Quantcast
  • sweety odsłony: 12160

    HISTORIE Z HAPPY-ENDEM

    Dziewczynki, opisujcie tu w skrócie, jak to wyglądało u Was - od pierwszych łez, że sie nie udało, aż do ujrzenia II kresek na teście. Na pewno przyda sie taki watek, nie trzeba będzie szperac w starych postach i na pewno będzie to watek podnoszący na duchu lol

    i oby te historie były jak najkrótsze!!!!

    Odpowiedzi (28)
    Ostatnia odpowiedź: 2013-11-12, 17:59:30
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
markunia 2013-11-12 o godz. 17:59
0

ale cudnie się czyta takie historie! :) Fajnie, że sie nimi dzielicie - nie każdy ma na to odwagę

Odpowiedz
markunia 2013-11-12 o godz. 17:59
0

ale cudnie się czyta takie historie! :) Fajnie, że sie nimi dzielicie - nie każdy ma na to odwagę

Odpowiedz
Koralinaa 2013-11-12 o godz. 17:59
0

Historia co prawda nie moja, lecz koleżanki pokazuje, że zawsze warto walczyć i nie przestawać wiezyć że sie uda. Po jej wieloletnich staraniach i przejściach, w końcu trafiła do kliniki w lublinie (abovo) i tam od razu skierowano ją na badania. wiem, że miała również kilka IUI.
Po kilku miesiącach zobaczyła dwie kreski i tak dzis jest szczęśliwa mamą. Dzisiejsze leczenie niepłodności naprawdę działa cuda i pomaga spełniać marzenia większości kobiet:)

Odpowiedz
ania j 2013-09-02 o godz. 18:46
0

no i stał sie cud mam juz 5 miesieczna córcię -nie obyło sie bez komplikacji leżenie plackiem od dnia tesu do dnia porodu.Nerki od 18tyg zaczeły szwnkować a w 24 tyg cukrzyca ciążowa.Na szczęście wszystko się udało i jestem szczęśliwa , ale baaardzo zmęczona.
3 wcześniejsze poronienia sprawiły , że bałam się przez całą ciążę zwłaszcza , że skurcze miałam az do 35tygodnia - czę wszystkimtakiego szczęscia!

sweety A jak u Ciebie?

Odpowiedz
sweety 2013-04-08 o godz. 21:50
0

benitka608 napisał(a):
a cuda sie zdarzają... wiem o tym

hehehehheh, a nie mówiłam?????

Odpowiedz
Reklama
benitka608 2013-02-02 o godz. 12:32
0

karolinka7947 sweety napisał(a):
ania j napisał(a):
coz licze na cud

a cuda sie zdarzają... wiem o tym

no zdarzył sie zdarzył

neti777 karolinka7947 najwazniejsze to sie nie poddawac gratuluje szczesliwym mamuskom

Odpowiedz
karolinka7947 2013-02-02 o godz. 08:23
0

Dawno nikt tutaj nie pisal, a takie historie sa wielu z nas bardzo potrzebne.

Mialam 18 lat jak urodzil sie moj bratanek. radosc przeogromna, taka malutka istotka. Rozbudzil we mnie instynkt macierzynski. wiedzialm ze mam jeszce czas, bo jeszce szkola, w planach studia. Matura zdana, jednak na wymarzone studia sie nie dostalam. Trzeba bylo cos robic wiec znalazlam sobie prace a w miedzy czasie uczylam sie zaocznie. Kiedy M skonczyl szkole zaczelam mowic coraz wiecej o dziecku. Przeciez chcielismy byc razem. Dlugie namowy, w koncu zgoda.
Przestalismy sie zabezpieczac. Niestey dlugo nie wychodzilo. wszyscy lekarze mowili ze przeciez jestem mloda, ze potrzeba czasu i napewno sie uda. kazdy kolejny uczyl mnie jak liczyc plodne dni i uczyl obserwacji ciala. w koncu stracilam chec chodzenia do nich i sluchania tych pierdol, ale nadal marzylam o dziecku.
w koncu 25.04.2008 roku na tescie zobaczylam II grubasne krechy!!! radosc przeogromna. 28.04.2008 wizyta i wszystko gra. lekarzy dla kontroli kazal przyjsc za 2 tygodnie. Na kolejnej wizycie wszystko ok. Piekne serduszko. Poszlam na zwolnienie. po dwoch tygodniach palmienie. Wizyta na pogotowiu i wyrok. Brak tetna. byl 26.05.2008. Rozpacz. Potem zabieg i wielka trauma.
Dlugo odrzucalam myls ze jeszcze kiedys bede chciala byc w ciazy. Ale lekarz do ktorego trafilam powiedzial by nie tracic nadzieji. poniewaz nic dalej sie nie dzialo w styczniu trafilismy do kliniki w Lodzi. Wszystkie badania pokolei. i nibz wszystko ok. a jednak sie nie udaje. Potem monitoring i diagnoza brak owu. po stymulacji wilekie torbiele. w lipcu wizyta u psychologa,a w sierpniu laparoskopia.Diagnoza PCO i albo uda sie naturalnie albo bedzie potrzebne IVF.
odrzucilam wszelkie nadzieje. stwierdzilam ze trzeba dac sobie odpoczac i wreszcie pozbierac sie po stracie.
w listopadzie zaskoczenie, brak @. ale znalam sie i wiedzialam ze to nie ciaza. Poniewaz dostalam mocnych skurczy postanowilam zrobic test, ktory ku mojemu zdziwieniu pokazal II kreski. szybka wizyta u lekarza. Ciaza zagrozona. lezec, odpoczywac i dbac o siebie. Mimo ze ciaza nie obyla sie bez komplikacji teraz kolo mnie lezy nasza dwumiesieczna kruszynka. Stala sie dla nas calym swiatem i nie wyobrazamy sobie zycia bez niej.
Mimo wylanych lez, wiel trudow, wiem ze warto bylo walczyc. i walczyc warto zawsze. chociaz czasammi trzeba przerwac walke by zlapac oddech i znalezc sily na dalsze dzialania.

Odpowiedz
neti777 2011-11-27 o godz. 19:42
0

hej dziewczynki - chciałam ku pocieszeniu niektórych napisac, że ja rok temu w styczniu 2008 poroniłam, potem od maja staralismy się o maleństwo i 6 RAZY miałam IUI na Polnej w Poznaniu. Czekanie i porażki dobijały, słabe wyniki męża i moje nieuregulowane hormony spędzały nam sen z powiek. Jeszcze fakt, że nie mialam czasem w ogóle owulacji zmniejszał nasze szanse... aż w lutym 2009 dzięki IUI w nasze życie tchnęło szczęście!!! Udało sie po tylu próbach !!!
Kochane, trzymam kciuki, by każda doczekała tej chwili - tych dwóch kreseczek a potem podwyższonej betaHCG :D :D :D
Teraz jestem w 26 tc. i choc to nerwowa i pełna niepewnosci ciąża po tym, co przeszłam, jestem znów szczęśliwa Wierzę, że nasza córeczka będzie zdrowiutka:) I TERAZ SIE UDA...
Wszystkim życzę takiego happy endu !
Wczoraj właśnie bylismy na USG 4 D i nasza córcia jest zdrowiutka, aż się wzruszyłam patrząc na jej pikające serduszko. :) Naszemu pierwszemu maluszkowi serdusio się nie rozwinęło :( Tego bardzo się teraz bałam...
Trzymam kciuki za wszystkie starajace się!!!

Odpowiedz
sweety 2011-06-19 o godz. 19:17
0

ania j napisał(a):coz licze na cud
a cuda sie zdarzają... wiem o tym

Odpowiedz
ania j 2011-06-17 o godz. 02:17
0

tak czytam i sobie wszystko przypominam....ja zaszlam w ciaze jeszcze 2 razy niestety za kazdym razem poronienie nastepywalo w 6tc.....coz licze na cud .

Odpowiedz
Reklama
mysia:) 2011-01-19 o godz. 08:01
0

paluszek mam łzy w oczch, łzy szczęścia :)

Odpowiedz
paluszek* 2011-01-19 o godz. 07:54
0

To i ja napiszę kilka słów...
W sierpniu 2004 roku, zdecydowałam, że chcę zostać mamusia. Czułam, że to już musi nastapić. Trochę się napracowałam by przekonać męża, byliśmy młodzi bo mieliśmy po 22 lata. Od września zaczęliśmy staranka, to był pierwszy cykl po odstwieniu antyków (brałam 2 lata), ale @ nie przychodziła, wtedy pomyślałm, że jestem w ciązy, ale to ą nie było, w koncu doczekałam się @, przyszła po 40 dniach. Wtedy trafiłam na baybusa, trochę czasu minęło zebym stała się aktywna baybusową starczką, tu dowiedziałm się wszystkiego o niepłodności i problemów jakie moga czychać. Kolejne cykle wydłużały, zaczęłam mierzyc tempkę, wszystko wskazywało na brak owu. Wtedy postanowiłam, ze pójdę do ginka na USG. Poszłam usłyszłam, że sa dwa pęcherzyki i walczą, który pierwszy pęknie, byłam uradowana, jest owu, ale chciałam to potweirdzić u innego gina, poszłam na kolejne USG za 2 dni. Diagnoza PCOs, jajniki były usłane nie pękniętymi pęcherzykami. Gin mówił coś do mnie, ale ja byłam w jakis szoku, jedyne co pamiętam to powiedział badanie nasienia i stymulacja bo naturalnie nia szans Wrcałam do domu z płaczem, ludzie się gapili a nogi mi się uginały. W grudniu 2004 kolezanka dała mi namiar na świetnego gina. Ten odrazu kazał zrobić badania, PCOs potweirdziło się, od stycznia stymulacja, 1 cykl owu na pustym pęcharzyku, 2 cykl nie pękł pęcharzyk, @ przyszła w 17 dc - załamka, 3 cykl owu była, pęcharzyk pękła, jesli nie zajdę to decyzja o HSG w kolejnym cyklu. @ się spóźniała 4 dni, tempka wysoka, ale jakos nie brałam pod uwagę ciązy, w końcu test, drugi II płacz ze szczęścia, dziś te szczęście ma prawie 3 latka, jak pisze łzy same się kręcą w oku.

Droga do drugiego cudu...
Tym razem mąż nalegał :). ja dopiero co zmieniłam pracę i narazie nie palnowałam, ale...
Pól roku po porodzie założyłam sobie spiralke (nie planowałam malucha prze kolejne 5 lat), po nie całym roku, podczas pierwszej @ po porodzie spirala przesunęła się i wbiła w mięsiń macicy, krowotok i usunięcie wkładki(widocznie Bóg miał inne zamiary wobec mnie). Po tym incydencie zaczęłam stosowac antyki, po po niecałym roku odstawiłam, bo stwierdział, że mąż ma rację i fajnie by było by Oliwka miała rodzeństwo. @ były reguralne co mnie uradowała, ale gin powiedział, że niestety naturalnie to nie ma szans bo PCO, ale ja zdałam się na los. Przez dwa miesiące po odstawieniu obserwałam, macałam piersi i nic. W miesiącu odpuściła, nawet nie zanotowalam kiedy zaczęła się @. Wiedział, ze powinna przyjśc pod koniec miesiąca. Piersi zbyt wcześnie zaczęły boleć i przed spodziewaną @ pojawił się biały śluz, zmierzyłam tempkę 37.1, wtedy wiedziałam, ze to ciążą, na drugi dzien kupiłam test i z drżącymi rękoma odczytywałam wynik II kreski, popłakałam się... Naturalnie bez problemu zaszłam w drugą ciąże, dziewczyny trzeba wierzyć, bo nadzieja umiera ostatnia!!!!

Odpowiedz
strazakowa 2011-01-17 o godz. 19:15
0

michelle gratuluję ci serdecznie
i tak naprawdę dla każdego jego problemy są waznymi problemami, więc nie musisz pisać że rok to mało, dla ciebie mógł to być okropny rok, ale happy end masz, więs trzeba sie radować

jak się doczekam II kresek to wam opowiem, jaka jestmoja historia, choć nie jestem tu weteranem i doświadczeńcem, są większe przeżycia i schylam głowe ku tym osobom, jakim, hehe, słodka tajemnica ;)

Odpowiedz
**Michelle** 2011-01-17 o godz. 19:03
0

Serducho pięknie bije i maluch ma sie dobrze,więc też coś skrobnę.
W pierwszą ciążę zaszłam bez najmniejszych problemów,drugi cykl i sie udało.Jak mały skończył 1,5 roku zapragneliśmy drugiego dziecka.Zaczeliśmy starania we wrześniu 2007 roku.Cykle miałam nieregularne i z moich obserwacji wynikało,ze wogóle nie mam płodnego śluzu.W stycznniu 2008 poszłam do ginekologa,bo okres mi zanikł i miałam tylko plamienia.Od dołu wszystko ok,niestety USG nie pokazało nic dobrego.Usłyszałam POLICYSTYCZNE JAJNIKI.To było dla mnie jak wyrok :( Oczy zaszły mi łzami.Gin zapisała duphaston na 4 miesiące.Najpierw chciała sie zająć uregulowaniem moich cykli.Miałam plamienia między cyklami,więc zwiększyłam dawke i poszłam po 3 cyklach już z gotowymi wynikami badań,które podały mi dziewczyny na forum.Nie chciałam tracić czasu,więc zrobiłam szybciej.A tam mocno podwyzszona prolaktyna,więc bromek,po którym czułam sie strasznie.Do tego estradiol masakrycznie wysoki.Miałam go powtórzyć i zrobić Ca125(marker nowotworowy jajników).Chyba nie muszę pisać co czulam czekając na wyniki.U nas czeka sie na nie tydzień.Myślałam o najgorszym.Po tygodniu estradiol w normie.Okazało sie,że babka w laboratorium źle przepisała z komputera :o No i zamiast Ca125 napisała mi Ca.I tu już zrobiłam awanture i baba płaciła za kolejne badanie.Ale musiałam znów czekać tydzień na wyniki pełna nerwów Nawet to zwykłe Ca źle przepisala z i wyniki znów złe No i Ca125 w normie.Minął miesiac,powtwarzam prolaktyne,a ta pieknie spadła.No wiec gin kazała czekać od 3 do 5 cykli,bo owu moze sama wróci.Chyba w trzecim cyklu prolaktyna znów strasznie wysoka.I tu juz starszne zalamanie.Postanowiłam poczekać do września i sie poddać,bo naprawde nie miałam już na to wszytsko siły.Zrobiłam też FSH i LH.Wyniki wskazywały na niewydolność przysadki mózgowej.Powtórzyłam badania i znów tydzień myślenia o najgorszym.Wyniki ok,znów babka źle przepisała :o :o :o Teraz za każdym razem kaze jej sprawdzać czy napewno dobrze przepisała Po zbiciu prolaktyny miałam miec wywoływaną owulacje.Przed tym miałam usg w 18 dc i tu szok!Jest pęcherzyk dominujący,za 2 dni będzie owulacja.I faktycznie,pierwszy raz odkąd urodziłm miałam naprawde płodny śluz.Kolejne usg,pęcherzy pekł.Poczekałam do 35dc.Nie wiedziałam jak długie mam cykle,bo to był drugi bez duphastonu.Zrobiliśmy z meżem test i nic,więc znów łzy w oczach,a tu po minucie druga kreska.Rano znów test i też druga krecha Strania trwały 11 miesięcy.Dla niektórych to pewnie wcale nie długo,ale dla mnie to była wieczność.Od stycznia nie robiłam nic tylko wkołko płakalam zalamana.To bolało do tego stopnia,ze zaczęłam nienawidzić kobiety w ciaży,nie mogłam na nie patrzeć.Czułam zlosć,zazdrosć i wszytsko co najgorsze.Widok ciażowych suwaczków na forum też nie był niczym przyjemnym.Ale udało sie mimo,że ta było teoretycznie niemozliwe.Prolaktyna wysoka,pco,przed jakąkolwiek stymulacją.
Podziwaim wszytskie kobiety,które starają sie latami i wciaż nie tracą nadzieji.Ja bym nie dała rady.A pocieszanie w stylu:Ciesz sie,że wogóle masz dziekco nie było rzadnym pocieszeniem,bo instynk wolal o drugie dziecko,a nie pierwsze.Trzeba to przeżyć żeby zrozumieć.

Odpowiedz
czarnaaj 2011-01-12 o godz. 10:20
0

super sie czyta zaraz podeslijcie watek dla staraczek :D :D :D :

Odpowiedz
sweety 2011-01-12 o godz. 08:53
0

siedze, i czytam, i rycze........ nie chce mi sie wierzyć, że zakładałam ten watek, kiedy sama jeszcze byłam 'po tej drugiej stronie', tej smutnej, cały czas czekając.
Dziewczyny, jestem z Wami myslami i trzymam kciuki!!!

Odpowiedz
Misia24 2011-01-12 o godz. 06:59
0

Witam...wiec i ja napisze jak u nas wyglądały staranka.

Wszystko zaczęło się w styczniu 2007 r. Stwierdziliśmy z mężem ze zaczniemy już przed ślubem bo gdyby ewentualnie się udało to do ołtarza pójdę jeszcze bez brzuszka.

Jednak do ślubu nie myśleliśmy tak bardzo czy się uda czy nie...nie mieliśmy do tego zbytnio głowy.....jednak w czerwcu jak dalej nie wychodziło postanowiłam iść do ginka...chociaż bałam się ze mnie odeśle i każe wrócić po roku albo dwóch..... Jednak trafiłam na lekarza który przejął się naszymi problemami. Od razu dal mi skierowanie na badanie PRL a męża wysłał na badania nasienia i kazał wrócić z wynikami. Niestety u mnie PRL była podwyższona a wyniki męża tez były słabe. Ja dostałam bromergon a maż salfazin. I kazał wrócić za 3 miesiące z nowymi wynikami badań. Wiec po 3 miesiącach zrobiliśmy nowe badania i poszłam na kontrole. Gin stwierdził ze u mnie PRL wróciła do normy a wyniki męża tez niby się poprawiły. Wiec odesłał mnie do domu z zaleceniem dalszego brania tabletek i kazał wrócić w styczniu jeśli dalej nie zajdę w ciąże i tak delikatnie zasugerował ze jeśli do stycznia nie wyjdzie to wtedy ewentualnie skieruje mnie na badanie drożności jajowodów i być może na inseminacje.

Po tej wizycie w końcu opowiedziałam o wszystkim bratowej która swego czasu tez miała problemy z zajściem w ciąże. Wściekła się ze tak szybko lekarz zrezygnował z dalszych badań i od razu proponuje sztuczne zapłodnienie zwłaszcza ze jesteśmy z mężem młodzi i jeszcze wszystko przed nami.

Ona dala mi numer do swojego gina. Stwierdziłam ze nic nie tracę. Wzięłam wszystkie wyniki badań swoje i męża i pojechaliśmy do nowego gina. W gabinecie spędziliśmy ok. godziny. Dokładnie opowiedziałam o całym przebiegu leczenia u poprzedniego lekarza.
Na dzień dobry ja dostałam skierowanie na badanie WSZYSTKICH hormonów a maż do kliniki niepłodności na szczegółowe badania nasienia i przede wszystkim co wynikało z poprzednich badań na badanie pod kątem bakterii w nasieniu czego tamten gin nie zrobił....a co okazało się podstawa leczenia u męża....bo okazało się ze maż na gronkowca co znacznie wpływało na jakość nasienia i po leczeniu antybiotykiem wyniki znacznie się poprawiły.

A ponieważ u mnie ze strony hormonalnej wszystko było w porządku a wyniki męża poprawiły się na tyle ze nie było przeszkód do zapłodnienia a u mnie wg monitoringu występowała owulacja i pęcherzyki pękały a dalej ciąży nie było po 3 miesiącach wizyt dostałam skierowanie na laparoskopowe badanie drożności jajowodów.

W ten sposób po roku starań wylądowałam w szpitalu , gdzie po laparoskopii okazało się ze miałam niedrożny jajowód lekarze udrożnili go i gin powiedział ze teraz do pół roku powinnam zajść w ciąże.

Od tego momentu w lutym tego roku wstąpiła w nas nowa nadzieja.

Po dwóch tygodniach od laparoskopii lekarz stwierdził ze możemy wznowić staranka. Jednak wcześniej kazał powtórzyć badania męża. Wyniki nadal były w dolnej granicy normy.

Kazał wrócić w kwietniu z kolejnymi wynikami. Niestety ostanie wyniki dość mocno spadły i były na dolnej granicy bezpłodności. W tym momencie lekarz stwierdził ze on nie może nic więcej zrobić i odesłał męża do androloga.

Jednak zanim maż tam dotarł mnie rozregulował się cykl i przez kolejne 3 cykle zanikła mi owu. Dostałam castagnus. I na ostatniej wizycie w połowie maja lekarz kazał wrócić w sierpniu kiedy mąż będzie już po leczeniu u androloga bo uznał ze nie ma sensu mnie wcześniej stymulować hormonami dopóki mąż nie będzie zdrowy.

Wiec ja brałam castagnus a mąż poszedł do androloga. Ten kazał powtórzyć wszystkie badania . I ok. 24 czerwca odebraliśmy wyniki męża i poszliśmy z nimi do lekarza męża.

Lekarz stwierdził ze tak dobrych wyników nie widział już dawno u faceta ale dla podtrzymania ich przepisał mężowi androvit.

Po dwóch dniach od tej wizyty ja poczułam ze wróciła mi owu....

Jednak nie nastawialiśmy się na nic....po prostu postanowiliśmy odpuścić sobie do sierpnia kiedy to miałam iść na kontrole do gina....nawet miałam już umówioną wizytę. Przez następne dwa tygodnie nie miałam nawet czasu myśleć o ciąży bo byliśmy zbyt zajęci .

Jednak kiedy w lipcu zbliżał mi się termin @ czułam się dość dziwnie...często biegałam siku , często odczuwałam ból w podbrzuszu....całkiem inny nic przed @....jednak nie chciałam się nakręcać bo wiedziałam ze znowu @ przyjdzie i tylko będzie wielki płacz.....ale dwa dni przed planowana @ nie wytrzymałam i zrobiłam test.....jeden...wyszła słaba druga kreska....po chwili zrobiłam drugi...to samo......to był piątek....zadzwoniłam do gina....opowiedziałam mu co się dzieje.....był zaskoczony....i mimo ze w środę szedł na urlop kazał w poniedziałek pokazać się ....w poniedziałek rano szybko pobiegłam na bete. Potwierdziła ciążę.....wizyta u gina okazała się tylko formalnością.

Teraz jestem w 13 tyg ciąży i jestem bardzo szczęśliwa....

Kochane nie załamujcie się i nie poddawajcie się !!!!!!!!! Moja i nie tylko historia jest dowodem tego ze każdy ma szanse zostać rodzicem J

Odpowiedz
czarnaaj 2011-01-12 o godz. 06:20
0

:D :D :D :D :D

Odpowiedz
Kamiś 2011-01-12 o godz. 06:18
0

jak milutko poczytac takie szczesliwe zakończenia :)

Odpowiedz
czarnaaj 2011-01-12 o godz. 05:55
0

nasza historia starankowa trwała prawie dwa lata --mimo częstych przytulanek nie zachodziłam w ciaze co bardzo mnie zaniepokoiło --tabletki anty brallam tylko 3 miesiące potem juz sie nie zabezpieczalam, --lekarz uspokajała ze do roku czasu powinno sie udac a tu na złość nic . bardzo zmartwilam sie tym stanem rzeczy i zaczęłam szukać info o bezpłodności i staraniach w neciku --tym sposobem w 2004 roku a nawet troszkę wczesnije znalazłszy baybuska --najpierw podczytywalam potem dołączyłam do was i zostałam na dobre . zapisałam :sie na watek staraczkowy , co miesiąc bylam zła i zawiedziona ze znowu nie jestem w ciąży- przyszłemu mężowi powiedzilam ze jeśli nie uda sie to naprawdę jestem zdecydowana na adopcje -cykle maiłam nieregularne i długie , do tego cysta na jajniku -- zrobilama badania hormonalne i zaczęłam mierzyć tempke --milam oddać ginkowi kila pełnych wykresów ale jakoś zrobiłam dwa i nie mogłam sie zmobilizować do dalszych pomiarkow --każda @ --juz wiedzilam co ten znak mi mowi--wywoływała u mnie zlosc i nie rozumailam dlaczego nie mogę zajść w ciąże . zaczęłam robić kolejny wykres ale z racji trwającej sesji egzamnacyjnej jakos nie mogłam go dokończyć--wtedy tez na chwile porzuciłam myśli starnkowe i skupiłam sie na sesji --wprawdzie okres spóźniła sie ale to u m mnie byl standard --jak zdałam egzamin standardowo zrobiłam tescior --jescze w akademiku mieszkałam i zobaczyłam niespodzianie dwie grubaśne kreseczki --naprawdę byłam bardzo szczęśliwa :D :D :D

po urodzeniu witka odkąd skończył 8 miesięcy lykalalam tablety yasmin przez dwa lata --jak odstawiając pomyślałam o kolejnym dziecku nastawiając sie na dlugie czekanie a tu los za miesiac zgotował nam kolejna dwukreskowa niespodzianke

dziewczynki uda sie wam wszystkie będziecie mamusiami

Odpowiedz
kasiagio 2011-01-12 o godz. 04:49
0

Cześć! Nasza droga do szczęścia trwała 26 miesięcy . Wszystko zaczęło się w 2002 roku kiedy to stwierdziliśmy z mężem że czas być rodzicami , moja pierwsza wizyta u gina po 6 miesiącach prób i porażek zakończyła sie tym że jak do roku nie zajdę w ciążę to muszę przyjść na następną wizytę .
Tak minęło kolejne 6 miesięcy mojego płaczu i nakręca nia sie że już złapałam i co miesiąc zaczynanie od nowa .Druga wizyta u ginekologa i USG cytologia rozmowa z nami i stwierdzenie że nic mi nie jest ze muszę się uspokoić i dzidziuś sam znajdzie odpowiedni moment. Dzięki moim prośbom dostaje skierowanie na badanie krwi na które muszę chodzić dwa razy w miesiącu , no i oczywiście tutaj wszystko okazuje na miejscu wszystko w normie. Następna wizyta u ginka aby zobaczyc owulacje no i jak zobaczyła pęcherzyk Graffa to mało nie pękła był ogromny no to mam byc z męzem i na pewno będzie ciąża i tak pojawia sie pierwsze spóżnie nie przez 3 tygodnie po raz pierwszy robie test są dwie kreski ale ta druga jakaś jaśniutka prawie niewidoczna więc stwierdzam ( w mojej głupocie i niewiedzy) że to nie jest ciąża i tyle po tygodniu @ i straszny ból i płacz. Czekamy jeszcze tak 2 miesiące i jest następne spóżnie tym razem 2 tygodnie znowu test znowu dwie kreski i znowu jaśniejsza po tygodniu @ . Następna wizyta u ginekologa kończy sie skierowaniem na bardzo bolesna badanie drożności jajowodów na które ide pod koniec grudnia 2003 roku . Wynik wszystko ok nic mi nie jest następnym krokiem jest badanie mojego męża które jest takie super że lekarz w lboratorium nabija sie z mojego męża że plemniki nawet ślepe by zapłodniły takie są zywotne .Styczeń kolejna wizyta i kolejne badanie i decyzja podania mi jakiegoś leku na stymulacje jajników dostaje clomid i kuracje od lutego dawka 100 mg na dobe przez 5 dni .Pierwszy niesiąc nic i nasz ogromny płacz kiedy pojawia się @ i totalne załamanie uczucie poniżenia niechęć do świata do siebie i do ludzi . @ odchodzi i zaczyna sie 2 miesiąc kuracji nie mam żadnych objawów na owu ale dla ciekawości kupuję testy owu i w połowie cyklu robie no i jest owu więc ciężka praca razem z mężem w sypialni i gdzie popadnie byle tylko była fasolka .Wreszcie spóżnienie czekam cierpliwie do 10 dnia od 2 jadę na bete i o godzinie 14 -stej płacz ale ze szczęścia wreszcie jest odnalazła drogę do swojej mamusi .Jestem szczęśliwą mama od 3lat i 8 miesięcy i przyszłą mamą
wiele przeszliśmy z mężem łez nocy nieprzespanych upadków wiary ii nadziei że wreszcie się pojawi no i pojawiła się i zmieniła nasze życie dlatego wierzę że wszystkim Wam uda się przeżyć magicznych 9 miesięcy ciąży i bycie mamami .Powodzenia z całego serca

Odpowiedz
monika_22 2011-01-11 o godz. 18:35
0

Nasza droga do upragnionych II kreseczek trwała 20 miesięcy.Może i nie długo ale dla nas była to cała wieczność i litry wylanych łez,płaczu,załamań,nadziei i comiesięcznego-a może teraz ...
Po pół roku starań poszliśmy do ginekologa-usłyszeliśmy że mamy przyjść jak nie będzie nam wychodziło rok :o
Nie daliśmy za wygraną i poszłam do innego-okłamałam go że staramy sie rok,chodziło mi tylko o to żeby dostać sierowanie na wszystkie badania-wtedy usłyszałam że jak dwa lata nie wychodzi to robi sie badania :o :o
Wtedy poszłam do kolejnego i powiedziałam to samo co drugiemu a ten dał mi wizytówkę swojego prywatnego gabinetu i powiedział że sie mną zajmie :o :o :o
Wtedy zrezygnowałam z państwowych ginków i poszliśmy do słynnej dr S :D
Dostaliśmy wykaz badań jakie mieliśmy zrobić,hormonki i namiar gdzie mamy zrobic test PCT (po stosunku)
Niestety test PCT wyszedł strasznie,po 3,5 godz po stosunku żadnego plemnika w polu widzenia :( ,hormony też wyszły nie najlepiej.
Wtedy postanowiliśmy oddać się w ręce specjalistów w klinice leczenia niepłodności.
Wizyte mieliśmy wyznaczoną na maja tego roku.Odpuściliśmy psychicznie-bo niby po co się nakręcać skoro wiemy że jest do d...
No i stał się cud!14 kwietnia na teście zobaczyliśmy II krechy Tego samego dnia zaczęłam plamić.
Ciąża zagrożona,krwiak w macicy.Naszczęscie wszystko dobrze się ułożyło,krwiak się wchłonął i juz za 3 miesiące nasz synuś będzie z nami

Odpowiedz
Kamiś 2010-08-22 o godz. 09:26
0

moja historia, a wlasciwie to nawet dwie :P

za pierwszym razem ostawilam tabletki w grudniu 2005 roku, bralam je chyba 1,5 roku. Co ciekawsze wcale nie dlatego ze chcialam zostac mama, tylko dla tego,ze poklocilam sie z chlopakiem i stwierdzilam,ze jak je odstawie to przynajmniej nastepnym razem jak sie spotkamy to nie wylądujemy w łożku... oczywiscie... i tak wylądowaliśmy :P niby z gumka,ale jakoś za kazdym razem nam pękały :P okres mi się spóźniał... powiedzialam S,ze to chyba ciąża.. zdąrzył otrząsnąć się z szoku i cieszyc,ale przyszedł niestety krwotok jakich mało. Lekarz juz nie potrafil nic stwierdzic ale do tej pory mysle,ze to byla ciaza biochemiczna.
W nastepnym cyklu znow spoznial sie okres... Po 2 tyg zapisalam sie do ginka. I dokladnie w 7tc dowiedzialam sie,ze bede mama... Cieszylam sie :)

Teraz kiedy juz jestem mama, stwierdzialam,ze chce by moja corcia miala rodzenstwo. Wiec od grudnia czy listopada, zaczelsmy staranka. Moze nie tak doslownie. Odstawilam tabletki, i zdalismy sie na los. Kochalismy sie kiedy chcielismy, raczej zadko niz czesto, czasami sie zabezpieczalismy. Praktycznie 3 kolejne cykle wygladaly tak jak ten przez zaciazeniem z Nati. A jednak w 4 cyklu zamiast okresu dostalam mdlosci... to dalo do myslenia. zrobilam 2 dni pozniej test i wyszly 2 kreseczki :)

Odpowiedz
sweety 2010-08-21 o godz. 10:14
0

Ponieważ widziałam moją dzidzie i jej malusie pikające sreduszko, to chyba mogę sie tu wpisać;

Nasze staranka zaczęły sie w czerwcu 2005, kończyłam studia i mogłam sobie spokojnie zachdzić w ciążę. Przez 4 lata brałam tabletki anty Microgynon21, w marcu 2005 je odstawiłam i w czerwcu zaczęliśmy działania. Niestety, okazało się, że mój organizm nie może dojść do siebie po antykach - przeciągające sie w nieskończoność cykle, brak owu, szalejące hormony itp. prolaktyna 4 x ponad norme. Wtedy gin kazał brać bromek i po miesiącu okazało sie, że prl pieknie spadła, cykle w miare sie uregulowały i już byłam szczęsliwa, że 'lada chwila' się uda. Niestety. Dopiero we wrześniu 2006 zobaczyłam na teście II kreski. Moja radość trwała krótko, bo za kilka dni i tak pojawiła się @, wraz z wielkiemi bólami i mega krwawieniem. Kolejne badania, kończące sie pomysły gina i decyzja - przenosimy sie do pani prof. Znowu badania, pobyt w klinice i diagnoza - PCOs :( oczywiście wszystko znowu trwało - czekanie na miejsce w klinice, 3-miesieczne oczekiwanie na wyniki ). Zaczęliśmy wreszcie jakies poważniejsze kroki - antyki yasmin + androcur na wyciszenie jajników - 6 cykli. Potem znowu badania, usg i okazało sie, że jajniki czyste, wyniki ok, więc zaczynamy konkretne działania. CLO i luteina. W międzyczasie wizyta u refleksologa, który mówi, że w ciążę to ja napewno nie zajdę :o No więc psychiczne rozluźnienie (ale i lekka załamka) i szykowałam sie na wizyte u nastawiacza kręgosłupa (bo niby z tego wynikały moje problemy), Wielkanoc, a tu brak @ pomimo tego, że miałam okropne bóle. W końcu test i II krechy lol potem beta, usg i jest maluszek :D :D :D
Czyli w sumie moje starania trwały od czerwca 2005 do marca 2008. Ile dołków, załamek i depresji zaliczyłam po drodze to moje ile bajbuskowych ciąż i dzieci przeżyłam - to moje. Ale w końcu i ja sie doczekałam. Na każdą z Was przyjdzie kolej i to sie wydarzy w momencie, kiedy najmniej będziecie sie tego spodziewały. Za wszystkie trzymam mocno kciuki!!!

to tak ku pokrzepieniu serc :D

Odpowiedz
ania j 2010-06-11 o godz. 19:45
0

jednak moja historia nie skonczyla sie happy-endem.... :( 6tc

Odpowiedz
babinka 2010-06-03 o godz. 08:21
0

moja historia z happy endem to po prostu udane ISCI :D jestem przeszczęśliwa, i czekamy już na naszą dzidzię. Nigdy nie przypuszczała bym, że z jednego bidusiego zarodka będzie ciąża. wyniki mieliśmy na prawdę kiepskie ale się udało, czego innym też życzę z całego serducha

Odpowiedz
sweety 2010-05-20 o godz. 21:34
0

kiki27, czekamy na Twoją historie :D

Odpowiedz
Gość 2010-05-20 o godz. 20:08
0

Ojoj!!!! :D Aniu cholerka, teraz zrobie balagan na forum a przeciez jestem moderator ale co tam - strasznie ci gratuluje i ogromnie sie ciesze!!!! :D

Odpowiedz
ania j 2010-05-17 o godz. 12:37
0

ja w sumie powinnam poczekac do jutra...
w tym cyklu mialam zapalenie oskrzeli i jak pamietacie drogie starzcki a innym dopowiem:
mialam 40C goraczki i bylalm totalnie oslabiona!Na 100% nie myslalm o dzidzi bo przeciez czekalam na @ zeby ustalic termin IUI - zakupilam nawet leki!
Przytulanka byly nie w te dni co trzeba....i tak szczerze powiedziawszy nie liczylam na to ze sie uda.Oprocz lekkich skurczow @ i zawrotow nic mi nie bylo wiec nawet nie podejrzewalam a to ze nie mam @ to podejrzewalam ze poprostu znow mi podskoczyla prl,choc troche mnie to dziwilo bo biore caly czas bromek.

Lekow oprocz bromku nie bralam....ale bralam go dłuzej prawie pol roku.Przez 3 m-ce 1 tabl na noc a pozniej pol a po pol roku znowu 1 cala na noc.I w pierwszym cyklu w ktorym zaczelam brac cala .... tak niesmialo stwierdze ze sie udalo!!!!Wczesniej przechodzilam stymulacje w ktory byl wlaczony metformax a ostatni cykl z luteina mialam 3 m-ce temu bo mialam niski progesteron.Czesto w parze z hiperprolaktylemia idzie niski progesteron....ot i cala historia.poprostu po raz pierwszy nie liczylam i nie obliczlam kiedy trzeba....i stalo sie!!!!!

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie