Quantcast
  • xena_music odsłony: 3874

    INJ-czyli u Instruktora Nauki Jazdy (autentyki)

    Zaczynamy skromnie, od ulubionych powiedzonek Panów Instruktorów:

    Mój instruktor, ponad 100 kg wagi, za bardzo za mną nie przepadał. Jak nie wykonywałem poleceń, mawiał: "Jak wół pierdzi, to obora słucha!" Czasem dodawał: "Ty trollu! (czyżby bywalec JM?)... No i niezapomniane "Orientuj się na leflektor!"

    *****
    Mój instruktor, jak ktoś przechodził przed maską (z dala od przejścia dla pieszych)
    lubił krzyczeć: "PO PIĘTACH IM!!!"

    *****

    Ulubionym zawołaniem mojego INJ było: "K***A, PIOTREK!!! Żeby ci wszystkie kochanki w ciążę zaszły!!!"

    Klątwa, dzięki Bogu, się nie spełniła.

    *****

    Przede wszystkim credo całej szkoły jazdy było powiedzenie: "Ciągła linia nie murzyn, nie wolno po niej jeździć!"
    Zadziwiające, że jak trochę się pojeździło, to zaraz przed egzaminem obowiązywało inne: "Ciągła linia nie ściana..."

    *****

    A mój małżonek na kursie usłyszał od instruktora, gdy stał na podporządkowanej i czekał na dogodny moment, żeby skręcić w prawo na główną: "No jedź wreszcie, bo nam tu czynsz zaczną naliczać."

    Przyjrzyjmy się też mniej i bardziej konwencjonalnym metodom dydaktycznym:

    Na jeździe Lechu stawiał kubek z kawą w uchwycie i mówił: "Jak się wyleje, to w******ol."

    *****

    Moja mama miała z kolei instruktora, który, jak się przegapiło jakiś znak, to kilkaset metrów dalej kazał się zatrzymać, dawał szmatę i kazał biec polerować ten znak, żeby był bardziej widoczny.

    *****

    To i ja dorzucę opowieść z ostatniej jazdy na kursie - w dniu egzaminu - było to 27 grudnia w ubiegłym stuleciu...
    Odwilż na całego, ulice pokryte tzw. błotem pośniegowym... Jadę sobie spokojnie przez jedną z dzielnic Katowic, nagle instruktor mówi:
    - Odbij lekko w lewo...
    Nie bardzo wiedziałem po co, więc nie posłuchałem (do dzisiaj, zanim zrobię to, co mi "każe" żona, najpierw zastanawiam się po co... i też nie słucham... czasem...)
    Następne zdanie jakie usłyszałem od instruktora brzmiało:
    - A teraz zobacz w lusterku, jak ci ochlapani faceci cię chu.ami obrzucają... I nie zrób tego po południu na egzaminie!!

    *****

    Po opanowaniu ruszania bez gaszenia silnika, przeszłam płynnie do ruszania z piskiem opon, co bardzo spodobało się mojemu instruktorowi, więc jak była sposobność, to na światłach rzucał czasami:
    -Ruszaj, ale tak z piskiem opon, poooostraszymy mercedesa (BMW, żuka, co tam się akurat nawinęło).

    *****

    Wiosna, jeździmy po mieście, a jak to na wiosnę płeć piękna na chodnikach odwraca uwagę kierowców od kółka.
    Mój instruktor, poirytowany już przypominaniem mi, że powinienem patrzeć przede wszystkim do przodu, a nie na boki, krzyczy:
    - Jedź na targ!!!
    - Po co????????????
    - Kupimy p*zde cielęcą, przykleję ją na masce, to będziesz się do przodu patrzył.

    Jeśli komuś się wydaje, że praca INJ jest łatwa, lekka i przyjemna, to jest w ogromnym błędzie. Nie dość, że stanowisko pracy mało komfortowe i grozi uszczerbek na zdrowiu, to jeszcze te złowieszcze przejazdy kolejowe:

    Ja trafiałem czasami instruktora, którego większość energii i uwagi koncentrowała się na wygodnym ułożeniu na siedzeniu: rozkładał siedzenie, układał się na jeden bok, zaklął, zmiana na drugi bok i tak godzinę...

    *****

    Prawko robiłam dawno temu na maluszku. Wczesniej owszem siedziałam za kółkiem jakieś dwie minuty jeżdżąc po piaszczystym polu, "na jedynce".
    Pierwsza jazda, instruktor pyta:
    -Jeździła pani kiedyś??
    -Oczywiscie!
    -No to jedziemy.
    Pojechaliśmy bocznymi ulicami Olsztyna. Na jednej z nich są tory. Nie wiem, jakim cudem zamiast dwójki wrzuciłam czwórkę i z impetem przejechałam przez tory.
    Efekt? Instruktor wygiął dach malucha i dwa tygodnie chodził w kołnierzu ortopedycznym.
    Ale "oddał" mnie innemu instruktorowi do nauki.

    *****

    Ja z kolei na moich pierwszych zajęciach praktycznych miałem za zadanie zajechać na McDrive, gdzie instruktor kupił sobie jakiegoś shake?a i kazał mi ruszyć dalej. Pokrążyliśmy po mieście, a następnie wracaliśmy przez dość ruchliwy przejazd kolejowy (trasa Katowice-Częstochowa), do tego położony w lesie. Dojeżdżając do tegoż przejazdu usłyszałem tylko z ust instruktora: "Nie lubię tego miejsca". Ja przerażony, czarne myśli chodzą po głowie, rozglądam się za pociągiem, w końcu nie wytrzymałem i zapytałem, dlaczego? Na to instruktor z kamienną miną: "Bo tu mi się ZAWSZE shake kończy". I wywalił przez okno kubek z McDonald?sa, a ja myślałem, że też go zaraz wyrzucę. Ale poczciwy z niego chłop był i zawsze było z nim zabawnie.

    Wobec tak obowiązków tak ciężkich i stresujących jasne jest, że trzeba znaleźć sposób na odprężenie. A jaki jest najlepszy? Tak, tak, dokładnie to, co myślicie:

    Pojeździłem sobie po mieście, podjechałem pod dom następnego kursanta, ustąpiłem mu miejsca, a sam siadłem z tyłu. Przy rondzie De Gaulle?a musieliśmy się zatrzymać kilkadziesiąt metrów przed światłami, akurat na wysokości przystanku. Stoimy, czekamy na zmianę świateł i nagle słyszę głos instruktora:
    - Aaaale sztuka.
    Ja i kierowca natychmiast podążamy za jego wzrokiem i dostrzegamy na prawo od nas, na przystanku, bardzo ładną blondynkę. W tym samym momencie instruktor odzywa się po raz kolejny, tym razem spokojnym, beznamiętnym głosem.
    - Kierowca powinien się patrzeć przed siebie.
    Po czym sam spokojnie kontynuował oglądanie pani na przystanku.

    *****

    Spokojniutko, pełen koncentracji toczyłem się po zakręcie w lewo na dość dużym skrzyżowaniu. Nagle przeraźliwy wrzask, który wydał mój instruktor, spowodował podskoczenie mojego serca do przełyku i wielką chęć zrobienia siusiu.
    - Widziałeś? - krzyczał - widziałeś to? Powiedz, że widziałeś.
    Oczywiście ja nic nie widziałem. To znaczy ja myślałem, że wiem co się dzieje na ulicy i ogólnie miałem oczy dookoła głowy, ale po tym gwałtownie wykrzyczanym pytaniu nie byłem pewien rzeczywistości, która mnie otacza. Gdyby ktoś zapytał mnie wtedy, czy to ja prowadzę samochód, wyparłbym się szczerze.
    - Co? Co? Co się dzieje? - pytałem rozpaczliwie spodziewając się uderzenia rozpędzonego tira nadjeżdżającego z innego kierunku niż ja patrzę...
    - Widziałeś, jaka zaaaajjjjjjjeeeeeee*iiista dupa szła? Krzysiu, zawracaj!

    *****

    Jeden z moich znajomych opowiadał mi, jak raz na mieście instruktor zaczął ryczeć na niego: "TRĄB!". Ten nie wiedział po co, a instruktor dalej się drze. W końcu przerażony zapytał (kursant): "Ale... dlaczego?". "Nie widziałeś jaka d*pa szła?!"

    *****

    (...) Za to ten, co mi go dali później na pożarcie, to był młody ziutek, podjeżdżaliśmy powolutku do krawężnika, i rozlegało się:
    - Może panią podwieźć? (Wystarczył rzut oka na rozklekotanego fiata 126p i rozdygotanego kierowcę bombowca z nosem przy szybie... żadna nie wsiadła.)

    Dodatkową rekompensatą dla INJ bywa nobilitacja płynąca z pełnionych przez niego obowiązków:

    Ja wieki temu kończyłem technikum samochodowe, więc prawo jazdy to był u nas "normalny" przedmiot jak matma czy polski. W związku, z czym do instruktorów zwracaliśmy się vel. "panie profesorze" a na jazdy zabieraliśmy ze sobą dziennik, w którym wystawiali nam normalne stopnie. Miało to pewien mankament, jak się nie zdało prawka, to się kiblowało. Kiedyś podjechaliśmy na stacje benzynową. Kartki na paliwo, gościu nalewający, coby klient sobie przypadkiem pół litra więcej nie nalał, takie klimaty aż się łezka w oku kręci, ale płaciło się normalnie, znaczy się w okienku. Instruktor wysiadł, coby uiścić, a przysłuchujący się naszym rozmowom "benzyniarz" (bo jazdy mieliśmy Warszawą, więc poza "profesorem" ładowało się nas czterech - miał kto gadać), zapytał: "A ten naukowiec, co poszedł płacić, to też z wami zdaje, czy to sponsor jakiś?"
    Jakże się zdziwił, kiedy w sekundę zapluliśmy prawie wszystkie szyby.

    I wreszcie przychodzi dzień egzaminu...

    Pewna kursantka na egzaminie na hasło egzaminatora "na światłach w lewo" włączyła światła i wjechała na trawnik. (Oblała.)

    *****

    Na egzaminie chłopaczyna powiedział, że nie pojedzie, póki pan egzaminator nie zapnie pasów. (Oblał.)

    *****

    Odpowiedzi (3)
    Ostatnia odpowiedź: 2009-08-18, 10:29:35
    Kategoria: Pozostałe
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
Nelly 2009-08-18 o godz. 10:29
0

lol lol

Odpowiedz
Gość 2009-08-17 o godz. 16:52
0

Przekleństwo z kochanką trzeba zastosować :)

Odpowiedz
monia:) 2009-08-17 o godz. 05:54
0

dobre 8) lol

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie