Quantcast
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
Gość 2013-08-16 o godz. 21:07
0

jestem za ochroną życia poczętego , chyba, że ciąża niesie ryzyko względem życia matki.

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 21:06
0

jagoda napisał(a):Justyna82, podałam punkty od 1 do 4, bo twierdziłaś, że NIKT nie ma prawa uśmiercić innego człowieka, a to zdecydowanie mija się z prawdą. Ot wszystko. Tekst o zleceniu zabicia dziecka żołnierzowi czy policjantowi dodałaś Ty sama. Pytanie tylko: tylko po co? Żeby dodać szczyptę dramaturgii do dyskusji? :|

Twój światopogląd nt. aborcji jest taki, mój zdecydowanie inny. I teraz pytanie: dlaczego chcesz narzucić ten światopogląd mi (i innym kobietom, które być może kiedyś staną w obliczu podejmowania decyzji o aborcji). Dlaczego Twoje poglądy mają być przełożone na decyzje życiowe innych osób?
ja tylko przedstawiłam swoje zdanie i swoje racje dot. tematu.
a co kto z tym zrobi, to juz jego sprawa.

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 21:04
0

Justyna82, podałam punkty od 1 do 4, bo twierdziłaś, że NIKT nie ma prawa uśmiercić innego człowieka, a to zdecydowanie mija się z prawdą. Ot wszystko. Tekst o zleceniu zabicia dziecka żołnierzowi czy policjantowi dodałaś Ty sama. Pytanie tylko: tylko po co? Żeby dodać szczyptę dramaturgii do dyskusji? :|

Twój światopogląd nt. aborcji jest taki, mój zdecydowanie inny. I teraz pytanie: dlaczego chcesz narzucić ten światopogląd mi (i innym kobietom, które być może kiedyś staną w obliczu podejmowania decyzji o aborcji). Dlaczego Twoje poglądy mają być przełożone na decyzje życiowe innych osób?

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 21:03
0

akurat wiele terminów prawniczych ma nieintuicyjne brzmienie w porównaniu ze znaczeniem, więc to chyba nie jest argument?

zresztą, mogłabym napisać rozdzierająco o ratowaniu życia matki, która może mieć już np piątkę innych dzieci i takie tam... ale po co? czy sformułowanie zmienia istotę rzeczy?

ZDARZAJĄ SIĘ sytuacje, gdzie przynajmniej obecny poziom rozwoju medycyny pozwala na ratowanie albo dziecka, albo matki (z dodatkowym utrudnieniem, że jeśli za wcześnie umrze matka - to i dziecka nie będzie się dało uratować).

no i siłą rzeczy - możliwe też są różne oceny różnych wyborów w takiej sytuacji. ok, dla Ciebie z jakichś powodów życie dziecka jest ważniejsze, bo kobieta to 'tylko inkubator'. no ale takie podejście nie jest oczywiste samo przez się, stąd część polemiki; druga część właśnie z tego, że i ten 'inkubator' do pewnego momentu jest KONIECZNY, żeby dziecko miało jakiekolwiek szanse przeżyć.

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 21:02
0

Shiadhal napisał(a):odpowiem za jagodę - czasami można to podciągnąć pod punkt czwarty (w wypadku, kiedy kontynuowanie ciąży / poród zagrażają życiu matki).

to tak czysto prawnie rzecz biorąc.

oczywiście prawo to nie obowiązek - można też się nie bronić w bardziej klasycznych sytuacjach zagrożenia wymagającego obrony (koniecznej).
obrona konieczna?
brzmi to tak,jaby to dziecko nas atakowało
wiem,ze to temat straszny, burzliwy, kontowersyjny.
kiedy ciąza zagraza matce?-tu mam problem.nie wiem.
wszelkim innym mowie, wiecie co.

kobiety sie bronia przed dzieckiem...a ono jak ma sie bronic?

Odpowiedz
Reklama
Gość 2013-08-16 o godz. 21:00
0

odpowiem za jagodę - czasami można to podciągnąć pod punkt czwarty (w wypadku, kiedy kontynuowanie ciąży / poród zagrażają życiu matki).

to tak czysto prawnie rzecz biorąc.

oczywiście prawo to nie obowiązek - można też się nie bronić w bardziej klasycznych sytuacjach zagrożenia wymagającego obrony (koniecznej).

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 21:00
0

jagoda napisał(a):Justyna82 napisał(a):bo kto ma prawo zabić?znasz kogos uprzywilejowanego do morderstwa?
ja nie.
Kto ma prawo odebrać życie drugiemu człowiekowi?
1. żołnierz w czasie wojny/konfliktu zbrojnego
2. człowiek wykonujące karę śmierci np. w USA, Japonii, Singapurze, itp.
3. policjant na służbie
4. każdy z nas w granicach obrony koniecznej
pk
i tyle?
zlecisz zabicie dziecka kobiety, ktora go nie chce puktowi 1? 2? 3? czy 4?

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 20:59
0

Justyna82 napisał(a):bo kto ma prawo zabić?znasz kogos uprzywilejowanego do morderstwa?
ja nie.
Kto ma prawo odebrać życie drugiemu człowiekowi?
1. żołnierz w czasie wojny/konfliktu zbrojnego
2. człowiek wykonujące karę śmierci np. w USA, Japonii, Singapurze, itp.
3. policjant na służbie
4. każdy z nas w granicach obrony koniecznej

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 20:58
0

Nabla napisał(a):Justyna82 napisał(a):mimo to ... ja bym nie mogła.
Kochana, ja tez bym nie mogla. Ale to nie powod, zebym mowila, ze nikt inny nie ma prawa.
a to,że nikt nie ma prawa to inna rzecz.
Bo nikt nie ma prawa zabić.- takie jest moje zdanie. może malo popularne w tych czasach,ale takie jest.
bo kto ma prawo zabić?znasz kogos uprzywilejowanego do morderstwa?
ja nie.

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 20:57
0

Justyna82 napisał(a):mimo to ... ja bym nie mogła.
Kochana, ja tez bym nie mogla. Ale to nie powod, zebym mowila, ze nikt inny nie ma prawa.

Odpowiedz
Reklama
Gość 2013-08-16 o godz. 20:55
0

jagoda napisał(a):9 miesiecy razem. całe życie osobno.
Jak to osobno? Dziecko trzeba ubrać, wychować, opiekować się nim, to ogromna odpowiedzialność. Niestety nie każdą kobietę stać na to materialnie, a często też psychicznie czy społecznie.

W idealnym świecie byłoby pewnie tak: kobieta zachodzi w ciążę, nie chce dziecka, przez 9 miesięcy nosi ciążę, rodzi, oddaje dziecko do adopcji. Wszystko pięknie, ładnie, dziecko znajduje kochających rodziców i wszyscy są szczęśliwi. ALE nie żyjemy w świecie idealnym. Żyjemy w świecie, w którym niechciane dzieci lądują na śmietnikach, są latami katowane przez rodziców, dla których są balastem.. Moim zdaniem legalizacja aborcji byłaby po prostu mniejszym złem.
cos w tym jest.
mimo to ... ja bym nie mogła.

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 20:54
0

9 miesiecy razem. całe życie osobno.
Jak to osobno? Dziecko trzeba ubrać, wychować, opiekować się nim, to ogromna odpowiedzialność. Niestety nie każdą kobietę stać na to materialnie, a często też psychicznie czy społecznie.

W idealnym świecie byłoby pewnie tak: kobieta zachodzi w ciążę, nie chce dziecka, przez 9 miesięcy nosi ciążę, rodzi, oddaje dziecko do adopcji. Wszystko pięknie, ładnie, dziecko znajduje kochających rodziców i wszyscy są szczęśliwi. ALE nie żyjemy w świecie idealnym. Żyjemy w świecie, w którym niechciane dzieci lądują na śmietnikach, są latami katowane przez rodziców, dla których są balastem.. Moim zdaniem legalizacja aborcji byłaby po prostu mniejszym złem.

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 20:52
0

jagoda napisał(a):Justyna82 napisał(a):wiesz, ja nie uznaje aborcji, wiec nie rozróżniam jej na legalna i nielegalną.
mnie sie wydaje,że byłoby znacznie gorzej.
bo to byłoby tak jak przyzwolenie.
wiesz, jak mozna zrobic aborcje, to czemu nie, jestem w ciazy, dziecka nie chce, no to co?a ide do lekarza, pozbywam sie balastu i heja w ogień.
a tak...nie ma przyzwolenia.
Nie ma przyzwolenia, więc aborcja odbywa się w tzw. podziemiu, w warunkach często odbiegających od norm, za grube pieniądze..

powiem brzudko,ze moim zdaniem kobieta jest tylko "nosicielką", "inkubatorem".
dziecko, które w sobie nosi, jest zupełną odrębnością.
Czyli jednak wartościujesz życie ludzkie? Dziecko ważniejsze niż matka?
nie wartościuje. mam na mysli tylko to,że kobieta to kobieta, dziecko to dziecko.
9 miesiecy razem. całe życie osobno.

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 20:51
0

Justyna82 napisał(a):wiesz, ja nie uznaje aborcji, wiec nie rozróżniam jej na legalna i nielegalną.
mnie sie wydaje,że byłoby znacznie gorzej.
bo to byłoby tak jak przyzwolenie.
wiesz, jak mozna zrobic aborcje, to czemu nie, jestem w ciazy, dziecka nie chce, no to co?a ide do lekarza, pozbywam sie balastu i heja w ogień.
a tak...nie ma przyzwolenia.
Nie ma przyzwolenia, więc aborcja odbywa się w tzw. podziemiu, w warunkach często odbiegających od norm, za grube pieniądze..

powiem brzudko,ze moim zdaniem kobieta jest tylko "nosicielką", "inkubatorem".
dziecko, które w sobie nosi, jest zupełną odrębnością.
Czyli jednak wartościujesz życie ludzkie? Dziecko ważniejsze niż matka?

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 20:50
0

Kasiape napisał(a):Justyna82 napisał(a):
moje zdecydowane NIE w spra
wie aborcji ,ma jakies tam podłoze religijne,nie powiem,ze nie.
ale sumienie by mnie zabiło.
Zabiloby ciebie. OK. Ale moze innych nie. Dlaczego maja nie miec mozliwosci wyboru czy donosic czy abortowac? Tu chodzi o wybor, o prawo do wyboru, o prawo do decyzji ktore jest kobietom odebrane przez innych uzurpujacych sobie prawo do decydowania o tym jak one maja zyc.
powiem brzudko,ze moim zdaniem kobieta jest tylko "nosicielką", "inkubatorem".
dziecko, które w sobie nosi, jest zupełną odrębnością.
dlaczego nie ma przyzwolenia na zabijanie ludzi poza łonem?
a dlaczego ludzie chca miec przyzwolenie na zabicie malego dziecka?
tylko dlatego,ze go jeszcze gołym okiem nie widać?tylko dlatego,ze jest tymczasowo częścią kobiety?po 9 miesiącach juz nie bedzie.

jedni drugich nie przekonają.mam tego świadomość.

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 20:49
0

Justyna82 napisał(a):
moje zdecydowane NIE w spra
wie aborcji ,ma jakies tam podłoze religijne,nie powiem,ze nie.
ale sumienie by mnie zabiło.
Zabiloby ciebie. OK. Ale moze innych nie. Dlaczego maja nie miec mozliwosci wyboru czy donosic czy abortowac? Tu chodzi o wybor, o prawo do wyboru, o prawo do decyzji ktore jest kobietom odebrane przez innych uzurpujacych sobie prawo do decydowania o tym jak one maja zyc.

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 20:47
0

jagoda napisał(a):Justyna82 napisał(a):na smietnkach?- z tchórzostwa i ciemnogrodu matek, ktore nie sa może uświadomione i boja się papirologii, może to małolaty,które ukrywały ciąze cały czas i teraz pozbyły sie problem
Pytanie było raczej retoryczne ;) Nie uważasz, że legalna aborcja pomogłaby w jakimś stopniu rozwiązać ten problem?
wiesz, ja nie uznaje aborcji, wiec nie rozróżniam jej na legalna i nielegalną.
mnie sie wydaje,że byłoby znacznie gorzej.
bo to byłoby tak jak przyzwolenie.
wiesz, jak mozna zrobic aborcje, to czemu nie, jestem w ciazy, dziecka nie chce, no to co?a ide do lekarza, pozbywam sie balastu i heja w ogień.
a tak...nie ma przyzwolenia.
jestem katoliczka,ale przyznaje,ze nie robie wszytskiego zgodnie z wiarą, -załuje,
moje zdecydowane NIE w spra
wie aborcji ,ma jakies tam podłoze religijne,nie powiem,ze nie.
ale sumienie by mnie zabiło.zreszta my bardzo chcemy miec dziecko.
pozatym nie nazwałabym "problemem" stanu błogoslawionego, mówiąc wzniosle. :)
takie moje zdanie.

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 20:45
0

Justyna82 napisał(a):na smietnkach?- z tchórzostwa i ciemnogrodu matek, ktore nie sa może uświadomione i boja się papirologii, może to małolaty,które ukrywały ciąze cały czas i teraz pozbyły sie problem
Pytanie było raczej retoryczne ;) Nie uważasz, że legalna aborcja pomogłaby w jakimś stopniu rozwiązać ten problem?

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 20:44
0

jagoda napisał(a):Justyna82 napisał(a):gdybym zas nie mogła go zatrzymać..nawet nie chce o czyms takim mysleć, to urodziałabym i oddała.
jest tyle biednych pod tym wzgledem par, które nie moga miec dziecka, ze dało by m to wiele radości miec taką kruszyne na wychowaniu i do kochania.
Taaak, to takie łatwe rozwiązanie: nie chce się dziecka, można je przecież oddać, nie trzeba decydować się na aborcję. Skoro to takie proste, to skąd się bierze problem dzieci porzucanych na śmietnikach?

Justyna82 napisał(a):urodzil sie- kochane i cudne to bylo dziecko, ale cierpiace, wiecznie na prochach, szybko sie meczyl, sine usteczka,ale tak bardzo pragnal zyc, bawic sie.
operacje- nieuniknione.
5 lat żył.
Cóż, to jest zdecydowanie kwestia sporna: czy większym złem jest aborcja, czy skazanie dziecka na 5letnie cierpienia :|

Justyna82 napisał(a):pozwolmy dzieciom żyć!
Co za wzniosła odezwa! Zgadzam się! Pozwólmy dzieciom żyć!


na smietnkach?- z tchórzostwa i ciemnogrodu matek, ktore nie sa może uświadomione i boja się papirologii, może to małolaty,które ukrywały ciąze cały czas i teraz pozbyły sie problemu

kwestia sporna zyc czy umrzec?- wierz mi, lepiej bylo dla wszytskich łacznie z Nim,że żył, ile było w nim radości i ile nam jej dawał.kiedy sie kocha, nie ma sie takich watpliwości.pozatym kazdy do konca ma nadzieje,ze stanie sie cud. bez nadzieji umiera wszytsko.

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 20:43
0

Justyna82 napisał(a):gdybym zas nie mogła go zatrzymać..nawet nie chce o czyms takim mysleć, to urodziałabym i oddała.
jest tyle biednych pod tym wzgledem par, które nie moga miec dziecka, ze dało by m to wiele radości miec taką kruszyne na wychowaniu i do kochania.
Taaak, to takie łatwe rozwiązanie: nie chce się dziecka, można je przecież oddać, nie trzeba decydować się na aborcję. Skoro to takie proste, to skąd się bierze problem dzieci porzucanych na śmietnikach?

Justyna82 napisał(a):urodzil sie- kochane i cudne to bylo dziecko, ale cierpiace, wiecznie na prochach, szybko sie meczyl, sine usteczka,ale tak bardzo pragnal zyc, bawic sie.
operacje- nieuniknione.
5 lat żył.
Cóż, to jest zdecydowanie kwestia sporna: czy większym złem jest aborcja, czy skazanie dziecka na 5letnie cierpienia :|

Justyna82 napisał(a):pozwolmy dzieciom żyć!
Co za wzniosła odezwa! Zgadzam się! Pozwólmy dzieciom żyć!

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 20:42
0

Ja powiem tylko tyle, że widze róznice pomiedzy matką a jej dzieckiem,to,że jej wystaje brzuch w którym jest jej dziecko nie znaczy ze to jest ona.
nie wiem czy mnie rozumiecie.
mam na mysli to,że kobieta w ciązy jest tylko,albo az 9 miesięcy, później juz nie
i nagle co?-niespodzianka! po 9 mies brzucha juz nie ma.
jest gołym okiem widoczne,ze jest ich dwoje.
tym może nieco pokręconym wywodem chce asugerowa to,że ja osobiście nie byłabym skłonna poddac sie morderstwu mojego dziecka,
gdybym zas nie mogła go zatrzymać..nawet nie chce o czyms takim mysleć, to urodziałabym i oddała.
jest tyle biednych pod tym wzgledem par, które nie moga miec dziecka, ze dało by m to wiele radości miec taką kruszyne na wychowaniu i do kochania.

jesliby natomiast ciąza zgrazala matce?..hm... nie wiem..
gdyby dziecko w brzuszku juz bylo chore?-moj chrzesnak, teraz jest juz ANIOŁKIEM, bedąc w brzuchu wiadomo bylo,ze ma chore serce, lekarze sugerowali aborcje. jego rodzice,az zadrzeli ze zlosci.
urodzil sie- kochane i cudne to bylo dziecko, ale cierpiace, wiecznie na prochach, szybko sie meczyl, sine usteczka,ale tak bardzo pragnal zyc, bawic sie.
operacje- nieuniknione.
5 lat żył.
ale nikt nie zamienilby tych 5 lat na nic innego!!!!!

pozwolmy dzieciom żyć!

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 20:41
0

no i kolejny argument w dyskusji (zainspirowany artykułem z gazeta.pl, który linkuję poniżej - uwaga, drastyczny) - możliwość błędu w ocenie okoliczności, które wpływają na decyzję o aborcji.

http://serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34180,3973620.html

Odpowiedz
Zwykly-cud 2013-08-16 o godz. 20:40
0

siuda_baba napisał(a):NICZEGO nie przyjmuj bezkrytycznie. Im bardziej odpowiada Ci jakaś koncepcja, tym bardziej szukaj dziury w całym.
Oj szukam, szukam :D

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 20:40
0

To jeszcze ja na koniec ze swoimi trzema groszami - nie chciałam, ale mnie tak zafascynował cytat w Twoim podpisie, że muszę (ja tam miesiączkę łączę z fazami księżyca. ;) Zapytaj tego osobnika od wykładu, czy słyszał o wędrującej macicy - źródła antropologiczne dot. polskiej medycyny ludowej mówią, że panowie także ją mają. Może zamiast tego "mózgu"? :lizak:)
A teraz poważnie. Szczerze mówiąc, porządne badania naukowe powinny mieć jako wstęp taką właśnie metryczkę o metodach wykonania etc., inaczej nie nadają się np. na materiał porównawczy. To, czy mają, inna sprawa, nic mnie nie zdziwi, bo zakładam raczej nieuczciwość niż uczciwość badaczy. Nie wiem, czy badania, które tu podałaś, wyszukałaś sama, czy może miałaś je podane "z drugiej ręki" w ramach wykładu. Jeśli to drugie, to o jedno Cię proszę: zawsze patrz na ręce (na słowa) wykładowcom, zadawaj sobie (i innym) pytanie na ten temat, NICZEGO nie przyjmuj bezkrytycznie. Im bardziej odpowiada Ci jakaś koncepcja, tym bardziej szukaj dziury w całym. Wykładowcy niestety lubią mieć zgadzających się na wszystko studentów, którym mogą imputować dowolną ideologię, a w ostateczności nawet bzdurę. I studenci często zgadzają się na ten spokój, bo mają "piątki", zaliczenia i co tam chcą. O ile tematyka studiów jest wystarczająco oderwana od rzeczywistości, wielka krzywda się nie dzieje. Gorzej, jeśli uczelnie produkują takich lekarzy, prawników, ekonomistów. No, dość idealizmu. Trzymam kciuki za kolokwium. 8)

Odpowiedz
Zwykly-cud 2013-08-16 o godz. 20:38
0

Melba napisał(a):Przecież sporo już powyżej napisałam, nie tylko ja.
Mam wrażenie, że się zaparłaś, żeby bronić tych badań "bo taK" i ok, ale nie wkładaj mi proszę pod klawiaturę słów, jakie z niej nie wyszły. Podałam swoje zastrzeżenia do tych badań, w kilku postach pisałam o tym, więc nie jest to zdecydowanie "bo nie".
Rozumiem, że te badania pasują do Twojej koncepcji tego problemu i nie chcesz się z nimi rozstać, to jednak samo przez się nie czyni ich wiarygodnymi. A już na pewno nie aktualnymi dla współczesności.
I to ja Cię prosiłam kilka watków temu o szczegółowe dane o tych badaniach - nie dałaś ich. Być może nie masz do nich dostępu, rozumiem. Jednak dopóki nie poczytam sobie o autorze, grupie badawczej, grupie kontrolnej, profilu respondentów, zastosowanych narzędziach badawczych, warunkach badań, wynikach i sposobie ich opracowania, konstrukcji kwestionariuszy itp. plus takich "drobnych" danych jak data badania i ich reprezentatywność / jej brak na gruncie innych społeczeństw - to nie są to dla mnie dane przekonujące.
Już te dane na temat rzekomej umieralności i skali tego zjawiska - zaalarmowały mnie. Potem, po danych przytoczonych przez Shiadhal, okazało się, że to coś albo wziętego z sufitu, albo, co najmniej, wyrwanego z kontekstu.
Jak więc mamy się do tych badań odnieść?
Melbo, tak na poczatku chcialam powiedziec, ze piszac swojego ostatniego posta nie odnioslam sie do Twojej wypowiedzi o nowych doniesieniach na temat depresji. Po prostu go nie zauwazylam. Sorry za niedopatrzenie.

Skoro juz go zauwazylam to czy moglabym cie Melbo prosic o wiecej danych. Miedzy innymi chodzi mi o informacje "o autorze, grupie badawczej, grupie kontrolnej, profilu respondentów, zastosowanych narzędziach badawczych, warunkach badań, wynikach i sposobie ich opracowania, konstrukcji kwestionariuszy itp. plus takich "drobnych" danych jak data badania i ich reprezentatywność / jej brak na gruncie innych społeczeństw " ;)
Sadze, ze badania statystyczne to jest cos czyms sie interesujesz i choc odrobine znasz. I pewnie wiesz, ze tego typu informacji np o sposobie opracowania badan sie nie podaje. Z prostej przyczyny- wywod na temat metod badania, sposobu wyboru probki, okreslania wynikow zajal by kilkukrotnie wiecej niz same dane statystyczne, o ktore nam chodzi. Wiem o czym mowie, bo z racji zawodu mojego meza mam z tym (chce czy nie chce) do czynienia.
Zreszta wspominalam mu co nieco o naszym watku i tylko powiedzial, ze nudzi nam sie, ze sie spieramy o te dane, bo kazde najbardziej wiarygodne badania mozna podwazyc pytaniami o metode wyboru probki, obrobke wynikow, sposoby statystycznej oceny wynikow( i tu nastapilo dlugie i entuzjastyczne bla bla bla ;) )

Shiadhal, Aleba sorry, ze nie odnosze sie do Waszych postow(ale czytam).

Nie wiem nawet, kiedy dalam sie wciagnac w te dyskusje, ktora jak sadze, prowadzi donikad. Ani Wy mnie, ani ja Was nie przekonam. Chocby nie wiem jakie bysmy tu dane statystyczne przedstawily (bo przeciez kazde mozna obalic).
Ze swojej strony mam tylko nadzieje, ze kogos nasza dyskusja zainspirowala do tego, by troche poszperac np w necie i poczytac czy aborcja ma jakies konsekwencje np zdrowotne czy nie. Czy sluzy dobru kobiety czy nie... bo od tego mamy mozg, zeby myslec i zadawac pytania :D

I blagam nie ciagnijmy juz wiecej tego watku, bo ja mam kolosa z lekow w tym tygodniu i musze kuc :D

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 20:37
0

Tak zupełnie na marginesie: ciekawy jest dla mnie nurt, powiedzmy, 'antyaborcyjny' starający się dowodzić, jaka to aborcja jest straszna i paskudna dla kobiety jej dokonującej - co w obliczu całości zjawiska jest problemem co najmniej drugorzędnym...

A i przekonywujące chyba nie jest jakoś szczególnie.

Czytałam wzmiankę o jakichś amerykańskich badaniach nt zmian w postrzeganiu dopuszczalności aborcji przez społeczeństwo - ostro się to wahało przez ostatnie 30 lat, w tym w ciągu ostatnich kilku lat przyzwolenie na aborcję spadało, także wśród młodych osób, co zdziwiło badaczy; dokładniejsza analiza pokazała, że nie tyle jest to wynikiem polityki rządu, co działania zupełnie oddolnego (i w sumie nie mającego celów ideolo) - mianowicie ciężarówki masowo zaczęły rozsyłać rodzinie i znajomym zdjęcia swoich dzieci z USG - co jakoś tak namacalnie uświadomiło bardzo wielu osobom, że dziecko w łonie matki to żywy malutki człowiek.

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 20:36
0

Zwykły-cudzie, a czy oprócz odbijania piłeczki zdobędziesz się na odpowiedzi na zadane pytania?

Odpowiedz
Zwykly-cud 2013-08-16 o godz. 20:35
0

Melba napisał(a):
Co do Twoich koncepcji o nieprzedawnianiu się tych badań po dwóch dekadach i o miarodajności na polskim gruncie - nie są one trafne.
Gdy byłam w przedszkolu, to "argumenty" rodziców, nauczycieli "są, bo są", "nie, bo nie" wydawały mi się nie do zbicia.Teraz jestem troche bardziej wymagajaca...
Melbo, zadalam sobie troche trudu, zeby przedstawic Ci moje argumenty i wydaje mi sie, ze sie obronilam. Jesli jednak nie zgadzasz sie ze mna to prosze przedstaw troche lepsza obrone swojego zdania, opinii. Napisalas, ze podane przeze mnie dane nie sa trafne. Czy moglabys podac jednak jakies fakty obalajace wyniki badan o ktorych mowimy?

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 20:33
0

A ja bym jeszcze zapytała - może naiwnie - czy te wyniki zostały w jakikolwiek sposób zderzone z wynikami badań kobiet niemających takiego doświadczenia życiowego jak aborcja.
Interesuje mnie na przykład jaki był w tej grupie odsetek kobiet zapadających na depresję w tamtym okresie.
No i jeszcze zauważę, że przez te 20 lat definicja depresji zmieniła się pewnie kilka razy - więc może warto byłoby przeanalizować czy to, co wtedy nazwano depresją, dzisiaj i w warunkach polskich nadal tą depresją jest.
No i to, o co pyta Shiadhal jest też bardzo ważne.

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 20:32
0

Zwykly-cud napisał(a):Co do metodologii...dana chorobe, zaburzenie u pacjentki stwierdza sie badz nie. Jesli lekarz ma watpliwosci to sie konsultuje z kims bardziej doswiadczonym lub ekspertem w danej dziedzinie. Kazdy przypadek w tego typu badaniach musi zostac bardzo dokladnie udokumentowany. W metodologii, wiec takze nie upatrywalabym szansy na zdyskredytowanie tych badan.
No ale właśnie - nie odpowiedziałaś wcześniej na pytania, więc np ja nadal nie wiem, czy badane kobiety same wymieniały sytuacje, których doświadczyły po aborcji, czy wpisywano te zaburzenia, które zostały potwierdzone diagnozą lekarską. Już nie wspominając o tym, że nadal nie wiem, jak zostały dobrane do próby.

Co więcej, ta pierwsza ewentualność wydaje mi się nawet dlatego bardziej prawdopodobna, że piszesz o odsetkach typu 60-70% przy niektórych zaburzeniach - a równocześnie, że leczyło się z powodu rozmaitych zaburzeń psychicznych (i to w większości tych nie ujętych na liście) około 25% próby.

Nie wspominając już o doborze słów - 'were you depressed following the abortion?' vs 'did you suffer from a major depression following the abortion?' może dać kolosalnie różniące się odpowiedzi, i wbrew pozorom to pierwsze pytanie nie jest równoważne potem ze stwierdzeniem, że 'x procent kobiet miało depresję'.

Odpowiedz
Zwykly-cud 2013-08-16 o godz. 20:31
0

carol napisał(a):czy uwazasz ze Badania byly prowadzone od 1981 do 1985 roku na losowej probie ponad 600 kobiet przez wymieniony przeze mnie uniwersytet minnesota.
sa nadal miarodajne?? jjakby nie patrzec byly one przeprowadzone 20 lat temu...
Idac tym tropem nalezaloby przynajmniej co kilka lat sprawdzac czy przypadkiem teoria Mikolaja Kopernika sie nie przedawnila... 8)
Tego typu badania to nie jest cos co podlega jakims duzym zmianom. Albo czlowiek jest podatny na pewne zyciowe sytuacje albo nie. Czy naprawde sadzicie, ze kobiety, ktore dokonaly aborcji 20 lat temu byly jakos slabsze psychicznie od wspolczesnej kobiety? Ja szczerze watpie, bo wraz z rozwojem cywilizacji i szeroko rozumianym postepem podatnosc na wszelkie stresy rosnie. Zycie stawia przed nami coraz wieksze wymagania i nasze zycie (np zawodowe) jest duzo bardziej skomplikowane od tego do ktorego przywykly nasze matki. Poziom stresu jest duzo wyzszy niz 20 lat temu(o czym swiadczy rosnace zapotrzebowanie na psychoterapeutow, psychologow, psychiatrow i srodki uspokajajace)
Tak samo argument, ze USA a Polska to co innego wydaje mi sie byc naiwny. Amerykanki sa duzo bardziej otwarte na mowienie o swoich problemach, nie tlamsza w sobie uczuc jak kobiety mieszkajace nad Wisla. Dlatego tez mozna by sadzic, ze badania przeprowadzone na Polkach nie byly by lepsze. Nie wiem czy gorsze, ale lepsze na pewno nie.
Co do metodologii...dana chorobe, zaburzenie u pacjentki stwierdza sie badz nie. Jesli lekarz ma watpliwosci to sie konsultuje z kims bardziej doswiadczonym lub ekspertem w danej dziedzinie. Kazdy przypadek w tego typu badaniach musi zostac bardzo dokladnie udokumentowany. W metodologii, wiec takze nie upatrywalabym szansy na zdyskredytowanie tych badan. :P

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 20:31
0

Ja dodatkowo byłabym ostrożna przy przenoszeniu wyników tych badań na nasz grunt.
W końcu USA i Polska to jednak trochę inne realia.

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 20:29
0

Melba napisał(a):carol napisał(a):czy uwazasz ze Badania byly prowadzone od 1981 do 1985 roku na losowej probie ponad 600 kobiet przez wymieniony przeze mnie uniwersytet minnesota.
sa nadal miarodajne?? jjakby nie patrzec byly one przeprowadzone 20 lat temu...
Nie są.
i chyba wszystko co mozna powiedziec na temat wynikow badan ktore podala Zwykly cud....

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 20:28
0

czy uwazasz ze Badania byly prowadzone od 1981 do 1985 roku na losowej probie ponad 600 kobiet przez wymieniony przeze mnie uniwersytet minnesota.
sa nadal miarodajne?? jjakby nie patrzec byly one przeprowadzone 20 lat temu...

Odpowiedz
ampa 2013-08-16 o godz. 20:28
0

Zwykly-cud napisał(a):Troche smutne, ze tak malo osob mysli o prawie dziecka do zycia, a tak wiele silnie utozsamia sie z matka, ktorej zdarzyla sie wpadka.
bo matką której zdarzyła się wpadka moge być a niechcianym dzieckim nie!!!
to jest jak z historyjka o bogaczu który zawsze dawał pieniądze na schronisko dla bezdomnych a nie na uniwersytet bo twierdził,że biednym może zawsze zostac a geniuszem raczej nie ma szans ot i cały witz

Odpowiedz
Zwykly-cud 2013-08-16 o godz. 20:27
0

Melba napisał(a):[Dane są ciekawe, dopóki jednak nie mogę doczytać na jakiej populacji zostały przeprowadzone badania i przez kogo, jaką metodą - to są na razie dane z sufitu, dla mnie. I nie dlatego, że wskazują, że "aborca jet be", bo z tym się akurat zgadzam i liczę. Ale już samo to twioerdzenie dotyczące śmiertelności trąci propaganda i jak widać, nijak się ma do prawdy (mówię o cytacie wklejonym przez Shiadhal).
Badania byly prowadzone od 1981 do 1985 roku na losowej probie ponad 600 kobiet przez wymieniony przeze mnie uniwersytet minnesota.
Co do metod to szczerze mowiac nie za bardzo Cie rozumiem...mozesz sprecyzowac o co Ci chodzi?

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 20:25
0

to ja tak dla porównania przeklejam dane nt głównych przyczyn śmierci z anglojęzycznej wikipedii (jak ktoś chce tłumaczenie, to dopiszę, ale chyba dość jasne są pozycje) - z rozbiciem na kraje rozwinięte i rozwijające się. dane oparte są o znacznie bardziej szczegółowy raport WHO za rok 2002 do poczytania http://www.who.int/entity/whr/2004/annex/topic/en/annex_2_en.pdf


Causes of death in developing countries / Number of deaths

HIV-AIDS / 2,678,000
Lower respiratory infections / 2,643,000
Ischaemic heart disease / 2,484,000
Diarrhea / 1,793,000
Cerebrovascular disease / 1,381,000
Childhood diseases / 1,217,000
Malaria / 1,103,000
Tuberculosis / 1,021,000
Chronic obstructive pulmonary disease / 748,000
Measles / 674,000

Causes of death in developed countries / Number of deaths

Ischaemic heart disease / 3,512,000
Stroke / 3,346,000
Chronic obstructive pulmonary disease / 1,829,000
Lower respiratory infections / 1,180,000
Lung cancer / 938,000
Car accident / 669,000
Stomach cancer / 657,000
High blood pressure / 635,000
Tuberculosis / 571,000
Suicide / 499,000
i z kolei dopytam się, Zwykły-cud, o te cytowane przez Ciebie badania nt kondycji psychicznej kobiet po aborcji - te procenty to odnośnie populacji kobiet po aborcji, kobiet po aborcji z powodów socjoekonomicznych, kobiet po aborcji zgłaszających problemy natury psychologicznej czy jeszcze jakiejś innej?

uprzedzając Twoje prawdopodobne pytanie o to, dlaczego pytam i komentuję Twoją wypowiedź: z dwóch równorzędnych powodów. jeden to chęć poszerzenia wiedzy, drugi - niechęć do propagandy i naginania danych nawet (a w zasadzie: szczególnie) w słusznej sprawie.

Odpowiedz
Zwykly-cud 2013-08-16 o godz. 20:24
0

Melba napisał(a):Dziękuję, to ciekawe dane, czy mogę jeszcze poprosić o linka lub źródło?

Co do tego:

Zwykly-cud napisał(a):Aborcja jest drugą przyczyną śmierci na świecie.W wyniku powikłań poaborcyjnych umiera rocznie na świecie około 100 tysięcy kobiet.
to jakaś fantazja chyba jednak. Albo niedokładny cytat/ tłumaczenie.
Melba, zastanawiam sie z czego wynika Twoja dociekliwosc... z checi poglebienia swojej wiedzy(to by Ci sie bardzo chwalilo :) ) czy moze z checi przylapania mnie na czyms ( hmmm dlaczego?)

Co do tych statystyk- wcale nie uwazam, zeby byly ciekawe, wrecz przeciwnie, jest bardzo niepokojace, ze takich informacji sie nie podaje kobietom do wiadomosci zanim podejma decyzje i rozpoczna lata pelne wyrzutow sumienia i leczenia powiklan.

Linka Ci nie podam, bo nie czerpalam tej wiedzy z internetu. Dane sa z konferencji naukowej, ktora odbyla sie na Akademii Medycznej w Łodzi w kwietniu tego roku.
Uprzedzajac (prawdopodobnie) Twoje pytanie podaje linka do info na temat konferencji. :P
http://www.lekarski.fututo.pl/ifmsa/index.php?option=com_content&task=view&id=39&Itemid=33

Odpowiedz
Zwykly-cud 2013-08-16 o godz. 20:22
0

Mialy byc statystyki:

Dla ogolnego obrazu, zeby wiedziec o jakich liczbach mowimy:
Dane szacunkowe na temat liczby przeprowadzanych na świecie aborcji wahają się od 42 (Abortion TV) do 53 mln (Raport WHO, dane z roku 1997).
W statystyce dotyczącej całego świata tylko 6,1% aborcji dokonywanych jest z powodu ryzyka utraty zdrowia
Reszta przypadków to wszelkiego rodzaju przyczyny społeczne i psychiczne. Niechęć do wychowywania dziecka jest z nich największą - 25% czyli ok. 11'000'000 rocznie
Aborcja jest drugą przyczyną śmierci na świecie.W wyniku powikłań poaborcyjnych umiera rocznie na świecie około 100 tysięcy kobiet.
Średnio co trzy minuty dokonywany jest w Polsce jeden zabieg pozbawienia życia dziecka nienarodzonego.

To o co konkretnie pytalas:
Zaburzenia psychiczne spowodowane aborcją, określane są wspólną nazwą syndromu postaborcyjnego.
Skutki psychiczne aborcji:
73 proc. cierpiało na depresję
65 proc. miało tendencje samobójcze
61 proc. zaczęło nadużywać alkoholu
23 proc. podjęło próby samobójcze

Nie wspominajac o takich "drobiazgach" jak:
81 proc. myśli wciąż o zabitym dziecku,
73 proc. czuje się nieswojo w obecności dzieci,
69 proc. czuje niechęć do współżycia seksualnego,

To wg badań opublikowanych przez dr Speckhardt na Uniwersytecie Minnesota w 1985 r

Zas dane z badan w Hiszpanii:
61% - uzależnia się od alkoholu
65% myśli o samobójstwie
81% ma częste napady płaczu

Ogolnie:Po aborcji wzrasta prawdopodobieństwo wystąpienia choroby psychicznej: 25% kobiet dokonujących aborcji leczy się psychiatrycznie (z czego 39% leczy się na anoreksję lub bulimię), w porównaniu do 3% ogólnej populacji.

Uff. Sporo tego. Ale mam nadzieje Melbo, ze wywiazalam sie z zadania :|

Odpowiedz
Zwykly-cud 2013-08-16 o godz. 20:21
0

Melba napisał(a):Ponad połowa czyli dokładnie ile? Bo wiesz, można napisać "niemal połowie kobiet nie dzieje się w związku z tą decyzją nic złego". Statystyką łatwo jest obracać na dogodne sposoby. :P

Co z ciążami wynikłymi z gwałtu, Zwykły Cudzie?
To trzeba sie tak dokladnie deklarowac? ;)
Melba znasz mnie z innego watku lol Wiesz, ze dosyc konserwatywna jestem. :P Dlatego tez napisze, ze najwyzsza wartoscia dla mnie bylo i bedzie zycie ludzkie.
Ale z drugiej strony wolalabym sie wstrzymac od dania ostatecznej odpowiedzi na twoje pytanie. Gwalt to jest bardzo trudna sytuacja i trudna do oceny. Bardzo wazne jest to co czuje kobieta.

Co do tych statystyk to poszukam.

Odpowiedz
Zwykly-cud 2013-08-16 o godz. 20:19
0

Jestem za ochrona zycia dziecka od poczecia do narodzin, z wyjatkiem sytuacji gdy zycie matki jest zagrozone. Wtedy wybor powinien nalezec do niej.
Troche smutne, ze tak malo osob mysli o prawie dziecka do zycia, a tak wiele silnie utozsamia sie z matka, ktorej zdarzyla sie wpadka. Jasne,ze jest wiele sytuacji patologicznych, ale cala masa kobiet na rozdrozu to osoby robiace kariere albo majace juz 1-2 dzieci i bojace sie dodatkowych obowiazkow. Wybieraja na pierwszy rzut oka latwiejsza opcje, myslac sobie, ze to nie jest odpowiedni moment albo nie stac mnie na dziecko.
Tak jak pisala Lianka kobiety po aborcji maja olbrzymie problemy z poradzeniem sobie z tym co zrobily. Ponad polowa tych kobiet cierpi potem na zaburzenia psychiczne. To tyle.

Odpowiedz
Alma_ 2013-08-16 o godz. 20:19
0

Rosalinda napisał(a):ale adopcja jest ciężka...
mam znajoma która prowadzi rodzinne pogotowie opiekuńcze dla dzieci... tzn jest to rodzina gdzie dzieci przebywaja przez długi czas. i maja tu jak w normalnej rodzinie a nie w domu dziecka...
No właśnie - ale to jest kwestia uregulowań prawnych i przychylności różnych instytucji i to nad tymi problememi wartoby się zastanowić.

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 20:17
0

czyli aborcja dla dobra dziecka ?
Nie znam procedur adopcyjnych, ale zastanawiam się czy kobieta która rodzi niechciane dziecko, w założeniu, że nie jest to patologia (czyli np. rodzi to niechciane dziecko inteligentna, młoda kobieta z Forumi) nie ma żadnych szans na aktywne włączenie się w proces adopcji? Szukanie rozwiązania i pewności że jej dziecko trafi w "dobre ręce" ?
Wydaje mi się, że rozwiązanie usunąć, żeby nie trafiło do domu dziecka jakoś tak mało wrażliwe jest i pobudki też takie jakieś dziwne...

Odpowiedz
Rosalinda 2013-08-16 o godz. 20:16
0

Alma_ napisał(a):Moje poglądy na ten temat ostatnio łagodnieją... starzeję się? ;)

Oczywiście nie można kobiety do niczego zmuszać, ani podejmować za nią wyborów, ale może należałoby spopularyzować adopcję (wybór rodziców adopcyjnych przez matkę jeszcze przed urodzeniem i zrzeczenie się praw rodzicielskich tuż po)? W Polsce to chyba wciąż mało popularne rozwiązanie.
ale adopcja jest ciężka...
mam znajoma która prowadzi rodzinne pogotowie opiekuńcze dla dzieci... tzn jest to rodzina gdzie dzieci przebywaja przez długi czas. i maja tu jak w normalnej rodzinie a nie w domu dziecka...
i ta kobieta mi opowiadała, że bardzo trudno jest takie coś otworzyc że większośc dzieci z rodzin patologicznych trafia od ojca pijaka do placówki ;(
ludzie nie chcą brać obcych dzieci ... a jeszcze jak dziecko jest z wadą (chociażby z zespołem downa) to nie ma szans na znalezienie domu ;(
i powiem szczerze, gdybym już była w niechcianej ciązy wolałabym usunąć niz oddać do adopcji... własnie dlatego, że baabym się że nikt go nie weźmie do siebie

Odpowiedz
ewa78 2013-08-16 o godz. 20:14
0

Rosalinda napisał(a):ja też zaznaczyłam opcje nr 1 !!!!
po 1 jeżeli ciąża jest zagrozona kobieta powinna mieć prawo ją usunąc... jeżeli wykryje się jakies wady u dziecka albo jeżeli ciąża zagraża zyciu lub zdrowiu matki również decyzja powinna zalezeć od kobiety...
jeżeli kobieta zostanie zgwalcona tym bardziej decyzję powinna podejmowac ona a nie pan doktor czy Roman Giertych ...
Tak dla wiadomości. Jeśli ciąża zagraża życiu lub zdrowiu matk,i to prawo zezwala na aborcję i jest tylko i wyłącznie decyzja tej kobiety. Jeśli ciąża wynikła z gwałtu to również może być usunięta zgodnie z prawem.

Jestem przeciwniczką aborcji. Bo jestem matką, widziałam jak w moim brzuchu bije serce dziecka, żywej istoty i nie byłabym w stanie położyć kres temu życiu.
Zawsze po urodzeniu można się przecież zrzec praw do dziecka i jest bardzo dużo rodzin, któe czekają właśnie na takie maluszki.

Odpowiedz
Alma_ 2013-08-16 o godz. 20:14
0

Moje poglądy na ten temat ostatnio łagodnieją... starzeję się? ;)

Oczywiście nie można kobiety do niczego zmuszać, ani podejmować za nią wyborów, ale może należałoby spopularyzować adopcję (wybór rodziców adopcyjnych przez matkę jeszcze przed urodzeniem i zrzeczenie się praw rodzicielskich tuż po)? W Polsce to chyba wciąż mało popularne rozwiązanie.

Odpowiedz
till 2013-08-16 o godz. 20:13
0

Przypadkiem trafiłam na ten topic i jaka fajna lektura do poduszki mi się trafiła :D :D :D:

Praktyka wskazuje, że każdy normalny mężczyzna czując spoczywającą na nim odpowiedzialność z pewnością podjemie najlepszą obiektywnie decyzję. Mężczyzna jest tez odpowiedzialny za finanse domu. Oczywiście żona też może pracować, gdy tak wspólnie ustalą, a nawet zarabiać więcej. Odpowiedzialnośc jednak spoczywa na nim. jesli zona zajmie właściwą dla siebie pozycję wicedyrektora, lojalnej współpracowniczki, która zawsze stoi u jego boku ze słowami zachęty, uznania, otuchy- zamiast usiłować byc 'szyją" kręcącą w rzeczywistości całością spraw rodzinnych i konkurentem w karierze
:prayer: :prayer: :prayer:

Jako przyszła mężatka koniecznie muszę kupić sobie tą książeczkę, bo jeszcze swoimi nieobiektywnymi decyzjami i pędem do kariery zrujnuje nasze małżeństwo zanim jeszcze się zacznie :chlip:

A wracając do głównego wątku dyskusji - nie byłam orginalna i wybrałam 1.
Oczywiście tylko w porozumieniu z partnerem - w końcu to on podejmuje decyzję i zarządza finansami.

Odpowiedz
Rosalinda 2013-08-16 o godz. 20:11
0

ja też zaznaczyłam opcje nr 1 !!!!
po 1 jeżeli ciąża jest zagrozona kobieta powinna mieć prawo ją usunąc... jeżeli wykryje się jakies wady u dziecka albo jeżeli ciąża zagraża zyciu lub zdrowiu matki również decyzja powinna zalezeć od kobiety...
jeżeli kobieta zostanie zgwalcona tym bardziej decyzję powinna podejmowac ona a nie pan doktor czy Roman Giertych ...

Odpowiedz
awangarda w stylu retro 2013-08-16 o godz. 20:10
0

1

Odpowiedz
Alma_ 2013-08-16 o godz. 20:08
0

Są jeszcze ćwiczenia dla bardziej dociekliwych
https://www.mareno.pl/ksiazka.php?isbn=83-88725-11-4

Odpowiedz
Alma_ 2013-08-16 o godz. 20:07
0

Jeszcze nie dotarła, ale obiecuję podzielić się co ciekawszymi spostrzeżeniami ;)

Odpowiedz
focia 2013-08-16 o godz. 20:06
0

Prosimy, prosimy :)

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 20:05
0

Alma, prosimy o cytaty :)

Odpowiedz
Alma_ 2013-08-16 o godz. 20:04
0

Kerala napisał(a):A ta książka w ogóle jest jeszcze do dostania? Jeszcze dwa lata tamu była unikatem poszukiwanym równie usilnie, co "co wiejska kobieta wiedzieć powinna" (czy jakoś tak- tez świetne dziełko, polecam).
Jest ( http://www.mareno.pl/ksiazka.php?isbn=83-7195-016-0 ).
I, zachęcona cytowanymi fragmentami, spieszę ją nabyć lol

Odpowiedz
Kerala 2013-08-16 o godz. 20:03
0

A ta książka w ogóle jest jeszcze do dostania? Jeszcze dwa lata tamu była unikatem poszukiwanym równie usilnie, co "co wiejska kobieta wiedzieć powinna" (czy jakoś tak- tez świetne dziełko, polecam).
Melba, kierunek katolicki jest w tej książce bardzo wyraźny, a mogę to dodatkowo potwierdzić tym, że jedną z autorek ksiązki znam osobiście.
Ha, co więcej ta pani miała ze mną zajęcia z "przygotowania do życia w rodzinie". Już na pierwszych zajęciach mogłyśmy zobaczyć piękny szkic pokazujący narządy rodne kobiety z:
- założoną spiralką
- kapturkiem dopochwowym
- podwiązanymi jajowodami
- realistycznie oddanym żelem antyplemnikowym, który wyciekał z pochwy
- zaś w samej pochwie tej statystycznej samicy tkwiła dodatkowo prezerwatywa
To wszystko oczywiście celem ukazania nam, jaką szkodę wyrządzamy sobie samym stosując mechaniczne i chemiczne środki antykoncepcyjne. Szeroko omówiono także wpływ hormonalnej antykoncepcji na zdrowie psychiczne kobiety (oszczędzę Wam domysłów: jest to fatalny wpływ i grozi w najlepszym przypadku psychozą paranoidalną, bo rak macicy to pewnik, więc nawet o tym nie wspominam).
Z dalszych zajęć zrezygnowałam, więc niestety nie znam reszty poruszanych tematów. Na pewno jednak zajęcia były owocne, bo po zakończonym kursie trójka dziewcząt zaszła w ciążę ;)

Kerala

Odpowiedz
focia 2013-08-16 o godz. 20:02
0

Błągam, więcej cytatów z tego wiekopomnego dzieła :) Nie dam rady juz dzisiaj iść i zakupic, zeby ustawić na honorowym miejscu w bibliotece..

Odpowiedz
Kerala 2013-08-16 o godz. 20:00
0

NIe, tam nie ma nic o "płciowym akcie małżeńskim", ale jest za to o "pieczeniu ciasta w piecu małżeńskiej miłości". Nota bene: moja ulubiona metafora lol
A teraz zagadka: co autor miał na myśli pisząc "ciasto" ?

Kerala

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 19:58
0

Kerala napisał(a):
Tak czy inaczej wykazałaś się, Kiniak, gupoto piramidalno, bo to ŻONA jest, a nie "kobieta". Aby uzyskać z kobiety żonę należy coś (nie powiem, co) włożyć do pieca małżeńskiej miłości. Voila. Dopiero wtedy można jej kupić parasol.

O ja, gupia, niedoczytana. Wracam pędem do lektury. Zawsze mogę ku pocieszeniu zbrukanego sumienia zatańczyć z arbuzem

Odpowiedz
Kerala 2013-08-16 o godz. 19:58
0

Mnie bardziej wzrusza kobieta w czepku pływackim. Po cholerę ona czepek do łóżka zakłada? Pewnie dlatego, bo jej mąz lubi się bzykać w gumowych rękawiczkach, albowiem urodził się ze spiralą wrosniętą w tkanki.

Tak czy inaczej wykazałaś się, Kiniak, gupoto piramidalno, bo to ŻONA jest, a nie "kobieta". Aby uzyskać z kobiety żonę należy coś (nie powiem, co) włożyć do pieca małżeńskiej miłości. Voila. Dopiero wtedy można jej kupić parasol.

Kerala

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 19:56
0

Oddać, nie oddam. Bo wzrusza mnie kobieta z dziurawym parasolem. 8)

Odpowiedz
Kerala 2013-08-16 o godz. 19:54
0

Nie wypożyczaj, ani nie oddawaj. Kiedyś wnukom będziesz to czytać jako opowieści z dreszczykiem.

Kerala

ps. U mnie ta książka stoi na poczesnym miejscu 8) obok Edyty Stein i zbioru katolickiej prasy kobiecej. Ot, takie mam zboczenie hobbystyczne.

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 19:52
0

OT dla zainteresowanych:
Kiedyś po artykule chyba w "Wysokich obcasach" zakupiłam "Zanim wybierzesz", co by na własnej skórze poczuć "współczesną edukację seksualną" młodzieży.
Kopara opadła mi do ziemi. Chętnym książkę wypożyczę. Za darmo ;)

Odpowiedz
focia 2013-08-16 o godz. 19:51
0

Wracając do właściwego tematu wątku..

Zagłosowałam za opcją nr 1. Nie wiem czy usunęłabym ciążę. Ale chcę mieć prawo wyboru. Chcę refundowanej antykoncepcji. Chce realnych zapisów prawnych, a nie tych cieszących pewną grupę ludzi - jak działa obecna ustawa wiemy... Chcę edukacji seksualnej. Chcę dobrych i skutecznych rozwiązań socjalnych. Chcę równouprawnienia. I tolerancji dla innych, czy chcą aborcji, czy nie, czy są homo czy hetero też.

Odpowiedz
Big Men 2013-08-16 o godz. 19:49
0

Odpowiadając na pytanie podstawowe - uważam że decyduje otoczenie, układ w którym kobieta się znajduje. Tylko znikoma część decyzji może uniniezależnić kobietę od zdefiniowanej przez uklad sytuacji. Bardzo mało jest osób które popłyna pod wiatr i fale. Ot co.

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 19:48
0

Big_Sister napisał(a):
Czy jednak da się nauczyć dziewczynę mądrości, którą zdobywa się z wiekiem i doświadczeniem? Czy da się nauczyć tego złotego środka - czyli ufać mężczyźnie, ale mieć oczy szeroko otwarte? Nie sądzę.
zgadzam sie że madrosc zdobywa sie z wiekiem, ale pewne zasady, swiatopoglad, sposob patrzenia na mezczyzne i sex ksztaltuja sie uwazam juz u nastolatek, tak samo szacunek do siebie jako czlowieka i kobiety szacunek dla ciala i uczuc itp. to wszystko sa zyciowe skladowe, wychowania swiatopogladu podejscia do zycia. i w ksztaltowaniou tego podejscia, edukacja seksualna, jak kazda powazna rozmowa o zyciu i czlowieku jest przydatna, moim zdaniem i moze cos zadzialac.

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 19:46
0

Big_Sister napisał(a):ncepcyjna.

Czy jednak da się nauczyć dziewczynę mądrości, którą zdobywa się z wiekiem i doświadczeniem? Czy da się nauczyć tego złotego środka - czyli ufać mężczyźnie, ale mieć oczy szeroko otwarte?
Ej, ale ani wiek, ani doswiadczenie nie gwarantuje unikniecia 'wtopy'. Sparzyc sie mozesz wielokrotnie i chyba jedyne, co tak naprawde moze Cie ustrzec przed kolejna, to calkowity brak zaufania do kogokolwiek, co zaprowadzi badz do cynizmu i egoizmu w polaczeniu z wykorzystywaniem, albo do 'skazania sie' (celowo cudzyslow, bo czasem to najlepsze wyjscie, zadna kara) na samotnosc.
A akurat wychowanie seksualne, o ile byloby rozsadne, a nie naszpikowane haslami rodem z tranparentow LPR-u, moze 'wspomoc' przynajmniej co niektore jednostki, a pozostalym nie zaszkodzi. Tym samym moim zdaniem warto w to zainwestowac, nawet jesli 'wspomogloby' jedynie 2 przypadki na 1000.

Odpowiedz
Big_Sister 2013-08-16 o godz. 19:46
0

K2, ltości

Tłumaczę ostatni raz, bo mje zaraz Melba wywali i będę musiała się sklonować albo se numerki zmieniać nie daj boze.

A więc zacytowane przez Ciebie moje zdania np. o tym, że Melba swoim poglądem krzywdzi wiele kobiet napisałam, ZANIM ona uściśliła precyzyjnie, że chodziło jej TYLKO o młode, głupie i niedoświadczone dziewczęta (nastolatki?), które wpadły. Zanim jednak to uściśliła, to skąd mogłam wiedzieć, ze miała tylko je na myśli? Owszem, w swojej wypowiedzi napisała "młodzież", ale duchem świętym nie jestem, co by od razu wiedzieć, ze ona np. 20 letnie kobiety NIE UWAŻA za młodzież. A 20 letnia kobieta może być: mężatką, samotną matką, osobą świadomą swoich wyborów i odpowiedzialną na tyle, na ile pozwala jej doświadczenie życiowe. Sprowadzając ICH błędy do niewyedukowania seksualnego obraża je.
No ale git, uściśliła, że dziewczęta. Do tego później się odniosłam.

Nie, nie będę już udowadniać, że nie jestem wielbłądem.

Pzdr

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 19:45
0

Big_Sister napisał(a):[...] Ty dla takich kobiet zdajesz się mieć jedną radę: trzeba było się edukować, ewentualnie - nie mamy edukacji seksualnej nastawionej na to, aby uświadamiać niektórym, że z seksu robią się dzieci i żeby uważali, z kim idą do łóżka.

[...]Twoje zdanie obraża bowiem wiele kobiet, w zasadzie wszystkie kobiety, które wybrały niewłaściwego partnera i stało się to przyczynkiem do ich życiowych tragedii.

Oczywiście, nie zabraniam Ci żartować z czego tylko chcesz, pozwól jednak, że będę reagować, gdy te żarty okażą się dla mnie niesmaczne.

[...]

Pzdr
no dobra, przyznaje sie bez bicia, ze do mnie nie dotarlo. w koncu latka odklejona w jednym miejscu byla, no a ze w drugie miejsce doklejona... przeciez inaczej sie nie da ale juz sie w adwokata nie bede bawic. :D:D:D

Odpowiedz
Big_Sister 2013-08-16 o godz. 19:44
0

O_szustko - nie twierdzę, że edukacja seksualna jest psu na budę. Na pewno pomogłaby, chociażby w tym, aby dziewczyna wiedziała, że stosunek przerywany to nie metoda antykoncepcyjna.

Czy jednak da się nauczyć dziewczynę mądrości, którą zdobywa się z wiekiem i doświadczeniem? Czy da się nauczyć tego złotego środka - czyli ufać mężczyźnie, ale mieć oczy szeroko otwarte? Nie sądzę. Oczywiście w sytuacjach prostych typu "on wszystkie swoje decyzje uzależnia od mamusi" nawet młodej dziewczynie powinna się zaświecić czerwona lampka. Niestety życie nie składa się z tylko z tak prostych sytuacji. Jest to tak finazyjny i delikatny problem, że nie mogę się zgodzić, jakoby edukacja seksualna wszystko rozwiązywała. Zwłaszcza ta oparta na podręcznikach wymienionych przez Keralę ;)

Pzdr

Odpowiedz
Big_Sister 2013-08-16 o godz. 19:42
0

Melba napisał(a):pisałaś do Aleby (nie do mnie), która rzekomo chce Ci dosrać, ale naprawdę budzi to mój niesmak - Twoja próba dyskusji , zarzucanie ludziom intencji, których nie mają
Mój niesmak budzi to, że ze dwie osoby tutaj bawią się w Twojego adwokata nawet po tym, gdy przyznałam, iż mnie poniosło i że zbyt pochopnie oceniłam całokształt Twoich poglądów na podstaiwe jednego zdania. ILEŻ razy mam jeszcze to powtarzać? A może po prostu wygodnie jest niekórym nie dostrzegać, że to przyznałam, co więcej, zarzucać mi nieumiejętność czytania za każdym razem, gdy mam nadal odmienne od Twojego zdanie?
Owszem, sama w dyskusji lubię posługować się ironią (trudne słowo) oraz cynizmem (jeszcze trudniejsze słowo). Może dlatego nie jestem dobrze rozumiana i wiele osób wyprowadzam z równowagi, mimo że tak naprawdę mamy bardzo podobne poglądy

Melba napisał(a):Tematem tego wątku jest "aborcja" a nie "polowanie na Big Sister"
Bardzo miło z Twojej strony, że przypomniałaś to szanownym dyskutantkom.
Melba napisał(a):więc uprzejmie proszę - jako modka feministek, żebyś założyła sobie oddzielny wątek, jeśli chcesz przepychać się z forumowiczkami.
OK, masz rację - odbiegłyśmy znacząco od tematu dyskusji. Być moze założę taki wątek, najlepiej na pomyjach, co by szanowne forumowiczki mogły sobie na mnie pokurwować bez krępacji Może dobrze byłoby, abyś wykasowała niezgodne z tematem forum posty? Oczywiście tylko moje, bo przecież tylko ja odbiegałam od tematu. Porządek musi być.

Melba napisał(a):Może nawet ktoś odpowie i będziesz mogła poczuć się atakowana i poatakować dalej. Miłej zabawy.
Moze nawet Ty odpowiesz, mimo że do tej pory milczałaś jak zaklęta?

Pzdr

Odpowiedz
Kerala 2013-08-16 o godz. 19:41
0

Znalazłam. Wszystkie cytaty pochodzą z podręcznika do wychowania w rodzinie "Zanim wybierzesz":

Homoseksualizm:

"rozwój homoseksualizmu zawsze związany jest z nieprawidłowościami w atmosferze i funkcjonowaniu rodziny dziecka. (...) Postawa taka oznacza zaprzeczenie własnej płciowości i jest wyrazem ogromnego lęku przed partnerem płci odmiennej oraz agresji wobec samego siebie. (...) Normalne wśród par homoseksualnych są nerwice i bardzo silne napięcia, zaś stałe związki należą do rzadkości. Homoseksualiści i lesbijki mają w ciągu życia od kilkudziesięciu do kilkuset, a nawet do kilku tysięcy kontaktów seksualnych. Nieraz liczba stosunków w ciągu dnia z róznymi osobami sięga kilkunastu. Pewne typy więzi miedzyludzkich mogą dac człowiekowi szczęscie- homoseksualizm do nich nie nalezy"

Współżycie przedmałżeńskie:

""Czy jesli twoja dziewczyna teraz nie umie powiedzieć "Nie" tobie czy komuś innemu- będzie w stanie dochować wierności po ślubie?
Jesli dziewczyna ulegnie namowom chłopaka i zgodzi sie na współżycie to czy przygotowuje go do tego, zeby ją szanował?"

"Dziewczyna podejmuje współzycie gdy:
- nie znajduje akceptacji u swoich rodziców, szuka wtedy poczucia bezpieczeństwa.
-jest niewłaściwie pouczona w zakresie reguł i norm moralnych
-poszukuje uznania u równiesników
-idzie za namową mężczyzny, który chce ja wykorzystać
- próbuje w ten sposób zemścić się na rodzicach wyrządzając im ból
-może traktować ciążę jako środek nacisku na chłopaka, aby ja poslubił
- nie ma jasnych celów życiowych"

Małżeństwo:

"Mężczyzna powinien być przywódcą czyli głową domu. Do niego nalezy ostatnie słowo, decyzja która nalezy podjąć. Praktyka wskazuje, że każdy normalny mężczyzna czując spoczywającą na nim odpowiedzialność z pewnością podjemie najlepszą obiektywnie decyzję. Mężczyzna jest tez odpowiedzialny za finanse domu. Oczywiście żona też może pracować, gdy tak wspólnie ustalą, a nawet zarabiać więcej. Odpowiedzialnośc jednak spoczywa na nim. jesli zona zajmie właściwą dla siebie pozycję wicedyrektora, lojalnej współpracowniczki, która zawsze stoi u jego boku ze słowami zachęty, uznania, otuchy- zamiast usiłować byc 'szyją" kręcącą w rzeczywistości całością spraw rodzinnych i konkurentem w karierze- wtedy sama ogromnie skorzysta gdy mąż odciązy ją od problemów związanych z odpowiedzialnością i podejmowaniem decyzji"

Antykoncepcja

spirala
"dziecko może się urodzić ze spiralą wrośniętą w tkanki. Wprowadzenie spirali jest bolesne, zdarza sie przebicie ścianki macicy, a nawet przedostanie spirali do jamy brzusznej."
Pigułki
"mają działanie wczesnoporonne. Powodują zmiany fizyczne (przyrost wagi, owłosienie), hamują popęd płciowy, powodują krwaiwienia i zylaki. Moga wywoływać również zaburzenia psychiczne"
prezerwatywa
"dla wielu par sposób stosowania jest nieprzyjemny ze względów estetycznych ( to tak jakby zona w trakcie stosunku miała na sobie czepek pływacki i gumowe rękawiczki)"
Stosunek przerywany
"Nie ma on wielu wad, o których pisalismy powyżej"

Szeroko i pozytywnie omówione zostają metody naturalne.

Kerala

Odpowiedz
Kerala 2013-08-16 o godz. 19:39
0

No i dlatego nikt nie proponuje "edukacji seksualnej", a "wychowanie do zycia w rodzinie" (tak się to chyba zwie?). Różnica tkwi w akcentach.
W "przygotowaniu..." mówi się o płciowości pełnowymiarowo z uwzględnieniem miłości, małżeństwa itd. Jak dla mnie nazewnictwo moze byc, kwestią sporną jest treść i to, czy nie zostanie ona potraktowana tendencyjnie.

Ciekawa jestem natomiast, czy któraś z Was orientuje się w zawartości podręczników do "Wychowania...", które zostały DOPUSZCZONE DO UZYTKU PRZEZ MEN? Może dam kilka przykladów

1. "Wędrując ku dorosłości" pod red. Teresy Król:

"Każdy środek uszkadzający funkcje rozrodcze [tak autorka określa środki antykoncepcyjne] wywiera działanie uboczne na inne narządy i to tym silniejsze, im wyższa jest jego skuteczność antykoncepcyjna. Tak jak przy stosowaniu lekarstw: nie ma całkowicie nieszkodliwych"

2. "W poszukiwaniu prawdziwej miłości" Marina Ombach

" całą mocą podkreślam, że tylko małżeństwo daje dwojgu kochającym się ludziom prawo do współżycia płciowego (s. 73)

3. "Zanim wybierzesz" red. zbiorowa
/o prezerwatywie/
"małżeństwo doświadcza nieprzyjemnego uczucia "obcości". Mozna to porównać do sytuacji, w której mąz miałby odbywać akt płciowy z żoną w czepku pływackim i rękawiczkach gumowych"

/o współżyciu przedmałżeńskim/
"Dziewczyna podejmuje współżycie gdy:
(...)
5. jest niewłaściwie poinformowana o zakresie norm moralnych"

(było kilka punktów, w żadnym z nich nie było mowy o miłości do męzczyzny)

To tak a propos ideałów, o których rozmawiacie i faktów, które mają miejsce w szkołach.
Kerala

ps. mam "Zanim wybierzesz" w domu, ale nie chce mi się teraz szukać. Było tam wiele jeszcze lepszych cytatów, może jutro je wkleję.

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 19:38
0

Big_Sister napisał(a):
A na serio - uważam, że edukacja seksualna ma mało wspólnego z:
- świadomym wyborem kobiety takiego a nie innego partnera, który okazał się łajdakiem
- skutecznością środków antykoncepcyjnych.

owszem, nikt nie może nam zagwarantować, że człowiek którego wybierzemy, pokochamy będzie dobrym człowiekiem, okazać sie zawsze może wszystko, wydaje mi sie jednak, ze i na tym polu znajda sie jakies wspolne sciezki. ot chocby na przyklad umiejetnosc dostrzegania pewnych zalazkow owego "lajdactwa", mozliwosc nauczenia sie mowic nie w lozku, zwlaszcza po tym kiedy zaobserwowalysmy jakies niepokojace oznaki ktore do tego lajdactwa moga prowadzic droga prosta i jasna.
nie mowie o tym ze tak latwo jest byc przewidywalnym, wiem ze zawsze kobieta stara sie wierzyc i ufac do konca, ale raczej da sie zauwazyc ze w malzenstie czy zwiazku cos jest nie halo (co moze a nie musi owocowac tym ze on okaze sie lajdakiem), i skoro sama nie umiem dojsc do tego, ze udany wieczor z szapmanem i seksem nie rozwiaze problemow w zwiazku to moze wczesniejsze zwrocenie uwagi na takie sytuacje juz u nastolatki zakorzenia w niej dobre przekonania, ze seks jest zwiazany z uczuciami i funkcjonuje prawidlowo tylko w dobrej spokojnej i bezpiecznej atmosferze uczuciowej, i ze nigdy nie jest lekarstwem ani tematem zastepczym. rozmawianie o tym jak funcjonuja (lub bedą, moga funkcjonowac) nasze zwiazki od strony seksualnej jest dla mnie edukacja seksualna, wobec czego uwazam ze zwiazek z tym czy maz, facet okaze sie lajdakiem czy nie edukacja sex. ma. bo moze nauczy nas albo pokaze mozliwosci dzieki ktorym poznamy ze okazal sie lajdakiem, moze nauczy nas reagowania w takich sytuacjach tak by nie stracic szacunku do siebie by nie poczuc sie ostatnia szmata, sponiewierana i zgwalcona.

w drugim przypadku tez nie moge sie zgodzic, bo samo to że otrzymam wiedze na temat ze tabletka jest bezpieczniejsza niz gumka juz jest edukacja seksualna, wiec ze skutecznoscia antykoncepcji ma ona jak najbardziej po drodze. jednym slowem mowienie o skutecznosci srodkow antykoncepcyjnych jest wg mnie edukacja seksualna.

Odpowiedz
Big_Sister 2013-08-16 o godz. 19:37
0

Aleba napisał(a): Z sensem czy bez - ważne, żeby się przy swoim upierać - chyba z tego założenia wychodzisz?

Tak naprawdę jestem otwarta na argumenty. Jeśli nie masz w zanadrzu tych merytorycznych, polecam przeczytanie mojej historii na gazecie, będziesz mieć wielkie pole do popisu, aby mi dosrać, a widzę, że bardzo chcesz ;)

Aleba napisał(a): Jeśli Twoim celem było robienie zadymy, to faktycznie troszkę jeszcze poćwicz... Na razie cieniutko to wychodzi, oj, cieniutko...
Się potnę z tego wszystkiego. Ranisz moje serce

Pzdr

Odpowiedz
Big_Sister 2013-08-16 o godz. 19:35
0

K2 napisał(a): TU NIE CHODZI O ZROZUMIENIE POGLADOW MELBY CZY CIOCI KAZI, TYLKO O OGOLNE ZROZUMIENIE PRZEKAZU.
Znaczy, pogląd Melby już zrozumiałam?
A może nie jest on ważny (pogląd Melby), skoro nie o niego chodzi?
To w takim razie, mogę się dowiedzieć, jak brzmi PRZEKAZ?

Dziękuję.

P.S. Kerala, się jutro ustosunkuję :lizak:
P.S.2 Dobranoc :D

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 19:34
0

Bardzo chętnie z Tobą nie będę dyskutować, bo widzę, że i tak wiesz swoje... Z sensem czy bez - ważne, żeby się przy swoim upierać - chyba z tego założenia wychodzisz?

PS. Jeśli Twoim celem było robienie zadymy, to faktycznie troszkę jeszcze poćwicz... Na razie cieniutko to wychodzi, oj, cieniutko...

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 19:33
0

Big_Sister napisał(a):K2 napisał(a)::twisted: Siostra, Ty popros kogos niech Ci wytlumaczy co napisala Melba, bo widac, ze masz mocne trudnosci czytania ze zrozumieniem.
No, może mam trudności. Zainteresowana sama z siebie, wyobraź sobie, wyjaśniła co miała na myśli. A Ty jaki masz interes w tym, abym zrozumiała jej poglądy? Czyżby były Twoimi? Toć przecież nie godzi się, aby dwie osoby na forum zgadzały się w poglądach Uważaj, bo jeszcze ktoś Cię nazwie Górką Adorką ;)

Pzdr
ja juz Ci chyba powiedzialam, ze to, jak Ty mnie bedziesz nazywac zupelnie nie ma dla mnei znaczenia. btw - Melbus to moja kochanica, wiec Goreczka Adoreczka (to sie rymuje duuuzo lepiej, troszkee finezji) jest jak najbardziej na miejscu :D
mnie dziwi brak umiejetnosci czytania ze zrozumieniem powiazany z usilowaniem nawiazania dyskusji na poziomie. wydawac by sie moglo, ze osoba uwazajaca sie za inteligentna trzy razy z rzedu tego samego bledu popelniac nie bedzie i w koncu przestanie wnioskowac na wyrost.

napisze duzymi: TU NIE CHODZI O ZROZUMIENIE POGLADOW MELBY CZY CIOCI KAZI, TYLKO O OGOLNE ZROZUMIENIE PRZEKAZU.

Odpowiedz
Kerala 2013-08-16 o godz. 19:31
0

Pogubiłam się w róznicach poglądów, bo wydają mi się być zanadto subtelne ;) Wpadłam jednak na inną mysl, mianowicie mam wrażenie, że większośc kobiet jakoś tam sobie przemyslała kwestię aborcji + socjalu, i że z tych przeróżnych koncepcji dałoby się pewnie ukuć coś sensownego i kompromisowego. Tyle tylko, że o końcowym kształcie tych koncepcji i tak decyduje grono mężczyzn aktualnie zasiadających w sejmie i senacie (dobra, wiem, że jest tam także nieco kobiet). I tak się oto rodzą -nomen omen- poronione pomysły na uszczęsliwienie drugiej płci.

Żeby uprzedzić teksty "taki mamy rząd, jakiśmy sobie wybrali" powiem dwie rzeczy. Po pierwsze zawsze oddaję swoje głosy w wyborach, co niestety nie przekłada się na jakość życia politycznego w naszym kraju ;) Druga zaś i wazniejsza rzecz to ta, że wciąż mam wrażenie, jakby kobiety były POZA politycznym i społecznym dyskursem. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Jeśli ktoś jest poza dyskursem, to tego dyskursu nie tworzy i nie ma wpływu na jego przebieg. A kobiety wypadły z tego dyskursu dośc dawno (ok. 1991 roku). Tak więc Wasze opinie mają wartośc poznawczą (np. dla mnie), ale siły realnej i tak nie posiadają.

A ponieważ wątek znajduje się na forum "Megafon" to myślę, że nie od rzeczy byłoby przemyslenie kwestii aborcji w kontekście dwóch rzeczy, a mianowicie polskiej demokracji i miejsca, jakie w tej demokracji zajmują kobiety. Jesli demokrację rozumieć jako swobodne wyrażanie poglądów na forum- to syćmy się jej dobrodziejstwami, Drogie Siostry z Archeo. Jesli jednak mowa o realnym wpływie na politykę- to nie mamy o czym gadać. I tym bardziej przykro czytać ten wątek, bo wiele niegłupich kobiet się tu wypowiada, a tu, panie, "rzeczywistość skrzeczy".

kerala

Odpowiedz
Big_Sister 2013-08-16 o godz. 19:30
0

Aleba napisał(a):Big_Sister, to może Ty byś najpierw poczytała czyjeś wypowiedzi w ilości większej niż 1 zdanie zanim zaczniesz z nich wyciągać wnioski i to tak daleko idące?
Masz rację. Twoich postów chyba jednak czytać nie będę, bo nie zamierzam z Tobą póki co dyskutować. Mogę? ;)

Aleba napisał(a):Albo po prostu uznajmy, że źle Melbę zrozumiałaś.
No przeca nawet ja uznałam.

Aleba napisał(a):Tylko wtedy nie powinnaś iść w zaparte i nadal udowadniać Jej, że miała na myśli to, co Ci się wydaje, że miała, a nie to, co miała faktycznie.
No przeca nie idę w zaparte.
Coś jeszcze powinnam Twoim zdaniem? Pozwól, że dostosuję się bez czytania Twoich wcześniejszych postów ;)
Aleba napisał(a):Natomiast uznawanie, że Melba szydzi z czyjegoś porąbanego życia czy też że przypierdala się dla zasady - dla mnie jest niesmaczne
A dla mnie nie. De gustibus... ;)

Aleba napisał(a):Dla mnie to wygląda tak, jakbyś na siłę chciała zrobić zadymę.
Obrażasz mnie. Na siłę? :o Muszę chyba poćwiczyć retorykę ;)

Pzdr

Odpowiedz
Big_Sister 2013-08-16 o godz. 19:29
0

K2 napisał(a)::twisted: Siostra, Ty popros kogos niech Ci wytlumaczy co napisala Melba, bo widac, ze masz mocne trudnosci czytania ze zrozumieniem.
No, może mam trudności. Zainteresowana sama z siebie, wyobraź sobie, wyjaśniła co miała na myśli. A Ty jaki masz interes w tym, abym zrozumiała jej poglądy? Czyżby były Twoimi? Toć przecież nie godzi się, aby dwie osoby na forum zgadzały się w poglądach Uważaj, bo jeszcze ktoś Cię nazwie Górką Adorką ;)

Pzdr

Odpowiedz
Big_Sister 2013-08-16 o godz. 19:28
0

Melba napisał(a): Może inaczej odbieramy niektóre pojęcia? Bo kiedy Ty piszesz "edukacja seksualna" za chwilę - no, dwa posty dalej - pojawiają się samotne matki zapłodnione przez nieodpowiedzialnych mężów znikajcych za zakrętem i maltretowane żony
Według Twojego poglądu mam prawo je wyłączać spod wpływu edukacji seksualnej. Wszak są dorosłe, nie?
A na serio - uważam, że edukacja seksualna ma mało wspólnego z:
- świadomym wyborem kobiety takiego a nie innego partnera, który okazał się łajdakiem
- skutecznością środków antykoncepcyjnych.

Melba napisał(a):Ja natomiast myśląc i pisząc o "edukacji seksualnej" - mam w głowie obraz nastoletnich panienek, które nie do końca wierzą w to, że Zdzichu z dyskoteki, kiedy dadzą mu "dowód miłości" zniknie z Krychą i nie będzie zainteresowany owocem owej miłości. Które mają wyidealizowy i kompletnie nierealny obraz "miłości" z pryszczatym kolegą z klatki obok.
I oto mi chodziło. Dobrze, że uściśliłaś i miłe, że chciało Ci się to zrobić specjalnie dla wariatki uczulonej na generalizacje ;) Pozwól jednak, że i z tym podyskutuję: otóż uważam, że edukacja seksualna i w ogóle edukacja nie dotyczy tylko "młodych i durnych". Ci młodzi bowiem dorastają i mogą jako dorośli korzystać z wcześniejszej edukacji. Nadal jednak twierdzę, że edukacja seksualna nie może nauczyć jak wybrać odpowiedzialnego partnera. Tego się nie da nauczyć -mądrzejsi od najmądrzejszych popełniają na tym polu błędy. A sama antykoncepcja - nie jest niezawodna. Dlatego też NIE WOLNO w moim mniemaniu, nawet tych nastolatek piętnować za to, że wpadły/wybrały nieodpowiednio. A może nawet zwłaszcza ich.

Melba napisał(a):Tak więc - pisałam serio. Uważam, że dziewczęta też należy edukować w ten sposób - sama miałam mądrą wychowawczynię, która robiła nam "babskie godziny" i otwarcie rozmawiała z nami o życiu i ułudach tego typu. Może jakiejś części nas to pomogło...
No i fajnie. Ja też zostałam dość dobrze wyedukowana seksualnie - niech zaświadczy o tym fakt, że przez 10 lat aktywności seksualnej ( :o ) nie zaszłam w ciążę ;) Czyżbym po tych 10 latach doszczętnie zgłupiała? :o Nie sądzę jednak, aby pomógł mi przypominający kurs pt. "co zrobić, aby nie zajść" ;) No ale może głupia jestem.

Melba napisał(a):nie wiem, czemu odbierasz moje posty serio jako żart
Wybacz, ale napiszę wprost - uważam, że myśląca osoba po prostu nie mogłaby napisać serio tekstu: dorzuciłabym (...) jeszcze edukację seksualną nastawioną także na to, coby nasza młodzież wpadała na to, że gumki pękają, z seksu robią się dzieci - czyli może nie warto z jednostką "beznadziejną" maszerować do łóżka Naprawdę uważasz, że dziewczyny idą świadomie z osobnikami beznadzienymi do łóżka? Nie przyszło Ci do głowy, ze są po prostu zbyt młode na to, aby rozpoznać drania, albo zbyt płodne na to, aby uszła im na sucho peknięta gumka? Nawet ja, stara baba, byłam dość głupia (czy płodna ;) ) na to, aby wpaść z gościem, z którym dzieci mieć nie zamierzałam. Mam także za sobą próbę (udaną zresztą wtedy) poszukiwania w Wielkim Mieście cudownej tabletki zwanej postinorem. Ja byłam sprytna, bo miałam determinację i kasę - udało się (nie był to jednak postinor, po całodziennym poszukiwaniu było już na niego za późno). A nie było łatwo. Ciekawe co zrobiłaby młoda dziewczyna w tej sytuacji...

Melba napisał(a):nie wiem, czemu przylepiasz mi etykietki i dorabiasz poglądy , nie czytając moich wypowiedzi
Wyjaśniłam to w poprzednim poście. Nawet przyznałam się wielkodusznie ;) do błędu. Fakt, iż tego nie zauważyłaś (nie czytałaś?), świadczy o tym, że popełniasz ten sam błąd co ja. No ale błądzić jest rzeczą ludzką ;)

Melba napisał(a): Trudno, ale na tej płaszczyźnie nie podejmuję się dalej dysykutować - mgę bronić SWOICH poglądów, a nie poglądów, które ZAKŁADASZ, że mam. I w dodatku atakujesz i szydzisz na ślepo. Ble.
No dobra, przylepiłam Ci łatkę, ale przeciez elegancko odlepiłam, nawet śladu nie ma. Teraz już znam Twoje poglądy, uściśliłaś komentowany przeze mnie cytat, jest git i w ogóle. No nie daj się prosić ;)

Pzdr

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 19:27
0

Big_Sister, to może Ty byś najpierw poczytała czyjeś wypowiedzi w ilości większej niż 1 zdanie zanim zaczniesz z nich wyciągać wnioski i to tak daleko idące?
Albo po prostu uznajmy, że źle Melbę zrozumiałaś. Tylko wtedy nie powinnaś iść w zaparte i nadal udowadniać Jej, że miała na myśli to, co Ci się wydaje, że miała, a nie to, co miała faktycznie.
Natomiast uznawanie, że Melba szydzi z czyjegoś porąbanego życia czy też że przypierdala się dla zasady - dla mnie jest niesmaczne. Dla mnie to wygląda tak, jakbyś na siłę chciała zrobić zadymę.

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 19:26
0

Siostra, Ty popros kogos niech Ci wytlumaczy co napisala Melba, bo widac, ze masz mocne trudnosci czytania ze zrozumieniem.

Odpowiedz
Big_Sister 2013-08-16 o godz. 19:24
0

Melbo, być może źle odczytałam Twoje słowa o tym, że potrzebna jest edukacja dla tych, które źle dobierają sobie partnerów seksualnych. Dla mnie były one bardzo ironiczne, złośliwe i krzywdzące - nie mnie, bo ja mam to w dupie, ale inne kobiety, które w wyniku swoich błędów życiowych wpadły z niewłaściwym człowiekiem. Ty dla takich kobiet zdajesz się mieć jedną radę: trzeba było się edukować, ewentualnie - nie mamy edukacji seksualnej nastawionej na to, aby uświadamiać niektórym, że z seksu robią się dzieci i żeby uważali, z kim idą do łóżka.

Przyznaję też, że sama mam bardzo emocjonalny stosunek do spraw oceniania przez innych przyczyn trudnej sytuacji niektórych kobiet. Ty zdajesz się żartobliwie sprowadzać to do problemu seksualnego niewyedukowania. Naprawdę uważam, że nie ma z czego żartować - stąd moja reakcja i przykłady. Twoje zdanie obraża bowiem wiele kobiet, w zasadzie wszystkie kobiety, które wybrały niewłaściwego partnera i stało się to przyczynkiem do ich życiowych tragedii.

Oczywiście, nie zabraniam Ci żartować z czego tylko chcesz, pozwól jednak, że będę reagować, gdy te żarty okażą się dla mnie niesmaczne.

Co do mojego wniosku, że masz coś przeciwko pomocy społecznej dla samotnych matek, to rzeczywiście - poniosło mnie. Zapomniałam na chwilę, że jestem nowa na forum i należy mi przypierdolić, mając nawet identyczne poglądy do moich ;) Nie czytałam twoich wcześniejszych postów na tematy "aborcyjne" i po Twoim lekko rzuconym haśle na temat wyedukowania głupich, które wpadają, od razu zakwalifikowałam Cię do opcji bliskiej prolife zapominając, że niektórzy zmieniają na chwilę poglądy (nawet nieświadomie) tylko po to, aby się z kimś, delikatnie mówiąc, podroczyć. Od razu dodam, że prolife lubią teksty w stylu "mogła się zabezpieczyć", stąd mój wniosek na temat całokształtu Twoich poglądów. Prolife też bardzo dbają o swoją sakiewkę i żyłka im wyskakuje za każdym razem, gdy ich kasa ma iść na zasiłki, a nie na budowę nowego sanktuarium tudzież celi śmierci dla morderców ;) No biję się w pierś, oceniam innych na podstawie jednego debilnego zdania ;)

Pzdr

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 19:23
0

Melba, jak tak czytam te Twoje poglądy streszczone przez Big_Sister, to zaczynam się Ciebie bać :o

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 19:21
0

no Melba sloneczko odpowiedz kobiecie, tak sie przeciez grzecznie pyta, a rzecz przeciez aborcji sie tyczy 8)

Odpowiedz
Big_Sister 2013-08-16 o godz. 19:20
0

A jeśli chodzi o edukację seksualną, to oczywiście, tak, rozwiąże ona wszystkie problemy z niechcianymi ciążami.

Uważasz, Melbo, że to wystarczy?

Nie jestem za zbytnio rozbudowaną pomocą społeczną dla samotnych matek/ojców, bo to też rodziłoby patologie. Jestem za tym, aby państwo skutecznie egzekwowało odpowiedzialność od rodzica, który się na dziecko wypiął (zwykle ojca). Nikt nie każe, Tobie, Melbo płacić z Twojej krwawicy na bachory tych durnych, nieodpowiedzialnych matek (bo zdajesz się sprzeciwiać pomocy dzieciom z wpadek?). To, jeśli chodzi o samotne matki.
Jeśli chodzi o rodziny patologiczne - gdzie jest alkohol, gwałt, przemoc, to konieczna byłaby powszechna pomoc psychologiczna, prawna i oczywiście pieniężno/lokalowa dla maltretowanych. A nade wszystko to, aby wymiar sprawiedliwości robił swoje, czyli zamykał w pierdlu katów, którzy płodzą dzieci a następnie się nad nimi znęcają.
Ja osobiście też jestem za tym, aby podwiązywano jajniki kobietom niekontrolującym swojej płodności, żyjącym w skrajnej nędzy, które radośnie rodzą 10 dziecko, bo nie wiążą czynności seksu z rodzeniem dzieci (niktórych po prostu nie da się wyedukować).

No a co do meritum - bo się jeszcze nie zdążyłam wypowiedzieć ;) - to jestem za obecną ustawą dot. aborcji (byle byłaby przestrzegana), ale z RÓWNOCZESNYM wdrażaniem tych wszystkich rzeczy, o których mówiłam (polityka prorodzinna). Potem byłabym za niezakazywaniem aborcji, ale pod warunkiem, że polityka prorodzinna jakoś by już funkcjonowała. Wtedy danie "prawa do wyboru" nie oznaczałoby śmierci naszego społeczeństwa z powodu braku urodzeń (a teraz prawdopodobnie do tego mogłoby dojśc, gdyby aborcja była dostępna), bo urodzenie dziecka nie kojarzyłoby się matce z totalną życiową katastrofą i pozostawieniem samej sobie.
A jeśli do tego dodać by refundację in vitro i leczenia niepłodności, to kto wie, może nawet ZUS by przetrwał ;)

Pzdr

Odpowiedz
Big_Sister 2013-08-16 o godz. 19:18
0

Melba napisał(a):może nie warto z jednostką "beznadziejną" maszerować do łóżka.
Tia... nie warto wiązać się z alkoholikami, psychopatami i dziwkarzami. A nawet z osobnikami o odmiennych od naszych charakterach. Bingo! A jednak kobiety to robią (durne), oczywiście NIE MY, bo MY dokonujemy zawsze słusznych wyborów, a reszta to patologia i plebs, więc niech ten plebs sam leczy swe patologie, albo, najlepiej, niech sam się wyeliminuje na zasadzie "tylko silniejszy przetrwa".

Melba, powiedz mi słoneczko, czy powiesz kobiecie, która właśnie się rozwodzi i ma malutkie dziecko "widziały gały co brały"? Powiesz tak matce dwójki małych dzieci, kórej mąż znalazł sobie młodszą i bardziej dyspozycyjną seksualnie? Powiesz tak 17-latce, która zaszła w ciążę, bo gumka pękła, a wymarzony chłopak nie okazał się odpowiedzialnym facetem? Jeśli tak, mogę służyć odpowiednimi linkami do w/w historii, szkoda byłoby, aby kobiety te nie poznały Twoich światłych recept na nieudane związki i niechciane ciąże.
Celowo daję też przykłady mężatek. Nawet małżeństwo bowiem nie jest gwarantem tego, że po zajściu w ciążę kobieta nie zostanie nagle sama. A wyobraź sobie, że niektórzy mężusie po zapłodnieniu żony uciekają gdzie pieprz rośnie i nawet nie zamierzają płaciś na dziecko, w czym mają pełne poparcie państwa. Powiedz takiej przyszłej matce, żeby urodziła, bo "wiedziały gały co brały i wara od pomocy społecznej".

Pzdr

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 19:18
0

Melba napisał(a): czyli może nie warto z jednostką "beznadziejną" maszerować do łóżka.
bravo, bravissimo :brawo: :brawo: :brawo:

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 19:17
0

zaznaczyłam opcję że kobieta powinna sama decydować - ja chciałabym zdecydowac czy uodze czy nie.

Aczkolwiek uważam że dużo lepszym rozwiązaniem byłoby wyedukowanie społeczeństwa w kwestii antykoncepcji, większa przystępność lekarzy i refundacja środków antykoncepcyjnych.

Odpowiedz
Big_Sister 2013-08-16 o godz. 19:15
0

Big_Sister napisał(a):Moim zdaniem dzieci nie rodziłoby się drastycznie mniej niż teraz,
Miało być oczywiście "dzieci rodziłoby się drastycznie mniej niż teraz"

Odpowiedz
Big_Sister 2013-08-16 o godz. 19:14
0

Łatwiej jest wprowadzić zakaz aborcji niż edukować młodzież, refundować środki antykoncpecyjne, zapewnić dobry socjal samotnym matkom, rodzinom wielodzietnym oraz leczyć skutecznie patologie w rodzinie. To, ze w naszym kraju istnieje zakaz aborcji jest doskonałym świadectwem nie ciemnogrodu czy "złych" poglądów, ale świadectwem tragicznej sytuacji młodych ludzi w Polsce. Wyobraźcie sobie bowiem, co by się działo, gdyby aborcja była legalna. Moim zdaniem dzieci nie rodziłoby się drastycznie mniej niż teraz, a do gabinetów "zabiegowych" byłyby kilometrowe kolejki...
I w sumie nie dziwię się, że ten zakjaz aborcji jest. Nie da się w 4 lata kadencji sejmu doprowadzić polityke prorodzinną do używalności. Tyle że zakaz to tylko "znikanie" problemu i tamowanie plastrem krwotoku.

Celowo odbiegam od kwestii moralnej oceny samego aktu aborcji. Dla mnei sprawa jest bezdyskusyjna - i jestem pewna że dla każdego taka jest - aborcja jest złem. Tyle że jakiekolwiek poglądy byśmy nie mieli na ten temat NIE MOŻEMY nikomu ich narzucać, zwłaszcza w obliczu faktów, że aborcja NIE JEST tym samym moralnym złem, co np. morderstwo. Jest to OBIEKTYWNIE (choć nadal jest to moje zdanie) dyskusyjne.

Wszystkich przeciwników i zwolenników "prawa wyboru" łączy jedno - jak najmniej aborcji. Z tym się chyba zgodzicie? Rzecz nie w tym, aby się przekrzykiwać, czy 12 tygodniowy płód jest człowiekiem, czy nie, ale wspólnie zastanowić się, co można zrobić, aby aborcji było mniej. Żadna "ustawa aborcyjna" problemu nie załatwi i rzecz nie w zakazywaniu aborcji czy dawaniu wyboru, tylko w naprawie polityki prorodzinnej tak, aby społeczeństwo SAMO Z SIEBIE nie potrzebowało robić aborcji. Problem jest wielowymiarowy, bo należałoby uzdrowić nie tylko polityke prorodzinną czy stworzyć sprawny system pomocy rodzinom, ale także, a może PRZEDE WSZYSTKIM wyedukować mężczyzn - ojców dzieci. Wydaje mi się bowiem, że młoda kobieta na studiach nie usunie ciąży, jeśli będzie mieć u boku odpowiedzialnego mężczyznę, który zapewni jej poczucie bezpieczeństwa i będzie potrafił zaopiekować się matką swego dziecka i samym dzieckiem. Wtedy kobieta nie będzie się "bała" urodzić i wychować dziecko, bo będzie wiedzieć, że macierzyństwo jej w "karierze" nie przeszkodzi, dzięki odpowiedzialnemu facetowi przy jej boku. I nie dotyczy to tylko "wpadek" na studiach, ale także w innych sytuacjach życiowych, kiedy dla kobiety brak wsparcia faceta jest przyczynkiem do zrobienia aborcji.
No a jeśli facet jest beznadziejny, gumka pękła, to niech przynejmniej kobieta wie, że nikt jej nie zostawi samej z problemem samotnego macierzyństwa.

Pzdr

Odpowiedz
Asiowa 2013-08-16 o godz. 19:13
0

Ja jestem przeciwna aborcji - uważam że kobieta powinna mieć mozliwość innego wyjścia z sytuacji - ale to utopia-wiem.

I z jednej strony rozumiem, ze kobieta powinna sama decydować o sobie i o swoim ciele ale to kłóci sie z moi przekonaniem, ze to nie jest tylko jej dziecko (dla mnie dycydować należy z partnerem) i TO jest dzieko - i nie interesuje mnie czy ktoś uznaje ze płód musi mieć tydzień, sześć, dwanaście czy 9 miesięcy-dla mnie To jest dziecko.

Ale ja nie jestem obiektywna bo ja mam maleńkie dziecko i moje zdanie na temat aborcji zmieniło się w czasie pierwszego USG-10 tydzień.

I z zasady nie oceniam kobiet dokonujących aborcji ponieważ nigdy nie byłam i nie będę w ich sytuacji i nie moge kategorycznie stwierdzic co ja bym w takiej sytuacji zrobiła.

Jednakze nie potrafie pogodzić się z aborcją

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 19:12
0

Skoro odgrzebano wątek, to chciałabym tylko napisać o swojej refleksji - nie byłoby tylu aborcji i tej dyskusji, gdyby środki antykoncepcyjne były refundowane (jak pisała Melba), a lekarze bardziej dostępni. Mieliśmy z mężem ostatnio taką sytuację, że musieliśmy pomóc 17-letniemu chłopakowi, któremu pękła gumka. I razem z dziewczyną byli w kropce - bo - nie mieli pieniędzy na wizytę u prywatnego ginekologa, nie wiedzieli, w jaki sposób się udac do państwowego, bo książeczkę ubezpieczeniową dziewczyny ma mama ( a w ogóle to pewnie wizyta byłaby za parę miesięcy, a nie w ciągu 24 h). Postinoru bez recepty nikt by im nie sprzedał. I w sumie kosztowało to ponad 100 zł - wizyta na izbie przyjęć w szpitalu 50 zł, wykupienie dwóch tabletek Postinoru ponad drugie tyle. Pewnie niektórzy młodzi ludzie są bardziej zaradni, może mają odłożone pieniądze, nie wiem - ale są też nastolatki w małych miastach, na wsi, które nie wiedzą o tym, że w ogóle mozna jeszcze coś zrobić i że trzeba działać szybko, dla których pójście do lekarza to przedsięwzięcie zbyt wielkie - odległość + pieniądze. Dlatego, zamiast debatować o aborcji, nasze państwo powinno umożliwić dzieciakom dostępność lekarzy i środków "po" - może przychodnie szkolne, poradnie itp - i refundowanie środków antykoncencyjnych i "wpadkowych" - ja wiem, że można sie spierać, czy to właściwa droga - ale być może nie byłoby tylu niechcianych ciąż.

Odpowiedz
Big_Sister 2013-08-16 o godz. 19:11
0

Ktoś tu pisał, że aby dać kobiecie prawo wyboru należało by najpierw ją pięknie uświadomić, jakie aborcja może poczynić spustoszenia w psychice.
No i niby racja, niby cycuś glancuś, ale MOJA psychika JUŻ wysiada, gdy czytam takie grzeczno-słodko-pierdzące kawałki.

Nie sądzę bowiem, aby państwo polskie kiedykolwiek przejęło się psychiką kobiety, skoro teraz ma w dupie nie tylko psychikę, ale także warunki bytowe samych dzieci (tych narodzonych, dodajmy). W dupie ma dzieci, ktorych tatusiowie nie płacą alimentów. Ma gdzieś dzieci, których matki dają się poniżać mężowi-katowi, bo nie mają gdzie uciec. W dupie ma dzieci z patologicznych rodzin - bite, zaniedbane, krzywdzone.

A najbardziej ma gdzieś psychikę kobiet "zmuszonych" do urodzenia niechcianego dziecka.

A skoro państwo ma to wszystko gdzieś, to niech się też odstosunkuje od "naszych brzuchów".

Pzdr

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 19:10
0

Tyle o sobie wiemy ile nas sprawdzono.....
Nie sądzę, żebym mogła kiedykolwiek usunąć ciążę, ALE uważam że to kobieta powinna decydować.

Odpowiedz
kasiamka 2013-08-16 o godz. 19:08
0

Jesytem przeciw aborcji! Choć zgadzam się, że każda kobieta ma prawo decydować o swoim ciele. Tyle, że poczęte dziecko, płód, embrion, zarodek, czy jak je jeszcze nie nazwać (przecież chodzi o to samo) nie jest częścią organizmu matki w żaden sposób! Ma odrębne DNA, czasem przeciwciała, które "kłócą" się z przwciwciałami matki.

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 19:07
0

opcja nr.1

no bo nie ma w ankiecie opcji -młodzież wszechpolska ma zawsze rację

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 19:05
0

A ja sie dalej upieram ze nikt nie moze decydowac,zadna ustawa o tym co chce zrobic kobieta ze swoim cialem oprocz jej samej.
Mozna miec poglady inne dotyczace kazdej kobiety ale to co kazda z Was robi to jest sprawa wylacznie osobista.

Odpowiedz
Gość 2013-08-16 o godz. 01:59
0

jania21 napisał(a):Beata26 napisał(a):ja jestem przeciwko zabijaniu dzieci
od poczęcia do naturalnej śmierci
Popieram.
ja również.

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie