Quantcast
  • Gość odsłony: 10489

    Co byście zmieniły?

    Dziewczyny, napiszcie może co byście zmieniły, gdybyście mogły się cofnąć w czasie i wziąć ślub jeszcze raz

    Odpowiedzi (67)
    Ostatnia odpowiedź: 2011-04-08, 22:51:29
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
Gość 2011-04-08 o godz. 22:51
0

jagoda napisał(a):Nie da się niestety łączyć wątków :| Technicznie niemożliwe :| Mogę co najwyżej jeden z nich zamknąć
Rozumiem. To byla tylko luzna sugestia :) Co do zamykania - zrobisz jak uwazasz ale nie wiem czy warto - najwyzej którys umrze smiercia naturalna :)

Odpowiedz
Gość 2011-04-07 o godz. 10:36
0

fagih napisał(a):a moze by polaczyc watek obecny z watkiemhttp://forum.styl.fm/s2/viewtopic.php?t=25787 ?
Nie ma chyba sensu ciagnac dwoch dublujacych sie watków rownoczesnie
Nie da się niestety łączyć wątków :| Technicznie niemożliwe :| Mogę co najwyżej jeden z nich zamknąć

Odpowiedz
niikitka 2011-04-07 o godz. 10:08
0

no cóż wszytscy wspominaja nasz slub jako bajeczny i extra dopracowany
ale ja na mom slubie zmeinilabym :
siebie
bylam zestresowana ciagle naburmuszona niezadowolona ze wszytskiego
wpadki byly owszem ale gdybym miala inne nastawinie po prosu wybychabym smeichem, a ja sie podniecalam nadmiernie wszytskim i to sprawilo ze na naszym weselu wsyzscy swietnie sie bawili oprocz nas

Odpowiedz
Gość 2011-03-02 o godz. 16:42
0

a moze by polaczyc watek obecny z watkiemhttp://forum.styl.fm/s2/viewtopic.php?t=25787 ?
Nie ma chyba sensu ciagnac dwoch dublujacych sie watków rownoczesnie

Odpowiedz
Gość 2011-03-02 o godz. 10:02
0

Generalnie jedno: Zwolnilabym troche.
Ciagle nas gdzies wolano, cos bylo do zrobienia efekt:
-nie zatanczylam z kilkoma osobami z ktorymi chcialam zatanczyc
- nie porozmawialam z kilkoma osobami
-nie mialam czasu poprawic wlosow
-nie mialam czasu ust pociagnac blyszczykiem
- nie zaingerowalam w muzyke i czesc gosci nie za bardzo sie podobala

Za szybko wyjechalismy do kosciola wiec czekalismy potem w samochodzie.

To na razie tyle, ale i tak psuje mi to nieco obraz mojego cudownego dnia ;)

Odpowiedz
Reklama
Gość 2011-03-02 o godz. 09:27
0

ja bym DJ mózg wymieniła -nie zwrócił uwagi czy wszyscy rodzice są na sali i nas wywołał do mikrofonu (bez mówienia w jakim celu- bo podziękowania miały być totalną niespodzianka) a my zaaferowani tym, co mamy powiedzieć, dopiero jak R był w połowie mówienia zobaczyliśmy, że mama R wyszła na chwilę do pokoju.

moja sukienka ciutkę krótsza mogła być! lol

Odpowiedz
Buzia 1 2011-03-02 o godz. 08:14
0

Ogólnie wszystko było super, ale osobiście zmieniłabym:
-długość sukni!! trochę mi sie plątała choć nie była generalnie za długa
-tren - w kościele wyglądał ok i w ogóle, ale podczas tańca (kiedy był przypięty) jak ktoś z tańczących obok mnie gosci niechcący nadepnął na niego to te zaczepki, którymi był podpięty odpinały się jedna po drugiej i musiałam go ciągle przypinać
-kamerzysta - trochę za bardzo na kasecie wszystko poskracał!!!
-minę teściowej chodziła jakaś taka "nabumbana" w ogóle nie mogłam się z nią dogadać (mąż tłumaczy to stresem, no nie wiem.......)
-więcej dedykacji od nas dla rodziców, chrzestnych, itp.
-większy kontakt na weselu z moimi rodzicami, w ferworze tego wszystkiego mam wrazenie,że zamieniłam z nimi tylko parę słów
-fryzjera - byłam zadowolona, ale nie do końca , może teraz miałabym rozpuszczone włosy tak jak na plenerze?
-makijaż (próba była lepsza), ale to moja wina bo taki chciałam!

Jejku, ale nawypisywałam. Wyszło na to, ze prawie z niczego nie byłam zadowolona i nic mi nie wyszło! Tak naprawdę wszystko było super i goscie podobno byli bardzo zadowoleni.

Odpowiedz
Gość 2009-11-03 o godz. 15:28
0

Zrobiłabym zdjęcia w ogródku moich rodziców - rano, jak wróciliśmy od fotografa, padał deszcz, a potem zapomnieliśmy
No i nie będę tu oryginalna - długość sukni. Przez trzy dni schudłam tak bardzo, że deptałam dwa razy podwiniętą w pasie sukienkę Na szczęście tren był odpinany, więc po jakimś czasie go po prostu zdjęłam. Reszta była super, chociaż bez wpadek sie nie obyło... ale to temat na inny wątek ;)

Odpowiedz
beti2 2009-10-02 o godz. 12:16
0

ja z wiadomych względów zmieniłabym fryzjerkę i florystkę.... i zrobiłabym sobie porządny manicur w profesjonalnym salonie...

aha i nie odkładałabym zbyt wielu rzeczy na ostatni tydzień przed ślubem, wcześniej bym zajęła się przygotowywaniem dekoracji i innych rzeczy... bo wiele pomysłów nie zdążyłam zrealizować

ja też zadbałabym o to by mieć więcej zdjęć z Naszymi rodzicami...

Odpowiedz
Gość 2009-09-08 o godz. 19:57
0

a ja bym zmienila dwie rzeczy - po pierwsze zrezygnowala z weseliska, z powodow czysto materialnych, kosztowalo nas to majatek, i chodz zabawe wszyscy mielismy przednia, to wolalabym te pieniachy na pralki przeznaczyc.
po drugie - wynajelismy samochod antyk - no i sie popsul, zarz po koscielnym, tak ze musieli samochodzik pchac, a ten padl i juz, tak tez wczesniej ustalilabym z firma co w takim przypadku, jak liczyc, bo skonczylo sie na tym, ze mama za wszystko zaplacila - wszystko czyli za godziny, w trakcie ktorych samochod gdzies tam stal, bo sie do uzytku nie nadawal.
aaa i swiadkowa bym zminila

Odpowiedz
Reklama
Gość 2009-09-07 o godz. 20:04
0

1.Ja zmieniłabym ustawienie stołów na sali, zdałam się na właścicielkę i źle zrobiłam, po wejściu na salę złapałam nerwa....
2.Zrobiłabym zdjęcia z niektórymi osobami...
3. Zrezygnowałabym z prosiaka,(fajnie wyglądał, ale smakował słabo był zimny...)
Poza tym było lux!!

Odpowiedz
anulka28 2009-09-05 o godz. 22:45
0

Tak już niestety jest ,że najczesciej wśród gości weselnych znajdzie się ktos komu coś się nie podobało, a co taka osoba musi głośno skomentować Ja wtedy zawsze przypominam sobie i powtarzam każdej pannie młodej:Nie martw się i nie myśl o tym bo wesele jest dla Was a nie dla gości
Z doświadczenia wiem,że zawsze coś nie wyjdzie, zawsze się o czymś zapomni :| Niestety tak to już jest w ten szalony i jakże piękny dzień...a fałszywymi przyjaciółmi nie ma co się przejmować...bo to w większości zazdrość motywuje ich do zranienia w ten dzień młodych

Odpowiedz
Gość 2009-09-05 o godz. 22:27
0

A ja bym pomalaowala sie u profesjonalistki, bo uparlam sie, ze sama umiem i chce sama. A pozniej bardzo zalowalam bo juz w kosciele zaczelam sie swiecic i szybkie poprawki nie pomagaly. W sumie kto przypuszczal, ze 20 wrzesnia bedzie taki upal.
Zrobilabym sobie zdjecia z rodzicami, moimi i meza. Przyszle mezatki pamietajcie o tym prosze!! Bedziecie zaganiane, ale zrobcie sobie zdjecia rodzinne, bo to potem suuuper pamiatka dla rodzicow!!
Tyle mi przychodzi do glowy, ale na pewno by cos sie jeszcze znalazlo gdybym pogrzebala w pamieci....

Odpowiedz
tulip 2009-09-05 o godz. 09:26
0

Lianko, tak się chciałam wyżalić...
Ja też uważam, że wszystko było pięknie i tak jak chcieliśmy. Pewnie, gdybym mogła zaprosiłabym więcej osób, ale to już była kwestia kasy, której poprostu nie mieliśmy.... Więc była wersja najbliższej rodziny i przyjaciół.
Czasem taka wypowiedź ... przyjaciółki.... zepsuje Ci humor i nie potrafisz zapomnieć. Zaczynasz się zastanawiać: "a może faktycznie coś było nie tak?".
P.S. Piszecie o opuszczających się sukniach. Mnie na szczęście nic takiego nie spotkało, a tren był całkiem długi... Myślę sobie, że to jest kwestia dopasowania sukni w pasie i sposobu upięcia trenu :)

Odpowiedz
Lianka 2009-09-04 o godz. 23:50
0

Tulip u mnie nie bylo zadnych dekoracji a kwiaty tylko w trzech wazonach an stolach. W kosciele nie ylo zadnych szpalerow z kwiatow ani wielkich bukietow na oltarzu. Osob na weselu bylo 60 i to bylo w sam raz.
I nikt nie powiedzial, ze czegos bylo za malo, albo ze bylo za skromnie. Wszyscy byli zachwyceni.
A ja bylam dumna z tego, ze nasza slubna gazetka, robiona dzien wczesniej, byla rozchwytywna. Ze goscie brali na pamiatke zawieszki z butelek z wodka, do ktorych wierszyki pisalam sama. Ze mamy mnostwo cudownych wpisow w naszej Ksiedze Slubnej.

Odpowiedz
tulip 2009-09-04 o godz. 14:35
0

Zorganizowanie ślubu i wesela kosztowało nas wiele pracy. Nikt nam nie pomagał. Naprawdę nikt. Większość kosztów też pokryliśmy sami... Nie było łatwo. Ale wyszło pięknie.
Pewna osoba powiedziała, że była rozczarowana skromnością dekoracji...że nie mieliśmy baloników za 2.500 zł...Że tak mało osób na weselu (60 os. to mało?)
Bardzo, bardzo mnie to zabolało.
/Nasz kościół i sala weselna były przystrojone kwiatami. Najpierw jeździłam codziennie na giełdę kwiatową, sprawdzałam ceny, zamówiłam kwiaty, a potem mój kuzyn w ramach prezentu ślubnego zrobił dekorację - jest kwiaciarzem. Jeszcze o 1.00 w nocy przed ślubem pomagaliśmy przystrajać salę. Byłam dumnaz tego jak pięknie to wyszło./
I wiecie co Wam powiem? - nie oddałabym moich kwiatów za tysiac balonikow, a moich gości weselnych, ich dobrych humorów , obecności i serdeczności za 200 innych.
NIC BYM NIE ZMIENIŁA W NASZYM NAJPIĘKNIEJSZYM DNIU.
... Zmienił się jedynie mój stosunek do w/w znajomej osoby, ale tego chyba nie można mieć mi za złe?

Odpowiedz
SKANI 2009-09-02 o godz. 20:51
0

Każda z nas ten dzień wspomina jako najpiękniejszy, bo i w moim przypadko rzeczywiście tak było.
Za każdym razem, kiedy patrze w album, mam piękne wspomnienia.
W swoim wyglądzie nie zmieniłabym nic, po za tym, że wspomniane przeze mnie w przygotowaniach paznokcie nie wypaliły i miałam krótkie naturalne swoje. Jednak kolor włosów i fruzyrka pomimo za krótkich włosków udała się wspaniale oraz opalenizna pięknie sie ze soba komponowały.
Zmieniłabym jedno, sukienkę, a raczej gorset, ale tylko dlatego, że salon, w którym sukienkę zamówiłam bardzo wcześnie bo na sierpień w kwietniu, opóźnił się i odebrałam w piątek wieczorem, na dzień przed weselem, i w dodatku po dwóch przymiarkach okazało się ze nad biustem jest za szeroki a pod biustem ciasny, jeśli się go dobrze zawiązało, wściekłam sie bardzo, na szczęście nie wygładało to fatalnie, nieco się pod biustem połamał, ale to ewidentna wina salonu, pilnujcie terminu.
Po za tym reszta:kościół wyglądał pięknie proboszcz, którym nam udzielał ślubu spisał się wspaniale, samochód był cudowny i kierowca przeuroczy, catering przygotował wspaniałe potrawy, a orkiestra bosko zagrała, zdjęcia 4 fotoreporterów piękne, jedak narazie nie mam gdzie ich zeskanować, a film super interesujący.

Odpowiedz
Kasia_S 2009-08-04 o godz. 14:30
0

[quote="Zmora"kazałabym trzymać od siebie z daleka mojego eks

Ha, będę miała taki sam problem

Odpowiedz
Mamrotek 2009-08-02 o godz. 14:27
0

Ja zmieniłabym fryzurę... powinnam była ściąć włosy - byłyby króciutkie, ale czułabym się lepiej, w sumie to zmieniłabym fryzjerkę ;) .

No i byłabym stanowcza w trakcie wizyty u pani od manicure'a : miałabym m."francuski" a nie ... to co owa pani sobie wymyśliła. Na poprawki było potem za późno.

Odpowiedz
nei 2009-08-02 o godz. 11:13
0

dla odmiany suknia byla o.k. :) caly czas moglabym w takich kieckach latac ;)

zmienilabym: KAMERZESTE!!!!! (szczerze mowiac to udusilabym drania) i DJ (no ten w tloku ujdzie)

zrobilabym zdjecia w plenerze, bo mamy tylko studyjne, ale nadal mamy nadzieje go zrobic ;) moze wiosna hehhh

Odpowiedz
Gość 2009-08-01 o godz. 10:49
0

Ja bym nic nie zmieniła, no może jedyne co to pogodę( jeśli miałabym na to jakikolwiek wpływ), z sukienką nie miałam probemu, byłam wyspana, miałam wygodne buty, a zabawa weselna jak dotąd była najlepszą impreza na jakiej kiedykolwiek w życiu byłam. :rock: :taniec: :partyman:

Odpowiedz
Lianka 2009-08-01 o godz. 01:30
0

Napewno :)

Odpowiedz
Gość 2009-07-31 o godz. 22:42
0

Moze przezywala ze corka z corki stanie sie zona ?:)

Odpowiedz
Lianka 2009-07-31 o godz. 00:01
0

Moja mam niestety nie mogla byc na sesji w plenerez bo... sie nie wyrobila :) Niby miala mnostwo zcasu, razno fryzjer i kosmetyczka (ja bylam pozniej od niej) a sie nie wyrobila. Sama nie wiem co ona robila prze cale przedpoludnie.

Odpowiedz
Gość 2009-07-30 o godz. 23:19
0

Zrobilabym zdjecie z matka chrzestna :(

Do sesji w plenerze zaprosilabym rodzicow, zeby z nimi tez miec chociaz jedno wspaniale zdjecie, a nie tylko fotki-pstryki z aparatu wuja Tadzia.

I zrobilabym wiecej zdjec w plenerze ze swiadkami.

Odpowiedz
Gość 2009-07-30 o godz. 16:16
0

Obcięłabym włosy na krótko (no, nie na chłopaka lol ) - tak jak teraz noszę, bo na ślubie miałam takie do połowy pleców - trochę podkręcone, rozpuszczone. A w krótkich byłoby - teraz tak myślę - na pewno bardziej oryginalnie, i chyba lepiej
postarałabym się o plener - bo mamy tylko studio.
nie dałabym skrócić fiszbiny - przez to że panie w salonie trochę ją obcięły, przydeptywałam sobie przód sukienki
a poza tym - już nic bym nie zmieniła lol

Odpowiedz
Karjala 2009-07-29 o godz. 12:44
0

Mysle i mysle i ....nic! Nic bym nie zmienila... moze buty mojego brata!
A i zadbalabym zeby miec zdjecie z Mama!

Odpowiedz
Gość 2009-07-28 o godz. 20:08
0

Ja z trenem przejść nie miałam (a był całkiem, całkiem), ale tylko dlatego, że zdałam się na Panie krawcowe w salonie gdzie szyłam suknię (ogromny ukłon dla salonu Margarett). Po pierwsze długość spódnicy ustaliły idealnie do butów - nic sobie nie przydeptywałam, nie musiałam podtrzymywać, bo spódnica była ciut ponad noski butów. Po drugie, nie dały się przekonać do poluźnienia spódnicy.
Tutaj polecam świetnie rozwiązanie - miałam dwa zapięcia - luźniejsze i ciaśniejsze. Dzięki temu, podpięty tren nie obciążył tyłu sukni i nie szurał po podłodze.

Odpowiedz
Lianka 2009-07-28 o godz. 15:20
0

Aaa no i jeszcze sobie przypomnialam ;)
- nie zapomnialabym podejsc do rodzicow ze znakiem pokoju!
- nie zapomnialabym o ucalowaniu obrczek przed zalozeniem!

Zreszta skad ja moge wiedziec czy bym nie zapomniala? :)

A z ta krawcowa Ida to jak juz pisalam tez bym sie na swoja nie zdecydowala :( Suknia byla fatalnie wykonczona i oczywiscie odbierana w tygodniu przed slubem po kilkunastu poprawkach.

Odpowiedz
Gość 2009-07-28 o godz. 12:51
0

Zaraz się okaże, jak zaczne wymieniać minusy, że to nie był najpiekniejszy, ale najgorszy dzień w życiu.
Tak naprawdę było cudownie i wspaniale, ale gdybym mogła cofnąć czas to:

1. Zmieniłabym krawcową - choć urocza i sympatyczna kompletnie beztrosko przesunęła termin odbioru sukni na 1 dzień przed ślubem - naprawdę nikomu nie życzę takiego koszmaru (4 dni wcześniej gorset nie miała rękawów, a spódnica zupełnie nie wykończona)

2. Zupełnie zmieniłabym sukienkę - znienawidzony przeze mnie za duży dekolt, doprowadzający do szału tren, nie chcąca wspólpracować halka z kołem.

3. Nie zapomniałabym w ferworze szaleństwa weselnego o dedykacji i podziękowaniu dla moich rodziców chrzestnych, którzy jak wiem poczuli się trochę urażeni .

Odpowiedz
jotarka 2009-07-15 o godz. 09:18
0

a ja zmieniłabym

1. zachowanie teściów (między innymi: siedzieli ze skwaszonymi minami w piątej ławce, po drugiej stronie nawy głownej niż moi rodzice , teściowa zamiasta jak obiecała zaprowadzić gości na salę, pojechała sobie samochodem - 0,5 km, chcieli wyjść PRZED KOŃCEM wesela )

2. chciałabym, żeby wszyscy nie byli tacy nerwowi, jak byli i nie robili z "igły wideł".

3. suknię też miałam za długą, bo po pierwsze trochę schudłam w ostatnich dniach, po drugie, ona trochę "siadła". w efekcie nie widać było moich pięknych niebieskich bucików, za którymi zlatałam pół Warszawy

4. nie zmieniłabym sali weselnej, ale jej właścicielkę, żeby się z nią można lepiej było dogadać i żeby nie zrobiła nas w balona

i to chyba wszystko...

Odpowiedz
Gość 2009-07-11 o godz. 10:49
0

Lianka napisał(a):Te wszystkie wymienione to niedoskonalosci to tak mala kropelka w morzu w porownaniu z niepowtarzalnoscia i wspanialoscia tego dnia ze naprawde nie macie sie czym przejmowac drogie przyszle Panny Mlode
:brawo:

Odpowiedz
Lianka 2009-07-10 o godz. 23:16
0

Zmora moje przezycia sukniowe nie byly az tak straszne :) Przezyc sie dalo jak najbardziej a sukni i tak bym nie zamienila na zadna inna :)
Te wszystkie wymienione to niedoskonalosci to tak mala kropelka w morzu w porownaniu z niepowtarzalnoscia i wspanialoscia tego dnia ze naprawde nie macie sie czym przejmowac drogie przyszle Panny Mlode :)

Odpowiedz
Gość 2009-07-10 o godz. 17:59
0

Ja dzien slubu wspominam b. dobrze i nie zmienilabym niczego.
Suknie mialam co prawda ciut przydluga i to jest troche niewygodne. Skrocenie okazalo sie zbyt skomplikowane i mialam miec buty na wyzszym obcasie po prostu. Potem jednak stwierdzilam ze nie bede sie meczyc cala noc i mialam buciki na niskim obcasiku :) Efekt - mialam wrazenie ze caly czas depcze po sukni. Ale poza tym nie pamietam zadnych wpadek.... no moze poza jedna kiedy podziekowalam za zyczenia wujkowi mojego M. zanim ten zdarzyl je wogole zlozyc :)

Odpowiedz
Gość 2009-07-10 o godz. 17:11
0

Lianka napisał(a):No wiesz Zmorko chyba suknia jej sie nie rozciagnela tylko zrzucila kilka kilosow po calonocnych baletach i romantycznej nocy poslubnej :) Ja mialam to samo :) na drugi dzien musialam spodnice w pasku zawinac podwojnie bo mi spadala lekko :)
No cóż, piszę co widziałam ;) Ale na pocieszenia fakt, ze to byla suknia "niemarkowa" i naprawde materiał był koszamarny (np. wypchały jej się też łokcie)

Tak naprawde nawet jak sie ma tysiac przymiarek to nijak sie idealnie nie dopasuje.
Cóz, Lianka, rzeczywiście Twoje przeżycia są dość znaczącym doświadczeniem... Ale ja miałam suknię jednoczęsciową, bez ramiaczek i na suwak i poszłam do ostatecznej poprawki w poniedziałek przed ślubem i w sobotę było idealnie. Co prawda nie hulałam w sukni, ale trochę czasu w niej spędziłam inei narzekam.

Odpowiedz
Lianka 2009-07-10 o godz. 16:08
0

Zmora napisał(a): - poradźcie się też, czy materiał spódnicy się przypadkiem nie rozciągnie (mojej koleżance rano spódnica przylegała na pępku, a w południe już mocno wywędrowała w stronę bioder )

No wiesz Zmorko chyba suknia jej sie nie rozciagnela tylko zrzucila kilka kilosow po calonocnych baletach i romantycznej nocy poslubnej :) Ja mialam to samo :) na drugi dzien musialam spodnice w pasku zawinac podwojnie bo mi spadala lekko :)

A ztymi przymiarkami to wcale nie jest tak cudownie jak sie chodzi kilka razy. jak ma sie slub w lecie i na przymiarkach sa upaly 30 stopniowe to wychodza rozne problemy. Ja raz mialam gorset za luzny i pani mi go zebrala a jak poszlam za tydzien do przymiarki to sie zaciasny okazal. I wcale nie przytylam, a nawet wrecz przeciwnie, tylko ze tydzien wczesniej bylo chlodnio i nie bylam spocona i rozgrzana wiec mialam mniej w obwodzie a za tydzien spuchlam od upaly i ledwo sie wcisnelam w gorset.

A na filmie zauwazylam, ze podczas tancow weselnych gorset rozlazil mi sie na plecach chod byl luzny. tak naprawde nawet jak sie ma tysiac przymiarek to nijak sie idealnie nie dopasuje. No chyba, ze suknie odbiera sie w dniu sluby i na szybko jeszcze cos panie w salonie poprawiaja "na tobie" , ale tego to ja nikomu nie zycze.

Odpowiedz
Gość 2009-07-10 o godz. 09:11
0

A teraz wracając do wątku:

- poszłabym do kosmetyczki wcześniej i po poradę do fryzjera o pielęgnację włosów, żeby mogły być rozpuszczone
- w dniu ślubu zamiast słuchać się Pana Narzeczonego ;) bym skorzystała z usług profesjonalistki w makijażu
- kazałabym trzymać od siebie z daleka mojego eks
- nauczyłabym tatę robić zdjęcia cyfrówką

Ale i tak 5 lipca był cudowny :love: :love: :love:

Odpowiedz
Gość 2009-07-10 o godz. 09:03
0

Spokojnie dziewczęta :) nie stresujcie się tym trenem, bo:
1) tren jest piękną ozdobą ;)
2) raz się można pomęczyć
3) wszystko da się opanować, tak jak napisała pAnna:
DOBRZE DOPASOWANA I USZYTA to ani długosc ani tren nie sprawiaja najmneijszych klopotow - ja mialam cala noc tren NIE PODPIETY i szalalam po parkiecie (ewentualnie w bardzo szybkich tancach jak dama trzymalam koniuszek miedzu palcami ale bardzo rzadko )

wiec nie martw sie trenem tylko dobrym dopasowaniem dlugosci sukni
Podpisuję się pod tym rękami i nogami :)

Jeszcze uwaga ode mnie:
- poproście o jeszcze jedną przymiarkę jak najkrócej przed ślubem i od niej już nie próbujcie zżucić kg, bo tylko sobie biedy przyspożycie.
- poradźcie się też, czy materiał spódnicy się przypadkiem nie rozciągnie (mojej koleżance rano spódnica przylegała na pępku, a w południe już mocno wywędrowała w stronę bioder )
- ŻĄDAJCIE kilkukrotnego spradzenia podpięcia trenu i ewent. dorobienia zapasowych podpięć
- suknie skracajcie do butów, w których rzeczywiście będziecie tańczyć (np. baletek ;) albo na niższym obcasie) Nic nie zaszkodzi, jeśli podczas ślubu będzie widać więcej ładnych butów (choć pewnie i tak nie będzie, ze względu na szerokość sukni), a będzie wam dużo wygodniej tańczyć :)

Odpowiedz
Gość 2009-07-09 o godz. 16:46
0

Ja będę miała malutki trenik (właściwe to chyba nie można nawet tego trenem nazwać lol ). Na początku planowałam w ogóle się go pozbyć, ale zaczęlo mi się podobać jak coś się za mną odrobinę wlecze.
Z tym, że ja nie mam wesela, więc chyba z nim nie będzie aż takiego problemu.

Odpowiedz
anulka28 2009-07-09 o godz. 16:33
0

Niestety ja tez nie mam najlepszych wspomnień jeżeli chodzi o tren.Nie był wcale duży, ot taki delikatny, który ślicznie wygądał w kościele.Jednak jak zaczeły sie prawdziwe tańce, wciąż ktoś mi go przydeptywał i obrywał.Druhna wciaż podpinała mi go agrafką.Przy którymś razie z kolei byłam juz tym strasznie umęczona i miałam dość mojego pieknego trenu, zaklinając, że nigdy więcej w życiu ;)

Odpowiedz
Gość 2009-07-08 o godz. 09:09
0

Ja tez mam mieć suknie z trenem i zaczęłam się powolutku martwic jak to z nim będzie ale musi być i koniec bo żadnej innej nie chce.

Odpowiedz
Gość 2009-07-06 o godz. 20:45
0

1. Nie wściekalabym sie rano na wszystkich
2. Zmienilabym usadzenie gosci przy stole - zupelnie niepotrzebnie zrobilam wizytowki :(
3. Poprosilabym kolezanke, zeby wziela kamere video
4. Kupilabym wczesniej chusteczki matujace, bo 2 dni przed slubem wszedzie akurat sie skonczyly

Odpowiedz
Venna 2009-07-06 o godz. 18:01
0

panna_van_gogh napisał(a):Venna nic sienie martw - jak sukienka jest DOBRZE DOPASOWAN I USZYTA to ani długosc ani tren nie sprawiaja najmneijszych klopotow - ja mialam cala noc tren NIE PODPIETY i szalalam po parkiecie (ewentualnie w bardzo szybkich tancach jak dama trzymalam koniuszek miedzu palcami ale bardzo rzadko )

wiec nie martw sie trenem tylko dobrym dopasowaniem dlugosci sukni 8)
:usciski: Dziękuje ładnie.... jakoś mi lżej się zrobiło...
Raist(a) Tobie też ładnie dziękuje :D

Odpowiedz
Raist(a) 2009-07-06 o godz. 11:07
0

do wszystkich prrzyszlych panien mlodych...

moim zdaniem, zawsze na slubie moze trafic sie jakas wpadka ;) To tylko na firmach hamerykanskich zawsze jest piekna pogoda, wszystko dopracowane do najmniejszego szczegoliku, a nawet jak cos juz juz ma sie nie udac, to zawsze sie znajdzie jakas dobra duszyczka, ktora wszystko naprawi w ostatniej chwili...;)

A w zyciu i w naszej polskiej rzeczywistosci bywa roznie, nie zawsze jest do konca tak jak sobie wymarzylysmy... mimo, ze przed slubem dajemy z siebie wszystko, zeby zorganizowac przyjecie zgodnie z naszymi wyobrazeniami....
co nie zmienia faktu, ze ten dzien mimio wszystko zostanie w naszej pamieci jako najcudowniejsze wydarzenie - niezaleznie od dlugosdci trenu czy jakosci orkiestry. Teraz - po klilku miesiacach watpliwosci ktore wtedy mialam czy przeplakane nocy wydaja mi sie po prostu smieszne.

Ale mysle sobie ze wszystko ma swoj czas i te nerwy przed slubem to tez sie nam naleza, zebysmy dobrze poczuly jak bardzo nam na tym dniu nalezy.

Odpowiedz
panna_van_gogh 2009-07-06 o godz. 06:21
0

Venna napisał(a):Ale mnie straszycie z tymi trenami :(
Venna nic sienie martw - jak sukienka jest DOBRZE DOPASOWAN I USZYTA to ani długosc ani tren nie sprawiaja najmneijszych klopotow - ja mialam cala noc tren NIE PODPIETY i szalalam po parkiecie (ewentualnie w bardzo szybkich tancach jak dama trzymalam koniuszek miedzu palcami ale bardzo rzadko )

wiec nie martw sie trenem tylko dobrym dopasowaniem dlugosci sukni 8)

Odpowiedz
Lianka 2009-07-06 o godz. 00:05
0

Jagodo ta spodnica za zdjecia wyglada mi na strasznie ciezka. Jakos nie moge sie przekonac do tak bogatych trenow i podpiec.

Odpowiedz
Gość 2009-07-05 o godz. 21:29
0

Ja tez miałam za długą suknię, którą ciągle dreptałam, a tak poza tym nic bym nie zmieniła.

Odpowiedz
Gość 2009-07-05 o godz. 21:25
0

Moja suknia po podpięciu trenu ma wyglądać tak:



Myślicie, że będzie mi ten tren przeszkadzał bardzo Bo przyznam szczerze, że zaczynam się trochę martwić.. (chociaż mam sukienkę jednoczęściową, więc spódnica mi nie będzie spadać chyba co )

Odpowiedz
Lianka 2009-07-05 o godz. 21:18
0

EEEtam Venna nie przjmuj sie. Ja tez mialam tren, podpinany na agrafke bo material wierzchni byl tak cienki , ze wszystkie haftki i guziki bylo widac, cigale musialam trzymac kiecke do gory ale sukni nie zamienilabym na zadana inna :) zawsze tren mozna zrobic dopinany i na czas baletow go poprostu odpiac.

Odpowiedz
Venna 2009-07-05 o godz. 20:54
0

Ale mnie straszycie z tymi trenami :(

Odpowiedz
Gość 2009-07-05 o godz. 19:49
0

skrociłabym suknie, i wybrałabym bez trenu - choc jest piekny na "wejscie" na przyjeciu (choc podpiety) tren to KOSZMAR. Podeptałam i porwałam przez niego moja cudowna suknie !!! buubuuu

Odpowiedz
Lianka 2009-07-05 o godz. 17:26
0

Raista ja liste piosenek mialam przygotowana i liste zabaw i takie tam ale oczywiscie wszystko uzgadnialismy w tempie ekspresowym z zespolem i wyszlo nijak :( Ludziska sie bawili a jakze ale tak jakos niemrawo. Zreszta moze to tylko mnie sie tak zdawalo. Zabaw na oczepinach nie bylo zadnych i wogole zespol jakos dziwny byl, choc grali ladnie to wogole nie zachecali gosci do zabawy. Ja tez jakbym miala jeszcze raz wesele robic to postawilabym na wodzireja, ale takiego w ramachz espolu bo DJ mi calkowicie nie lezy.

Odpowiedz
Raist(a) 2009-07-05 o godz. 15:53
0

przede wszystkim - sale na KLIMATYZOWNA!!!!
w zyciu nie myslalam, ze moze to byc problem, ale sala byla niska i strasznie duszno i parno bylo w srodku, wiec wszyscy zamiast sie bawic i tanczyc siedzieli na ogrodku i oddychali swiezym powietrzem.

w zwiazku z tym zmienilabym orkeistre na DJ + wodzireja - taka mi sie trafila niespecjalna... nie za barodzo umieli trafic w gusta mlodziezy... moi znajomi woleli siedziec i gadac na zewnatrz niz tanczyc...

nie pojechalabym do parku w dniu slubu na sesje kamerowa, tylko wszystko zrobilabym hurtem razem ze zdjeciami 3 dni pozniej.

ustalilabym w inny sposob piosenke poczatkowa... bo z nasza bylo duzo nieporozumien. No i wymyslilabym liste piosenek :)

Odpowiedz
Gość 2009-07-05 o godz. 05:57
0

Z ceremonii ślubu i wesela absolutnie nic, było tak pięknie, ze tylko bym chciała przeżywać te chwile jeszcze raz. Ale zmieniłabym świadkową, niestety dała plame na całej linni i to jest jedyna rzecz, kórą bym zmieniła.

Odpowiedz
Gość 2009-07-04 o godz. 22:11
0

ja tak właściwie zmieniłabym kilka rzeczy. m.in porę roku na ślub- październik może byc ladnym miesiącem, ale akurat moja sobota byla paskudna-zimno. zyczenia by byly na dworzu a nie w kosciele, wiecej zdjec w plenerze.
z rzeczy technicznych, no coz. suknia i buty zachowywaly sie znakomicie, dalam z siebie wszystko i buciki zmienilam o 4 nad ranem.
bardziej dogralabym, rzeczy z zespolem, nie dogadalismy sie do konca i bylo za malo konkursow niz to sobie wyobrazalam. ale to juz szczegoly.
poza tym bylo ok.

Odpowiedz
Lianka 2009-07-04 o godz. 21:44
0

hehez ta spodnica to jak widze wiekszosc mial problem. moja byla dwa razy ciachana a i tak na zdjecou z wejscia do kosciola wlecze mi sie po ziemi, pomimo iz zawinelam sobie pasek! A moja spodnica byla z leciutkiego materialu i nawet tren nie ciazyl ! Ze spodnica to nigdy nie wiadomo jak to bedzie.

Odpowiedz
Gość 2009-07-04 o godz. 19:00
0

Ja bym nic nie zmienila - było cudownie -
..no moze tylko skróciłabym, odrobine dół spodnicy - bo sie jakos naciągnął albo ja schudłam..:))))

Odpowiedz
Gość 2009-07-04 o godz. 17:53
0

Przede wszystkim spróbowałabym mieć urlop 2 dni przed ślubem (we wtorek okazało się ze jest cos bardzo pilnego do zrobienia na iatek i musuałam pracowac od końca) cas ten wykorzystałbym na posprzątanie mieszkania wypoczecie wyspanie i ułozenie listy piosenek z której miałby czerpac DJ nie do końca podobał mi sie jego repertuar. Wówczas zamiast sprzątać do 2 w nocy wyspałabym się, zamówiłabym wizytę fryzjerki bo czesała mnie wizażystka i o ile na makijarzu zna się bardzo dobrze (mase osób na tym forum jest zadowolone z jej usług) o tyle zuoełnie nie mogła sboie poradzić z moimi włosami (choc na próbie wyszło jej ładnie) do grzywki podchodziła ze 3 razy a efekt był taki ze miałam zupełnie zwyczjana fyzurę jaką sama sobie układam do pracy (nie podobna do tej z próby) tylko mocno zlakierowaną i z grzywki zaczesanej lekko za ucho wypadał mi kosmyk. No i trwało to 40 min dłużej niż miało trwać. Tak więc do malowania wizażystka a do właosów fryzjer.
Ponadto zrezygonałabym z profesjonalnego fotografa który robil nam zdjecia w parku i poprosiła o to kolezankę która fotografowała nas w kosciele. Nie podobają nam sie też zdjęcia które on nam zrobił wg mnie są po prosu nieciekawe, monotonne pozy i ujecia sa też za ciemne i widać na nich każdą zmarszczekę. Dobrze ze mamy tez koscioła bo inaczej nawet nie byłoby co dać rodzicom, babci.

Odpowiedz
panna_van_gogh 2009-07-04 o godz. 08:54
0

Gdybym mogła cofnac czas została bym przy cywilnym i kropka
a organizacyjnie ok :)

Odpowiedz
Gość 2009-07-04 o godz. 03:31
0

Skrocilabym sukienke!!! Jak wychodzilam z domu, podczas fotek w ogorodku i w kosciele wszystko bylo w porzadku. Ale po pierwszym tancu myslalam ze halka mi sie zsunela bo czulam sie jakbym tanczyla na wacie.. Okazalo sie, ze to nie halka, tylko sukienka sie magicznie wydluzyla!!! BYc moze to wina podpietego trenu, ktory zaczla ciagnac kiece w dol.
Sukienka byla jednoczesciowa i musialam ja w pasie podpiac agrafkami :(

I jeszcze jedno, dopilnowalabym, by tort ladnie podano, bo to co zrobila knapja to bylo koszmarne... fotki z tortem sa nie do pokazania, a sam tort byl zamiast pomaranczowego - zielony.. ot taka mala roznica :(

Poza tym, nie zmienila bym nic, bylo cudownie :)

Odpowiedz
Gość 2009-07-04 o godz. 02:14
0

Mniej bym się stresowała, więcej wyspała przed ślubem,
zmieniła halkę (bo jak szybko szłam żle się układała) skróciła sukienkę - miałam równo z obcasemi ciągle ją przydeptywałam....
Zabrałabym białe tenisóki - po połnocy nozki mi odpadły, a tak mogłabym jeszcze tańczyć,
Zrobiłabym więcej zdjęc....i wstała na "poprawinowa" sesję fotograficzną
(miałabyć jeszcze druga - jako młode małżeństwo w niedzielę, ale.....nie wstaliśmy!)
:D :D

Odpowiedz
kasik_cz 2009-07-03 o godz. 22:32
0

gosia bingo!!! Tren!! Tak zmieniłabym tren. Ja też schudłam i tren ciągnął mi sukienkę do dołu więc ją podwinęłam na pasku!

Odpowiedz
Lianka 2009-07-03 o godz. 21:28
0

Ja napewno zmienilabym krawcowa bo ta jakos z moja suknia sobie kiepsko radzila i ciagle byly jakies poprawki.
Poza tym zdecydowanie wiecej zdjec w parku bym zrobila i zabralabym tam ze soba jakies przescieradlo zeby moznabylo przysiasc na lawecce. Wybralabym slub o wczesniejszej porze (przeynajmniej godzinke wczesniej) bo jak wyszlismy z kosciola to juz sie zaczynalo zmierzcha, fakt ze tu wyboru nie mielismy bo juz caly dzien byl zapchany a ja bardzo chcialam miec slub w ten wlasnie dzien.
No i oczywiscie zamowilabym wiecej ciasta bo baba w cukierni cos zle policzyla i nawet nie bylo czego dawac gosciom na droge!

I to juz wszystko co bym zmienila. Reszta byla super :)

Odpowiedz
Gość 2009-07-03 o godz. 21:20
0

gdyby była w takim samym fasonie to wybrałabym suknie bez trenu bo pózniej mimo że był podpięty to (ze ztresu chyba troche schudłam i sukienka ni sie zsuwała z pasa) i cia gle ja sama lub ktos mnie deptał i ciągle cos przyszywałam :) ale w sumie sporo śmiechu z tym było.

Odpowiedz
kasik_cz 2009-07-03 o godz. 20:10
0

Chyba nic bym nie zmieniła... :D

Odpowiedz
Gość 2009-07-03 o godz. 20:04
0

O tak, fajny temat :D Sama chętnie poczytam wypowiedzi mężatek. Zawsze to jakaś podpowiedź, przed slubem :)

Odpowiedz
Gość 2009-07-03 o godz. 19:14
0

Fajny temat:)
Ja bym na pewno zrobiła więcej zdjęć w ogródku moich rodziców . Moja siostra (fotograf) miała super pomysły na rózne pozy, ale baliśmy się, że nie zdązymy do Kościoła i zdjęć już nie robiliśmy.
W efekcie w Kościele czekaliśmy na mszę pół godziny i niepotrzebnie się stresowaliśmy, a te kilka zdjęć które mamy zrobione w ogródku/plenerze to najpiękniejsza częśc naszego ślubnego albumu :)
A z rzeczy strojowych : zsunęłabym niżej halkę bo przy wejściu do kościoła miałam ją za wysoko i tren się nieładnie ułożył lol
Ale marudna jestem ;)
Ale to są jakieś drobne szczegóły - tak naprawdę wszystko było tak jak sobie wymarzyliśmy :love:

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie