijała pasma w sreberka, trochę mnie to zdziwiło, bo widziałam jak koleżance inna fryzjerka robiła refleksy i nic nie zawijała. Zapytałam czemu te sreberka, a kobiecina, że ona tak zawsze robi, że tak jest lepiej. Posadziła mnie pod suszarą i zajęła się kolejną klientką. Po jakimś czasie sprawdziła kolor i stwierdziła, że jeszcze trochę, bo mam oporne włosy.
Kiedy usiadłam ponownie na fotelu do strzyżenia i zobaczyłam swoje odbicie w lustrze miałam ochotę ukręcić kobieci głowę. Zrobiła mi... pasemka... ale nie od czubka głowy i... w kolorze blond. Zapytałam ją czy nie słyszała jak mówiłam: REFLEKSY, NIE BLOND. A ona mi na to, że słyszała, ale ona uważa, że pięknie mi będzie w tych blond pasemkach. Zanim zdążyłam wstać i podziękować za dalszą zmianę wizerunku wg jej "widzimisia", babsztyl chwycił moje włosy w kucyk i ciachnął na wysokości szyi. Nawet nie miałam czasu zaprotestować.
Zakazałam koleżance płacenia i wtedy od pani gwiazdy-mistrzyni-fryzjerstwa usłyszałam, że nie znam się na modzie i jestem kapryśna. Nie wiem jak udało mi się nie ubić baby na miejscu i nie rozryczeć się jeszcze w salonie. Podobno rzeczowo i spokojnie (co przy moim charakterze wydaje się mało prawdopodobne ;)) powiedziałam kobiecie co o jej pracy myślę i, że swoje kaprysy ma realizować na własnych włosach a nie cudzych. Po wyjściu za to wyłam w niebogłosy, bo nie dość było babie zrobienia mnie na platynowy blond (co okazało się po wysuszeniu włosów), to jeszcze ścięła moje piękne długie włosy do pół szyi. W domu taktownie przemilczano moje zapuchnięte od płaczu oczy.
I, żeby nie było, że to już koniec przebojów... Przez jakieś 1,5 roku nikomu nie udało się zafarbować porządnie tych cholernych pasemek, więc wyglądałam jak kretynka. Żaden fryzjer, u którego byłam, nie mógł zrozumieć co ta baba zrobiła, że pierwszy raz farbowane włosy nie łapały ponownie farby, więc przestałam chodzić do fryzjerów, tata podcinał mi włosy i czekałam aż odrosną na tyle, że pasemka "zejdą".

Odpowiedz
Reklama
ksiezniczkapatu 2012-10-12 o godz. 05:14
0

U mnie "prosze podwinac" pani mi wywinela.

A moja kolezanka poszla do fryziera i wyszla z fryzurka i "dodatkiem" - przypalona skronia (przez tydzien chodzila z bablem)

P.

Odpowiedz
jop 2011-11-16 o godz. 06:06
0

Zaplacilas jej Madziula22 ? Wcale ci sie nie dziwie, ze sie poplakalas, a jednoczesnie podziwiam za wstrzymywanie sie od placzu w salonie.

Odpowiedz
madziula 22 2011-11-09 o godz. 01:17
0

Aha, zapomniałam dodac-mam sporych rozmiarów strupa na szyi, bo pani fryzjerce"omsknęły" sie nożyczunie ( na poczatkująca nie wyglądała, maiła tak ok 40-tki)

Odpowiedz
madziula 22 2011-11-09 o godz. 01:14
0

Byłam u fryzjera w piatek- chyba mnie pogięło, że poszłam tam , gdzie juz raz mnie skrzywdzono
Poszłam, dowiedziałam sie , że fryzjer który miał mnie strzyc i farbować jest chory, ale przyjdzie pani na zastępstwo.Gdybym posłuchała głosu rozsądku i mojej intuicji, uciakałabym az by sie kurzyło...ale nie...ja oczywiscie postanowiłam zaryzykowac...no i mam za swoje.
Pokazałam pani kolor, pokazałam zdjęcie fryzury-po jednym spojrzeniu, pani z mina znawczyni po prostu...wyszła.Bez słowa zostawiła mnie sama na jakies 15 minut :o :o :o
Wróciła z rozrobioną farbą.Nałozyła hojnie, niestety równiez na uszy, połowę czoła i policzek :o , a na moje niesmiałe pytanie, czy to zejdzie, tylko machnęła ręką.Poczułam sie jak natręt, więc juz zamilkłam.
potem przyszła kolej na cięcie.Mówię, tak jak na zdjeciu, tylko odrobinke dłuższe włosy, bo ja musze miec do pracy związane.Pani-zrobi się.I ciachnęła......
Przy samej brodzie.Dziewczyny, niestyty, efekt pracy pani fryzjerki przyprawił mnie o płacz( po wyjściu z salonu, bo w środku jeszcze sie powstrzymywałam), szkoda gadać, wyglądam jak nie przymierzajac zwykły pastuch za świniami biegający

I tak mnie załatwiła na samiutkie swieta, i na wesele mojej najlepszej kumpelki za tydzien
ach... sama jestem sobie winna :chlip:

Oczywiscie, plamy z farby sie nie zmyły...................

Odpowiedz
Gość 2011-11-07 o godz. 03:06
0

witam mam pod domem salon "diadem" bywalam tam u pani agnieszki istny koszmar nie dosc ze z koloru nic nie wyszlo to jeszcze zniszczyla mi wlosy ,czy ktos byl tam u kogos innego godnego polecenia

Odpowiedz
Reklama
Gość 2011-11-07 o godz. 03:01
0

droga biedron odnosnie pani izy do ktorej chodzilas ja wiem gdzie teraz pracuje wrocila juz do polski

Odpowiedz
Sylvana 2011-10-03 o godz. 21:29
0

Biedna sliwka , faktycznie komentarz jest zbędny

Ja ostatnio byłam u fryzjera z mężem i byłam oburzona, że fryzjerka najpierw bawiła sie ze swoim pudelkiem (wogóle co za pomysł trzymać psa w zakładzie) wyniuniała go, on ją wylizał a potem z łapami do głowy mojego K :o Gdyby nie to, że była to godzina 18 w Wigilie i wszystkie zakłady były już zamknięte, a K wyglądał strasznie i musiał sie ściąć (oczywiście przed świętami nie miał czasu ) i gdyby nie to że mój K wkurza sie, że zawsze robie awantury, to na pewno bym wzięła K za chabety i wyszła z tego zakładu

Odpowiedz
Gość 2011-09-03 o godz. 18:10
0

Ja sie nie bede rozpisywac, po prostu wkleje swoje fotki:

z przodu jak pudel...
http://www.fotosik.pl

bokiem...

http://www.fotosik.pl

generalnie, to nie ogladam tych zdjec, a fryzjera boje sie bardziej niz dentysty:(

Odpowiedz
Gość 2011-09-02 o godz. 22:03
0

Lizziak napisał(a):Dziewczyny, specjalnie się zarejestrowałam, żeby coś Wam poradzić, po tym, jak przeczytałam te wszystkie historie z włosami... Przede wszystkim: absolutnie nie płaćcie fryzjerom, kiedy z fryzurą jest coś nie tak, a w kilku przyapdkami Waszych opowieści, błędy w sztuce były ewidentne! I potem płacić za taką porażkę 200-300zł?? Wiem, że w takich sytuacjach pieniądze nie są najważniejsze, ale to nawet nie o to chodzi, tylko o to, że może po kilku takich niezapłaconych usługach kiepski fryzjer zacznie się zastanawiać i zrezygnuje chociaż z części swej "mistrzowskiej" nonszalancji? A poza tym: jak NIE zapłacicie, to zostają Wam pieniądze na drugą wizytę u INNEGO fryzjera, żeby doprowadził Was do stanu używalności...

Pierwszy post Lizziak i ja się podpisuję rękami i nogami.
Co innego jeśli przychodzimy, nie mamy pojęcia co chcemy, oddajemy sie w ręce fryzjerki i .... no srednio nam sie podoba - wtedy NIE MOŻNA jej winić za gust. Ale jeśli mówimy co chcemy, a mimo zapewnień otrzymujemy coś zupełnie innego - NIE PŁACIMY 8)

Odpowiedz
margo203 2011-09-01 o godz. 20:45
0

ja byłam bardzo zadowolona z mojej fryzcjerki, ale psikusa sprawiło mi co innego!

A mianowicie kiedy fryzjerka nawinęła moje mokre włosy na wałki w całej kamienicy
wyłaczył sie prąd i już przygotowana na to że na własny ślub pójdę w rozpuszczonych
włosach - nagle wszystko wróciło do normy :)

Odpowiedz
Myszka26 2011-09-01 o godz. 18:37
0

Moje włosy są koloru blond ale że z wiekiem ciemniały
więc zawsze rozjaśniałam je baleyage u sprawdzonej fryzjerki.
Kiedyś skusiłam się na taką zmywalną szamponetkę w kolorze cayenne
tak na próbę jak będę wyglądać w tym kolorze.
Efekt był niezły ale okazało się, że kolor nie chce się zmyć do końca
i wyglądam średnio. Więc jak w dym poszłam do mojej fryzjerki, mówię że chcę z powrotem blond.
Zapytałam przezornie, czy po takiej szamponetce bedzie ok.
Oczywiście fryzjerka nie widziała problemu i wzięła się za farbowanie.
Po pierszej rundzie okazało się, ze włosy nie przyjmują farby tak jak zawsze. Spytałam więc że może jednak zrobimy brąz żeby ten sprany
kolor przykryć skoro ma problem z blondem.
Fryzjerka postanowiła się nie poddawać a ja głupia się na to zgodziłam. Nie wiem jakim cudem moje włosy przeżyły trzykrotne rozjaśnianie. W każdym razie na koniec po ułożeniu, zastosowaniu odżywek itp efekt wydawał mi się zadowalający.
Dlaczego nie wyszłam do światła dziennego????
Wróciłam do domu a mama już w progu mnie pyta czemu moje włosy mają zielony odcien!!!!!!!!!!
Włożyłam głowę pod kran a kolor zrobił się bardziej zielony....
Tego samego wieczora mama przefarbowała mi włosy na brąz.
Tak naprawdę dopiero po 2 miesiącach i kilku farbowaniach uwolniłam się od lekko zielonkawego połysku włosów.
Od tamtej pory farbuje włosy tylko gotowymi farbami w domu.

Odpowiedz
Lizziak 2011-09-01 o godz. 06:52
0

Dziewczyny, specjalnie się zarejestrowałam, żeby coś Wam poradzić, po tym, jak przeczytałam te wszystkie historie z włosami... Przede wszystkim: absolutnie nie płaćcie fryzjerom, kiedy z fryzurą jest coś nie tak, a w kilku przyapdkami Waszych opowieści, błędy w sztuce były ewidentne! I potem płacić za taką porażkę 200-300zł?? Wiem, że w takich sytuacjach pieniądze nie są najważniejsze, ale to nawet nie o to chodzi, tylko o to, że może po kilku takich niezapłaconych usługach kiepski fryzjer zacznie się zastanawiać i zrezygnuje chociaż z części swej "mistrzowskiej" nonszalancji? A poza tym: jak NIE zapłacicie, to zostają Wam pieniądze na drugą wizytę u INNEGO fryzjera, żeby doprowadził Was do stanu używalności...

Ech... a tak przy okazji czy macie fryzjera godnego polecenia we Wrocławiu, najlepiej niedrogiego? (ale cena jest zdecydowanie na drugim planie:)

Odpowiedz
Gość 2011-07-06 o godz. 19:56
0

tak, czy siak, jak wyzej napisalam, pokazywalam jak ma byc, czy asymetryczne czy nie byl to moj fryzjerski koszmar, bo dochodzilam dobrych kilka tyg do normalnego stanu rzeczy...

Odpowiedz
Gość 2011-07-05 o godz. 22:49
0

Natalcia, ale grzywka "na skos" oznacza asymetryczne cięcie. Co innego to zaczesywanie grzywki na bok.

Odpowiedz
Gość 2011-06-26 o godz. 01:25
0

Pokazywalam jak ma byc, poza tym robila mi taka nie raz, a to najwazniejsze.

Odpowiedz
Gość 2011-06-25 o godz. 23:24
0

Natalcia napisał(a): Moja zaufana od lat fryzjerka zrozumiala,ze na skos to grzywka schodzaca stopniowo od najkrotszej do najdluzszej. ..
....hmmm... Ja tez bym tak zrozumiała... A tymczasem "grzywka na skos to..."???

Odpowiedz
Gość 2011-06-20 o godz. 05:26
0

Kiedys mialam grzywke pazia. POdobala mi sie, ale moj K. jej nie znosil. Poszlam do fryzjera na strzyzenie po ok polrocznej nieobecnosci. Wlosy zdarzyly podrosnac, a ja mialam dylemat czy spowrotem zrobic pazia, czy jednak poleciec grzywka na skos, zeby wlosy dalej rosly ( chodzilo zdecydowanie o dluzasza grzywke, zreszta moja fryzjerka robila mi taka nie raz)....wahalam sie rozmyslalam w koncu decyzja...co tam K.! wazne, zebym ja sie dobrze czula, robimy pazia. Fryzjerka zadowolona, siega po nozyczki, stop! jednak nie, paz to nie jest dobry pomysl, robimy grzywke na skos i niech odrasta. ostateczna decyzja. pazia moge zrobic zawsze. Do roboty! Fryzjerka wziela nozyczki i ciachnela mi kawal wlosow z grzywki prawie przy samej skorze. Zdarzylam tylko powiedziec "tylko juz nie krocej"a pozniej mialam prawie lzy w oczach. Moja zaufana od lat fryzjerka zrozumiala,ze na skos to grzywka schodzaca stopniowo od najkrotszej do najdluzszej. Nie wiem , czy dobrze to ujelam, ale w rezultacie wygladalam prawie jak Jaga Hupalo. Przeciez pokazywalam jej jak mialo byc.
Po powrocie moj K. najpierw zaczal sie smiac, a pozniej spytal dlaczego mu to zrobilam (nastepnego dnia mialy byc chrzciny jego bratanka). sama przeplakalam pol dnia. Probowalam grzywke upiac, przeczesac na druga strone, nic nie dalo. wygladalam fatalnie. przy mojej okraglej buzi ta grzywka nie miala racji bytu. teraz wlosy na cale szczescie odrosly,ale gdy patrze na zdjeica sprzed roku.....brrrr.....

Odpowiedz
Gość 2011-06-15 o godz. 23:33
0

Zaczęło się od tego,że moja koleżanka, z włosami do łopatek, wymyśliła, ze chce meć włosy ścięte tak, by z tyłu były krótsze, do szyi, i przechodziły płynnie w przód, sięgając poza linię brody. Nie wiem,czy dość dobrze to tłumaczę, chodzi o taki efekt: \ - jeśli wyobrazimy sobie,że jest to linia cięcia od tyłu ku przodowi, i jest łagodniejsza. No, i tył leciutko podcieniowany.

Poszłyśmy. Pani fryzjerka kiwała głową ze zrozumieniem, uśmiechała się... Koleżanka powiedziała,że chce, by wyglądała to jednak swobodnie, nie zbyt krótko i drastycznie...

"Oczywiście- oczywiście, ja nigdy nie skracam nikomu włosów na siłę, przecierz nie o to chodzi!" Takich to słów pani fryzjerka miała pełną buzię.

Posadziła S. na fotelu, zdjęła jej gumkę z kucyka, przeczesała palcami "fachowo" włosy i... weszła jakaś klientka. Pani porzuciła natychmiast S.

"Och, jak ja Pani dawni nie widziałam!" "och och, co tam u Pani?" "Na urlopie byłam"
"Muszę znowu do Pani przyjść na farbkę i strzyżenie, taka zadowolona byłam...!"
"No, to zapraszam, zapraszam...!"

Trafia nas szlag po woli, ale nic, myślę, przynajmiej słyszymy,że jakaś klientka była zadowolona...

Baba wychodzi.

Fryzjerka jeszcze raz rzyca fachowe spojrzenie na S. , dzieli włosy na 3 pasma, 2 boczne przekłada do przodu... bierze nożyczki i , jednym fachowym cięciem skraca tylne pasmo do samego karku i odrzuca uzyskaną w ten sposób kępkę na podłogę.

Resztę znów przeczesuje palcami i z triumfalnym uśmiechem mówi no, gotowe! Z przodu S. ma nadal włosy do łopatek... :|

Pani powiedziała 25 zł S., widząc moje wytrzeszczone oczy płaci, wychodzimy. Obie myślałyśmy to samo - w nogi, bez dyskusji i upominania się o poprawki, bo te poprawki dopiero by wyglądały...

Poszłyśmy gdzie indziej, babeczka się za głowę złapała, i pyta S. czy sama tak się cięła
Szybko zrobiła porządek, i fryzurka wyszła super, S. z b.gęstymi włosami nawet skusiła się na baleyage, który wyszedł super, i nikt nad gęstością jej włosów nie dyskutował.

Ja mam włosy do pasa, dotychczas nikomu nie dałam ich tknąć, poza moją Mamą.
Teraz chodzą do tej właśnie Ani na podcięcie końcówek, jest to jedyna fryzjerka jaką dopuszczę do siebie i moich włosów. ;)

Odpowiedz
ampa 2011-05-30 o godz. 06:45
0

Goha napisał(a):[...]ALe kiedy przyszło do czesania na wesele jej koleżanki, jej fryzjerka powiedziała wprost - Marta, znam się na tym co robię (cięcie, farba), ale nie lubię czesać (w sensie upinać). Mogę to zrobić, ale nie jestem mistrzem i nie lubię tego robić, więc jeśli masz kogoś kto to porządnie zrobi to nie poczuję się zdradzona
Nie wszystkie fryzjerki stać na taką szczerość. Więc polecam sprawdzić czy fryzjerka sprawdzona w cięciu i farbowaniu dobrze upina włosy - ponieważ to nie jest reguła [...]
czyli jedna z moich powinowatych jest z tych szczerszych; wyznała mi że gdy cięcia potrzebuję to raczej nie do niej bo ona to srednio lubi i średnio jej to wychodzi, ale na czesanie zaprasza bo i to uwielbia i jakoś jej to dobrze wychodzi ;
przyznam, że myślałm że mnie zniechęcic chciała ale znam ja juz kilka lat i potwierdzić mage skubana ładnie czesze!

a na cięcia chodze to takiej babki która nie zaszkodzi, kobieta twierdzi że mam mieć taka fryzurę aby ludziska nie mówili mi "o u fryzjera byłaś", i zawsze podetnie, ułozy, wymodeluje że jest to odświeżone ale nie udziwnione....
i kobietą jestem bo szukam smaku po innych fryzjerkach się szlajam bo ta moja za mało szaleńcza mi się wydaje i z pokorą do niej wracam na co ona: o znowu jakiś eksperymencik był? lol

Odpowiedz
Rosalinda 2011-05-09 o godz. 05:28
0

WhiteRabbit napisał(a):Rosalinda napisał(a):(...)
ostatnio byłam się czesać na wesele myła mi glowe pani z bardzo krotkimi włosami i od razu atakuje: "a może by pani ścięła włosy?" na co ja odparowałam: nie, bo mój chłopak mówi, że kobiety z długimi wlosami sa dużo bardziej seksowne, niż te z krotkimi (nie myśli tak ale baba mnie wkurzyła)
Dobrze, że się nie zemściła ;)
no mogła mi zrobic szachownicę

Odpowiedz
WhiteRabbit 2011-05-09 o godz. 00:43
0

Rosalinda napisał(a):(...)
ostatnio byłam się czesać na wesele myła mi glowe pani z bardzo krotkimi włosami i od razu atakuje: "a może by pani ścięła włosy?" na co ja odparowałam: nie, bo mój chłopak mówi, że kobiety z długimi wlosami sa dużo bardziej seksowne, niż te z krotkimi (nie myśli tak ale baba mnie wkurzyła)
Dobrze, że się nie zemściła ;)

Odpowiedz
Rosalinda 2011-05-09 o godz. 00:32
0

no własnie u mnie jest to samo
pierwsze pytanie :a nie chcialaby pani ściąć włosów" nieważne czy idę tylko umyć głowę (ostatnio mialam awarie wody a potrzebowałam pilnie umyc), czy uczeasać się, czy na nieszczęsne końcówki slysze to samo: a nie chce pani ścinać?
ostatnio byłam się czesać na wesele myła mi glowe pani z bardzo krotkimi włosami i od razu atakuje: "a może by pani ścięła włosy?" na co ja odparowałam: nie, bo mój chłopak mówi, że kobiety z długimi wlosami sa dużo bardziej seksowne, niż te z krotkimi (nie myśli tak ale baba mnie wkurzyła)

Odpowiedz
till 2011-05-08 o godz. 09:38
0

2 lata temu wypatrzyłam zakład fryzjerski z fantastycznymi babkami, od tego czasu jestem jego stałą klientką (i ceny mają ludzkie i panie tam pracujące budzą moje zaufanie).
Nie przypominam sobie, żebym wcześniej trafiła w ręce fryzjera, który by mi odpowiadał. Jestem właścicielką grubych i gęstych włosów do pasa i spotkała mnie większość opisywanych przez Was nieciekawych sytuacji (dopłacanie za za długie włosy, panie co nie wiedziały jak mi je skrócić, no bo są za gęste itp.).
Inne niezbyt fajne sytuacje:
- Pani fryzjerka obcięła mi włosy, gdy miałam przedziałek na boku. Nie wycieniowała mi jednak włosów (do dzisiaj nie wiem jak mogła na to nie wpaść) i gdy czesałam włosy z przedziałkiem na środku po bokach wystawały mi takie dłuższe kosmyki (to co normalnie było zaczesywane na przedziałek) :D
- Mówię fryzjerce, że chciałabym, żeby przycięła mi zniszczone końcówki włosów. W odpowiedzi słyszę, że musiałaby mi ściąć włosy na zapałkę (jak na długie włosy moje są w na prawdę dobrym stanie, po prostu babsztylowi nie chciało się ze mną męczyć, więc tak mnie spławiła).
- W tym samym salonie usłyszałam, że nie zrobią mi balageyu, bo tak długich włosów to w salonach się nie farbuje, co najwyżej sama w domu mogę.
- Bardzo często spotykałam się z fryzjerami, którzy na siłę starali się przekonać mnie do ścięcia włosów. Ja mówię, że chcę podciąć końcówki, w odpowiedzi słyszę: a może machniemy z 10 cm? I tak pare razy w ciągu jednej wizyty w salonie, bo może mi się w międzyczasie odwidziało. Fryzjer, który namawia mnie na ścięcie włosów, jeśli sama o tym wcześniej nie wspomnę, jest dla mnie skreślony.

Odpowiedz
Rosalinda 2011-05-08 o godz. 08:01
0

genialny wątek

sama poszukuje fryzjerki do nietypowych włosów i gdyby nie wyszukiwarka, to bym nie wpadła na poszukiwanie takiego namiaru na pannach młodych

no to ja troche poopowiadam ;)
mam włosy do pasa, gęste, ciężkie...
poszłam na podcięcie końcówek do salonu Hest... zdjęcia gwiazd wiszące na ścianach...
pani pyta, co robić... ja że podcinamy końcówki... pyta czy cieniujemy... ja po namysle odpowiadam że tak, ale delikatnie i pokazuję gdzie ma się kończyć najkrótszy włos...
w międzyczasie przyniesli mi ciastko :o i wodę... a pani sie pastwiła nad moimi włoskami, które oczywiście od razu pływały w wodzie... ciastko usiłowałam jakoś zjeść ale też nie dało rady
po iluśtam minutach gotowe... ja mówie, ze trochę nierówno, siepnęła mi z 2 strony..
efekt czesania obejrzałam na spokojnie w domu- 1 strona dłuższa, druga krótsza... nie ma jak asymetria ;///
w dodatku z 1 strony zostawila mi jakis kosmyk, którego nawet nie dało się spiąc razem z pozostalymi... i ten kosmyk dluższy czas sobie smętnie zwisał...dopóki nie odrósl
za mycie i podstrzyżenie w Heście zapłaciłam 70 zł ;///

Odpowiedz
Gość 2011-05-06 o godz. 02:53
0

Polecam jeszcze żeby to był fryzjer sprawdzony w robieniu fryzur.

Najlepszy przykład - moja dobra koleżanka - ma swoją sprawdzoną fryzjerkę u której się strzyże i farbuje (jedna z niewielu moich znajomych która nie zmieniła orientacji na moją M. ;)) i jest z niej baaaardzo zadowolona.

ALe kiedy przyszło do czesania na wesele jej koleżanki, jej fryzjerka powiedziała wprost - Marta, znam się na tym co robię (cięcie, farba), ale nie lubię czesać (w sensie upinać). Mogę to zrobić, ale nie jestem mistrzem i nie lubię tego robić, więc jeśli masz kogoś kto to porządnie zrobi to nie poczuję się zdradzona :D

Nie wszystkie fryzjerki stać na taką szczerość. Więc polecam sprawdzić czy fryzjerka sprawdzona w cięciu i farbowaniu dobrze upina włosy - ponieważ to nie jest reguła.

Marta poszła na upięcie do mojej Mariolki, była bardzo zadowolona i powiedziała że będzie do niej wracać, ale na standardowe procedury włosowe będzie wciąż chodzić do SWOJEJ fryzjerki, bo ..... jest sprawdzona :D

Odpowiedz
Kurka 2011-05-06 o godz. 00:27
0

A pani Jola jak się nazywała i gdzie przyjmuje?

Odpowiedz
KasikKK 2011-05-05 o godz. 23:10
0

Goha napisał(a):ja nigdy nie dałabym się dotknać nikomu poza SPRAWDZONĄ fryzjerką do swoich włosów.

Zgadzam się w 100% - jak będziecie przymierzały się do ślubnych fryzur, zacznijcie od własnego fryzjera, do którego zwykle chodzicie, a dopiero póżniej szukacie specjalistów od ślubnej stylizacji :)

Ja zaczęłam w odwrotnej kolejności. W salonie sukien ślubnych dostałam namiar na panią Jolę, która czesze dziewczyny do pokazów, potrafi wymyśleć coś oryginalnego i na głowie robi CUDA itp. Moim grzechem było to, że sama nie wiedziałam co chcę mieć na głowie (jednakże chodziło mi o coś nowoczesnego i prostego...). Żadne loczki-koczki nie wchodziły w grę.
Uzbrojona więc w zdjęcie sukni poszłam do salonu, spodziewając się że fryzura powali mnie na kolana. A pani Jola.... coż..... zasugerowała się modelką, która miała właśnie koczek (BRRR). Wyprostowała mi włosy, końce zakręciła na lokówkę i te loki poupinała z tyłu, zostawiając z boku koszmarne pejsiki Widząc moją minę, panie pracujące w tym salonie zaczęly mnie przekonywac, ze wyglądam świetnie, a jak dojdzie makijaż ślubny i "ta cała otoczka" naprawdę będzie O.K. Rodzina nie poznała mnie, wyglądałam idiotycznie (ani nie pasowało to do mnie jako osoby ani mojej sukienki).

Zaczęły się poszukiwania nowego namiaru na fryzjerkę-z-polotem :) Tym razem trafiłam do pani, która oferowała usługi "2 w 1": makijaż i fryzura razem. Domowymi sposobami, używając lakieru w spreju Super Strong z hipermarketu i tandetnych kosmetyków, chciała mi zrobić na głowie COŚ a la pióropusz-wachlarz Nauczona poprzednim doświadczeniem, poprosiłam panią żeby najpierw powiedziała mi co wymyśliła (zanim myśl wejdzie w czyn i zapłącę 200 zł).... i ukiekłam czym prędziej.

Na koniec wyglądowałam u swojego fryzjera (wcześniej przemyślałam co chce mieć na te głowie, bo w innym razie wyjde z kolejnym kokiem). I to okazało się strzałem w 10. Zrobili mi dokładnie taką fryzurę jak chciałam: łagodna wersja irokeza, spięte boki, a tył rozpuszczony. BYŁO EKSTRA.

Moje rady są dwie:
- mieć pomysł na siebie (nie zdawajcie się na fantazje fryzjerów, bo efekty mogą być opłakane)
- sprawdzony fryzjer, u którego zwykle się strzyżecie/ farbujecie włosy.

Odpowiedz
gatta 2011-05-04 o godz. 01:27
0

Mam niewielkie doświadczenia z fryzjerami, pewnie dlatgo ze jak juz sie wybrałam do fryzjera zawsze kończyło się to wiekszą lub mniejszą katastrofą.

Mam nie najłatwoejsze włosy. Jest ich strasznie dużo są bardzo długie i na dodatek sie kręcą nie w spiralki ale w fale. Wszyscy fryzjerzy jakich spotkałam z uporem maniaka usiłują mi je wyprostować pomimo moich sprzeciwów. Może dlatego kończy sie t tym ze włosy wcale nie są proste a ja na głowie mam stodołe.

Z racji zbliżającego się ślubu postanowiłam rozpocząć poszukiwania fryzjerki, która upora się z moimi włosami, i która poradzi sobie z tym zadaniem lepiej niż moja mamusia, która przy każdej większej okazji jest zatrudniana do uczesania mnie. Dwa tygodnie temu wybierałam się na wesele moich przyjaciół wiec stwoerdziłam, że będzie to dobra okazja do wypróbowania sił pewnej znajomej fryzjerki. Pragnę zaznaczyć, że do ślubu chcę mieć rozpuszczone włosy jedynie delikatnie podpięte, ułożone w fale (na codzień noszę warkocz lub kok więc chce się poczuć inaczej). Wybrana przeze mnie fryzjerka posiada długie włosy co według mnie wróżyło, że przynajmniej mniejwięcej będzie wiedziała co robić.
Już początek był trudny, gdyż wszystkie fryzury pokazana w katalogu przez panią fryzjerkę nie przypadły mi do gustu, na szczęście (według mnie) miałam zdjęcia o jaką fryzurę mi chodzi. Przeraziło mnie trochę jak pani wzięła się do pracy gdyż stwierdziła, że aby moje włosy zakręcić na wałki trzeba je rozprostować, męczyła się z jakąś godzinę a efekt ją nieco przeraził gdyż wydawało się, że mam 3 razy więcej włosów niż było ich na początku. Ale pani fryzjerka nie traciła fasonu twierdząc, że nie ma żadnego problemu. zaczęła mi zakręcać włosy na ciepłe wałki (z własnego doświadczenia wiem, że gdy moje włosy wystygną po ściągnięciu takowych wałków zmieniają się w strączki, co tez powiedziałam pani, ale ona stwierdziłą, że przy ich kosmetykach nic nie ma prawa się stać). Po zdjęciu wałków użyła makabrycznej ilości lakieru do włosów użyła 5 wsówek i pościła mnie do domu. Nie powiem w momencie wychodzenia z salonu nie było najgorzej chociaż moja mama nie wypóściła by mnie raczej z takaż fryzurą z domu. Dojazd do domu zajął mi jakieś 15 minut po wejściu do domu spojrzałam w lustro i sobaczyłam wiszące strączki na podkładzie z puszących się we wszystkich kierunkach szopie. Na szczęście było na tyle wcześnie, że mogłam włożyć głowe pod prysznic i zadzwonić po mamę.

Powiem szczerze, że coraz bardziej skłaniam się do tego aby do ślubu czesała mnie moja mama.

Odpowiedz
JB 2011-05-03 o godz. 05:52
0

My tez mielismy przygode w dniu slubu, tylko ze dotyczyla mojego meza, na szczescie nie mnie bo nie potrafilabym sie sama uczesac. Bylismy u tej samej zaufanej fryzjerki. Zawsze wszystko bylo w porzadku, ale dniu slubu chyba ona za bardzo sie starala, albo moj maz byl za bardzo zdenerwowany aby jeje dobrze wytlumaczyc jak sie chce uczesac. . Efekt byl taki, ze maz biegl z salonu do samochodu, po drodze modlil sie zeby go nikt znajomy nie zobaczyl, a mnie wyslal do sklepu po zel do wlosow. Musze przyznac ze duzo lepiej wygladal jak sobie sam w domu wlosy ulozyl :)

Odpowiedz
katastrofa 2011-04-29 o godz. 23:38
0

anonimka85 napisał(a):tatuś wziął nożyczkii ciachnął mi grzywkę do połowy długości. Taką miał wizję... DO dziś nie mogę patrzeć na zdjęcia z zakończenia podstawówki....


popłakałam sie ze śmiechu lol

mój tato tez mnie obcinał, jakieś 15 lat , na szczęście wizji nigdy nie miał

a jak polazłam do swojej fryzjeki żeby mi podcieła końcówki , to trochę doznałam szoku jak zobaczyłam obcięte końcówki długości 15 centymetrów

Odpowiedz
Sylvana 2011-04-29 o godz. 23:26
0

Miesiąć przed slubem postanowiłam obciąć sobie końcówki. Mimo iz mam super fryzjerkę, kolezanka namówiła mnie na swoją podobno rewelacjną kolżanke fryzjerke. udało jej sie mnie namówić, ponieważ panienka bierze 25 zł za cięcie a moja 60 zł. Najpierw jechałam na koniec warszawy, bo tam pracawoła w salonie. Potem zobaczyłam, że ma beznadziejnie obcięte włosy i do tego tłuste :o no ale taki kawał jechałam...trudno poddam się. Powinnam juz wtedy wyjśc no ale zostałam. Miałam mokre włosy od potu bo było ponad 30 stopni, a ona do mnie "prosze usiąść na fotel"Na moje pyt czy nie trzeba umyc włosów powiedziała" no w sumie" i umyła mi je tylko na czubku :D wtedy juz naprawde powinnam wyjść!!! Kiedy mnie zaczęła strzyc zauwazyłam, że trzyma nozyczki 2 rekami :o dotego o wszystko mie pytała (nawet jakich nozyczek urzyć) W ostatniej chwil powiedziałam, ze tylko chce podciąc grzywkę i to uratowało mi włosy. Jak powiedziałam żeby mi nie modelowała fryzury, ta zostawiła mi mokre włosy i wzieła sie za strzyżenie mojego narzeczonego. Zapytałam się czy mge sobie podsuszyc włosy na co ona uprzejmnie i pozwoliła :o Koszmar.. Najgorsze sa polecone fryzjerki ;)

Odpowiedz
kkarutek 2011-04-28 o godz. 15:22
0

Ehh skąd ja znam problemy fryzjerskie...z racji tego, że mam na głowie faktycznie masę grubych i długich włosów, przez długi czas nie mogłam znaleźć dobrej fryzjerki, która by je opanowała i zawsze słyszę na dzień dobry "o rety ile tych włosów jest, ale będę miała roboty"...
Swego czasu trafiłam do nowootwartego salonu (dyplomów na ścianach było bez liku) i poprosiłam o najzwyklejsze podcięcie końcówek (przy długich prostych włosach to chyba nie problme? ;)). Podczas całej operacji z jednej strony pani fryzjerka chwaliła się różnymi ukończonymi kursami, z drugiej marudziła jakie to ja długie włosy mam. Na koniec policzyła mi więcej bo...mam za gęste włosy :o :o

Druga przygoda wydarzyła się również w Hestie gdzie trafiłam do zachwalanej fryzjerki. Miała mi odświeżyć baleyage i podciąć końcówki. Nie pamiętałam jakich wcześniejsza fryjerka użyła farb, więc na czuja powiedziałam "to chyba było 6b". Pani Maja bez wahania 6b wmasowała mi we włosy, dzięki czemu miałam jakieś czarne pasma zamiast lekko kasztanowych (a jestem blondyną.....). Na koniec mówię, żeby mi troszkę skróciła grzywkę, którą miałam uciętą ze skosa. Zanim się zorientowałam co się dzieje skróciła mi grzywę, ale skos zrobiła w kompletnie drugą stronę... :o :o Dzięki czemu zwisał mi z czoła jakiś smętny bezkształtny gruby kosmyk, który z resztą mimo upływu 1,5 roku nadal nie odrósł jak nalezy.....

Odpowiedz
anonimka85 2011-04-28 o godz. 07:07
0

może i nie jest to związane z fryzjerem, ale tuż przed zakończeniem szkoły, rozdaniem świadectw na koniec tejże (podstawówki) tatuś wziął nożyczkii ciachnął mi grzywkę do połowy długości. Taką miał wizję... DO dziś nie mogę patrzeć na zdjęcia z zakończenia podstawówki....

i nie mogę zrozumieć dlaczego tak często kiedyś wychodziłam od fryzjera z jakimś dziwnym, puszystym kaskiem na głowie... kwadratowym...

Odpowiedz
Kurka 2011-04-27 o godz. 23:11
0

Przerażają mnie te historie. Sama też mam takie doświadczenia jak wy, szczególnie jeśli chodzi o długość włosów. Rok temu poszłam do salonu HEST z włosami półdługimi. Chciałam podciąć końcówki, nadać jakis kształt fryzurze, bo chciałam zapuszczać włosy, na ślub właśnie. Wyszłam obcięta na chłopaka, wyciągnęłam telefon, zadzwoniłam do mojego lubego i oznajmiłam mu zapłakana, że ślubu nie bedzie.

Teraz znów mam włosy półkrótkie/półdługie, takie nie całkiem do ramion. Zapisałam się na mój pierwszy balejage w życiu i na fryzurę próbną do fryzjerki, której nie znam, ale którą mi baardzo polecano. Może znacie - Jolanta Duda??

Boję się strasznie, nie chcę znów płakać i wyglądać jak brzydkie kaczątka, albo stara malutka, czy jakoś tak...

Pozdrawiam i łączę się w bólu z wszystkimi "dotkniętymi" przez fryzjerów!

Odpowiedz
Gość 2011-04-27 o godz. 04:28
0

ja za kazdym razem jak mam wybrac nowa fryzjerke to drze... mam slabe wlosy (troche to wynik moich wlasnych ekesperymentow, a troche natury) i poporstu boje sie o nie ;)
mialam w swoim rodzinnym miasteczku swoja fryzjerke - mialam u niej rabaty i zawsze wychodzila zadowolona - raz tylko jak przyjechalam z wawy nie miala dla mnie czasu :( i zrobilam wielki blad...
posluchalam mamy zebym poszla w inne w miejsce (bo odrostu juz takie maialm ze masakra a na wawskie ceny mnie nie bylo wtedy stac, u swojej placilam - 60-80 PLN za 4 kolory balageyu,plus podciencie i uczesanie).
Powiedzialam babce ze chce: blond, rudy, braz i czerwien.
Babka powiedziala ze nie uzyje farby tylko proszku bo mam strasznie zniszczone wlosy... i wtedy juz powinnam uciekac z fotela...
Widzialam jak babsko mi kladla te kolory na wlosy... widzialam do choelry jasnej i nei wiem co moglo sie nie udac... non stop patrzylam jej na rece...
odczekalam tyle ile trzeba, babka splukuje proszek i co sie dzieje???
zamiasta piekne kolorowych paskow co mam na glowie? ODCIENIE ROZU i to PLACKAMI!!
Babka mi jeszcze powiedziala ze sie zmyje i reklamacji nie uwzglednia - a wtedy niestety jeszcze malo pyskata bylam...
Polecialam do sklepu i kupilam swoja farbe i calosc poleciala na rudosc...

pozniej juz w wawie - mialam zdjecie (swoje) dosc wyraznie z fryzurka z ktora sie bardzo dobrze czulam , poszlam niestety znowu do pobliskiego salonu (wczensije babka mnie tam fajnie sciela, neistety nei trafilam na nia..).
POwinnam juz uciekac w momencie gdy babka zalozyla okulary zeby zobaczyc co ja mam za dziw na zdjeciu...
Znowu patrzylam na rece, moiwlam ile i gdzie sciac, bo widze ze babka sie nie lapie..
i co slysze? no gdzie tak zle bedzie, niedobrze i kto by pomyslal.. (babka juz wiekowa byla :/)
Jak zaczelam jeszcze troche marudzic to zaczela mi szarpac wlosy - powiedzialm ze dziekuje, dalam 15 zeta (chciala 20, ale za mila obsluge dlaam tylko tyle i niech sie z tego cieszy - w sumie koncowki podciela..) i wyszlam - wiecej tam nie wrocilam ;)

Odpowiedz
jop 2010-06-18 o godz. 06:27
0

pamietam jak pare lat temu przed sylwestrem zachcialo mi sie baleyage. moja fryzjerka powiedziala, ze owszem,ale przyjmie mnie dopiero za pare dni. umowilam sie z nia,ale nie wiem dlaczego i jakie licho mnie podkusilo, zeby pojsc do fryzjerki na osiedlu (tak, koleznaki byly bardzo zadowolone i chwalily pania Halinke :~ ). usiadlam, poprosilam o baleyage. wydawalo mi sie to dziwne, ze kazala mi siedziec pod lampa okolo 30 minut - jestem naturalna blondynka-skora zaczela piec itp. wyszlam z salonu i wygladalam jak zebra!! moja mama jak mnie zobaczyla :o to nie mogla uwierzyc w to ,ze ja za to jeszcze zaplacilam. kazala mi pojsc i zlozyc reklamacje...(oczywiscie nie mialam juz sily ani ochoty patrzec na to ktora mnie tak zalatwila ;( ) najlepsze bylo to jak sie pokazalam na nastepny dzien u mojej fryzjerki. oczywiscie nie chcialam zdjac czapki... zamiast baleyage i blond wlosow na sylwestra, mialam rude wlosy!! tak przeplacilam "zdrada" mojej fryzjerki. wlosy odrastaly przez pare miesiecy i kolor jaki mialy do dzis byloby mi trudno opisac...

Odpowiedz
awangarda w stylu retro 2010-05-24 o godz. 23:07
0

kazda moja przygoda z fryzjerem konczyla sie tragedia. ale mamdwie ulubione:)

najwczesniejsze, najgorsze wspomnienie:):
mialm 7 lat i poszlam do fryzjera z mamusia co by wloski lekko wycieniowac i podciac/ krecone mam z natury/ pani fryzjera opitolila mnie na pazia!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! po umyciu wlosow nie wiem jak mam nad nimi panowala.

po ponzszej histori nie bylam u fryzjera 5 lat:);
poszlam do fryzjera z zdjeciami swoich wlosow i mowie ma byc tak! jak na zdjeciu. pani zaczela i wszystko szlo dobrze, dopoki sie nie odprezylam i przestalam jej patrzec na rece.
wtedy wziela maszynke i opitolila mi wlosy /pomijajac grzywke/ na 1-1,5cm.
sam szal. wylam prawie tydzien:)

Przez cale zycie tylko dwa razy obcieto mnie tak, ze mi sie podobalo i nie plakalam:) raz p. robert, raz kolezanka w kibelku pracowym:)

Odpowiedz
Gość 2010-05-23 o godz. 21:26
0

biedron napisał(a):Ulubiony to nie, przypadkiem czesałam się tam na wesele i byłam zadowolona. Czesała mnie Pani Kamila i wyszło całkiem nieźle. A może tak mi się wydaje...
Drugi raz tam nie pójdę bo mi się nie podobało, że krytykowała przy mnie swoją poprzednią klientkę.
...

Tak mnie tez to zraza, rozumiem ogolne ploty itp, ale jak bylam u fryzjerki (notabene czekajac ponad 3 godziny ) to wlasnie przy mnie skrytykowala 2 dziewczyny (ktore byly tam nieco wczesniej) obie z forum (pani nie domyslila sie ze moge skojarzyc pewne fakty i dziewczyny)

Odpowiedz
Made Of Sun 2010-05-23 o godz. 20:49
0

Ja mam chyba szczęście, mam siostrę fryzjerkę, zawsze pod ręką, no prawie zawsze .... Zawsze zrobi tak jak sobie zażyczę i za free :D

Odpowiedz
ladybird7 2010-05-11 o godz. 08:41
0

A ja mam szczescie. Od kilku lat mam wspaniala fryzjerke, do ktorej przychodze siadami nic mnie nie interesuje. Ona mnie tylko informuje ze ma inna wizje koloru na moich wlosach, a potemmnie obcina. Powiem szczerze ze mamdo niej ogromne zaufanie i zawsze wychodze zadowolona a moj kochany zawsze nie moze sie doczekac jak mnie juz zobaczy. Coz wydaje mi sie ze tez trzeba miec szczescie zeby trafic na dobego fryzjera, ale jak go juz znajdziecie to nie bojcie sie eksperymentowac. Pozdrawiam

Odpowiedz
lilla 2010-05-06 o godz. 01:58
0

z fryzjerami nie mam zbyt dobrych doświadczeń..mam wrażenie że kompletnie mnie nie słuchają a robią z włosów to co akurat im przyjdzie na myśl
1. poprosiłam o lekkie wystopniowanie włosów i ich wycieniowanie..chciałam by fryzura nabrała lekkości i dynamiki..wyszłam obcięta na pudla kask do uszu na szyi zwisały smętne kosmyki..parę miesięcy wyrównywania włosów i następne parę by powrócić do długich prostych włosów do łopatek

2. przycinanie końcówek..na długości ok z długich nie zrobiła mi się półkrótka fryzura..za to okazało się że jest nierówno z lewej dłuższe niż z prawej i parę kosmyków wyłazi żle przycięte

3. balejaż..zażyczyłam sobie rozjaśnić włosy platynowym blondem wyszłam z pasmami kurzego żółtka do tego nierówno nałożonymi..musiałam się ratować ciemnym szamponem koloryzującym który trochę przygasił tą żołć

4. zażyczyłam sobie na wesele brata jedynie polokowanie włosów na wałkach średniej długości chciałam taką fryzurę jak ma pani z reklamy Taft..wyszłam z kokiem bo niestety moja włosy "nie dały się ułożyć" dziwne bo raczej nie są zbyt trudne w modelowaniu

pocieszam się że te wpadki są dosyć standardowe i nie mnie tylko się przytrafiają..niestety nie mogę natrafić na fryzjera który by mnie dobrze uczesał..z moich spostrzeżeń wynika że zupełnie nie przykładają wagi do wyboru fryzury pod kątem stanu włosów i tego jak się układają naturalnie oraz gustu klientki..ale może kiedyś trafię na mistrza lub entuzjastę we fryzjerskim fachu

Odpowiedz
Małgoś 2010-05-03 o godz. 06:36
0

Hej :)
Traumatycznych przeżyć związanych z wizytą u fryzjera raczej nie miałam, ale jedna ciekawa przygoda się znajdzie-niestety .
Byłam wówczas młodą osóbką, uczennicą drugiej klasy liceum i nosiłam wówczas krótkie włoski obcięte na chłopczycę (tak się to chyba nazywa :) ).Mając w perspektywie wycieczkę szkolną postanowiłam te moje cieniutkie i delikatne piórka nieco podciąć, bo zdążyły już odrosnąć po poprzednim strzyżeniu.Na wizytę u fryzjera wybrałam ciekawy moment-okienko między lekcjami.Poszłam z koleżanką, usiadłam na fotelu i jako że strzeliło mi coś do główki, żeby obiciąć się jeszcze CIUT (ale to dosłownie ciut)krócej niż zwykle, poinformowałam fryzjerkę, że poproszę fryzurkę na zapałkę.Zanim zdążyłam zaprotestować, pani chwyciła maszynkę do strzyżenia i po paru sekundach miłam z tyłu i boków KRÓCIUTKIEGO JEŻYKA, a u góry tyci dłuższe włosy.Oszołomiona zapłaciłam za strzyżenie i wyszłam z nie mniej niż ja zszokowaną koleżanką.Po fryzjerze trzeba było wrócić na lekcje...cóż...klasa i nie tylko miny miała co najamniej komiczne, jak mnie zobaczyli, tyle że mnie wcale nie do śmiechu było...a mama mnie nie poznała kiedy wróciłam ze szkoły...Na szczęście włoski szybko odrosły i po miesiącu wyglądały tak, jak tego pierwotnie chciałam, a poza tym-było to w maju, więc nawet kiedy jeszcze jeżyk był KRÓCIUTEŃKI w łepetynkę nie zmarzłam.Tyle, że na owej wycieszcze w góach słonko grzało ładnie i w co nie zmarzłam, to opaliłam ...
]A ową panią fryzjerkę i jej salon szerokim łukiem omijam...

Odpowiedz
haza 2010-03-27 o godz. 17:07
0

Witam,

hmm, szczególnie ciekawy jest tata claretty :). Ja mu się nie dziwię, bo ja też uwielbiam ścinać siostrę i mam takie różne ciągaty, choć fryzjerką nigdy nie byłam.

Miałam włosy już za długie, prawie do pasa i stwierdziłam, że chcę jakąś lekką, półdługą, nowoczesną fryzurę. Poszłam do znanej "Mistrzyni" w Gdańsku. Ścinała coraz krócej i w pewnej chwili w zupełnej ciszy (jakoś wszyscy klienci i pracownicy przestali rozmawiać). Wyszłam z puchatym grzybem na głowie (włosy za ucho). Byłam tak zszokowana i tak bardzo chciałam wrócić do domu, że dopiero tam puściło mi odrętwienie.

Co do czesania, to przed ślubem, byłam na próbnej u dobrego fryzjera. Do hiszpańskiego koka użył chyba 4 wsuwki. Kok był piękny, uważam że ten fryzjer to prawdziwy profesonalista. Natomiast ja się w nim źle czułam, a on był tak zachwycony, że nie chciał mnie już inaczej uczesać.

Teraz mam już cudownego fryzjera, a w Trójmieście znam jeszcze dobrych dwóch. Nauczyli mnie jednego. Ja mam dość trudne włosy, bo grube, falowane, trochę sianowate. Na samym początku, każdy z tych 3 musiał poznać jak się zachowują moje włosy i pierwsze cięcie nie było, aż takie rewolucyjne. Także jak ktoś chce przy pierwszej wizycie zrobić rewolucje na Waszej głowie, to mu może nie ufajcie.

Fryzjerzy za bardzo obcinają włosy, bo podobno najlepiej i najmłodziej wygląda się w długości do ramion.
Mi osobiście nie podobają się włosy do pasa i jeszcze dalej. Wygląda to często niechlujnie.

Odpowiedz
marylka 2010-03-21 o godz. 19:09
0

no to ja od wczoraj tez juz mam swoje koszmarne fryzjerskie wspomnienie, po próbnej fryzurze na ślub wstałam z fotela i miałam "jajowatą fryzurę" typu UFO, bo fryzjerka nie dała sobie nic powiedziec (tzn. jak ja bym chciała to nieistotne ),mało tego powiedziała wczesniej ze będziemy poprawiać jakby co, a później okazało sie ze poprawić juz sie nie da i ze innej fryzury tez nie moze mi zaproponowac, bo z moich włosów TYLKO TA JEDNA jest możliwa (włosy mam do ramion) wiecie co? powiedziałam ze jej NIE ZAPŁACĘ (co najwyżej za kosmetyki które zużyła) i przedstawiłam jej takie argumenty że ją zatkało. nigdy tak sie nie zachowałam u fryzjera, nie jestem tez skąpiradłem ani kłótliwą osobą, ale byłam jej zachowaniem bardzo poirytowana. dziewczyny, grunt to nie dac się oszukać! Płacę=wymagam, to nam ma się podobać fryzura!

Odpowiedz
claretta 2010-03-19 o godz. 10:08
0

Ło matko, dziewczyny, co za wątek... i smieszna, i straszna... Ale nie powiem, przy paru opowieściach spłakałam się ze śmiechu, choć Wam pewnie do śmiechu w danym momencie nie było...
Nie zaliczyłam aż tylu traum fryzjerskich, z paru powodów. Otóż, po prostu unikam fryzjerów/fryzjerek z powodów wielu, w tym i finansowych. Włosy mam - dzięki Bogu - zdrowe i gęste; najbardziej chwalę sobie fakt, ze nie ma potrzeby ich farbować ;) Z radością omijam półeczki z farbami szerokim łukiem. Trwałej nigdy nie robiłam i robić nie zamierzam. Poflirtowawszy sobie z fryzurkami, których właściwością była konieczność podcinania co 4 tygodnie (moje włosy, póki nie zakryją łopatek, rosną wariacko), podjęłam decyzję - zapuszczam W efekcie chodzę teraz raz na pół roku do p. Karinki na podcięcie całości, a raz na dwa miesiące na skrócenie grzywki. Włosy sięgnęły talii, i jak na razie nie znudziła mi się jeszcze ta opcja. Ale, niedługo już, przyjdzie ta chwila, gdy stwierdzę, że czas zmienić status quo, by nie wyglądać jak stara russałka ;) A wtedy - zgroza czysta. Bo fryzjerowi, który ułoży mi "cóś" na głowie i sprawi, że "cóś"=fryz sensowny przetrwa dłużej niz półgodziny, godzien jest Nobla

Nie jest tak, że nie zupełnie nie zaliczyłam traum fryzjerskich... yyyyych...
Trauma pod tytułem "tatuś fryzjersko uzdolniony"; uzdolniony rzeczywiście, tylko czemu maniacko się upierający, że dziecko=króciutkie włoski Ach tak, miałam przecież być chłopczykiem ;) W efekcie do 13 roku życia obowiązkowo byłam "domowo" opitalana na chłopaka, a o lokach na komunię mogłam co najwyzej smętnie pomarzyć (heloł, Agabora!) :chlip:
Jako 13-latka oznajmiłam tatusiowi, ze jeśli jeszcze raz zblizy się do mojej głowy z nożyczkami, to ugryzę go w rękę :axe:
Tatuś pomarudził, ale uzdolnienia fryzjerskie zachował ;) , a córcia pamięć o nich. Razu pewnego (wiosen już sobie 17 liczyłam) poprosiłam go o leciutkie skrócenie mojego pazia "2 cm ZA ucho", bo się układać nie chciał. "Ok, córciu, oczywiście!". Czuję, ze nożyczki dotykają mojego uszka jakoś w połowie, nie zdążyłam krzyknąć... Ciach, grube pasmo poleciało na podłogę, a ja słyszę słodziutkie: "O, to tak na próbę 2 cm PRZED ucho, tak jak chciałaś... A teraz może zmądrzejesz ( ) i dasz się obciąć po męsku? Zawsze Ci powtarzałem, ze taka fryzura najbardziej Ci pasuje!" Uprzejmie oznajmiłam, że jednak nie - ma zostac choćby ta długość jaką ciachnął, rzekomo na moja prośbę Furia mną miotała, ale sama chcialam, a Tatusia przeciez nie ukatrupię:mur:
"ładne masz włosy, ale ich nie eksponujesz", oznajmia moja ukochana profesorka, i nakazuje iść do najlepszego w Trójmieście fryzjera: "Masz wyglądać nowocześnie i młodzieńczo! Optymistycznie!". Niby było ok, pierwszy i jedyny raz podkolorowano mi włoski (na szczęście tak, że nie było odrostów - ale o to błagałam Panią Fryzjerkę Madalistkę ze łzami w oczach), fryzurka fajna. Tylko jej układanie zajmowało mi godzinę, a kolega, na którego wpadłam zaraz po wyjściu z salonu spytał "Ojej, a czemu zrobiłaś się taka CYTRYNOWA?" Na dzisiejsze pieniążki kosztowała mnie ta impreza 250 PLN. I jeszcze Pani Fryzjerka Medalistka narzekała, że ją zmęczyłam. Oglądając moją głowe nie sądziła bowiem, że mam AŻ TYLE włosów, i że wskutek tego tak długo będzie musiało trwać cięcie... Głupio mi było za moje włosy
Opowieść z ciut innej beczki, ale też fryzjerska ;)
Zjawiam się w charakteryzatorni teatralnej przed spektaklem dyplomowym, mam być czesana. Akcja spektaklu - XVIII wiek. Myślę sobie - no, to bedzie mogła sobie fryzjerka poszaleć, włosy mam tak długie, że do stylowej fryzury nie będą potrzebne żadne tresy... Z dumą rozpuszczam przed doświadczona panią fryzjerką teatralną moje włosięta i słyszę - "Ja mam TO uczesać Za jakie grzechy " Ścierpłam. No tak, najłatwiej owiązać łepetynę delikwentki bandażem i nasadzć perukę ale kostiumolog się nie zgodziła... Męczyła się Pani godzinę ulizując mnie toną lakieru, miałam we włosach tonę szpilek i jeszcze siateczkę maskującą "dla wygładzenia koczka". Fryzura nie pasowała mi, ale byla rzeczywiście stylowa ;) A ja po raz n-ty usłyszałam, że upinać tak gęste i długie włosy jak moje to prawdziwa męka. Oczywiście jedynym sposobem na rozczesanie fryzury było wsadzenie łba pod kran.

Wskutek powyższego doświadczenia na wystapienia sceniczno-swiąteczne tudzież rodzinne czeszę się sama, najczęściej uplatając jakieś twory z warkoczy.

Kurcze, jeśli przyjdzie mi codziennie układać sobie jakieś sensowne ( ) ustrojstwo z krótkich włosów na głowie, to się chyba :Hangman: A zanim znajdę kogoś, kto mi bedzie te ustrojstwa wystrzygał, zdąże osiwieć i wyłysieć :zle: Może nie postarzeję się zbyt szybko i jeszcze trochę mnie spokoju z kędziorami do talii czeka? Na razie, pozytyw - p. Karinka to pierwsza znana mi fryzjerka, która z własnej inicjatywy twierdzi, że LUBI czesać koki A to rzadkość, większość fryzjerów unika tematu, uważając go za żmudny, czasochłonny i mało satysfakcjonujący. Dojrzewam do myśli wyczesania megakoka... A co Nigdy dotąd takowego nie miałam

Odpowiedz
biedron 2010-02-26 o godz. 05:22
0

Kerala, teraz to mnie załamałaś? I co ja mam zrobić? Niedługo muszę odrosty ufarbować. Pani Iza zostawiła wprawdzie instrukcje co do koloru, ale jak mi ten babsztyl coś spieprzy to chyba pozabijam
Zwłaszcza, że dla moich niteczek, każde farbowanie to wysiłek. Dzięki p. Izie są zdrowe i błyszczące ale wolęich nie narażąć.
Aż się boję co będzie :o

Jak się nazywa ta kobieta?

Odpowiedz
Kerala 2010-02-26 o godz. 05:16
0

A to własnie w diademie uszczęsliwiono mnie magicznym balejażem. Magiczny balejaż polega na tym, że go nie widac. Spędzacie dwie godziny na fotelu i -czary mary- wstajecie z tym samym kolorem włosów. Żeby było zabawniej, to płacicie za magię 180 zł. Czesząca mnie dziś kosmetyczka kazała mi pójść do diademu i zareklamowac usługę- nawet jej fryzjerskie oko nie było w stanie dostrzec balejażu.
Ponadto to własnie Diadem jest salonem o największym ekonomicznym pechu- w ciagu dwóch godzin inflacja wzrasta tam o 40%, o czym pisałam w innym wątku.
Z jednym się zgadzam: pani Iza była świetna i też żałuję, ze już tam nie pracuje. Zastąpiła ją właśnie wspomniana pani, która nie lubi się poświęcać
Moja noga tam więcej nie postanie, choć mam kartę stałego klienta- wyrobiłam ją właśnie ze względu na p. Izę.

Kerala

Odpowiedz
biedron 2010-02-26 o godz. 05:04
0

Mój ulubiony to "Diadem" koło Kościoła i pani Iza, której niestety już tam nie ma :chlip:

Odpowiedz
biedron 2010-02-26 o godz. 05:01
0

Ulubiony to nie, przypadkiem czesałam się tam na wesele i byłam zadowolona. Czesała mnie Pani Kamila i wyszło całkiem nieźle. A może tak mi się wydaje... :|
Drugi raz tam nie pójdę bo mi się nie podobało, że krytykowała przy mnie swoją poprzednią klientkę.

Mogę wkleić tą fryzurkę to same ocenicie.

Odpowiedz
madziula 22 2010-02-26 o godz. 04:56
0

Dziewczynki, a więc jest to salon "złota rybka"...
Mam nadzieję, że to nie jest Wasz ulubiony salon

Odpowiedz
biedron 2010-02-26 o godz. 02:14
0

O kucze :o :o :o

To moje okolice. Najgorsze jest to że w okolicy metra Stokłosy to jest conajmniej 5 salonów fryzjerskich? i który jest trefny? Może to mój, do którego chodzę od lat?
Moja ulubiona fryzjerka wyjechała teraz za granicę więc szykuję zmiany, ale jak ty trafić, a raczej nie trafić w szpony straszliwych "bab-fryzorobów"?

Odpowiedz
Kerala 2010-02-26 o godz. 00:01
0

Madziula, dawaj nazwę tego salonu. Moje traumatyczne przejścia z panią, która "musiała się poświęcać" pochodzą również z salonu koło metra Stokłosy. Wniosek: omijajcie te okolice.
Kerala

Odpowiedz
madziula 22 2010-02-25 o godz. 23:54
0

Dziewczyny, i ja opowiem moją dzisiejszą traumatyczną przygodę u fryzjerki....
Namówiona do skorzystania z usług fr. przez moją druhenkę(ona tam zawsze chodzi), zapisałam się na czesanie próbne do PANI AGATKI w pewnym "salonie" na ursynowie.
Idę, pani sadza mnie na fotelu.Wyjmuję z torebki kilka inspiracji dla niej, w postaci wydrukowanych kilku fryzur z Forumowch stronek, a pani ledwie zerknęła i już wie o co chodzi...
No i się zaczęło....
Pani natapirowała mi wszystkie włosy(a ja mam naturalnie kręcone...) i mocno spsikała lakierem.Potem pokręciła na palcach jakieś ruloniki, i porzypinała je wsuwkami do głowy ciągnąc przy tym i wbijając ich część w skorę nA GŁOWIE.Potem zaczął sie koszmar z gumką recepturką..........
Tak naprawdę robiła mi kilka wariacji tego samego koka na głowie, wyrywając mi połowę włosów gumką i spinkami, i rozczesując włosy(co nie było ani łatwe dla niej ani bezbolesne dla mnie z powodu tapira i tony lakieru).
Na dodatek rozbroił mnie fakt, że po półgodzinie od początku czesania przyszła inna UMÓWIONA klientka na obcinanie włosów i pani Agata zostawiła mnie by obsł€żyć tamtą pania :
Gdy skonczyła po jakiejś połgodzinie, wróciła do mnie.Próbowała walczyć z moimi włosami prze następne pół godziny, po czym przyszła pani z recepcji i aksamitnym głosem poiformowała mnie , że siedzę już półtorej godziny, no i jeśli zostanę jeszcze dłużej to będę musiała zapłacić podwójną cenę- czyli 100 złotych za próbne czesanie!!!!!!!!!!!
:axe:
podziękowałam wobec tego paniom, zapłaciłam 50 zł. o wyszłam
NADAL POSZUKUJĘ FRYZJEA NA 20 SIERPNIA.Może Goha mi pomoże, bo ja już straciłam nadzieję......................
Wobec tego serdecznie Wam nie polecam tego "SALONU", NIEDALEKO METRA '"stokłosy".
pozdrawiam serdecznie, choć nadal cała sie trzęsę..........

Odpowiedz
AGABORA 2010-02-21 o godz. 20:14
0

Kerala
trzymam kciuki za Twój wtorek !!!

jeśli zawiodą wszyscy dostępni (cenowo i czasowo) specjaliści -
mam w zanadrzu telefon do kogoś kogo znam i .....polecam .....
ale mam nadzieję ,że obejdzie się bez kolizjii i kolejnych wizyt -oby wtorkowa była ostatnią i najlepszą ......dającą początek nowemu rozdziałowi -" jest super,jestem zachwycona !!!! "
czego Ci życzę !!! :D :D :D

kochana ,grunt to pozytywne myślenie ....!!!!!!

powodzenia :D

Odpowiedz
Kerala 2010-02-21 o godz. 20:04
0

Agabora, ale jednak mała była szansa, że ksiadz Ci komunii nie udzieli, zas w przypadku ślubu i fatalnej fryzury możemy ujrzeć oddalające się plecy pana młodego lol
Zresztą co tam pan młody: nie ma większego balsamu na ego kobiety niż ujrzeć inną kobietę, która wygląda gorzej od niej ;)
Ok, to były oczywiście szowinistyczne złośliwości, ale prawda jest taka, że na dobrego fryzjera po prostu trudno trafić. A jak już się trafi, to też do końca nie wiadomo, czy mistrz miał tylko dobry dzień, czy też zawsze jest tak fachowy.
Z praktycznego punktu widzenia najlepiej jest nosić fryzurę a la Sinead O'Connor w latach świetności i dysponować bogatym wyborem peruk.
MOja ostatnia szansa będzie mieć miejsce we wtorek. Umówiłam się z fryzjerką poleconą mi przez dwie Forumowiczki, tak więc chwila prawdy nadchodzi. Zważywszy jednak na pech, który mnie prześladuje... Dobrze, nie uprzedzam faktów. Zaczekamy do wtorku.

Kerala

Odpowiedz
AGABORA 2010-02-21 o godz. 19:03
0

p.s."mistrzowski incydent " ktory Wam opisałam nie dotyczył (na szczęście mnie bezpośrednio !) ale pozwolilam sobie na taką uwagę ,ze względu na to ,że czasem przy wyborze "specjalisty" kierujemy się jego marką , renomą ...etc. co niestety nie zawsze pokrywa się z rzeczywistością ,jaką zastajemy na własnej twarzy ,głowie ....itp,tuż po wizycie u tego "znanego i cenionego" .....

tak swoją drogą Pan Mistrz (ten od szachownicy ) był kompletnie...... upojony.. ........
własnym talentem i..........
wysokoprocentowym napojem wyskokowym

to dopiero profesjonalizm ,nieeeprawdaż .............????!!!!

a z moich przykrych (własnych ) doświadczeń ,mam jedno ......

zapuszczałam włosy na komunię (swoją ..przyp.aut)
no i z tymi skrzętnie zapuszczonymi włosami udałam się wraz z mamą ,na próbne czesanie .........
i pani fryzjerka oznajmiła...cyt. " dziecko ,te włosy trzeba ściąć ,
przecież ty wyglądasz jak .............yyyyy......................szczur "
:o :o :o

no i opitoliła mi włosy na pazia
marzenia legły w gruzach
loki legły w koszu na śmieci

ale plus był taki :

na pamiątkowej fotografii -100 dziewczynek w lokach francuskich ...i

....i ......................................................ja jedna w ślicznym paziu

grunt to być oryginalnym !!!
więc nie ma tego złego ....!!!

Odpowiedz
Gość 2010-02-21 o godz. 18:49
0

ja generalnie horrorów jako takich nie miałam....chociaż 3 tyg temu poszłam zrobić próbną fryzurę - zakład chwalony w całym mieście itd. Mnie jakoś od nich skutecznie odrzucało aż do owej soboty. Czesała mnie dziewczyna z którą już miałam styczność w innym zakładzie i nigdy nie narzekałam na fryzury przez nią zrobione. Tym razem jakaś uczennica zakręciła mi wałki wsadziła pod suszarkę i.......zapomnieli o mnie na ponad 1,5h (a włosy mam ciut za ramiona) Potem Aga wzięła się za czesanie marudząc że do wymyślonej fryzury mam za krótkie włosy (co okazało się nieprawdą) Równo ze mną uczesała jeszcze 4 inne babki, wypaliła papierosy i pogadała z mężem przez tel. Efekt taki nawet dosyć, fryz od tyłu taki jaki miał być, z przodu z niewiadomych przyczyn ignorowała moje prośby o wypuszczenie kilku kosmyków (mam okrągłą twarz) i ulizała mi wszystkie równo do tyłu....Wizytę u kosmetyczki fryzura przetrwała.....po dojściu do domu zaczęła się rozlatywać pasemko po pasemku.....okazało się że spinki w ogóle nie były wsunięte we włosy tylko ledwo zahaczone...lakieru w ogóle na głowie nie było....Chyba moja intuicja dobrze mnie odrzucała od tego "salonu".

!7go idę na próbną do mojej stałej fryzjerki....zobaczymy co z tego wyjdzie

Odpowiedz
AGABORA 2010-02-21 o godz. 18:34
0

Dawno ,daaawno temu -jakies 127 lat wstecz ,uczestniczyłam (jako modelka) w Miedzynarodowych Mistrzostwach Sztuk Fryzjerskich (czy jakos tak )
juz na 2-gim castingu przydzielono nas do poszczególnych ekip (mnie się trafiła grupa włoska )

u mnie wszystko było ok !
moze poza makijażem -pani wizażystka(choć chyba wtedy nie znano jeszcze takiego pojęcia) użyła całe opakowanie cienia w kolorze zgniłej zieleni-jej zdaniem świetnie miało to podkreślac kolor mojej tęczówki (jest zielono-żółta) wyglądałam koszmarnie ...ale nie o makijażu miało być ..............
no wiec,tak jak wspomniałam byli fryzjerzy z wielu zakątków świata
no i były oczywiście ekipy z Polski ,rzecz się działa w Sali Kongresowej

wsród nich była ekipa pewnego znanego wówczas i cenionego polskiego Mistrza
...i ten Mistrz

stworzył wiekopomne dzieło na głowie jednej ze swoich modelek(pięknej zresztą dziewczyny ,obdarzonej cudnymi ,dłuuuugimi ,gęstymi włosami )

otóż dzieło owo przedstawiało szachownicę

tak ,taaaak ....szachownicę
kwadraciki szerokosci ok.4 cm.
jeden kwadracik -wlos dł. 2 cm.
drugi kwadracik 0 mm.
i tak na przemian

przeeeeśliczne.....zdaje się ,ze uhonorowane na w.w. Mistrzostwach jakąś Specjalną Nagrodą ,czy Wyróżnieniem ......

Laska ryczała jak bóbr...........
bo o tym mowy nie było w kontrakcie

miałam okazję widywać ją często (chodziłyśmy do tej samej szkoły)
pierwszy tydzień po zakończeniu Mistrzostw ...nie pokazała się w szkole w ogóle
potem przez kilka miesięcy nosiła na głowie chustkę

...........bardzo ładną chustkę...............
pewnie wydała na nią całe swoje modelkowe honorarium ..........

Odpowiedz
Netula 2010-02-21 o godz. 02:25
0

ja u kumpeli na weselu mialam 80 spinek we wlosach i naprawde nie czulam ich a z fryzurki bylam bardzo zadowolona..dodam tylko ze mam bardzo grube i ciezkie wlosy a wtedy siegaly mi do lopatek

Odpowiedz
zaraza 2010-02-21 o godz. 02:03
0

Mo koszmar nr 1 z marca tego roku. Z braku czasu (czekanie na termin u innej fryzjerki i jeżenie po mieście) i z własnej głupoty, dałam się namówić koleżankom z pracy i popdreptałam do fryzjerki właśnie tuż koło firmy. Na baleyage. Przynajmniej w założeniu. Niby wszystko było ok, tylko jakoś mi się gorąco zaczynało w głowę robić, więc proszę panią, żeby mi to już spłukała. Ta sprawdza i mówi, że jeeeszcze czas. Po kolejnych 5 minutach już wrzeszczę na panią, bo mnie cholera głowa pali. Spłukałą, coś tam podcięłą, udawała, że pomodelowała i koniec. Kosztowało to ... 70 zł. Podejrzanie mało jak na mycie, strzyżenie, baleyage i modelowanie. Grunt, że jakoś wyglądało, przynajmniej tego dnia. Rano wstaję, myję głowę i na szczotce zostają mi same rozjaśnione pasma w gigantycznych ilościach i o różnej długości. Włosy się najzwyczajniej popaliły i wykruszyły. Mając wizję 4 centymetrowych kilkutów sterczących w dniu ślubu z głowy poszłam się przeprosić z fyzjerką, do której nie miałam czasu pojechać. Za jedyne 160 zł dostałam specyfiku do wcierania w łeb i pomogły. Efekt był widoczny dopiero po 3 miesiącach. Jeśli kiedyś jeszcze zajrzę do tej krowy, co mi spaliła włosy, to chyba tylko z pochodnią.
Mój koszmar nr 2 - próbne dwie fryzury przed ślubem. Dwa różne salony. Oba "koki", czy jak to zwał beznadziejne. Za drugim zamachem wyciągnęłam z głowy 76 spinek i cholerną gumkę recepturkę. Czułam się jak w kasku, głowy ani odwrócić, ani schylić, wszystko się wbijało, kłuło, a inne spinki w tym czasie bokami wychodziły. Efekt jest taki, że do ślubu pójdę w rozpuszczonych i wyprasowanych włosach. Ciekawe, czy przy tak "skomplikowanej" fryzurze też się fryzjerce uda coś spieprzyć.

Odpowiedz
Gość 2010-02-20 o godz. 21:56
0

Przerażające są wasze historie.... :o

Ja nigdy nie miałam żadnych przebojów z trwałą, farbowaniem itd., chociaż zawsze jak jestem u fryzjera czuję się nieswojo i źle 8)

Jeden raz w życiu przeżyłam mały horror. Otóż wybrałam sie do "super" salonu Pana Świniarskiego - duży salon z dobrą renomą. Poprosiłam o lekkie pocieniowanie włosów na całej długości. Ani się nie obejrzałam a babka wyjęła brzytwę i jednym pociągnięciem ręki przejechała mi nią po włosach z góry na dół kilka razy :o Trwało to jakieś 3 minuty :o Zapłaciłam grubą kasę i wyszłam z włosami które z prostych pieknych lśniących zamieniły się w .... trudno nawet opisać w co :|

Odpowiedz
Gość 2010-02-20 o godz. 21:12
0

Wchodze do fryzjera i prosze o gładki, podkreślam gładki kok, taki banan znaczy. Bez ekscesów. Jasne, juz robimy, trzeba zakręcic włoski, bo moje są proste a tu trzeba podtapirować. Na samo słowo "tapir" dziś mnie szarpie. Siedze dwa dni pod kloszem, pani mnie wyciąga, zaczyna tapirować. Po chwili mam na głowie banię jak Ałła Pugaczowa. Ale luz, wiem, ze ułożyc te moje "jedwabie" to cud. Leja się te moje włosy, jedne kręcą, drugie sa proste.
Ale nic... Po pół godziny widzę, ze z moje banana nic nie będzie. Wychodzę z koczkiem jak babcia Terenia. Tona lakieru, i 34 spinki.
I tak sie zastanawiam....
Do ślubu trzeba fryzury, która wytrzyma naprawde duzo. Jak potem gdy juz sie wyląduje w łóżku i powyjmuje te 1384 spinki, wyglądać ładnie, a nie jak dziad z Wielkiego Lasu?! Przecież ten tapir sam nie ustapi, lakier nie zniknie! Tarmosząc sie z grzebieniem robić za seksowne bóstwo?

Odpowiedz
Gość 2010-02-20 o godz. 20:21
0

o niedzwiadek - coz za trafne okreslenie "starczy kok"...wlasnie cos takiego mialam kiedys na glowie...szpilek nie liczylam ale ich ilosc byla powalająca - sluza do dzis mamie i mi w razie potrzeby a minelo uuu kilka lat wiec troche zginelo. po wyjeciu tego zelastwa wlosy rowno sterczaly w jedna strone zwartą masą...ile razy musialam je myc i ile sie naplakalam probujac je rozczesac nie wspomne...a mialo byc tak fajnie ( i mialam niezle wygladac na sylwestra...)

Odpowiedz
Kerala 2010-02-20 o godz. 16:26
0

Mój kok a la pomnik lakieru wella utrzymywały spinki w ilości pięćdziesięciu trzech... A ja się dziwiłam, że coś dziwnie głowa mi ciązy ;)

Kerala

Odpowiedz
Gość 2010-02-20 o godz. 09:46
0

Kerala - chyba poproszę o tomik twoich postów! Zalewałam się ze śmiechu... lol lol lol

A ja kiedyś wyszłam od fryzjera 20 lat starsza i nie, nie był to efekt wysuszenia i pomarszczenia skóry pod oczami od 40 min suszenia głowy...

Ciekawe jaki był wasz rekord żelastwa na głowie? Mój to 35 spinek przy starczym koku wyniesiony od fryzjerki. Przez bramkę na lotnisku już bym nie przeszla...

Odpowiedz
Gość 2009-10-04 o godz. 11:00
0

Fajny temat :)

To teraz moje perypetie:

1.
Moj pierwszy dowód osobisty, chcialam miec ladna fryzure na zdjeciu. Poszlam do sprawdzonej pani fryzjer, grzecznie zapytalam czy mnie przyjmie. Przyjmie. Siedze sobie grzecznie, czekam az bedzie wolna, w tym momencie zwalnia sie drugi fotel w salonie i druga fryzjerka wola do siebie. I ja glupie dziewcze poszlam
Fryzure poprawiala wieczorem w domu mama. Przyznam, ze z lepszym efektem niz to co wyszlo pani fryzjer Ale na zdjecie w dowodzie do dzis nie moge patrzec- dobrze, ze niedlugo bedzie okazja wymienic dowód ;)
2.
Zamarzyla mi sie trwala. Wywiad srodowiskowy, co moge, gdzie zrobic i u kogo. Poszlam do sprawdzonej znowu. Tyle, ze nie przewidzialam, ze o ile pyskata wyszczekana kobietka kole 30-stki, biegajaca tam co tydzien - jest ulubionym klientem salonuy, z którym cackaja sie jak z jajkiem... o tyle- niesmiala, niewygadana malolata bedzie zdeczka inaczej traktowana ;) Pani fryzjerka a i owszem - zrobila mi prawa strone glowy...ale lewa w tym czasie dala do rak uczennicy. Efekt- zupelnie inny skret wlosa, inna fryzura, inny rodzaj trwalej de facto. Z jednej strony ladne loki, z drugiej- natapirowany pudel. Smiesznie to wygladalo szczegolnie po paru miesiacach kiedy trwala zaczela zlazic...nierówno- widac bylo niestety, ze dwie pary rak robily... zupelnie inaczej zachowywaly sie wlosy.
Dodatkowo wlosy kurowalam nastepne dwa lata- garsciami mi wylazily po niby lagodnej trwalej.
3.
W piatek kolezanka namawia: zrob cos z tymi wlosami, wygladasz jak
straszydlo, choc ze mna do szkoly wizazu, tam Ci cos fajnego zrobia,
nic nie zaplacisz itp...
Sobota rano. Wchodze, panie usmiechniete, wesolutkie, zapraszaja do
sriodka, 5 naraz mi glowe oglada, 1000 pomyslow na minute. Jestem
przerazona ale mysle "nic to, bedzie dobrze"
Robia mi balejaz, pytaja jak obciac. Ja nadal przerazona: tylko
skrócic, bez cieniowania poprosze.
Pierwsze ciecie, drugie ciecie, odprezam sie, zaczyna to wygladac
dobrze. Nagle podchodzi instruktorka, zabiera nozyczki tlumaczac dziewczynie, ze nie tak powinna i.......
ciacha kosmyk z czubka glowy prawie do skóry...Uuuuups.....
Nie bylo rady- musialy sciac na krótko.
Wychodze, wyglada dziwnie ale nic to, dobra mina do zlej gry.

Aby do wieczora, umyje, zobacze jak bedzie wygladalo.
Sobota wieczor- jest dziwnie ale ide spac zobaczy sie w niedziele
rano.
Niedziela godz. 5,10 rano patrze w lustro i robie wielkie oczy. CO ja
mam na glowie????
Godz. 7 rano , placzac dzwonie do sprawczyni, zeby przyjechala
zobaczyc co mi zrobily na glowie i pomogla toto ulozyc.
Godz. 10,40 rano, wlosy po 2 i pol godzinnej walce
wygladaja...troszke lepiej. Lakier, zel, tonik, spray do wlosów,
zaden wlosek nie ma prawa sie ruszyc.
W ramach pocieszenia na miasto, na lyzwy ( czapka nasadzona na glowe
zeby nikt nie widzial efektów )
Godz. 18 nadal na siebie nie moge patrzec.
Godz. 19 ladujemy w Galerii Mokotow u fryzjera- niesprawdzony niestety ale jedyny czynny w niedziele.
Pytanie : kto pani to zrobil? Kto tnie krótko na górze glowy a
zostawia grzywe z tylu?
Godz. 20 - zaczynam wygladac jak czlowiek.

Obecnie zapuszczam- ale juz sie boje co bedie ze slubem :(

Odpowiedz
Takietam 2009-10-03 o godz. 00:23
0

agneeze napisał(a):Takietam napisał(a):Ale i tak najlepszy był mój tato (rzeźbiarz, dodam, bo to istotne w tej histroryjce), który obciął mi któregoś razu włosy, tak, żeby "wydobyć piękny kształt czaszki" 8)

lomatko lol lol a to numer z twojego ojca :D

Takietam napisał(a):
obiecałam sobie, że już nigdy nie dam nikomu dotknąć moich włosów. Będą rosły i rosły aż do stóp, albo i dłuższe.
:)

udalo sie?? ;)
Nie, nie udało się - ale to chyba dobrze :)

Odpowiedz
Gość 2009-10-02 o godz. 18:43
0

Takietam napisał(a):Ale i tak najlepszy był mój tato (rzeźbiarz, dodam, bo to istotne w tej histroryjce), który obciął mi któregoś razu włosy, tak, żeby "wydobyć piękny kształt czaszki" 8)

lomatko lol lol a to numer z twojego ojca :D

Takietam napisał(a):
obiecałam sobie, że już nigdy nie dam nikomu dotknąć moich włosów. Będą rosły i rosły aż do stóp, albo i dłuższe.
:)

udalo sie?? ;)

Odpowiedz
Takietam 2009-10-02 o godz. 05:56
0

agneeze napisał(a):Aguś napisał(a):Kiedyś się zastanawiałam kiedy ostatnio taka fryzjerka widziała jakąś linijkę lol
swietna mysl Agus
nastepnym razem jak pojde podciac koncowki, to zabiore linijke z soba
jak sie okaze ze obcieli wiecej niz bylo umowione to opier***e i nie zaplace lol lol lol
He he może w końcu znalazłyście ratunek dla mnie? Na palcach jednej ręki mogę wyliczyć te wizyty w salonach fryzjerskich, które skończyły się tylko podcięciem końcówek. Zazwyczaj wracam z włosami opitolonymi o 10 - 20 cm za dużo.
Myślałam, że zabiję fryzjera przyjemniaczka, który przed slubem ciachnął mi 20 cm mimo że prosiłam, żeby mi dużo nie ścinał, bo chcę mieć długie do ślubu. Grrrr...

Ale i tak najlepszy był mój tato (rzeźbiarz, dodam, bo to istotne w tej histroryjce), który obciął mi któregoś razu włosy, tak, żeby "wydobyć piękny kształt czaszki" 8)
Następnego dnia przyszłam do szkoły prawie łysa i nikt mnie nie poznał, bo przecież jeszcze poprzedniego dnia miałam włosy do pasa.
Autentycznie patrzyli na mnie jak na ufoludka, nie odpowiadali na cześć. Na moje próby podjęcia rozmowy nikt nie zareagował.
Uciekłam do domu zapłakana i obiecałam sobie, że już nigdy nie dam nikomu dotknąć moich włosów. Będą rosły i rosły aż do stóp, albo i dłuższe.
:)

Odpowiedz
Gość 2009-10-01 o godz. 20:46
0

Aguś napisał(a):Kiedyś się zastanawiałam kiedy ostatnio taka fryzjerka widziała jakąś linijkę lol
swietna mysl Agus
nastepnym razem jak pojde podciac koncowki, to zabiore linijke z soba
jak sie okaze ze obcieli wiecej niz bylo umowione to opier***e i nie zaplace lol lol lol

Odpowiedz
Gość 2009-10-01 o godz. 08:07
0

WhiteRabbit napisał(a): No i nie wspomnę o "podcinaniu" włosów. Mówię "centymetr", a wychodzi "cztery centymetry". Zupełnie nie wiem na czym to może polegać
Kiedyś się zastanawiałam kiedy ostatnio taka fryzjerka widziała jakąś linijkę lol

Odpowiedz
Gość 2009-10-01 o godz. 01:10
0

Moje podcięcie koncówek zaczęło się na półudzie a skończyło w połowie pleców 8)
Potem Pani mnie zmolestowała, że niby po co mi długi włosy i w efekcie opitoliła mniemniej więcej do ucha... No ale się zgodziłam Teraz się zastanawiam, czy mi jeszcze urosną do ślubu

Odpowiedz
WhiteRabbit 2009-10-01 o godz. 00:42
0

Barrrdzo fajny temat :)

Chociaż nie miałam żadnych wielkich wpadek, lubię go czytać :)

Nie miałam...?

A może jednak...?

W sumie, to... Byłam dnia pewnego u fryzjera osiedlowego, poszłam na balejaż (blond i czekoladowy). To było przed jakimś sylwestrem. Powiedziałam babce, że muszę mieć odcienie popielate, zimne czyli, bo ciepłe mi nie pasują, wyglądam w takich jak qpa. Oczywiście wyszłam w ciepłej czekoladzie (gorącej ;) ) i rudym blondzie. Fuj. I trochę nierówno mi włosy zafarbowała, takie małe plamki wyszły w niektórych miejscach. Ale w sumie nic wielkiego się nie stało, bo półtora miesiąca później już poszłam do innego fryzjera, i wyszłam barrrdzo zadowolona :)

No i nie wspomnę o "podcinaniu" włosów. Mówię "centymetr", a wychodzi "cztery centymetry". Zupełnie nie wiem na czym to może polegać

Odpowiedz
Gość 2009-09-30 o godz. 06:17
0

Ja tez lol lol

A wpadki fryzjerskie mialo sie...

Kilka razy fryzjer/ka poproszony o podciecie koncowek (nosilam wlosy do lopatek) ciachnal mi ledwo do ramion czemu oni to robia, no czemu???

Wcale nie tak dawno wymyslilam ze bede miala blond pasemka na glowie (na moich jasnoblond naturalnych wlosach). Pani meczyla sie z ustrojstwem dobre poltorej godziny (przy czym w pewnym momencie stweirdzila niewinnie - chyba pani spalilam wlosy...- koniec koncow okazalo sie ze jednak nie), efekt po kilku dniach byl taki ze prawie krzyczalam z przerazenia na swoj widok w lustrze - kolorek rasowy zolty jak u blokowej lampucery
lol lol
Skutek jest tego taki ze rzucilam sobie koloryzacje na cale wlosy, bez zadnych pasemek, w kolorze tzw "sredni blond" a teraz wracam do swojego naturalnego koloru :D :D :D
A do fryzjera wiecej nie pojde ;) lol

Odpowiedz
Gość 2009-09-26 o godz. 06:39
0

Madeleine napisał(a):Pozniej bylam 2 razy w innym salonie - przestalam, jak za 2. razem fryzjerka spytala, kto mnie tak fatalnie ostrzygl ;) (oczywiscie byla to ona sama...)
Ahahhahahahahahaha, umarłam ze śmiechu lol lol lol

Odpowiedz
Gość 2009-09-26 o godz. 05:52
0

Moja pierwsza i najwieksza wpadka to farbowanie wlosow u fryzjerki, ktora najwyrazniej dopiero sie tego uczyla ;) Zamiast jasniejszych blond (mialo byc lekko widac) wyszedl rudoblond To bylo straszne... Czyn popelnilam w wieku lat 16 ;)

Pozniej bylam 2 razy w innym salonie - przestalam, jak za 2. razem fryzjerka spytala, kto mnie tak fatalnie ostrzygl ;) (oczywiscie byla to ona sama...)

Odpowiedz
Gość 2009-09-25 o godz. 23:43
0

ja nie trafiłam tak tragicznie, jednakże do pewnej fryzjerki nigdy w życiu nie pójdę.
Czesała ona moją świadkową na mój ślub, fryzura ładna, trzymała się całą noc. Postanowiłam do niej pójść miesiąc później wybierając się do znajomej na wesele. Czas odpowiednio wyliczony (na takie szykowanie rezerwuje sobie zawsze sporo czasu. Stwierdziłam że na robienien koka 2 godziny to i tak nadto, zważając że do ślubu babka czesała mnie nieco ponad godzinę. Pani oczywiście umyła mi głowę, i zaczęła nawijać na metalowe wałki :o po czym posadziła mnie na ponad godzinę pod stara suszarką "hełmową" i nie pozwalała głowy wyciągać nawet jak odbierałam telefon od mojego H. niecierpliwiącego sie trochę. Jaj jej powiedziałam że chyba wystarczy, stwierdzila że włosy jeszcze mokre ale uparłam sie że więcej czasu to ja nie mam. Utworzyła z tego jakiegoś koka (dodam ze włosy wyglądały jak siano), pospinała tylko i wyłącznie szpilkami (żadnych wsuwek) i zaczęla lakierować. nie wiem czy nie zużyła całej butelki, bo fryzura siadła, zrobił mi sie na głowie krowi placek. Fakt, zobaczayłam go dopiero w domu, bo sie juz tak spiedszyłam że nie bardzo miałam czas. Wizyta u pani zajęła mi 3,5 godziny Do domu tylko wpadłam wzięłam szybki prysznic, jeszcze szybszy makijaż i pędem żeby się na ślub nie spóźnić. Paznokcie malowałam już w samochodzie. Najlepsze i tak było potem bo fryzura zaczęła sie rozpadać po kilku tańcach. Szpilki zaczęły mi wypadać z głowy a głowy zwisać smętne kosmyki. Na szczęście w torebce zawsze mam kilka wsuwek, ale wszyscy zanjomi mieli zabawę podnosząc co chwila szpilki z podłogi

Odpowiedz
Jagusia76 2009-09-25 o godz. 23:15
0

No to ja wam powiem ze chyba traum strasznych nie posiadam.....tak jak grzebie w pamiecie to najgorsza trauma byla jak mnie moj tatus obciachal, mialam 14 lat, bylam Panna na wydaniu (tak uwazalam sie za dorosla powazna kobietke) a on mial mi tylko koncowki podciac, z wlosow do lopatek stalam sie posiadaczka pieknego pazia, chwala Bogu ze mi jest calkiem dobrze w krotkich chociaz nie ma to jak machniecie grzywa lol
Druga dramatyczna sytuacja jak Pani fryzjerka nie za bardzo zrozumiala co oznacza grzywka nie krotsza niz ponizej linii brwi i walnela mi takiego downa ze szok :o 2cm grzywki to nie jest za linie brwi zdecydowanie ale Jaga H. bylaby pewnie zachwycona ;) lol

Pozatym ze oje wlosy mi sie wydaja niezniszczalne. Rano kiedys ufarbowalam sobie na czarno, ale zmienilam zdanie, poszlam do podworkowego fryzjera i po blaganiu na kolanach rozjasnilam wlosy, bylam ruda z pieknym blond pasemkami i wygladalam bosko, ale consiulium fryzjerek salonowych sie zebralo zastanawiac sie jakim prawem ja jeszcze mam wlosy na glowie po takich eksoerymentach lol

A co do Jagi i jej meza, tragedia, jak popatrze co oni robia z dziewczynami w TVN style to mi sie plakac chce, zabilabym i to na wizji!

Odpowiedz
Gość 2009-09-25 o godz. 20:40
0

Ja miałam tylko jedną tragiczną przygodę ale skutki odczuwam do dziś.
Mając 20 lat będąc blondynką postanowiłam zostać ciemną blondynką i samodzielnie zafarbowałam sobie włosy z pomocą mamy. Niestety wyszły prawie czarne i wyglądałam koszmarnie!!!!!!!!!! Więc po miesiącu stwierdziłam że będę ruda i tak się zafarbowałam wyglądałam również koszmarnie !!!!!!!!!! Po następnych dwóch miesiącach postanowiłam wrócić do mojego koloru czyli do blond no i tu już oddałam się w ręcę "profesjonalist" tak myślałam No i Poszłam do fryzjera Pani wzieła rozjaśnać i napakowała go na moje włosy gdy po około 30 minutach zaczeło coś smierdzieć" czytaj moje włosy" spalenizną wtedy było już za późno. Wyszłam ze spalonymi białymi nie blond włosami oraz ze spalonymi spodniami bo Pani była taka nierozgarnięta i mnie pobrudziła tym rozjaśniaczem. A przez najbiższe dwa tygodnie miałam na głowie okropne strupy :| To że jeszcze mam coś na głowie zawdzięczam tylko temu że naprawde mam ich dużo a raczej miałam. Od tej pory bardzo uważam na fryzjerów. Człowiek uczy się na błędach
Dodam że fryzjerka była polecona nie taka z ulicy.

Odpowiedz
m0niak 2009-09-25 o godz. 16:38
0

Moja osobista mama jest fryzjerką - i to z nią niestety wiążą się wszystkie moje traumy fryzjerskie :| Jako dziecko, ku mojej wielkiej rozpaczy nigdy nie mogłam mieć długich włosów - tylko bezceremonialnie byłam sadzana na stołku i na pazia ;) ;) (zresztą tak jak wszystkie kuzynki i dzieci znajomych )

Teraz do fryzjera chodze rzadko kiedy, zwykle podciąć końcówki (odbijam sobie noszenie długich włosów), ale szewc bez butów....

Odpowiedz
Gufeer 2009-09-25 o godz. 08:22
0

Pewnego dnia cierpialam na nadmiar wolnego czasu i postanowilam wybrac sie do fryzjera Bylam juz kiedys w tym salonie tylko nie bylo tej pani ktora mnie kiedys obcinala A co tam pomyslalam inna tez moze byc Jakos nie zastanowil mnie wtedy fakt ze co to za fryzjerka z tlustymi wlosami Siadam na fotel a ona obcina i obcina mi jedna strone glowy po czym... na jakies 5 minut znika w toalecie... chyba miala klopoty z zoladmiek sadzac po zapachu jakisie unosil pozniej w "salonie" :vom: Kiedy juz przyszla to bardziej sie zastanawialam czy rece umyla niz co mi robi na wlosach a ona 2 razy ciachnela po drugiej stronie glowy i wysuszyla Dzialo sie to zima wiec wyszlam zalozylam czapke weszlam do domu i juz jej nie sciagnelam Zrobil to dopiero jakis czas pozniej moj brat zaintrygowany tym co ja wlasciwie robie Wygladalam jak dobra wydanie disco polo na gorze duzo wlosow a na dole kilka zaledwie Kiedytydzien poniej wybralam sie do innego fryzjera pani zlapala sie za glowe i nie mogla uwierzyc ze ktos tak w ogole mogl obciac wlosy ;)

Odpowiedz
Kerala 2009-09-25 o godz. 05:51
0

A nie, Goha, pisząc o samodzielnym strzyżeniu pisałam o młodości durnej i chmurnej. Stan na dziś jest taki, że jednak szukam fachowej pomocy do postrzyzyn ;) Natomiast- i to zdanie jest wyrazone w poście wiodącym- moja refleksja jest taka, że 7 na 10 fryzjerów ( statystyka zaniżona i litosciwa) stanowi fryzjerskie nieporozumienie, masakrę i żałobę ogólną.
a.

Odpowiedz
Gość 2009-09-25 o godz. 05:43
0

Zaczęłam odpisywać i wyszłam z psem na spacer, wróciłam, skończyłam, kliknęłam wyślij a tu w międzyczasie jeszcze 3 nowe odpowiedzi się pojawiły.

Ja to wszystko rozumiem dlatego też zawsze patrzę kto poleca.
A tak poza tym to powiem wam, że ja moją fryzjerkę polecam moim klientkom (również forumowiczkom) i wszystkie dziewczyny do tej pory były zadowolone i z cięcia i koloryzacji i z czasań ślubnych. 8)

Odpowiedz
Gość 2009-09-25 o godz. 05:35
0

Kerala, no jasne - jeśli masz wizję obdydolić się własnoręcznie i to jest to czego na prawdę chcesz to ja też gratuluję Ci wyluzowania :D
Ale to nadal co innego niż iść do nieznanego fryzjera i oddać swoją głowę ufnie w jego ręce, nie wiedząc co Cię czeka............... (brzmi złowieszczo, jakby się zaraz w opowieści miała pojawić jakaś siekiera i dużo krwi lol ) Myślę, że wiecie o co mi chodzi.

A do Jagi H. bym nie poszła choćby mnie mieli kroić. Byłam raz, ale z mężem, którego namówiłam na ścięcie włosów (już parę ładnych lat temu miał długie). Bał się oddać w ręce pierwszego lepszego fryzjera i stwierdził, że Wolf (mąż Jagi) będzie się najlepiej nadawał do TAKIEJ OPERACJI.

Miał fryzurkę ładną, ale tylko do dnia następnego.
Ma bardzo wrażliwą skórę na głowie, kwestia wody naszej warszawskiej tragicznej i musi myć włosy specjalnymi szamponami, żeby mu nie robiła sensacji. Nie jest więc w stanie również układać codziennie włosów na żel. A fryzura po umyciu wygądała tak, że KAŻDY włos i każda KĘPKA była innej długości lol
A ja w międzyczasie poobserwowałam co się tam dzieje - jedna osoba daje ci kawę, druga myje,trzecia podsusza, potem Jaga albo Wolf strzygą, potem kolejny gość stylizuje i układa. Strzyżenie męskie 250pln z rabatem.
Laski mają na głowach to zarządzi Jaga, a nie to co chcą. Jak się nie zgadzasz to cię nie obetnie. lol

Odpowiedz
Gość 2009-09-25 o godz. 05:10
0

Doświadczenie pt. "Będąc małą dziewczynką, zrobiłam sobie wycinankę z grzywki"chyba każda z nas ma za sobą... Ja najmniej ciekawą przygodę fryzjerską przeżyłam 2 lata temu- salon na Bemowie, miła pani, której z miejsca zaufałam (oj, ta moja naiwność!). Wyszłam stamtąd obciążona toną lakieru, żelu, etc. Wyglądałam tak sobie... Najgorsze przyszło nazajutrz: umyłam włosy, ale... ułożyć ich nie zdołałam... Jak człowiek zaczęłam wyglądać po 2, 3 miesiącach.
Teraz mam sprawdzoną fryzjerkę. Gorzej będzie z fryzurą ślubną. Ślub biorę w Krośnie.
Pozdrawiam.

Odpowiedz
Kerala 2009-09-25 o godz. 05:09
0

A własnie własnie, jedna z moich "wpadek" miała miejsce w Gabrielu w Sadybie Best Mall lol
No i nie zapominajmy o tym, że przypadkowy dla nas pan Heniek, który nam robi z włosów wronie gniazdo, dla kogoś innego jest własnie tym "sprawdzonym super fryzjerem". Wychodzi więc na to, że przed fryzjerem sadystą trudno się uchronić i gwarancje przyjaciółek, świetne opinie itd. nie musza oznaczać naszej satysfakcji. Tak więc może się zdarzyć klapa mimo dmuchania na zimne (piszę to w celu usprawiedliwienia siebie; zakładam, że pan Nieletni Fryzjer od fryzu a la Boney M posiadał też liczne grono fanek, którym akurat jego koncepcje były w smak).
Jedyną dobrą metodą jest chyna ta, o której pisze Martynka, czyli ograniczone zaufanie i pare prób, które w razie czego nie spowodują tragedii.

a.

ps. Ja na Jagę też bym się nie zdecydowała. Nie chwaląc się- moje własnoręczne postrzyżyny byly bardzo bliskie idei "hupałowej grzywki". Wyglądalam koszmarnie no i nikt mnie nie wylansował

Odpowiedz
ama 2009-09-25 o godz. 04:58
0

Goha napisał(a): nigdy nie dałabym się dotknać nikomu poza SPRAWDZONĄ fryzjerką do swoich włosów.


ale w moim przypadku była to fryzjerka z polecenia i widziałam dziewczynę, której ta pani robiła balejaż i podobał mi się
tak już to czasem bywa człowiek uczy się na błędach(albo niektóry nie uczy ;) )

miałam też kiedś taką oto sytuację:
umówiłam się na czesanie sylwestrowe chyba z 2 miesiące wcześniej do salonu Gabriela w Sadyba best mall(czy jakoś tak) -koleżanki siostra pracowała w Gabrielu(wprawdzie innym) i zawsze słyszałam ochy i achy na temat pracujących tam"fachowców" -no więc poszłam
w dniu sylwestra na wejściu pani spytała "oczywiście umyła pani sobie włosy w domu?" :o :o no bo dziś tyle klientów,że nie ma czasu na mycie - zdziwiła się ogromnie,że ja nic o tym nie wiem; myślałam,że jej coś zrobię -normalnie zdębiałam,ale nie mogłam uciec bo już czasu nie było na szukanie innego fryzjera; wogóle co to za pomysły?? dla mnie to totalny szok - jak tak wogóle można? no i w dodatku umawiałam się 2 mies. wcześniej
co mni eobchodzi, że te głupie baby postawiły na ilość obsłużonych pań, a nie na jakość świadczonych usług?
z wielką łaską umyto mi włosy, ale na prośbę o nakręcenie na wałki i ułożenie czegoś z kręconych babka stwierdziła, że zrobi mi coś lepszego z prostych-ok-zobaczymy
wyszło nawet ładnie,ale myślałam trochę o czymś innym
no cóż-kosztowało mnie to 150zł

Odpowiedz
Gość 2009-09-25 o godz. 04:05
0

Kerala - no z takim podejściem do samej siebie to zaden fryzjer nie jest w stanie Cię złamać;-) Gratulacje.

Ja jestem kobietą środka w tej sprawie - za Chiny Ludowe nie dam się namówić na Jagę H. czy innego Czajkę - bo i tak mnie oleją, pociacha mie asystent wg wizji tej sławy, skoszą mnie na 3-4 stówy i po zabawie.

Nałogowo testuję lokalnych fryzjerów, na początku zadając im pracę typu wyrównać, ciut wycieniować i już. Jak zrobią tak, że włosy się układają, a nie ma chłopca z zaczarowanego ołówka - to mogę testować dalej;-)

Ale i mnie nie ominęły wpadki typu: grzywka a'la giermek czy śrdeniej dł. fryzura - a kończyło się na 2 cm.

Odpowiedz
Kerala 2009-09-25 o godz. 03:51
0

Ech, ja wcale nie odżegnuję się od stwierdzenia, że moje przejścia z fryzjerami świadczą o mnie samej. Ostatecznie, co mozna powiedziec o osobie, która własnoręcznie obcięła sobie włosy ( z długości do łokci do długości od 5 do 2 cm, w zależności jak sięgała nozyczkami), bo nie chciało jej się nosić wody do umycia włosów ze studni? Na usprawiedliwienie dodam, że rzecz miała miejsce w Bieszczadach, w nieogrzewanej chałupinie i był mroźny luty, a studnia była oblodzona. Uznałam, że krótkie włosy myje się szybciej,łatwiej i w mniejszej ilości wody niż długie, więc postanowiłam je obciąć. I taka "sliczna" wróciłam do Warszawy. Głowę daję, że większośc z Was w tej sytuacji na drugi dzien pognałaby do fryzjera celem zrobienia jako takiego porzadku z "rzępołami". A ja wcale nie. Bardzo spokojnie nosiłam moją unikatową fryzurę i poczekałam sobie grzecznie, az mi odrosną do ramion.
Wynika to chyba z tego (tu odpowiedź własciwa na post Gohy), że mam bardzo zdystansowany stosunek do siebie ;) Mam też włosy, których nic nie zmoże i choćbym je tępiła tępymi nożyczkami ;) to nic im nie da rady. A zresztą okres młodości przechodziłam w takich ciuchach i z takimi fryzurami (szczytem było chyba farbowanie włosów sokiem z buraków, co dawało niepowtarzalny efekt "sklejenia"), że lepiej o tym nie pisać ;)
Mimo to wyrosłam na normalną kobietę, choć luzactwo mi pozostało lol
a.

Odpowiedz
Gość 2009-09-25 o godz. 03:38
0

Nie obraźcie się, ale jak dla mnie to większość tych historii wynika tylko i wyłącznie z waszego stosunku do własnych włosów.

Wiadomo - to się śmiesznie czyta - ha, ha, ha, hi, hi, hi 8)
Ale prawde jest taka, że żadna z tych rzeczy nigdy nie spotkała mnie, a dlaczego? Bo ja nigdy nie dałabym się dotknać nikomu poza SPRAWDZONĄ fryzjerką do swoich włosów.

- chęć zaoszczędzenia pieniędzy (trzeba było zwiewać widząc co się kroi), nigdy nie weszłabym do fryzjera "z ulicy"
- pójście do fryzjera 2 razy, z czego jeden (bez próby :o ) w dniu ślubu!!!:shock:
-zrobienie balejażu i dowiedzenie się później że "po b.u tej pani włosy lecą garściami" :o (jeśli można było później to można było i wzcześniej się dowiedzieć)

Tych wszystkich sytuacji możnaby z powidzeniem uniknąć.
Ja się tu tak mądrzę, bo sama mam włosy za łokcie (a całe życie miałam do pasa) i totalnego świra na ich punkcie.
Wasze opowieści czytam jak powieść kryminalną - ciarki mi po plecach przechodzą i dziękuję boginii, że "to nie ja". No i tak dziękując podziękowałam sobie, za swoje poglądy na sprawy fryzjerskie. 8) :D
NIGDY NIESPRAWDZONYCH FRYZJERÓW - NEVER!!! :D :D 8) :axe:

Odpowiedz
ama 2009-09-25 o godz. 01:46
0

tiaaaa ;)
mi ostatnio włączyło się na "balejaż",a ponieważ akurat nie dysponowałam dużą kasą to wybrałam się do kuszącej ceną, osiedlowej fryzjerki
najpierw musiałam odczekać jakieś 45minut (chociaż oczywiście byłam umówiona) zanim pani raczyła się mną zająć
na pytanie o kolory odpowiedziałam,że marzy mi się dosyć jasny,platynowy(ale bez przesady) blond (jestem naturalną blondynką)
+ kilka orzechowych pasemek - pani przeżyła ciężki szok :o -orzechowych???????? ok-może nie jest to zbyt precyzyjne określenie koloru, ale... w każdym bądź razie w rezultacie pani wyciągnęła tubę z rozjaśniaczem i farbę w kolorze ciemny blond (oprócz tego miała jeszcze czarną i prawdopodobnie coś rudego-nic więcej ) -jakbym miała na myśli ciemny blond to bym powiedziała ciemny blond,a chodziło mi o coś hmm trochę innego-fryzjerka powinna chyba wiedzieć o co chodzi nie?

no więc nałożyła mi te farby,a ja starałam sie na to nie patrzeć bo robiła to jakby delikatnie mówiąc niezbyt dokładnie ale ja głupia oczywiście nic nie mówiłam
na koniec walnęła mi niebieską płukankę i wyszłam z tamtąd z niebiesko fioletowymi włosami w ciemno-blond plamy--WOW--umyłam włosy zaraz po przyjściu do domu i naszczęście się zmyło trochę to niebieskie-ufff

Odpowiedz
passacalia 2009-09-22 o godz. 06:33
0

Oj znam to, znam... :)

Tez kilka epizodow bylo... i wiecie co? najlepiej jak wlosy obcinam sobie sama...

Najpierw jako 14-lakta udalam sie po prosta fryzurke "do brody" a wyszlam z obcieciem "od garnka" ze stylowym loczkiem z tylu, na karku..(kojarzycie fryzurke wies-mana? :D )

Najgorszy koszmar: fryzura slubna. Pomijam taktownym milczeniem wszystko, co dzialo sie ze mna i fryzjerami podczas tej przerwy.
Proba byla ok. Bylam zachwycona, rozmarzona, jak pieknie bedzie wygladac...super! nareszcie! W dniu slubu...pierwsze wrazenie- cudownie, jak na probie...po powrocie do domu...wszystko sie blyskawicznie rozprostowalo... :( Nie bede wiecej opisywac i powtarzac moich slubnych wspomnien, ale do fryzjerow zaufania nie mam...

Odpowiedz
Kerala 2009-09-21 o godz. 08:49
0

Przypomniał mi się własnie mój ulubiony dowcip fryzjerski.
Co mówi koleżanka Francuzki, kiedy ta wraca od fryzjera?
odp. "o, byłaś u fryzjera!"
Co mówi koleżanka Polki, kiedy ta wraca od fryzjera?
odp. "ooo, byłaś u fryzjera..."

A tak w ogóle to zapomniałam o epizodzie czwartym, kiedy to chciałam sobie poprawić humor w ramach depresji poprodowej. Poszłam do małego salonu fryzjerskiego mieszczącego się na moim osiedlu (do dziś miotam "kur..mi" kiedy tamtędy przechodzę, więc widac stąd, że wcale nie jestem spokojna ;) ) i poprosiłam o (capsuję cytat) LEKKĄ, ZIOŁOWĄ TRWAŁĄ, KTÓRA NIE ZNISZCZY WŁOSÓW. Jak to zwykle bywa w takich przypadkach, okazało się, że nie ma problemu, oczywiście, zgodnie z pani życzeniem, fafa rafa. Usadzono mnie na fotelu, nałożono płyn do trwałej i polecono czekać. Czekałam grzecznie, bo w ogóle to jestem grzeczną dziewczynką, ale jednak unoszący się wokół mnie smród palonych włosów lekko mnie niepokoił. Po kolejnych kilkunastu minutach, kiedy fetor amoniaku stał się nieznośny (pani czytała w tym czasie pasjonująca gazetę w stylu zycia na patelni) zainterweniowałam. Po spłukaniu płynu i wysuszeniu włosów ujrzałam na głowie cudnej urody skręty a la trzoda polskich hal wysokogórskich. Myślę, że Afric Simone by się pochlastał z zazdrości, gdyby zobaczył moją fryzurę.
Sytuację najlepiej oddał komentarz mojego wówczas jeszcze męza, który na mój widok powiedział bezwiednie "cześć... owieczko?".
Cztery lata zajęło mi pozbywanie się z głowy resztek tego czegoś, wrrrr.
Jednym słowem: moja lista fryzjerów do rychłej eksterminacji ciągle się wydłuża ;)
Anka

Odpowiedz
Gość 2009-09-21 o godz. 07:35
0

Oj to niestety topic dla mnie - jesli kiedys trafię na fryzjera, który obetnie moje (moze nie łatwe) włosy tak zebym po kilku dniach wyglądała fajnie a nie tylko w miarę OK bedę wniebowzięta...

PRZYGODA 1. Salon Jean Louis David - odsłona 1. odwaliłomi zeby zrobić cos z moimi długimi, zdrowymi, gęstymi włosami - najlepiej w renomowanym salonie (wg ówczesnych standartów 17-latki...). Proszę panią o powstrzymanie się od eksperymentów, chcę wycieniować włosy i tyle. Podsuszając włosy pani dopytuje sie czy jednak trochę nie skrócić. Zgadzam się - jestem mało asertywna do dziś - i z podcięcia włosów do pasa robi się obcięcie włosów...paniusia związuje włosy w kucyk :o suszy go następnie jeden ruch nożyczkami i włosy opadają mi na wysokości brody, a pani wynosi kucyk związany gumką na zaplecze. Po wszystkim suszy mi włosy bez wielkiego układania i voila ... Mama, która otworzyła mi drzwi spytała tylko "gdzie twoje włosy?!".
mija kilka lat, ale mądrości nie przybywa odsłona 2 znów udaję się do SALONU i po powrocie babcia mojego M pyta gdzie byłam, na moją odpowiedź że u fryzjera słyszę ze cos takiego to mógłby mi zrobić M za darmo (M nie ma zdolności fryzjerskich mówiąc wprost :) )

PRZYGODA 2. Sylwester, zależy mi na dobym wyglądzie więc mama odstąpiła mi wizytę u fryzjera...i to był błąd. Okazało się, że wszyscy już się dobrze bawią, szampan, papieroski i luz. Wszystkie panny na fotelach czesane są w ten sam koczek. Odmawiam przyjęcia tego czegoś na głowę. Chcę lekką fryzurkę - włosy podpięte, z boku grzywka. Pani wie lepiej - to co ja chce rozpadnie sie zaraz. Nakręca mi łeb na wałki, sadza pod suszarą i zapomina o mnie na ok 40 min. Kiedy się upomniałam, zaczyna się czesanie...po pół godzinie protestów (nadal nie jestem asertywna) mam na głowie cud techniki fryzjerskiej - koczek z zawijaskami na czubku W akcie desperacji pytam gdzie moja grzywka z boku. Pani zapomniala...ale jeden ruch i juz mam wyciepaną grzyweczke - pizdeczke - efekt czułam się jak stara lampucera, rozczesywałam włosy do 3 stycznia i próbowałam odhodować strzępy grzywki przez rok...

PRZYGODA 3. fryzjerka zaprzyjaźniona, czesanie próbne przedślubne - OK teoretycznie bo pokazując mi różne wersje fryzury (nie zdążyłam zaprotestować zeby pierwsza została bez zmian) właściwie nie zostawiła mi żadnej na głowie wiec nie mialam szansy sprawdzić jej trwałości. Efekt - w dniu slubu zrywalam sie o 7, a fryzura padła już w kościele, bo na moje oporne włosy zastosowała tylko na chwilę termoloki.

PRZYGODA 4 to na szczęście tylko jedna z prób przed ślubem - panna miała zrobić mi make up i fryz. Czesała mnie ze 2 godziny. Miałam dość a czułam się jak na babskim wieczorku u koleżanki (co nie swiadczy dobrze o warsztacie tej pani, bo nawijała mi włosy na szczoteczkę i spsikiwała lotionem jak totalna amatorka). Zuzyła na moje włosy butelke lotionu. Miałam łeb jak sklep cały w loczkach, a na czubku jakąs konstrukcje z kwiatkami...i jeszcze byla obrazona bo nie spodziewala sie ze mam tyle wlosow i tyle jej zejdzie.

PRZYGODA 5 towarzyszę mamie w wizycie u pana Szymańskiego. Usiadłam sobie na fotelu i czekam, nagle ktos mnie lapie za włosy i pach pod kran...Wiję się i mówię ze czekam na mamę, po czym stwierdzam a co tam. No i błąd. Wielki mistrz robi mi na łbie klasycznego piasta kołodzieja stojąc na stołeczku (mi kazał stać a ze jestem wysoka, a on nie stał na stołku...). Myslałam ze walne jak zobaczylam co mi zrobil (a raczej czego nie zrobil - wyprostowal mi na maxa włosy) i ile za to zaspiewal.

O przygodach wynikających ze zle zrozumianej oszczędności (typu balejaż do natychmiastowego zafarbowania) nie wspomnę :)

Odpowiedz
Gość 2009-09-21 o godz. 07:29
0

Kerala przyznam szczerze, że czytając epizod III byłam przekonanana, że zaraz dowiem się, że to sen- koszmar przedślubny :o :o

Ale z Ciebie spokojna babka musi być. Kto inny miałby już pozwolenie na broń i morderstwo w afekie na koncie ;)

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie